Dodaj do ulubionych

posłuszna żona.

25.05.11, 22:00
Postanowiłam zostać posłuszną żoną (jeszcze nie wiem co to znaczy). Skoro szczęścia na Ziemi nie ma (podobno wystarczy jak jest sens) to niech przynajmniej będzie miło. Mnie będzie miło (bo będę miła), mojemu mężowi będzie miło (bo ja będę miła), wszystkim będzie miło. Miło i przyjemnie. Miło i pożytecznie.
Ktoś zapyta: Jesteś szczęśliwa?
Ja wtedy odpowiem: Szczęśliwa nie, ale miło mi...
Myślicie, że zadziała?
Obserwuj wątek
    • sennarzeka Re: posłuszna żona. 25.05.11, 22:41
      Nie.
      Posłuszeństwo rodzi despotyzm, a w końcu znudzenie. Lepiej kup pejcz, kopnij męża w dupę i znajdź sobie kochanka.
    • koala_tralalala Re: posłuszna żona. 25.05.11, 23:24
      Zalezy co chcesz osiagnac... ;)
    • oliwe Re: posłuszna żona. 25.05.11, 23:51
      Miło to będzie ale jemu nie Tobie...
      • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 19:11
        Jak jemu bedzie milo to mnie tez. W koncu to moj maz. :)

        oliwe napisała:

        > Miło to będzie ale jemu nie Tobie...
        • oliwe Re: posłuszna żona. 30.05.11, 17:26
          "Zrobię babce na złość odmrożę sobie uszy".

          Czujesz, że nie wygrasz, zrobisz mu na złość i się dostosujesz. Wypróbowałam tę metodę. Nie działa. Nie będzie mu miło, frustracja przeziedrze przez ciebie aż do momentu gdy się zorientuje, że robisz mu na złość. A jakby się nie zorientował to cię szlag trafi :)

          A tylko frustratka miewa takie pomysły, znam to ;)
          • larusse Re: posłuszna żona. 30.05.11, 18:59
            Zupełnie nie. Ja wcale nie jestem na niego zła. Wręcz przeciwnie :)
            • oliwe Re: posłuszna żona. 31.05.11, 11:38
              To chyba oznaka, że już wszystko umarło w tym związku. Albo jesteś nieszczera wobec siebie.
              • senseiek Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 11:53
                Sa ludzie charyzmatyczni, wladczy, z osobowoscia, i pomyslami, i oni zostaja samcami alfa, przywodcami, szefami. I sa tez tacy ktorzy potrzebuja kogos kto im powie co maja robic. I oboje sa szczesliwi na swoich stanowiskach. Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow, tak samo jak statek nie moze miec dwoch kapitanow. Bo jeden bedzie chcial plynac w lewa, a drugi w prawo. Dawniej wszystko bylo proste, bo rzadzil silniejszy. A slabszy sie dostosowywal. A teraz wszystko stoi na glowie, jak slaba kobieta probuje zdobyc przywodztwo w swoim stadzie.. Jak Chihuahua ma zdominowac i zdobyc przywodztwo nad buldogiem?
                Jak kobietka ktora moge podniesc jedna reka moze mna rzadzic? Moze co najwyzej nie dawac cycka, albo robic ciche dni- czyli zupelne dziecinady, i jeszcze wieksze popsucie atmosfery, zeby wymusic cos na facecie.
                Kobieta ktora uzywa brak seksu do wymuszenia swojej woli, z automatu traci moj szacunek.
                • oliwe Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 13:25
                  A ja tam naiwnie wierzę w partnerstwo. Choć na ogół ono się przejawia w ciągłej walce tylko raz przegrywa jeden a raz drugi ale zawsze można to ładnie opakować w słowo kompromis, dojrzałość, szacunek i po sprawie ;)
                  • senseiek Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 13:38
                    > A ja tam naiwnie wierzę w partnerstwo. Choć na ogół ono się przejawia w ciągłe
                    > j walce tylko raz przegrywa jeden a raz drugi ale zawsze można to ładnie opakow
                    > ać w słowo kompromis, dojrzałość, szacunek i po sprawie ;)

                    A za trzy lata nowy maz i nowa zona.. ;)

                    • oliwe Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 15:05
                      E tam nie wiem ile maksymalnie ale 15 lat na pewno można tak ciągnąć. Nudno nie jest to pewne ;)
                • ahhna Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 13:54
                  Po pierwsze, słabośc fizyczna to nie to samo co psychiczna. Można być mięśniakiem i słabym człowiekiem jednocześnie. Od razu ci podpowiem: siła mięśni i rozumu to też nie to samo. a co jest lepsze i kim warto być: inteligentnym i silnym psychicznie chuchrem czy tępym ale silnym mięśniakiem, to już twój wybór. Ale ja bym stawiała na pierwszego.
                  Po drugie, musisz jednak mieć mocno ograniczony ogląd świata, skoro nie znasz par, w których to on jest ten mniejszy i słabszy fizycznie, a ona większa wyższa i silniejsza.
                  Po trzecie, nawet w firmach odchodzi się już od autorytarnego zarządzania przez jedną silną osobowość.
                  • senseiek Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 15:19
                    > Po pierwsze, słabośc fizyczna to nie to samo co psychiczna. Można być mięśniaki
                    > em i słabym człowiekiem jednocześnie. Od razu ci podpowiem: siła mięśni i rozum
                    > u to też nie to samo.

                    Dzieki za truizmy.

                    > a co jest lepsze i kim warto być: inteligentnym i silnym
                    > psychicznie chuchrem czy tępym ale silnym mięśniakiem, to już twój wybór. Ale j
                    > a bym stawiała na pierwszego.

                    W zdrowym ciele, zdrowy duch. Wiec warto byc umiarkowanym w kazdej dziedzinie.

                    Chuchra rzadko sa silni psychicznie - w podstawowce, gimnazjum, liceum, sa facetami 2 i 3 kategorii, odrzucanymi i pomiatanymi przez kobiety, wiec czesto pozostaja prawiczkami do poznego wieku. Przez co nie maja jak nabrac pewnosci siebie i wiary we wlasne sily.

                    > Po drugie, musisz jednak mieć mocno ograniczony ogląd świata, skoro nie znasz p
                    > ar, w których to on jest ten mniejszy i słabszy fizycznie, a ona większa wyższa
                    > i silniejsza.

                    Sorry, ale nie obracam sie w swiecie kobiet podnoszacych ciezary..

                    > Po trzecie, nawet w firmach odchodzi się już od autorytarnego zarządzania prze
                    > z jedną silną osobowość.

                    Dzisiejsze firmy to spolki. Wiec z definicji ma wielu wlascicieli, i kazdy z nich ma inna wizje rozwoju. Jak mowi przyslowie "gdzie kucharek 6 tam nie ma co jesc", wiec w takich spolkach, zanim podejmie sie decyzje, czesto mijaja miesiace na konsultacjach, ukladach i ukladzikach. Decyzje ktora mogla by byc przez czlowieka z osobowoscia i autorytetem zalatwiona od reki.
                    • oliwe Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 15:30
                      Dzisiejsze firmy to spolki. Wiec z definicji ma wielu wlascicieli, i kazdy z ni
                      > ch ma inna wizje rozwoju. Jak mowi przyslowie "gdzie kucharek 6 tam nie ma co j
                      > esc", wiec w takich spolkach, zanim podejmie sie decyzje, czesto mijaja miesiac
                      > e na konsultacjach, ukladach i ukladzikach. Decyzje ktora mogla by byc przez cz
                      > lowieka z osobowoscia i autorytetem zalatwiona od reki.

                      No pewnie. Nie ma jak autorytaryzm. Hitler wziął postanowił i niemal wytępił a w demokracji tobyśmy się pozbywali tych Żydów i pozbywali....


                      Staram się zawsze na wszelki wypadek szukać ironii w różnych wypowiedziach ale niestety w tych bredniach ich nie widzę.

                      Senseiek dobrze się czujesz? Takie gorąco dzisiaj...
                      • senseiek widze, ze Ci musialo niezle slonce przygrzac 31.05.11, 16:51
                        > Senseiek dobrze się czujesz? Takie gorąco dzisiaj...

                        Wlasnie widze, ze Ci musialo niezle slonce przygrzac w glowe... skoro mowa jest o biznesie, a Ty wyskakujesz jak jakis oszolom z ludobojstwem... :O
                        • oliwe Re: widze, ze Ci musialo niezle slonce przygrzac 31.05.11, 17:43
                          Ja tak na skróty bo coraz to dalej idące wnioski wysnuwasz to żebyś się nie męczył za bardzo masz od razu. I nie obrażam przy tej okazji ani Ciebie a nie Twojej inteligencji wbrew pozorom.
                    • jupix Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 16:55
                      senseiek - strasznie prymitywizujesz. Żeby zarządzać setką ludzi nie potrzebuję napinać ani jednego muskułu bardziej niż tego wymaga postawa "stojący swobodnie". To nie muskuły czynią samca alfa w tej cywilizacji, w której żyjemy.

                      Zresztą dobór naturalny pokazał ile "muskularnych" t-rexów, niedźwiedzi krótkopyskich czy tygrysów szablastozębnych zostawiło miejsce słabym ssakom naczelnym.

                      A tak poza tym to uwielbiam sporty siłowe (i to nie oglądać w TV)...
                • peryklejtos Re: Malzenstwo nie moze miec dwoch szefow.. 31.05.11, 14:03
                  senseiek napisał:
                  "Dawniej wszystko bylo proste, bo rzadzil silniejszy. A slabszy sie dostosowywal. A teraz wszystko stoi na glowie, jak slaba kobieta probuje zdobyc przywodztwo w swoim stadzie.. "

                  "Dawniej" istniały również kultury oparte o matriarchat, proponuję dokształcić się przed zabraniem głosu :)
        • 73agaa Re: posłuszna żona. 31.05.11, 13:47
          Miło będzie wam do czasu, aż jemu się to znudzi, a z pewnością tak będzie. Wtedy znajdzie sobie kochankę, która nie będzie zawsze dla niego miła, dla której będzie musiał się starać, przy której będzie się czuł czasem niepewnie, itd. Bo faceci lubią wyzwania, a kobiety - zołzy (czyli te, które czują się ważne same dla siebie) takie "rozrywki" im zapewniają. To tak trochę z autopsji. ;)
          • mali_kali Re: posłuszna żona. 31.05.11, 14:47
            Czy po prostu wszyscy na tym swiecie sa niedojrzali psychicznie/emocjonalnie?

            Niby obu plciom zalezy na tym, aby czuc sie niepewnie w zwiazku, bo inaczej sie znudzi.

            No zesz kurde balans! Ja chcialbym kobiety spokojnej i zrownowazonej, ktora nie potrzebuje ciaglej podniety, zeby byc zadwolona z zycia. Gdzie sa kobiety (i mezczyzni) bez tego ADHD emocjonalnego???

            Pytanie esencjalne: Czyzby swiat byl zdominowany przez uposledzonych poprancow???
            • sdfsfdsf Re: posłuszna żona. 31.05.11, 15:43
              Pytanie esencjalne: Czyzby swiat byl zdominowany przez uposledzonych poprancow???

              Tak
              I co teraz?
              • mali_kali Re: posłuszna żona. 31.05.11, 17:04
                > Tak

                A dlaczego mam Ci uwierzyc? Skad to wiesz?

                > I co teraz?

                Czuje sie inny i nie naleze do tego swiata. Nie ma dla nas nadzieji. Emocjonalni poparancy spapraja wszystko w imie swoich, egoistycznych przyjemnosci. Spelni sie sen-marzenie New Age oraz rewolucji '68. Bog juz umarl i panuje nihilizm - Nietsche wygral.
    • dekadencja1 Re: posłuszna żona. 25.05.11, 23:56
      > Myślicie, że zadziała?


      Spróbuj i daj znać czy działa.
    • hannaeva Re: posłuszna żona. 26.05.11, 00:05
      hehhehe, wpadłam wczoraj na ten sam pomysł..... zmęczyło mnie tamto zycie, spróbuję innego a zdrada i kochanek nie wchodzą w grę :)
    • to.niemozliwe Re: posłuszna żona. 26.05.11, 09:05
      W tej formie nie, dolozysz tylko sobie przymusu bycia miłą. Ani na milimetr blizej szczescia. :-)
      • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 19:11
        blizej szczescia nie (bo szczescia nie ma), ale bedzie chociaz milo...

        to.niemozliwe napisał:

        > W tej formie nie, dolozysz tylko sobie przymusu bycia miłą. Ani na milimetr bli
        > zej szczescia. :-)
        • to.niemozliwe Re: posłuszna żona. 29.05.11, 08:42
          Oczywiscie, ze szczescie jest. Nie bede tu wymienial spraw, ktore mnie ku mojemu przyblizaja, ale jest.
          • larusse Re: posłuszna żona. 29.05.11, 14:09
            Moje słowo przeciwko Twojemu. Kto ma rację?


            to.niemozliwe napisał:

            > Oczywiscie, ze szczescie jest.
            • to.niemozliwe Re: posłuszna żona. 29.05.11, 15:44
              Oczywiscie, ze ja. Poniewaz ja wiem, co mam. Natomiat nie wiem, czego Ty nie masz?
              • larusse Re: posłuszna żona. 29.05.11, 16:16
                Nie, Ty nie "masz", tylko tak interpretujesz. A ja nie mam Twoich założeń na podstawie których dokonujesz tej interpretacji. Ot, i cała filozofia. :)


                to.niemozliwe napisał:

                > Oczywiscie, ze ja. Poniewaz ja wiem, co mam. Natomiat nie wiem, czego Ty nie ma
                > sz?
                • to.niemozliwe Re: posłuszna żona. 29.05.11, 21:17
                  Zalozylas, ze szczescia nie ma, bo nie doswiadczasz, ja doswiadczam, wiec wiem. Nie ma co interpretowac. Biale jest biale, a czarne to czarne. :-D
                • kimonabike Re: posłuszna żona. 30.05.11, 11:53
                  larusse napisała:

                  > Nie, Ty nie "masz", tylko tak interpretujesz. A ja nie mam Twoich założeń na po
                  > dstawie których dokonujesz tej interpretacji. Ot, i cała filozofia. :)
                  >
                  Czyli "jeśli myślisz, że jesteś szczęśliwy to się mylisz" :D
                  Czy sądzisz, że Twoje "miło i przyjemnie" to ten sam stan, który inni interpretują jako szczęście?
            • kimonabike Re: posłuszna żona. 30.05.11, 11:51
              larusse napisała:

              > Moje słowo przeciwko Twojemu. Kto ma rację?
              >

              Oboje. Dla Ciebie szczęścia nie ma, co jest zrozumiałe skoro "pozbylaś się emocji, bo Ci przeszkadzały ". To nie znaczy, że inni go nie odczuwają.
              • larusse Re: posłuszna żona. 30.05.11, 19:08
                Widzisz, bo ja nie jestem wystarczająco silna, by pozwolić sobie na komfort (to dobre słowo) posiadania WSZYSTKICH emocji (bo jakieś tam mam... te które mi "pomagają" czy te które są neutralne).

                tzn. ja je pewnie posiadam, bo trudno, żeby zniknęły. ale są wyłączone.

                kimonabike napisała:

                > Oboje. Dla Ciebie szczęścia nie ma, co jest zrozumiałe skoro "pozbylaś się emoc
                > ji, bo Ci przeszkadzały ". To nie znaczy, że inni go nie odczuwają.
                • kimonabike Re: posłuszna żona. 31.05.11, 10:40
                  Szczerość za szczerość. Otóż zastanawiałam się, co mnie "ściąga" do tych Twoich wątków i dlaczego tak się wymądrzam;) I doszłam do wniosku, że tak naprawdę to rozmawiam ze sobą dwudziestokilkuletnią (nie, nie jestem chora, to tylko przeniesienie czy tam projekcja, zawsze mi się mylą :P). Gdybym plus minus dekadę temu wiedziała tyle, co dziś, podjęłabym kilka lepszych decyzji. Z drugiej strony, gdyby ktoś mi usiłował tłumaczyć, nie słuchałabym. A te błędne decyzje dużo mnie nauczyły. Poza tym, moja prawda nie musi być koniecznie Twoją. I tak dalej... Mimo wszystko napiszę, co myślę. A co! ;)
                  Nie sądzę, żebyś była słaba. Raczej duma i upór nie pozwalają Ci zmienić zdania, chociaż się męczysz.
                  Dodam jeszcze, że z moich doświadczeń wynika, iż szczęście istnieje. Pojawia się, kiedy ważne potrzeby zostają zaspokojone. Emocjonalne potrzeby. A o nich informują nas emocje, i to te negatywne. One zwracają naszą uwagę na najbardziej zaniedbane obszary życia.
                  Próbując się pozbyć "złych" uczuć nie tylko tracimy ważne źródło wiedzy o sobie, ale też osłabiamy emocje pozytywne. Jeżeli już są, to dużo płytsze.
                  • larusse Re: posłuszna żona. 31.05.11, 20:55
                    kimonabike napisała:

                    > Szczerość za szczerość. Otóż zastanawiałam się, co mnie "ściąga" do tych Twoich
                    > wątków i dlaczego tak się wymądrzam;) I doszłam do wniosku, że tak naprawdę to
                    > rozmawiam ze sobą dwudziestokilkuletnią (nie, nie jestem chora, to tylko przen
                    > iesienie czy tam projekcja, zawsze mi się mylą :P). Gdybym plus minus dekadę te
                    > mu wiedziała tyle, co dziś, podjęłabym kilka lepszych decyzji. Z drugiej strony
                    > , gdyby ktoś mi usiłował tłumaczyć, nie słuchałabym. A te błędne decyzje dużo m
                    > nie nauczyły. Poza tym, moja prawda nie musi być koniecznie Twoją. I tak dalej.
                    > .. Mimo wszystko napiszę, co myślę. A co! ;)
                    > Nie sądzę, żebyś była słaba. Raczej duma i upór nie pozwalają Ci zmienić zdania
                    > , chociaż się męczysz.

                    Nigdy słuchałam, nie słucham i słuchać pewnie nie będę. Nie wierzę "na słowo'. Muszę "poczuć". Tak mam z natury. "Duma i upór" - no dobra, ok. Ale z tym "męczeniem" to trochę tak jest, że się męczę i tu i tu, bo ja jestem chyba "2w1 w wiecznym sporze".

                    > Dodam jeszcze, że z moich doświadczeń wynika, iż szczęście istnieje. Pojawia si
                    > ę, kiedy ważne potrzeby zostają zaspokojone. Emocjonalne potrzeby. A o nich inf
                    > ormują nas emocje, i to te negatywne. One zwracają naszą uwagę na najbardziej z
                    > aniedbane obszary życia.
                    > Próbując się pozbyć "złych" uczuć nie tylko tracimy ważne źródło wiedzy o sobie
                    > , ale też osłabiamy emocje pozytywne. Jeżeli już są, to dużo płytsze.

                    Nie chcę się wsłuchiwać w siebie. Na to przyjdzie czas na emeryturze... na razie mam życie do przeżycia.
                • peryklejtos Re: posłuszna żona. 31.05.11, 14:04
                  ale budyń
                  • larusse Re: posłuszna żona. 31.05.11, 14:32
                    hehe no, nawet gorzej.
    • horpyna4 Re: posłuszna żona. 26.05.11, 10:50
      Mężowi szybko się to znudzi, faceci zazwyczaj wolą baby o bardziej jędzowatych charakterkach. I w dodatku je szanują, a tych posłusznych nie.
      • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 11:47
        >Mężowi szybko się to znudzi, faceci zazwyczaj wolą baby o bardziej jędzowatych >charakterkach.



        Stereotyp. Czasami prawdziwy, czasami nie. Zalezy od egzemplarza.





        >I w dodatku je szanują, a tych posłusznych nie.



        Tez stereotyp. Zreszta, nie zalezy mi chyba na szacunku. Jest mi to zupelnie obojetne. Chce to szanuje, nie chce to nie szanuje. Zupelnie mnie to nie rusza.

      • mona.blue Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:22
        Dziwi mnie to, wydawało mi się, że wolą miłe :)

        Wyszła nawet książka o tym, że mężczyźni wolą zołzy, właśnie czytam, może się podszkolę ;)
      • mona.blue Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:23
        horpyna4 napisała:

        > Mężowi szybko się to znudzi, faceci zazwyczaj wolą baby o bardziej jędzowatych
        > charakterkach. I w dodatku je szanują, a tych posłusznych nie.

        Jestem ciekawa dlaczego?
        • horpyna4 Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:47
          To proste: nie szanuje się tego, co przychodzi zbyt łatwo. A jak baba ma "charakterek", to trzeba się z nią liczyć.
    • paco_lopez Re: posłuszna żona. 26.05.11, 11:04
      ale kombinujesz bez sensu. a teraz co jestes nieposłuszna i za późno chodzisz spac ? czy tez jestes nieposłuszna, bo opowiadasz jakimś obcym facetom z internetu co cie boli ?
      • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:14
        Oj paco, nie badzmy tacy do bolu "precyzyjni". :)


        paco_lopez napisał:

        > ale kombinujesz bez sensu. a teraz co jestes nieposłuszna i za późno chodzisz s
        > pac ? czy tez jestes nieposłuszna, bo opowiadasz jakimś obcym facetom z interne
        > tu co cie boli ?

    • jan_stereo Re: posłuszna żona. 26.05.11, 12:21
      To moze dowiedz sie wpierw co to znaczy, a dopiero potem oglaszaj takowe zamiary, taka kolejnosc jest chyba logiczniejsza ;D

      ps. dodam tez, ze dedukcja iz w rezultacie posluszenstwa otrzymuje sie automatycznie mily i przyjemny stan to tez jakas wesola zgaduj zgadula z Twej strony.
      • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 12:55
        Oj, a to trzeba logicznie? :)

        J_S: trzeba logicznie.
        Ja: po co?
        J_S: nie wiem..




        jan_stereo napisał:

        > To moze dowiedz sie wpierw co to znaczy, a dopiero potem oglaszaj takowe zamiar
        > y, taka kolejnosc jest chyba logiczniejsza ;D
        >
        > ps. dodam tez, ze dedukcja iz w rezultacie posluszenstwa otrzymuje sie automaty
        > cznie mily i przyjemny stan to tez jakas wesola zgaduj zgadula z Twej strony.

        • jan_stereo Re: posłuszna żona. 26.05.11, 12:59
          larusse napisała:

          > Oj, a to trzeba logicznie? :)
          >
          > J_S: trzeba logicznie.
          > Ja: po co?
          > J_S: nie wiem..(nie prawda, poprawna wersja jest taka, ze wiem ;D i brzmi ona tak: otoz po to aby Cie ludzie brali serio jesli takie masz intencje, czy tez to co do nich mowisz, bo jak mozna traktowac powaznie kogos kto nie wie co do nas rzekl, a jak sie dowie to bardzo prawdopodobne ze sie wyprze tego co powiedzial he he)

          po drugie to chyba Ty czytasz z zacieciem logike ;D
          • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:08
            jan_stereo napisał:
            >(nie prawda, poprawna wersja jest taka, ze wiem ;D i brzmi
            > ona tak: otoz po to aby Cie ludzie brali serio jesli takie masz intencje, czy
            > tez to co do nich mowisz, bo jak mozna traktowac powaznie kogos kto nie wie co
            > do nas rzekl, a jak sie dowie to bardzo prawdopodobne ze sie wyprze tego co pow
            > iedzial he he

            Oj, problem w tym, ze ja jestem podobno solipsystka i sama nie traktuje swoich "problemow" powaznie, bo nie wierze, ze sama istnieje, a co dopiero moje problemy...


            > po drugie to chyba Ty czytasz z zacieciem logike ;D

            Logike stosuje do powaznych rzeczy np. do uzasadniania dlaczego zamkniecie stadionow jest oznaka nieudolnosci rzadu (paco mowi, ze to dobre posuniecie).
            "Ja i moje problemy" nie jest dla mnie "powazna rzecza".
            • jan_stereo Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:19
              Wiesz, jesli Twoje problemy sa nieco naciagane (takie odnosze wrazenie) i kreowane czysto dla wygenerowania dyskusji zatem pewnie i nie traktujesz ich jako faktycznych problemow, a zatem powaznie, tu by sie zgadzalo. Mam jednak watpliwosci czy sprawa bycia szczesliwym (chyba sedno tego watku) jest taka blahostka dla Ciebie jak chcesz to przedstawic teraz ;D
              • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 14:41
                jan_stereo napisał:



                > Wiesz, jesli Twoje problemy sa nieco naciagane (takie odnosze wrazenie) i kreow

                > ane czysto dla wygenerowania dyskusji zatem pewnie i nie traktujesz ich jako fa

                > ktycznych problemow, a zatem powaznie, tu by sie zgadzalo.



                W zasadzie to nie wiem czy sa naciagane czy nie (jak nie wiem to pewnie sa naciagane). Raczej chodzi o to, ze jak wychodzisz z zalozenia, ze nie istniejesz to trudno nadawac swoim problemom jakikolwiek status.



                > Mam jednak watpliwos

                > ci czy sprawa bycia szczesliwym (chyba sedno tego watku) jest taka blahostka dl

                > a Ciebie jak chcesz to przedstawic teraz ;D



                Blahostka-nieblahostka, raczej zalozylam ze szczescia na Ziemi nie ma (mysle, ze to zdrowe zalozenie), a jesli nawet jest to dla mnie jest ono z roznych powodow nieosiagalne. Zastanawiam sie wiec co by tu zrobic zeby chociaz bylo milo.

                • liiona Re: posłuszna żona. 26.05.11, 17:07
                  W związku z twoim postem Larusse przypomniałam sobie takie powiedzenie...Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze...żeby było miło:) Droga poprzez posłuszeństwo prowadzi donikąd.
                  • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 19:09
                    Ale to bedzie dobrowolne posluszenstwo.

                    liiona napisała:

                    >Droga poprzez posłuszeństwo prowadzi donikąd.


                    • liiona Re: posłuszna żona. 26.05.11, 19:41
                      Nie ma dobrowolnego posłuszeństwa, jeśli już chcesz być posłuszna swojemu mężowi to rób to co on zechce żeby było miło, a to już nie jest dobrowolne.... bo to on tak chce:)
                      • amicht Re: posłuszna żona. 31.05.11, 13:48
                        Dlaczego zakładasz,że musi być konflikt interesów w małzeństwie?W dodatku może jej posłuszeństwo pomoże osiągnąć podobne pragnienie ze strony męża?
                        • liiona Re: posłuszna żona. 31.05.11, 16:46
                          Po przeczytaniu całego wątku nie wiem o co chodzi Larusse?
                          Posłuszna bo się boi...miła bo czegoś chce...pożyteczna bo bezcenna..po prostu nie wiem?
                          Już nie zakładam konfliktu interesów, i tak jest ich tutaj dużo.
                          Podyskutować fajna rzecz, rozwija wyobraźnie:)
                          • amicht Re: posłuszna żona. 02.06.11, 12:03
                            Wiesz co,a może ona poprostu chce odróżnić się od tych wszystkich "walczących" kobiet,tych bizneswomen,feministek?Może chce być tylko miłą kobietą,która będzie współpartnerką dla też miłego mężczyzny?Może to będzie związek równych sobie ludzi,życzliwych dla siebie i innych...A tak swoją drogą,czy to co piszę,powinno dziwić? :-)))
                    • to.niemozliwe Re: posłuszna żona. 29.05.11, 08:54
                      A moze bierna agresja?
                • jan_stereo Re: posłuszna żona. 26.05.11, 21:09
                  larusse napisała:

                  > Raczej chodzi o to, ze jak wychodzisz z zalozenia, ze nie istniejesz to trudno nadawac swoim problemom jakikolwiek status.

                  A co powoduje ze nie istniejesz, maz ? Badz w jakiej systuacji bys tego nie napisala, czego Ci trzeba ?


                  > Zastanawiam sie wiec co by tu zrobic zeby chociaz bylo milo.

                  No dobra, rozumiem ze w chwili obecnej nie jestes ani szczesliwa, ani nawet nie jest Ci w zyciu milo, ale to ostatnie uwazasz iz mozesz osiagnac poprzez podporzadkowanie sie swojemu mezowi, bo wowczas da Ci swiety spokoj i nie bedziesz musiala wiecej bronic swojego zdania, czyli bedzie spokoj i zrobi sie milo. No to ja watpie aby sie tak mialo zdarzyc wnioskujac po tym jak jest..sorry...
                  • larusse Re: posłuszna żona. 26.05.11, 21:23
                    jan_stereo napisał:

                    > A co powoduje ze nie istniejesz, maz ?

                    Właśnie nic. Jakoś nie wierzę w świat obiektywny. Tak sama z siebie. Wiesz, niby mogę złożyć, że istnieję (to by było nawet logiczne: bo wyrażenie "larusse" ma sens, wiec ma znaczenie, a przyjmuję, że znaczenie warunkuje istnienie) ja i nadać jakiś status swoim "problemom", ale to takie udawanie trochę. Bez sensu.

                    > Badz w jakiej systuacji bys tego nie napisala, czego Ci trzeba ?

                    Właśnie niczego. Po głowie dostanę to mi przejdzie pewnie.


                    > No dobra, rozumiem ze w chwili obecnej nie jestes ani szczesliwa, ani nawet nie
                    > jest Ci w zyciu milo, ale to ostatnie uwazasz iz mozesz osiagnac poprzez podpo
                    > rzadkowanie sie swojemu mezowi, bo wowczas da Ci swiety spokoj i nie bedziesz m
                    > usiala wiecej bronic swojego zdania, czyli bedzie spokoj i zrobi sie milo. No t
                    > o ja watpie aby sie tak mialo zdarzyc wnioskujac po tym jak jest..sorry...

                    :) no dobra. do kitu ten mój pomysł.
                    • jan_stereo Re: posłuszna żona. 26.05.11, 21:40
                      larusse napisała:

                      > Wiesz, niby mogę założyć, że istnieję

                      Aha czyli teraz zakladasz ze nie istniejesz, i ten Twoj nieistniejacy byt odczuwa brak szczescia i przyjemnosci ;')) Zakladam tez, ze Twoj maz nie ma obecnie zony, no bo ta nie istnieje, wiec jak chcesz sie mu podporzadkowac he he
                • krytyk2 Re: posłuszna żona. 26.05.11, 22:07
                  mam uwagi w sprawie solipsysmu-to jest raczej tak ,ze wg solipsysmu tylko ty istniejesz,bo istnienia innych ludzi i tzw calego pozostalego swiata nie da się udowodnic w sposob tak pewny i oczywisty jak istnienie samego siebie.skoro stoimy juz na gruncie swiatopogladu solipsystycznego,to wysnuwa sie tu nastepny wniosek:nie mozesz wchodzic w żadne prawdziwe relacje,bo wszystko co istnieje jest tylko Twoim wytworem.stad -istnienie innych jest niepewne a wszelkie hipotezy nt ich zachowania pozostają nadal tylko i wyłącznie w sferze Twoich wyobrażen.biroac pod uwagę treśc niektorych Twoich wypowiedzi nawet dobrze sie to zgadza;)
                  • larusse Re: posłuszna żona. 28.05.11, 08:00
                    krytyk2 napisał:

                    > mam uwagi w sprawie solipsysmu-to jest raczej tak ,ze wg solipsysmu tylko ty
                    > istniejesz
                    ,bo istnienia innych ludzi i tzw calego pozostalego swiata nie d
                    > a się udowodnic w sposob tak pewny i oczywisty jak istnienie samego siebie.

                    Tak, ale czy to nie jest tak, że nie istnieję "obiektywnie", bo nie mogę istnieć niezależnie od podmiotu poznającego, bo sama nim jestem. Nie istnieją moje "problemy", bo problemy określa się "w stosunku do czegoś", a tego "czegoś" przecież nie ma.
                    • rzeka.suf Re: posłuszna żona. 28.05.11, 14:10
                      to zes sie napracowala, zeby usunac swoje problemy ;)
                      nie myslalas moze o tym, zeby energie jaka przeznaczasz na obronne odrealnienie klopotow, przeznaczyc na dotarcie do ich glebszych podstaw i moze - dzieki temu - ich rozwiazanie? czy wolisz byc taka sproblemiona, ale oryginalna?
                      • shachar Re: posłuszna żona. 28.05.11, 14:16
                        a jakie są głębsze podstawy? i czy ktoś je rozwiązał nareszcie?
                        te zawiłości męsko-damskiej zależności pieniędzy i seksu
                        • rzeka.suf Re: posłuszna żona. 28.05.11, 14:30
                          a skad ja mam wiedziec cokolwiek o podstawach problemow Larusse? przeciez jej nie znam ani troche. widze tylko tyle, ze wlasny brak checi zycia usiluje zracjonalizowac jakos ladnie, elegancko, akademicko.
                          rozwiazania sa rozne, i oczywiscie mozna je wszystkie olac jako niedoskonale wytwory ludzkie. ja tam lubie dekonstrukcje i nieco chaosu ;)
                      • larusse Re: posłuszna żona. 28.05.11, 14:21
                        wiem, muszę zmienić pracę. praca na 13 powoduje u ludzi chęć wyskoczenia przez okno po japońsku.


                        rzeka.suf napisała:

                        > przeznaczyc na dotarcie do ich glebszych podstaw i moze - dzieki tem
                        > u - ich rozwiazanie? czy wolisz byc taka sproblemiona, ale oryginalna?
                        • rzeka.suf Re: posłuszna żona. 28.05.11, 14:31
                          faktycznie, 13 to troche wczesnie ;)
                        • amicht Re: posłuszna żona. 31.05.11, 13:54
                          Jak się wyskakuje przez okno po japońsku? :-)
    • solaris_38 Re: posłuszna żona. 26.05.11, 21:39
      o ile zaakceptujesz mężczyźni nie muszą mieć miło i nie doceniają miło
      posłuszeństwo zaś zarówno ich zadowala i uspokaja
      co nudzi

      jednak w kobiecym dążeniu aby było miło
      jest wspaniałe piękno
      i spoiwo rodzin

      lecz to także rodzaj walki
      i Tobie może miło nie będzie choć ogólnie będzie bardziej miło
      lub nawet nie miło ale w ogóle będzie

      powodzenia w tej ... miłości :)

      tez lubię
    • witch_l Mysle larusko,ze.... 26.05.11, 22:29
      bedac posluszna zona wczesniej, czy pozniej emocjonalnie zbankrutujesz. Niestety.
      Ogladalas "The Hours"? Tam jest wlasnie cos co dotyczy m.in owych milych, grzecznych,i wiecznie usmiechnietych, niewolnic. Ktore odmawiaja sobie prawa do bycia i istnienia w zgodzie ze soba sama...do bycia i zycia w nuecie.
      • larusse Re: Mysle larusko,ze.... 27.05.11, 21:44
        Posluszna-nieposluszna, emocjonalnie i tak juz dawno zbankrutowalam. Wiec niech chociaz bedzie milo.


        witch_l napisała:

        > bedac posluszna zona wczesniej, czy pozniej emocjonalnie zbankrutujesz. Niestet
        > y.
        > Ogladalas "The Hours"? Tam jest wlasnie cos co dotyczy m.in owych milych, grzec
        > znych,i wiecznie usmiechnietych, niewolnic. Ktore odmawiaja sobie prawa do byci
        > a i istnienia w zgodzie ze soba sama...do bycia i zycia w nuecie.
        • mskaiq Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 04:25
          Twoja logika Larusse jest super. Probujesz uzywac jej wszedzie bo to Twoj
          podstawowy sposob poznawania.
          Zastanawia mnie tylko co jest powodem tego ze Twoje emocje nie istnieja.
          Tutaj moze byc wiele przyczyn. Jakakolwiek jest tego przyczyna to mozesz
          odzyskac w pelni emocje.
          Mozna sie ich nauczyc nawet kiedy nie rozroznia sie zlosci od strachu, czy
          zalu a wszystko co sie czuje jest tylko bolem.
          Wtedy zamiast milo mi pojawia sie uczucia. Zobaczysz co to jest milosc,
          zlosc, strach, zal czy szczescie i wiele innych.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • to.niemozliwe Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 09:14
            Larusske stan niepewnosci paralizuje, to urodzona perfekcjonistka, wymagajaca przede wszystkim wobec siebie. Stad ta dociekliwosc w poszukiwaniu prawdy, proba logicznego zapanowania nad interpretacja tego, co odbiera. Jak nie uzna czegos za prawde, to odrzuci, a jak nie ogarnia, to jeszcze gorzej, bo to godzi w Jej pewnosc siebie. I z tego polaczenia wynika niemoc, niedosyt i bladzenie. Tymczasem falsz ma wartosc rowna prawdzie, ani wiecej, ani mniej. Rozpoznaj swoj falsz, a zblizysz sie do prawdy...:-)
            • larusse Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 14:49
              to.niemozliwe napisał:

              > Larusske stan niepewnosci paralizuje, to urodzona perfekcjonistka, wymagajaca p
              > rzede wszystkim wobec siebie.

              To nie tak. Nie jestem perfekcjonistką. Co prawda, jak mi zależy to działam na 150% i naginam granice do bólu. Ale tylko jak mi zależy.

              Nie wiem czy paraliżuje mnie stan niepewności. Zdarzyło mi się nie raz, nie dwa wziąć trochę pieniędzy, wsiąść w samolot i żyć przez jakiś czas gdzie indziej.

              Wymagam tylko od siebie, bo uważam, że nie mam prawa wymagać czegoś od innych.


              > Jak nie uzna czegos
              > za prawde, to odrzuci, a jak nie ogarnia, to jeszcze gorzej, bo to godzi w Jej
              > pewnosc siebie.

              Raczej nie... jak nie ogarniam to wzruszam ramionami i myślę sobie, że widocznie jestem głupia. Moja pewność siebie raczej nie zostaje zachwiana. Swoją pewność siebie wypracowałam, nie urodziłam się z nią, więc nawet jeśli ją raz "sfalsyfikuję" to nic to...


              > I z tego polaczenia wynika niemoc, niedosyt i bladzenie. Tymcz
              > asem falsz ma wartosc rowna prawdzie, ani wiecej, ani mniej. Rozpoznaj swoj fal
              > sz, a zblizysz sie do prawdy...:-)

              Ne wierzę w "prawdę". Wszystko to kwestia założeń.
          • larusse Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 14:35
            mskaiq napisał:

            > Twoja logika Larusse jest super. Probujesz uzywac jej wszedzie bo to Twoj
            > podstawowy sposob poznawania.

            nie jestem przekonana. tu słyszę, że jestem "logiczna", tu że "nielogiczna". to ma racje? nikt tego nie wie...


            > Zastanawia mnie tylko co jest powodem tego ze Twoje emocje nie istnieja.
            > Tutaj moze byc wiele przyczyn. Jakakolwiek jest tego przyczyna to mozesz
            > odzyskac w pelni emocje.

            Ale ja wcale nie chce. Pozbyłam się ich, bo mi "przeszkadzały". Tak źle i tak niedobrze. Ale nie chcę się już cofać. Wolę chyba ten pseudostoicki spokój i wzruszania ramionami.

            > Mozna sie ich nauczyc nawet kiedy nie rozroznia sie zlosci od strachu, czy
            > zalu a wszystko co sie czuje jest tylko bolem.

            Uczucia to pewna interpretacja. Tak myślę. To prawda, często interpretuję jako ból, ale to kwestia charakteru. Taka już jestem listopadowa..

            > Wtedy zamiast milo mi pojawia sie uczucia. Zobaczysz co to jest milosc,
            > zlosc, strach, zal czy szczescie i wiele innych.

            Wystarczy mi "miło". Resztę od czasu do czasu sobie włączam. I wyłączam.
            • rzeka.suf Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 14:54
              logiczna jestes w tym sensie, ze probujesz wszystko zracjonalizowac i rozpatrzyc z punktu widzenia logiki. nielogiczna zas jestes w tym znaczeniu, ze popelniasz w swych logicznych rozwazaniach logiczne bledy ;)

              uczucia nie sa interpretacja, choc to co czujesz czasem zalezy od tego jak interpretujesz dane zdarzenie czy grupe zdarzen.

              'Tak źle i tak niedobrze. Ale nie chcę się już cofać. '

              odczuwanie mozna postrzegac jako ' cofanie sie', ale rownie dobrze moze byc to krok naprzod z bezpiecznego portu kontroli. to tak na przyszlosc mowie ;)
              • larusse Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 15:19
                rzeka.suf napisała:

                > logiczna jestes w tym sensie, ze probujesz wszystko zracjonalizowac i rozpatrzy
                > c z punktu widzenia logiki. nielogiczna zas jestes w tym znaczeniu, ze popelnia
                > sz w swych logicznych rozwazaniach logiczne bledy ;)

                Paradoksem jest chyba to, że ja nie bardzo wierzę w logikę. Piszę sobie, że "mnie będzie miło, bo będę miła". Wiem, że to "dupa". Ale jeśli wyjść z założenia, że to język kształtuje rzeczywistość to mogłoby tak być.:) i wszystkim byłoby miło.


                > uczucia nie sa interpretacja, choc to co czujesz czasem zalezy od tego jak inte
                > rpretujesz dane zdarzenie czy grupe zdarzen.

                skąd wiesz?


                > odczuwanie mozna postrzegac jako ' cofanie sie', ale rownie dobrze moze byc to
                > krok naprzod z bezpiecznego portu kontroli. to tak na przyszlosc mowie ;)

                Jasne, że może. Dla mnie jednak jest to równoznaczne z krokiem w tył, bo, niestety, mam tendencję do naginania w jedną stronę. Albo tak, albo tak. Tak lubię.
                • rzeka.suf Re: Mysle larusko,ze.... 29.05.11, 15:57
                  'Paradoksem jest chyba to, że ja nie bardzo wierzę w logikę. Piszę sobie, że "mnie będzie miło, bo będę miła". Wiem, że to "dupa". Ale jeśli wyjść z założenia, że to język kształtuje rzeczywistość to mogłoby tak być.:) i wszystkim byłoby miło.'

                  leczysz sie czyms czego skutecznosci sama zaprzeczasz...takim teoretyzowaniem, tworzeniem modeli odrywasz sie od realnych/ subiektywnie istniejacych problemow?

                  skad wiem, ze uczucia nie sa interpretacja, choc czesto/ zawsze w przypadku odczuc bardziej skomplikowanych, mniej instynktownych/ sa powiazane z prywatna interpretacja swiata? z doswiadczenia, z obserwacji, z rozmyslan tak mi wyszlo. nawet w przypadku uczuc bardziej skomplikowanych, o uczuciach jako wyniku interpretacji danego zdarzenia mozna mowic tylko na poziomie przed- czy podswiadomym. jesli o cos takiego tobie chodzilo, to zgoda, ja potraktowalam ' interpretacje' jako swiadome, racjonalne odnoszenie sie do pewnych modeli, teorii itp.
                  sadze, lecz oczywiscie moge sie mylic, ze ewentualne proby eksploracji tych twoich przedswiadomych, podskornych modeli moglyby przyniesc ci wiecej pozytku niz racjonalne interpretacje danych sytuacji.

                  'Jasne, że może. Dla mnie jednak jest to równoznaczne z krokiem w tył, bo, niestety, mam tendencję do naginania w jedną stronę. Albo tak, albo tak. Tak lubię. '
                  a tu akurat dokonam wolty i polece ci szybka medytacje nad heglowska triada czy nietzscheanskim wielbladem - lwem - dzieckiem.
                  powiedz, czemu wolisz zyc z wylaczonymi uczuciami? / bo chyba wolisz?/
                  • larusse Re: Mysle larusko,ze.... 30.05.11, 19:10
                    bo na komfort włączonych non-stop nie mogę sobie pozwolić. za słaba jestem.

                    rzeka.suf napisała:

                    > powiedz, czemu wolisz zyc z wylaczonymi uczuciami? / bo chyba wolisz?/
                    • rzeka.suf Re: Mysle larusko,ze.... 30.05.11, 21:54
                      ale zdajesz sobie sprawe z tego, ze przy wlaczonych emocjach reagowalabys na rozne sytuacje inaczej niz reagujesz bez nich i byc moze podejmowalabys wybory, ktore moglyby cie doprowadzic do stref, miejsc bardziej calosciowo cie zadowalajacych? czy moze tylko boisz sie, ze emocje zaprowadza cie na mielizne zyciowa, ze zanurzona w nich, zamiast plynac - utoniesz?

                      przypuszczam, ze omijajac potrzeby emocjonalne w procesie decyzyjnym, wybierasz sytuacje, ktore znow 'zmuszaja ' cie do wylaczania uczuc. ale takim sposobem zyc wolisz poki co. moze kiedys bedziesz miala wiecej sily albo bardziej dosc grania w zycie ;)
            • mskaiq Re: Mysle larusko,ze.... 30.05.11, 14:54
              Jestes logiczna az do braku logiki. Poznanie logiczne jest ograniczone dlatego
              dla tych ktorzy go nie stosuja, kieruja sie emocjami przy roztrzyganiu
              watpliwosci jestes nielogiczna.

              Bardzo czesto ludzie pozbywaja sie uczuc bo bez nich wydaje sie byc latwiej.
              Jedni posluguja sie intelektualizacja, ktora moze poslugiwac sie logika, drudzy
              izoluja afekt od wszystkiego co mysla czy robia.
              Kiedy tak sie dziala swiat staje sie obcy, dziwny, nielogiczny. Dla swiata taka
              osoba staje sie rowniez dziwna i niezrozumiala.
              W swiecie logiki czulabys sie swietnie, tylko ze ten swiat nie jest swiatem
              logiki. Jest on swiatem uczuc. Jak mozna poruszac sie po takim swiecie
              za pomoca logiki. Nic sie nie zgadza, na kazdym kroku wszystko jest
              podwazane.
              Nie jest latwo kontrolowac uczucia, moga byc wielkim problemem a moga
              otworzyc niezmiernosc tego swiata.

              Wspomialas o bolu. Czy to co czujesz jest bolem ?
              Jesli tak to nie jest to kwestia charakteru, to kwestia nienazwanych uczuc.
              Mozna czuc bol kiedy sie boisz, albo kiedy jestes zla albo kiedy masz zal,
              albo nienawidzisz kogos, itp.
              Emocje trzeba nazwac i wtedy ten bol roznicuje sie zamienia sie w palete
              odczuc.
              Tylko milosc nie przynosi bolu, byc moze odczuwasz jako to co nazywasz
              "milo mi".
              Serdeczne pozdrowienia.
              • larusse Re: Mysle larusko,ze.... 30.05.11, 15:20
                mskaiq napisał:

                >W swiecie logiki czulabys sie swietnie, tylko ze ten swiat nie jest swiatem

                >logiki. Jest on swiatem uczuc. Jak mozna poruszac sie po takim swiecie

                >za pomoca logiki. Nic sie nie zgadza, na kazdym kroku wszystko jest

                >podwazane.


                Zaklinasz rzeczywistosc, mskaiq.

    • mona.blue Re: posłuszna żona. 27.05.11, 19:21
      Trzeba zachować swoją osobowość, ale ktoś musi dowodzić w tym duecie, inaczej będzie ciągła walka. Takie jest moje (i chrześcijańskie) podejście. Oczywiście przy założeniu, że mąż naprawdę kocha i szanuje swoją żonę, ustala z nią wszystko - ale ostateczną decyzję w razie konfliktu ktoś musi podjąć (lub doprowadzić do kompromisu).
    • dingdong Dobrze ze zrozumialas ze musisz byc posluszna... 29.05.11, 16:23
      pod warunkiem ze on tego nie bedzie wykorzystywal...wtedy doznasz pelni szczescia...:)

    • kimonabike Re: posłuszna żona. 30.05.11, 11:47
      Jest jedno "ale"... Jeśli mąż Cię kocha, to w życiu nie pójdzie na taki układ :P Bo Twoje potrzeby są dla niego zbyt ważne, żeby je odłożyć na bok. I chce żebyś była szczęśliwa, nie wykpisz się posłuszeństwem ;)
      • larusse Re: posłuszna żona. 30.05.11, 19:11
        eee tam, zmuszę go :)


        kimonabike napisała:

        > Jest jedno "ale"... Jeśli mąż Cię kocha, to w życiu nie pójdzie na taki układ :
        > P Bo Twoje potrzeby są dla niego zbyt ważne, żeby je odłożyć na bok. I chce żeb
        > yś była szczęśliwa, nie wykpisz się posłuszeństwem ;)
    • lucyna_n Re: posłuszna żona. 31.05.11, 12:49
      rób jak chcesz, ale nie licz na to że ktoś zapyta, a nawet jeśli to że będzie go obchodziła odpowiedź.
      • lucyna_n Re: posłuszna żona. 31.05.11, 12:52
        dodam jeszcze, choć mam nadzieję Ciebie nie będzie to dotyczyło, że ofiary przemocy w rodzinie są to często osoby bardzo miłe i posłuszne.
    • out23 Re: posłuszna żona. 31.05.11, 14:11
      Wydaje czasem, ze masz tyle nieuporządkowanych kwestii, ze żadna odpowiedż Cie nie zadowoli bo póżniej jestes juz w innym miejscu obrony własnego ja.
      Bycie posłuszna oznacza izolacje , bo masz inne zdanie a nieposłuszeństwo jest skazane na kłopoty
      Zaryzkowałbym ,ze ani Twoja praca ani partner zyciwoy nie daja Ci szczęścia, którego jak napisał to.niemożłiwe nie doświadczasz.
      Jestes perfekcjonistką , nawet jeśłi będziesz zaprzeczac,znajdziesz jakies uchybienie w swoim perfekcjoniźmie i będziesz je eksponowac jako wadę.
      No bo umysł na wolnym biegu został sprowokowany.
      Prawdopodobnie jestes osoba twórczą i ta praca nie jest na miarę Twoich mozliwości.
      Za mało wyzwań, partner też nie jest idealny a komunikaty , które mu przekazujesz skłaniaja go w kierunku tolerancji a nie zrozumienia.
      Musisz przyjsc z pracy przez 1/2 roku o 18 -tej "padnieta na pysk", moze po pracy w szklarni w Holandii ??
      Praca fizyczna oczyszcza kreatywnosć mnożenia problemów i pytań.
      Musisz doswiadczać...
      Jeśli jestes tak perwersyjna w erotyźmie jak w wyszukiwaniu ewenementów logiki -:)
      Ach :)
      • larusse Re: posłuszna żona. 31.05.11, 20:46
        Pracowałam fizycznie nie raz, nie dwa... bywało, że od 6-18... bywało, że na budowie... Tak raczej z potrzeby 'nowości' niż 'materialnej" (materialnej przy okazji). Zawsze mówiłam, że jestem stworzona do pracy fizycznej, bo lepiej się czuję (szczęśliwsza). Nie tylko ja. Jednak na dłuższą metę to czegoś brakuje. A skakać pół roku tak, pół tak to bez sensu.

        ON daje mi dużo. Może nie szczęście (bo szczęście to raczej sama sobie), ale "dobrze mi z nim". To wystarczy.

        Pracę lubię dwie godziny rano (taka nowość nowego dnia-generalnie, uwielbiam poranki). Później to już tylko w dół i w dół...
        • amicht Re: posłuszna żona. 02.06.11, 12:46
          "Jak miło..." To brzmi jak mantra! Może się spełni...? :-))
    • e-droczek Re: posłuszna żona. 31.05.11, 16:06
      Miła a posłuszna to dla mnie bardzo odległe określenia...
    • mali_kali Zadziala 31.05.11, 17:15
      Pewnie, ze zadziala.

      Wazne tylko, zebys miala nadzieje. Mam na mysli nadzieje na osiagniecie szczescia. Moze jak nie w zyciu doczesnym, to w zyciu wiecznym. Tam otrzymasz szczescie za wlasciwe postepowanie na tym swiecie. Jezeli wierzysz, ze bycie posluszna zona, jest wlasciwym postepowaniem na tym swiecie, to wlasnie tak postepuj. Zyj wedlug wlasnych przekonan i mozesz miec nadzieje na bycie szczesliwa.

      Nie rozumiem dlaczego inni potepiaja Twoj wybor i decyzje. Wylaczasz uczucia? Super! Nie musisz wszystkiego przezywac doglebnie i transcendentalnie. Lubisz gdy jest milo? Swietnie! Staraj sie, aby bylo milo. Nic nie stracisz. Nie zbankrutujesz - jak to ostrzegaja inni. Wazne, abys postepowala zgodnie z Twoimi przekonaniami - wartosciami, w ktore wierzysz, ktorych nie musisz uzasadniac logicznie.
    • mona.blue Re: posłuszna żona. 02.06.11, 21:44
      Czasem trzeba powalczyć o swoje, ale w gruncie rzeczy lepiej żyć w zgodzie.
      Zapraszam na bloga :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka