sweetsusana
05.11.09, 13:57
Witam
zaczne od tego, ze bardzo koocham moja mame.
Jak mialam 18 lat wyprowadzilam sie do babci - moja mam jest
choleryczka o byle powod potrafi zrobic straszna awanture, i
wytaczac najgorsze dziala i sprawy ktore najbardziej bola. Moj
ojciec jest alkoholikiem do 22 roku zycia wstydzilam sie tego
do;piero rozmowy z kolezankami wyzwolily. Ale do tego czasu mama za
kazdym razem kiedy krzyczala i padala w szal mowila e jestem taka
sama jak on. Kiedy klocila sie z moja ciotka zeby jej dopiec mowila
ze to jej wina ze zmarl jej syn. Ja zawsze plakalam i pytalam
dlaczego taka jest. w koncu wynioslam sie do babci pozniej
zamieszkalamz kolezankami. Teraz mam 24 lata, jetem w ciazy. Jestem
niestety z tym sama- ojciec dziecka twierdzil ze bardzo mnie kocha i
nagle zostawil. MIalam mieszkac z matka jednak pewnego dnia przy
awanturze wszczetej czyms kompletnie niewinnym powiedziala ze
mam "isc w ch*** i radzic sobie sama" ja w spazmach balagalam zeby
taka nie byla.
Wynajelam mieszkanie. Urzadzilam je. Mama oczywiscie po jakims
czasie zadzwonila. W miedzyczasie uslyszlam kilk aprzykrych slow,
znowu dzwonila i znowu bylo OK. Odkad pamietam tak bylo, kiedy
wpadala w szal nie liczyla sie czy jestem w ciazy czy jestem chora
czy zdrowa. Ja to zawsze bardzo silnie przezywam bo to najblizsza mi
osoba. Nie mam rodzenstwa. Ona sie bardzo stara kiedy jest dobrze
ale czasem wystarcz jedno slowo jeden gest i jest awantura.
dzisiaj jestem w 8 miesiacu. Wczoraj mo pracodawca zagubil moje L4
przez co przedluzy sie czekanie z pieniadze z ZUSu akurat zadzwonila
mama... opowiedzialam jej o tym ona zaczela na mnie wsciekla
wrzeszczec wpadla w szal ze to moja wina bo takiego mam pracodawce
ze mam sie od niej od*** i radzic sobie sama, po czym po 15 min
zadzwonila i juz rozmawiala ze mmna normalnie.
dzisiaj rano kiedy zadzwonila powiedzialam grzeczne ze nie chce
narazie z nia rozmawiac bo gdybym akurat byla u niej to bym wyszla z
placzem a nic zlego nie zrobilam. zaczela wrzeszczec zen ie mam znia
pogrywac. pozniej dostalam esemesy ze pewnie swientie sie bawie jej
kosztem. Pierwszy raz tak postawilam sprawe nie chcialam znia
rozmawiac zaraz po takiej awanturze.
Jest mi strasznie przykro - jak zawsze zreszta.
za chwile rodze, ona jest mi najblizsza osoba ale kiedy wpada w szla
nie ma dla niej swietosci nie przeszkadza jej nawet to ze za chwile
rodze.
Stwierdzono u niej pocztaki depresji- o co podjkerzewalam jzu dawno
ale Ona sie leczyc nie bedzie. ja tez mam stany depresyjne tylko ze
ja sie kule w sobie.
Co ja mam robic kiedy jest ok - ona sie stara jest najlpesz ana
swiecie ale ja zyje w stresie bo nigdy nie wiem kiedy bezie awantura
i zarazem ciezko jest zapomniec okrutne slowa ktore przytacza przy
kazdej akcji.
bardzo duzo mnie to wszystko kosztuje i zawsze tak bylo .:(