Dodaj do ulubionych

Nakręciłam się i potrzebuję kopa.

26.01.10, 13:41
Miałam "przyjaciela". Właściwie od razu wiedziałam, że o żadną
przyjaźń nie chodzi, że jest to "coś więcej". Początkowo jego
zainteresowanie pozwoliło mi się dowartościować jednakże bardzo
szybko rozsądek kazał z tej roli się wyplątać.
Próbowałam z relacji zrobić przyjaźń z dwóch generalnie powodów:
Raz.) takim jestem typem, że zawsze w każdym miejscu potrzebuję
zaufajnej osoby, w której w każdej sytuacji znalazłabym oparcie,
Dwa.) zależność służbowa zmuszała mnie do pewnego rodzaju uległości
(nie mówienia zbyt ostrego NIE).

Przyjaźń się nie powiodła czego się spodziewałam. Jednakże moja o
nią walka, a jego o te "coś więcej" tak niesamowicie poraniła
relację, że obecnie nie ma nawet koleżeństwa.
Okres walki z wiatrakami o "przyjaźń" i trwanie w tej relacji, która
co raz bardziej przypominała przeciąganie liny, odbierało mi
poczucie bezpieczeństwa i szacunku do samej siebie.
"Druga strona" próbowała wykorzystać wszelkie możliwe środki, żeby
postawić na swoim (może ze względu na zranioną dumę, nie wiem). W
pewnym momencie miałam wrażenie, że chodzi już tylko o to, żeby
postawić na swoim, a potem porzucić.
Nakręciła się sytuacja do tego stopnia, że pojawiło się we mnie
niskie poczucie wartości, odbierające umiejętność racjonalnego
myślenia, funkcjonowania z otaczającymi mnie ludźmi, chęć do życia i
walczenia o siebie.
Nie pomagają słowa: I czym się tu przejmować? Odwróć się i zapomnij.
Przecież niczego nie straciłaś, bo i tak relacja bardziej cię
dręczyła niż ci pomagała.
On nie dostając tego co chciał - po prostu się odwrócił, ja
zatrzymałam się, użalając się nad sobą i przypisując sobie winę za
zaistniałą sytuację.
Rozum każe odpuścić, emocje odbierają siłę do normalnego
funkcjonowania.
Jak się z tego wykopać?
Obserwuj wątek
    • allerune Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 13:56
      Czyli próbowałaś go wykorzystać. Chciałaś mieć "zaufaną osobę" i "przyjaciela"
      bo potrzebujesz w danym miejscu kogoś zaufanego, to egoistyczne pobudki.
      Ja mogę być czyimś znajomym, kolegą... ale przyjacielem? Może dla swojej kobiety
      jestem kimś takim, oczywiście w dużo bardziej rozbudowanej formie :)
      Twoje odwracanie kota ogonem trafiło na niewłaściwą osobę, ze swoimi własnymi
      problemami i wynik jest taki jaki jest. Jak można się z tego wydostać? Myślę że
      jedyną szansą jest zmiana otoczenia.
      • slaw.ka Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 17:44
        Bardzo długo męczyłam się z tym, że zawinił tu mój egoizmu. Ale nie
        przez mój egoizm się rozpoczęło.
        Po paru uprzejmych rozmowach, nie wskazujących na nic, odkryłam, że
        człowiek, którego miałam za okropnego potrafi też być sympatyczny.
        Mimo to jednak utrzymywałam bardzo duży dystans po prostu się go
        bojąc. Nawiasem mówiąc boję się go do dziś.
        Krok, po którym intencje były mi już wiadome, pojawił się bardzo
        szybko, bez owijania w bawełne. I tu pojawia się coś, co wyrzuca mi
        sumienie do dziś: czemu zachłysnęłaś się swoim powodzeniem i
        powiedziałaś zbyt mało wiarygodnie, zbyt mało przekonująco NIE. Ale
        NIE było, zbyt delikatne, bo byłam człowiekiem zafascynowana. On
        odebrał te NIE jako niezdecydowania, wahania.
        Lecz argumenty dla NIE byly twarde i mocne.
        Chęć zaprzyjaźnienia się nie wynikała wprost z potrzeby "posiadania
        zaufanej osoby". On przyszedł z problemami, w których w swej
        naiwności i chyba trochę jakiejś pysze myślałam, że będę wstanie
        nieco pomóc - wysłuchując, radząc. Odezwał się syndrom
        bezmyślnej "matki polki" (jak to nazywam).
        Jego problemy mnie przerastały. Pomóc nie byłam wstanie, ale
        przywiązanie rosło.
        Po wywaleniu kawy na ławę poprosiłam o jedno: nie skrzywdź mnie - ja
        nie potrafię godzić się z odchodzeniem ludzi, a nigdy nie będę
        wstanie dać Ci tego, czego ode mnie chcesz.
        Mogę być znajomym, kolegą. Ja mam przyjaciela - mężczyznę od wielu,
        wielu lat. A czy koniecznie można być przyjacielem tylko dla swojego
        mężczyzny?...
        Tak próbowałam odwrócić kota ogonem, ale po nieudanych próbach
        prosiłam, żeby dał mi odejść. Był co raz bardziej zły, miał coraz
        więcej żalu i pretensji. Poczekał na moment, kiedy sytuacja życiowa
        na tyle dała mu satysfakcji, że odszedł On. Szybko znajdując
        pocieszenie gdzie indziej.
        Czy aż taką byłam egoistką?
        Nie wiem dlaczego tak trudno mi się z tym pogodzić. Czemu tyle mnie
        to kosztuje i czemu do tej pory jeszcze nie byłam w stanie z tamtąd
        uciec.
        • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 17:51
          Dziwnie to opisujesz, jak związek:

          "odszedł On. Szybko znajdując
          > pocieszenie gdzie indziej."

          a nie jak zwykłą ZALEŻNOŚĆ SŁUŻBOWĄ i SZEFA KTÓRY CI SIĘ ZWIERZAŁ Z PROBLEMÓW oraz PODRYWAŁ.
          Za gęsto jak na atmosferę w pracy, jak na mój gust. Przegięliście.
          • slaw.ka Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 19:17
            > "odszedł On. Szybko znajdując
            > > pocieszenie gdzie indziej."
            >
            > a nie jak zwykłą ZALEŻNOŚĆ SŁUŻBOWĄ i SZEFA KTÓRY CI SIĘ ZWIERZAŁ
            Z PROBLEMÓW o
            > raz PODRYWAŁ.
            > Za gęsto jak na atmosferę w pracy, jak na mój gust. Przegięliście.

            tak fredziu, racja.
            Gęsto do potęgi. I nic tylko naiwnością można to zkwitować
            Naiwnie myślałam, że poświęcając się dla firmy, jeżdżąc na dalekie i
            długie delegacje, wysłuchując narzekań na temat zdradzających
            wspólników rozkradających firmę, wysłuchując o niebagatelnym
            problemie jak śmierć najbliższej osoby... myślałam, że wobec takiej
            ważnej sobie mnie (wg jego słów oczywiści) zdobędzie się na
            szczerość, może wdzięczność.
            Firma odratowana, dobrze się wiedzie. A po miesięcznej znajomości za
            niedługo się żeni z koleżanką ze współpracującej firmy. Mnie nie ma.
            Zostałam zdegradowana, odebrano mi uprawnienia jak najgorszemu
            intruzowi, który zapewne zaraz zacznie działać na niekorzyść firmy.
            Mścić się? Ja nie mam siły żeby normalnie funkcjonować i wolę uciec
            niż dalej w tym tkwić, ale gdzieś brakło sił i wiary w siebie.
            Bo czy wszędzie tak będzie? Czy wszędzie dam się wykorzystywać?
            Chyba tak. Bo jak czas pokazuje na ludziach się nie znam.
            Dziś już nie mam tych powodów, dla których wtedy mówiłam NIE. I na
            szczęście dopiero teraz ich nie ma.
            Zostałam sama, kompletnie sama i dlatego potrzebuję kopa. Kopa
            mocnego, żeby wreszcie stanąć na nogach. Żeby móc się znowu
            uśmiechać.
    • de-witch Mowiac prostym jezykiem. 26.01.10, 14:33
      Ty dalas mu do zrozumienia,ze seks z nim nie ma dla ciebie wiekszej
      wartosci, a on tobie, ze przyjazn z toba nie ma dla niego wartosci.
      Jednym slowem: Roznica potrzeb. Czyli:Nauczka na nastepny raz, aby
      szukac dokladniejszych variabel, czyli mowiac inaczej potrzeby musza
      sie zgadzac.

      W sumie w ostatecznym rozrachunku: Jestes w o tyle lepszym
      polozeniu,ze nie zostalas ograbiona z twoich 'dobr'.

      Inna strona sprawy:Jezeli facet ma przyjazn kobiety za nic, to albo
      z ta kobieta jest cos nie tak, albo z facetem.
      • slaw.ka Re: Mowiac prostym jezykiem. 26.01.10, 17:53
        > Inna strona sprawy:Jezeli facet ma przyjazn kobiety za nic, to
        albo
        > z ta kobieta jest cos nie tak, albo z facetem.

        I widzisz w tym o dłuższego czasu mam problem. Czy to co próbowałam
        zaoferować to naprawdę było tak mało warte?
        On po prostu nie wchodzi w ogóle w relacje "przyjacielskie". Choć
        powtarzał, że jestem Jego największym przyjacielem i czemu tak mało
        daję wiary w to, że między mężczyzną a kobietą może być prawdziwa
        przyjaźń. (Może być, ale chyba nie powiedzie się, gdy było jakieś
        iskrzenie).
        Jego relacje to deal.
    • hipnozaur Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 14:47
      Nie potrafię Tobie odpowiedzieć, ale dziekuję za ten post. Jest
      klarowny i spójny. Dobrze oddaje sytuację. Sam miałem ten problem, a
      o stopniu zapętlenia 10x większym i bardzo żle wpływającym na moją
      psyche. Nie jestem już tym kim byłem.

      Staram się być zimnym skurczysynem, byleby nie wyjść na idiotę.
      Pompuję w siebie cynizm, bo czuję, że padłem ofiarą moich dobrych
      intencji nawet jesli nie były one pozbawione sprzeczności.

      Zbyt dużo mnie boli same przypomnienie. Oczywiście dotyczyło to
      możliwości przyjazni damsko-męskiej (ona mężatka). Z mojej strony
      gotowość do przyjażni na bazie szczerej rozmowy. Z jej strony
      postawa kameleona, która zaważyła ostatecznie na moim zrażeniu i
      urazach. Trudno zgadnąć osobę, która jednego dnia jest niesłychanie
      rozmowna i przyjazna, rozmawia nam się świetnie, a na drugi dzień
      odwyk z jej strony i ściana i chęć zrażenia mnie.

      Urażona moja duma? Tak, kogoś kto prosząc do tańca dostawał takie
      okrutne spojrzenie jakbym pozwalał sobie na zbyt dużo i zapraszał do
      łóżka, podczas gdy inni...mogli więcej tylko dlatego ,że nie miała z
      nimi problemu.

      Odkrycie, że jednak potrafi się przyjaznić z innymi było dla mnie
      jak w pysk dostać.
      Nie było mi łatwo widzieć jak pierszy lepszy uj z ulicy po tygodniu
      znajomości z nia miał z nią lepsze relacje niż ja po trzech latach
      znajomości.

      I co sie okazało? Im bardziej starałem się być uprzejmy i miły,
      serdeczny i pełen dobrych intencji by nie urazić szacownej damy, tym
      bardziej sobie mnie zabraniała w przyjazni i znajomości.

      Po trzech latach (były półroczne przerwy w kontaktach) zaczęła
      mówić do mnie ludzkim głosem nie tylko przez jeden dzień, ale non
      stop, bez żadnych uników i wahnięć. Jakby inna osoba. Zaśmiewała się
      na wspomnienie niektórych swoich zachowań. Miała spontaniczną,
      szczerą ochotę na to by się ze mną zaprzyjażnić. Wiedziałem, że
      miała ze mną problem, to było widać jak nadłoni, ale zaprzeczyła.
      Jej nielogiczne wyjasnienia i zmieszanie mówiło wszystko.

      W sumie nie jest miło zabiegać o przyjażń osoby, która się kocha i
      która we wszystkich aspektach wrażliwości jest pokrewna w sposobie
      rozmowy, humoru, wrażliwości etc.
      Ale zamiast mi się uwiarygodnić, zbagatelizowała moje urazy i nie
      powiedziała prawdy. Zwątpiełem, miałem zły dzień. Rozsypała mi się.
      Obraziłem ją mówiąc jej kilka ostrych słów.
      Powiedziałem jej, że mając problemy z werbalnym przekazywaniem
      swoich emocji być może woli bez słowa rozchylać nogi bardziej
      zdecydowanym facetom, podczas gdy względem mnie czuje się
      zdeprymowana moim zbyt dobrym mniemaniem o niej i kreuje się na
      kogoś kim nie jest, gra, udaje. W delikatnych słowach ujmując.

      Nie mamy kontaktu, znikła mi z pola widzenia. Uważa, żę chciałem ja
      zbałamucić i wykorzystać. Uff...

      W sumie na całości naszego wzajemnego odbioru zadecydowało kilka
      pierwszych spotkań, w których między nami zaiskrzyło. Kilka miłych
      rozmów, odkrycie podobnych humorów i rozmowa w której się "płynie".

      Wówczas powiedziałem Jej sporo komplementów i czułości, które
      spowodowało emocjonalne zagotowanie się Jej do mnie.
      W sumie gdybym był bardziej dosadny i widział w niej niezłą laskę
      zamiast Osoby, to wyszedłbym na tym lepiej.
      Nie jest miło suma sumarum odrywać, że lepiej było
      powiedzieć. "Cześć jesteś fajna dupa, umówisz się ze mną? Bo mam na
      Ciebie ochotę?".
      W sumie lepiej było podejśc z h...em w ręku niż z sercem na dłoni.

      A i tak jest osobą którą nadal kocham. I co z tym? Myslę, żę na
      obecna chwilę cierpię na neurotyczną obsesję spowodowaną zupełnym
      obustronnym nieporozumieniem. I skłonnością do rozpamietywania.
      Cała ta nasza kulawa przyjażnio-miłość-zniechęcenie obnazyła
      zarówno jej niedojrzałość jak i moją. Ona już nie jest taka jaka
      była. Ja też. Zapewne cała ta historia jest częścią jej osoby
      poprzez doświadczenie. Ale co ona z tego wzięła jako lekcję?
      I co to znaczy dojrzałość? Umiejętnośc bycia nieczułym
      skurczysynem, brak zaufania? Brak naiwności?

      Trudna sprawa.
      • ka.rro Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 15:12
        Mnie by nauczyło, że osoby do nas bardzo podobne potrafią najmocniej ranić. Ja tak miałam, nokaut totalny. Raczej się nie odważę znowu podejść, bo wiem, że po następnym przywaleniu mogę się już nie podnieść.
      • greengrey Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 20:18
        Twoje historia wydaje mi się bliska, może dlatego, że sama przeszłam
        burzliwy związek przyjaźni- miłości, który zmienił mnie zupełnie..

        stąd chęć podzielenia się pewnymi obserwacjami

        przyjaźń kobieco-męska w sytuacji, gdy dwoje wiąże więcej niż
        przyjażń jest jak jazda bez trzymanki na jednym kole roweru z
        zamkniętymi oczami...
        mam poczucie że to skarajnie trudne, jeśli nie niemożliwe

        rozumiem, że ciosem było dla Ciebie to, że nie umiała się z Tobą
        przyjaźnić, mimo Twojego serca na dłoni, najlepszych intencji

        czy nie jest jednak tak, że niezwykle trudno jest "zatrzymać się" w
        przyjaźni, w sytuacji przeżywania namiętności, sfery erotycznej,
        która obecna w miłości, nie ma raczej miejsca w przyjaźni?


        mówisz, że dobijała Cię jej zmienność nastrojów.. czy jednak nie
        jest to dowód na to, że ona nie radziła sobie z ta sytuacją? To
        kojarzy mi się z postępowaniem osoby, która pragnie więcej, niż jak
        sądzi, może sobie pozwolić... stąd to przyciąganie- odpychanie

        trudno rozwijać inną relację z mężczyzną opartą na dużej bliskości,
        przyjaźni, zwłaszcza, jeśli naprawdę nie byłeś jej obojętny i czuła
        do Ciebie coś więcej- będąc dodatkowo jeszcze w małżeństwie..

        niezłe rozdwojenie

        znacznie łatwiej mieć relacje koleżeńskie-przyjacielskie z innnymi,
        gdy układ uczuciowy jest jasny i klarowny- jest to po prostu
        niepodszyta głębszymi pragnieniami relacja koleżeńska, czy nawet
        przyjaźni

        nie jest miło zabiegać jedynie o przyjaźń osoby, którą się kocha?

        nie jestem pewna czy jest w w ogóle możliwe - mi się nie udało -bo
        potrzeby bliskości osoby która kocha są zwykle innej natury niż te
        wynikacjące z przyjaźni



        trudno winić kogoś za to, że nie może poradzić sobie z tą relacją,
        zwłaszcza, gdy nie jest w stanie jej właściwie rozpoznać i nazwać
        targających nią uczuć

        ciekawe, czy bycie zimnym skurczysynem zdaje egzamin? nie wydaje mi
        się...to jednak dośc dobry mechanizm obronny, który może pomagać
        Tobie


        Hellinger mówi, że kochać można TYLKO niedoskonale.. bo tacy
        właśnie - jesteśmy

        jeśli jednak oboje nie jesteści tacy jacy byliście, to dobrze..może
        inni już, inaczej uda się spojrzeć na to co was spotkało

      • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 20:47
        hipnozaur napisał:
        > W sumie gdybym był bardziej dosadny i widział w niej niezłą laskę
        > zamiast Osoby, to wyszedłbym na tym lepiej.
        > Nie jest miło suma sumarum odrywać, że lepiej było
        > powiedzieć. "Cześć jesteś fajna dupa, umówisz się ze mną? Bo mam na
        > Ciebie ochotę?".
        > W sumie lepiej było podejśc z h...em w ręku niż z sercem na dłoni.


        Myślę, że raczej wtedy byłby to już koniec waszej znajomości :)
        Greengrey ma rację, jej pewnie też nie było łatwo i dlatego się miotała. Pomyśl - mężatka, ślubowała innemu facetowi wierność itd, to do czegoś zobowiązuje. Pewnie chwilę się nad tym zastanawiała zanim uznała, że jest do tego gotowa. Kobieta wychodzi za mąż, bo wierzy i czuje, że ten mężczyzna jest tym jedynym, tym z którym chce spędzić życie. On ma być najważniejszą osobą w jej życiu (poza dziećmi oczywiście).

        Pojawiasz się Ty, przyjaciel-skarb. Ona może mieć z Tobą problem, bo nie ufa sobie. Zapewne w waszej relacji była intymność, czułość (z tego co piszesz to wynika) i ona może się bać że przekroczy tę granicę i zdradzi męża. Emocjonalnie i fizycznie, jedno i drugie jest swego rodzaju porażką dla małżeństwa, ona może tego nie chcieć, tym bardziej że widzi Twoje zaangażowanie.
        Nie zrozum mnie źle, wierzę w Twoje czyste intencje i szacunek dla niej, ale może Ty sobie robisz nadzieję na związek, ona to tak odbiera i boi się, że wcześniej czy później może ulec, a to byłaby dla niej tragedia życiowa, porażka małżeństwa.
        • hipnozaur Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 22:00
          Greengrey, fredzia,
          Dziekuję wam za posty.

          "Myślę, że raczej wtedy byłby to już koniec waszej znajomości :)"

          Bo ja wiem? To ładna, urocza dziwczyna i gdyby miała nierozmawiać z
          każdym facetem, któremu się cos wymsknęło w tym stylu, to by musiała
          pracę zmienić i pustelnicą zostać.

          Przynajmniej znajomośc zaczęła by się w innej atmosferze i nie
          doszło by do klinczu emocjonalnego. Bo myśmy się w pewnym momencie
          zaklinowali. Tak to jest jak się zaczyna z poziomu wysokiej adoracji
          i wzajemnej fascynacji.

          " Pomyśl
          - mężatka, ślubowała innemu facetowi wierność itd, to do czegoś
          zobowiązuje. P
          ewnie chwilę się nad tym zastanawiała zanim uznała, że jest do tego
          gotowa. Kob
          ieta wychodzi za mąż, bo wierzy i czuje, że ten mężczyzna jest tym
          jedynym, tym
          > z którym chce spędzić życie. On ma być najważniejszą osobą w jej
          życiu (poza d
          > ziećmi oczywiście)".

          Doskonale to rozumiem. Tak własnie było. Wiem, że miała (oprócz
          pozostałego kłopotnego czasu) okres kilku ostrych miesięcy (trzech-
          czterech) gdy sie szarpała pod ścianą i zwierzała jednej osobie z
          kryzysu emocjonalnego. A to osoba o takiej skali emocjonalnej, że
          swoim zachowaniem sprawiała wrażenie schizofreniczki. Całkowite
          zamyslenie i spięcie, maska, pancerz, a pod spodem stado emocji do
          poskromienia. Dochodzi do tego tematu jej małżeństwo. Zmiana zawodu
          męża i facet za kółkiem, dwa dni na tydzień w domu.
          Osłabiło to pewnie jej więzy rodzinne.


          "Zapewne w waszej relacji była intymność, czułość (z tego co piszesz
          to wyn
          > ika) i ona może się bać że przekroczy tę granicę i zdradzi męża.
          Emocjonalnie i
          > fizycznie, jedno i drugie jest swego rodzaju porażką dla
          małżeństwa"

          Warto wspomiec o jednym najwazniejszym. Moje uczucie mocno
          ewoluowało. Z miłości i ochoty na związek przeszło w stan urazy i
          zniechęcenia, ale nadal podszytego fascynacją.
          W końcu stała się dla mnie obciążeniem emocjonalnym i psychicznym
          ze względu na niejasność, zagmatwanie, skrytość. Przeplatane lepszym
          nastrojem z rozmową w której miałem wrażenie poddaje się
          emocjonalnie. A na drugi dzień oschłość, obcość, spłoszenie,
          dystans. I tak w kółko. Ona też pragneła rozmów, bliskości i to
          dawkowała, ale tak by nieprzedawkować.
          Jest osoba konserwatywną, wierzącą, troche nieufna idealistka. Taki
          typ psychasteniczno-heroiczny. Wytrwała, pracowita. Hmm...

          ale w końcu nie będąc pewnym jej osoby, jedyne czego pragnąłem to
          wyjasnienia i szczerości.
          Jak juz pisałem po 8 miesiącach przerwy w kontaktach, przyszedł
          czas kompletnej jej zmiany i otwartości, gotowości do
          zaprzyjaznienia. Dla mnie to też była ulga! Wcale mi nie zrobiła tym
          nadziei, tylko upewniła w domysłach moich na temat jej
          zaangażowania, które ma już za sobą. Wolałem ją taką!
          Uff. Po tej ciuciubabce emocjonalnej to jak wydostać się z ciemnego
          gąszczu na otwartą przestrzeń!
          Ale byłem do niej zbyt zrażony by bez słowa wyjasnienia przejść do
          etapu zamkniętego.
          To było dla mnie bardzo wazne dla jej wiarygodności i dla mojego
          zrozumienia. To był jedyne sensowne wyjasnienie jej pogmatwania. I
          jedyne, które uważałem na tyle usprawiedliwiające by nie czuć do
          niej urazy i zrozumieć. Czytałem ją między wierszami jak otwartą
          książkę upewwnijąc się co do jej zaangażowania. Widocznie jednak nie
          była gotowa do wyjaśnień i bała się, przyznac do słabości i po
          trzech tygodniach naszej bardzo życzliwej przyjażni po jej
          skłamaniu, straciłem cierpliwość i pojechałem. Jeden głupi dzień
          zadecydował, że mi emocje puściły.

          Z jednej strony przy mojej uważności na nią i moim wyczuciu była mi
          bliska jak siostra, i poczucie, że znam ja jak własną kieszeń, a z
          drugiej strony brak tego najwazniejszego rozjasnienia.

          A jednak uważam ja za wyjątkową osobę, bo nigdy nie spotkałem
          dziewczyny, która by miała taką wrażliwośc przy jednoczesnej sile
          charakteru! Miękkość i twardość. Baran :*)
          W sumie była by świetna przyjaciółką =to wiem. Zależało mi na tym
          po tych kilku kijowych latach obwąchiwania się jak pies z kotem.
          Co mnie boli najbardziej? Na obecna chwilę? Że zraniełem ją, bo
          sposób w jaki sobie mnie zabraniała i walczyła był niesłychanie
          heroiczny. A ja w nią zwątpiełem.
          Drugie, że mimo wszystko powinna byc mi wdzięczna. Nie jestem typem
          buldożera. Zresztą to zadecydowało o jej uczuciu. Nie lubi nadętych
          samców. Myślę, że w innej konstelacji ktos inny zdemolował by jej
          zycie. Momenty w których mieliśmy przerwę w kontaktach były z mojej
          strony również unikami i okresem wyciszania uczuciowego do niej.
          Nie nachodziłem jak neurotyczny szaleniec.

          I tyle zostało z naszej przyjażni.
          Teraz to jest dla mnie jak odległa siostra. Bliska i daleka.
          Jest dla innych, ale nie dla mnie. Jakby umarła, ale nie całkiem.
          Umarła tylko dla mnie.
          Boli.
          Chyba mi ja zesłano za moja niewiarę


      • fredzia_ltd hipnozaur 26.01.10, 21:02
        hipnozaur napisał:
        Powiedziałem jej, że mając problemy z werbalnym przekazywaniem
        swoich emocji być może woli bez słowa rozchylać nogi bardziej
        zdecydowanym facetom, podczas gdy względem mnie czuje się
        zdeprymowana moim zbyt dobrym mniemaniem o niej i kreuje się na
        kogoś kim nie jest, gra, udaje. W delikatnych słowach ujmując.


        Czy chciałbyś się z nią przyjaźnić, jakbyś wiedział na 100%, że nie zostaniecie kochankami/nie będziecie w przyszłości parą? Szczerze?
        • hipnozaur Re: hipnozaur 26.01.10, 22:17
          Czy chciałbyś się z nią przyjaźnić, jakbyś wiedział na 100%, że nie
          zostaniecie
          > kochankami/nie będziecie w przyszłości parą? Szczerze?

          Szczerze? Tak! Bo uwiodła mnie swwoja osobą przez to co jest poza
          czysto seksualną powierzchownością. To oczywiste. Zbyt duzo innych
          pozytywnych cech jest w niej, bym nie umiał cieszyć się korzystac z
          innych aspektów znajomości.

          Tylko trzeba być bardziej pewnym tej drugiej osoby bez zadnych
          niedomówień, tylko wtedy można wiedzieć że zabraniając sobie czegoś
          więcej i stając na progu przyjażni nie robi się z siebie naiwnego
          idioty.
          W końcu to jest trochę, jak małzeństwo w drugą stronę! Mężowi
          slubuje, że "nie opuści aż do smierci", a sobie, że nie dopuści mnie
          aż do smierci! Nie tylko mnie. Ale każdego innego.

          Właśnie oto chodzi.
          By miec poczucie że się stąpa po twardym gruncie nawet jesli
          wczesniej brodziło się po lotnych piaskach.
          Tego mi zabrakło by nie miec żadnych watpliwości, że warto
          pielęgnować czystą przyjażń. To było z obu stron w fazie schodzacej.
          Czy bała się reaktywacji uczucia?
          Po tej całej historii, wiem jedno. Warto sobie zaufac i szczerze
          porozmawiać.
          Nie ma nic gorszego niz walczyć z uczuciem. A niech by to opadało
          jak jesienny liść! Byleby bez ciuciubabki!
          Koniec z ciemnymi lochami!
          Więcej światła!
          • axelred Re: hipnozaur 27.01.10, 14:59
            Niespelniona milosc moze niemal zabic mezczyzne - niestety...
            Twoj obiekt kultu nie mogl Ci nic dac z wiadomych przyczyn (mezatka,
            zaleznosc sluzbowa).
            Jezeli chodzi o jej uczucia do Ciebie to:
            1) To Twoje uczucie i uwielbienie spowodowalo, ze poczula sie
            wyjatkowo, dales jej szanse na motyle w brzuchu, przykules jej
            uwage, ze tak powiem ja w sobie 'rozkochales' i wydales jej sie
            interesujacym facetem NA SKUTEK TEGO (kazdy jest prozny i lubi byc
            uwielbiany)
            2) To ona pierwsza zwrocila na Ciebie uwage lub zwrociliscie na
            siebie uwage w tym samym momencie NA SKUTEK Twojej osobowosci czy
            wzajemnego przyciagania.
            Nie jest jasne z Twego postu czy ona czula do Ciebie to, co Ty do
            niej czyli czula Cie 'jak druga polowke' (opcja 2), mam wrazenie ze
            sam nie wiesz, ale szukasz potwierdzenia na 'tak'.
            Z tego co piszesz jest pewne, ze cos do Ciebie czula. Jej
            reakcja 'zimno-cieplo' w stosunku do Ciebie to potwierdza. Jest
            takze bardzo pewne, ze chciala to uczucie w sobie zwalczyc. Wiec
            naturalne jest takze, ze nie mogla sie z Toba przyjaznic, bo to by
            bylo bardzo trudne, ot tak bez jakiegokolwiek ladunku emocjonalnego.
            Poza tym moze uwaza, ze przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna nie
            istnieje, ze caly ladunek emocjonalny jest dla meza, a nie czesc dla
            meza, a czesc dla metafizycznego 'brata'. A moze nigdy nie myslala o
            Tobie w kategoriach drugiej polowki-brata i zwyczajnie nie miala
            ochoty na przyjazn, byles dla niej po prostu klopotliwym
            zauroczeniem (opja 1).
            Masz do niej zal, ze nawet nie bylo miedzy Wami rozmowy, wyjasnienia
            spraw, coz, moze jestes nia po prostu rozczarowany? Kto wie, moze na
            10 lat powiesz 'co ja w niej widzialem'?
            Trzeba isc do przodu, doloz ja do worka doswiadczenie-slodka-rzecz i
            rozgladaj sie szeroko za swoja a nie cudza polowka.
            A co do serca na dloni - miej je caly czas, moze troche schowane ale
            miej. Przyszedl mi przy okazji Twojej historii do glowy
            film 'Something's gotta give' Amerykanski romcom - dla mnie lekcja
            ze warto miec serce na dloni, ze wstyd i bol bycia odrzuconym
            odpowiednio przezywany jest zaprzeczeniem kompromitacji!
          • fredzia_ltd Re: hipnozaur 27.01.10, 21:48
            Dziwnie postrzegasz przyjaźń, nie rozumiem tego Twojego wywodu. Czemu nie chcesz wyjść na głupka? Czemu masz wątpliwości czy warto pielęgnować przyjaźń?
            • hipnozaur Re: hipnozaur 28.01.10, 00:34
              "Czemu masz wątpliwości czy warto pielęgnować przyjaźń?"

              Ta cała ciuciubabka mocno mnie wykończyła przez niepewnośc co do
              jej intencji i brakowało mi wiekszej pewności i otwartości w
              relacjach z nią. Domyślanie się, a pewnośc to duża różnica i jesli
              ty Fredzia tego nie rozumiesz to dlatego, że jestes kobietą, a
              kobiety nie potrzebują pewności, wystarczy intuicja ;*)

              Zabrakło mi stabilności emocjonalnej po tej huśtawce, poczucia
              stałego gruntu. Kropki nad i, zakończenia tego pogmatwanego etapu.

              Na pewno chciała przyjażni, o tym wiem na pewno, ale chyba nie była
              gotowa na wyznanie, a nie chciałem jej tego z gardła wyicągać, bo to
              takie sugerowanie tego co chiałbym usłyszeć.
              Po jej dotychczasowej "grze" nie wiedziałem czy to nowa rola czy
              nie. Oczywiście mówię bardziej o chwilowych moich zwątpieniach,
              które przewazyły w jeden dzień.
              Ta cała historia przez swoją "filmowość" jak z romansu powodowała
              moje zwątpienia, obiekcje i skłonnośc do interpretowania moich
              domysłów jako wyników myslenia życzeniowego (brałem poprawkę i
              zaprzeczałem swoim domysłom!)
              Zabrakło cierpliwości po mojej stronie. Tylko cierpliwości.

              "Czemu nie chces
              > z wyjść na głupka?"

              To oczywiste. Trzymając mnie na dystans ze zmiennością i
              spłoszeniem rozhybotała mnie emocjonalnie i sam się do niej
              zniechęcałem. Widząc, że nie przejawiaja tekigo dystansu wobec
              innych facetów, spowodowała moją zazdrośc wobec tego, że np innemu
              okazywała więcej względów.
              Syndrom Wokulskiego?
              Pewnie tak. Ostatecznie miłośc sprzyja idealizacji, zwłaszcza gdy
              jest na odległość. Czy była z puchu różanego? Nie była z krwi i
              kości.
              Ale trzymając się tylko przyjażni bez fizycznej bliskości tak ,czy
              inaczej oddaje się pokłon i hołd raczej temu co w nas bardziej
              bezinteresownego i uduchowionego. Wystarczy, że już niegdyś byłem w
              zyciu zraniony i...

              Greengrey ma racje to jazda na jednym kole, bez trzymanki.
              Nie chciałem wyjśc na idiote pielegnując tak czy inaczej (na stopie
              przyjażni) tzw "romantyczne wyobrazenia", bo tylko taka wysoka faza
              jest w stanie utrzymać miłośc w stanie platonicznym z zabranianiem
              sobie "czegoś więcej". Przynajmniej w momencie ewolucji do bardziej
              przyziemnych, przyjacielskich relacji.
              A teraz odczuwam brak zwykłego powolnego zjazdu z tych
              emocjonalnych egzaltacji (no nie da sie ukryć:) do poziomu fajnego,
              zakumplowania. A było ku temu blisko.
              Taki mały heppyendzik jest wskazany.

              To trudne, bardzo trudne.
              Fredzia juz mnie nie ciagaj do zwierzeń.
              Bo jeszcze jaki Myszkin ze mnie wyjdzie.
              :*)


    • ka.rro Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 14:59
      Zrozumieć, że i tak nic z tego nie będzie, bo on NAPRAWDĘ chce innych relacji, a Ty innych. I nie ma tu niczyjej winy, po prostu ludzie są różni i mają różne potrzeby i różne momenty w życiu.
    • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 17:39
      slaw.ka napisała:
      > Jak się z tego wykopać?


      Czas, czas, czas...
      On raczej z tego co piszesz nie będzie o to walczyć.
      Relacja szef-pracownik jest już z założenia dość trudna, a Ty chciałaś z tego robić przyjaźń? Kamikadze z Ciebie, to raczej niemożliwe. Jeśli nadal razem pracujecie, to współczuję.
      • ka.rro Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 18:12
        Szef pewnie chciał mieć szpiega i usługi seksualne w jednym. Nie wyszło, to i się zmył, pytanie tylko czy do koleżanki z biurka obok, czy jednak miał na tyle taktu, by znaleźć powiernicę na innym piętrze tego biurowca?
        • slaw.ka Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 18:44
          Na szczęście posiada pod sobą firmy i tu i w Rosji i na Słowacji i
          wszystkie parterowe ;)
          I ta słowacka choć tak niby miała się źle nie zbankrutowała, a
          wspólnik okazał się lojalny.
          Usługi seksualne się nie powiodły. Donosili lepiej koledzy, a za
          wyciągnięcie firmy z opresji i uratowanie grubego kontraktu
          nagrodzono koleżankę z pokoju obok.
    • s.p.7 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 19:40
      hmmm
      walka o przyjazn? na czym miala by polegac?
      nie wiem czy dobrze odczytuje...
      on zaczał cie adorowac ty na to przystałas ale potem ci sie nie podobal poziom
      znajomosci i chcialas przyjazni.

      wiec nei wiem jak mam rozumiec tutaj tą 'walkę"
      bo to slowo tutaj brzmi zupelnie irracjonalnie i nie mam pojecia z kad sie wzieło

      tzn ty chialas utrzymac dystans...ok
      ok Cie adorował, staral sie byc mily, nie chial cie urazic.

      spoko, mysle ze tam nie bylo zadnej WALKI... czym ona sie niby miala objawiac?
      to jakas bzdura.
      jesli byla to walka tak jak ja rozumiem slowo walka - to oznaczalo koniec
      kontaktow jakichkolwiek bo mi w glowie pojawiaja sie szantaze, mobbing, naciski,
      przemosc, odbieranie prywatnosci.
      Temu trzbea powiedziec zdecydowane "nie" jesli sie nei podoba

      Co oznacza zwrot "przyjazn nie powiodla sie"?
      jesli ty mowissz NIE na to "cos wiecej' to nic oprucz przyjani zaistniec nei moze.

      Jesli te jego 'cos wiecej" zaczyna oznaczac byce po prostu nachalnym natrętem
      lub agresorem to w tym momencie nie ma zupelnie niec, anie milosci, ani
      przyjazni, ani kolerzenstwa ani wspolnej pracy.

      wiec cos mi tu nei gra

      operusjesz tutaj jakimis ogolnikami i ciezko wysnuc co sie za nimi kryje

      cztajac miedzy wierszami wyglada mi na to ze on cos poczul czyli to "cos wiecej"
      i chial to realziowac - bardziej lub mniej udolnie.

      a ty balas sie jego intencji czy pozniejszego ewentualnego porzucenia

      walczenia o siebie? o co tu chodzi?

      "On nie dostając tego co chciał - po prostu się odwrócił, ja
      zatrzymałam się, użalając się nad sobą i przypisując sobie winę za
      zaistniałą sytuację.'

      "nei dostal tego co chial" - mi to wyglada na to ze zwyczajnie poszanował twoja
      wole i uznal ze zwyczajnei nie chesz tego "wiecej" wiec relacja na takim
      poziomie traci jakis sens i powinniscie dalej pozostac na etapie
      wspolpracownikow z dystanesm.


      Pozatym przyjazn - buduje sie na zaufaniu i trwa to latami, jest to abrdzo
      czyte, nei ma czegos takiego jak walka o przyjazn - jest tylko robienei czegos
      dla drugiej osoby, poswiecanie sie = po paru altach rodzi sie przyjazn z
      szacunku i zaufania

      "ja
      nie potrafię godzić się z odchodzeniem ludzi, a nigdy nie będę
      wstanie dać Ci tego, czego ode mnie chcesz."
      - co to znaczy ze n=ktos nie potrafi sie godzic z odchodzeniem ludzi? tzn ze
      traktuje ich jak swoaj wlasnosc?
      0nigdy nei bede w stanie ci cdac czego chesz? a czego on chial konkretnie?

      "odszedł On. Szybko znajdując
      pocieszenie gdzie indziej."

      no ale chyba wszystk osie zgadza, on szukal milosci - ty tego nie chialas, wiec
      znalazl sobie inną kobietę...

      "zdobędzie się na
      szczerość, może wdzięczność."

      mysle ze szczerosc tam bylla, on wyraznie ci to mowil ale poprzez czyny, dajac
      czesc siebie, szukal oparcia,
      w przyjazni nie maczegos takiego jak OCZEKIWANEI WDZIECZNOSCI bo to
      interesownosc, przyjazn jest bezinteresowna przeciez

      "Mścić się? Ja nie mam siły żeby normalnie funkcjonować i wolę uciec
      niż dalej w tym tkwić, ale gdzieś brakło sił i wiary w siebie.
      Bo czy wszędzie tak będzie? Czy wszędzie dam się wykorzystywać"

      za co miala bys sie mscic? co on ci takiego zlego zrobil? Teoretycznie wg tego
      co mi sie wydaje to on chial Ciebie... ty powiedzialas nie... wiec znalazl sobie
      inna kobietkę... i co z tego?

      a SKORO CHIALAS RELACJI TYLKO SŁUŻNBOWYCH to na 100% by je zaakceptował tylko ty
      zdecydowanie od pozcatku i w kazdym kroku powinnas mowic NIE - jest praca, firma
      i interesy, mozemy byc dla siebie kolegami z pracy i nic wiecej, mzoesz sie
      zakochiwac ale wybacz... nie obchodzi mnei to za bardzo.

      podejrzewamz e dzis nie bylo by problemow

      Gdzie jest tu wykorzystywanie ciebie?

      Wg mnei masz bardziej zal do siebie... a teraz demonizujesz go i cala
      sytuacje... w taki sposob ze przynajmniej w swoich wyobrazaniach chcesz
      wykreowac sie na ofiarę

      tylko p oco ci kop?
      czy twoj żal i poczucie beznadzieji nie jest wystarczajacym kopem do ZMIAN?
      co bys chiala uslyszec? ze jestes ofiara a on i caly swiat sązli? jestes
      wspaniaął nieskazitelną bogini?
      mzoesz tak o osbie myslec

      ale boli cie to ze to kolerzanka z pokoju obook nie mial problemow z rozwijaniem
      tego "cos wiecej" i to ona bedzie miala z nim slub a nie ty

      i czujesz sie podejrzewam jak idiotka, tylko by pozbyc sie tego uczuia zaczynasz
      jakies kombinacje o calej sytuacji,
      zwalanai winy itd

      on ma to czego chcial, i ty tez teoretycznie masz to czego chcialas... no tak
      ale czy aby na pewno... no jak widac chyba nie inaczej ten watek w ogole by nie
      powstal


      "Czy to co próbowałam
      zaoferować to naprawdę było tak mało warte?"
      podejrzeamz e znaczyla dla niego sporo i on chial bys byla kims waznym w jego
      zyciu. To chyab dosc jasne.
      Podejrzewam ze teoretycznie to ty mogla bys miec z nim wkrotce slub a nie
      kolerzanka z pokoju obok.
      Czy to malo? a czego bys chciala?
      Czego tak naprawde chialas?

      "za
      wyciągnięcie firmy z opresji i uratowanie grubego kontraktu
      nagrodzono koleżankę z pokoju obok."
      -w jaki sposob angrodzono?




      Ty dostalas to co chials, on w zasadzie tez dostal to co chial - tzn. postapil
      jak mogl postopic - zaakceptowal twoja wole i nie chial sie narzucac w sytuacji
      kiedy ci to z jakis wzgledow nie odpowiadalo.



    • paco_lopez Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 26.01.10, 20:01
      musisz się uprościć, bo z takimi odchyłkami nigdy nikogo nie
      dopasujesz choćby miał tylko jedną średnice. nie dziel włosa na
      czworo.
    • kunegunda123 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 00:30
      to co zrozumiałam z tego bardzo egzalotwanego i przydługiego postu, to że twój szef chciał Cię przelecieć, Ty mu nie 'dałaś' (wybacz słownictwo, ale jest bardzo adekwatne do sytuacji), ale z jakichś powodów chciałaś się z nim zaprzyjaźnić. nie dość, że romans w pracy to jeszcze z szefem, nie dość że przyjaźń z szefem to jeszcze jednocześnie z facetem, którego pociągałaś seksualnie. każdy składnik tej konfiguracji totalnie się wyklucza. widać, że wcale nie miałaś ochoty na przyjaźń tylko na związek (dlatego nie miałaś też ochoty TYLKO na seks). a tu bum! pociesz się, że jesteś naiwna i brak Ci instynktu samozachowawczego, co samo w sobie nie jest jakimś wielkim grzechem, ale ten Twój szef to totalny skur.ysyn.
      • s.p.7 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 11:31
        haha, jaki seks? msylicie kategoriamy plebsu dla ktorego seks to dobra rozrywka

        mezczyna na poziomie z duza firmą szukał kopa w zyciu, i motywacji, szukal uczuc
        i milosci

        musial sie wygadac, trafil na autorkę watku - a ta sama nei wiedziala czego
        chce, a w zaadzie to chodzilo jej o jakies profity bo czula ze za "kontaktach" z
        szefem mozna cos zyskac

        ale smama miala problemy ze soba i flirtowala, troche grala an przyjazn, cos sie
        tam w niej rodzilo... ale odrzucila go

        on sadzil ze zgrywa niedostepna i chial zawalczyc o jej uczucia, czul do neij cos

        tej jednak zaczely sie quazi urojenia o jego motywacje

        facet wiec wybral inną pracownicę z pokoju obok i do niej skierowal swoje
        uczucia, na nia sie uzewnetrznil

        wizeli slub i dziewczyna jest szczesliwa z kolesiem ktory finansowo moze byc
        dorbze ustawiony, ma milosc, cieplo i kazse

        i teraz ansza autorka watku tak naprawde zobaczyla co stracila
        i zrobilo sie jej glupio i nie zabardzo wie co ze soba teraz zrobic bo czuje ze
        zchrzanila sprawe,
        bo ktora kobieta nei chiala by czegos takiego?

        teraz stracila poprzedniego kochanka i ten juz jej nei adoruje i zostala sama,
        ze swoimi problemami i stracona zyciowa szansa

        i szuka "kopa" kopa to teraz ona sama sobei moze w dupe dac

        poniewaz zrobila to ejszcze w taki sposob ze pzoawalal na troche i tym samym
        popsula relacje na pozioie szef-pracownik wiec wychodzi z tym w plecy na
        wszystkich liniach a mogla miec sporo

        wiec czuej sie jak idiotka... szukajac "kopa"
        • kunegunda123 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 20:16
          > haha, jaki seks? msylicie kategoriamy plebsu dla ktorego seks to dobra rozrywka

          przepraszasm bardzo, to że wiem jacy potrafią być niektórzy faceci, szczególnie kiedy mają władzę, nie oznacza że mam prymitywny sposób myślenia. jesteś facetem, więc zobaczyłeś w tej historii coś innego niż ja, kobieta.

          fakt, umknął mi wątek o ślubie szefa z inną pracownicą, w każdym bądź razie wcale jeszcze nie świadczy to o tym, że ów szef nie chciał autorki wątku po prostu wykorzystać. jak na razie tylko ona wie jak było, nie wyjaśniła co się kryło pod słowami 'nie mogłam mu dać tego czego on chciał' i nie wiadomo o co szefowi chodziło - o seks czy uczucia. ja nadal obstawiam, że bardziej o seks.
          • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 20:54
            A jeśli chciał uczucia to czy to coś zmienia? To przecież bardzo bardzo dużo, a do tego w jej sytuacji równieź bardzo ryzykowne.
          • s.p.7 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 21:30
            jest taki typ ludzi co zawsze czuja sie jak szczur w klatce, wszedzie widza
            zagrozenie, nei maja zadnego pczocuia sily neizaleznosci,
            nigdy nie potrafia byc zasertywni
            zawsze czuaj sie mali, podlegli, niepewni siebie

            zkaładaja nie tyle ze on chial ja wykorzystac seksualnie co nawet ze chial ja
            zabic, zawiec do lasu i torturowac przez tydzien...

            zawsze wdiza wine w ptoczeniu a nie w sobie,
            zawsze zostaj na drugiej inii, zawsze czuaj sie poszkodowani i czja ze to inni
            musza im cos dawac, ze cos im sie nalezy

            i to neiwazne czy to emzczyna czy kobieta, to ta sama kategoria ludzikow, ktorzy
            na rozny sposob namnorzyli sie na tym siecie i jest ich calkeim sporo

            nic do nich nie mam, nie oceniam, tacy po prostu są.

            i zazwyczaj konca jak autorka watku... obrazaona, sfrustrawana, pelna nienawisci
            do wszystkich wokol za wlasna glupote i niepowdzenia

            nie mieza za wysoko bo uwazaja ze pewne rzeyczy sa dla nich zamkniete

            nie chcial bym by zabrzmialo to jak wyklad o egalitaryzmie bo nie o to tu
            chodzi, chce pokazac tylk ostyle myslenia i dzialania


            A jaki jest rezultat.
            Taki typ lduzi siedzi i wali sie piescia w czolo, lub prubuej sforsowac mur
            swoja glową, podczas gdy bardziej siebei szanuajca, pewna siebie ,elokwentna,
            mila sympatyczna, otwarta kobieta, w szczesciu uklada sobie zycie ze wspanialym
            czlowiekiem ktory szukal oapracia w zyciu, glebszego sensu, reaziacji siebie dla
            kogos w postaci kobiety.

            ale biedny plebs zawsze bedzie widzial uciesnienie i zagrozenie.

            Autorka watku/

            ma prawo do decyzji.

            Czego on chial? on cial tego czego ona dac mu nie mogla i nei chiala... zwiazku
            i relacji na poziomie, emcojonalnego zaangazowania, odpowiedzialnosci.


            na poczatku tylko rajcowalo ja to ze jest adorowana, pozniej chiala przerobic to
            na cos co dalo by jej jakas bezposrednia gratyfikacje,,,

            teraz jest zla o to ze nei dostala nic.

            ale maly czlwoieczek bedzie widzial w tym to ze udalo jej sie uciec z pod presji
            tyrana.

            nawet nei jest mi zal takich ludzi, oni musza umeirac przez selekcje
            naturalną... z niewiadomych powodow ciagle sie rozmnazają.
            moze jej to sie nie uda.
            I dobrze. Chociaz nie mowie tu tyle o genach co o kulturze ktroa tez jest
            przekazywana neimal jak biologicznie.

            ponad polwoa problwmow lduzi wynika z tego rodzaju "małosci"

            obawiaja sie o wykrozystanie bo nie uwierza ze kos ma szlachetne intencje czy
            tybardziej sa one skierowane na tak mizerna psotac jak ona sama.

            • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 21:45
              Sporo w Tobie nienawiści do innych ludzi i pogardy s.p.7

              A dla faceta gratulacje, że znalazł taki ideał kobiety w swojej firmie. Mimo, że najpierw szukał wśród plebsu, przejrzał na oczy i znalazł godną siebie białogłowę.
              • s.p.7 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 22:34
                po czym to wysnuwasz?
                nienawisc i pogarda - tak jakis czas temu na swoich czarnych bilbordach ludzie
                zrzeszeni wokol twoarzstw sponsorujacych jawnie lub nie kapanie parti
                liberalnych okreslali opponentow.

                Wiesz jak to sie nazywa? manipulacja?

                Poniewaz ja nie mam nic do ludzi - sa jacy są, i akceptuje ich takimi,
                nie gardze nikim, kazdy dostaje odemnie szacunek na dzien dobry.

                Prawdziwie kochac moze jednak tylko ten kto potrafi rozumiec ludzi, ich problemy
                i zrodla tych problemow,
                inaczej jedyne co moze to wtorowac i pomagac kopac takim lduzim groby pod ich
                samych.

                przejdzmy do tytułowego "kopa"
                wg mnie zaczyna sie on zawsze, zawsze w walce z tą naturalną "MAŁOŚĆĄ" która
                kazdy czlowiek gdzies ma w sobie.
                A ktora musi pokanosc na rzecz pewnego rodzaju wzrostu i wielkosci.

                A ta wielkosc to realna ocena sytuacji, swoich zachowan, błedów,
                ta malosc bedzie chciala uciekac od odpowiedzialnosci sumienia, bedzie sie
                wykrecac i oszukwiwac, manipulowac

                90% przypadkow to konsekwencje tej malosci.

                Jesli chesz posluchac ludzi ktorzy poszli jej sladami poczytaj sobie psoty
                takiej ledy16,

                a co robia mali lduzie?
                biadoląnad losem biednej dziewczynki, ktora tak naprawde chiala w tym wszystkim
                cos ugrac, i suma sumarum oszukala sama siebie, i przejechala ie na tym, i to
                nie wszystko, bylo tego wiecej
                teraz jeszcze mowi cos o "zemscie" haha to takie typowe, przechodzi w forme
                wrecz urojen

                mozna to polubiec, mozna z tym walczyc

                mali i tak bedą plawili sie w tego typu brudach... chco zawsze daje im troche szansy

                nie zdziwil bym sie gdyby autorka watku zaczela sie puszczac za 2 miesiace tylko
                po to by poprawic poczucie swojej wartosci...

                taka jest rzeczyistosc ja ja tylko opisuje, mozesz sie z nia niezgadzac ale
                uzywaj prosze argumentow glebszych niz twoje emcojonalne niezadowlenie
                • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 22:45
                  Nie znam osoby, więc nie będę jej oceniać, a tym bardziej nie będę snuć spekulacji na temat jej przyszłego życia seksualnego. Jeśli będzie chciała mieć bujne - jej sprawa i mi nic do tego, a tym bardziej Tobie.
                  Ona chciała coś ugrać? Pewnie tak - znajomość na jej zasadach. Nie wyszło.
                  Ale on również chciał coś ugrać - zmienić swoje życie i Twoim zdaniem to ona (czyli kobieta) miała być tego motorem. Czyli sam w sobie nie miał teog powera do zmiany, szukał kogoś kto go popchnie i weźmie go na barki zarazem. Z nią- nie wyszło. Jak dla mnie to on chciał od niej znacznie więcej, niż ona mu mogła/chciała dać, łącznie z bycie inną osobą niż jest naprawdę. MOże on sam nie wiedział czego chce?

                  Za dużo gdybania s.p.7 żeby rzucać takie jednoznaczne oceny.
                  A to, że on teraz jest zadowolony a ona zagubiona nie znaczy, że za rok nie będzie dokładnie na odwrót, Więc po co ten moralizatorski ton?
                  • s.p.7 Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 23:18
                    Twoim zdaniem to ona (czyli kobieta) miała być tego motorem. Czyli sam w
                    sobie nie miał teog powera dozmiany, szukał kogoś kto go popchnie i weźmie go na
                    barki zarazem. Z nią- niewyszło.


                    to jest znowu ten sam tryb myslenia ktory wg mnie nie potrafi dostrzec tego czo
                    w czlowieku jest najpiekniejsze i prawdziwe.

                    osobiscie moja motywacja jest zerowa jesli eni opiera sie na altruizmie,
                    tzn na spelnianiu sie gó...e dla dobra innych ludzi, nie dla siebie.

                    nie ma czegos takeigo jak wewnetrzny "power", jesl ijest to znaczy ze taka osoba
                    jest osobą egoistyczną. I wlasnie po takiej mozna spodziewac sie egoistycznych
                    zagran - tzn wyrachowanych gierek kalkulowanych na wlasny zysk w jakis tam
                    kategoriac - glownei finasowych, prestizu, pczucia wartosci itp

                    I tego typu zachowanie w wiekrzym stopniu przejawiala autorka watku.

                    praawdziwa motywacja czlowieka plynie z milsoci do innych ludzi,
                    jest wtedy najwiekrza i najsilniejsza, bezinteresowana

                    to nei jest słabosc tylko w tego typu zachowaniach kryje sie najwiekrza sila,
                    poneiwaz trzeba do tego odwagi, sily, madrosci

                    to stanowi o wielksoci czlowieka
                    a egosici zawsze bda zyli sami dla siebie , nie potrzebuaj ludzi - tak zachwuje
                    sie wlasnie nasza "dama"

                    To nei jest "ugrywanie" bo dawanie swojego zycia w prezencie inny nei jest
                    urywaniem czegos dla siebie.
                    Jest wlasnie dawniem siebie ale to nadaje czlwiekowi sens zycia.

                    Taka kobieta staje sie inspiracj,a natchnieniem, mobilizacją, sensem.
                    dlatego szukał zony...
                    bo tak to wygladało nie dla siebie jednak ale po to by dac jej to wszystko, aby
                    miec potomkow kotorzy mogli by np, odziedziczyc po niem firmę

                    pewnie ldzuie nie potrafia tego zrozumiec, sami zachowuaj sie egoistycznie i
                    czyjas milosc chca zamienic na "profity"
                    dlatego autokra ma zal o to ze on sie "nie odwdzieczyl" za to "odwdzieczyl" sie
                    innej pracownicy...
                    bo ona na poczatku chciala poczuc satysfakcje a jak wyczula ze koels sie
                    zakochuje to chial na tym cos ugrać.

                    ma do tego prawo, i nei dziwie sie ze w koncu odpuscil: nie to nei. p oco ma sie
                    narzucac/
                    zostawi lja w spokoju... a autorka zaczela rozumiec to co zrobial i popadac
                    zaczela w stan depresyjny

                    ot cala historia dobrze i klarownie zrozumiana

                    na ktorj mozan sie czegos nauczyc


                    ale ludzka malosc bedzie wmiawiala ze ten typ to tyran, szef molestujacy i
                    wykorzystuajcy pracownice, swinia
                    itp,
                    autorce beda radzili zemste, krzywde jego nowej rodzinie,
                    no tak to wyglada...

                    i powiedz mi co to jest?

                    A czego chciala autorka?
                    -najpier dowarotsciwoania
                    -potem profitow z jego uczuc
                    -pod koniec chial jego i jego dalszej adoracji kora sie skoczyla,
                    -na koncu chciala dla niego zemsty za to ze nei dostal tego czego oczekwiala na
                    tym zyskac

                    nawet nei che mi sie tego oceniac, choc wiadomo moge sie mylic, dla mnei
                    sytuacja jednak jest jasna
                    • fredzia_ltd Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 23:39
                      mam wrażenie, że czytaliśmy dwa rózne teksty :)

                      Jeśli oboje byli wolni a on rzeczywiście taki wspaniały i szlachetni, to może rzeczywiście dziewczynę coś ominęło. Ale musiałaby być bardzo odważna albo bardzo głupia, żeby zacząć romansować z szefem.
                      Ale jeśli ona była z kimś w tym czasie, to myślę, że Twoja interpretacja jest poważną NADINTEPRETACJĄ.

                      A zresztą jakie to ma teraz znaczenie kto kiedyś coś tam myślał? Teraz dziewczyna ma kupę w pracy, bo szef kiedyś jej się zwierzał w celach tylko jemu wiadomych. eeee tam.
    • annastazy Re: Nakręciłam się i potrzebuję kopa. 27.01.10, 19:27
      przeczekaj, samo Ci przejdzie
      a jak sobie urządzisz kilka wieczorów sentymentalnego płaczu nad
      sytuacją i jak mogło być fajnei, a nie jest - to przejdzie Ci
      jeszcze szybciej :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka