Dodaj do ulubionych

Biegam bo chcę

14.07.15, 13:16
Dzisiaj rano, zgodnie z wrzuconą wczoraj informacją trochę refleksyjnie. Taka refleksja napłynęła do substytutu rozumu w mojej głowie się znajdującego, kiedy zerknąłem na zdjęcie, które Robert później poznany mi podesłał. Pominąwszy religijny aspekt, do którego nie wypada mi nawiązywać, nie wiem dlaczego, ale skojarzył mi się muzyczny kawałek Wilków ( wrzucony na bloga biegaczamator.blog.pl/2015/07/14/biegne-bo-chce/)

Może nie będę wnikał, które szczególnie fragmenty tekstu mi pasują, bo tak będzie bardziej obyczajowo. Ale oczywiście nie byłbym sobą, gdybym własnych przeróbek nie wprowadzał. I tak, jak w tytule wpisu, nie „Lecę, bo chcę”, tylko „ Biegam bo chcę”. Bo to jest tak naprawdę nasz główny biegowy motywator. Takie proste, a jednocześnie tak nieczęsto odkrywane. Bo owszem biegamy dla zdrowia, pasji, dobrego samopoczucia i innych takich. Są setki wymyślnych i tworzonych motywacji. Bo to nasza pasja, bo ogień biegowy nas podpala. Czy nawet jak jedna z Pań nieśmiało zauważyła, ale o czym już wcześniej pisałem, że bieganie powoduje niesamowity wzrost naszego męskiego libido. Nie ma co tutaj z zawstydzenia się płonić, gdyż w zasadzie wszystkie osoby, które mnie odwiedzają są już pełnoletnie i raczej zdecydowanie dojrzałe i dorosłe. Dlatego mogę śmiało i zdecydowanie napisać: bieganie jest najlepszym afrodyzjakiem. Odczucia, wrażenia po biegowym wysiłku wchodzą na zupełnie wcześniej nie znane obszary. Nie raz już pisałem, że najlepsze, najbardziej gorące odczucia po startach zorganizowanych. A co jest zupełnie paradoksalne, im dłuższe starty, tym wewnętrzny i duchowy ogień bardziej buzuje. Każdemu ze szczerego serca mogę polecić.

Ale to wszystko to jest rezultat, efekt, czy wynik naszego biegania. Ale żeby to nastąpiło, to przede wszystkim musimy chcieć biegać. To jest pierwsza i najważniejsza motywacja. Musimy wpierw chcieć. Tak będę to powtarzał jak mantrę, bo to jest najważniejsza ze wszystkich motywacjo. A jak będziemy chcieli, to wtedy wszystko będzie łatwe i przyjemne. Nawet krew, łzy i pot na trasach i treningach zostawiane. Tak bieganie jest cudowną pasją, ale często wyczerpującą. Poznajemy granice swoich możliwości, a nawet potrafimy je przekroczyć wstępując tam, gdzie nawet nigdy nie marzyliśmy, że możemy się znaleźć. Musimy dać z siebie wszystko. Czasem na ostatnich kilometrach na czterech, czołgając się, ale by dotrzeć, by zobaczyć bramkę mety, przekroczyć ją. Wtedy nic już się nie liczy. Każdy kto biega, kto miał już szansę zmierzyć się z sobą samym w zorganizowanym biegu ten wie o czym skrobię. Powiedzmy sobie szczerze. Ponad 90% z nas biegających nie liczy na czołowe miejsca, nagrody i inne takie. Naszą nagrodą, naszym zwycięstwem jest to, że znajdziemy się na mecie w limicie obowiązującego czasu. Pokonamy sami siebie. A jeżeli się nie uda i legniemy? Trudno, każdego wcześniej czy później to spotka. Ale to będzie kolejna, jeszcze większa motywacja. By podnieść się i stanąć w strefie startu po razu drugi I znowu pobiec na tym samym dystansie na którym raz polegliśmy. I spróbować powalczyć drugi raz. A jeżeli się nie uda? Trudno, dobiegniemy po raz trzeci. W końcu pokonamy dystans, pokonamy siebie, a nagroda? Ci co nie biegają nawet jej sobie nie potrafią wyobrazić. Jaka wielka, jaka wspaniała na nas czeka. Więc cóż… Biegnę bo chcę.

Chociaż muszę przyznać, że powoli wbiegam na kolejny etap przygotowania do biegania. Mimo mojej pełnej biegowej amatorszczyzny i zaliczania się do ponad 90% tłumu biegaczy, którzy poza samymi sobą z nikim innym na trasie nie walczymy, to do wszystkich spraw podchodzimy coraz bardziej profesjonalnie. Tak więc trenujemy zgodnie z zasadami, korzystamy ze wsparcia medycznego, staramy się o najbardziej nam odpowiadający sprzęt ( patrz buty) do biegania i inne takie. Dlatego dzisiaj znowu się wybieram do Reh Medu po wsparcie medyczne. W końcu do pierwszego maratonu coraz bliżej i bliżej. Przymierzam się także do współpracy z trenerem biegania ( podobnie jak Agnes). Pamiętam jak swoje wyniki poprawiła. Ostatnio ma co prawda słabsze, ale trener nadal ją wspiera. Dlatego także zaczynam rozmowy na temat współpracy z osobą, która posiada imponującą wiedzę w tym zakresie. Ale bliższe szczegóły nastąpią, kiedy się dogadam i uzyskam zgodę na opublikowanie takiej informacji.

Jak nie raz pisałem. Biegajmy po amatorsku, bo jesteśmy amatorami, ale przygotowujmy się zawodowo, bo nas koniec może być równie amatorski, co spektakularny. A chodzi o to byśmy mogli sobie zaśpiewać:

Od tego trzeba zacząć rzecz,

Biegnę choć zgubiłem pakiet,

Niewiele pamiętam,

Gdzie zgubiłem go

Czuję w sobie ognia pęd

Dobrze jest ciągniemy grę,

Tuptaniu nie ma końca,

Każde z nas to zna



Biegnę bo chcę,

Biegnę przez noce i dnie

Czy mam pakiet czy nie

Biegam bo tak mi się chce,

Biegnę bo wciąż kocham Ciebie

Kocham Cię



Bieganie ciągle bawi mnie

Mijają lata, noce dnie

Nawet nie pamiętam,

Gdzie przyszło mi lec

Boimy się, biegnąc wciąż,

Chociaż czasem kusi wąż

Wszystko w naszych nogach,

Nie budzimy się…



Biegnę bo chcę,

Biegnę przez noce i dnie

Czy mam pakiet czy nie

Biegam bo tak mi się chce,

Biegnę bo wciąż kocham Ciebie

Kocham Cię

Oczywiście musiałem przerobić po mojemu. Mam nadzieję, że nie wypadło tragicznie. Ale jak widzę to zdjęcie to tam mi się kojarzy. A do kogo wyzwanie, niech pozostanie moją słodką tajemnicą.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka