Dodaj do ulubionych

żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu moim

07.12.05, 19:26
DEMONY

Na świat przychodzimy w ciszy
poczęci wilgocią
i zamyśleniem naszych matek
na mostach z chmur
między niebem a ziemią

udajemy siebie
a jesteśmy wiatrem
co rozsiewa krzyk
i burzy pałace ze zwiędłych liści
przy okazji szlifujemy
carraryjski marmur na kolumny

mowa nasza
jest wielce bełkotliwa
niezrozumiała dla nas samych
w czaszkach piwniczny chłód
a zdania bez początku i końca

nasze dłonie
jak korzenie wyrwanych drzew
nie służą już niczemu
są tylko świadectwem naszej bezsilności

oceany i kipiel wodospadów
to nasza krew
a pamięć
to nie tylko przeszłość

czasami
kiedy przeglądamy się
w spojrzeniach ludzi
widzimy tam tylko strach
cieszymy się
bo to znak
że będzie nas więcej
Obserwuj wątek
    • mateuszwierzbicki Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 08.12.05, 17:29
      to przed kogo ja perłę rzuciłem? :)
      • cezar8 Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 08.12.05, 18:00
        Czy mamy ten wiersz zinterpretowac???? Ja dziekuje!
        • mateuszwierzbicki Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 08.12.05, 18:07
          żadnych interpretacji! tylko czytać, bo to mój własny, tymi rencami napisany i
          z moich ulubiony :)
          • cezar8 Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 08.12.05, 18:14
            ja przeczytalam juz 3 razy! Podoba mi sie ( wiem, zabrzmialo banalnie )
            • mateuszwierzbicki Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 08.12.05, 18:48
              to sie cieszę Cezario :)
    • mrug Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 09.12.05, 23:12
      Mateuszu!
      Prosimy o jeszcze!
      • mateuszwierzbicki TORA 09.12.05, 23:22
        GENESIS (BERESZIT)

        na początku nie mogło być słowa
        raczej krzyk trwogi
        na myśl o tym
        czego nie było
        a co być może będzie

        o to co przedtem nie pytano
        tym bardziej
        że nie było to do pomyślenia
        pod groźbą wiedzy o tym
        co było
        jest
        i będzie

        zegary
        których jeszcze nie było
        odmierzały czas w zupełnie drugą stronę

        rodziców
        wydawanych na świat przez własne dzieci
        po chwili nikt już nie pamiętał
        a wichry się uspokajały
        zanim zdołały nadejść
        i rzeki płynęły do swoich źródeł
        unosząc ikrę tańczących łososi

        zanim byliśmy
        to już nas nie było
        i twarze starców
        wygładzały się z każdą chwilą
        niczym senne morze

        to było nasze Zandalee
        a raczej kiedyś będzie nasze
        o Zandalee
        nasze Zandalee
        nasze święte Zandalee

        nie mieliśmy kościołów
        bo zanim je wznieśliśmy
        nie było nikogo
        kto by je umiał budować
        nie mówiąc o modlitwach
        ani słowach
        z których się składały

        nad kwiaty przedkładaliśmy ich zapach
        a zamiast motyli
        wystarczał nam szelest ich skrzydeł
        i cień na pękających skałach

        tak więc
        będziemy po wsze czasy głosić
        że tak naprawdę
        zanim to wszystko na dobre się zaczęło
        już było po wszystkim
        po naszym świętym Zandalee


        EXODUS (WEELLE SZEMOT)

        nie zdołano nas wszystkich zabić
        może dlatego
        że wielu z nas
        nie było świadomych zagrożenia
        a jeden z nas bardziej niż
        my wszyscy razem wzięci

        Zandalee nie było nawet wspomnieniem
        a jednak pojawiało się w snach
        i nie dawało spokoju

        niektórzy z nas wiedzieli dużo
        a jeden z nas więcej niż
        my wszyscy razem wzięci
        więc bez jednego słowa
        poszliśmy za nim
        kiedy któregoś ranka
        jego posłanie było puste

        jego śladów na piasku
        nie zdążył wygładzić wiatr
        a fale rozbić o skały
        porastające lustro wielkiej wody
        i słońce całkiem zaszło
        za klucz czerwonych flamingów

        wędrówka nasza
        trwała wieki całe
        nam się przynajmniej tak wydawało
        jemu zaś mniej od
        nas wszystkich razem wziętych
        pewnego ranka wiedzieliśmy
        że to już koniec

        nawet najstarsi z nas nie wiedzą
        skąd znamy modlitwy
        bez przerwy odmawiane
        przed kamienną ścianą
        na rynku w Zandalee
        naszym Zandalee
        naszym świętym Zandalee


        LEUITIKON (WAJJIKRA)

        i tak żyjemy
        w rytm obrotów ciał niebieskich
        od świąt do świąt
        tych większych i tych mniejszych
        do bólu przestrzegając reguł
        porządkujących nasze życie

        niektóre dobrze rozumiemy
        inne mniej
        a jeszcze innych wcale
        lecz kiedy do utraty tchu tańczymy
        i przeglądamy się w ciemnym niebie
        bacznie wypatrując
        najmniejszych choćby oznak ich łamania
        to dobrze wiemy
        że tak musimy
        bez złudzeń
        że można inaczej

        zbyt długo nas nie było w Zandalee
        naszym Zandalee
        naszym świętym Zandalee
        żeby pozwalać naszym myślom
        krążyć nad tym wszystkim

        my wreszcie wiemy
        nieważne nawet co
        lecz wiemy
        i jak
        i co
        i kiedy

        zbyt długo nas nie było w Zandalee


        NUMERI (BEMIDBAR)

        aż przyszedł dzień
        gdy było nas zbyt wielu
        aż brat nie poznawał brata
        i przy biesiadnych stołach
        zajmowaliśmy miejsca tych
        co mieli studnie i ogrody
        z których ukradkiem czerpaliśmy wodę
        i rwaliśmy dorodne oliwki

        Zandalee robiło się za małe
        i coraz częściej nasi kapłani
        nie mieli ochoty spryskiwać ołtarzy
        krwią gołębi
        chwytanych przez nas w sieci

        a przecież kiedyś tęskniliśmy
        za naszym Zandalee
        zapomnieliśmy że świętym
        i kiedy się policzyliśmy
        bez słowa sprzeciwu ruszyliśmy przed siebie
        przy dźwiękach bębnów i trąb
        nie wiedząc kto i dokąd nas prowadzi

        Zandalee stawało się wspomnieniem
        a my znowu nie byliśmy pewni
        czy to co było kiedyś
        nie jest przypadkiem tym co będzie

        nasze stopy wzniecały pył
        i była ciemność
        a noc nie różniła się od dnia
        i oślepłe ptaki rozbijały mury miast
        które chcąc nie chcąc zdobyliśmy bez walki
        nie licząc głosu naszych trąb bojowych

        doszliśmy do końca
        dalej nie było nic
        a my nie wiedzieliśmy
        skąd i po co wyszliśmy
        skoro dalej nie było nic
        za nami kości
        i zatruta krwią ziemia
        pełna sępów i belladonny

        nie podnosiliśmy wzroku
        głowy kuląc w ramionach
        kiedy z końca świata
        wracaliśmy w ciszy
        tam skąd wyszliśmy
        nie wiedzieć czemu i po co

        w Zandalee życie powoli wracało do normy


        DEUTERONOMIUM (HADDEBARIM)

        i nie mogliśmy patrzeć w słońce
        bez płatków z kwiatów na powiekach
        natomiast w lustrach wód stojących
        oglądaliśmy się na nowo

        uczyliśmy się też na nowo
        jako tako żyć
        bardziej przeczuwając
        niż cokolwiek wiedząc
        a to było najbardziej potrzebne

        nasze dzieci ściskały nas mocno za ręce
        matki gładziły po siwiejących głowach
        i szeptały ciche zaklęcia
        rozwiewane zaraz przez wiatr
        w nocy słychać było nieraz
        ich niewyraźne echo
        i niektórzy z nas zaczęli się uczyć
        zapomnianej mowy kapłanów

        dziwne to i trudne do pojęcia
        nikt nie pamiętał od kiedy
        może od wschodu słońca
        albo pierwszego plastra miodu
        bez śladu goryczy

        każdy z nas wreszcie się dowiedział
        o rzeczach prostych
        niezbyt pogmatwanych
        jak tych o męstwie oraz łagodności
        jak wreszcie tych o wprost mówieniu
        bez względu na okoliczności
        i nazywaniu rzeczy po imieniu
        patrząc spokojnie przy tym w oczy
        a bestii która drzemie słodko
        w czeluściach naszych twardych czaszek
        nie budzić bez ważnej potrzeby
        i regularnie brać kąpiele
        w zakolach rzeki zapomnienia
        aby zmyć cień co rzuca niebo
        i rankiem gasić wszystkie gwiazdy
        aż przyjdzie dzień
        a może noc

        i nic nie będzie zbyt ważne
        • mrug Re: TORA 09.12.05, 23:27
          Hobbystyka, czy bardziej zawodowo?
          • mateuszwierzbicki Re: TORA 09.12.05, 23:39
            można być zawodowym poetą? :)
            • tempe Re: TORA 09.12.05, 23:40
              nie do nas to pytanie
            • mrug Re: TORA 09.12.05, 23:41
              Jak najbardziej.;)
            • mrug Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:41
              Nie pomogły zastrzyki,
              recenzje i pomniki
              ni kwaśne mleko:
              Przyszedł szarlatan - szuja,
              opukał go, pobujał:
              -Dementia praecox.

              Toż radość była w domu,
              nareszcie koniec sromu,
              skończony kłopot !
              Dozorca śmiał się setnie:
              -Zaraz mu nitkę przetnie
              panna Atropos.

              Żona klaskała w dłonie:
              -Ach, przecie nadszedł koniec
              pijackich orgii.
              Bólów miałam nie mało,
              nareszcie twoje ciało
              wezmą do morgi.

              Wszyscy stanęli kołem
              z czołem bardzo wesołem:
              Prasa, kuzyni;
              i szacowne to grono
              orzekło unisono:
              -Dobrze tak świni!

              Po co dziewki uwodził,
              nocą domy nachodził,
              sen rwąc dzieciątek;
              i po co "Pod Zegarem"
              lał w brzucho wino stare
              świątek i piątek?

              Zna go dobrze Warszawa:
              Pożyczał-nie oddawał,
              nasienie drańskie;
              a "poetyczne dale"
              to były te skandale
              w "Małej Ziemiańskiej".

              Dobrze ci, stary draniu,
              za grzechy nad otchłanią
              inferna zwisasz.
              Najprzód gwiazdy i róże,
              potem stołek w cenzurze-
              sprzedajny pisarz!

              Tak to nadobne grono
              radziło unisono
              w śmiertelnej sali.
              A że lico miał bladsze
              orzekli:-Pewnie nadszedł
              koniec kanalii.

              Zapachniały zefiry,
              brzękły potrójne liry,
              pierzchnęła tłuszcza.
              Serce alkoholowe
              unieśli aniołowie
              na złotych bluszczach.
              • mateuszwierzbicki Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:46
                pamięć mnie zawodzi, ale to Gałczyński chyba albo Tuwim?
                • tempe Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:47
                  chyba Gałczyński
                  co wygrałem?
                  • mateuszwierzbicki Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:48
                    mrugnięcie powieki Mruga ?
                    • mrug Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:50
                      Wygraliście.
                      Mrugi do odbioru na poste restante.
                      • mateuszwierzbicki Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:55
                        za pokwitowaniem?
                        • mrug Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:56
                          Za porozumiewawczym mrugnięciem.;)
                          • mateuszwierzbicki Re: Ku przestrodze...;)) 09.12.05, 23:57
                            ;)
                          • tempe Re: Ku przestrodze...;)) 10.12.05, 00:00
                            bez do wodów?
                            • mrug Re: Ku przestrodze...;)) 10.12.05, 00:02
                              zasada domniemania niewinności
                              • tempe Re: Ku przestrodze...;)) 10.12.05, 00:12
                                to w państwie prawa
                                a tu na pastwę
                                • mrug Re: Ku przestrodze...;)) 10.12.05, 00:13
                                  dary...dary losu...
        • tempe Re: TORA 10.12.05, 00:06
          podoba mi się i jestem dumny że w sieci znam Mateuszawierzbickiego

          ps. czy nietaktem będzie napisanie że coś mi dzwoni
          i czy czytałem Mateuszawierzbickiego w rzeczywistości
          ??
          • mateuszwierzbicki Re: TORA 10.12.05, 00:09
            :), mało prawdopodobne, bo nie dbając nigdy o druk, kilka wierszy w jakims
            miesieczniku sie ukazało, kilka opowiadań w emigracyjnym miesieczniku pod
            pseudonimem, ale teraz juz dbam o powieść, która dwa lata temu skończyłem (333
            str.)i cały czas ją do niedawna szlifowałem. ja tez jestem z Was dumny :)
            • mrug Re: TORA 10.12.05, 00:12
              Prosimy o przedruk powieści na łamach Nudy.
              Może być w odcinkach.
              • mateuszwierzbicki Re: TORA 10.12.05, 00:13
                a to niezły pomysł :)
                • mrug Re: TORA 10.12.05, 00:20
                  T0 dawaj, waść!;)
              • tempe Re: TORA 10.12.05, 00:13
                moge utworzyć odpowiedni wątek
                czy przebije dwuipółtysięcznik?
            • tempe Re: TORA 10.12.05, 00:12
              po doszlifowaniu do 333 szlifujesz do 666
              ??
              • mateuszwierzbicki Re: TORA 10.12.05, 00:17
                po szlifach ma troche mniej niz 333 (1800 znakowych stron)
                • cezar8 Re: TORA 10.12.05, 00:21
                  prosze, jak sie ladnie watek rozwija! Oby tak dalej!!
                  • mateuszwierzbicki Re: TORA 10.12.05, 00:22
                    musze jakoś najpierw zredagowac, żeby posty nie były za długie :)
                    • mateuszwierzbicki przestroga 10.12.05, 17:01
                      PRZESTROGA

                      nie mów
                      że w piekle panuje john
                      bo nie wiesz tego na pewno

                      nie mów nikomu
                      że w piekle panuje john
                      bo cień zlepionych woskiem skrzydeł
                      walczących z wiatrem aniołów
                      na zawsze zasłoni oczy
                      a ci
                      co smak własnej krwi poznali
                      odejdą w zielone doliny

                      jest piasek
                      gdzie nie spojrzeć piasek
                      i spojrzenia zastygłe na wieki
                      wpół drogi do wież
                      nieśmiało sięgających nieba

                      potem noc jak przypływ księżyca
                      zabiera kształty rzeczy
                      i wspomnienia
                      na obraz i podobieństwo tego
                      czego dawno już nie ma

                      na skrajach urwanych nagle grani
                      jakieś cienie wypatrują znaków

                      odchodzą pory dnia i roku
                      litery bledną trupio
                      i kartki czerpanego papieru
                      jak najświętsze dziewice
                      cierpliwie czekają
                      na łagodne
                      lecz zdecydowane
                      muśnięcia piór kaligrafów

                      ostrożnie
                      to tylko john
                      piasek z milczeniem zalanych piramid
                      osusza tusz
                      na jedwabnych zwojach

                      na nic zaklęcia i mądrości ze spiżu
                      kiedy john przez świat opuszczony
                      bezszelestnie je recytuje
                      w rytm wiatru porywów

                      na ulicy gołębiej jest cicho
                      jak na cmentarnej alei
                      prowadzącej do wspomnień
                      i zaklętych w kamieniu marzeń
                      • mateuszwierzbicki koniec 10.12.05, 17:04
                        KONIEC

                        odchodzić należy w półmroku
                        bez słów
                        zarówno wielkich
                        jak i małych
                        i tak zrobimy
                        wtopieni w jesienne chmury
                        bo mowa jest na naszą zgubę

                        nasze winy zmyją deszcze
                        kłamstwa zaś
                        zagłuszy lament płaczek

                        spojrzenia kobiet i przyjaciół
                        wskażą drogę

                        i będziemy pochyleni
                        po omacku
                        na palcach
                        przed siebie
                        aż dokona się
                        bez naszego już udziału

                        i nie będzie już dnia
                        ani nocy
                        aż krew powoli zamieni się w wino

                        bez pytań
                        a tym bardziej odpowiedzi na nie

                        za linią horyzontu
                        bez żadnych konsekwencji
                        można się już oglądać
                        i biorąc przykład z aniołów
                        zapomnieć o pomieszaniu języków
                        uprawiając sztukę lewitacji

                        ważne jest też nic nie pamiętać
                        inaczej nigdy nie powrócimy
                        • mateuszwierzbicki lokatorzy 10.12.05, 17:06
                          LOKATORZY

                          mieszkańcy pięter ostatnich
                          wyżej jest tylko niebo
                          i wieże kościołów
                          drapaczy chmur nie bierzmy pod uwagę

                          czasami krzyczą
                          nikt nie chce tego poświadczyć
                          a mimo to ich krzyk
                          potrafi przebić chmury
                          uwolnić pioruny

                          i łzy rodzące zmarszczki
                          zdobią ich twarze
                          osuszane porannym słońcem

                          kiedy dzwony biją
                          lub wyją syreny
                          mieszkańcy pięter ostatnich
                          bacznie obserwują krokwie
                          dźwigające dachy i niebo
                          byle trzask jest źródłem niepokoju

                          nocami
                          uzbrojeni w mosiężne lunety
                          śledzą obroty ciał niebieskich
                          próbując przewidzieć przyszłość

                          nie sposób odnaleźć ich na listach lokatorów

                          umierają bezszelestnie
                          a na ich miejsce
                          niepostrzeżenie wprowadzają się następni
            • columbia Re: TORA 12.12.05, 22:45
              mateuszwierzbicki napisał:

              > :), mało prawdopodobne, bo nie dbając nigdy o druk, kilka wierszy w jakims
              > miesieczniku sie ukazało, kilka opowiadań w emigracyjnym miesieczniku pod
              > pseudonimem

              tytuły, tytuły prosimy
              • mateuszwierzbicki Re: TORA 12.12.05, 22:52
                1. miesięcznik ,,Bez dogmatu" (muszę poszukać i sprawdzić daty)- gdzieś druga
                połowa lat 90-tych

                2. miesięcznik emigracyjny ,,POMOST" pod pseudonimem Mateusz, czerwiec-grudzień
                1985
                :)
    • broton Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 10.12.05, 21:02
      ... NIE ...
      ...nie zdołałem przebrnąć połowy drugiego ...

      ... Mateusz - nie pisz ( nie jestem autorytetem )........


      ...broton poczęty wilgocią .......
      • mateuszwierzbicki Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 10.12.05, 21:22
        ale nikt Cię do czytania nie zmusza przecież
        • broton Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 10.12.05, 21:24
          ... to dobrze ...
          • broton Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 10.12.05, 21:31
            ...moja mówi ( ale ja jej to cztam ) - coś w tym jest ....
          • mateuszwierzbicki Re: żebyście się ponudzili przy ulubionym wierszu 10.12.05, 21:32
            a po co ta dziwna agresja?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka