migotka.2
27.09.09, 02:18
Nie oczekuję recepty na mój problem, bo jeżeli sama nie podejmę odpowiedniej
decyzji nikt nie jest w stanie mi pomóc. Piszę bo potrzebuję się wygadać przy
nocnej sobocie. W piątek też oglądałam Vici Christian Barcelona co bardzo
skojarzyło mi się z moim życiem i aktualną sytuacją, w której tkwię.
Nie wiem czy mam słuchać serca czy rozsądku?? Człowiek sam wprowadza siebie w
błędne koło, z którego jest ciężko wybrnąć. Spotykam się z chłopakiem, którego
nie kocham. Przyznaję się sama przed sobą. Lecz często samą siebie oszukuję,
że jest inaczej. Przecież kiedy się kocha drugiego człowieka to się o tym wie.
Pech.... kiedyś przy kłótni, aby w ówczesnej chwili nie zostać samą (bez
partnera) skłamałam :( i wyznałam miłość wiedząc, że tak nie jest i trwa to do
dziś. A teraz?? rozstać się i zranić czy trwać w nieszczęśliwym związku
udając, że wszystko gra. A może czekać, aż ta druga osoba sobie odpuści
pierwsza, aby mieć czyste sumienie??
Kiedyś kochałam i wiedziałam, że to co czuję to miłość, ale to był jedyny raz.
Nigdy podobnego uczucia nie miałam.
Złe jest chyba też, że czasami wątpię w zaradność partnera. Czasami jak
myślami wychodzę dużo do przodu i zastanawiam się nad przyszłością mam pewne
wątpliwości, że wiążąc się z nim miałabym zbyt wiele na głowie. Niezaradność z
jego strony wzięłaby górę. A ja potrzebuję pewnej współpracy. Jestem młodą
osobą, ale też nie nastolatką, która może wybierać i przebierać. Chciałabym
już wyprowadzić się z domu, ale nie stać mnie na taki krok w pojedynkę.
Większość znajomych już układa sobie życie. Mają partnera, którego mogą być
"pewni".
Przyznaję się, że moim problemem jest niska samoocena, przez co mam
wątpliwości czy kiedykolwiek spotkam miłość i człowieka, z którym będę
szczęśliwa, który mnie zaakceptuje i ja nie będę miała wątpliwości.
Co z tego, że teraz ktoś mówi, że mnie kocha jak ciężko jest mi w to wierzyć.
I mówiąc szczerze nie wiem czy jest to wynik braku uczuć z mojej strony czy
może stanem faktty.