millefiori
24.11.04, 07:59
Wdzialam wlasny zimowy szlafrok (bez podtekstow; nie tak frywolny jak
Vaudowy, tylko:)
gruby, frotowy, obszerny, solidny, do piet, w kolorze koktajlu jagodowego,
albo co bardziej do realiow madziarskich przystajace (brak czarnych jagod),
koktajlu mlecznego z winogron miejscowych pod nazwa Otello (podobnych do
concord grapes, z ktorych galaretke winogronowa sie produkuje).
I szlafrok zapachnial mi Panem M i zestawem jego kosmetykow, co w tym
szlafroku po ablucjach w zeszlym tygodniu z lazienek pomykali, jako ze
wzgorza wichrowe i cugi po domu lataja. Powtornie sie zdziwilam trwaloscia
aromatow, gdy wywloklam z szafy kurtke uzytkowana w czasie pierwszego ataku
wichru na wzgorzach we wrzesniu, a kurtka dzielnie pachniala perfumami, ktore
wykonczylam jakos mniej wiecej w tym samym czasie. Niech zyje francuska
chemia!
zas Delfinowa koszula po sobocie ma z lewej strony kolnierzyka wtarty
solidnie fond de teint.
Co mi przypomnialo widziany na sklepowej półce wywabiacz plam (ten, co to
wywabia plamy na schody, i pierze po gebie, ze za Slonimskim/Tuwimem zacytuje)
z nastepujacym zachecajacym do kupna widoczkiem na etykiecie:
szminka krwista odbita w ust ksztalt na bialej koszuli.
Tu w mym umysle praktycznej gospodyni domowej i Dziewiarki stosowanej z
syndromem Marioli (w danym momencie), zaleglo sie pytanie:
KTO i po KIM ma te szminke wywabiac przed praniem?
Jak na razie wymyslilam 4 opcje z udzialem 3 osob.