Dodaj do ulubionych

nie radzę sobie z samotnością.

01.01.11, 18:40
ryczę od kilku godzin. wróciłam do domu po świetnej zabawie sylwestrowej- w większości same pary.
obudziłam się rano sama w łóżku, sama zjadłam śniadanie, ugotowałam obiad dla siebie i coś we mnie pękło. nie mam siły tak żyć.

co z tego żę mam świetna pracę, ładne mieszkanie, wspaniałych znajomych?
zawsze wracam do pustego domu i mam ochotę strzelić sobie w łeb.
Obserwuj wątek
      • ich Re: nie radzę sobie z samotnością. 01.01.11, 19:46
        Samotność nigdy nie jest łatwa do zniesienia. Nasze społeczeństwo wpisuje nas w role i jesli odstajemy od programu to jesteśmy na marginesie.
        Jesteś młodziutka i jeszcze całe życie przed tobą a ja od dziś mam 34 lata i moja samotność ma całkiem inny kolor. czuję, że juz nic mnie nie spotka, czuję się stara (choć wyglądam młodo), czuję, że przegapiłam mój czas na macierzyństwo. To, ze mam dobrą pracę i mieszkanie nie daje mi żadnej satysfakcji.

        Głowa do góry. Ty dasz sobie radę.
      • iluzja3 Re: nie radzę sobie z samotnością. 01.01.11, 20:26
        Jak widze takie posty to mam ochote napisac cos w stylu idz na terapie albo zainteresuj sie jakas praktyka duchowa bo jesli masz ochote strzelic sobie w leb to dobry moment by zaczac sie zmieniac, by sobie rozne rzeczy uswiadomic. I jesli tej pracy nad soba nie rozpoczniesz to nawet jak bedziesz w zwiazku nadal mozesz miec ochote strzelic sobie w leb z zupelnie innych rownie waznych powodow. Znaczy sie zwiazek nic nie da bo tylko bajki tak sie koncza ze zyli dlugo i szczesliwie blablabla.
        Mam dwie samotne kolezanki. Jedna z nich wlasnie skonczyla 40 lat i nigdy nie byla w zadnym zwiazku. Druga ma 43 lata i tez jest sama od bardzo dawna.
        Obydwie chcialyby kogos miec. Przy czym kolezanka nr 1 jest bardzo nieszczesliwa, zdesperowana, zazdrosna nawet o siostre ze ta ma rodzine, dzieci. Nie lubi gdy te dzieci przyjezdzaja do babci (mieszka nadal z mama), wszystko jej przeszkadza, jest spieta i bardzo smutna, nie umie sie dostosowac, nagiac do jakiejs tam sytuacji.
        Natomiast kolezanka nr 2 jest tak pelna milosci do roznych bliskich osob, pomaga im na wszystkie mozliwe sposoby, potrafi jechac na wies i pracowac ciezko w polu by pomoc bratu i rodzicom i tak samo jest zreszta w innych relacjach, jest otwarta i bezinteresowna. I duzo milosci do niej naprawde wraca na wszystkie mozliwe sposoby.
        Ta pierwsza czesto ma ochote strzelic sobie w leb. Zgadnij jak czuje sie ta druga?
        No wiec tak to przedstawilam ze wyszlo czarno-bialo, jakby przerysowane ale nie chce wdawac sie w szczegoly bo chcialam podkreslic tylko istotne rzeczy.
        Pozdr.
        Ps.
        Ja jestem w zwiazku i byly czasy kiedy bylo mi rownie zle jak tobie.
    • larusse Re: nie radzę sobie z samotnością. 01.01.11, 20:59
      Nie bardzo rozumiem to "ryczenie od kilku godzin"... Po co? Ot tak sobie...
      Jakoś nigdy też nie rozumiałam co takiego niesamowitego jest w życiu tych "par", że ktoś może "mieć ochotę strzelić sobie w łeb", że nie należy do tej kategorii.

      Jakoś ten okres "samotności" (to chyba jednak nie jest samotność) zawsze mi się fajnie kojarzył...
      • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 01.01.11, 21:52
        podejrzewam, że nikt z moich znajomych nie spodziewałby się po mnie takiego zachowania. "na zewnątrz" wyglądam na szczęśliwą osobę.
        mam dużo wspaniałych przyjaciół i znajomych, na codzień staram się nie myśleć o swojej samotności, ale w takie dni jak dziś jest to wyjątkowo trudne.

        zastanawiam się co jest ze mną nie tak, że nie udało mi się do tej pory stworzyć szczęśliwego związku- jestem bardzo lubianą osobą...ale to jak widać nie wystarczy.
        do niedawna byłam szczęśliwym singlem, jakiś czas temu coś we mnie pękło.
        ile razy wracam do pustego domu, tyle razy jest ciężko. staram się organizować czas, tak, żeby jak najmniej czasu spędzać samej w 4 ścianach, ale to przecież też nie o to chodzi...

        chciałabym czuć się kochana i kochać...móc się do kogoś przytulić, pogadać, mieć z kim dzielić swoje radości i troski.
        w tej chwili nie bardzo widzę po co mam żyć. w pojedynkę jakoś nie ma to dla mnie sensu.
        • ass-am Re: nie radzę sobie z samotnością. 01.01.11, 23:22
          Samotność. Nic gorszego nie moze spotkać czlowieka.Okropny jest brak drugiego człowieka obok siebie. Okropne jest wracanie do pustgo domu, brak kogoś kto mówi dzień dobry lub do zobaczenia, brak dotyku , przytulenia, uśmiechu, pogadania nawet o bzdurach, a czasami nawet do pokócenia się z sobą zeby póżnie się godzić. Brak jest takich zwyklych gestów, zwyklych slów, zwyklych rzeczy.
            • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 19:33
              mimo wszystko chciałabym to przeżyć. spróbować. poznać to uczucie bycia z kimś...wiedzieć jak to jest i ew. wtedy zdecydować, co bardziej mi odpowiada.

              ktoś słusznie zauważył, że samotność z wyboru to zupełnie inna bajka niż samotność z konieczności. ja niestety należę do tej drugiej grupy i naprawdę nie potrafię sobie z tym poradzić ostatnio.
        • crazy_witch Re: nie radzę sobie z samotnością. 01.01.11, 23:34
          Sprobuj cos zrobic w tym kierunku. czy nie ma u was tam towarzystw dla samotnych, gdzie zbieraja ze 60 osob i cos robia razem, jezdza w podroze, poznaja inne towazrystwa, cos w tym stylu czasami tworza sie z tego pary, czasami dobrzy przyjaciele, zawsze cos. Jest tyle fajnych mozliwosci, moze ogloszenie choc bardziej oryginalne i nietypowe byle nie na publicznych forach, pomysl zrob cos kreatywnego. A moze spotkasz ta wlasciwa osobe. faceci tez nie chca byc sami i trudno jest im spotkac dobra dziewczyne...
          • khadroma Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 11:13
            Ależ twoja sytuacja Holly ma tez mnostwo pozytwnych stron. Mozesz sie umawiac na randki, codziennie z innym facetem, masz niczym nie ograniczona wolnosc, zadnych zobowiazan w stosunku do grugiej osoby, nie musisz tolerowac cudzych upierdliwych nawykow (a kazdy jakies ma), robisz co chcesz.
            Wiesz, w zwiazkach tez bywa roznie. Ostatnio moj wieloletni przyjaciel, ktory od 5 lat mieszka z partnerka i nawet maja mała coreczke, i ktorą to parę ja uważałam za bardzo szcześliwą, zwierzyl mi sie, ze jest mu bardzo ciezko, ze chcialby gdzies wyjechac na miesiac, a nawet na pol roku, zeby odpoczac od zwiazku. Zaskoczylo mnie to bardzo.
          • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 19:46
            znam takie. zwykle są po prostu bardzo atrakcyjne.
            ja nie jestem typem dziewczyny, za którą oglądają się na ulicy. ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem "od drugiego wejrzenia" i myślę, że coś w tym jest.

            związki są dla mnie zagadką. czasem takie hetery znajdują facetów, że szok (i nie piszę tego złośliwie, ot obserwacja świata), a w moim otoczeniu jest naprawdę kilka bardzo fajnych dziewczny, którym też ze związkami raczej nie wychodzi.

            nie wiem w którym miejscu popełniam błędy, podpowiedz o co w tym chodzi, jeśli możesz.
            • to.niemozliwe Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 20:05
              Nie znam Cie, zerknalem na blog, stare wpisy, smutne w wymowie, fatalizm, lęki, niepewnosc, mitologizacja mezczyzn...takie mam pierwsze wrazenie. Mozesz miec sklonnosci depresyjne.
              Ja bym Ci proponowal isc do psychologa, poopowiadac troche o swoich doswiadczeniach, potem wspolnie zastanowicie sie nad pewnymi schematami Twojego postepowania, ktore utrudniaja Ci zycie osobiste, opracujecie jakis plan, potem sprawdzisz, czy to zaczyna dzialac...trzeba probowac troche inaczej niz dotychczas. :-)
                  • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 21:04
                    ale psycholog powinien tez potrafić poradzić sobie z tak "trudnym klientem" jak ja ;-)
                    jestem raczej introwertyczną osobą, trudno jest mi mówić o swoich problemach i emocjach, zwłaszcza jeśli to obca osoba...i wiem, że to też problem do rozwiązania- ale tu chyba zadanie psychologa, żeby pomógł się przełamać?
                    • to.niemozliwe Re: nie radzę sobie z samotnością. 03.01.11, 09:00
                      To nie jest takie oczywiste, gdyby się zastanowić dlaczego wizyty u psychologów są nieskuteczne, to istotne są cztery czynniki:
                      - brak autentycznej, wewnętrznej motywacji pacjenta (pacjent oczekuje, ze psycholog ma tę motywację, np. rodzina, rodzice namawiają na wizytę, a pacjent nie wie czego ci kretyni od niego chcą),
                      - ograniczone zdolności poznawcze (nie jest w stanie zrozumieć co się do tej osoby mówi, pojęcia, asocjacje, rozumowanie sa zbyt ubogie i nie ma zdolności do utrwalenia wiedzy)
                      - zaburzenie jest tak znaczne, że konieczne jest leczenie psychiatryczne
                      - wizyta ma na celu utwierdzenie się w wyjątkowości i stopniu komplikacji sprawy, a więc "nagrodą" jest niezdolność do uzyskania pomocy od psychologa. Jest to rodzaj psychologicznej hipochondrii, zgodnie z przeświadczeniem, że "wiedziałem, że i tak mi ten idiota nie pomoże".
                      :)
                      Cudów nie ma....:)
            • dzanky Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 20:24
              Mi sie wydaje, ze za bardzo, wrecz desperacko chcesz z kims byc i to pewnie daje sie wyczuc i odstrasza wszystkich potencjalnych kandydatow. Wyluzuj. Znajdz sobie jakies hobby i poznawaj po prostu ludzi, ktorzy pasjonuja sie tym samym. A jesli masz mozliwosc i praca Ci na to czasowo pozwola to kup sobie psa:) Spacery z psem to fajna metoda na nawiazywanie znajomosci, a poza tym pies moze dac Ci tyle bezwarunkowej milosci, ktorej tak bardzo potrzebujesz.

              Co do urody to tez nie jest takie oczywiste, ze atrakcyjnym dziewczynom jest latwiej. Mysle ze mezczyzni boja sie bardzo atrakcyjnych kobiet. Czesto zakladaja, ze pewnie juz jest "zajeta", bo taka ladna albo mysla, ze nie maja szans. Potem zaczyna sie niepewnosc, bo taka ladna to pewnie ma wielu adoratorow i zaczynaja watpic czy aby na pewno jest mu wierna, bo ma tyle "okazji". Atrakcyjne maja tez problem, bo zauwaza sie glownie ich powierzchownosc, a pomija ich wnetrze. Takze ciesz sie, ze jestes dziewczyna od drugiego wejrzenia, ktora moze zainteresowac swoim wnetrzem i nie przyciaga narcyzow;)

              Poza tym, moze warto zastanowic sie jakie mialas relacje z ojcem?
              • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 20:47
                hm, coś w tym jest, choć podobno sprawiam zupełnie odwrotne wrażenie...szczęśliwej, niezależnej singielki.
                jak to się ma do siebie?

                jeśli chodzi o psa, to wybacz, ale nie chodzi mi o bezwarunkową miłość zwierzaka.

                co do atrakcyjności- na pewno w tym co piszesz sporo prawdy. z drugiej strony-ilu mężczyzn daje kobiecie drugą szansę?

                relacje z ojcem- oczko w głowie taty z jednej strony, ale okazywane w sposób "materialny".
                brak czułości, duży dystans. mój tata to taki 'twardziel' - taki tata co nie przytula, nie powie kocham cię itd., ale wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko.
                • dzanky Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 21:47
                  hollygolightly85 napisała:

                  > hm, coś w tym jest, choć podobno sprawiam zupełnie odwrotne wrażenie...szczęśliwej, niezależnej singielki.
                  > jak to się ma do siebie?

                  Moze na poziomie nieswiadomym wysylasz jednak inne sygnaly. A moze boja sie takiej silnej niezaleznej singielki?

                  > jeśli chodzi o psa, to wybacz, ale nie chodzi mi o bezwarunkową miłość zwierzak
                  > a.
                  Z miloscia to czesto tak jest, ze jak sie jej szuka na sile to sie nie znajduje. A jak sie znajdzie i kogos sie kocha i jest sie kochanym to promieniuje sie wowczas samemu miloscia i nagle wszyscy nas kochaja i chca z nami byc:) Mysle, ze pies swoja miloscia wplywa bardzo pozytywnie i antydepresyjnie na czlowieka i czlowiek zaczyna wtedy sam tez emanowac miloscia do swiata. Poza tym regularny ruch na swiezym powietrzu tez dobrze robi. Kolezanka opowiadala mi kiedys, ze jak kupila sobie szczeniaka labradora to od tej pory poznala mnostwo ludzi na spacerach, mimo, ze mieszka w tym samym miejscu od lat. Stwierdzila, ze poleca wszystkim samotnym kupic wlasnie psa:) Ale oczywiscie posiadanie psa wiaze sie tez z wieloma ograniczeniami, np. problem gdy wyjezdzamy i to jest powazna decyzja i nie namawiam, jesli ktos nie przepada za zwierzetami albo nie ma czasu.

                  > co do atrakcyjności- na pewno w tym co piszesz sporo prawdy. z drugiej strony-i
                  > lu mężczyzn daje kobiecie drugą szansę?

                  Mysle, ze najtrwalsze zwiazki to te, ktore zaczynaja sie od przyjazni i wspolnych zainteresowan, a nie zauroczenia.

                  > relacje z ojcem- oczko w głowie taty z jednej strony, ale okazywane w sposób "m
                  > aterialny". brak czułości, duży dystans. mój tata to taki 'twardziel' - taki tata co nie pr
                  > zytula, nie powie kocham cię itd., ale wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko.

                  A czy Twoi rodzice razem sa szczesliwi?
                  • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 22:46
                    Nie wiem, może jest i tak, że sprawiam wrażenie zbyt silnej...Trudno wyczuć.

                    Psa chyba jednak kupować nie będę. Za dużo by biedaczysko sam w domu siedział. sporo, pracuję, później spotykam się ze znajomymi, albo robię coś sama, czasem nie ma mnie w domu po kilkanaście godzin, wyjazdy też się zdarzają, więc ta opcja jednak odpada.

                    co do związków chyba nie ma reguły- ważne, żeby dwie osoby podjęły taką samą decyzję względem siebie. znam pary,które zakochały się w sobie od pierwszego wejrzenia i takie które dreptały wokół siebie dobre 3 lata! Obie pary trwałe i szczęśliwe.

                    czy moi rodzice są szczęśliwi? nie wiem. myślę, że to jakiś rodzaj przywiązania, i że bez siebie nie potrafiliby żyć, ale czy jest tam miłość? nie sądzę. też ich dawno nie widziałam przytulających się do siebie, czy w jakiejś bardziej czułej sytuacji.

                    nie są zgodną parą. moja mama ma strasznie trudny charakter, tata cierpliwie to znosi ale jest mu ciężko (współczuję mu czasem).
                    to prości ludzie, żyją raczej z dnia na dzień, nie dzielą raczej wspólnych zainteresowań (bo i ich specjalnie nie mają). chyba od pewnego czasu bardziej małżeństwo z rozsądku i przyzwyczajenia, bo razem już prawie 40 lat.
                    • dzanky Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 23:45
                      Masz racje, co do zwiazkow chyba jednak nie ma reguly.

                      A moze poszukaj na portalach randkowych nowych znajomosci? Albo zapisz sie np. na kurs tanca salsy. To tez swietny sposob na poznawanie nowych ludzi. Wazne jest jednak Twoje nastawienie. Traktuj to wszystko raczej jako fajna zabawe i przygode, a nie jak rozpaczliwe szukanie partnera, od ktorego zalezy Twoje byc albo nie byc;)

                      Moze w pewnym stopniu jestes podobna do mamy i nieswiadomie szukasz takiego spolegliwego partnera jak Twoj tata? Moze w takim ukladzie Ty powinnas przejac inicjatywe?
                            • to.niemozliwe Re: nie radzę sobie z samotnością. 25.01.11, 04:36
                              Jakie ma znaczenie? A co - bocian Cie przyniosl :-D ?
                              Przeciez despotyzm rodzica niszczy i to gleboko.
                              Wiesz ilu ludzi tylko z powodu despotycznego rodzica przerywa terapie jako ludzie dorosli, bo nie sa w stanie znow wejsc psychicznie w bagno? Co to znaczy, ze wyszlas z gabinetu po 10 minutach? Jak myslisz, dlaczego?
                              • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 25.01.11, 07:57
                                pytając jakie to ma znaczenie liczyłam na to, że usłyszę konkrety. domyślam się, że jakieś ma, ale jakie w tej sytuacji?

                                wyszłam, bo nie mogłam się przełamać, żeby mówić, a psycholog nie potrafił zareagować na te sytuację. za milczenie przez 50 minut płacić nie będę.
                                • to.niemozliwe Re: nie radzę sobie z samotnością. 25.01.11, 08:22
                                  > pytając jakie to ma znaczenie liczyłam na to, że usłyszę konkrety. domyślam się
                                  > , że jakieś ma, ale jakie w tej sytuacji?
                                  Kluczowe. Może By_Dafne Ci coś więcej napisze, Ona ma bardzo dobre spostrzeżenia o toksycznych, dominujących matkach.
                                  > wyszłam, bo nie mogłam się przełamać, żeby mówić, a psycholog nie potrafił zare
                                  > agować na te sytuację. za milczenie przez 50 minut płacić nie będę.
                                  Uuuu - pewna siebie! :) Jak idziesz na wizyte i oczekujesz, że za stówkę wszystkiego sie dowiesz w godzinę, wyjdziesz, strzepiesz to, czego się dowiedziałaś z siebie, jak kurz z ubrania, to się głęboko mylisz. W tych sprawach z którymi chcesz się zmierzyć nadmierna pewność siebie ogranicza poznawczo. Proponuję Ci zrobić teraz coś zupełnie nieoczekiwanego - zadzwonić do innej psycholog, iść na wizytę i spróbować jeszcze raz. Tylko poproś ją o jakiś sygnał życzliwości, że chce Cię wysłuchać. Ale idąc nastaw się się, że zaczniesz mówić. W końcu za stówkę niech Cię słucha przez godzinę, zapłaciłaś - to ma słuchać, nie? :D
                                  • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 25.01.11, 12:17
                                    źle to zabrzmiało, nie że pewna siebie, ale licząca na jakieś wsparcie ze strony lekarza, na odrobinę empatii.

                                    a ona siedziała i patrzyła jak płaczę, i nic. a ja nie potrafiłam mówić, to wszystko mnie przerasta, nie wiedziałam od czego zacząć. może gdyby padło jakieś pytanie pomocnicze, cokolwiek. a nie "dzień dobry, no to słucham", to bym się w końcu przełamała.
                                    gdybym nie wyszła milczałybyśmy tak pewnie przez 50 minut.

                                    zbieram się na kolejną wizytę, ale po tym doświadczeniu jest mi ciężko się zdecydować.
              • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 20:59
                ja wcale nie uważam, że nie mam w sobie nic fajnego...
                nie zadzieram też nosa i nie uważam że jestem najfajniejsza na świecie, żeby nie było.

                jestem świadoma swoich wad, ale zalet również. chyba nie chodzi tutaj o autoreklamę i
                chwalenie się, ale wydaje mi się, że znam swoją wartość...
                dlatego trudno pochodzić mi z tym, że nie mogę nikogo znaleźć...
                • larusse Re: nie radzę sobie z samotnością. 02.01.11, 21:21
                  hollygolightly85 napisała:

                  > ja wcale nie uważam, że nie mam w sobie nic fajnego...
                  > nie zadzieram też nosa i nie uważam że jestem najfajniejsza na świecie, żeby ni
                  > e było.
                  >
                  > jestem świadoma swoich wad, ale zalet również. chyba nie chodzi tutaj o autorek
                  > lamę i
                  > chwalenie się, ale wydaje mi się, że znam swoją wartość...
                  > dlatego trudno pochodzić mi z tym, że nie mogę nikogo znaleźć...

                  Holly, ja nie wiem czy powinnam zabierać głos, bo w rzeczywistości nie bardzo się znam na tych sprawach. Jedyne co przychodzi mi teraz do głowy to: z wad się śmiej, zalet się mocno trzymaj i pamiętaj, że wokół facetów świat się nie kręci - jest przynajmniej milion ciekawszych (albo jak ktoś woli tak samo ciekawych :) ) kwestii.
        • kimonabike Re: nie radzę sobie z samotnością. 03.01.11, 11:13
          hollygolightly85 napisała:

          > podejrzewam, że nikt z moich znajomych nie spodziewałby się po mnie takiego zac
          > howania. "na zewnątrz" wyglądam na szczęśliwą osobę.
          > mam dużo wspaniałych przyjaciół i znajomych

          Ludzie często piszą takie rzeczy. Zastanawiam się w jakim celu i co one tak naprawdę mówią "między wierszami". Dla mnie to "pachnie" brakiem autentyczności w relacjach. Może tutaj poszukaj punktu zaczepienia. Jesteś samotna, nie tylko dlatego, że wracasz do pustego domu, także dlatego, że wśród przyjaciół udajesz kogoś, kim nie jesteś. Tak to przynajmniej pobrzmiewa w tych kilku zdaniach.
          • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 03.01.11, 21:59
            to chyba przekombinowane.
            ja po prostu jestem introwertykiem- trudno mi mówić o emocjach, nie lubię się zwierzać, plotkować o problemach, nie lubię mówić o sobie tak generalnie - a co dopiero o swoich problemach.
            poza tym do niedawna to nie byl problem, że jestem sama, więc niczego nie udawałam.
            od pewnego czasu być może faktycznie udaję, że wszystko jest ok, choć nie jest ale to wynika wyłącznie z tego, że - jak już napisałam- nie lubię mówić o swoich kłopotach.
            poza tym jestem sobą i niczego nie udaję.
            • kimonabike Re: nie radzę sobie z samotnością. 04.01.11, 11:27
              Rozumiem. Jednak w blogu i na forum piszesz o sobie sporo. To by mogło wskazywać, że potrzeba mówienia o emocjach jednak jest, tylko brak umiejętności jej zrealizowania.
              Ja wychodzę z założenia, że najważniejsza jest świadomość, iż mamy takie osoby, którym możemy powiedzieć wszystko. Często samo to przekonanie wystarcza i można sobie razem pomilczeć, albo porobić coś innego.
              Jeśli wśród tych znajomych jest paru przyjaciół, to ok. Może warto byłoby pogadać jednak z którymś z nich. Oni Ciebie znają, lepiej doradzą.

              • hollygolightly85 Re: nie radzę sobie z samotnością. 05.01.11, 00:12
                każdy ma chyba jakieś granice...nawet największy introwertyk musi z siebie czasem wszystko wyrzucić, bo inaczej by eksplodował.
                forma bloga czy forum jest łatwiejsza, mniej kłopotliwa, itp itd.

                oczywiście że wśród znajomych są przyjaciele, ale moja sfera prywatności zawsze była jest dość szeroko zakrojona, bez względu na to czy było dobrze czy źle.
    • hiob888 Samotność? Witaj w klubie! 02.01.11, 00:38
      Cześć.
      Z tego, co wyczytałem, to masz podobną sytuację do mojej.
      Dobra praca, znajomi, dom - tylko bratniej duszy brak. :(

      Z tą tylko różnicą, że ja się już aż tak bardzo tym nie przejmuję jak kiedyś.
      Wiem jak to boli. Się człowiek napatrzy na te czułości, spojrzenia (sic!).
      Dlaczego oni mogą, a ja nie !?
      No i zaczynam się zastanawiać, co ze mną jest nie tak?

      Ale z tym zastanawianiem jest tak, że im bardziej się w to wgłębiasz tym jest ci coraz gorzej i smutniej.
      Myślę, że najlepiej jest robić swoje, a ten ktoś zjawi się nagle i niespodziewanie, jak wygrana w jakimś konkursie.

      Nie szukaj partnera na siłę, bo to rzadko kiedy przynosi pozytywne rezultaty.

      Jeśli jest prawdą, to co o sobie piszesz, to powiem ci tak, że jesteś jeszcze młoda i masz całe życie przed sobą, nie ma sie za bardzo czym przejmować!

      Ps. Jeśli myślisz, że związki to taka sielanka jak na pierwszy rzut oka się wydaje, to poczytaj sobie o "toksycznych związkach".

      Pps. Wszystkiego dobrego w nowym roku!
    • paco_lopez Re: nie radzę sobie z samotnością. 03.01.11, 20:56
      wydaje mi się, ze to dobrze. po dołku przychodzi górka. jak zwykle nie do wiary, ze takiej jak ty nikt nie chce. no i dla równowagi dopisze tak : wracam zmęczony z roboty. mam ochotę na spokój zupełny, a tu minmum trzy osoby trajkoczą, pytają, czegoś chcą, położyłem się, a jeden na mnie włazi, drugi pyta mnie o jakies gry na psp, z czego ja kompletnie nic nie rozumiem. tak by tez fajnie było wrócić z sylwka po dobrej zabawie i miec komfort nie wychodzenia z wyra w nowy rok, ale niestety miało sie więcej szczęścia i trzeba temu żreć zrobić, pieluche z gaci wyjąć ...itd
    • poduszka123 Mam dla ciebie receptę 06.01.11, 23:55
      Załóż sobie konto na serwisie randkowym i poumawiaj sie z różnymi chłopakami.

      Jak zaczniesz wracać z randek gdzie:
      - facet przez 3 godziny obsmarowywał swoje byłe
      - drugi okazał się 10 lat starsza, grubszą i niższą wersją siebie i zdawał się nie nawiązać do tego faktu
      - trzeci przyszedł na spotkanie po paru głębszych
      - czwarty nie pojawił się wcale
      - piąty, szósty, siódmy i ósmy chciel od razu pojechać do ciebie
      - dziewiąty zdaje się spędził życie na Play Station i trzeba go poduczyć z tego o co chodzi na planecie ziemia
      - dziesiąty, jedenasty i dwunasty nieśmiałość i kompleksy maskują wulgarnością

      To będziesz wracać do domu i z radością zamykać za sobą drzwi mówiąc: nareszcie sama.

      A do tego przy konsekwentnym spotykaniu się mimo regularnych pomyłek może pewnego dnia trafisz na kogoś w sam raz dla ciebie.

      I przypomnij sobie że związek to nie tylko róże i śniadania do łóżka ale też jego mecz kiedy ty chcesz sie poprzytulać, jego delegacja kiedy masz płodne dni, niepewność o zakochaną w nim koleżankę w jego pracy a jego późne powroty do domu itp.

      • hollygolightly85 Re: Mam dla ciebie receptę 24.01.11, 14:38
        ja ty nic nie rozumiesz...
        pewnie, że nie chcę byle jakiego faceta tylko po to, żeby go mieć!

        ale chciałabym stworzyć fajny związek, czuć się kochaną, wiedzieć, że komuś na mnie zależy.
        ostatnio mój dobry przyjaciel powiedział, że ktoś w kim się zakocham, będzie niezłym szcześciarzem.
        tylko dlaczego jakoś nigdy nie udało mi się zakochać z wzajemnością????
        • to.niemozliwe Re: Mam dla ciebie receptę 24.01.11, 14:44
          Ale mamy taką sytuację...mówisz, ze masz początki depresji, psycholog Cię zirytował, masz dużo znajomych, chyba nic nie zrobiłaś konkretnego od zastartowania wątku.
          Masz znajomych facetów? Udzielasz się z nimi towarzysko?
                  • hollygolightly85 Re: Mam dla ciebie receptę 25.01.11, 08:00
                    rozumiem, że samotność może mieć wiele wymiarów, ale jakbyś przeczytał/a wątek, to wiedziałbyś, że w tym przypadku chodzi o to, że nie radzę sobie z tym, że nie mam faceta i perspektywa, że mogę go nigdy nie mieć mnie przeraża.
                    • nom73 Re: Mam dla ciebie receptę 29.01.11, 11:41
                      hollygolightly85 napisała:

                      > rozumiem, że samotność może mieć wiele wymiarów, ale jakbyś przeczytał/a wątek,
                      > to wiedziałbyś, że w tym przypadku chodzi o to, że nie radzę sobie z tym, że n
                      > ie mam faceta i perspektywa, że mogę go nigdy nie mieć mnie przeraża.

                      W wieku 26 lat dopiero zacząłem swoją "przygodę" z dziewczynami, teraz mając prawie 39 lat mogę powiedzieć, że wcale nie jest lepiej czy gorzej być samemu czy z kimś, jest po prostu zupełnie inaczej. Oba stany lubię i akceptuję. Niezależnie od tego czy jestem sam czy z kimś w danym momencie to zawsze jest mi dobrze i czuję się szczęśliwy. :-)
                      Mam sporo zainteresowań i zajęć i nie mam czasu, żeby zbytnio o tym rozmyślać. Nuda dla mnie nie istnieje. :-)
                  • paco_lopez Re: Mam dla ciebie receptę 27.01.11, 21:40
                    nie mogę zrozumieć fenomenu. opisz dokładnie swój wygląd, to zobaczymy czy mi bys pasowała. mam dwóch fajnych kolegów są akurat strasi od ciebie. jeden ma kawał chałupy pod miastem, to jakbys się tak w lato na leżaku wywaliła przed domem, to wszyscy faceci z ulicy przyszliby cię pooglądać. czy rzeczywiście jesteś na to gotowa ?jeśli chodzi o drugiego, to musiałabyś zaakceptować fakt, ,że ma dziecko, ale nie mieszka z jego matką. bardzo zabawne typki.
                    • zielony_sufit_pl hmmm 30.01.11, 23:06
                      Bardzo dobrze Cie rozumiem, mam tyle samo lat co Ty (sądząc po liczbie w nicku-nie 85 lat :) U mnie było trochę inaczej, bo zawsze mialam powodzenie ale byłam w bardzo długim związku i w tym czasie wielu facetów chciało mnie "odbić". Kiedy zakonczyłam związek nagle okazało się, że już nikt mnie nie chce. Skonczyły się studia, skonczyło się poznawanie nowych ludzi, facetów, kazdy ma swoje sprawy,śluby itp a ja ciągle Sama od 1,5 roku ponad z jakimis znajomościami nic nie wartymi. Na początku kochałam swoją wolność a od jakiegoś czasu przeraża mnie myśl o samotności, o mijajacym czasie. Nie wiem co można Ci poradzić. Ale naprawde nie poznajesz nigdzie facetów? imprezy, praca? nikogo tam nie ma? Jak oceniłabyś swoją atracyjność? zresztą nie wiem czy faceci tak bardzo zwracają uwagę na wygląd?
                      • lamia.reno.x Re: hmmm 02.02.11, 10:40
                        Koniecznie idź do psychologa.
                        Przeczytałam Twój blog - długo to już trwa, za długo - te Twoje smutki.
                        Podobna historia do mojej, z tym że jestem dużo starsza - bo moja to już historia.
                        Były studia - kupa znajomych, imprezy, podróże, książki, no korzystanie z życia - zawsze całą bandą, pełną piersią, żyć nie umierać.
                        Potem praca, parowanie się znajomych, kolejne śluby itd a ja - sama.
                        Czułam się tak, jak Ty, wszystko rozumiem i przypominają się dawne czasy :-)
                        Byłam bardzo bardzo nieszczęśliwa, choć - jak Ty - miałam "wszystko" - oprócz miłości ... Miałam własną małą firmę, wszystko super, tylko "dla kogo żyć" itd. Przepłakane wieczory w domu ...
                        No i pewnego dnia, a pamiętam to bardzo dobrze - wstałam rano i postanowiłam, że mam już tego wszystkiego dosyć, tzn bycia takim smutnym i zdołowanym człowiekiem, że życie jest jedno i że od dziś koniec kropka i będę szczęśliwa, bo sama siebie miałam już dosyć. I tak się stało, naprawdę - zaczęłam patrzeć tylko na dobre strony życia, cieszyć się wszystkim .... A wtedy nie było jeszcze forum :-) a myślę, że w tamtych czasach bardzo mi pomogło ...
                        Co było dalej?
                        Nagle wielka miłość, ślub, 9 lat razem, zdrada, rozwód ...
                        Teraz jestem w kolejnym związku i jestem szczęśliwa ... Ale już nigdy nie będę cierpieć dlatego, że jestem sama. Nigdy - właśnie po tamtych doświadczeniach "z młodości" i po tym, jak porzucił mnie mąż...
                        Szkoda życia dziewczyno, naprawdę, koniecznie idź do psychologa. Im krótszy będzie Twój smutny okres tym lepiej.
                        Już nigdy nie będziesz miała tylu lat co dziś, jestem starsza i wiem co mówię ;-P (mam 39)
                        Wydajesz się być interesującą osobą, mówisz że nie narzekasz na brak pieniędzy - nie marzysz o podróżach?

                        Gdy porzucił mnie mąż (bolało bardzo...) po jakimś miesiącu pozbierałam się do kupy i zaczęłam planować samotną podróż do Indii :-) Hmmm - niestety nic z tego nie wyszło :-) bo w czasie tego planowania poznałam kogoś z kim jestem teraz :-)

                        Proszę Cię, uwierz starszej koleżance, musisz chcieć szybko zmienić swój stan (i nie mam tu na myśli stanu singla :-)) - bo w łeb sobie na pewno nie strzelisz, a jak za jakieś 15 lat spojrzysz wstecz to będziesz żałowała, że zamiast (tu wstaw to, co lubisz / lubiłaś naprawdę robić) ... płakałaś w samotności!

                        Świat jest taki wielki, interesujący i piękny, jest tyle muzyki na świecie i książek że i tak wiesz, że wszystkiego nie poznasz, takie wspaniałe potrawy do smakowania ... Przypomnij sobie momenty, w których byłaś naprawdę szczęśliwa i zrób wszystko, żeby znowu się tak poczuć - SAMA! (tzn bez partnera)

                        POWODZENIA, trzymam za Ciebie kciukii!!!
                        Jeżeli będziesz miała ochotę pogadać- pisz do mnie na maila.
                        • szoszan Samotność introwertyka 04.02.11, 00:24
                          Z samej definicji nie będzie Ci łatwo.
                          Ja jako typ mieszany z ekstrawertycznym przechyłem trochę zazdroszczę introwertykowi zdolności skupiania się na pracy/zadaniu.
                          Twoja samotność to kwestia ustalenia oczekiwań wobec siebie, otoczenia, świata i ewentualnego przyszłego związku, egro:takie retrospektywne zblilansowanie swojego dotychczasowego zycia pod względem osiągniętych celów,planów, porazek, wyznawanych wartosci i odczuwanych w zwiazku z tym emocji a oczekiwaniami co do przyszłości i emocjami z tym zwiazanymi.
                          Wygląda,że to co teraz odczuwasz to lęk przed samotną przyszlością(czytaj bez bliskiego faceta) i frustracja z tego powodu i przede wszystkim tymi sprawami zajmie się ewentualny psycholog/terapeuta na wizycie. Nie oczekuj raczej, że poda recepte/sposób na znalezienie szczęścia bez względu na to jak je okreslasz. Natomiast jesli uczucia przygnębienia, smutku,rezygnacji, lęku maja tendencję do utrwalenia i są dość głębokie( po Twoich postach trudno to ustalić) możesz potrzebować porady specjalisty albo modlitwy-w zależności co bardziej Ci pomoże.
                          Masz 26 lat.Spokojnie. Obecnie większość Ludzi w Twoim wieku trwalsze związki/małżeństwa zawiera przed 30ka, zwlaszcza w kręgach tzw.klasy sredniej, chyba że komuś udało się utrwalic związek na studiach. bo zastanów się:w naszym modelu społecznym TO FACET ZAKŁADA RODZINE. Większość facetów w wieku 25-30 lat ma jeszcze czas, więc się nie spieszy, tym bardziej,że rodzinę trzeba gdzieś ulokować i z czegoś utrzymać, nawet jeśli dzieci planuje się później.
                          Może Cię to nie pocieszy, ale w dzisiejszym swiecie bardzo ciężko o autentyczną bliskość czy tzw.bratnia duszę. mówię to jako 40-letnia szczęśliwa, ale wiecznie zmęczona i niedospana męzatka. Walka o byt i pogoń za gadżetem zabija bliskość, także w małżeństwie.
                          Jak spojrzę wstecz, to jako 20-kilkulatka miałam więcej bliskości, zaufania i takiej lekkości w zyciu.
                          Rozumiem Twój lęk i pragnienie bliskości. Myślę, że przede wszystkim należy wierzyć, że przytrafi ci się dobry związek, wiara wiele znaczy.
                          • hollygolightly85 Re: Samotność introwertyka 25.02.11, 11:36
                            długo wierzyłam, że coś się wreszcie zmieni.
                            ale chyba każdemu by zabrakło siły i optymizmu. wiem, że porównywanie się do innych nie jest najlepszą metodą, ale siłą rzeczy- jest nieuniknione- a nie znam chyba nikogo w moim wieku, wśród moich znajomych, kto nigdy nie zbudowałby żadnej trwałej relacji, tak jak ja.

                            czyli myślę, że jest coś ze mną bardzo nie tak. to mnie wpędza w kompleksy i koło się zamyka.

                            ja nie chcę tak żyć, nie mam na to siły!!
                            nie pamiętam dnia, kiedy bym nie płakała. wracam sama do domu i nie potrafię powstrzymać łez. jak tak to ma wyglądać, to wolałabym zniknąć. zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić.
    • kobieta_z_polnocy Re: nie radzę sobie z samotnością. 20.03.11, 15:56
      Jak się tak ciebie czyta, to nic dziwnego, że nikt ciebie nie chce. Tarzasz się z lubością w swoim smutku, odrzucasz wszystkie rady z marszu i ogólnie zżymasz się, że nikt cię nie rozumie.

      Gdybyś zaś spojrzała na siebie z dystansem to byś zobaczyła, że histeryzujesz "o brak faceta". Jakie to niskie i smutne, prawda?

      Skoro jak mówisz nikt nigdy się tobą nie zainteresował, to jest to wyraźny znak, że coś robisz nie tak. Na razie wylewasz żale i dobrze, ale warto wkrótce wejść w nową fazę poszukiwania źródła problemu. Z doświadczenia wiem, że raczej nie chodzi o atrakcyjność, bo jakbyś miała wyjątkowo rzucający się w oczy defekt urody, to wszystko byłoby dla ciebie od dawna jasne i ten wątek by nie powstał.

      Jedno jest pewne: mało kto ma ochotę na związek z osobą, której ego trzeba non stop dokarmiać. Ty trochę brzmisz jak taka spragniona wiecznych pochwał osoba. Z jednej strony jesteś jakoś tam przekonana o swojej wspaniałości, a z drugiej nikt się tobą nie interesuje, więc rodzi się dysonans poznawczy, który po tych wszystkich latach z pewnością trudno będzie uspokoić.

      Coś musi być nie tak z twoich charakterem bądź jakimś jego przejawem (zachowanie, postawa). Po ćwierćwieczu wciąż nie wiesz co to jest, może czas najwyższy zwrócić się do kogoś innego o pomoc?
      • eve81 Re: nie radzę sobie z samotnością. 26.03.11, 00:15
        Jak to wszystko czytam to widze siebie sprzed kilku lat...i nie lubie tamtej siebie. I nie lubie Ciebie. Jestes smutna i niepewna siebie. Nie marnuj fajnych lat na tarzanie sie w depresji. Zycie jest fajne, choc nie zawsze nam sie tak wydaje. Moim zdaniem musisz rpzede wszystkim odnazelc siebie. Nie graj pewnej siebie i niedostepnej skoro taka nie jestes. Nie jestes pieknoscia?? To nic straconego, na pewno albo masz piekne oczy, albo wlosy, albo skore, czy ladnie sie poruszasz- zaakcentuj to, popracuj nad swoja garderoba, stylem. Nie asiedz i sie nie uzalaj. Zostaw zonatego jak najszybciej, bo blokujesz sobie szanse na poznanie kogos nowego. Wierz mi tak to dziala i dzialalo dla mnie zawsze...
        MIlosc przyszla do mnie...choc tez w to nie wierzylam i plakalam po nocach. Ponoc jestem piekna, ale dlugo bylam sama i smutna...i to nie jest atrakcyjne.
        Gdybym mogla cofnac czas cieszylabym sie swoja samotnoscia i zyla pelna piersia. Bo milosc w koncu przyjdzie...ale tylko wtedy gdy bedziesz na to gotowa. Teraz jested dzieckiem placzacym we mgle...
        Powodzenia
        PS. Wykazalabym wiecej zrozumienia, gdybys miala 36 lat...tymczasem jestes jeszcze dzieckiem!
        Ewa
              • noname2002 Re: nie radzę sobie z samotnością. 29.03.11, 11:09
                Większość osób w końcu trafia na kogoś kto ich pokocha i z kim stworzą związek, jedni szybko, inni po latach. Ale trzeba losowi pomóc, chodzić w miejsca gdzie można poznać nowe osoby, korzystać choćby i z portali randkowych, powiedzieć znajomym, że się chce kogoś poznać(sama "skojarzyłam" bardzo szczęśliwe małżeństwo) i mieć cierpliwość. I zauważyć, że w życiu są różne rzeczy którymi się można cieszyć, nie tylko miłość, bo się ze strachu przed samotnością będziesz trzymać nieodpowiednich osób.
                A to o kobietach spotykających się z żonatymi, brutalne ale bardzo prawdziwe:
                idiosyncratic.blox.pl/2009/06/Syndrom-kochanki-zonatego-faceta.html
                • powsa676 Re: nie radzę sobie z samotnością. 29.03.11, 12:43
                  boze dziewczyno ile mozna, czy brak drugiej polowki to koniec swiata. masz znajomych, pasje to sie nimi zajmuj.organizuj sobie sama czas.zostaw zonatego -bo jeszcze jest gorzej. masz jakies niskie poczucie wartosci i przyjmujesz ochlapy uczuc od zonatego.
                  czy zycie nie jest fajne tak po prostu.a polowka sie znajdzie.jestem w podobnej sytuacji.nie mam nikogo czasem zaluje, ale realizuje sie zawodow, w pasjach i rano wstaje z usmiechem i mysla kolejny zajebisty dzien w ktorym tyle sie zdarzy, pojde do pracy, potem do kina zkolezanka, a potem spedze czas na wyszukiwaniu nowych piosenek na youtubie i zjem dobra kolacje.jest zajebiscie.na wiosne tego tez ci zycze.
    • blackauri Re: nie radzę sobie z samotnością. 30.07.11, 12:16
      a ja nie rozumiem o co chodzi z tym narzekaniem na samotność. Jestem najszczęsliwsza gdy jestem sama- nie muszę się do nikogo dostosowywać, iść na kompromisy etc. Mogę pojechać na wakacje tam gdzie JA chcę, robić to co JA chcę, nikt nie plącze mi się po mieszkaniu. Mieszkałam z facetem i myślałam, że zwariuję, on mial pretensje że i tak cały czas spędzałam w drugim pokoju z książką czy komputerem. Aha, mam 32 lata i zupełnie nie czuję parcia na związek, tym bardziej dzieci (obowiązki, wydatki- masakra!)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka