Gość: oczko
IP: *.magma / *.magma-net.pl
10.05.04, 13:08
Jest poniedziałek, tym razem wstrętny poniedziałek. Ulice toną w deszczu. Nie
cieszy mnie nawet filiżanka kawy i przegląd internetu po przyjeździe z
uczelni. Jutro mam egzamin, ale nie uczę się, zamiast wiedzy mam plątaninę
myśli....Gdyby zrobić bilans wyszloby chudziutko. Zastanawiam się czy jest
możliwa przyjaźń po związku...czy to nie aby tylko dawanie nadzieji. Bo jak
sprecyzować granice, jeśli kiedyś było się tak blisko. Hmmm...przenocowałam
go wczoraj, zepsuł mu się rower, i tak po prostu został. Przegadaliśmy pół
nocy i ...czemu nie zostałam na własnym łóżku??? Ale brakuje mi bliskości,
nie tego konretnego człowieka, ale w ogóle (jeśli jest to możliwe) i pośród
przytulania usłyszałam znowu pytanie, czy wrócę. A ja nie potrafię, bo
odeszłam, bo było mi źle, bardzo źle i dużo kosztowala mnie ta decyzja...A
teraz mami się mnie deklaracjami, obietnicami, nadskakiwaniem. Ale przecież
powinnam wiedzieć, że nikt się nie zmienia w ciągu 4 miesięcy i nie staje się
nagle prawdomówny, lojalny itd Czemu, do cholery, nie potrafię być sama??
Teraz jest ktoś innym w moim życiu. Zakochalam się...ale wiem, że go
odstraszę..moją przeszłością, zerwanymi zaręczynami i teraźniejszym głodem
bycia z kimś. Nie mam nic.