Gość: harmonia
IP: *.waw.pl
11.04.04, 20:16
Od kiedy osiągnąłem wewnętrzny spokój na każdym kroku czuję czyjeś
towarzystwo. Na początku nie wierzyłem w to że mam towarzysza, który mnie nie
opuszcza. A jednak kiedy ja stawałem to czułem że i on staje, a kiedy ruszłem
w dalszą drogę to i on ruszał. Potrzebowałem czasu aby to zrozumieć.
Wreszcie zrozumiałem.
Mój stały towarzysz to moja śmierć.
Z upływem czasu tak się do niej przyzwyczaiłem, że nie wyobrażałem sobie
mojego życia bez niej. Jest moim najwierniejszym i najlepszym przyjacielem.
Kiedy nie wiem dokąd mam pójść stoję chwilę i proszę o odpowiedź. I zawsze ją
otrzymuję. Jest to związek jaki nie zdarzył mi się z kobietami. Ja wiem że
ona jest obok odbieram ją całą swoją osobą.
Kiedy jestem skupiony i stanę przed nią odważnie to po jakimś czasie słyszę
jakieś słowo które jak błyskawica rozświetla to co ciemne i dla mnie
niezrozumiałe. Wtedy oddaję jej szacunek i kłaniam się.
Jest darem drogocennym jak miłość , która wie o rozstaniu.
h