Dodaj do ulubionych

Głupich nie sieją...

22.01.04, 15:48
Życie jest najlepszym sprawdzianem.
Codziennie weryfikuje słuszne, bądź nie, decyzje.
Jest najlepszym i surowym egzaminatorem. To ono wystawia nam oceny z naszych
postępków.
Sami i tylko my, jesteśmy odpowiedzialni za to, jak toczą się nasze losy.
Czy będziemy mogli kiedyś stwierdzić, że dobrze i uczciwie przeżyliśmy swój
czas? Czy nie w sposób egoistyczny i po przysłowiowych trupach dążyliśmy do
celu? Czy wykorzystaliśmy wszystkie oferowane nam możliwości?
Wszyscy rodzimy się jako " tabula rasa".To co zapiszemy na tej białej tablicy
zależy od naszych predyspozycji, chęci, ambicji.
Każdy gra rolę jaką sam sobie wyznaczył i nie ma prawa narzucać innym jego
życiowej pozycji.
Obserwuj wątek
    • Gość: Richelieu* Re: Głupich nie sieją... IP: *.localdomain / 217.98.107.* 22.01.04, 16:30
      wszyscy rodzimy się jako tabula rasa, ale zaraz potem włożenie jesteśmy w
      system połeczny, nakazów zakazów, uprzejmości i nieuprzejmości, parw i
      obowiązków, przynależności rodzinnej, kalsowej, płciowej, wiekowej, religijnej
      itd, i poruszamy się tylko po torach wyznaczonych przez te ograniczenia myśląc
      żeśmy kowalami swojego losu. Jesteśmy kowalami, możemy wykuć sobie sprzączkę
      do tej uprzęży w której chodzimy w życiowym kieracie. Całej uprzęży, ba,
      całego kieratu wykuć nie jesteśmy w stanie. No, chyba, żeśmy geniusze
      • yukka och, brrr... 22.01.04, 17:16

        jaki straszny fatalizm...
        oczywiście byt kształtuje świadonmość, a ta, zwrotnie, potrafi wybić byt z jego
        kolein, ale żeby aż tak odebrać człowiekowi zdolność do manewrowania... Nie
        zgadzam się. Stanowcze veto. Mogę mieć ograniczony dostęp do materiałów, z
        których się wykuwa życie, ale nie chcę się zgodzić na to, że idę gdzie mi każą.
        Poza tym, co muszę robić rozciąga się sfera tego, co robić chcę, co robić
        potrafię i lubię, jak również tego, czego na pewno nigdy nie zrobię.
        W niej sobie żyję. A to co muszę - odbębniam.

        ps,
        YH
        • Gość: Richelieu* Re: och, brrr... IP: *.localdomain / 217.98.107.* 22.01.04, 17:25
          zdolność do manewrowania mamy, ociupinkę, na centymetry. Nie idziesz gdzie Ci
          każą? jesz chleb a wolałbyś kawior? wstajesz rano do roboty a wolałbyś
          pobambetlić się do południa a potem wdychać, smakować i chłonąć? odbębniasz
          to, bo musisz, albo tak dalece weszło Ci to w krew, że myślisz, że lubisz.
          hm, to znaczy Tobie może i nie ;) ja ogólnie piszę

          co chcę, teraz mogę mieć jeszcze nadzieję, że to co chcę będę robić i to jest
          fajne. Potemnie będzie ani chcę ani nadziei i to jest głupie.
    • aktimer Obwinianie innych 22.01.04, 16:54
      Jak łatwo i prosto jest winić innych za swoje nieudane życie.
      Sami siebie, szybko potrafimy rozgrzeszyć. Wyszukujemy liczne racje, które są
      wg nas jedyne i słuszne. Dla swoich postępków potrafimy znaleźć
      usprawiedliwienie w każdej sytuacji, odmawiając innym tego samego.
      Zachowujemy się jak koń dorożkarski, ślepy i głuchy na cudze argumenty.
      Nie widzimy i nie chcemy widzieć rzeczywistości taką ,jaką jest i przyjąć ją z
      dobrodziejstwem inwentarza.
      • Gość: Richelieu* Re: Obwinianie innych IP: *.localdomain / 217.98.107.* 22.01.04, 17:03
        co to jest nieudane życie?
        • aktimer Nieudane życie 22.01.04, 17:10
          nieumiejętność tworzenia stałych związków,czyli
          brak stałego partnera;
          wikłanie się w relacje z osobami zajętymi;
          brak wykształcenia, zawodu, pracy;
          nieumiejętność współżycia z ludźmi tzn. popadanie w konflikty, kłótnie , czy
          naruszanie prawa itd.

          • Gość: Richelieu* Re: Nieudane życie IP: *.localdomain / 217.98.107.* 22.01.04, 17:20
            a jeśli nie miał szans zdobyć wykształcenia
            a jeśli wcześniejsze doświdczenia na tyle silnie odbiły się na nim, że teraz
            nie potrafi już z tego ugotować dobrych relacji z ludźmi.

            Gdzie tu branie losu we własne ręce?
            • aktimer Re: Nieudane życie 22.01.04, 17:29
              Nie miał szans zdobyć wykształcenie, a może nie chciał. Preferując inne cele.
              To, jak inwestujemy w swój rozwój intelektualny w przyszłosci procentuje i
              zwraca się. W przeciwieństwie do inwestowania w przysłowiową d...-inwestycja
              krótkotrwała i ulotna.
              • r.richelieu Re: Nieudane życie 25.01.04, 21:38
                no, nie przesadzaj, na prawdę są ludzie, którym nie dane było skończyć studia
                bo musieli iść do pracy. ba, nie dane było skończyć liceum bo musieli szybko
                zdobyć zawód
                • aktimer Re: Nieudane życie 26.01.04, 16:55
                  A czy pracując nie można zdobyć wykształcenia?
                  Tylko trzeba chcieć! I myśleć głową o rozwoju własnego mózgu, a nie o swoich i
                  cudzych genitaliach.
                  • malvvina Re: Nieudane życie 29.01.04, 20:29
                    znow problemik z cielesnoscia ??? oh ah jaki spirit tu bucha !
                    (mam mdlosci...- rad nie potrzebuje)

                    > Tylko trzeba chcieć! I myśleć głową o rozwoju własnego mózgu, a nie o swoich
                    i
                    > cudzych genitaliach.
          • yukka jeszcze trochę 22.01.04, 17:23

            i zostanę prawdziwym kontestatorem tego wątku.
            Napuszczą na mnie psy i będę się musiał ukrywać w bunkrach po Saddamie :-)

            To, co opisałeś, to moim zdaniem to, co w naszym życiu z założenia jest już
            martwe (w przypadku pracy, wykształcenia, zawodu) lub w dużej mierze zewnętrzne
            (układanie sobie relacji). Dla mnie zepsutym żywotem byłoby życie w kłamstwie
            co do samego siebie. Nieumiejętność samookreślenia, choćby tylko niewerbalnego.

            ps,
            YH
            • otryt Przestrzeń wolności i sprawy martwe... 25.01.04, 12:45
              yukka napisał:


              >Poza tym, co muszę robić rozciąga się sfera tego, co robić chcę, co robić
              >potrafię i lubię, jak również tego, czego na pewno nigdy nie zrobię.
              >W niej sobie żyję. A to co muszę - odbębniam.

              Zadziwia mnie, jak wiele przestrzeni wolności i działania widzisz Yukko, a jak
              mało tej przestrzeni widzi Richelieu. Myślę, że każdy z nas może wypracować
              taką przestrzeń wewnątrz siebie i im więcej tej przestrzeni i wewnętrznej
              wolności będzie miał w sobie tym więcej uzyska jej w świecie zewnętrznym.

              >To, co opisałeś, to moim zdaniem to, co w naszym życiu z założenia jest już
              >martwe (w przypadku pracy, wykształcenia, zawodu) lub w dużej mierze
              >zewnętrzne
              >(układanie sobie relacji). Dla mnie zepsutym żywotem byłoby życie w kłamstwie
              >co do samego siebie. Nieumiejętność samookreślenia, choćby tylko niewerbalnego.

              Tak, życie w kłamstwie to największa porażka. Ludzie tacy zrobią wszystko, aby
              tego nie dostrzec, uruchomią mechanizmy psychologiczne, aby temu zaprzeczyć. Do
              ludzi żyjących w prawdzie będą odnosić się z niechęcią.
              Nie za bardzo rozumiem skrótu myślowego, który użyłeś a mianowicie co to
              znaczy, że są sprawy w naszym życiu z założenia martwe? Czy mógłbyś to rozwinąć?

              Pozdrawiam serdecznie:)
              Mirek
              • yukka Re: Przestrzeń wolności i sprawy martwe... 25.01.04, 22:35
                otryt napisał:

                > Zadziwia mnie, jak wiele przestrzeni wolności i działania widzisz Yukko, a
                jak
                > mało tej przestrzeni widzi Richelieu. Myślę, że każdy z nas może wypracować
                > taką przestrzeń wewnątrz siebie i im więcej tej przestrzeni i wewnętrznej
                > wolności będzie miał w sobie tym więcej uzyska jej w świecie zewnętrznym.

                Może tak być, że to z wewnątrz płynie. Kiedyś ukułem takie powiedzenie "ludzie
                zrobią z Tobą tylko to, na co im pozwolisz". Często godzę się na takie a nie
                inne traktowanie (w imię świętego spokoju, przyjaźni, oczekiwanych profitów
                ect.), ale zawsze pozostaje w tym element mojej zgody. Oprócz tego niemało
                jest literackich przykładów na potwierdzenie tego mechanizmu: oto ktoś
                powszechnie pomiatany przestaje taki być, gdy się przeciwstawi pomiatającym...
                Jeśli rzeczywiście jest tak, że ludzie traktują mnie tak, jak sam pozwalam się
                traktować, to piłeczka jest po mojej stronie. Przeważnie. :-)

                > Tak, życie w kłamstwie to największa porażka. Ludzie tacy zrobią wszystko,
                aby
                > tego nie dostrzec, uruchomią mechanizmy psychologiczne, aby temu zaprzeczyć.
                Do
                >
                > ludzi żyjących w prawdzie będą odnosić się z niechęcią.
                > Nie za bardzo rozumiem skrótu myślowego, który użyłeś a mianowicie co to
                > znaczy, że są sprawy w naszym życiu z założenia martwe? Czy mógłbyś to
                rozwinąć
                > ?

                Wiesz, Otrycie, to wszystko są tylko moje intuicje. Sam jestem ciekaw, jak bym
                się bronił w ogniu dyskusji. :-)
                Jeżeli chodzi o trwanie w kłamstwie, to mam akurat pod ręką książkę Maxa
                Schelera o resentymencie, która niemal idealnie oddaje proces, w którym ludzie
                samooszukiwanie się czynią prawdą. Polecam, jeśli nie znasz - pomijając
                wszystko inne, jest ona napisana w sposób bardzo intuicyjny, choć pozostaje
                przy tym książką filozoficzną.

                Jeśli idzie o rzeczy martwe, to myślę sobie tak: są takie sfery, w których z
                całą pewnością (dla mnie :-)) mam dużo do powiedzenia i w nich czuję się
                kowalem własnego losu (pomijając oczywiście dostęp do surowców, z których ów
                los się wykuwa), ale są takie sfery, w których albo jestem bezradny, albo też
                moja autonomia wyraźnie kuleje. Dla uproszczenia wyobrażam sobie te sytuacje
                jako sytuacje, w ktrych podlegam czyjejś władzy. W przypadku nierównowagi, gdy
                ktoś mi może coś rozkazać, nie mam własnej podmiotowości, staję się tylko
                narzędziem do wykonania rozkazu. Jak żołnierz.
                Otóż, wychodząc z tej metafory, wydaje mi się, że cały system szkolnictwa jest
                pewnego rodzaju narzuceniem hierarchii - kiedy kończy się tzw. "przymus
                szkolny" (warto zwrócić, oczywiście, uwagę na samo słowo "przymus") zaczyna
                działać przymus wewnętrzny, zinternalizowane zasady. Nawet jednak, gdyby
                odrzucić tę hipotezę o wewnętrznym przymusie (dostosowania się do
                obowiązujących zasad gry), to wciąż jeszcze mam w zanadrzu argument o
                schematyczności tego, co się nam oferuje. Jeśli chcę zostać magistrem
                określonej dziedziny, to i owszem, mam wolność wyboru - ale w rozsądnych
                granicach. Część wiedzy i tak muszę zdobyć. Owa schematyczność powoduje to, co
                określam jako "martwe" - nie masz możliwości ingerencji w schemat, uczynienia
                go płynniejszym, bardziej Twoim. Bardziej żywym. :-)

                Rozpisałem się niepotrzebnie. Nie mam ambicji zbytniego rozfilozofowywania
                się. Jako Yukka Hakkinen jestem tylko amatorskim poetą :-)

                ps,
                YH
                • otryt Re: Przestrzeń wolności i sprawy martwe... 28.01.04, 23:15
                  Dzięki Yukko, postaram się zdobyć książkę o resentymancie.

                  >Owa schematyczność powoduje to, co
                  >określam jako "martwe" - nie masz możliwości ingerencji w schemat, uczynienia
                  >go płynniejszym, bardziej Twoim. Bardziej żywym. :-)

                  To prawda, często musimy przyjąć reguły gry ustalone przez innych. Edukacja ,
                  kariera zawodowa niewątpliwie mieszczą się w tym schemacie, choć i tu można
                  zapewne czynić pewne wyłomy. Samoedukacja przez całe życie, nie dla papierka
                  jest pasjonująca. Można powiedzieć, że w pewnych sytuacjach naprawdę nie mamy
                  wielkiego wyboru. Ale jest cała sfera tego, jak rzekłeś, co robić chcesz, co
                  robić potrafisz i lubisz, jak również tego, czego na pewno nigdy nie zrobisz.
                  Jednak ta sfera autentycznej wolności jest często również poddana schematom u
                  wielu ludzi. Ulegają reklamie, przyjmują styl życia lansowany przez media,
                  kupują markowe ciuchy i zwracają uwagę jak są ubrani inni - w środowisku
                  młodzieżowym jest silna presja stada, aby zadeklarować swoją przynależność do
                  którejś z subkultur, słuchać właściwej muzyki. Gdy jest się na stanowisku
                  wymaga się, aby mieszkać w odpowiedniej dzielnicy, jeździć odpowiednim
                  samochodem, ubierać się we właściwych sklepach, mieć drogie hobby, zmieniać
                  przyjaciół gdy zmienia się status materialny. Często bywa tak, że bank
                  dowiaduje się o awansie i wychodzi z propozycją kredytu na zakup nowego domu
                  lub samochodu. Wielu ludzi, uważa to za całkiem oczywiste. Wtedy rzeczywiście
                  chodzimy przez całe życie na krótkiej uwięzi.

                  Pozdrawiam serdecznie
                  otryt
    • Gość: Imagine Re: Głupich nie sieją... IP: *.unl.edu 22.01.04, 17:06
      nie rodzimy sie jak tabula rasa. jesli juz nie wierzysz w subtelna materie zwana
      karma to z pewnoscia wiesz, ze istnieja geny przekazywane nam przez rodzicow.
      o jakiej czystosci tu wiec mowa ?
      Imagine.
      • yukka Re: Głupich nie sieją... 22.01.04, 17:10

        jeśli nie wierzysz w karmę, która jest subtelną substancją, możesz wierzyć, ze
        jesteśmy tabula rasa. Wszak genotyp i nasze istnienie fizyczne to właśnie owa
        karta, która może zostać zapisana.

        ps,
        YH
        • Gość: Imagine Re: Głupich nie sieją... IP: *.unl.edu 22.01.04, 17:15
          masz racje, kazdemu wolno wierzyc w to co chce i jak mu wygodniej.
          i to co ja o tym mysle nie ma najmniejszego znaczenia.
          kropka.
          Imagine.
    • Gość: to ja [...] IP: *.acn.waw.pl 22.01.04, 18:19
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: Ha Re: Głupich nie sieją... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 18:29
        Co za wysoka kultura.
        Każde zdanie i słowo świadczą o tobie. Pozdr.
    • qw5 Re: Głupich nie sieją... 25.01.04, 13:21
      Nie zgodzę się z Tobą Aktimer, co do tej tabuli rasy, ponieważ ta tabula jest
      zaskakująco wypełniona - nie tylko tym, co wypadkowe po miksie genowym
      mamatata, ale również tymi wieloma latami tzw. dzieciństwa - podczas których
      masz niewielki wpływ na swoje zycie. Więc wchodząc w zycie, kiedy rzeczywiście
      duży -(choć nie całkowity wg mnie) wpływ na nie mają Twoje osobiste decyzje i
      wybory, jesteś (chcesz czy nie) dość poplamioną - sensowniej lub mniej tablicą,
      na ktorej możesz teraz sam co prawda dopisywać, tyle tylko że nie zawsze jest
      ona tak samo duża, dobrej jakości no i nie zawsze dysponujesz tyloma kolorami
      kredy co inni, i choćbyś stanął na głowie - pewnych rzeczy po prostu nie jesteś
      w stanie zmienić. Są równiez pewne zyciowe okoliczności, na które nie mamy
      wpływu.

      Poza tym zgadzam się, bo też uważam, że jednak cholernie dużo zależy od nas.
      • aktimer Re: Głupich nie sieją... 26.01.04, 09:32
        Oczywiście, że geny odgrywają bardzo dużą rolę i maja kolosalny wpływ na nasze
        życie. Z reguły jest tak, iż dzieci powielają błędy swoich rodziców, o
        dziedziczeniu zdolności, czy predyspozycji teraz nie mówię. Ale jest i tak, że
        uczymy się na ich niedoskonałościach, aby nie podzielić ich losu. Nie każdy
        jednak to potrafi! Np. matka psychopatka, awanturnica znana w całej okolicy z
        burd, od której mąż odszedł- córeczka taka sama.
        • Gość: malusia [...] IP: *.acn.waw.pl 26.01.04, 11:39
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • moc_ca Re: Głupich nie sieją... 26.01.04, 17:20
          aktimer napisał:

          Np. matka psychopatka, awanturnica znana w całej okolicy z
          > burd, od której mąż odszedł- córeczka taka sama.

          Mściwość, chęć zemsty, złość ..., złe uczucia toczą jak robak Twoją duszę,
          wkrótce mogą zacząć drążyć ciało, dlaczego na to pozwalasz?
          Daj Jej, a przede wszystkim sobie, spokój, jesteś żałosna w tym odwecie
          internetowym który uprawiasz od pewnego czasu. Pora przebaczyć, również sobie.
          Nie Ty wzbudzasz współczucie w obrazie który tworzysz.
          • aktimer Do mocci 26.01.04, 17:38
            Dziękuję, ale wiem w co gram i odporna jestem na tzw. dobre rady.
            Zwłaszcza, że w pamięci mam Twoje "występy" i Oleńki.
            Osoba, o której w domyślę piszę, sama podkłada się, a ja działam na
            zasadzie "uderz w stół to...".
            Przyznam się,że nie było by tego pisania, bez jej podkładania (się).
            Skoro to robi, to widocznie lubi.
            Nie bądź adwokatem w sprawie, o której nic nie wiesz, bo możesz
            zostać "adwokatem diabła". Pozdr.
            • aktimer Zauważ mocca 26.01.04, 17:54
              że przykład, który podałam jest bezosobowy, bez nazwisk, imion i innych
              szczegółów pozwalający na indentyfikację.
              Ten, co ma coś na sumieniu, bierze go do siebie.A za to nie mogę brać
              odpowiedzialności.
              To tyle i aż tyle.
            • moc_ca Re: Do mocci 26.01.04, 17:54
              Nie ośmielam się dawać Ci rad, stwierdzam rzeczywistość i oczywistość!
              Piszesz na forum publicznym, należało się spodziewać reakcji i liczyc się
              z taką ewentualnością.Mściwość i chęć zemsty uwidaczniasz także w poście do
              mnie a jednak nie porównuj 'występów' moich i Oleńki do Twoich, były stricte
              wirtualne a i waga sporów nieporównywalnie mniejsza i ich konsekwencje mniejszy
              ubytek na zdrowiu powodowały, a może i śmiesznie i zabawnie komuś było ..
              a u Ciebie, jak jest?
              ps.mogę zostać adwokatem diabła, nie boję się tej roli
              pozdrawiam, mimo wszystko ciepło :)
              • aktimer Re: Do mocci 26.01.04, 18:19
                moc_ca napisała:

                > Mściwość i chęć zemsty uwidaczniasz także w poście do
                > mnie a jednak nie porównuj 'występów' moich i Oleńki do Twoich, były stricte
                > wirtualne a i waga sporów nieporównywalnie mniejsza i ich konsekwencje
                mniejszy
                >
                > ubytek na zdrowiu powodowały, a może i śmiesznie i zabawnie komuś było ..
                > a u Ciebie, jak jest?
                >
                >
                >
                >
                Gdzie widzisz moją mściwość i chęć zemsty w stosunku do Ciebie? A może jesteś
                taką sama osobą, jak ta o której piszę, przeczuloną, nadwrażliwą na swoim
                punkcie? Ona wszędzie widzi i we wszystkim mściwość, złośliwość, zemstę. A co
                do Twoich i Oleńki "występów" to były , aż tak zabawne, że je zdjęli z forum.
                • Gość: Oleńka proszę sobie mną gęby nie wycierać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 18:23
                  i w jednym rzędzie z mućką mnie nie ustawiać - czy ja Cię pouczam o czym masz
                  pisać a o czym nie?
                • moc_ca Re: Do mocci 26.01.04, 19:58
                  OK, OK .., już się nie bzdycz na mnie! :)
                  Przepraszam, może źle to wyraziłam, chęci miałam dobre! (choć nimi piekło
                  wybrukowano - swoją drogą, jaką wielką prawdę zawierają aforyzmy, błyskotliwe
                  toto a i prawdziwe)
                  Moje i Oleńki 'występy' jednak kogoś bawiły, wierz mi, wiem to na pewno! :)
                  a zdjęto je z powodu wulgaryzmów artykułowanych przez inną niż ja, forumowiczkę
                  a może także poziomu do którego należy się zniżyć aby móc toczyć ów bój
                  forumowy!:), ale to już za mną.Honor mi nie pozwolił na dalszy ciąg.
                  Nie jestem przewrażliwiona na swoim punkcie choć przyznam, wysoki jest poziom
                  mojej wrażliwości, w obliczu łączącej/dzielącej mnie z Oleńką wojny , mogę
                  stwierdzić iż gdybym była przeczulona musiałabym już być martwa, popełniwszy
                  wcześniej harakiri lub jakieś inne seppuku!

                  Teraz poważnie..
                  Ale Ty jeszcze raz pomyśl o Twojej 'wojnie', może nie warto jej toczyć dalej?
                  pozdrawiam Cię serdecznie

                • Gość: ja... [...] IP: *.acn.waw.pl 26.01.04, 20:07
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • aktimer [...] 27.01.04, 14:58
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • Gość: malusia [...] IP: *.acn.waw.pl 27.01.04, 15:24
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                      • Gość: Oleńka czy Was pokopało Niewiasty? ;))))) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 15:58
                        • aktimer Re: czy Was pokopało Niewiasty? ;))))) n/t 27.01.04, 16:18
                          Kogo pokopało, można się zorientować po tym kto, co i w jaki sposób pisze.
                          • Gość: Oleńka owszem mozna... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 16:20
                            zachowujesz się dość prowokacyjnie, szczerze mówiąc...
                            • aktimer Tak, to jest prowokacja 27.01.04, 16:25
                              Nie trawię u ludzi następujących rzeczy:
                              chamstwa, prynitywizmu, wulgarności, braku krytycyzmu, skromności, a
                              najbardziej głupoty. Osoba, która w tak "kulturalny" i "taktowny" sposób
                              odpowiada na moje posty, jest tego najlepszym przykładem.
                              • Gość: Oleńka Re: Tak, to jest prowokacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.04, 20:19
                                Jak nie trawisz, to dlaczego prowokujesz takie posty???
                                • aktimer prowokowałam 29.01.04, 18:05
                                  aby "wiadome" odpowiedzi na moje posty były usuwane za łamanie prawa, co jest
                                  najlepszym dowodem ,kto jest z prawem na bakier.
                                  • Gość: Oleńka e khm! ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 18:13
                                    wycięli i Ciebie... :)))))

                                    rozumiem, ze Was jest 2, a facet 1, ale po co nakręcać konflikt? to Wam coś
                                    daje?
                                  • malvvina gaaaarde & agrave; vous ! n/t 29.01.04, 20:27
                                    aktimer napisał:

                                    > aby "wiadome" odpowiedzi na moje posty były usuwane za łamanie prawa, co
                                    jest
                                    > najlepszym dowodem ,kto jest z prawem na bakier.
                                    • malvvina nie wychodzi akcent : gaarde a vous ! 29.01.04, 20:30

        • malvvina Re: Głupich nie sieją... 29.01.04, 20:26
          a juz z ta matka to pieprzysz (co ja tak ostatnio skrajnie tym pieprzem
          (czerwonym ?) sypie ...)
          o genach tez zreszta
          i calosciowo psychosztywny ten dorobek myslowy
          no nic, glupich nie sieja ...

          > Oczywiście, że geny odgrywają bardzo dużą rolę i maja kolosalny wpływ na
          nasze
          > życie. Z reguły jest tak, iż dzieci powielają błędy swoich rodziców, o
          > dziedziczeniu zdolności, czy predyspozycji teraz nie mówię. Ale jest i tak,
          że
          > uczymy się na ich niedoskonałościach, aby nie podzielić ich losu. Nie każdy
          > jednak to potrafi! Np. matka psychopatka, awanturnica znana w całej okolicy
          z
          > burd, od której mąż odszedł- córeczka taka sama.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka