Dodaj do ulubionych

Ojciec doprowadza mnie do łez

10.12.09, 17:34
Odkąd pamiętam, zawsze mną gardził, pomiatał, wyśmiewał, poniżał i
urządzał awantury.Odwracał kota ogonem, wmawiał kłamstwa i tak dalej-
wszystko to doprawione sporą dawką histerii i złosliwości. Nigdy nie
byłam dla niego dość dobra. Nigdy. Byłam traktowana jak śmieć od
dziecka. Moje uczucia nie są ważne, moje plany są wyśmiewane, zawsze
jestem beznadziejną, zła, gorsza niż inni.
Jestem już dorosłą kobietą i nie mam pojęcia, jak sobie z tym radzić.
Przez 99% czasu ojciec zwraca się do mnie z pogardą, jakbym mu
przeszkadzała, jakby wolał, żeby mnie nie było. Wszystko jest dla
niego problemem. Każda, nawet najmniejsza moja prośba i sugestia jest
powodem, zeby zrobić awanturę, drzeć się, poniżyć mnie i upokorzyć.
Jestem z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Ojciec nie traktuje tak
tylko mnie, czasem też zachowuje się tak w stosunku do brata i mamy,
ale mamę szanuje bardziej. Brat za to jest jego małym kochanym
synkiem (ma 12 lat) więc on też ma trochę lepiej. A ja jestem głównym
popychadłem. mama zgrywa twardą i na moje skargi, jak bardzo mi
przykro, odpowiada zwykle, że to jest mój problem.

Nigdy nie byłam złą córką. Nie upijałam się, nie tykałam papierosów,
narkotyków, nie sprawiałam problemów, świetnie się uczyłam. Jestem
wolontariuszką, wkładam w to sporo czasu i energii. Wygrywałam
konkursy sportowe. Miałam ciekawe pasje. Nawet nie wydawałam za
bardzo pieniędzy na ciuchy i kosmetyki, jak to robi duża część
dziewczyn. Jeśli już, to kupowałam coś związanego z moimi
zainteresowaniami.
Dostałam się na dobre studia i tu też nie sprawiam problemów,żadnych
"warunków",żadnego pijaństwa, nic z tych rzeczy. Jednak dla mojego
ojca wciąż jestem pośmiewiskiem, żałosną kreaturą, która musi zmienić
swoje postępowanie, bo inaczej do niczego w życiu nie dojdzie.
Ojciec wciąż mi rzuca kłody pod nogi, wciąż robi wszystko, by mnie
zranić.. niszczy mnie.

Pieniądze- są jedyną rzeczą, jaką kiedykolwiek od niego dostałam.
Ojciec jest jedynym żywicielem rodziny,ale zarabia bardzo dobrze,
można powiedzieć, że jesteśmy zamożni. Cóż jednak z tego, skoro te
pieniądze są powodem szantażu i poniżań. Zawsze słyszę, że nie
zasługuję. Często mnie upokarza, śmiejąc się, że jestem od niego
zależna (sama nie potrafię się utrzymać, niestety- musiałam
zrezygnować z pracy na pół etatu- za dużo nauki- i dorabiam tylko
dorywczo, ale nie jestem w stanie zarobić tyle, by być
samowystarczalna, mieszkanie poza domem jednak kosztuje..).
Mam 21 lat i jestem wrakiem. Mam myśli samobójcze, nawracają coraz
częściej.
Nie jestem w stanie wyrwać się z mojej rodziny, w końcu kocham mamę,
kocham brata, ojca też kiedyś kochałam. Kocham góry, w których
znajduje się nasz dom. Tylko nie mam już siły dłużej tak życ. Ciągle
poniżana, pogardzana, wyśmiewana. Nie mam pojęcia jak z nim
rozmawiać, żeby nie wychodzić z takiej rozmowy roztrzęsiona,
zmieszana z błotem, osłabiona. Nie mam pojęcia co robić.
Radziłam się już psychologów (i to dobrych), radziłam się przyjaciół,
próbowałam wszystkich sposobów, rozmów, bycia idealną córeczką,
buntu, próbowałam wymagać szacunku dla siebie, próbowalam
wszystkiego- nic nie pomogło. Nadal jestem traktowana z pogardą. Nie
mam już sił. Myśli samobójcze, które mnie nawiedzają, są coraz
częstsze, coraz silniejsze i choć bronię sie ze wszystkich sił,
racjonalizuję sobie, że to głupie, że mam rodzinę, ze nie mogę jej
tak skrzywdzić.. boje się, że kiedyś nie wytrzymam..
Obserwuj wątek
    • anbale Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 19:55
      Myślę, że w głębi ducha zdajesz już sobie sprawę, że czas wyfrunąć z tego
      gniazda. Pogodzić się ze swoją bezsilnością wobec faktów i odejśc do swojego życia
      To, że się wyprowadzisz nie jest votum separatum wobec matki i brata, no bez
      przesady. Pewnie zaraz, co jest pewną tradycją na tym forum, pojawią się głosy,
      że to Ty masz coś nierówno pod kopułą a ojciec jest jak najbardziej w porządku:)
      ale nie przejmuj się, nie siedź w piekle, wyjdź na światło. Dasz radę.
      • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 20:50
        Ale ja nie mieszkam już z rodzicami, mieszkam w innym mieście, w którym
        studiuję. Przyjeżdżam na weekendy (tak ze 2 razy w miesiącu), na święta
        itp.
        Jeśli zostaję w tym obcym mieście dłużej, niż 2-3 tygodnie, to tęsknię
        za moim domem, moimi górami, za braciszkiem...
        • maya_w Rodzice 10.12.09, 22:29
          Jak uklada sie pomiedzy ojcem, a matka, czy matka jest atrakcyjna
          fizycznie jako kobieta? Czy ojciec czuje sie szczesliwy w zwiazku z
          matka?Czy przypadkiem nie spotyka innych kobiet, jezeli tak to w
          jakim przedziale wiekowym?
          Cos nie gra pomiedzy twoimi rodzicami, w ich malezenstwie od strony
          sypialnianej. Stad agresja ojca wyrzucana na ciebie.
          Piszesz troche jak jeszcze mloda, dosc mloda emocjonalnie
          dziewczyna. Ale musisz szybko dorosnac i stanac na wlasnych nogach.

          Nie wiem czy temat kiedykolwiek cie interesowal ale takie zachowanie
          ojca wobec corki nie jest normalne i ukazuje ze sa w tej relacji
          jeszcze inne sprawy pokryte tajemnica.


          • rapasolka Re: Rodzice 10.12.09, 23:00
            Mama jest atrakcyjną kobietą.
            moim zdaniem tu nie o to chodzi, ojciec taki jest, bo tak go
            wychowali rodzice, miał w domu matkę-histeryczkę i wojskowy rygor.
            Jest dla mnie taki odkąd tylko pamiętam. Zawsze stosował regułę "co
            wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie". czyli on może być dla mnie
            cały czas opryskliwy i nieuprzejmy, ja czasem nawet niespecjalnie
            powiem coś nie tak i jest awantura. niestety często mama się
            przyłącza i krzyczą na mnie razem, jaka jestem niewdzięczna itp. Ze
            mi dają pieniądze np na mieszkanie a ja jestem taka owaka (nie
            pamiętam, kiedy ostatnio ojciec był dla mnie miły). To nie jest
            sprawiedliwe.
            Tak sobie myślę, co będzie, jak wyjadę z domu na długo.. Proste.
            Ojciec uzna, że strzelam fochy, ze jestem osobą z problemami. Uzna,
            ze wyjechałam, bo mam problem ze sobą. Tak było, kiedy kiedyś
            uciekłam z domu na jakiś czas, do babci, ale i nocowałam u koleżanki.
            Nie zadzwonili nawet. Ani tata, ani mama. Ojciec nie wiedział gdzie
            jestem, ktoś mnie szukał to zmyślił, że wyjechałam do babci w
            odwiedziny. Nie było mnie kilka dni, pamiętam jeszcze, ze byłam
            wtedy po szyciu ręki, miałam poważną ranę. Nic ich to nie obeszło, ze
            zniknęłam(byłam wtedy jeszcze w liceum). I pewnie jak zniknę na
            dłużej/ przestanę przyjeżdżać do domu, to też ich nie obejdzie i
            uznają, ze mam problem ze sobą i to mój problem.
            • rapasolka Re: Rodzice 10.12.09, 23:20
              cholera, nie wiem już, jak walczyć z myślami o śmierci. Nie jestem w
              stanie sobie tego zracjonalizować, wytłumaczyć. Kiedy się patrzy na
              to z boku, wydaje się to dziecinne i tchórzliwe. Ale kiedy się ma w
              pokoju obok rodziców (akurat teraz jestem w domu..), którzy przed
              chwilą powiedzieli parę rzeczy, by mi dowalić, wyzwali od
              niewdzięcznic (bo odburknęłam coś tacie po tym, jak przez pół dnia
              mieszał mnie z błotem), to nie jest sobie tak prosto wytłumaczyć, że
              to głupie. Najgorsza jest świadomość, ze mnie nie kochają, ze kiedy
              znikam- nie obchodzi ich to. Ojciec jest dla mnie zły, matka nieczuła
              i sama nie wiem, co jest gorsze. Chciałabym zrobić sobie krzywdę,
              wylądować w szpitalu i żeby nareszcie zauważyli, że mają za córkę
              czującą istotę. Sama widzę, że to infantylne, ale takie właśnie myśli
              chodzą mi po głowie.. Już nie mam sił znosić obojętności mojej mamy i
              tej złości ze strony ojca. Nie kochają mnie, nigdy nie będę dla nich
              ważna. Jaki ma sens takie życie, skoro nawet przez moich rodziców
              jestem odrzucona, nikt mnie nigdy nie zechce, bo tacy ludzie jak ja
              zazwyczaj są niechciani. Poczucie odrzucenia jest postawą stałą,
              nieusuwalną niemalże. Nigdy nie będzie lepiej.
              • leda16 Re: Rodzice 11.12.09, 07:56
                rapasolka napisała:
                Ale kiedy się ma w
                > pokoju obok rodziców (akurat teraz jestem w domu..),



                Akurat teraz studenci III roku uczęszczają na wykłady i ćwiczenia...
                • rapasolka Re: Rodzice 11.12.09, 10:15
                  >
                  > Akurat teraz studenci III roku uczęszczają na wykłady i ćwiczenia...

                  mam cieżkie zapalenie oskrzeli i leżę
              • maya_w Piszac takie teksty 11.12.09, 23:09
                Sama widzisz jak bardzo zle jest z toba wtedy, gdy myslisz o
                samobojctwie.
                Za doprowadzenie osoby do samobojstwa wedlug prawa grozi takim
                ludziom od 2 do 12 lat wiezienia. Kara jest surowa. I jezeli prawo
                daje taka kare to i ty sie zastanow nad sensem tego co dzieje sie w
                twojej rodzinie.

                Porozmawiaj z psychologiem i poszukaj pomocy ze strony prawnika,czy
                nie naleza ci sie alimenty, ze strony ojca na studia.
      • cmielak_2 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 19:48
        200% racji. Uciekaj stamtąd jak najszybciej. Znajdź cokolwiek: stancję,
        pokój, zamieszkaj ze znajomymi. Powiedz otwarcie że juz nie dajesz rady,
        to Twoje zycie do licha i odejdź. Oni się z tym pogodzą prędzej czy
        później. Nie trzeba wiele dorobić żeby przeżyć. ja myłam podłogi w auchan
        jak mnie los postawił pod scianą. Możesz barmanić, być opiekunką do dzieci
        cokolwiek. nawet kosztem lekkiego zawalenia na studiach. Powodzenia
        dziewczyno!Mam nadzieję że nie ubezwłasnowolnili Cię tak że bedziesz tam
        tkwiła "dla dobra mamy" przez następne 10 lat
    • marzeka1 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 20:41
      Ojca -złego i toksycznego- i biernej mamuni nie zmienisz, możesz za to za
      wszelką cenę dążyć do usamodzielnienia i zacząć mieć tatuśka w dupie, na co w
      pełni zasługuje. Zamiast przez takiego śmiecia, który jako ojciec powinien byc
      zupełnie inny, chcieć się zabijać, spróbuj wyfrunąć z gniazda. Nie zadowolisz go
      nigdy, skoro jest takim ....synem, ale możesz nauczyć się żyć bez zabiegania o
      akceptację tatuśka z piekła rodem.
      Ty zastanawiasz się,czy możesz skrzywdzić rodzinę, a tam nikt z tobą się nie
      liczy. To smutne, to przykre, ale jedyne,co możesz zrobić, to spróbować się
      usamodzielnić.
      • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 20:59
        a mi jest go strasznie zal, kiedy takie rzeczy czytam :( Mam okropne
        wyrzuty sumienia, gdy się komuś skarżę. Zawsze wszyscy mówią, ze jest
        jaki jest, ale to mój ojciec i mam go kochać i szanować. Czuję się
        jak zdrajca pisząc to wszystko, ale naprawdę czasem muszę się
        wyzalić, bo nie wytrzymuję.
        Duży wpływ na to wszystko ma też to, że ojciec jest jedynym
        zarabiającym, żyjemy dzięki niemu w luksusie. Ale tak naprawdę to
        jedyne, co od niego otrzymuję, nigdy żadnej pociechy, żadnego "będzie
        dobrze", cały czas tylko mnie dołuje, dobija, podkopuje moje poczucie
        własnej wartości (które i tak już leży). Zawsze mówił, ze mi się nie
        uda (wspinaczka, karate, studia, doktorat- są dla LEPSZYCH, dla tych
        co się starają- tzn ja niby jestem taka beznadziejna). Kiedyś mi
        powiedział "kto by cię chciał".
        I jeszcze do tego są niedługo święta, chciałabym, żeby było miło i
        fajnie a jest, jak jest:(
        • anbale Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:04
          No to czeka Cię jeszcze parę dobrych lat magicznego, życzeniowego myślenia...
          Nie wiem jakiej rady oczekujesz. Jak zmienić ojca, żeby był fajnym tatusiem?
        • marzeka1 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:06
          "Zawsze wszyscy mówią, ze jest
          jaki jest, ale to mój ojciec i mam go kochać i szanować. "- gó... prawda, powiem
          wprost i brutalnie, a ojciec ciebie szanuje i kocha??? Nie uważasz, że to działa
          w dwie strony? Sam fakt, że spłodził cię z matką, jeszcze miłości i szacunku nie
          zapewnia.
          Zacznij się usamodzielniać, naprawdę, to jedyna sensowna rada.Matka pewnie taka
          bierna, bo uzależniona finansowo od męża, stąd nie podskoczy, nawet gdy
          diabelski tatusiek sprowadza dziecko, córkę do parteru i wmawia, że jest nikim.
          Idź na jakąś sensowną terapię, byś mogła zobaczyć, że twojej winy nie ma w tym,
          jak beznadziejnie zachowuje się ojciec. Rodzic nie ma prawa TAK traktować
          swojego dziecka.
          • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:28
            Czasem mu mówiłam,że mi przykro, ze mnie nie szanuje, że nigdy nie ma
            dla mnie czasu, że zawsze mówi do mnie podniesionym, karcącym tonem.
            Ale on właśnie twierdzi wtedy, ze to ja mam zmienić siebie (bo ja
            podobno,z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, jestem zła).
            Owszem, jeśli już na mnie krzyczy i krzyczy, to ja też zaczynam
            krzyczeć, podnoszę głos, bo nie chcę być jak zbity pies, po którym
            można jeździć ( tata powiedział kiedyś, że źle na mnie wpływają
            znajomi, bo ja po ochrzanie powinnam stulić uszy i pójść do pokoju a
            nabrałam takich manier, że "pyskuję"). To nie jest tak, że ja
            przyniosłam jakiś bunt do domu, nie.. po mnie zawsze tata krzyczał,
            wyżywał się. Lubił np, kiedy byłam w podstawówce i wychodziłam do
            szkoły i nie mogłam znaleźć klucza od domu, stać w przedpokoju i
            głośno komentować i wyśmiewać się ze mnie. ja wtedy coraz bardziej
            nerwowo szukałam, aż w końcu zaczynałam się cała trząść i wybuchałam
            zcasem płaczem z nerwów. Wtedy był zazwyczaj komentarz, że podchodzę
            do wszystkiego emocjonalnie i ze do niczego w życiu nie dojdę, jeśli
            nie będę postępować jak on (bo on o sobie mówi, ze "ja się zawsze
            kieruję rozumem, a nie emocjami").
            Takie rzeczy się działy, gdy byłam młodsza a ja dopiero w wieku nastu
            lat zaczęłam się buntować przeciwko temu.
            Generalnie po kłótniach z nim już jako dziecko zawsze bardzo się
            trzęsłam, czasem nie mogłam się uspokoić, czułam taki ścisk w klatce
            piersiowej. Czasem przez to tłukę szklanki niechcący, po prostu same
            mi z rąk lecą..
            Mam też koszmary, że się kłócę, ze rzucam rzeczami ze złości (w
            rzeczywistości nigdy niczym nie rzucam). No i lęki, silne, od
            dziecka.
            I nawet potrafiłam sobie jakoś ułożyć swój świat i często myślę, ze
            jestem szczęśliwa. Ale w chwilach, gdy tata zaczyna mi dowalać, to
            wszystko pryska, wszystko mi się sypie. i wtedy właśnie miewam myśli
            samobójcze, niestety silne, nagłe, impulsywne. Nie myśli się wtedy
            racjonalnie, to jest taki stres, że aż cała się trzęsę i jakby nie
            myślę trzeźwo.
            Na terapię nie mam pieniędzy... Przecież takie rzeczy kosztują kupę
            forsy...
            • anbale Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:38
              Ale powiedz: czy chcesz się od tego uwolnić, czy wystarczy Ci, że czasem się
              komuś wyżalisz?
              • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:52
                chcę się uwolnić, chcę, żeby mój tata był wobec mnie w porządku.
                Oczywiście wyżalenie się przynosi mi ogromną ulgę. Mogłabym pewnie
                uprzeć się, wyjechać i nie wracać, nawet o alimenty walczyć na naukę
                (kiedyś o tym wspomniałam w domu to była taka afera, wyzywanie od
                niewdzięczni przez mamę i tatę, zakrzyczeli mnie dosłownie).
                Tylko, ze ja tak nie chcę, nie chcę ich opuszczać, bo kocham ten dom,
                to miejsce, nawet tych ludzi staram się kochać. jestem bardzo z moim
                rodzinnym domem związana (trochę ze względu na góry, które go
                otaczają itd.).Jest tu na pewno coś dobrego, bo w końcu za czymś
                tęsknię. A jednocześnie jestem świadoma, ze jego już nie zmienię.
                Czasem sobie myślę, ze gdybym wylądowała w szpitalu z podciętymi
                żyłami, to może dałoby mu coś do myślenia. Tylko, ze wtedy całe moje
                życie się zawali, uznają mnie wszyscy za wariatkę i pewnie by mnie
                wywalili ze studiów (to taki dość odpowiedzialny zawód, raczej
                niedoszłych samobójców tam być nie może). Może to trochę dziecinne,
                ale ja czasem naprawdę tak myślę. To jest taka desperacka próba
                zwrócenia na siebie uwagi ojca, wymierzenia mu intelektualnego
                policzka.
            • rubea39 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:43
              wiesz co?
              myśli samobójcze, to powod, żeby pojsc do psychiatry.
              moze z ojcem powinien ktos spoza rodziny porozmawiac.
              niedlugo sie usamodzielnisz, moze wyjdziesz szczesliwie za maz.
              zycie przed toba. nie czas na umieranie. ojciec to nie caly swiat.
              na swieta mozesz nie jechac do domu.
              • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:01
                > na swieta mozesz nie jechac do domu.

                Jezu, nie wyobrażam sobie.. przecież mam mamę, braciszka, babcię,
                dziadka(którzy są dla mnie najlepsi na świecie i zawsze mamy razem
                Wigilię).. spędzić samotnie święta w dużym obcym mieście? Chyba bym
                się zaryczała...
                Nie jestem na tyle silna, by nie przyjechać do domu w Boże
                Narodzenie... Może to moja słabość, wada.. ale nie byłabym jej w
                stanie pokonać..
          • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:37
            a co do tego, czy on sam mnie szanuje i kocha.. myślę, że kocha,
            tylko nie szanuje. Zachowuje się jak cham w stosunku do mnie. Nie mam
            pojęcia dlaczego akurat ja.
            To, jaki jest, spowodowane było może jego własnym dzieciństwem. Ale
            dlaczego akurat ja jestem tą ofiarą, na której się wyżywa- tego nie
            wiem.
            Czuje, ze cokolwiek zrobię, jest źle.Pamiętam, ze jako dziecko
            kombinowałam, jak by tu tym razem zagadać do taty, żeby go ie
            zdenerwować, żeby mu zaimponować. Obmyślałam, jak ułożyć zdanie
            itp.Wtedy nie widziałam w tym żadnej patologii, po prostu starałam
            się. I teraz sobie myślę, ze może on zabił we mnie jakiś taki
            potencjał, taką dziecięcą ufność i bezproblemowość. I że ja już tego
            nigdy nie odzyskam..
            • marzeka1 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:45
              No dobra, ale poza ponarzekaniem na tatuśka z piekła rodem, masz zamiar coś z
              tym zrobić, czy - jak ktoś wyżej napisał- spędzić następne lata na myśleniu
              magicznym i życzeniowym, by tatusiek był fajny??? On NIE BĘDZIE FAJNY, będzie
              dalej jak cholera toksyczny, jedyne co możesz zrobić, to USAMODZIELNIĆ SIĘ,
              odciąć się od takiego tatuśka, biernej mamuśki, nim zupełnie siądzie ci psycha.
              Ojciec skrzywdził cię psychicznie, ktoś kto kocha, nie zachowuje się TAK.
              Zaklinaj rzeczywistość, ale może zamiast marzyć o pięknych świętach, zacznij
              marzyć i chwili kiedy będziesz mogła tatuśka z jego kasą kopnąć w dupę.
              • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:57
                marzeka1 napisała:

                > No dobra, ale poza ponarzekaniem na tatuśka z piekła rodem, masz
                zamiar coś z
                > tym zrobić

                no usamodzielniam się, jak mogę: studiuję, wyprowadziłam się z domu.
                Próbuję pracować, ale ten semestr na studiach mam ciężki, nawet na
                ulotki mi brakuje czasu. Studiów mi szkoda zostawiać, niełatwo się na
                nie dostać, to mój wymarzony kierunek.
                Czasami sobie myślę, ze gdyby był moim facetem, już dawno bym go
                rzuciła. Ale nie mam go jak rzucić- przestać przyjeżdżać do domu
                rodzinnego..?
                • marzeka1 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:05
                  "Czasami sobie myślę, ze gdyby był moim facetem, już dawno bym go
                  rzuciła. Ale nie mam go jak rzucić- przestać przyjeżdżać do domu
                  rodzinnego..? "- nie, nie rzuciłabyś go, przy takim podejściu trwałabyś, bo
                  liczyłabyś,że się zmieni. Radzę też uważać, bo mając tak fatalnego ojca, uważaj,
                  by nie trafić na kogoś takiego jako chłopaka.
                  Tak, nie przyjeżdżać do domu i w końcu powiedzieć, napisać DLACZEGO, a nie grać
                  wobec babuni,dziadunia, mamuni i braciszka kochającą rodzinkę, która w wigilię
                  podzieli się opłatkiem i kocha się bardzo.
              • monikinha Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:04
                No przykre. Nawet jak się odetniesz od ojca, to mam dla Ciebie średnią wiadomość
                - może Ci być się trudno usamodzielnić, bo może Ci być trudno w pracy z powodu
                takiej, a nie innej przeszłości. Zresztą jest sporo ludzi podobnych do Twojego
                ojca, obawiam się że normalnych jest mniejszość, więc nie czuj się wyróżniona.
                A Święta to na szczęście tylko 3 dni. Może w Twojej rodzinie, którą założysz
                będą już fajne, czego Ci życzę.
            • rubea39 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:47
              ku*rwa mac. jak nie toksyczny maz, to toksyczny ojciec. nie ma juz normalnych
              mezczyzn?
              • marzeka1 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 21:51
                Są, tyle że dziewczyna miała pecha trafić na toksycznego tatuśka i matkę, która
                z obawy przed utratą kasy od "jedynego żywiciela" pozwoliła córce zjechać psychikę.
                • monikinha Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:08
                  A ja mam wrażenie, że w poprzednim pokoleniu to akurat był standard, szczególnie
                  wśród ludzi "na stanowiskach", którym się powiodło. Co jeden to lepszy, a ich
                  żonki o połowę młodsze i siedzące cicho, i wmawiające własnym dzieciom chorobę
                  psychiczną.
                • marta_51 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:21
                  Czesc, sluchaj, jestes fantastyczna dziewczyna, ktorej trafil sie ojciec cham i
                  tyran. Rodzicow sie nie wybiera, to cholerny pech, ze taki Ci sie trafil. Kazde
                  dziecko ma prawo do milosci rodzicow z tego tylko powodu, ze jest na tym
                  swiecie, za podlosc ojca nie ponosisz zadnej odpowiedzialnosci, podobnie jak za
                  biernosc matki, ktora powinna Cie przed nim bronic - to oni nie dorosli do
                  swoich rol, nie Ty.I pewnie nie dorosna, sa ludzie, ktorzy cale zycie nie
                  dojrzewaja. Uwaza, ze powinnas go szanowac? Za co? Bardzo Cie prosze, nie daj
                  sie zaszczuc, takiej corki mozna by im tylko pozazdroscic. Jestes dorosla,
                  odetnij pepowine i zyj swoim zyciem, to jedyna rozsadna rzecz jaka mozesz
                  zrobic. Zamknij dla ojca swoje serce i nie daj sie wiecej ranic. Jest to napewno
                  trudne, ale lepiej nad tym popracowac niz myslec o samobojstwie.
    • michunia Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:00
      Jestes dorosla, czas zaakceptowac ojca, jakim jest i nie spodziewac
      sie zmian, przestac z nim walczyc i nie starac sie o jego akceptacje,
      poki co moze powinnas rzadziej jezdzic do domu? znalezc w czyms
      innym oparcie-w zaangazowaniu w nauke? moze wyjechac na rok na
      wymiane studencka?masz byc dobra i zadowolona sama dla siebie, nie
      potrzebujesz oceny Twojego taty,gdy sie psychicznie usamodzielnisz
      latwiej bedzie Ci ulozyc z nim stosunki
      • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 22:15
        michuniu, staram się właśnie tak robić, znajduję oparcie w innych
        ludziach, w pasjach, hobby itp.
        Ale potem przychodzi np taka sprawa, że potrzebuję
        telefonu(komórki), bo stary się zepsuł doszczętnie a umowa z sieci
        się skończyła-wiec już nie jest na gwarancji. Trzeba by podpisać nową
        umowę. No i tata mi nie podpisze, bo nie (a ja sama nie mogę, bo nie
        mam stałych zarobków, nie mam kogo poprosić). No i jestem od niego
        zależna.
        Uzbieram na jakiegoś grata, jasne, mi telefon służy do dzwonienia,
        nie potrzebuję bajerów.
        Nie chodzi mi tu o ten tel ale o sam fakt,że czasem jestem zależna w
        tak prozaicznych sprawach i że nie mogę mieć tych spraw załatwionych
        tak, jak wszystkie normalne córki w normalnych domach.
        • rubea39 komorka 10.12.09, 23:28
          no z ta komorka to mnie zastrzelilas.
          masz pelno tanich telefonow na karte.
          bardzo dobrze, ze tato nie podpisze umowy na telefon na swoje imie i nazwisko,
          bo wtedy tylko on powinien z telefonu korzystac.

          ty chyba masz cos nie teges.
          idz do roboty albo znajdz sobie sponsora, ktory nie bedzie marudzil.
          • rapasolka Re: komorka 10.12.09, 23:57
            rubea, jednak nawet na taki telefon trzeba mieć pieniądze, prawda? Nikt
            mi go za darmo nie da.
            I jak już napisałam wyzej (chyba jasno i wyraźnie), zapracuję sobie na
            niego moze po świętach, bo teraz mam tyle nauki i nadrabiania z powodu
            choroby, że śpię po parę godzin.
    • rubea39 syndrom kaina i abla 10.12.09, 22:10
      rapasolka napisała:

      > Brat za to jest jego małym kochanym
      > synkiem

      odwieczny problem. jedno dziecko bardziej kochane od drugiego.
    • s.p.7 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 10.12.09, 23:43
      czesc curuniu to ja twoj ojciec bardzo cie przepraszam, juz nie będę, załujegego
      co robiłem, nie bylem swiadomy tego ze cie krzywdze, chiał bym bys była moją
      kochana córunią, nie wiem jak nadrobie te stracone lata, chiał bym by juz
      wszystko bylo dobrze, bardzo cie kocham, jestes moim skarbeńkiem.

      - Czegos takiego raczej nigdy nei uslyszyśz
      dlaczego?

      Poniewaz twoj ojciec sam prawdopodobnie wychowywany bł w gorszych waunkach niz
      twoje nie tyle od strony materialnej ale czułosci i milsoci w rodzinie.
      To bardzo czesty schemat.
      Dzieci wychowywane w tak isposob róznie regują, zazwyczaj to co otrzymują
      odbierają jako zachowanie niemiłe, przykre ale jednak "standardowe" tzn dobre i
      dopuszczalne.
      Maja do wybpru kilka dróg, albo byc wbec wlasnych dzieci wspniali i przykładnie
      albo zafundowac im to samo co otrzymali, wiekrzosc wybiera tą rdruga drogę
      poniewaz jest łatwiejsza.
      Funkcjonuje tu mechanizm "bycia okradanym" tzn jesli ktos mało dostał w
      dziecinstwie malo bedzie dawał swoim dzieciom.

      Oceniajac w skali bezwzlgędnej - no cuż jest kawałkiem skoorwysyna, bezistosnym
      chamem i smieciem. Ale on daje to co sam dostał. Wiec on sam siebei by tak nei
      określił.

      Niszczy cie, choc byc moze sam do konca nie jest tego swiadomy ale to juz nie ma
      znaczenia.

      naspiałs cos takiego:
      "...chcę, żeby mój tata był wobec mnie w porządku..."

      on prawdoipodobnie nigdy sie ni zmieni, twoj placz, ból czy nawet
      poszantazowanie go twim samobojstwem nic nie zmienią, i tak bedzie to dobre 20
      lat za póżno.
      Jest idiotą w pewnym sensie ale sama nie mozesz zachowywac się jak on. Tzn
      oczekiwania od takiego typajakiejs odmiany i okazywania rodzinnej czułosci jest
      marzeniami o latających cistkach z bitą smietana ktore mogą wefrunąc prosto do okna.
      Takie rzeczy sie nie zdarzają.

      Chociaz on moe sie oprzytomnic i sie zmienić.
      Ale nie ukladal bym zcian awet w 0,1% pod tą złudna nadzieje bo ona nie ma sensu.

      Zacznij myslec zniezaleznie,
      wiedz kim jestes, jakie masz plany, jaka jest twoja wartosc, mysl niezaleznie

      teraz druga kwestia troche trudniejsza
      postaraj sie byc odwazna, pieniadze to nei moe byc sposob na twoje upadanie i
      powiedz mu o tym, nigdy nie pozwalaj sobie na brak szacunku

      powinien cie traktowac jak dorosla osobę, on obraca sie w swiecie biznesu i musi
      wiedziec czym ejst szacunek - i doskonale o tym wie,
      tylko mysli o tobie wciaz kategoriami dziecka, jednak ty robisz to samo

      zacznij zachowywac sie jak czlowiek dorosły,
      zyjemy w wygodnych czasach, jednak wolnosc nigdy nei byla i nie bezie sprawa
      łatwą, a o nia musisz zawalczyc przede wszystkim w sobie

      Bardzo potrzebujesz milosci i akceptacji dlatego kochasz brata,
      tesknisz za domem

      dobrze by jednak blo akbys juz zaczela słowo "dom" kojarzyć z czyms zupelnie
      innym, to juz nei jest twoj dom, poczuj sie dorosłą i stworz SWOJ WLASNY DOM
      tam bedzie sz mogla byc kim chesz i miec uczucia emcoje jakie chesz, tworzyc go.

      Jesli two jojciec zacznie patrzec na cebie jak na dorosla kobei ta tak jak to
      piszesz... nigdy nie przedzie mu przez usta to co do ciebei mowi i jak cie traktuje

      samodzielnosc to nei na pierwsyzm miejscu sprawa finasow ale niezleznosci myslenia,

      godnosc, szacunek, - to są rzeczy ktore mozesz miec, mozesz narazi c sie na
      ataki ale on bedzie tylk osieie obnazał i obnazał

      przestan sie do niego odzywac, mozesz nie przyjechac na swieta i spedzic je w
      innym miejscu

      skup sie na swoim zyciu
      a swoich emocjach, tego idiote zostaw z jego problemami i jego fizlozofiązycia,
      nie staraj sie jej naprowadzac ani zmieniac, to nie jest warte twojej energi a
      pozatym ze wzgledu na szacunek ... to jzu za pozno

      ci ludzie ktorzy mowia ci ze rodziców trzeba szanwoac i kochac dlatego ze sa
      rodzicami - sa po porstu idiotami
      mowia tak ponieaz sami beda chieli byc traktowani ulgowo przez swoje dzieci za
      to co robili, robią lub bedą robić

      zauważ ze inan osoab na twoim miejscu mogła by byc wsieckal na swojego ojca ze
      daje im tyle milosc wsparcia i ciepla ale oprucz teog nei radzi sobei w
      finansach i np popada w alkocholizm

      starasz sie go zrozumiec patrzac na siebie..,
      niegdy tego eni rob
      cokolwiek bys zrobila on i tak bedzi taki sam

      twoje jakies uciekanie w hobby to pruba uzyskania milosci, akceptacji
      podswiadomie mozesz sadzic ze na tą miłosc musisz zasłuzyć
      wiec sie starasz udowodni - ale nie tedy droga

      to eni ma dla niego znaczenia, on jzu tak ijest i tyle

      mysle ze bez sensu się obraczac w przeszlsoci rzeba zaczac patrzec w przyszlosc,
      ale postaw tam przede wszyskim swoje marzenia, a nie ojca i jego akceptacje lub
      jej brak - ona nie ma zadnego znaczenia,

      byc moze on cie w takis posob kocha, byc moze ma jakies tam powody
      zachowuje sie jednak bardzo zle - to jest zachwoanie przestępcze wręcz mimo ze
      nei obiete karalnoscią, zbrodnicze
      ale musisz staawic tem uczolo
      jego zla w niem nei zmienisz a nawet gdyby nie warto na takiego smieciucha
      tracic energii, zainwestuj ja w cos dla siebie

      tzn najwiekrzym zagorzeniem jest powstawanie zla w Tobie - to jst najgorsze -
      rodzi sie w tobiezal, zlosc, beznadzieja,
      to bezzasadne
      tworz swoej zycie, odnajduj w nim lduzie, uczuia, plany
      mniej przyjaciol, przyjacioki

      sama kiedy bedziesz matką bedziesz mogla dostrzec dopiero jak trudno ejst byc
      wzorowym rodzicem kiedy samemu mialo sie trudne dziecinstwo, bedzie ci latwiej
      zrouzmiec ojca
      ale to przyszlsoc, staraj sie wypelniac ja jak najlepiej

      ojca najlepiej ignoruj, nei daj sie zastraszyc, nie odpowiwadaj mu na jego
      prowakoacje itp,

      bedziesz potrzbeowalaa na cos kasy to mow otwarcie i szczerze, jesli on bedzie
      chcial z tego zrobic preteks do obrazania ciebie to powiedz mu o tym otwarcie,
      nei chce dawac neich nie daje, nie ma prawa cie obrazac, jesl inei chce cie
      wspierac, trudno, nie mozna tego okupywac taki mkosztem

      dlaczego chcesz go zmienic?
      dla jego dobra? to jest palant i idiota, zostaw go jzu na zawsze i zamknij w
      pudełku, i tak nie starczy mu zycia by odrobic to co zepsul w twoim zyciu

      ale ty msz swje zeycia i zacznij nimz zyc a nie zyc zwierciadlem opinie swojego
      starego.

      Matka nie che sie mieszac pniewaz pewnie jej samej nie jst latwo i czuje sie
      bezsilna

      On sam potrzbue milosc ktorej pewnie za duzo w zyciu nie dostał,
      ale nie moze jej wymuszac, tak jak t nei mozesz na nim czegokolwiek wymuszac

      chesz byc dorosla to przyjmuj warunki osoby dorosłej.
      rzeczywistoc ttzbea akceptowac, mozna ja zmienaic oczywiscie ale tam gdzie
      trzeba a nie tam gdzie eni warto.

      niech on zje woim marnm zyciem, ty zyj swoim.

      dbaj o swoj szacunek bardziej niz oczekwianie o uczucia od niego bo sie nie
      doczekasz

      chesz uczuc? pokaz jaka fajan z ciebie dziewczyna i znajdz jakiegos
      przystojnego, intelignetnego, kochanego chłopaka
      bedziesz maial swoj dom i swoje zycei i swoje uczucia

      bo tego ptorzebuejsz, a nie msyleniem dziecka, rtlk oosoby dorosłej
      czyli zycia czyms jzu swoim bez oczekiwan od osob po ktorych niewiele mzna sie
      spodziewac
      tam odnajdziesz szczescie i satysfakcje a nie w pogoni za nieotrzymana miloscią
      rodzicielską
      • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 00:05
        Dziękuje za ten post, trochę długi, trochę nieczytelny, ale wiele
        ważnych rzeczy w nim piszesz. Dużo w tym prawdy, bolesnej prawdy. Całe
        życie mi towarzyszy poczucie odrzucenia, to chyba jedna z
        najstraszniejszych rzeczy.
        Przystojnego kochanego chłopaka sobie raczej nie znajdę (jak dotychczas
        mi to nie wychodzi), po części dlatego, że naprawdę nie jestem ładną
        dziewczyną.
        • no1teresa Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 01:34
          przydalaby sie terapia dla osob doswiadczajacych przemocy - poszukaj fundacji,
          stowarzyszen itp.,ktore oferuja takie programy nieodplatnie
          gdy zwiekszy sie twoja samoocena i wzrosnie pewnosc siebie, bedziesz wiedziala
          jak o siebie zadbac pod kazdym wzgledem, staniesz sie rowniez atrakcyjna
        • monikinha Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 07:14
          Spójrz na to w ten sposób - przynajmniej udało Ci się wyjechać. To już pierwszy
          krok od odcięcia. Wyobraź sobie co by było, gdybyś nadal musiała z nimi
          mieszkać, a ojciec dalej by się nad Tobą znęcał.
          Może znajdź sobie jakieś kursy w weekendy, żeby mieć wykręt od tych wizyt.

          A przed ojcem ja bym zaczęła zgrywać jakąś fanatyczkę, np. religijną, z błyskiem
          w oku zaczęła go indoktrynować o czymś, o czym nie ma pojęcia, tak że przestanie
          mieć ochotę się do Ciebie odzywać.

    • leda16 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 07:51
      rapasolka napisała:

      >
      >
      >
      >
      > Jestem
      > wolontariuszką, wkładam w to sporo czasu i energii.
      > Dostałam się na dobre studia
      > niestety- musiałam
      > zrezygnować z pracy na pół etatu- za dużo nauki- i dorabiam tylko
      > dorywczo, ale nie jestem w stanie zarobić tyle, by być
      > samowystarczalna, mieszkanie poza domem jednak kosztuje..).



      Ale z wolontariatu nie zrezygnowałaś, dziwne...


      > Kocham góry, w których
      > znajduje się nasz dom.


      No ale w górach nie ma wyższych uczelni, więc to rzekome "poniżanie" odbywa sie tylko w Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia. Raptem kilka dni. A w wakacje możesz pracować na cały etat i też nie "w górach".


      Nie mam pojęcia co robić.
      > Radziłam się już psychologów (i to dobrych), radziłam się przyjaciół,


      Ale jak widać ich rady olałaś sikiem prostym. Bo inaczej ojciec by już od dawna płacił zasądzone przez sąd rodzinny alimenty, adekwatne do jego zarobków, Twoja noga w domu by nie postała a brat i matka odwiedzali Cię w akademiku.
      • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 10:17
        >
        > Ale z wolontariatu nie zrezygnowałaś, dziwne...
        >
        >


        no, nie zrezygnowałam. Opiekuję się ludźmi niepełnosprawnymi, wiem, ze
        jestem bardzo potrzebna.
      • rapasolka Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 10:23
        > No ale w górach nie ma wyższych uczelni, więc to rzekome "poniżanie" odbywa sie
        > tylko w Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia. Raptem kilka dni. A w wakacje
        > możesz pracować na cały etat i też nie "w górach".
        >

        To poniżanie nie jest rzekome. mój tata od dziecka mi mówił, że jestem złym czlowiekiem, że zasługuję na złe traktowanie, ze mam się cieszyć, że mnie nie bije (parę razy uderzył, ale mniejsza o to).

        Jeśli załatwię sprawę z alimentami, to wszyscy mnie wyklną, zabronią mi widywac się z bratem, przyjeżdżać do domu (ojciec już raz zabronił bratu odzywać się do mnie). Obawiam sie, że stracę więcej, niż zyskam. Łatwo jest radzić, kiedy się ma w miarę porządną rodzinę- "po prostu wyjedź i olej ich". Ale nie jest tak łatwo opuścić na zawsze matkę, czy brata, których się kocha.
        • no1teresa Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 15:25
          jesli sie ma dom toksyczny, to sie od niego odcina tak wczesnie, jak tylko sie
          da, dla wlasnego dobra, dla zdrowia psychicznego i fizycznego
          ty odzywasz sie tutaj i zachowujesz jak osoba uzalezniona (od swojego kata) i
          ubezwlasnowolniona i nie jestes w stanie przyjąć, ze tylko ty mozesz zmienic tę
          sytuację
          idz koniecznie na terapie, szukaj pomocy, bo ciągnie cie tam, gdzie cie
          krzywdza, gdzie jestes kastrowana (normalni ludzie od takich miejsc uciekaja)
        • easyblue Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 19:27

          > Ale nie jest tak
          > łatwo opuścić na zawsze matkę, czy brata, których się kocha.
          Więc wybierasz koszmar takiego życia, zamiast podjęcia decyzji o
          wyprowadzce??? Uważasz, ze skrzywdzisz - wyprowadzając się - matkę
          czy brata??? Skoro ani matka ani brat nie potrafią stanąc po Twojej
          stronie i przerwać znęcania się ojca nad Tobą, to w jaki niby sposób
          ich krzywdzisz? Że nie będą się z Tobą widywac codziennie? A moze
          wolą byś mieszkała z nimi, bo jak wyjedziesz, to ojciec znajdzie
          sobie innego kozła ofiarnego w postaci matki czy brata?
          Twoja matka podjęła decyzję - żyje z Twoim ojcem. Doskonale zdaje
          sobie pewnie sprawę z tego, jak Cię traktuje i jak Ty się czujesz.
          Na pewno bardzo Cię kocha, ale wybrała swoje dobro /spokój?/, nie
          walczyła o Twoje. Bo to TY masz o siebie walczyć. Jesteś dorosła,
          sama odpowiadasz za siebie, za swoje życie, za swoje decyzje.
          Zostając w domu jest Ci wygodniej - znasz juz zagrożenia, jakie w
          nim są, wiesz, jak sobie z nimi jako tako radzić. Wyjeżdzając
          porzucasz to wszystko i zaczynasz od nowa. Może tego się boisz?

          >Obawiam sie, że stracę więcej, niż zyskam.
          Piszesz o samobójczych myślach z powodu ojca, a nie chcesz opuścić
          domu, w ktorym mieszka? Zyskasz spokój. Na pewno będzie Ci bardzo
          ciężo, ale do cholery, jak chcesz niby sobie życie ulożyć? Jak
          znajdziesz tego jednego, jedynego to też mu powiesz, ze nie mozesz
          wyjechać, bo kochasz... matkę?
          Góry? Nie widzisz, ze szukasz wymówki?

          > To poniżanie nie jest rzekome. mój tata od dziecka mi mówił, że
          > jestem złym czl
          > owiekiem, że zasługuję na złe traktowanie
          No i postępujesz dokładnie tak, jak on względem Ciebie - źle się
          traktujesz:) Zostajesz, by on mógł nadal Cię poniżać, wyżywać się na
          Tobie, zamiast powiedzieć mu by się pocałował gdzieś i wyjechać.
          Naprawdę uważasz, ze ojciec obrzucając Cię tymi wszystkimi
          wyzwiskami i epitetami miał rację... ?

    • evenjo Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 10:38
      Idź na terapię. Indywidualną, długoterminową, po mojemu-raczej
      zorientowaną analitycznie. Wyżalanie się-na forum, znajomym,
      chłopakowi-nic nie da.
    • rubea39 dziwne 11.12.09, 11:39
      nie chcialabym pisac w stylu "ja to..." ale napisze :)
      majac 21 lat mialam juz 3 letnie dziecko. do telefonu to musialam chdzic 300m do
      budki ze zetonami w garsci. z ojcem mialam fatalny kontakt. wlasciwie to
      wybaczylam mu jego zachowania dopiero jak umarl.
      tez mi sie wydawalo, za faworyzuje brata.
      chyba zycie cie nie kopnelo jeszcze w du... to marudzisz, bo tatus marudzi.
      trzeba wziac sprawy w swoje rece, odciac pepowine, zyc po swojemu.
      piszesz, ze nie jetes zbyt ladna, to co z tego? brzydkie nie maja prawa do
      zycia? malo to brzydkich ale fajnych facetow?
    • zorz_ponimirski Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 11.12.09, 23:25
      parasolka, mysle, ze jestes trolek, ale co z tego. Jesli nie jestes,
      to tak:jestes jeszcze za mala, zeby zarobic na siebie,
      prawdopodobnie nigdy nie bedziesz dostatecznie duza. Twoje opcje sa
      wyjsc za maz i wpasc w to samo, co z ojcem, albo klepac biede.
      A jak bedziesz naprawde Kims, to moze Ci sie uda oderwac ode dna.
      Pomysl o tym ,oraz o tym, ze jak sie porzniesz, to to bedzie tylko
      smiesznosmutne dla znajomych i przez pare tygodni smutnodrastyczne
      dla rodziny.
    • gladys_g ugh 12.12.09, 10:15
      1. odetnij się od rodziny, bo cała jest chora. Bieda nie jest gorszą alternatywą od tego, co masz w domu.
      2. idx na terapię, jesteś tak młoda, że bez problemu załapiesz się jeszcze na państwową i dla młodzieży
      3. przestań wypisywac rzewne posty na forum, bo jakiekowliek uczucia ulgi czy czego tam przy tym doświadczasz, są powierzchowne
      4. wróć za rok i powiedz, jak Ci się żyje

      5. i przestań już się użalać nad sobą, od słuchania tego jest psycholog.

      i jeszcze ostatnia dobra rada - nie wchodź w zadne zwiazki z facetami dopóki nie pochodzisz na terapię tak z rok - dwa. Serio.
    • juliadruzylla Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 12.12.09, 12:07
      Współczuję ojca. Ale, moja droga, jesteś już dorosłą kobietą. To że
      znosisz te poniżenia to Twój wybór w tym momencie. Ja w wieku 18 lat
      pojechałam na studia do innego miasta i znalazłam pracę,
      wypracowałam stypendium naukowe, pewnie że nie było łatwo - studia
      dzienne na wymagającym kierunku na UW ale skoro masz czas na
      wolontariat dałabyś radę. No niestety, pięknie że pomagasz
      potrzebującym ale w tej chwili sytuacja jest taka że MUSISZ pomyśleć
      o sobie. Zarób na swoje utrzymanie, zacznij odkładać na własne
      mieszkanie. Za parę lat, po skończeniu studiów i pracując za
      porządną kasę będziesz mogła wrócić do wolontariatu. Do tego czasu
      organizacja w której się udzielasz na pewno się bez Ciebie nie
      zawali.
      Druga sprawa, po jakie licho co dwa tygodnie odwiedzasz rodziców
      skoro tak się z nimi męczysz? Jesteś masochistką? Naprawdę, nie
      staniesz się wyrodną córką i złą siostrą jeśli ograniczysz trochę te
      wyjazdy do domu, jesteś dorosłą kobietą i nie musisz odwiedzać
      mamusi co kilkanaście dni.
      Po trzecie, postawa typu: własnej rodziny nie założę bo jestem
      brzydka jest śmiechu warta. Faktycznie, tylko modelki wychodzą za
      mąż i rodzą dzieci. Koniecznie popracuj nad samooceną,
      uniezależnienie się finansowe i emocjonalne od taty na pewno Ci w
      tym pomoże.
      Podsumowując - przestań rozmyślać o samobójstwie tylko znajdź pracę,
      ogranicz kontakty z rodziną (wszystkim wjdzie to na dobre),
      rozejrzyj się za fajnym chłopakiem i przede wszystkim uświadom sobie
      że nie masz juz pięciu lat. Ani sześćdziesięciu - wszystko przed
      Tobą. Powodzenia!
      • allenb Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 16.12.09, 15:18
        Ja także miałem trudnego ojca. Hm, może to złe określenie. Po prostu nigdy go
        nie obchodziłem, liczył się telewizor. Przychodziłem ze szkoły i słyszałem 'co w
        szkole?' - 'to co zwykle tato, pytasz mnie o to codziennie, porozmawiajmy o
        czymś innym' - 'a o czym my mamy ze sobą rozmawiać jak nie o szkole?'. Zawsze
        chciałem, żeby mój ojciec zasiadł ze mną przy konsoli, posłuchał ze mną muzyki
        czy pograł w koszykówkę... a on po prostu siedział przed telewizorem. Potem był
        okres buntu i dojrzewania, trochę odpuściłem z nauką i zaczęły się jazdy nt.
        tego jakim jestem nieudacznikiem i że w życiu nigdy nie będę zarabiał dobrych
        pieniędzy. Była terapia, było rozbicie i dołek emocjonalny - ale faktycznie,
        terapia mi pomogła i pewnego razu w wakacje po skończeniu LO zadzwonił telefon.
        Kolega: "mamy wolny pokój, przyjeżdżaj". Spakowałem się i wyjechałem do dużego
        miasta. Studiuję zaocznie, pracuję i życie stało się łatwiejsze.
    • tumoi Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 17.12.09, 09:31
      posłuchaj rad, których Ci tu udzielono. Sama miałam podobną matką,
      tez miałm myśli samobójcze i dopiero usamodzielnienie się oraz
      rzadkie i krótkie wizyty pomogły mi sie pozbierać. Prawie do końca
      jej zycia zdarzały się jej jazdy w stosunku do mnie, ale z biegiem
      lat olewałam to, robiłam dłuższe przerwy w odwiedzinach. Cały proces
      dośc długo trwał, ale jakoś się pozbierałam. Tyle, że 3 lata od jej
      śmierci nigdy za nią nie zapłakałam ani nie zatęskniłam
      • maya_w Tuomi, dzieki za twoj post. 17.12.09, 12:14
        Juz tak sobie myslalam,ze tu sami szczesliwcy z rodzin pisza, gdzie
        wszystko bylo wspaniale.

        Moja matka jeszcze zyje. Ale nadal manipuluje i beznadziejnie
        KLAMIE! Klamie i klamie caly czas manipulujac sprawami.

        Czy mozna oszukiwac i poslugiwac sie klamstwem wobec wlasnego
        dziecka? Mi sie to w glowie nie miesci. Sama jestem matka i nie
        jestem w stanie sklamc w zywe oczy mojemu dziecku. Nigdy!
        Kiedys powiedziala: " No owszem, kiedys tam umre, ale i tak bedziesz
        po mnie to mocno przezywac..."
        Aaaaa:=))) ja mialam ochote jej powiedziec:"Sw. Piotr ci wytlumaczy,
        ze jest inaczej, przy bramie do nieba, wtedy zrozumiesz dlaczego..."

        Aktualnie nie mam zadnego kontaktu z matka i czuje sie tak
        najlepiej.Nie jest potrzebna w moim zyciu.
    • maud82 Re: Ojciec doprowadza mnie do łez 17.12.09, 19:34
      Przyznam, ze po raz pierwszy odpowiadam na post, choc od dluzszego
      czasu czytam to forum. Moim zdaniem wyprowadzka z domu to byla
      najlepsza decyzja jaka moglas podjac. Ja wychowalam sie w bardzo
      szczesliwej rodzinie i do tej pory bardzo jestesmy z soba zzyci.
      Studiowalam w rodzinnym miescie i do zeszlego roku mieszkalam z
      rodzicami, teraz mam 27 lat. Rok temu wyjechalam do USA. Na poczatku
      bylo bardzo ciezko i chcialam od razu wracac do domu. Ale teraz jest
      znacznie latwiej. Chcialam Ci tylko uswiadomic, ze jestes mloda
      dziewczyna i Twoja tesknota za domem jest jak najbardziej naturalna
      i zrozumiala. Powoli zaczynasz ukladac wlasne zycie i z dnia na
      dzien bedzie Ci coraz latwiej. Jednak wyprowadzka z domu sprawia ze
      czlowiek szybciej dorosleje, staje na nogi. Z dnia na dzien bedziesz
      tez coraz silniejsza i odporniejsza na ataki Twojego taty. Nie warto
      przez ojca rujnowac swojego zycia. Jeszcze wiele pieknych chwil
      przed Toba. Nie wracaj do przeszlosci, nie koncentruj sie na swoich
      relacjach z tata i proba ich zrozumienia lub zmienienia bo to tylko
      dziala na Ciebie destrukcyjnie i rzutuje na Twoje zycie. Skup sie na
      poglebianiu swoich zainteresowan, pasji, zobaczysz, ze to da Ci
      mnostwo radosci. Nie warto odbierac sobie zycia, dlatego ze Twoj
      tato ma trudny charakter. Uwierz w siebie, zobacz jak wiele zrobilas
      juz w swoim zyciu. Trzymam kciuki! Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka