horlaa
08.03.04, 23:10
potrzebuję nałogów, żeby funkcjonować. lubię robić coś, czego właściwie sama
mam ochotę sobie zakazać, bo to niezdrowe czy szkodliwe, czy jakiekolwiek
inne.
czasami upijam się sama w domu (jak dziś),
albo godzinami siedzę przed komputerem, czując w tym jakąś niezwykłą
przyjemność, w tym, czyli w wynajdywaniu szeregu pustych rozrywek.
oby się upodlić, zapomnieć, oby wpaść w coś, w jakieś kolejne bagno.
od tygodnia nie jem paskudztw, słodyczy, chemii, znów wracam do diety
zaleconej mi przez dermatolożke. dziś jedynie (do wina) zjadłam puszkę
orzeszków z miodem. paskudztwo. wino - cała butelka, czerwone.
bo bez jakiegoś nałogu, to ja bym nie wytzymała.
coraz bardziej zaczynam być pewna, że problemy z jedzeniem, to tylko tak
wyszło. mogło być cokolwiek innego: alkoholizm, netoholizm, zakupoholizm itp.
po prostu potrzebuję nałogu, żeby dobrze się czuć. muszę się w czymś
zanurzyc. czy mi coś się uda, jak dzisiaj, czy nie uda, muszę to w
jakikolwiek sposób "oblać". albo ucztą jedzeniową albo inną.
teraz jestem wstawiona więc już kończę.
:)