Gość: szymanka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.04.04, 09:37
Mój Marcin ma 8 lat, chodzi do pierwszej klasy.
W szkole ma przyjaciela Bartka (znają się jeszcze z przedszkola). Nie siedzą
razem, pani nie pozwala, bo gadają przez cały czas, zamiast pracować. Ale
jeżeli to tylko jest możliwe, spędzają czas razem. Co mnie niepokoi?
Pierwszy sygnał:
Miesiąc temu Marcin miał urodziny, razem ustalaliśmy listę małych gości.
Okazało się, że Marcin ze swojej klasy chce zaprosić tylko Bartka (oczywiste)
i jeszcze jednego chłopca zaproponowanego przeze mnie (notabene też znanego
mu z przedszkola). Dlaczego tylko dwóch? Bo innych praktycznie nie zna!
Wymienił jeszcze jakieś jedno imię chłopca z którym się bawił, nazwiska już
nie pamiętał... Koniec końców, na imprezie były dzieci które Marcin znał już
wcześniej, z rodziny, z przedszkola, z podwórka. Ze szkoły natomiast nikogo
nowego.
Drugi sygnał:
Rozmawiałam z mamą dziewczynki, która chodzi z Marcinem do klasy. Z rozmowy
wynikało, że Marcin nigdy nie bawi się z innymi dziećmi, tylko i wyłącznie z
Bartkiem. Dzieci nazywają ich "papużki – nierozłączki".
Trzeci sygnał:
Przy okazji rozmowy z wychowawczynią o postępach mojego dziecka w nauce, pani
tłumaczyła mi, że nie może pozwolić na wspólne siedzenie w ławce Marcina i
Bartka. Zrozumiałam, że to Bartek nieustannie ją o to prosi, obiecuje, że nie
będą rozmawiać, pani ulega.... i wiadomo – nic z tego nie wychodzi.
Pytałam o kontakty mojego syna z innymi dziećmi (z ciekawości, wtedy jeszcze
nic mnie nie niepokoiło) – Pani stwierdziła, że są dobre, nie ma konfliktów.
Tok rozmowy natychmiast zszedł w kierunku przyjaźni Bartka i Marcina. Okazuje
się, że Bartek ma problemy z relacjami w grupie. Nie potrafi współpracować z
innymi dziećmi. Często obraża się, nie chce wspólnie wykonywać zadań.
Wykonuje je tyko z moim synem, lub sam. Określenie wychowawczyni: „Bartkowi
do szczęścia wystarcza Marcin”
Czwarty sygnał:
Bartek gdy tylko mnie widzi, pyta czy Marcin może do niego przyjść się
pobawić. Często telefonuje do nas z taką prośbą. Jeżeli odmawiam, bo na
przykład jedziemy do babci, nigdy nie kończy się na jednym pytaniu. „A kiedy
wrócicie? A może za dwie godziny? A może jutro? A Marcin musi jechać do
babci? A może by jutro pojechał? „ Gdybyście słyszeli tę ROZPACZ w jego
głosie, kiedy wreszcie zrozumie, że Marcin do niego nie przyjdzie. Kiedyś
Marcin też chciał odwiedzać Bartka. Ostatnio jednak nie widzę zbytniego
entuzjazmu u mojego syna co do takich odwiedzin. Właściwie nie przypominam
sobie kiedy ostatnio inicjatywa odwiedzin wyszła od Marcina.
Ostatnio poskładało mi się to wszystko w całość i mam wrażenie, że Bartek
bardzo absorbuje Marcina swoją przyjaźnią, wręcz za bardzo. Dlaczego mnie to
niepokoi? Dlatego, że dostrzegam zmiany w zachowaniu mojego syna. Bartka
nudzą zabawy wymyślane przez inne dzieci. Jeżeli Marcin chce się pobawić z
kimś innym, Bartek się obraża. Ostatnio zaobserwowałam to samo zachowanie u
mojego syna podczas zabaw na podwórku. Na propozycje zabaw innych dzieci, mój
syn stwierdzał „nuda” i po kilkunastu minutach wrócił do domu.
Dawniej, jeszcze w przedszkolu bawił się z wszystkimi dziećmi a przyjaźnił z
kilkoma chłopcami (z niektórymi utrzymuje sporadyczny kontakt do dzisiaj)
Teraz właściwie nie ma przyjaciół, oprócz Bartka oczywiście. Mam wrażenie, że
w pewnym sensie Bartek uniemożliwił mojemu synowi nawiązanie nowych kontaktów
z dziećmi, że jego przyjaźń jest wręcz zaborcza.
Słuchajcie, długi strasznie wyszedł ten tekst, ale specjalnie opisywałam tak
dokładnie to co zauważyłam, bo sama nie jestem pewna czy nie przesadzam. Czy
taka przyjaźń jest dobra? Czy to normalne, że moje dziecko nie zna kolegów z
klasy? Dziś, specjalnie go o to pytałam, potrafił wymienić dokładnie 5 imion
dzieci. A może jednak przesadzam? Może dzieci w tym wieku tak mają? Jeden,
dwóch kolegów wystarcza?
Poradźcie proszę, bo sama już nie wiem co myśleć.