Dodaj do ulubionych

To jest tragedia

12.04.04, 22:58
Dopiero dziś trafiłam na to forum, dzięki pewnej zyczliwej osobie. Od
jakiegoś miesiąca prowadzę swój blog. Od ponad roku moje odchudzanie
przerodziło się w kompulsywne objadanie się. To wszystko zaczęło się
niewinnie. Jak co roku odchudzanie, żeby zrzucić nieco do wakacji lub w
wakacje. To był taki standart, nic wielkiego. W tamtym roku, a dokładniej 12
lutego 2003 roku wszystko uległo zmianie. Postanowiłam się odchudzać, bo moja
waga wzrosła w krótkim czasie do 74 kg. Przeszłam na dietę Atkinsa -
niskowęglowodanową. Jadłam same tłuste rzeczy i chudłam, jednak w końcu nie
wytrzymałam. Dodam, że dwa dni póxniej moja mama również zaczęła się
odchudzać na tej samej diecie. Ja po miesiącu miałam dość i z wagą ok 64 kg
przeszłam na dietę niskokaloryczną. I chyba od tego zaczęła się moja
tragedia. Do wakacji chudłam i tyłam, ale małe ilości. W efekcie na początku
wakacji ważyłam ok 63 kg. Obiecywałam sobie, że będę biegać, odchudzać się -
wszystko szlag trafił. Na końcu wakacji ważyłam 70 kg... Co do mojej mamy, to
ona wytrzymała na diecie Atkinsa i... na początku wakacji ważyła 23 kg mniej!
Trzyma się do tej pory i wygląda świetnie. Na początku roku szkolnego (chodzę
teraz do drugiej klasy gimnazjum) znów wzięłam się za Atkinsa, ale nie było
już tak wspaniale. Nie chudłam. Byłam wściekła i przeżuciałam się na
standartową dietę. I tak to się toczy. Obiecałam sobie, że schudnę, ale
ciągle nie mogłam. Ciągle tylko jem i jem. Na początku roku obiecałam sobie
że tym razem już na serio się wezmę, bo do wakacji muszę schudnąć 20 kg... i
tak w kółko, głodziłam się jedząc znikome ilości jedzenia, a potem obżarstwo.
Nie wiem, jakim cudem dziś już jest 12 kwietnia. Właśnie mijają święta... na
szczęście, bo nigdy tak się nie obżerałam jak przez te 3 dni. Wczoraj leżałam
na kanapie z ogromnym bólem brzucha, bo tak się przejadłam. W psychice ciągle
mi coś mówi, że do wakacji muszę schudnąć... i znów jeść tylko jogurt i
jabłko. Wiem, że to nic nie daje, ale wciąż się łudzę, że tym razem
wytrzymam. Od jakiegoś czau zaczęłam zdawać sobie sprawę, że ja nie jestem
zdrowa. Że cierpię na jakąś chorobę, coś w stylu bulimii. I dziś już wiem, że
objadam się kompulsywnie, że jest nas całe mnóstwo i nie potrafimy nad tym
zapanować. Przeglądałam Wasze posty i... płakałam. Siedziałam przed
komputerem i łzy ciekły mi po policzkach. Zdaję sobie sprawę, że wpadłam w
wielkie bagno. Czuję się bezsilna. Nie wiem, jak mogę na to zaradzić, jak
sobie pomóc. Postanowiłam iść do mamy i porozmawiać z nią. Mam to szczęście w
życiu że mam wspaniałych, wyrozumiałych rodziców. Zawsze mają czas na rozmowę
ze mną, chociaż pracują nieustannie od rana do późnego wieczora. I to jest
straszne, bo ja ciągle jestem sama w domu, a co za tym idzie jem ile chcę i
co chcę. Wstydzę się tego, ale nie potrafię inaczej żyć. Teraz, przez te
święta, gdy rodzice byli w domu czułam się nieswojo. Jakby byli w domu jacyś
intruzi. Nie mogłam w spokoju rzucić się na jedzenie, więc wszelkie
opakowania otwierałam po cichu nożyczkami, żeby nikt nie słyszał. Wstawałam
wcześnie, szłam do kuchni, obzerałam się i szłam z powrotem do łózka, po czym
wstawałam i udawałam że nic wcześniej nie jadłam. To jest chore, to moja
własna tragedia. Sama się tego dorobiłam. Stanęłam dziś przed lustrem z
profilu. I ujrzałam siebie na samym dnie. Dziś mam 170 wzrostu i około 74 kg
wagi. Boję się wejść na wagę, boję się dowiedzieć, co ze sobą zrobiłam. Dużo
osób pisze na moje gg, dużo rozmawiam, wszyscy mnie pocieszają, wszystkim
obiecuję, że teraz będzie lepiej... i nigdy nie jest. Dziś odezwała się do
mnie osoba, która dała mi adres tego forum. Ona też wiele przeżyła. Dzięki
niej postanowiłam nie myśleć tak jak dotychczas. Nie chcę myśleć "byle
schudnąć to cholerne 20 kg do wakacji". Im częściej tak sobie mówię, tym ważę
więcej. Nie będę obiecywać sobie gruszek na wierzbie, muszę podejść do tego
racjonalnie. Schudnąć na dłużej niż na 2 miesiące wakacji. Boję się, i to
strasznie. Bo mogę sobie myśleć racjonalnie, ale szpony mojej choroby mogą
okazać się silniejsze. Jednak chcę spróbować, tym razem inaczej. Chcę jeść ok
1000 kalorii, uprawiać sport. Za dużo przesiaduję w domu, muszę więcej
wychodzić na podwórko, nie myśleć ciągle o jedzeniu. To moja obsesja. Tak
strasznie się boję, nie chcę dłużej wciągać się w to bagno. Nie wiem, czy
sama sobie poradzę. Myślałam, żeby porozmawiać z mamą i poprosić ją, by
załatwiła mi psychologa. Ja nie jestem czubkiem, ja tylko potrzebuję pomocy.
Nie chcę dłużej milczeć, mówić, że jest dobrze, skoro tak nie jest. Proszę,
niech ktoś się do mnie odezwie, niech powie, co myśli o tym co napisałam.
Otworzyłam przed Wami moje serce i największe obawy. Nie zostawcie mnie
samej. To, w co się wplątałam jest tragiczne...

PS. Jeżeli kogoś to interesuje, oto moje dane:
Blog: www.moonia15.blog.onet.pl
E-mail: monika_mil@op.pl
GG: 2137160

Wiem, że nie jestem sama, liczę na wasze wsparcie.

Moonia.
Obserwuj wątek
    • negritha Re: To jest tragedia 12.04.04, 23:31
      Witaj monia. Tak, wiem jakie to przykre uczucie jak odkrywasz, że to co robisz
      to nie tylko Twoje dziwactwo, ale choroba, z którą boryka się wiele osób,
      często bezskutecznie.. :-( Jednocześnie teraz możesz się pocieszać że nie
      jesteś sama/ dziwna/ nienormalna (tak ja kiedyś myślałam ;-) )
      To co jest pozytywne, to Twój dobry kontakt z rodzicami. Wiesz mi że to już
      duży krok w kierunku wyzdrowienia, zwłaszcza jeśli potrafisz z nimi szczerze
      porozmawiać. Jak zareagowali rodzice na to co im powiedziałaś? Również inni,
      Twoi znajomi wiedzą, pocieszają Cię, to też już dużo. Wydaje się że nie jesteś
      specjalnie zamknięta w sobie, więc jeśli nie będziesz tłumić uczuć, powinno być
      łatwiej. To co mnie troche niepokoi, to Twoje postanowienia że 1000 kcal itp.
      BO, o ile zdążyłam się zorientować, wyjście z tej choroby nie polega na udanym
      przestrzeganiu diety, bo chyba ciezko byc na diecie przez cale zycie... Chodzi
      o to by jedzenie przestało być naszym wrogiem, byśmy w ogóle nie dażyły
      jedzenia jakimikolwiek uczuciami (miłością, nienawiścią).. Rozumiem że się źle
      czujesz i chcesz schudnąć. Ale czy to nie troche zbyt radykalne? Dzisiaj jadłaś
      do bólu brzucha a jutro 1000 kcal? Ze skrajności w skrajność... Myśle że to za
      mało, zwłaszcza że masz 15 lat i szybszą przemianę materii.. no i po pierwsze
      jedzac 1000 kcal bedziesz jednak troche glodna, po drugie zwolnisz sobie
      spoczynkowa przemiane materii (nie oplaca sie to bo potem szybciej sie tyje...)
      Porozmawiaj z mama o psychologu :-) I w ogóle o tym co Cię gryzie, może razem
      do czegoś dojdziecie. Razem z kimś jest łatwiej niż samej... pozdrawiam Cie
      ciepło :-)
      • annaa3 Re: To jest tragedia 13.04.04, 00:21
        podpisuje się rękami i stopami pod wypowiedzią negrith :D
      • moonia15 Re: To jest tragedia 13.04.04, 11:09
        Ja doskonale wiem że popadam ze skrajności w skrajność, ale co mam zrobić?
        Doprowadziłam się do takiego stanu, że nienawidzę swojego ciała i chcę
        schudnąć, może nie tak dużo naraz, ale powoli. Poza tym jest godzina 11, a ja
        wciąż nie jestem głodna, więc nie jem. Rozmawiałam z mamą, obiecała, że poszuka
        dla mnie jakiegoś dietetyka, żebym mogła odchudzać się pod kontrolą. W każdym
        razie mama już wie i teraz będzie starała mi się pomóc. Dzięki.
        • annaa3 Re: To jest tragedia 14.04.04, 21:57
          a psycholog ?, dobrze by było gdybyś poszła.. dietetyk to dobra rzecz, ale sama
          napisałaś że miałaś mamie powiedzieć po to aby mogła go znależć, takie nie
          jedzenie, nie odczuwanie głodu, jest nie dobre, czasami lepiej się zmusić do
          chociaż małego posiłku, aby potem uniknąc wilczego głodu, po za tym śniadanie
          to podstawa szczególnie u ciebie, jesteś młoda i się rozwijasz
          pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka