ikcort
20.02.11, 14:25
Chciałem powiedzieć, że żyję w ciągłym przekonaniu, iż w moim organizmie trwa proces nowotworowy, a moim tyleż nieuchronnym, co bliskim przeznaczeniem jest oddział onkologiczny. Ilekroć coś mi dolega, szukam w internecie nowotworu (złośliwego, rzecz jasna), który daje zbliżone objawy. I tak w swoim dwudziestokilkuletnim życiu "chorowałem" już na: chłoniaka (miałem wszystkie objawy), ziarnicę złośliwą, raka tarczycy (pół biedy, rokowania są dobre), nowotwór piersi (tak, wiem...), raka jelita (w tej kwestii wręcz poszedłem do onkologa i zostałem wyśmiany) oraz raka języka; obecnie jestem w trakcie samodzielnej diagnostyki raka krtani, w poniedziałek idę do laryngologa. A gdy zaboli mnie ręka czy noga, moją pierwszą myślą jest – tak, zgadliście – "o ku..., to chyba przerzuty do kości".
Idźmy dalej. Moja ulubiona powieść to "Oddział chorych na raka" Sołżenicyna, czytam ją w nadziei, że zyskam odpowiednie podstawy teoretyczne i punkt odniesienia, tak mi przydatne, gdy już się tam znajdę.
A czy opowiadałem Wam już o moim największym marzeniu? Nie? Otóż moim największym marzeniem jest badanie PET w gliwickim centrum onkologii. Wybitna ta metoda jest w stanie wykryć wszelkie ewentualne komórki nowotworowe w organizmie – fantastyczna rzecz!
Piszę sobie o tym wszystkim z lekka dowcipkując, ale niestety prawda jest taka, że uniemożliwia mi to normalne życie. :( Jakieś rady?