problem z dziecięcą pryjaźnią

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 09:37
Mój Marcin ma 8 lat, chodzi do pierwszej klasy.
W szkole ma przyjaciela Bartka (znają się jeszcze z przedszkola). Nie siedzą
razem, pani nie pozwala, bo gadają przez cały czas, zamiast pracować. Ale
jeżeli to tylko jest możliwe, spędzają czas razem. Co mnie niepokoi?

Pierwszy sygnał:
Miesiąc temu Marcin miał urodziny, razem ustalaliśmy listę małych gości.
Okazało się, że Marcin ze swojej klasy chce zaprosić tylko Bartka (oczywiste)
i jeszcze jednego chłopca zaproponowanego przeze mnie (notabene też znanego
mu z przedszkola). Dlaczego tylko dwóch? Bo innych praktycznie nie zna!
Wymienił jeszcze jakieś jedno imię chłopca z którym się bawił, nazwiska już
nie pamiętał... Koniec końców, na imprezie były dzieci które Marcin znał już
wcześniej, z rodziny, z przedszkola, z podwórka. Ze szkoły natomiast nikogo
nowego.

Drugi sygnał:
Rozmawiałam z mamą dziewczynki, która chodzi z Marcinem do klasy. Z rozmowy
wynikało, że Marcin nigdy nie bawi się z innymi dziećmi, tylko i wyłącznie z
Bartkiem. Dzieci nazywają ich "papużki – nierozłączki".

Trzeci sygnał:
Przy okazji rozmowy z wychowawczynią o postępach mojego dziecka w nauce, pani
tłumaczyła mi, że nie może pozwolić na wspólne siedzenie w ławce Marcina i
Bartka. Zrozumiałam, że to Bartek nieustannie ją o to prosi, obiecuje, że nie
będą rozmawiać, pani ulega.... i wiadomo – nic z tego nie wychodzi.
Pytałam o kontakty mojego syna z innymi dziećmi (z ciekawości, wtedy jeszcze
nic mnie nie niepokoiło) – Pani stwierdziła, że są dobre, nie ma konfliktów.
Tok rozmowy natychmiast zszedł w kierunku przyjaźni Bartka i Marcina. Okazuje
się, że Bartek ma problemy z relacjami w grupie. Nie potrafi współpracować z
innymi dziećmi. Często obraża się, nie chce wspólnie wykonywać zadań.
Wykonuje je tyko z moim synem, lub sam. Określenie wychowawczyni: „Bartkowi
do szczęścia wystarcza Marcin”

Czwarty sygnał:
Bartek gdy tylko mnie widzi, pyta czy Marcin może do niego przyjść się
pobawić. Często telefonuje do nas z taką prośbą. Jeżeli odmawiam, bo na
przykład jedziemy do babci, nigdy nie kończy się na jednym pytaniu. „A kiedy
wrócicie? A może za dwie godziny? A może jutro? A Marcin musi jechać do
babci? A może by jutro pojechał? „ Gdybyście słyszeli tę ROZPACZ w jego
głosie, kiedy wreszcie zrozumie, że Marcin do niego nie przyjdzie. Kiedyś
Marcin też chciał odwiedzać Bartka. Ostatnio jednak nie widzę zbytniego
entuzjazmu u mojego syna co do takich odwiedzin. Właściwie nie przypominam
sobie kiedy ostatnio inicjatywa odwiedzin wyszła od Marcina.

Ostatnio poskładało mi się to wszystko w całość i mam wrażenie, że Bartek
bardzo absorbuje Marcina swoją przyjaźnią, wręcz za bardzo. Dlaczego mnie to
niepokoi? Dlatego, że dostrzegam zmiany w zachowaniu mojego syna. Bartka
nudzą zabawy wymyślane przez inne dzieci. Jeżeli Marcin chce się pobawić z
kimś innym, Bartek się obraża. Ostatnio zaobserwowałam to samo zachowanie u
mojego syna podczas zabaw na podwórku. Na propozycje zabaw innych dzieci, mój
syn stwierdzał „nuda” i po kilkunastu minutach wrócił do domu.
Dawniej, jeszcze w przedszkolu bawił się z wszystkimi dziećmi a przyjaźnił z
kilkoma chłopcami (z niektórymi utrzymuje sporadyczny kontakt do dzisiaj)
Teraz właściwie nie ma przyjaciół, oprócz Bartka oczywiście. Mam wrażenie, że
w pewnym sensie Bartek uniemożliwił mojemu synowi nawiązanie nowych kontaktów
z dziećmi, że jego przyjaźń jest wręcz zaborcza.

Słuchajcie, długi strasznie wyszedł ten tekst, ale specjalnie opisywałam tak
dokładnie to co zauważyłam, bo sama nie jestem pewna czy nie przesadzam. Czy
taka przyjaźń jest dobra? Czy to normalne, że moje dziecko nie zna kolegów z
klasy? Dziś, specjalnie go o to pytałam, potrafił wymienić dokładnie 5 imion
dzieci. A może jednak przesadzam? Może dzieci w tym wieku tak mają? Jeden,
dwóch kolegów wystarcza?
Poradźcie proszę, bo sama już nie wiem co myśleć.
    • kwieto Re: problem z dziecięcą pryjaźnią 16.04.04, 09:58
      IMO dziecko powinno zdobywac nowe relacje, uczyc sie wspolzyc w grupie.
      Poprzestawanie na jednym czy dwoch relacjach moze sie zakonczyc pozniejszymi
      klopotami z nawiazywaniem nowych znajomosci - zarowno przyjacielskich,
      sluzbowych czy milosnych...

      Co na to mowia rodzice Bartka, rozmawialas z nimi?
      Co na to szkolny psycholog?

      IMO glowne zadanie nalezy do rodzicow Bartka, ktorzy powinni zapewnic dziecku
      bardziej zrownowazony rozwoj i szersze towarzystwo. Moze nalezy chlopcow na
      pewien czas calkowicie rozdzielic? Brutalne, ale wymusza zmiane postaw, zarowno
      u jednego jak i drugiego chlopca.
      Swoja droga, ciekawa jest rola nauczycielki - ulega uczniom (choc wie, jak sie
      to skonczy), nie zauwaza problemu jakim jest odcinanie sie dziecka od
      srodowiska... To stawia pod duzym znakiem zapytania jej role wychowawcza.
      Oczywiscie jest tez prawdopodobienstwo ze Ty wyolbrzymiasz problem (znajac
      rzecz wylacznie z Twojej relacji trudno to ocenic).

      Dlatego mysle ze najlepiej bedzie zasiegnac opini rodzicow drugiego chlopca, a
      pozniej psychologa/pedagoga szkolnego (z tym drugim uwaga, bo bywaja hmmm....
      rozni jesli idzie o kompetencje)
      • psychoguru Spokojnie 16.04.04, 10:16

        Sprawe potraktowac zupelnie na luzie, ingerencja na sile
        bylaby najbardziej szkodliwa. Dzieci zmieniaja sie bardzo
        szybko i maja rozne okresy w zyciu. Jakos nie slyszy sie
        by dziecinne kontaky rzutowaly na cale zycie, to przesada.

        Jedyny powod do ingerencji bylby gdyby jedna ze stron miala
        ciagoty w zlym kierunku, np. palenie papieroskow.
        • ivek Re: Spokojnie 16.04.04, 10:19
          Witaj Szymanka
          czytam tak Twoj post i sie zastanawiam czy zwrocil moja uwage, bo Twoj problem
          jest powazniejszy niz inne? Chyba nie jednak. Za to wrazenie na mnie zrobilo
          dlugosc wypowiedzi z jednoczesnym utrzymaniem precyzyjnosci Twoich obaw.
          Calkiem, calkiem jest to poukladane w calosc, co nie oznacza, ze Cie rozumiem.

          Chcialbym sie zapytac dlaczego swoje osmioletnie dziecko traktujesz jak 2
          latka? Przeciez jest swiadomy tego co robi, nie jest zmuszany do niczego.
          Czy ilosc kolegow jednoczesnie przechodzi w jakosc?
          A jesli reszta tych dzieci to jakies bezdenne polglowki bez wyobrazni?

          Konsekwencje odciecia go od jego przyjaciela moga byc jednak powazniejsze, po
          pierwsze Twoje dziecko moze sie najzwyczajniej w swiecie zbutnowac, moze nie
          zrozumiec Twoich intencji i wspomnianych obaw o jego psychike, skoro mimo
          wszystko rowniez ma ochote na kontatky z tym Bartkiem

          A jak Twoim zdaniem kwieto miala by wygladac taka rozmowa z rodzicami tego
          chlopca?
          Czy panstwa dziecko jest wampirem energetycznym?
          Czy zauwazyli Panstwo u niego ciagoty homoseksualne?
          A czy ma na scianach plakaty Davida Hasselhofa?
          Czy K. wiesz ile minut jest w stanie skupic sie dziecko, ktore ma kontakt z
          telewizja btw? Podobno 7. Jesli dziecko jest inteligentne to nie dziwota, ze
          gada na lekcjach. W koncu w I klasie nauczaja rzeczy, ktore maja byc zrozumiale
          dla wszystkich.

          pozdrawiam,
          Aj.
          • kwieto Re: Spokojnie 16.04.04, 10:22
            hihi, a skad Ci sie tu wzial homoseksualizm?
            • ivek Re: Spokojnie 16.04.04, 10:57
              mnie? Tobie chyba. Ty chciales z nimi rozmawiac hi hi :P

              • kwieto Re: Spokojnie 16.04.04, 11:13
                Myslisz ze jedynym ciekawym tematem rozmowy z rodzicami kolegi jest
                domniemywanie jego homoseksualizmu?

                Przeczytaj moj post jeszcze raz, o co mi chodzi napisalem juz w pierwszym
                zdaniu.
                • ivek Re: Spokojnie 16.04.04, 11:27
                  kwieto napisał:

                  > Myslisz ze jedynym ciekawym tematem rozmowy z rodzicami kolegi jest
                  > domniemywanie jego homoseksualizmu?
                  ???????????????????
                  a gdzie ja napisalem, ze ja tak mysle?
                  Moze to Ty powinienes przeczytac uwaznie moj post jeszcze raz?
                  • kwieto Re: Spokojnie 16.04.04, 11:40
                    Cytuje Twoj post:

                    > A jak Twoim zdaniem kwieto miala by wygladac taka rozmowa z rodzicami tego
                    > chlopca?
                    > Czy panstwa dziecko jest wampirem energetycznym?
                    > Czy zauwazyli Panstwo u niego ciagoty homoseksualne?

                    Ja nie wspomnialem ni slowem o energetycznym wampiryzmie tudziez o
                    homoseksualizmie, wychodzi wiec ze to Twoje sugestie?

                    OK, chyba nie ma sensu ciagnac tego tematu.
                    • ivek Re: Spokojnie 16.04.04, 12:03
                      kwieto napisał:
                      >chyba nie ma sensu ciagnac tego tematu.
                      pierwsza konkretna i przynajmniej, jak dla mnie, rzeczowa Twoja propozycja.
                      O ile potrafisz nie miec, jako ostatni, zdania w tej sprawie.
                      • kwieto Re: Spokojnie 16.04.04, 12:19
                        A jakie tu mozna miec zdanie?
                        Poza tym nocna glupawka juz mi przeszla a za dwie godziny wybywam z pracy i
                        miasta, zdecydowanie nie chce mi sie dzis klocic :"))
                        • ivek Kwieto... 16.04.04, 12:32
                          kwieto napisał:

                          >zdecydowanie nie chce mi sie dzis klocic

                          a to nie zauwazylem.

                          Ciekaw jestem jak przeprowadzilbys taka dyskusje. Jakie pobudki Toba kierowaly,
                          i o czym chcialbys rozmawiac z rodzicami Bartka pomijajac nawet cala dyplomacje,
                          jaka bylaby wskazana w tego rodzaju rozmowie, skoro sie spieszysz.



                          • kwieto Re: Kwieto... 16.04.04, 12:56
                            To zalezy od tego czy ich dobrze znam, kim sa ci ludzie itd.
                            Mozna by wyjsc od przyjazni chlopcow - od tego ze to fajnie ze sa ze soba
                            zwiazani, rzucic pytanie czy z innymi kolegami Bartek tez ma tak swietne
                            relacje, etc... predzej czy pozniej wyplynie konkluzja ze B. ma tylko jednego
                            (czy prawie jednego) kolege i to w sumie zastanawiajace dlaczego...

                            Moze sie okazac ze rodzice nie zastanawiali sie nad intensywnoscia relacji
                            chlopcow polaczona z odrzuceniem pozostalych kolegow/kolezanek, a moze byc tez
                            tak, ze gdzies jest ukryty jakis glebszy problem z ktorego swietnie sobie zdaja
                            sprawe.
                            Nie chodzi tu przeciez o napadanie na rodzicow B., czy probe narzucenia im
                            jakiegos modelu zmiany sytuacji (niezaleznie od tego czy jest taka potrzeba czy
                            nie), ale raczej o "wybadanie terenu" zeby obronic sie przed pochopnymi
                            decyzjami.

                            Co Ty bys proponowal?
                            • ivek Re: Kwieto... i Kfinea 16.04.04, 13:47
                              kwieto napisał:

                              > Co Ty bys proponowal?
                              Gdybym mial taki problem i gdybym co wazniejsze uznal, ze nalezy z nimi
                              porozmawiac, to szczerze opowiedzialbym im to samo, co przeczytalem w pierwszym
                              poscie, unikajac zdan swiadczacych o jakims odchyleniu od normy u dziecka tych
                              rodzicow, jego np. zaborczosc. Przekazalbym im swoje spostrzezenia na temat
                              wlasnego dziecka i sprobowal w ten sposob dowiedziec sie czegos o ich
                              postrzeganiu relacji wystepujacej miedzy chlopcami.

                              Kvinna slonce u mnie zaszlo dlatego powiem Ci tylko, ze u mnie zapala sie
                              czerwona lampka, gdy czytam 'zwracam honor'. Osoby stosujace jedna z technik
                              manipulacji zwana falszywa skromnoscia bardzo jej naduzywaja.... nie zebym cos
                              sugerowal o nie ;)

                              Off topic - ogladalas Wrota niebios? Miutt. Napisalbym, ze prawie plakalem, ale
                              wtedy z rendez-vous z Malvinna nici, ooo a na to sobie nie moge pozwolic...
                              Aj.
                              --
                              If the sun refuses to shine I still be loving you
                              if the sun refuses to shine there still be you and me... Led Z.

                              • kwieto Re: Kwieto... i Kfinea 16.04.04, 13:56
                                No i przeciez cos takiego proponowalem :")
                                Dlatego troche nie rozumialem Twoich pytan do mnie.

                                No nic, niewazne.
                                Zmykam, slonecznego weekendu :")
                          • kvinna Ajfku.. 16.04.04, 12:57
                            Uśmiechnij się, lato przyszło :)
    • Gość: wera Re: problem z dziecięcą pryjaźnią IP: *.crowley.pl 16.04.04, 10:18
      Myślę, że zarówno twój syn, jak i Bartek mają problemy z relacjami w grupie.
      Nawet jeśli jest tak, jak piszesz, czyli, że Bartek "zawładnął" twoim synem, to
      zastanów się, co w twoim synu jest takiego, że dał się tak omotać?
      Myślę, że każdy z nich potrzebuje drugiego.
      Twój syn może być po prostu podatny na takie zachowania. A to już wynika pewnie
      z jakiś złych, nieprawidłowych relacji, jakie nauczył się w domu.
      Czy jesteś zaborczą matką? (Piszesz, że przyjaźń Bartka jest zaborcza. Zastanów
      się dlaczego twój syn tak chętnie wchodzi w tak zaborcze układy...Ktoś, gdzieś
      musiał go tego nauczyć. Czy byłaś to ty?)
      A może Marcin nie ma ojca? Albo ojciec mało uczestniczy w jego wychowaniu?
      Nie chcę wymyślać, ale zastanów się głęboko nad waszą rodziną, nad rodzajem
      relacji, jakich uczycie wasze dziecko. Co mu pokazujecie na swoim przykładzie?

      Wiesz, to nigdy nie jest tak, że jakieś dziecko "namówiło" nasze na konkretny
      rodzaj zachowania. Nawet jeśli to dziecko było "prowodyrem", to należy się
      zapytać, dlaczego MOJE dziecko jest nieodporne na manipulacje, pomysły innych,
      autorytet innych dzieci itp.
      (Dealerzy narkotyków plączą się na każdej imprezie, ale tylko niektóre
      nastolatki dają się namówić na spróbowanie. Zastanawiałaś się dlaczego?)

      Bo cóż, możemy zrobić tylko jedno: wzmocnić nasze dzieci, nauczyć je
      asertywności, dać miłość. Nie zmienimy ani świata, ani innych dzieci.
      I nie obwiniaj tego bidnego Bartka.
      To chyba bardzo samotne dziecko.
      • szymanka Re: odpowiem hurtem 16.04.04, 10:54
        Najpierw o nauczycielce: myślę, że jest w porządku. Chciała dla chłopców dobrze
        i godziła się na próby (bodajże trzykrotne) wspólnego siedzenia. Zadnej z tych
        prób nie wytrzymali, po jednym dniu już siedzieli osbono.

        Wychowawczyni zauważa problem w postaci izolowania się Bartka od grupy. Sama
        ten problem sygnalizowała jego mamie. Nie mówiła nic o problemach mojego syna.
        Podobno współpracuje z dziećmi przy wykonywaniu zadań, nie ma konfliktów.
        Z drugiej strony, jeżeli nie podtrzymuje kontaktów, to nie ma też konfliktów,
        prawda?

        Mama Bartka martwi się izolowaniem syna, nawet pytała mnie o radę. Ale ja wtedy
        jeszcze nie zauważałam tego problemu w powiązaniu z moim synem. Moja rola
        skończyła się wtedy na pocieszeniu, że to początki szkoły, że Bartek się
        dostosuje oraz sugerowaniu obserwacji i ewentualnej wizyty u psychologa.

        Nie rozmawiałam natomiast z rodzicami Bartka o przyjaźni chłopców jako o
        problemie. Myślę o takiej rozmowie, choć szczerze mówiąc nie bardzo wiem jak ja
        przeprowadzić. Dobre rady mile widziane.

        >Co na to szkolny psycholog?
        Nic. Nie radziłam się.

        Problem uświadomiłam sobie właściwie dopiero kilka dni temu. Te nasilone
        sygnały... Nawet dzisiaj, odprowadzałam syna na wycieczkę do teatru.
        Oczekiwanie na przyjazd autokaru. Chłopcy stoją w parach, ale odwracają sie do
        siebie, rozmawiają, pokrzykują. Marcin nie ma pary, a Bartek się spóźnia.
        Ani Marcin, ani żaden chłopiec nie zagadali do siebie. Zero kontaktu.

        Co do mojej rodziny: myślę, że jesteśmy normalni. Mąż angażuje się w wychowanie
        syna od samego początku. Mają bardzo dobry kontakt. Tu absolutnie nie widzę
        żadnego problemu. Moje relacje z mężem są dobre, Marcin raczej nie wynosi z
        domu złych przykładów.
        Czy jestem zaborczą matką? Nie wiem. Chyba nie. Marcin jest jedynakiem, być
        może jestem i nie uświadamiam tego sobie? A co to znaczy zaborcza matka? Nie
        ograniczam mojego dziecka, nie narzucam bezwzględnie swojej woli, ma prawo
        wyboru (no, na pewno ograniczone) chcę by miał kolegów, chcę by był
        szczęścliwy. Ten post jest chyba tego przykładem?
        • Gość: wera Re: odpowiem hurtem IP: *.crowley.pl 16.04.04, 12:37
          o Jezu! To nie jest oskarżenie, że jesteś zaborczą matką. Kobiety zawsze są
          przeczulone na punkcie własnej roli, jako matki. Zamiast zastanowić się nad
          problemem, ty wykręcasz się od zaborczości i myślisz nad tym, jak tu się
          obronić przed atakiem.

          Mieszasz kilka rzeczy i wrzucasz do jednego wora.
          Ewidentnie TWÓJ SYN ma problemy z kontaktami z dziećmi, ale ty piszesz o jakimś
          Bartku. Odczep się od cudzego dzieciaka i zajmij swoim. Dlaczego Marcin ma
          problemy z kontaktami w szkole? Przez Bartka, tak? Śmieszna jesteś.

          Mam nieodparte wrażenie, że za bardzo interesujesz się innym dzieckiem, żeby
          nie dostrzegać problemów własnego syna.
          Łatwiej zauważyć problemy Bartka niż własnego syna, tak?
          A już najtrudniej dostrzec swoją rolę w tej całej sytuacji, nie?
          Uderzyć się w pierś trudno, co?

          Przeczytaj książkę Eichelbergera "Dobra miłość" - tam znajdziesz odpowiedż na
          pytanie KTO kształtuje charakter dziecka, KIEDY się to dzieje i DLACZEGO tak
          się dzieje.

          I przykro mi to pisać, ale NAJWIĘKSZY wpływ na charakter dziecka mają rodzice.



          • Gość: inka_s Re: odpowiem hurtem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.04.04, 13:00
            Przepraszam, ja nie zauwaźyłam u autorki wątku przeczulenia, wydaje mi się że
            stara się spokojnie rozważac problem. Natomiast z twoich Wero wypowiedzi aż
            kipi zniecierpliwienie i może nie agresja ale już blisko.
            W opisanej sytuacji problem może dotyczyć nie tylko Marcina i Bartka ale i
            całej klasy. Bo może się okazać, że Bartek na razie tylko "niezaprzyjaźniony" z
            nikim prócz Marcina - może stać sie klasową ofiarą.
            Wybacz Wero ale inaczej na takie problemy patrzy ktoś kto czytał tylko
            literature, a inaczej ktoś kto jest w takiej sytuacji ze swoim dzieckiem. Pan
            WE to uznany specjalista - ale tylko człowiek. :o)
            Ja mam nieodparte wrażenie, Wero, że autorka trafiła w jakis twój czuły punkt i
            stąd twoje szalenie emocjonalne podejście do sprawy. A na dziecko w wieku
            szkolnym coraz większy wpływ maja osoby spoza rodziny! Pojawia się
            autorytet "Pani", podziwiani koledzy. To co wpojone w domu jest podstawą ale
            dziecko zaczyna próbować swoich sił w podejmowaniu samodzielnych decyzji.
            Jeśli nie znasz osobiście wszystkich zainteresowanych raczej nie powinnaś
            wypowiadać sie, że EWIDENTNIE syn autorki ma problem z kontaktami z dziecmi.
            Może tak być ale nie musi. Może mieć po prostu problem z przyjacielem, z
            zaborczośica którego nie umie sobie poradzić. Wielu dorosłych też tego nie
            umie, więc nie dziw sie dziecku.
            • kwieto Re: odpowiem hurtem 16.04.04, 13:11
              > W opisanej sytuacji problem może dotyczyć nie tylko Marcina i Bartka ale i
              > całej klasy. Bo może się okazać, że Bartek na razie tylko "niezaprzyjaźniony"
              > z nikim prócz Marcina - może stać sie klasową ofiarą.

              Dosc naturalne jest tez to, ze w nowej sytuacji (szkola) chlopcy trzymaja sie
              razem - to normalne ze w kompletnie nowym srodowisku szuka sie oparcia w
              czyms/kims co sie zna itd.
              Bartek na pewno nie jest przyczyna "klopotow" M. (i chyba taka sugestia tu w
              ogole nie padla), ale trudno odmowic mu wplywu na obecna sytuacje, dotyczaca
              OBU chlopcow.
              • Gość: inka_s Re: odpowiem hurtem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.04.04, 13:20
                kwieto napisał:
                > Dosc naturalne jest tez to, ze w nowej sytuacji (szkola) chlopcy trzymaja sie
                > razem - to normalne ze w kompletnie nowym srodowisku szuka sie oparcia w
                > czyms/kims co sie zna itd.

                Właśnie. Naturalne jest, że trzymaja sie razem. Ale naprawdę - a piszę to jako
                matka pierwszklasistki - nie jest normalne, że do tej pory mają tak słaby
                kontakt z resztą klasy. Dodam, że moja córka idąc do pierwszej klasy znała
                tylko jedną dziewczynkę z 28-osobowej klasy. Nie mówię, że przyjaźni się z całą
                klasą ale zna imiona wszystkich, jest zapraszana na urodziny i bawi się w
                grupie, a nie tylko z jedną przyjaciółką. I jestem doskonale świadoma, że
                ogromna tu zasługa jej wychowawczyni.
                W innych klasach moje dziecko też ma kolezanki i kolegów - jeszcze z zerówki,
                dodatkowo zawarła nowe znajomosci na zimowisku (ferie w szkole). Mimo że jest
                typem "bojacej się" różnych rzeczy jakoś z zawieraniem znajomości nie ma takich
                problemów. Na szczęście, jak widzę.
            • Gość: wera Re: odpowiem hurtem IP: *.crowley.pl 16.04.04, 13:22
              Owszem, wiele zniecierpliwienia w moich wypowiedziach. I zdenerwowania wrecz.
              Bo widze, ze ludzie potrafia bardziej dostrzegac problemy w CUDZYCH dzieciach
              niz swoich. A to prowadzi do nikad.
              Czy autorka ma zamiar "prostowac" Bartka?
              Jedyne co moze zrobic, to uczciwie zastanowic sie nad swoim dzieckiem?
              Dlaczego tylko Marcin "wpadl" w sidla Bartka???
              Musi byc w nim cos takiego, ze jest latwa "ofiara" tego typu relacji.
              A kto jest odpowiedzialny za nauke tworzenia relacji z innymi, jak nie rodzice?
              Umiejetnosc ta nabywa sie w trakcie calego zycia, ale dziecko przychodzac do
              szkoly ma juz KOD w glowce, pewien KLUCZ, wedlug ktorego tworzy wiezi z innymi
              dziecmi. Taka mape psychologiczna tworza relacje z mama i tata przez pierwsze
              lata zycia.

              Zgadzam sie, ze inaczej na te problemy patrzy ktos, kto czytal literature, a
              inaczej ktos, kto mowi o wlasnym dziecku.
              Roznica jest taka, ze ktos, kto czytal literature potrafi w miare obiektywnie,
              bez rozczulania sie postawic kilka BARDZO trudnych pytan.
              Rodzic ZAWSZE i WSZEDZIE doszukuje sie winy w innych dzieciach, nauczycielach,
              otoczeniu itp.
              Po prostu, jest to bardzo trudne. Spojrzec na wlasne dziecko bez emocji,
              spojrzec na siebie bez emocji. Odstawic je na bok i zajac sie problemem jako
              takim. Zawsze uwalnia sie w tym kontekscie obawa o wlasna samoocene, o to jaka
              matka jestem, czego nauczylam lub ucze syna...
              A jesli przy okazji analizowania tego problemu najdzie autorke refleksja, ze
              moze popelnila bledy wychowawcze? Ze moze to jej wina, ze dziecko wplatuje sie
              w uklady, na ktorych cierpi?
              Co wtedy sie dzieje? Ano, trzeba sie: przyznac do nienajlepszych zachowan, no i
              zabrac sie do roboty nad wlasnym dzieckiem. A to jest przeciez trudniejsze od
              oskarzania Bartka, nie?

              Latwiej jest powiedziec, ze Marcin nie ma kolegow, bo to Bartka wina.

              Uwazam, ze zarowno ty, jak i ja i wszystkie inne osoby maja prawo wypowiadac
              sie na ten temat. Po to wlasnie jest forum.
              A ze uslyszy sie kilka opinii, ktore zmusza do myslenia...
              Wiesz, nie uwazam tego za uczciwe, zeby glaskac po glowce autorke tekstu.
              Nie musze sie jej przypodobac.
              Uczciwsze i bardziej pozyteczne jest postawienie kilku, czasem bardzo trudnych
              pytan, kilku wywrotowych tez, zeby pobudzic do konstruktywnych przemyslen.

              • kwieto Re: odpowiem hurtem 16.04.04, 13:36
                Hmmm, zaraz bedzie jak z tym wapirem energetycznym i homoseksualizmem :")
                Na razie nikt (lacznie z Szymanka) nie mowil o Bartku jako usidlajacym Marcina.
                Opisanie relacji chlopcow jest istotne, skolo jest to niemal jedyny kolega
                Marcina ze szkoly, a o szkolne relacjie chodzi.
                Natomiast jesli idzie o zwalanie winy na B - chyba nadinterpretujesz :(
                • Gość: wera Re: odpowiem hurtem IP: *.crowley.pl 16.04.04, 13:42
                  Jakos za duzo w tej calej opowiesci o Marcinie samego Bartka!
                  I to od pierwszych slow. Mozna sie nawet pomylic, czytajac pobieznie, i wziac
                  Bartka za syna autorki postu.

                  Jakos ten Bartek pojawia sie za czesto, jak na moj gust.
              • Gość: inka_s Re: odpowiem hurtem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.04.04, 14:14
                Oczywiście, że każdy ma tu prawo sie wypowiedzieć. Nie zabraniałam ci sie
                wypowiadać - zaznaczyłam jedynie, że skoro znamy sytuację tylko z opisu, nie
                powinniśmy wydawać kategorycznych sądów: "jesteś zaborczą matką", "Bartek nie
                ma problemu - problem ma Marcin", "problemy Marcina to na pewno błędy
                wychowawcze jego rodziców". Rozumiesz mnie?
                Szymanka musiała nakreślić sytuację - a w sytuacji gdy całym towarzystwem jej
                syna staje się Bartek - chyba nie jest zaskakujące, że jest o nim tak wiele
                napisane.
                Jak słusznie zauwazyłaś, rodzice są odpowiedzialni za nauke tworzenia relacji z
                innymi. To że ucza oni swoje dziecko - nie znaczy, że dziecko nie będzie miało
                żadnych problemów ani nie popełni błędów. Szymanka jak najbardziej poważnie
                traktuje tę sferę życia swego syna - zauwazyła problem, nie jest pewna jak
                postępować, szuka rady by pomóc swemu dziecku. Przeciez Marcin ma dopiero 8
                lat! Nie jest w pełni ukształtowanym człowiekiem, twoje zarzuty może byłyby
                słuszne gdyby chodziło podatnego na wpływy 18-latka, ale nie wobec matki
                pierwszaka.
                Zapewniam cię Wero, że matki potrafia być obiektywne. :o) I też czytają
                literaturę. Maja tę przewage nad teoretykami jedynie, że sprawdzają na codzień
                w praktyce, że życie i teorie nie zawsze przystają do siebie. Nie mówiąc o tym,
                że teorie są teoriami i czasem weryfikuje się je pozytywnie, a czasem wprost
                przeciwnie.
                Rodzic nie zawsze i nie wszędzie doszukuje sie winy poza swoim dzieckiem.
                Poczytaj chocby to forum i zobacz ile problemów dorosłych osób bierze się stąd,
                że rodzice w nich jako dzieciach widzieli winnych.
                Mam wrażnie Wero, że nie masz dzieci, prawda? Jesteś bardzo krytyczna wobec
                innych.
                I cytat z ciebie:
                > Wiesz, nie uwazam tego za uczciwe, zeby glaskac po glowce autorke tekstu.
                > Nie musze sie jej przypodobac.
                > Uczciwsze i bardziej pozyteczne jest postawienie kilku, czasem bardzo
                > trudnych pytan, kilku wywrotowych tez, zeby pobudzic do konstruktywnych
                przemyslen.

                Nie chodzi o głaskanie autorki po główce ani przypodobanie się. Stawianie pytań
                tez nie powinno być tentencyjne. Życzliwość tez nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że
                gdyby twoje zarzuty były prawdziwe, to pewnie zamiast zacząć dyskusję na forum,
                Szymanka zrobiłaby awanturę rodzicom Bartka, wychowawczyni, zabroniła kontaktów
                itp. Stawiasz pytania Wero - ale sposób w jaki to robisz daje do zrozumienia,
                że Szymanka jest winna wszystkiemu. Wybacz ale sprawia to wrażenie, że
                osobiście cię to dotknęło, jakby twoje przeżycia osobiste powodowały taką ocenę.
                • Gość: wera Re: odpowiem hurtem IP: *.crowley.pl 16.04.04, 15:24
                  Staram się kierować uwagę matki dziecka na jej własne dziecko, a odciągnąć od
                  innych dzieci.

                  Niech sobie dostrzega złożoność sytuacji, ale i tak ma wpływ tylko na jedno
                  jedyne dziecko - jej własne. I na nim powinna skoncentrować swoją uwagę.
                  Analizowanie sytuacji rodzinnej lub klasowej Bartka, opisywanie ze szczegółami
                  zachowań Bartka jest "wymijaniem" głównego problemu.

                  Postawienie tez "jestes zaborcza matka", "to twoja wina, ze dziecko ma
                  problemy", jest niczymm innym, jak zasianiem ziarnka niepewnosci, z ktorego
                  rośnie często wiele ważnych wniosków na przyszłość. Uważam, że tylko poprzez
                  kwestionowanie, burzenie stereotypów na swój temat, człowiek jest w stanie się
                  rozwijać.
                  Zaczyna się myśleć o problemie bardziej obiektywnie. Można dojść do mądrych
                  wniosków, które potrafią na przyszłość zmodyfikować postępowanie, ulepszyć,
                  poprawić.

                  Pytań jest wiele i najgorsza postawa, to zamknąć się w swojeje skorupie i nie
                  dopuszczać wątpliwości do siebie. Kręci się wtedy, jak pies za ogonem, którego
                  nie sposób złapać.


                  Lepiej wskazać na matkę, ojca, środowisko rodzinne, jako potencjalne i
                  niestety, jak dowodzi psychologia, główne źródło problemów dziecka, niż
                  doszukiwać się winy w szkole i kolegach z klasy. Najpierw sprzątamy własne
                  podwórko, potem zaglądamy sąsiadom w garnki.

                  Śmieszy mnie postawa mam, które krytykują teorie wychowawcze i mają gdzieś cały
                  dorobek nauki. Świadczy to tylko o jednym: o niebywałej wręcz pysze i
                  zarozumiałości.

                  Niestety tak już jest, że rodzice mają takie dziecko, jakie sobie wychowali.
                  Jeśli jest strachliwe i potrzebuje drugiego na doczepkę, bo boi się
                  rówieśników, to nie jest to winą baby jagi, ani smerfetki, ale mamy i taty.

                  Rodzice "dostają" od Boga maleństwo i sami sobie je urabiają.
                  Najdziwniejsze jest to, że pod sukcesami, talentami i osiągnięciami dziecka
                  podpisują się zawsze i chętnie, ale jakoś nie bardzo chcą wziąć na siebie
                  odpowiedzialność za wady, strachy, lęki, kompleksy i ograniczenia, jakie ma
                  ich dziecko.
                  Co złe, to nie ja. Według tej zasady.

                  A wystarczy oderwać się od swojej misji i etosu macierzyństwa i nie robić z
                  tego posłannictwa życiowego.
                  Wystarczy wziąć się do roboty i powiedzieć: "kurde, spieprzyłam to i to. Tu
                  było źle. Ale tu bardzo dobrze. Moje dziecko ma problem z tym i tym. Może mogę
                  to jakoś naprawić..."

                  Zauważyłam, że stosujesz technikę przerzucania uwagi na moją osobę (te pytania
                  o doświadczenia, wcześniej zarzut o emocjonalność wypowiedzi itp).
                  Robisz jeszcze jedną rzecz: wydaje ci się, że ja nie mam dzieci i możesz
                  zwracać się do mnie z wyższością "tej, która ma". Podobnie deprecjonujesz
                  autorytet Eichelbergera.
                  I w odpowiedzi na to, nie pisnę ani słówka na temat mojej sytuacji życiowej.
                  Ona kompletnie nie ma znaczenia dla rozważanego problemu.
                  Oderwij się od siebie, a łatwiej będzie ci rozwiązywać problemy.

                  Wsio...
                  • Gość: inka_sama Re: odpowiem hurtem IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.04.04, 12:04
                    Matka nie musi skupiać się wyłącznie na swoim dziecku, nie mówiąc już o tym że
                    dzieci może mieć więcej niż jedno. Dzieci nie istnieją tylko jako element
                    swojej rodziny ale też jako części innych społeczności – grup rówieśniczych.
                    Nie zgadzam się, że wpływ ma matka tylko na swoje dziecko, ani na to że tylko
                    matka ma wpływ na dziecko a reszta środowiska się nie liczy.
                    Każda normalna matka ziarno niepewności ma zasiane od samego początku. Spójrz
                    ile i jakie pytania są choćby na forum „dziecko”. Wokół mnie tez nie znam
                    matki, która by nie zdawała sobie pytań.
                    Autorka wątku tez nie jest przekonana o tym , że to Bartek jest powodem
                    zachowań jej syna – dlatego chciałą rozmawiać na forum.
                    Czy ja napisałam, że teorie naukowe są do niczego? Nie, ale że z czasem ulegają
                    zmianom. Prześledź jak zmieniały się w ciągu ostatnich 30-40 lat poglądy na
                    temat karmienia niemowląt, noszenia ich na rękach i przytulania. A nawet że
                    równolegle różni naukowcy głoszą poglądy wzajemnie sprzeczne.
                    „Rodzice maja takie dziecko jakie sobie wychowali.” Ładne hasło. Równie ładne
                    to „rodzice są tacy jakimi ich dziadkowie wychowali”. Nie jestem zwolenniczką
                    poglądu, że dziecko to bezkształtna masa która urabiają rodzice wedle swej
                    woli. I jestem świadoma, że popełniam błędy wychowawcze, a wątpię bym była taką
                    wyjątkową matką, by inne były gorsze i głupsze, i tej świadomości nie miały.
                    Według ciebie rodzice są w stanie zaradzić wszystkim problemom
                    dziecka. „Wystarczy wziąć się do roboty i powiedzieć: "kurde, spieprzyłam to i
                    to. Tu było źle. Ale tu bardzo dobrze. Moje dziecko ma problem z tym i tym.
                    Może mogę to jakoś naprawić...". Dla mnie to bardzo fantastyczne myślenie.
                    Owszem, rodzice wiele mogą ale nie są cudotwórcami. A dziecko by mogło się
                    rozwijać musi popełniać błędy i uczyć się z nimi sobie radzić samodzielnie.
                    O to czy masz dzieci spytałam z ciekawości – by albo stwierdzić „stereotyp w
                    tym wypadku się sprawdza” albo „ dobry przykład, że stereotypy nie zawsze
                    przystają do rzeczywistości”. Nie stosuje techniki takiej czy innej tylko
                    jestem ciekawa ludzi i im życzliwa. Ponieważ ton twoich odpowiedzi autorce był
                    dość napastliwy i ,wybacz, taki „z góry” od razu poczułam chęć by przyjąć inny
                    punkt widzenia. :o)
                    Radzisz mi oderwać się od swoich problemów ale mam wrażenie, że twoje też
                    wpływają na to jak się wypowiadasz. Przyznałaś, że zdenerwował cię ten list.
                    Czemu właściwie? Przecież chyba (?) osobiście cię nie dotyczy? Chyba że jesteś
                    mamą Bartka? Problemy łatwiej rozwiązywać ze spokojnym umysłem, bez
                    zdenerwowania. Nawet jeśli się przy tym nie oderwiesz od siebie.
                    PS Eichelbergera nie deprecjonuje ale uważam za człowieka. A człowiek jak
                    wiadomo jest istota omylną. Autorytety są autorytetami, a nie bogami.
                    PS2 W ogóle nie rozumiem skąd się w niektórych listach wziął nagle temat
                    homoseksualizmu? Czy nikt tu pamięta o fazach rozwojowych dziecka?
        • kwieto Re: odpowiem hurtem 16.04.04, 13:03
          > Najpierw o nauczycielce:
          [...]
          > Mama Bartka martwi się izolowaniem syna, nawet pytała mnie o radę
          [...]

          To sporo wyjasnia...

          > Nie rozmawiałam natomiast z rodzicami Bartka o przyjaźni chłopców jako o
          > problemie. Myślę o takiej rozmowie, choć szczerze mówiąc nie bardzo wiem jak
          > ja przeprowadzić. Dobre rady mile widziane.

          IMO to nie przyjazn chlopcow jest problemem tylko izolowanie sie od pozostalej
          czesci srodowiska. Moim zdaniem tematu przyjazni w ogole nie ma co ruszac,
          natomiast skoro mama B. widzi ze jej syn izoluje sie od innych dzieci i
          dostrzega w tym problem, to warto porozmawiac o tym jak pomoc obu chlopcom
          lepiej zintegrowac sie ze srodowiskiem, nie burzac przy tym ich przyjazni (o
          ile sie to uda).
          Zawsze zostaje wspomniana przeze mnie wczesniej mozliwosc rozdzielenia
          chlopcow, ale traktowalbym to jako ostatecznosc (co byc moze za slabo
          zaakcentowalem we wczesniejszym poscie).
    • kvinna tak z boku 16.04.04, 10:40
      A nie wyglada Wam ta opowieść ta blef Oleńki?

      Ta potoczystość opisu...
      I to słynne "neoplus" :)

      Tja, ten chłopczyk jest gejem.

      • kwieto Re: tak z boku 16.04.04, 10:44
        Eeee, olenka jest jednak bardziej, ze tak powiem, rozchelstana, to natomiast
        jest na nia zbyt precyzyjne :")
        No i auteorka nie usiluje udowodnic ze jest osmym cudem swiata albo dokopac
        komus w imie zadawnionych animozji.

        Ale, jesli pomogla jej jakas kolezanka....
        • kvinna Ale wiesz? 16.04.04, 10:53
          Ktoś z rzeczywistym problemem będzie się "jąkał", także w piśmie :) a tu
          płyyyyyyyynie :)

          To jest opowieść "na dużym uśmiechu" :) Napisana leciutko, może masz rację, że
          niesamodzielnie napisana ;)
          • szymanka Re: Ale wiesz? 16.04.04, 10:55
            kvinna napisała:

            > Ktoś z rzeczywistym problemem będzie się "jąkał", także w piśmie :) a tu
            > płyyyyyyyynie :)
            >
            > To jest opowieść "na dużym uśmiechu" :) Napisana leciutko, może masz rację,
            że



            Przepraszam, ale nie rozumiem...
            > niesamodzielnie napisana ;)
            • kvinna Tu Oleńka się spłoniła ;) 16.04.04, 10:58
              A wcześniej lotem błyskawicy założyła konto. Bingo?

              Oleńka like a virgin, super :)
              • szymanka Re: Tu Oleńka się spłoniła ;) 16.04.04, 11:01
                Chyba już rozumiem... Nie jestem żadną Oleńką. A może by tak wrzucić w
                wyszukiwarkę mój nick...
              • kwieto Nie dajmy sie zwariowac 16.04.04, 11:08
                I nie pozwolmy by margines stawal sie esencja.
                Chyba jednak nie masz racji w swych podejrzeniach
            • kwieto Re: Ale wiesz? 16.04.04, 11:03
              Nic, po prostu zdarzaja sie tacy ktorzy stwarzaja problem zeby sobie pobimbac z
              forumowiczow :")
              Aczkolwiek nawet wymyslony problem potrafi byc bardzo ciekawy
              • kvinna Zwracam honor 16.04.04, 11:47
                Mogę się mylić.
                Po prostu.

                Droga autorko postu, spróbuj pogadać z pedagogiem szkolnym, psychologiem
                dziecięcym.

                p.s. Powiedzmy, że to m.in. skłonności homoerotyczne; przeraża Cie to? Dlaczego?

          • kwieto Re: Ale wiesz? 16.04.04, 11:05
            Niekoniecznie, to zalezy na ile rzetelnie do niego podszedl i na ile sam
            wykonal jakis proces myslowy. No i na ile pochloniety jest emocjami.
            Aczkolwiek generalnie masz racje :")
      • inka_sama Re: tak z boku 16.04.04, 11:52
        kvinna napisała:

        > A nie wyglada Wam ta opowieść ta blef Oleńki?
        >
        > Ta potoczystość opisu...
        > I to słynne "neoplus" :)
        >
        > Tja, ten chłopczyk jest gejem.


        Chyba jednak ta opowieść nie jest wymyślona. Ostatecznie wiele osób korzysta
        neostrady. :o)
        Szczegółowośc w tym przypadku nie dziwi, wszak tu nie ma dramatycznych
        traumatycznych przezyć - jest chęć jak najlepszej pomocy swojemu dziecku,
        podanie więc szczegółów ułatwia zrozumienie sytuacji.
        Podejrzliwośc może zatruc życie. :o) Czasem lepiej zaryzykować oszukanie,
        zresztą czasem dyskusja nad wymyślonym problemem jest ciekawsza niż nad
        prawdziwym. Ilez można pisać na temat zdrad i kochanków?
    • Gość: inka_s Re: problem z dziecięcą pryjaźnią IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.04.04, 11:42
      Pierwsza klasa to czas rozstań z przedszkolnymi przyjaźniami (chyba że dzieci
      do jednej klasy trafią) i zawierania nowych co nie dla kazdego dziecka jest
      łatwe. Myślę, że jednak najwięcej zależy tu od wychowawczyni w szkole. Jeśli
      potrafi ona przeprowadzić integrację klasy problem zniknie lub stanie sie
      mniejszy. Bartek może mieć taka nature, że będzie wolał kontakty z mniejsza
      liczbą kolegów a intensywniejsze. Natomiast nienaturalne wydaje mi się, że
      Marcin tak mało zna własną klasę! I choć nauczycielak wydaje sie bez zarzutu to
      jednak jest JEJ problem.
      Moja córka jest dokładnie w tym samym wieku i też obserwowałam jak rozwijają
      się jej kontakty w klasie. Najpierw miała "przyklejoną" swoja przyjaciółkę i
      kontakty z reszta dzieci słabe - tworzyły sie małe grupki "tych co znają sie z
      przedszkola", "tych co znają się z podwórka", "tych których rodzice się znają".
      I tu wkroczyła wychowawczyni. Oczywiście nie ma mowy by wszyscy byli tak samo
      ściśle zaprzyjaźnieni ale znaja sie nieźle, nie ma izolowania. Napisałaś, że
      syn miał problem z wymieniem imio kolegów - a przecież to już 8 miesiąc
      wspólnej nauki! To trochę dziwne.
      Owszem w tym wieku ma sie 1-2 dobrych kolegów - ale do tego całą masę innych,
      choćby po to by razem zagrac w nogę. Chyba Marcin czuje się odpowiedzialny za
      Bartka, za przyjaźń z nim a równocześnie jest zmęczony Bartkiem. Na pewno warto
      by skonsultowac z psychologiem dziecięcym Bartka - no, ale to tylko jego
      rodzice po ewentualnej sugestii wychowawczyni - albo samemu sie poradzić jak w
      takiej sytuacji Marcin ma nawiązać kontalkty z innymi dziećmi. Najlepiej gdyby
      rozegrało sie to w klasie - tak by Bartek część swego przywiązania zdjął z
      Marcina. Może po prostu Bartek musi jeszcze dorosnąc? Czy on ma rodzeństwo?
    • maika7 Re: problem z dziecięcą pryjaźnią 16.04.04, 13:27
      Szymanko
      Może warto porozmawiac z psychologiem - jesli zachowanie Marcina Cię niepokoi.
      Rozmowa z rodzicami Bartka tez mogłaby inaczej spojrzeć na te sprawę. Może
      wspólnie (bo piszesz, że mama Bartka tez jest zaniepokojona zachowaniem swojego
      syna i jego relacjami z innymi dziećmi) uda sie wpaść na pomysł jak rozszerzyć
      grono kolegów dla obu chłopców.

      Ale dla mnie to, co piszesz nie jest niepokojące. Są dzieci bardzo towarzyskie
      i łatwo nawiązujące kontakty i są dzieci mniej towarzyskie - jak dorośli. Mój
      syn jeszcze w przedszkolu zaprzyjaźnił się ze starszym o 5 lat synem sąsiada.
      Przyjaźń ta trwa do dzisiaj (ponad 10 lat). Syn sąsiada jest juz studentem, mój
      syn właśnie kończy gimnazjum.
      W szkole podstawowej syn nie nawiązał bliskich przyjaźni, nie izolował się
      jakoś bardzo od kolegów z klasy, ale też nie spędzał z nimi czasu po lekcjach.
      W gimnazjum zaprzyjaźnił sie z kilkoma chłopcami. Wydaje mi sie, że jest takim
      samotnikiem, któremu do szczęścia potrzeba garstki przyjaciół i dużo ciszy.

      Mam wrażenie, że mój syn odziedziczył swoją "nietowarzyskość" po mnie. Ja byłam
      (i chyba jestem nadal) podobna.

      Z tego co piszesz, wygląda, że jesteś uważną, wnikliwą mamą. Powodzenia w
      rozwiązaniu Twoich rozterek
      M.
      • Gość: inka_s Re: problem z dziecięcą pryjaźnią IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.04.04, 13:46
        Maiko, jak miło przeczytać taki spokojny, wyważony tekst. :o)
    • Gość: Oleńka Re: problem z dziecięcą pryjaźnią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 14:04
      Skoro Twój synek, jak piszesz, nie wykazuje ostatnio ochoty do odwiedzania
      kolegi, to może znaczy, że potrafi sobie radzić z jego zaborczością lepiej niż
      myślisz?

      Może rozwiązaniem byłoby podsunięcie mu innych grup dzieci? Jakieś sporty po
      szkole? Albo inne zajęcia? Może faktycznie w klasie nikt nie jest dość fajny
      albo ciekawy, żeby stanowić konkurencję dla tego kolegi, a w innej grupie
      znajdzie nowych kumpli i problem rozwiąże się w sposób naturalny.

      I jeszcze a propos kvinny i kwieta. To forum przyciąga nie tylko ludzi
      zainteresowanych psychologią, ale w dużej mierze takich, którzy mają ze sobą
      poważne problemy - na przykład jednostki paranoidalne ;) Zignoruj po prostu.

      pozdrawiam :)
      • kvinna Ale... 16.04.04, 14:21
        oprócz jednostek paranoidalnych, które w weekend będą pbez ograniczeń up(a)ijać
        się Słońcem, są też jednostki [tu wstaw, co chcesz], które będą w słoneczny
        weekend rozmawiać z telewizorem (siecią czytaj...) Zignoruj, proszę ;)

        Miłego weekendu :)
        • jmx Re: Ale... 16.04.04, 14:55

          Jednostka [wstaw co chcesz] rozmwaiając z telewizorem szkodzi (jeśli już)
          wyłącznie sobie; natomiast jednostka [wstaw co chcesz], która wysuwa oskrżenia,
          ze osoby tu piszące nie są tymi za które się podają szkodzi osobom trzecim.
          Ot, taki szczególik.
        • Gość: Oleńka Re: Ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 15:22
          Jeśli ktoś pisze do późnych godzin nocnych, po czym następny post produkuje o
          6. rano (Psy mu się śniły?), co sugeruje, że zrobił to zanim umył zęby, nie
          wspominając o robocie, faktycznie dobrze, zeby wystawił się na słońce.

          Obawiam się jednak, ze w Twoim przypadku naturalne metody zawiodą.
          Lecz się dziewczyno - i to nie z zaburzonego nastroju. Zanim bedzie za późno.

          p.s.zignoruj proszę :)
    • jmx Re: problem z dziecięcą pryjaźnią 16.04.04, 15:10

      Hm, piszę to z pozycji "samotnika" a właściwie samotnicy ;-).
      Niektórzy ludzie już tak mają, że kontaktują się z mniejszą ilością ludzi niz
      ich rówieśnicy zawsze otoczeni grupą znajomych. To chyba jest cecha chrakteru,
      niezależna od wieku. Oczywiście, oni są jeszcze dośc mali i wszytsko może się
      zmienić, nie chciałabym aby powstało wrażenie, że ktos zachowaniem w wieku
      ośmiu lat jest zdeterminowany i tak będzie się zachowywał aż do dorosłości.

      Tak na mój rozum, to myślę, że na razie jeszcze nie ma problemu, ale trzeba
      trzymać rękę na pulsie co też czynisz :-). Często takie separujące się dziecko
      może zostać tzw. "kozłem ofiarnym" i wtedy sytuacja zaczyna być naprawdę
      poważna. Ale sądzę, że jest za wcześnie by stawiać takie "diagnozy".

      Co można zrobić? Hm, skoro masz stały kontakt z wychowawczynią i znasz innych
      rodziców dzieci to moze warto by w celu zintegrowania klasy (i chłopców z
      innymi) zorganizować jakąś wspólna imprezę? Wycieczkę, zabawę, jakiś wyjazd,
      coś co pozwoli się dzieciom poznać w innych okolicznościach niż szkolne i
      pozwoli zaangażować w przygotopwania wszystkie/większość dzieci.

      Natomiast tym, że Twój syn przejawia w wieku ośmiu lat skłonności homoseksualne
      w ogóle bym się nie przejmowała, to raczej niemożliwe w tym wieku ;-)

      Pozdrawiam :-)
      • Gość: Ela Re: apropos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 22:21
        jmx napisała

        Natomiast tym, że Twój syn przejawia w wieku ośmiu lat skłonności homoseksualne
        >
        > w ogóle bym się nie przejmowała, to raczej niemożliwe w tym wieku ;-)


        w wieku szkolnym i przedszokolnym problemy homoseksualne jako takie objawiają
        się tym, że dziecko nie wybiera sobie jakby "partnera" w sensie takim jak w
        dorosłym życiu - facet faceta, kobieta kobietę
        a wręcz przeciwnie - jeżeli takie skłonności mają się ujawnić w przyszłości w
        dorosłym życiu to przeważnie jest tak, że chłopiec, który będzie
        homoseksualistą w przyszłości - ma dużo koleżanek, wybiera sobie na
        przyjaciółki koleżanki tylko prawie, przebywa dużo w ich towarzystwie, bawi się
        w dom zamiast z chłopakami w piłkę, nie ma na ogół kolegów albo stanowią
        mniejszość jeżeli chodzi o znajomości w których przeważają dziewczynki,
        wychodząc na podwórko woli grać z dziewczynkami w gumę, niż biegać z kolegami
        za piłką albo jeździć na rowerze itd itp.
        to takie troche uogólnienie ale to prawda - tak to działa i osobiście z mojego
        życia np./ 3 osoby, z którymi się uczyłam wychowywałam i które znam od małego
        dziecka tak własnie skończyły w dorosłym życiu a takie były te wcześniejsze
        symptomy

        co do przyjaźni chłopców i samego zachowania to tak jak i dorosli tak i dzieci
        nie w kazdym srodowisku i nie w kazdym gronie ludzi mogą sie czuc dobrze i tak
        jak w jednej grupie ludzi ktos moze znaleźć duzo osob ktore beda nadawad na
        tych samych falach - tak w innej moze zaledwie jedną i np. stary czlowiek moze
        robic dobrą minę do złej gry podczas gdy dziecko po prostu oleje resztę dzieci
        może pomocne byłoby zmienienie mu w ogóle srodowiska a wiec szkoły?
        jezeli ma 8 lat to juz chyba druga klasa? czy pierwsza? chyba wynika z tekstu
        ze pierwsza
        w kazdym razie najlepszą metodą jest nie tylko czytanie ksiązek ale po prostu
        przypomnienie sobie, tak naprawde głębią duszy i ciała tego jak wyglądała nasza
        szkoła podstawowa - jestesmy dorosli ale mimo ze na codzien zapomnielismy jak
        to bylo jak bylismy dziecmi to jednak chwila zatrzymania sie i refleksji
        pozwoli nam przypomniec sobie jak to było wtedy - jak wygladala klasa, szkola,
        jakie były kolezanki/koledzy, jak sie czulismy, czego sie balismy jacy byli
        nauczyciele itd itp

        prawda jest ze rodzice wychowuja ale tez bez przesady - dziecko mimo ze duza
        role odgrywaja rodzice ma swoj poziom zdobywania informacji i jakby charakter
        (ktory tez sie zmienia z czasem choc to co bylo w wieku szkolnym zostaje czesto
        na cale zycie) czesto mimo dobrych rodzicow i wzorcow, dzieci zaczynaja
        nasladowac innych, chca byc kims innym, tesknia za czyms, cos im imponuje itd
        itp
        i nam starym sie wydaje ze dziecko rzuconw w srodowisko innych dzieci od razy
        nawiaze kontakty i bedzie sie ze wszystkimi bawic - podczas gdy ogromny wplyw
        ma to czy sie znaly wczesniej dzieci, czy chodzily do przedszkola na podworko,
        i wiele innych detali
        np. ubiór, to co dziecko nosi czego nie nosi, czy jest na biezaca z nowosciami -
        czesto tylko wiadomymi samym dzieciom itd itp
        czesto jest tak ze sie ma jedna czy dwie kolezanki i siedzi w lawce cala szkole
        podstawowa nawet
        te przyjaznie czasami sie zmieniaja i zaleza od tego czy sie z kolezanka/kolega
        dane dziecko pokłóci czy nie :)))
        wiec moze dosc dziwne jest ze ma tylko jednego kolege i nikogo wiecej nawet ale
        moze tez po prostu źle się czuje w tym towarzystwie
        zwlaszcza,ze wczesniej jak piszesz mial kolegow z podworka itd itp
        co do wychowawcow to tez nie przecenialabym ich roli, przypomnijcie sobie sami
        swoich wlasnych wychowawcow....
        najlepiej jest mowic jak sie zapomnialo jak sie bylo dzieckiem i
        wyglaszac "madre" rady jak co poniektorzy tu

        mysle ze powinnas przeczekac po prostu troche , poobserwowac syna i podpytac go
        o znajomosci w szkole - moze jest cos czego nie chce powiedziec i czego w ogole
        nawet nie podejrzewasz?
        a potem ewentualnie pomysl nad zmiana szkoly
        i to nieprawda ze drugie dziecko nie moze miec wplywu na nasze dziecko, moze
        miec czasami i to bardzo duzy z trudnych do okreslenia powodow nawet, moze tez
        dlatego ze dziecku zalezy na tym kontakcie a jezeli kolega sie np. obraza za
        rozmowe z innymi itd itp to twoj syn moze na sile stara sie tego unikac i nie
        nawiazuje tych wlasnie kontaktow

        • jmx Re: apropos 17.04.04, 00:06
          Gość portalu: Ela napisał(a):

          > w wieku szkolnym i przedszokolnym problemy homoseksualne jako takie objawiają
          > się tym, że dziecko nie wybiera sobie jakby "partnera" w sensie takim jak w
          > dorosłym życiu - facet faceta, kobieta kobietę
          > a wręcz przeciwnie - jeżeli takie skłonności mają się ujawnić w przyszłości w
          > dorosłym życiu to przeważnie jest tak, że chłopiec, który będzie
          > homoseksualistą w przyszłości - ma dużo koleżanek, wybiera sobie na
          > przyjaciółki koleżanki tylko prawie, przebywa dużo w ich towarzystwie, bawi
          się
          >
          > w dom zamiast z chłopakami w piłkę, nie ma na ogół kolegów albo stanowią
          > mniejszość jeżeli chodzi o znajomości w których przeważają dziewczynki,
          > wychodząc na podwórko woli grać z dziewczynkami w gumę, niż biegać z kolegami
          > za piłką albo jeździć na rowerze itd itp.

          To trochę stereotypy. Nie każdy chłopiec, który ma dużo koleżanek będzie
          homoseksualistą i nie każda dziewczynka mająca wielu kolegów - lesbijką.

          Chodziło mi o to, że erotyzm dziecięcy (bo niewątpliwie jakis jest) różni się
          od erotyzmu dorosłych czy nastolatków. Dziecko jest ciekawe świata i po prostu
          chce poznać wszystkie sfery życia - również tą. Ale to nie jest związane z
          płcią, z pociągiem seksualnym jako takim, skierowanym na określonego człowieka
          określonej płci, i chęcią zaspokojenia go. Dlatego moim zdaniem, martwienie się
          o homoseksualizm ośmiolatków jest przedwczesne.
          • Gość: Ela-g Re: apropos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.04, 12:24
            jmx napisała:
            > To trochę stereotypy. Nie każdy chłopiec, który ma dużo koleżanek będzie
            > homoseksualistą i nie każda dziewczynka mająca wielu kolegów - lesbijką.

            jest roznica miedzy "duzo" a "większość" albo "tylko"
            wiadomo ze nie kazdy/a która ma większość kolegów/kolezanek będzie w
            przyszłosci homo...
            ale w większości przypadków tak
            zwłaszcza np. jak chłopiec ma 10 koleżanek w tym 1-2 ulubione z ktorymi bawi
            sie w dom i zadnego albo moze jakiegos jednego kolege od czasu do czasu

            ale oczywiscie zdarzaja sie wyjątki
    • kamfora Re: problem z dziecięcą pryjaźnią 16.04.04, 20:52
      Przyznaję, że trochę dziwny dla mnie jest fakt, że dopiero miesiąc temu "wyszło
      na jaw" nieznajomość imion kolegów z klasy...Może wychowawczyni nie zwraca się
      do dzieci po imieniu?
      Ja bym chyba spróbowała poćwiczyć pisanie - pisząc kolejne imiona dzieci z klasy.
      Można by też poćwiczyć rysowanie planów - niech narysuje, w której ławce siedzi,
      ile tych ławek jest, gdzie okna, gdzie drzwi.

      Piszesz, że Bartek ciągle zaprasza Marcina do siebie. A co z jego odwiedzinami u
      Was? Czy na urodziny Marcina był z pierwszą wizytą?
    • qw5 Re: problem z dziecięcą pryjaźnią 16.04.04, 22:24
      Na Twoim miejscu obserwowałabym sytuację. Nie piszesz nigdzie, że relacja
      między dziećmi wpływa na jakieś bardzo negatywne zjawiska - w szkole jest w
      porządku. Nauczyciel nei ma poważniejszych zastrzeżeń. Jeżeli ktoś z tych dwóch
      chłopców ma poważniejszy problem, to myślę, że Bartek.
      Oczywiście zachęcaj (delikatnie) syna do kontaktow z innymi dziećmi, warto
      byłoby porozmawiać z rodzicami Bartka. Oczywiście ma to być
      spontaniczna, "nieplanowana" rozmowa przy jakiejś okazji. "Nasi chłopcy chyba
      bardzo się lubią..." Jakiekolwiek zdanie klucz - powinno otworzyć rozmowę,
      oczywiście w jej toku można wspomnieć taktownie, że czasem zastanawia się Pani
      nad tym, czy może nie za bardzo są ze sobą związani. Naprawdę z takiej rozmowy
      dużo można się dowiedzieć.

      Dziecko to też człowiek, o czym nie zawsze pamiętamy i czasem faktycznie może
      byc mniej towarzyskie, taki typ osobowości.
      Jest wcale nierzadkie, że dzieci w tym wieku i starsze zawiązuja takie właśnie
      przyjaźnie "na wyłączność".
      No i wreszcie zaufaj synowi. Jeśli nie zgłasza problemu ani on ani
      nauczycielka, to pozwól mu samemu poradzić sobie z tą sytuacją. Jeśli jednak to
      mu nie pasuje będzie sam próbował rozwiązać problem. Tak jak większość chorób
      tak naprawdę leczy się sama, tak też większość problemów wychowawczych
      najlepiej załatwiają dzieci między sobą. Dorosły powinien wkraczać w momencie,
      kiedy ewidentnie dziecku dzieje się krzywa i widac, że samo nie jest w stanie
      sobie poradzić.
      • Gość: Zofia Re: problem z dziecięcą pryjaźnią IP: *.ip-pluggen.com 17.04.04, 20:06
        Moj syn byl w dziecinstwie typowym "homoseksualista": bawil sie tylko z
        dziewczynkami, na swoje urodziny zapraszal tylko dziewczynki, dziewczynki
        bronily go jak kwoki kurczeta jesli jakis lobuziak chcial mego syna uderzyc.
        Jescze w szostej klasie jedna z dziewczynek wielokrotnie dzwonila do mego
        syna, ze boi sie byc sama w domu, bo matka wyjechala, a starsza siostra
        skorzystala z okazji poszla na impreze... Syn szedl do niej, patrzyli razem na
        telewizje, potem ona sie kladla spac, syn z nia rozmawial az sie zrobila
        spiąca. Wtedy prosila go zeby zgasił swiatło i szedł do domu (drzwi byly
        zatrzaskowe).
        Moge zapewnic wszystkich, ze w wieku 20 lat syn zainteresowal sie dziewczetami.
        A czym wytlumaczyc jego trwajaca przez wiele lat przyjazna z dziewczetami?
        Syn byl dzieckiem slabym fizycznie, nie byl "partnerem" dla kopiacych pilke
        kolegow.
        Dziewczynki go szalenie lubily, bo byl czysciutki, zawsze usmiechniety, nie
        uzywal brzydkich wyrazow, nie zaczepial ich, a do tego byl swietnym
        powiernikiem. Mogly mu wszystko powiedziec i wiedzialy ze zachowa tajemnice.
        Te przyjaznie dochowaly sie do dnia dzisiejszego, do tej pory wie co sie
        dzieje u jego bylych szkolnych kolezanek, tak z podstawowki jak i z liceum.
        Jego meskie przyjaznie opieraja sie bardziej na wspolnych wypadach na koncerty
        czy prywatkach w domu, oczywiscie tym razem w mieszanym towarzystwie.
    • szymanka Re: problem z dziecięcą pryjaźnią 19.04.04, 09:42
      Dziekuję wszystkim za odpowiedzi. Przeczytałam je bardzo dokładnie, dzięki nim
      przemyślałam sytuację pod kątem nowych aspektów.

      Postanowiłam narazie obserwować sytuację i nie ingerować w jakiś drastyczny
      sposób. Zakładam, że mój syn, jeżeli ta przyjaźń stanie się dla niego ciężarem,
      sam będzie próbował znaleźć rozwiązanie.

      Przeanalizowałam zachowanie mojego syna pod kątem nawiązywania kontaktów z
      dziećmi wogóle i doszłam do wniosku, że nie mam podstaw do niepokoju. Marcin
      chodzi dwa razy w tygodniu do szkoły muzycznej i w tej grupie dzieci świetnie
      sobie radzi.

      Problem nawiązywania kontaktów z rówieśnikami dotyczy jedynie szkoły
      podstawowej. Stąd moje negatywne wrażenia odnośnie przyjaźni Marcina i Bartka.
      Niepokojące zachowania mojego syna typu: narzucanie swoich pomysłów zabaw innym
      dzieciom i obrażnie się w przypadku odmowy, moim zdaniem mają swe źródło w
      kontaktach z Bartkiem. Kto z kim przestaje... Nie myślę jednak o tych relacjach
      w kategorii WINNEGO i OFIARY, jak próbowano mi zarzucać.

      Narazie inicjuję rozmowy z moim synem na temat jego zachowania, tłumaczę co
      czują i jak mogą reagować inne dzieci, gdy on chce się bawić tylko w zabawy
      przez siebie wymyślone.
      Spróbuję skierować uwagę Marcina w kierunku innych chłopców w klasie. Może uda
      mi się zorganizować jakieś spotkanie poza murami szkoły.

      Jednak boję się tego, że chłopcy z biegiem czasu, odizolują się zupełnie od
      reszty klasy. I martwię się ewentualnymi konsekwencjami takiej izolacji. Trudno
      mi ocenić jak daleko ta izolacja już jest posunięta, dlatego myślę o rozmowie z
      wychowawczynią niejako "przy okazji"

      Niestety, dziś kiedy weszłam do klasy widziałam, że Marcin z Bartkiem znów
      siedzieli w jednej ławce. Nie wiem z czyjej inicjatywy. Do tej pory broniłam
      nauczycielki ale widzę, że Kwieto słusznie zauważyła, że chyba pani za bardzo
      dzieciom ulega. Przecież juz od kilku miesięcy rodzice Bartka, wychowawczyni i
      ja jesteśmy zgodni, że ich wspólne siedzenie źle odbija się na nauce.
Pełna wersja