izzy69
22.02.06, 14:19
Chodzę z Amelcią na rehabilitacje już 4 m-c. Ma asymetrię i wnm. Na początku
lutego byłam z nią na kontroli u neurologa i ponieważ skończyły się reh, u
lekarki po skierowanie na następne. Oboje poweidzieli,że wszytsko jest już
bardzo dobrze,dziecko mieści się w granicach normy i wogóle jest cacy.
Dostała skierowanie na jeszcze jedną sesję ćwiczeń tak profilaktycznie.
I niby fajnie, ale rehabilitant uważa,że Amelcia ma jeszcze dużą
asymetrię ,która nie ustępuje i on by z Nią ćwiczył częściej, ale w
przyuchodni nie ma wolnych terminów. Zaraz po nas na ćwiczenia przychodzi
taka dziewczyna z synkiem, który jest m-ąc starszy od Amelci i ona mówi,żeby
zdawać się na to co Piotrek mówi (tzn.rehabilitant) , bo lekarze to różnie
mówią i żeby wykupić u Niego dodoatkowe zajęcia prywatnie i żeby się zapytać
bo On sam nie zproponuje bo jemu to głupio. Fakt faktem chłopiec jest
wyćwiczony bardzo - ładnie siedzi , raczkuje, stoi. Tyle,że to są znajomi
tego Piotrka jakaś rodzina czy "cóś".
I teraz:
- nie wiem czy słuchać tego co mówi lekarka i neurolog i być spkojną
- czy rehabilitant chce dobrze, czy może chce mnie naciągnąć na prywatne
wizyty, bo widzi , że się martwię.
Mój mąż mówi,że Piotrek wymyśla i właśnie chodzi mu o kasę bo dziecko jest ok.
On mi trochę na takiego wygląda, kręci ze 4 interesy na raz ( z tego co mówi)
no i ta jego znajoma tak nagle dzisiaj zaczęła naciskać,żeby wykupić
dodatkowe ćwiczenia, bo Piotrek wie co mówi i tak bardzo dzieci kocha.
Może się czepiam . Amelcia wkońcu jeszcze nia raczkuje i nie zanosi się na to
wogóle. Dopiero co zaczęła pełzać i to bardzo licho.
Poradźcie , bo nie wiem co robić.