pierans
21.04.04, 09:13
Wczoraj na stacji benzynowej przejrzałam Superexpress (lokalny wannabe
szmatławca)i taka oto była tam historia:
Młodzian niemiecki (18 lat) będący z wycieczką na Pomorzu, po zwiedzeniu
Sztuthofu doznał porażenia duchowego - odmówił bycia Niemcem.
przestał mówić po niemiecku, oddał dokumenty, oznajmił, że nie wraca do
Berlina, że jest mu wstyd i poprosił o azyl. Z faktami jak dotąd nie
dyskutuję.
Natomiast tu się zaczyna jazda - urzędy zarówno niemieckie jak i polskie
zdurniały.
Chłopiec zgłosił się na policję i wyjaśnił, co zamierza - ci wsadzili go do
izby zatrzymań (eufemizm aresztu?), bo nie miał dokumentów. No nie miał, bo
im oddał!
Konsulat niemiecki zafundował mu badania psychiatryczne (zdrów jak ryba).
Potem zadzwonił do rodziców - po co? młodzian dorosły w świetle prawa.
I inne kolejne absurdy - na koniec deportowali go (czytaj odwiezli do dom do
mamusi).
Wniosek - nie przeżywaj psychologicznych sytuacji granicznych poza granicami
swojej ojczyzny.