pulapka

28.01.04, 14:31
zastanawiam sie czy kobieta zostawiajaca dotychczasowego partnera i wiazaca
sie z innym nie pada w pulapke tlumaczac ze najwazniejsze dla dziecka jest
to zeby jego mama byla szczesliwa. a skoro nie czuje sie szczesliwa w
dotychczasowym zwiazku a nowy niesie potencjal tego ze bedzie szczesliwa
decyzja ktora podejmuje jest z korzyscia dla dziecka. ile w tym prawdy a ile
lagodzenia poczucia winy?

trudno mi na to spojrzec z boku bo dla dobra dziecka i tego zeby mial
jednoznacznosc tego co sie dzieje musze zdecydowac o kolejnym ograniczeniu
bliskich chwil z Nim spedzonych. nie bede przy Nim jak bedzie zasypial bo
juz zaczal teskic za mama.
    • ouk Re: pulapka 28.01.04, 15:05
      Pewni rodzice nie wpadli w taką pułapkę.
      Uczciwie i wiernie ziali na siebie nienawiścią złością i frustracją jaka
      zrodziła się z przekonania dozgonności tego jarzma.
      Ze zniechęceniem witali każdy poranek, każdy wieczór z goryczą i tak trwali
      bo: "szczęście dziecka". A dziecko wzrastało sobie "szczęśliwie" w tej
      atmosferze "ciepła" i zrozumienia, aż do dnia gdy było juz na tyle duże, że
      zrozumiało: "to moja wina, że ojcie pije, a matka chodzi zaplakana wciąż"

      Matka i ojciec to nie tylko nazwa, ani też urzędowy stan rzeczy. A szczęścia
      nie da się zapewnić zachowując jedynie urzędowo-prawne status quo
    • jmx Re: pulapka 28.01.04, 15:17

      A czy pozostawanie w niesatysfakcjonującym związku "dla dobra dziecka" jest w
      porządku? Podobno nie jest dobrze natychmiast wskakiwać w jeden związek po
      zakończeniu drugiego ale... to też nie jest reguła. Wszystko zależy od ludzi.
      A lepiej byłoby dla waszego dziecka, żeby jednak to było to.
      • ouk Re: pulapka 28.01.04, 15:32
        masz rację ... ale zbyt prosto rozumujesz jak na to górnolotne forum :-)
        pozdr.
      • veerle Re: pulapka 28.01.04, 15:46
        oczywiscie ze nie. dla dobra dziecka mozna co najwyzej sprobowac sie odnalezc
        i zaczac naprawiac zwiazek to sie moze udac a moze sie nie udac. mysle ze
        prawdziwsze byloby powiedzenie chce byc w zyciu szczesliwa (cokolwiek to
        znaczy!) i dlatego chce sprobowac bo spotkalam kogos na kim mi zalezy ten ktos
        nie tylko widzi mnie ale tez moje dziecko i ufam mu ze bedzie sie staral, ale
        wtedy nie ma w tym dziecka. jego rodzice nie rozstaja sie dla jego dobra bo
        nie bylo zle tylko trudno.
        • yagnieszka Re: pulapka 28.01.04, 16:10
          "Dla dobra dziecka" warto podejmowac wszelkie mozliwe wysilki zeby latac,
          cerowac i sklejac to, co sie rozlazi. Dziecko samo sie wtedy uczy, ze choc z
          ludzmi (nawet najblizszymi a moze szczegolnie z nimi) nie bywa latwo, istotne
          jest wykazywanie dobrej woli i szukanie nowych rozwiazan dla starych
          konfliktow. Nie o to chodzi by miec sielankowa rodzine z wiecznie kochajacymi
          sie rodzicami. Chodzi o to aby nauczyc sie w domu postepowania w sytuacjach
          konfliktowych, passowych, trudnych, wydawaloby sie, ze beznadziejnych.
          Umiejetnosc "nawigowania" miedzy ludzmi przyda sie dziecku w doroslym zyciu
          bardziej niz poczucie, ze dla watpliwego nowego szczescia, mama czy tata byli
          sklonni porzucic wszystko bez ogladania sie za siebie. I nie wszystkie
          malzenstwa, w ktorych milosc nie jest namietna, warcza i walcza ze soba. Jest
          bardzo wiele, w ktorych partnerzy pozostaja w bardzo przyjacielskich i
          zyczliwych stosunkach dajac sobie wzajemnie poczucie wsparcia, oparcia,
          stabilnosci i bezpieczenstwa. I tez mysle, ze przchodzenie z ramion w ramiona
          bez zadnych stadiow posrednich, to zwyczajnie niedbalstwo psychiczne - czlowiek
          musi sobie dac czas na refleksje i wypunktowanie dla samego siebie dlaczego
          poprzedni zwiazek nie byl trwaly - inaczej znow wpadnie w ten sam schemat.
          • Gość: veerle Re: pulapka IP: mieszko.pl.u* / 62.29.253.* 28.01.04, 16:59
            wlasnie.
            i dlatego boje sie o nasze dziecko, jesli okaze sie ze ten nowy to jednak nie
            bylo to co sie wydawalo na poczatku albo po jakims czasie kiedy Kosma
            przyzwyczai sie do nowej sytuacji z tata mieszkajacym w innym domu i wujkiem
            mieszkajacym z Nimi ten nowy zwiazek oklapnie albo zacznie czegos brakowac i
            znowu bedzie zmiana...

            wiem Olenka ze zaraz na mnie hukniesz zebym sie nie dreczyl co bedzie za kilka
            lat ale tam jest moje dziecko. to nie jest sprawa tylko pomiedzy doroslymi
            ludzmi.
            • Gość: Oleńka dobry człowieku :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 19:51
              martwienie się dziś o to, co będzie jeśli się kiedyś rozstaną (mimo że jek
              sądzę nie masz podstaw za grosz ;)) jest totalnie bez sensu.
              Po pierwsze, to się albo wcale nie stanie albo stanie się bez wzgledu na to,
              czy się będziesz martwił czy nie. Jak się bedzie na to zanosiło, to się
              będziesz martwił!

              A po drugie pisałeś, że to fajny facet. Może byś się tak zaczął z tego
              cieszyć :) Co by było, gdyby Kosmie przytrafił się jakiś palant?

              A po trzecie, dlaczego Ty nie wierzysz w swoje dziecko i jego umiejętność
              poradzenia sobie z każdą sytuacją?

              A po czwarte, Ty zawsze jestes takim pesymistą czy to przejściowe? ;D
              • veerle Re: dobry człowieku :)))) 28.01.04, 23:18
                Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                > martwienie się dziś o to, co będzie jeśli się kiedyś rozstaną (mimo że jek
                > sądzę nie masz podstaw za grosz ;)) jest totalnie bez sensu.
                > Po pierwsze, to się albo wcale nie stanie albo stanie się bez wzgledu na to,
                > czy się będziesz martwił czy nie. Jak się bedzie na to zanosiło, to się
                > będziesz martwił!

                a czy ja pisze ze to racjonalne? mam emocje no i rozum zeby nad nimi panowac.
                i dobrze bo datego jeszcze nie zwariowalem.

                > A po drugie pisałeś, że to fajny facet. Może byś się tak zaczął z tego
                > cieszyć :) Co by było, gdyby Kosmie przytrafił się jakiś palant?
                Olenka litosci :) to jest moje dziecko. to ze jestem "tylko" ojcem nie znaczy
                ze nie mam serca. gdyby to przyrafilo sie jakies matce to wylaby z rozpaczy.

                >
                > A po trzecie, dlaczego Ty nie wierzysz w swoje dziecko i jego umiejętność
                > poradzenia sobie z każdą sytuacją?
                to jest bardzo powierzchowne. dorosli, uksztaltowani ludzie sobie nie radza.
                dlatego tak wazne jest zebym przy Nim byl, zeby nie poczul sie odrzucony, albo
                zeby neutralizowac to uczucie. zapewnic mu to zeby nie bral na siebie
                odpowiedzialnosci za to co sie stalo, zeby nie mial poczucia winy.

                >
                > A po czwarte, Ty zawsze jestes takim pesymistą czy to przejściowe? ;D
                mocno przejsciowe :)
                • Gość: Oleńka Re: dobry człowieku :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:25
                  Veerle, a co ma serce do tego? :)
                  Ja tylko muvię, że masz bardzo wiele powodów do radości - mama Kosmy jest
                  rozsądna i udało Wam się pokojowo i w przyjaźni ustalić warunki wspólnego
                  opiekowania się małym. Dla Ciebie to oczywistość, ale mało kto ma tak dobrze.
                  Jej nowy partner jest OK, a mogłyby być kłopoty przecież. Ciesz się tym, bo to
                  niecodzienne :)

                  Twoje dziecko sobie poradzi, bo ma mądrego ojca. A będzie miało jeszcze
                  dodatkowych dwoje dorosłych (jednego już ma) którzy mu pomogą, bo jest dla nich
                  kimś ważnym. Nie marudź i nie bądź nadopiekuńczy, bo mu krzywdę zrobisz ;)
                  • veerle Re: dobry człowieku :)))) 28.01.04, 23:36
                    ano ma tyle ze chcialby sie byc z moim malym skarbem.

                    gdyby nowy partner nie troszczyl sie o Kosme to z hukiem by wylecial i to nie
                    ja bym to zrobil :) o to jestem spokojny.

                    zrozumialem ze piszesz ze sam sobie poradzi i wlosy mi sie uniosly. a wlasnie
                    ze pomarudze sobie troche :) a Kosmie zazdroszcze troche takiego ojca :)
                    • Gość: Oleńka Re: dobry człowieku :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:39
                      Veerle, dzieci zyją w takich układach i maja sie bardzo dobrze. Nie zapomnij,
                      że to żaden wyrok dla małego.
                      • veerle Re: dobry człowieku :)))) 28.01.04, 23:45
                        Olenka, ja wiem. tylko ciezko mi czasem po prostu. ale zbieram sie, otrzepuje
                        i ide dalej. nie jest latwo zlamac czlowieka.
                        • Gość: Oleńka Re: dobry człowieku :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:50
                          wiem :)
    • Gość: Oleńka oj, Veerle... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 16:38
      Źle kombinujesz :(

      Utwierdzanie się w poczuciu krzywdy do niczego dobrego Cię nie doprowadzi.
      Tobie było trudno, ale może jej właśnie źle? Tak czy inaczej, podjęła decyzję i
      nie pora o nią teraz walczyć. Powinieneś się skupić na dziecku, pisałeś że
      chcesz się tak urządzić, żeby małego zabierać do siebie. No to zrób to. Jedź z
      nim na te narty :) Myśl, gdzie go zabrać, a w "jej" dniu zajmij się sobą - idź
      z kimś do kina, poczytaj coś, ale nie rozkładaj win na czynniki pierwsze, bo
      wpadniesz w depresję, a sytuacji to i tak nie zmieni.

      pozdrawiam serdecznie ;)
      • Gość: veerle Re: oj, Olenka... IP: mieszko.pl.u* / 62.29.253.* 28.01.04, 16:49
        dobrze kombinuje :)

        analizuje bo chce zrozumiec swoje bledy. a pisze tu zeby uslyszec krancowo
        odmienne opinie bo ciekawi mnie w jak bardzo rozny sposob ludzie patrza na te
        same sprawy.

        nigdzie nie napisalem ze chce o Nia walczyc ;) Ty cos czytasz pomiedzy
        wierszami.

        Kosma jest chory wiec teraz trzeba sie Nim zaopiekowac. na zabieranie do mnie
        przejdzie czas za chwile jak wydobrzeje. na narty pojedziemy za dwa tygodnie a
        ja jak tylko zrobi sie cieplej wyrwe sie gdzies na nura.

        hmmm... czy Ty sie o mnie troszczysz?
        • Gość: Oleńka Re: oj, Olenka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 19:43
          > analizuje bo chce zrozumiec swoje bledy. a pisze tu zeby uslyszec krancowo
          > odmienne opinie bo ciekawi mnie w jak bardzo rozny sposob ludzie patrza na te
          > same sprawy.

          chciałbyś ;)
          nie zastanawiasz się - w kazdym razie tu - nad "swoimi błędami" tylko krążysz
          wokół faktu, że Ty jeszcze chciałeś naprawiać, a ona nie.


          > hmmm... czy Ty sie o mnie troszczysz?

          w stopniu, w jakim wolno kobiecie, której nie wolno ;D
          • veerle Re: oj, Olenka... 28.01.04, 23:29
            > nie zastanawiasz się - w kazdym razie tu - nad "swoimi błędami" tylko
            krążysz
            > wokół faktu, że Ty jeszcze chciałeś naprawiać, a ona nie.

            pewnie ze nie tu. co bede jojczyl.
            ze nie bralem na siebie odpowiedzialnosci w takim stopniu jak Ona oczekiwala
            ze nie potrafilem okazywac czulosci
            ze bylem zazdrosny
            ze nie potrafilem z Nia rozmawiac, inicjowac kontaktu
            ze mam swoje kompleksy i trudnosci w relacjami z ludzmi
            ze zaniedbalem siebie, swoje pasje to co we mnie ja pociagalo
            ze ...

            cholera przeciez ja sam bym takiego siebie rzucil :)

            rzecz w tym ze ja to zmienialem, zmieniam, pracuje nad soba bo mnie samemu
            jest z tym niefajnie. tylko Ona nie chciala juz dluzej czekac, uczucie zgaslo
            pssss....
            • Gość: Oleńka Re: oj, Olenka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:32
              najpierw zgasło czy najpierw pojawił się ten drugi? bo moze te rzekome wady to
              tylko "na tle", co? :)
              • veerle Re: oj, Olenka... 28.01.04, 23:42
                to pytanie nie do mnie.
                wady sa stare i zaskorupiale ale drazylem i cos niecos udalo sie, co ja bredze
                duzo udalo mi sie zrobic. nawet Ona to zauwazyla :) a to wcale nie takie latwe
                popatrzec na czlowieka i zobaczyc go innego niz nosimy go w swojej wyobrazni.
                zgaslo w zasadzie rownolegle, na zakladke moznaby rzec

                no i pare cennych zalet tez bys sie znalazlo:)
                pisac?
                chyba nie bede sie wyglupial...
                • Gość: Oleńka Re: oj, Olenka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 23:51
                  pisz :) a co ci szkodzi :))) w końcu samobiczowania już dokonałeś, pora na coś
                  weselszego :)))
                  • veerle Re: oj, Olenka... 29.01.04, 00:58
                    jesli ktos bedzie chcial, zobaczy :)
                    dobranoc.
                    • jmx oj, Veerle... 29.01.04, 01:19

                      Myślę, że Tobie byłoby o wiele łatwiej znieść rozstanie gdyby ona była sama.
                      Ona jest sama, Ty jesteś sam, to takie... sprawiedliwe. Ale tak nie jest i
                      lepiej z całej siły trzymać kciuki, żeby im się udało a nie szukać
                      hipotetycznych dziur ;-). Powodzenia :-)
                      • veerle Re: oj, Veerle... 29.01.04, 14:20
                        tak, byloby latwiej. to nie jest kwestia sprawiedliwosci, mysle ze to byloby
                        bardziej... uporzadkowane. taka sytuacja daje pewien dystans i pozwala na
                        refleksje co tak naprawde sie stalo, co jest wazne. daje czas na ochloniecie.
                        a to co sie stalo bylo tak... chaotyczne, przerzucanie sie pomiedzy checia
                        naprawiania naszego zwiazku a wykorzystaniem pojawiajacej sie szansy na inne
                        szczescie, gdzie zainwestowac? ten chaos jest zrodlem mojego niepokoju.
    • cossa Re: pulapka 29.01.04, 01:25
      wydaje mi sie, ze wazne jest i szczescie ojca i matki
      wiec to tak pol na pol prawda
      nie sztuka jest sie zakochac i podawac sobie sniadanie do lozka
      sztuka jest znosic kryzysy, wspolnie radzic sobie z problemami

      szczescie jest pojeciem wzglednym

      pozdr.cossa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja