ogabignac
03.09.04, 04:00
Zwiedzalem Budapeszt.
Wybralem sie tez troche poza stolice - w Eger na ulicach spotkalem wielu
Polakow; to calkiem mily i niedrogi kurort.
Najgorsze byly upaly; kazdego dnia mielismy powyzej 30 stopni i kazdego dnia
po poludniu "wymiekalismy" - tzn. wskakiwalismy do basenow.
W Eger wlasnie maja wielki zespol basenow z woda o roznych temperaturach i...
zapachach.
Zapach jedzonego jaja na twardo np.
Po godz. 16 bilet na basen jest o polowe tanszy bo do konca jest tylko 3
godziny. Ciekawostka - okolo pol godziny przed koncem spuszczaja wode z
wszystkich basenow - tak wiec nie ma problemow z wyganianiem ostatnich gosci.
Baseny i laznie na Wegrzech budowano od dawna.
Najpierw Rzymianie w II wieku, potem Turcy docenili zalety wod termalnych.
Dzisiejsze kapieliska znajduja sie wiec z reguly tam gdzie byly laznie
tureckie - niektore stare budowle maja wiec do dzis elementy architektoniczne
z tamtych czasow.
Gulasz wegierski okazal sie nie tak ostry jak o nim pisza.
Oprocz slynnego wegierskiego Tokaju chcielismy skosztowac ich Palinki.
Okazala sie calkowicie niestrawna.
W pewnym hipermarkecie nabylismy cala baterie takich malych(200 ml)
buteleczek z roznymi nazwami i kolorami, by w parku i w cieniu poddac sie
przemilej degustacji;)
Wszystkie mialy bogata skale smakow - od zblizonej do denaturatu do politury
na meble - bleee...
Wszyskie zostawilismy pod lawka i juz wiecej nie eksperymentowalismy.
Tylko w skansenie wsi wegierskiej w Santendre zaraz przy wejsciu doznalismy
milych wrazen. A byla to Slivovic - Kosher;)
Pozdrawiam