Dodaj do ulubionych

Stracilam sens zycia, pomozciw

12.05.10, 12:09
nie mam sensu w zyciu a nie chce sie zabic, bo sie boje, nie jestem glupia, i
wiem co robie i mysle.
bylam oklamywana i oszukiwana orzez rok przez osobe ktora myslalam ze mnie
kocha, teraz nie wiem co robic i dokad pojsc, bo ta osoba obrocila tez moich
rodzicow przeciwko mnie. Jeszli ktos ma jakis pomysl prosze napisac.
mysle o pojechaniu gdzies autostopem, ale ze jestem dizewczyna i mam 19 lat
wole z kims, wybiera sie ktos gdzies? blagam o pomysly, jak sie wyprowadze nie
mam gdzie mieszkac, a to i tak bylo by bez sensu. Chce poprpstu cos zrobic i
byc jak najdalej.
moje marzenia sie skonczyly nie mam tez nadziei , chcialam zyc jak
dotychczasowo nie zmienie swojego zycia bo to nie ma dla mnie sensu, nigdy nie
chcialam zmienic osoby ktora kocham, wiec nowego narzeczonego sobie nie
znajde, pewnie mnie nikt nie rozumie , nie wiem co robic
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Stracilam sens zycia, pomozciw 12.05.10, 13:13

      Masz 19 lat. Z czego się utrzymujesz? Pracujesz, czy jesteś na
      utrzymaniu rodziców?

      Zacznij dbać o swoje życie. Na tym etapie warto pomyśleć, co chce
      się w życiu robić, w jakim zawodzie pracować. I pod tym kątem wybrać
      studia.

      Daj sobie spokój z romantycznymi marzeniami i nie buduj swojego życia
      na całkowitym zawierzeniu innej osobie. Potraktuj niepowodzenie jako
      zimny prysznic i nauczkę na przyszłość.

      Nic konkretnego nie napisałaś, poza odmienianiem słów "kocham" i
      "narzeczony". Otóż bez narzeczonego da się żyć. Może nawet lepiej.
      Jesteś jeszcze bardzo młoda, naucz się żyć sama. Bo kobiety, które
      tego nie potrafią, pakują się w związki z beznadziejnymi facetami.
      Kobieta, która nie ma parcia na związek, ocenia obiektywnie facetów
      i zwykle wybiera dobrze. Przemyśl to.
    • feel_good_inc Re: Stracilam sens zycia, pomozciw 12.05.10, 13:27
      girl166 napisała:
      > nie mam sensu w zyciu a nie chce sie zabic, bo sie boje, nie jestem glupia, i
      > wiem co robie i mysle.
      > bylam oklamywana i oszukiwana orzez rok przez osobe ktora myslalam ze mnie
      > kocha, teraz nie wiem co robic i dokad pojsc, bo ta osoba obrocila tez moich
      > rodzicow przeciwko mnie.

      Może jakieś szczegóły? Szczera rozmowa z rodzicami nie jest w stanie załatwić sprawy?

      > Jeszli ktos ma jakis pomysl prosze napisac.
      > mysle o pojechaniu gdzies autostopem, ale ze jestem dizewczyna i mam 19 lat
      > wole z kims, wybiera sie ktos gdzies?

      Takie rzucenie się bez sensu to proszenie się o skończenie w jakiejś melinie jako dziwka oddająca się za prochy.

      > blagam o pomysly, jak sie wyprowadze nie
      > mam gdzie mieszkac, a to i tak bylo by bez sensu. Chce poprpstu cos zrobic i
      > byc jak najdalej.

      Jeżeli koniecznie chcesz gdzieś wyjechać, to rozejrzyj się za wolontariatem w jakiejś fundacji charytatywnej, która jeździ z pomocą do krajów III świata. Nie dość, że oderwiesz się od tematu, to jeszcze będziesz miała szansę na jakąś przygodę, która postawi twoje problemy w nieco innej perspektywie.

      > moje marzenia sie skonczyly nie mam tez nadziei , chcialam zyc jak
      > dotychczasowo nie zmienie swojego zycia bo to nie ma dla mnie sensu, nigdy nie
      > chcialam zmienic osoby ktora kocham, wiec nowego narzeczonego sobie nie
      > znajde, pewnie mnie nikt nie rozumie , nie wiem co robic

      Rozumieją, rozumieją. Chociaż to do ciebie pewnie za bardzo w tej chwili nie trafia, ale minie trochę czasu i o ile nie spędzisz go tylko na rozpamiętywaniu poprzedniego związku, to dostrzeżesz, że facetów na tym świecie jest sporo, takich do kochania też.
    • sabinac-0 Re: Stracilam sens zycia, pomozciw 12.05.10, 13:27
      Przezylas zawod, poczulas sie oszukana, osamotniona i niekochana.
      Byc moze po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni.

      Bedzie jeszcze jakis czas bolec.
      Nie polecam gwaltownych krokow jak ucieczka, wyprowadzka na ulice itp. bo tylko
      spowoduja wiecej komplikacji a Twoje cierpienie i tak sie nie zmniejszy.

      Jesli ta osoba cos naklamala Twoim rodzicom, sprobuj to z nimi wyjasnic. Nie
      zawsze jest to mozliwe.

      Niewiele Ci moge poradzic, ale opowiem Ci jak bylo ze mna:
      Po wyprowadzce z domu (mialam 18 lat) zamieszkalam z babcia. Rodzicom bylo to na
      reke bo babcia mial juz swoje lata i nie chcieli by byla sama, mnie ta opcja tez
      odpowiadala bo w domu rodzinnym bylo sporo problemow a babcia wydawala sie dobra
      i zyczliwa osoba.
      Dopiero po okolo roku zaczelo do mnie docierac, ze babcia ma wszystkie cechy
      psychopatki a do tego nalogowo pije. Babcia traktowala mnie szkaradnie,
      upokarzala mnie, wyzywala od najgorszych, wyrzucala moje rzeczy z mieszkania,
      myszkowala w moim pokoju, zdarzylo sie jej uderzyc mnie w twarz. Do tego
      opowiadajac o mnie rodzicom i przyjaciolkom niestworzone rzeczy - ze urzadzam
      popijawy (jakos musiala wytlumaczyc te butelki w kuchni), ze ja okradam, ze
      robie z domu burdel (bo czasem ktos mnie odwiedzil).
      Moi rodzice wierzyli jej bezkrytycznie (latwiej uwierzyc starszej pani niz
      mlodce) a wszelkie proby wyjasnienia sytuacji nie dawaly rezultatu. Rodzice
      obracali te proby przeciwko mnie.
      Trwalo to 9 lat, w tym czasie ja skonczylam studia a babcia pila coraz wiecej i
      zaczela miec objawy Alzheimera - znosila do domu smieci z ulicy i miewala ataki
      psychozy. Historie o mnie byly coraz bardziej dziwaczne (np. ze wlamuje sie do
      jej pokoju nie zostawiajac sladow, ze wrzucam jej muchy do zupy itp.), ale i tak
      wszyscy jej wierzyli - sasiedzi pluli mi pod nogi, jej przyjaciolki napuszczaly
      na mnie policje a rodzice oskarzali o najgorsze rzeczy i karali za "dreczenie
      staruszki".

      W koncu, juz po studiach, znalazlam prace z mieszkaniem sluzbowym i wyjechalam z
      rodzinnego miasta.
      Dopiero po okolo roku moj ojciec wszedl do babci mieszkania i znalazl stosy
      wszelkich smieci (dopoki tam mieszkalam, utrzymywalam jako taki porzadek choc
      przy kazdym wyrzuceniu babcinych "znalezisk" bylo halo ze ja okradam) oraz
      walajace sie wszedzie pelne i puste butelki.
      Wtedy moi rodzice wzieli ja do siebie. Wytrzymali okolo 2 miesiecy, bo babcia
      przewalala im dom w poszukiwaniu alkoholu, wyzywala, awanturowala sie i...
      opowiadala niestworzone historie o mojej mamie.

      Babcia zmarla 2 lata temu w domu opieki, majac prawie 90 lat.
      Moi rodzice nigdy mnie nie przeprosili za falszywe oskarzenia i niesprawiedliwe
      kary.
      Ja zyje spokojnie z rodzina, daleko od rodzinnego miasta.
      • avgust Do Sabiny. 13.05.10, 15:48
        Przeżyłaś takie rzeczy, więc wiesz, co to znaczy być kozłem ofiarnym.
        • sabinac-0 Re: Do Sabiny. 13.05.10, 16:43
          avgust napisał:

          > Przeżyłaś takie rzeczy, więc wiesz, co to znaczy być kozłem ofiarnym.

          W jakim celu to stwierdzasz?
          • avgust Re: Do Sabiny. 13.05.10, 16:45
            To taki dodatek do damsko-męskich przepychanek
            • sabinac-0 Re: Do Sabiny. 13.05.10, 16:51
              avgust napisał:

              > To taki dodatek do damsko-męskich przepychanek

              O co ci chodzi?
              • avgust Re: Do Sabiny. 13.05.10, 16:56
                A Ty masz pojęcie jak się czuje mężczyzna, który ma swoją dumę, a
                kobieta zmusza go do przepraszania za to, że żyje? ;=P
                • sabinac-0 Re: Do Sabiny. 13.05.10, 16:57
                  avgust napisał:

                  > A Ty masz pojęcie jak się czuje mężczyzna, który ma swoją dumę, a
                  > kobieta zmusza go do przepraszania za to, że żyje? ;=P

                  Poklociles sie z kims w realu?
                  • avgust Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:04
                    A dobra, nie ważne. Tak tylko sobie nawiązywałem do jakichś tam
                    przepychanek słownych damsko-męskich, które prowadziłem z Tobą na
                    innym wątku i przy innej okazji. Taka tam nieistotna dygresja.
                    • sabinac-0 Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:12
                      avgust napisał:

                      > Taka tam nieistotna dygresja.

                      Dzis piszesz takie "nieistotne dygresje" na wszystkich watkach i pod kazda moja
                      wypowiedzia. Na jedna odpowiedzialam, reszte kliknelam w kosz by Ci nie bylo
                      wstyd jak sie otrzasniesz.

                      Niedawno rozmawialismy o fochach i asertywnosci - moze skorzystasz z wlasnych
                      rad i powiesz, w czym masz problem. Nie to, zebym ciekawa byla, ale zasadniczo
                      lepiej sie rozmawia bez zabawy w podchody.
                      • avgust Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:19
                        Ja??? Tzn dałem do zrozumienia że mam jakiś problem?
                        • sabinac-0 Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:23
                          avgust napisał:

                          > Ja??? Tzn dałem do zrozumienia że mam jakiś problem?

                          Cos tak jakby.
                          • avgust Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:24
                            Kiedy??? Jestem co najmniej zdziwiony.
                            • sabinac-0 Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:29
                              avgust napisał:

                              > Kiedy??? Jestem co najmniej zdziwiony.

                              Mam wrazenie ze dzis jestes mocno nie w sosie a moze nawet pod wplywem.
                              Dzisiejsza rozmowa z Toba nie ma zadnego sensu, wnosze o skasowanie drzewka i
                              odezwe sie w bardziej stosownym momencie.
                              • avgust Re: Do Sabiny. 13.05.10, 17:36
                                Odnosisz mylne wrażenie. Może ci się coś wydawało, a może jestem po
                                prostu trochę zmęczony. Rzecz jasna, przewlekać dyskusję możesz
                                jednak do czasu.
        • to.niemozliwe Re: Do Sabiny. 14.05.10, 04:08
          Akurat z tej historii nie wynika bycie kozlem ofiarnym (rozumiane jako bycie przeznaczonym przez grupe na stracenie, co mialoby przyniesc korzysci grupie). Tu jest dosc osobisty opis zmagan z zyciem pod jednym dachem z bliska osoba uzalezniona od alkoholu....
    • solaris_38 dobra nowina 14.05.10, 01:04
      Jak Ci sie skończyły marzenia
      to nie koniec świata
      tylko początek

      !

      zrób sobie nowe

      lepsze

      a nie płacz nad tamtymi


      marzenia podlegają ewolucji jak my
      mijają jak my
      stają się czymś innym
      nieprzewidywalnie
      a w końcu nikną

      lecz COŚ ZOSTAJE ZMIENIONE;)


    • o_witch 19 lat... 15.05.10, 13:19

      Wiedz,ze to przykre, gdy osoby bliskie zawodza, oszukuja, zdradzaja.
      JEDNAK, ten kop ma tez swoj jakis cel i druga strone. I jezeli
      wyjdziesz z niego spokojnie, to bedzie dzialal jak szczepionka, w
      przyszlosci. Wyrobi w tobie intuicje i ostroznosc. Chocby dlatego,
      ze ludzie o pewnych specyficznych tendencjach np, do oszustw i
      zdrad, maja tez i pewien wspolny zespol cech, ktore je odslaniaja.

      Postaraj sie wypuscic z siebie te negatywne emocje. A pozniej na
      zimno wszystko to przeanalizuj.

      W zyciu spotkasz i dobrych i zlych ludzi. Dlatego staraj sie
      odroznic juz teraz, kto jest kto.
      A wiek, w ktorym jestes postaraj sie traktowac jak dobra szkole
      zycia.
      Czasami bywa tak, ze ci ktorzy dostali najwiecej kopniakow w
      mlodosci, pozniej daja sobie doskonale rade z trudnosciami zycia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka