Dodaj do ulubionych

Co poradzić na samotność?

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 17:47
Zapewne takich wątków było tu już wiele, ale tym niemniej poproszę o radę...

Moja sytuacja jest taka: mam 25 lat i nigdy nie byłem z kobietą. W żaden
sposób - nie "chodziłem" z nikim w liceum, nie znalazłem sobie dziewczyny na
studiach... Rzadko spotykałem kobietę, która by mnie pociągała na tyle, by
próbować się zaangażować - a kiedy już taka się znalazła, to nie potrafiłem
nic "zdziałać", by ją sobą zainteresować. Nie potrafiłem podejść, nawiązać
znajomości - a jeśli nawet się to udawało, to nie potrafiłem wykroczyć poza
kontakty czysto koleżeńskie. Jedyny sposób, by zakomunikować kobiecie swoje
uczucia, jaki znam - to jej o nich powiedzieć. I kilkakrotnie to uczyniłem -
ale za każdym razem słyszałem odpowiedź, że jestem fajnym kumplem, ale nic
więcej z tego być nie może... Nie rozumiem, czemu?

Czy ktoś z Was może mi coś poradzić? Jak sprawić, by kobiety zaczęły patrzeć
na mnie nieco przychylniej?

A po drugie - jak w ogóle mam teraz jakąś kobietę poznać? Mam niewielu
znajomych - a oni też nie mają zbyt szerokich kontaktów towarzyskich. Stąd
nie mam co liczyć na poznanie jakiejś dziewczyny na imprezie, czy na wspólnym
wyjściu do kina, czy czymś w tym stylu. Wiekszość kobiet, jakie spotykałem,
spotykałem na studiach - a te już wkrótce najprawdopodobniej skończę. Gdzie
więc mam nawiązać nowe znajomości? Jedyne, co przychodzi do głowy, to
Internet - ale próbowałem już tego i nic z tego nie wychodzi...

Jeśli możecie, poradźcie coś - bo ja już tracę nadzieję, że kiedykolwiek z
kimś będę...
Obserwuj wątek
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:48

      Gość portalu: kruczydlo napisał(a):

      > Ja też swoją samotnośc oswoiłam. Od trzech lat mieszkam sama i mam wrażenie,
      że
      >
      > nie umiałabym się juz przestawić na dzielenie z kimkolwiek swojej
      przestrzeni.
      > Sprzątam, kiedy sama uznam to za potrzebne, a nie z uwagi na kogokolwiek;
      > kolację jadam kiedy chcę, paraduję w ręczniku po mieszkaniu, słucham czego
      chcę
      >
      > nie pytając nikogo o zgodę ani opinię... Tak tak, to są uroki samotności. Ale
      > Jest też coś, co ostatnio coraz bardziej mi przeszkadza: niemożność dzielenia
      > się. Poczułam to abrdzo dotkliwie w dniu odniesienia bardzo poważnego
      sukcesu.
      > Nie miałam komu o tym opowiedzieć! Nie miałam nikogo, kto wypiłby ze mną z
      tej
      > okazji lampkę wina i cieszyłby się razem ze mną. Radość i euforia w pustych
      > czterech ścianach szybko zamieniły się w odrętwienie i zniechęcenie. Cóż..
      > Pozdrawiam
      > k.


    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:51
      + odpowiedz na list

      --------------------------------------------------------------------------------
      > ktoś powiedział mi kiedyś: tylko ryzykując, że pójdziesz za daleko, możesz
      się
      > rpzekonać, jak daleko jesteś w stanie dojść.

      Do odwaznych swiat nalezy, prawda? Czytalam Twoj watek, zagladam chyba do
      wszystkich, w ktorych pojawia sie slowo "samotnosc". Czasem mysle sobie, no
      prosze, jest nas wiecej, mowiaz, ze to zmora naszych czasow...
      Fakt, mozna byc samotnym, bedac z kims. Ja poniekad oswoilam swoja samotnosc w
      domu. Jest mi samej wygodnie, wszystko jest poustawiane tak, jak ja chce, to
      moja przestrzen, panuje nad nia. Gorzej jest, gdy wychodze z domu. Bo nie
      sposob nie zauwazac ludzi w parach. Zazdroszcze im. Mlodzi sa tacy ladni w
      swoim zakochaniu. Ja tego nie znam. To znaczy znam, ale tylko z widzenia.
      Pozdrawiam


    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:55

      angrzel napisała:

      > Witam wszystkich,
      > troche czasu zajelo mi przeczytanie wszystkich postow, ale dokladnie je
      > czytalam. To co napisaliscie jest o mnie. Ewa, ja to samo moge powiedziec, a
      > mam juz 32 lata. I jakos nadal sama.... Wiem, dlugo bylam bardzo zablokowana -

      > niesmiala, balam sie bliskosci, ale kilka lat nad tym pracowalam, bo bardzo
      > chcialam cos z tym zrobic, przelamac te leki..... i czuje, ze w duzym stopniu
      > udalo mi sie, chociaz mam czesto jakis dystans do ludzi, zwlaszcza nowo
      > poznanych, ale nie.... z cala szczeroscia moge powiedziec, ze nie boje sie
      ich.
      >
      > Faceci..... wiem, ze podobam sie facetom, jak ja nie bylam gotowa, powiedzmy,
      > to duzo bylo fajnych kolegow. Zreszta studia itp., sa okazja to poznawania
      > wielu osob, czestych imprez, chociazby andrzejki. Wtedy bylam odludkiem (na
      co
      > nalozylo sie duzo problemow). Istniala wtedy tylko dla mnie nauka. Ja wiem,
      ze
      > cos za cos - zrobilam wymarzony doktorat - co takze odizolowalo mnie troche
      od
      > towarzystwa, bo odkladalam kontakty, czasem imprezy z powodu.... "oj, bo ja
      > musze..... egzamin, artykul, poster na zjazd itp." Tak towarzysko jestem
      > pogodna i slysze, ze sympatyczna, ale..... czasem nie mam po prostu ochoty na
      > towarzystwo. Do konca studiow moje milosci byly tylko platoniczne. Potem byl
      > facet - chyba moja milosc zycia - skonczylo sie na romansie, bo .... ujrzalam
      > jak bardzo jest niedojrzaly i chyba dzieki niemu dostrzeglam to w sobie...
      Moze
      >
      > bardzie chodzilo o lek przed bliskoscia.... A potem, gdzies rok temu, po
      > doktoracie, odkrylam internet.... Wiele spotkan, mimo fajnych rozmow e-
      > mailowych bylo rozczarowaniem. Ale byl jeden - naprawde zakochalam sie w
      > nim....ale, trwalo to chyba cztery miesiace... spotkania, wspolny wyjazd w
      > gory.... Nie wyszlo, bo.... mielismy inne oczekiwania - tak chyba to moge
      > okreslic. I wychodzi na to, ze jestem singlem, ale stan ten juz wlasnie od
      roku
      >
      > zaczyna mi nie wystarczac. Chcialabym miec kogos bliskiego, a chyba nie mam
      juz
      >
      > sily poznawac kogos. I ja to wszystko wiem - otwartosc, trzeba czasem samemu
      > wyjsc.... i naprawde staram sie wychodzic.... tylko...., nawet na jakiejs
      > imprezie generalnie wszyscy sa sparowani.... Jak pojedynczy to mlodsi i jak
      > uslysza ile mam lat to.... znika zainteresowanie (wygladam ladnych pare lat
      > mlodziej). To co mowiliscie o uczuciach chyba wszystko moge o sobie
      > powiedziec... I co? Gdzie mam poznac kogos? Zostaje mi chyba tylko internet :
      (
      > Ostatnio na silowni jakis facet przygladal mi sie. Byl zwyczajny, moze nie
      > oszalamiajaco przystojny, ale mily z wygladu. Wiedzialam co ten wzrok wyraza
      i
      > bez leku odpowiadalam wzrokiem. Tylko jak sie ubralam i wyszlam z szatni.....
      i
      >
      > spotkalam go przy drzwiach (wydaje mi sie, ze chcial mnie zaczepic i celowo
      > pilnowal mnie kiedy wychodze) to..... przeszlam nie patrzac na niego. A
      > przeciez moglam zagadac np. czy sie zmeczyl albo cos tak, ale... nie przyszlo
      > mi nic do glowy, moze troche sie speszylam i jakos tak nie pomyslalam, aby
      moze
      >
      > sie usmiechnac.... Nie iwem, nie podobal mi sie bardzo, ale przeciez moglam
      > nawiazac z nim kontakt.... Takich sytuacji zdarza mi sie czy zdarzalo mnostwo
      > (czesciej chyba zdarzalo), ale ja wlasnie reaguje w taki jak napisalam
      sposob.
      > Wczesniej towarzyszyl temu lek, teraz juz nie, ale jakos tak sie dzieje....
      > Moze jak on by cos zagadnal..... I czy ja mam siebie z tego powodu zabic,
      > zmienic sie... Jak? Tyle lat sie zmienialam, juz nie mam sily. Czy nie moge
      byc
      >
      > po prostu soba? Moge, tylko chyba mam styl bycia "zasiedzialego" singla. Znam
      > na pamiec: byc otwarta, polubic swoja samotnosc, polubic siebie, nie szukac
      na
      > sile itp. Nie jest mi zle samej, nie "ssie" mnie z samotnosci, jestem raczej
      > towarzyska, usmiechnieta do ludzi, ale np. dzis, jutro, pojutrze mam czas dla
      > siebie. Tylko i wylacznie. Moge zadzwonic i pogadac z kolezanka. Zaprosic ja
      do
      >
      > siebie, namowic aby gdzies wyjsc, posprzatac w domu, zrobic wielkie pranie.
      Ale
      >
      > to nie to do konca. Mam czekac? To latwe, aby wejsc chociaz na jakas strone
      > internetowa, ale.... ja juz to znam. Moze ktos podobnie sie tu czuje.....
      > Marudze dzis chyba troche :))) Ale, jesli za duzo, to wybaczcie, wokolo ktos
      > gdzies idzie na andrzejki, a mnie jakos smutno. Nic to, wygadalam sie.
      > Ewus, pozdrawiam Cie serdecznie i wszystkich tutejszych watkowiczow :)



      • Gość: Ika Re: Co poradzić na samotność? IP: 213.77.41.* 27.05.04, 14:19
        Czesc Angrzel!

        To nieprawdopodobne, ale Twoj list jest o mnie! Gdy go czytalam, wiedzialam, co
        bedzie dalej. Mam tyle let co Ty i dokladnie ten sam problem. Tak jak Ty
        borykam sie z pewnymi blokadami, zahamowaniami. Wyglada na to, ze Ty masz to
        juz za soba, ja ciagle nad tym pracuje. Niestety moja samotnosc, pojedynczosc
        bardzo mi dokucza i nie jest mi latwo przejsc nad nia do porzadku dziennego.
        Brak mi cierpliwosci, a niestety praca nad zmiana myslenia, swoich zachowan to
        proces, wymaga czasu. A mnie tak brakuje cierpliwosci... Poza tym, gdy pomysle,
        jak bardzo w pewnych kwestiach jestem "do tylu", a zaraz potem, ze mam juz tyle
        lat i nadal nic sie nie zmienia, to nie jest mi wesolo. Bylam zawsze dosc
        zdystansowana wobec mezczyzn. Pewne przekonania i sposoby zachowan niestety
        wynioslam z domu. Dlugo nie zdawalam sobie sprawy z takich moich zachowan.
        Teraz wiele mechanizmow juz sobie uswiadamiam. Jestem juz bardziej otwarta
        wobec mezczyzn, ale w wielu sytuacjach sposob zachowania mam taki jak Ty (mam
        tu na mysli sytuacje z facetem z basenu). I tez nie wiem, dlaczego tak umykam.
        To jest chyba asekuracja. Mysle, ze gdzies w glebi boimy sie spelnienia naszych
        pragnien, wypelnienia samotnosci i taki sposob zachowania ma nas przed tym
        chronic. Teraz faktycznie mozliwosci nawiazania kontaktow sa duzo bardziej
        ograniczone, niz wczesniej. Nie wiem, co o tym wszystkim myslec. Nie chce
        jednak tracic nadziei, ze nam sie uda. Bez tej nadziei to w ogole bylby jakis
        koszmar. Pozdrawiam Cie serdecznie! Nie rezygnuj! Z jakiego miasta jestes?
        Jesli masz ochote, napisz do mnie. Ika
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:57

      Gość portalu: elwira napisał(a):

      > Nie bede pisała ze bedzie lepiej a ty niebawem staniesz sie szczesliwa
      mezatka.
      >
      > To tak jakbym oszukiwala siebie. Od paru lat zastanawiam sie czy pogodzic sie
      z
      >
      > samotnoscia czy tez buntowac. Czy usmiechac patrzac na innych czy tez zamknac
      w
      >
      > domu i plakac. Sama nie wiem. Wczoraj bylam na imrezie na ktorej było 12 par
      i
      > ja sama.... Coraz czesciej mam problem zeby sie z kims umowic do kina, na
      kawe
      > czy chociazby na babska wodke. Moje kolezanki zajete sa rodzinami albo swoimi
      > facetami a koledzy juz dawno spedzaja weekendy ze swoimi kobietami. Jestem
      > osoba wyjatkow towarzyska. Bez ludzi czuje sie jak bez wody. Dlatego coraz
      > brdziej dokucza mi ten stan rzeczy. Coraz czesciej chce mi sie wyc kiedy
      > kolejny weekend spedzam przed Tv bo ilez mozna samemu spacerowac. Niektorzy
      > twierdzą ze tylko pusci ludzie cierpia na samotnosc. Ze jest tyle mozliwosci
      > spedzenia czasu w pojedynke... Smiesza mnie te opinie. Njapewniej wypowiadane
      > przez sparowane osoby. Drugi czlowiek, mezczyzna jest dla mnie jak woda, bez
      > niego nie potrafie zyc... Wpadam w stany totalnych depresji, nie moge sie na
      > niczym skupic, jes mi po prostu zle. I nie wiem co zrobic. Tak jak Ty, by
      > wyjsc z tego beznadziejnego stanu. Czasami sobie mysle ze takie jest moje
      > przeznaczneie. Ze juz zawsze bede sama, skazana na zycie w pojedynke. I
      > najpewniej tak bedzie. Jedyne co moge robic to miec nadzieje ze niebawem, za
      > chwilke cos sie zmieni... To zalosne tak naprawde. Moim zdaniem droga Ewo
      > bardzo dobrze sie trzymasz. Dzielnie znosisz swoja samotnosc a to juz polowa
      > sukcesu:-) Mam wrazenie ze pogodzilas sie z nia. To dobrze. Ja nie potrafie
      > motajac sie jak ryba w sieci. Tupie noga zbednie tracac energie i czas. Tak
      > widocznie musialo byc. Pozdrawiam cie serdecznie i zycze powodzenia. sciski:-)






      --------------------------------------------------------------------------------
      • Gość: Vox Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 19:14
        Hmmm... Niewątpliwie pocieszające dla mnie jest to, że nie jestem jedynym,
        który ma problem z samotnością. Ale chciałem podkreślić jedno: nie jestem
        jeszcze gotowy, by tę samotność zaakceptować. Może za parę lat - ale obecnie
        jeszcze nie. Wierzę, że wciąż jeszcze nie wszystko stracone - i dlatego proszę
        o rady, jak spróbować coś na samotność poradzić, a nie, jak z nią żyć.

        Poddać się zawsze mam czas - na razie chcę jeszcze trochę powalczyć :)
        • Gość: Kruk Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 19:47
          cóż... walczyć? Poszerzając grono znajomych. Polecam jazdę konną, to baardzo
          zfeminizowana dziedzina ;-)
          Ale poważnie.. moim zdaniem jeśli rzeczywiście chcesz walczyć, musisz wyjść
          poza swoich znajomych i spróbować jakoś poszerzyć swój widnokrąg.
          A jak Ty zareagowałbyś na opisaną gdzieś wyżej historię z siłownią? Zagadałbyś?
          Może po prostu musisz czekać na okazje, jakie przynosi los, niekiedy pomagając
          mu.. je stwarzać ;-)
          A na koniec głupiutkie pytanie... A nie wierzysz przypadkiem w przeznaczenie?
          pozdrawiam i życzę powodzenia w Twojej walce
          kruczydlo
          • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 20:11
            > Ale poważnie.. moim zdaniem jeśli rzeczywiście chcesz walczyć, musisz wyjść
            > poza swoich znajomych i spróbować jakoś poszerzyć swój widnokrąg.

            Ale właśnie nie wiem, jak? Naprawdę przydałyby mi się jakieś konkretne
            pomysły... Nie widzę możliwości, jak miałbym nowych ludzi poznać. Przecież na
            ulicy zaczepiać nie będę...

            > A jak Ty zareagowałbyś na opisaną gdzieś wyżej historię z siłownią?
            > Zagadałbyś?

            Tzn. jeśli zobaczyłbym, że w siłowni przygląda mi się jakaś kobieta? Hm, pewnie
            spróbowałbym - choć nie wiem, czy by mi się udało. Ale jeśli by mi się nie
            udało, to byłbym na siebie zły za zmarnowaną okazję - więc uważam, że trzeba z
            takich sytuacji korzystać.

            > Może po prostu musisz czekać na okazje, jakie przynosi los, niekiedy
            > pomagając mu.. je stwarzać ;-)

            Zdecydowanie wolę losowi pomagać - bo okazji na razie nie przyniósł mi
            żadnych...

            > A na koniec głupiutkie pytanie... A nie wierzysz przypadkiem w przeznaczenie?

            Absolutnie nie - dlatego nie trafia do mnie racjonalizacja "Jestem samotny, bo
            tak miało być".
            • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 20:19
              > Ale właśnie nie wiem, jak? Naprawdę przydałyby mi się jakieś konkretne
              > pomysły... Nie widzę możliwości, jak miałbym nowych ludzi poznać. Przecież na
              > ulicy zaczepiać nie będę...

              Dlaczego nie?

              Poza tym - jest tyle miejsc: szkola/uczelnia/biblioteka/dyskoteka/praca/kino/teatr/koncert/...
              • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:08
                > Dlaczego nie?

                No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
                dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

                > Poza tym - jest tyle miejsc:
                > szkola/uczelnia

                No właśnie studia już skończyłem... Dodam zresztą, że studiowałem na bardzo
                sfeminizowanym wydziale - i przez 5 lat studiów żadna dziewczyna nie zwróciła
                na mnie uwagi...

                > biblioteka

                Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
                pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

                > dyskoteka

                Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć... I naprawdę nie
                zdobyłbym się na to, by zagadać do obcej dziewczyny. Nie mówiąc o tym, że
                naprawdę nie należę do "klubowego" typu ludzi - i dziewczynom w takich
                miejscach po prostu bym się nie podobał. Nie jestem trendy :(

                > praca

                Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...

                > kino/teatr

                To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
                obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej nie
                ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

                > koncert

                Na koncerty nie chodzę, bo mnie po prostu nie stać...
                • joanna_1 Re: Och, proszę :( 16.05.04, 21:36
                  Gość portalu: Vox napisał(a):

                  > > Dlaczego nie?
                  >
                  > No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
                  > dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

                  Zacznij od sąsiadek :)

                  >
                  > No właśnie studia już skończyłem... Dodam zresztą, że studiowałem na bardzo
                  > sfeminizowanym wydziale - i przez 5 lat studiów żadna dziewczyna nie zwróciła
                  > na mnie uwagi...

                  Czy ty aby z nosem w ksiązkach cały czas nie siedziałeś? ;)

                  >
                  > Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
                  > pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

                  Jeśli zrobisz to ze smakiem, to na pewno nie ugryzie, ooodwagiiii!

                  >
                  > Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć...

                  sa róznie kursy tańca, jak się zakręcisz koło jakiejś uczelni, ( chodzi mi tu o
                  zajęcia w-fu) to będziesz miał taki kurs za friko


                  >
                  > Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...
                  >
                  > > kino/teatr
                  >
                  > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
                  > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej
                  nie
                  > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

                  ojoj, zmien nastawienie, do teatrów, kin chodzi _sporo_ kobiet jedynie w
                  towarzystwie swych koleżanek, w antrakcie mozna czas spędzić na rozmowie a nie
                  podpieraniu ściany
                  • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:04
                    > Zacznij od sąsiadek :)

                    Możesz nie wierzyć, ale w moim bloku nie ma sąsiadek w moim wieku...

                    > Czy ty aby z nosem w ksiązkach cały czas nie siedziałeś? ;)

                    Nie. Naprawdę udzielałem się towarzysko.

                    > Jeśli zrobisz to ze smakiem, to na pewno nie ugryzie, ooodwagiiii!

                    Ba. Co to znaczy "ze smakiem"?

                    > sa róznie kursy tańca, jak się zakręcisz koło jakiejś uczelni, ( chodzi mi tu
                    > o zajęcia w-fu) to będziesz miał taki kurs za friko

                    Ale właśnie kończę studia - po prostu mnie już na żaden taki kurs nie przyjmą...

                    > ojoj, zmien nastawienie, do teatrów, kin chodzi _sporo_ kobiet jedynie w
                    > towarzystwie swych koleżanek, w antrakcie mozna czas spędzić na rozmowie a
                    > nie podpieraniu ściany

                    Ale na to naprawdę nie miałbym odwagi...
                    • joanna_1 Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:28
                      > Zacznij od sąsiadek :)

                      >>Możesz nie wierzyć, ale w moim bloku nie ma sąsiadek w moim wieku...

                      A w bloku obok? :) Dobra, zostawmy te sasiadki w spokoju. Chodzi mi generalnie
                      o to , że Ty chyba musisz sie nauczyć bycia otwartym na jakiekolwiek
                      konwersacje. Pogadac można nawet z kasjerką w sklepie, z niunia na spacerze z
                      pieskiem, kotem, szczurkiem. Obserwujesz świat i się nim dzielisz,
                      gdziekolwiek. Nawet nie przypuszczałbyś ile znajomości z przelotnego zagadania
                      przerodziło sie w cos więcej. Moja pierwsza miłość sledziła mnie w drodze
                      powrotnej ze szkoły na przystanek autobusowy :-) i tam dopiero poraz pierwszy
                      wydała swoje głoski w eter w moim kierunku mówiąc Magiczne: "Cześć, chciałbym
                      cię poznać"

                      >>Ba. Co to znaczy "ze smakiem"?

                      z taktem , nie namolnie, z wyczuciem, z ciekawym tematem, ze zwykłym tematem
                      rozwijając go....itp.; z umiejętnością słuchania;

                      >>Ale właśnie kończę studia - po prostu mnie już na żaden taki kurs nie
                      przyjmą...

                      Wiesz, te podstawowe kroki znać zawsze warto, choćby pamiętać je do własnego
                      wesela...
                      Zalezy w jakiej byłes komitywie z prowadzacymi zajęcia na uczelni. Bywa, że
                      korzystając z ich dobrej woli bedziesz uczestniczył w zajęciach będąc nie
                      zapisanym na kurs, a jako osoba dodatkowa.

                      >>Ale na to naprawdę nie miałbym odwagi...
                      No widzisz, a zdarzają sie tacy, którzy po spektaklu podchodza do dziewczyny,
                      wręczając jej liścik do ręki z prośba o spotkanie. I dziewczyna , która lubi
                      sztukę, teatr, raczej nie odwinie prawym sierpowym, przy tak delikatnym
                      kontakcie.
                      • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:37
                        > Chodzi mi generalnie
                        > o to , że Ty chyba musisz sie nauczyć bycia otwartym na jakiekolwiek
                        > konwersacje

                        Nalogowiec potrafi flirtowac z wlasna babcia :"P
                        • joanna_1 Re: Och, proszę :( 17.05.04, 00:11
                          hehe
                          no no , flitrować z tak doświadczoną damą, to dopiero wyzwanie!
                      • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 01:04
                        > Pogadac można nawet z kasjerką w sklepie, z niunia na spacerze z
                        > pieskiem, kotem, szczurkiem.

                        Ale o czym???

                        > Moja pierwsza miłość sledziła mnie w drodze
                        > powrotnej ze szkoły na przystanek autobusowy :-) i tam dopiero poraz pierwszy
                        > wydała swoje głoski w eter w moim kierunku mówiąc Magiczne: "Cześć, chciałbym
                        > cię poznać"

                        Hm. Prawdę mówiąc, jakby mnie ktoś tak śledził, to wezwałbym policję...

                        > Zalezy w jakiej byłes komitywie z prowadzacymi zajęcia na uczelni. Bywa, że
                        > korzystając z ich dobrej woli bedziesz uczestniczył w zajęciach będąc nie
                        > zapisanym na kurs, a jako osoba dodatkowa.

                        Nie jestem w komitywie z nikim prowadzącym tego typu zajęcia...

                        > No widzisz, a zdarzają sie tacy, którzy po spektaklu podchodza do dziewczyny,
                        > wręczając jej liścik do ręki z prośba o spotkanie. I dziewczyna , która lubi
                        > sztukę, teatr, raczej nie odwinie prawym sierpowym, przy tak delikatnym
                        > kontakcie.

                        Jaki delikatny kontakt? Przecież to jest narzucanie się...
                • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 22:34
                  > No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
                  > dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

                  Ja tam zawarlem w ten sposob pare fajnych znajomosci, ale skoro mowisz ze beda sie pukac w
                  czolo....

                  > Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
                  > pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

                  Jak wyzej

                  > Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć...

                  Jak wyzej + informacja ze dziewczyny zwykle lubia tanczyc, wiec masz dwa wyjscia - szukac
                  nietanczacych albo sie nauczyc.

                  > I naprawdę nie
                  > zdobyłbym się na to, by zagadać do obcej dziewczyny. Nie mówiąc o tym, że
                  > naprawdę nie należę do "klubowego" typu ludzi - i dziewczynom w takich
                  > miejscach po prostu bym się nie podobał. Nie jestem trendy :(

                  A do jakiego typu nalezysz?

                  > Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...

                  To nawet lepiej, flirt w pracy jest ryzykowny

                  > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna...

                  Dlaczego?
                  > Przecież
                  > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej.

                  I co z tego?

                  > Raczej nie
                  > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

                  Owszem, ale prawdopodobienstwo jest i tak wyzsze niz wtedy gdy bedziesz siedzial w domu i
                  biadolil


                  Generalnie widze ze wymyslasz tysiac usprawiedliwien ze nie jestes w stanie sobie nikogo znalezc.
                  Dziwisz sie jeszcze ze nie znajdujesz?
                  • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 22:47
                    > Ja tam zawarlem w ten sposob pare fajnych znajomosci, ale skoro mowisz ze be
                    > da sie pukac w czolo....

                    Naprawdę??? Ale czy możesz w takim razie opisać, jak dokładnie to zrobiłeś? Dla
                    mnie to naprawdę niewyobrażalne...

                    I o to samo proszę co do poznawania w bibliotece...

                    > A do jakiego typu nalezysz?

                    Introwertyków zajmujących się rozważaniami na niestworzone tematy, próbami
                    literackimi i czytaniem wszystkiego, co wpadnie im w ręce? (oraz rysunkiem i
                    projektowaniem mody od czasu do czasu)

                    > I co z tego?

                    To z tego, że jeśli kobieta będzie w kinie, to pewnie albo ze swoim facetem,
                    albo z koleżankami... A do grupy kilku kobiet już na pewno bałbym się podejść.

                    > Owszem, ale prawdopodobienstwo jest i tak wyzsze niz wtedy gdy bedziesz sie
                    > dzial w domu i biadolil

                    Gwoli ścisłości, ja naprawdę co jakiś czas chodzę do kina...

                    > Generalnie widze ze wymyslasz tysiac usprawiedliwien ze nie jestes w stanie s
                    > obie nikogo znalezc.

                    To nie są usprawiedliwienia, to są fakty...
                    • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 22:58
                      > Naprawdę??? Ale czy możesz w takim razie opisać, jak dokładnie to zrobiłeś? Dla
                      > mnie to naprawdę niewyobrażalne...

                      Boze, widzisz i nie grzmisz!
                      Zagadnalem!!!!!

                      > Introwertyków zajmujących się rozważaniami na niestworzone tematy, próbami
                      > literackimi i czytaniem wszystkiego, co wpadnie im w ręce? (oraz rysunkiem i
                      > projektowaniem mody od czasu do czasu)

                      Deklarujesz sie jako towarzyski introwertyk (znaczy znajomych masz i bywasz), wiec...
                      Poza tym, introwertyk a mruk (tudziez czlowiek ktory wstydzi sie podejsc do dziewczyny i zagadnac) to
                      dwie kompletnie rozne sprawy.
                      Informacja pomocnicza - kazdy sie troszke boi zanim podejdzie i zagadnie szalowa blondynke (tudziez
                      brunetke czy ruda). Po prostu niektorzy sa w stanie przelamac swe obawy.

                      > To z tego, że jeśli kobieta będzie w kinie, to pewnie albo ze swoim facetem,
                      > albo z koleżankami... A do grupy kilku kobiet już na pewno bałbym się podejść.

                      Czemu?
                      Poza tym, za duzo tych "na pewno". Na pewno to ja powinienem zaraz isc spac, co nie oznacza ze to
                      zrobie.

                      > Gwoli ścisłości, ja naprawdę co jakiś czas chodzę do kina...

                      Zrozum, nie o to chodzi. Wyobrazam sobie Ciebie troche jako czlowieka, ktory jak juz wyjdzie z domu,
                      to przemyka sie pod sciana usilujac przejsc niezauwazonym przez nikogo. Taki obraz siebie kreujesz,
                      moim zdaniem sam sobie odbierasz szanse spotkania kogokolwiek.
                      Moda na "matki polki" juz mija, z takim podejsciem masz coraz mniejsze szanse na to ze ktos sie Toba
                      zainteresuje


                      > To nie są usprawiedliwienia, to są fakty...

                      No to masz chyba prosta odpowiedz na swoje tytulowe pytanie - zrob cos, aby te fakty sie pozmienialy.
                      Proste?
                      • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:10
                        > Boze, widzisz i nie grzmisz!
                        > Zagadnalem!!!!!

                        Ale jak???

                        Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie mieć za dobrych kompetencji
                        społecznych - i nie wiedzieć, co w takiej sytuacji powiedzieć?

                        > Deklarujesz sie jako towarzyski introwertyk (znaczy znajomych masz i bywasz),
                        > wiec...

                        Tak, tylko że ostatnio moi znajomi to albo mężczyźni, albo kobiety, które nie
                        są mną zainteresowane - i nie mające koleżanek, z którymi mogłyby mnie
                        poznać... Wcześniej zaś, jak mówiłem - bywałem, spotykałem kobiety, żadnej nie
                        przypadłem do gustu...

                        > Poza tym, introwertyk a mruk (tudziez czlowiek ktory wstydzi sie podejsc do
                        > dziewczyny i zagadnac) to dwie kompletnie rozne sprawy.

                        Mrukiem nie jestem. Jak się ośmielę, to jestem wręcz gadułą... Problem mam
                        jedynie z tym pierwszym odezwaniem się - kiedy nie znam zupełnie dziewczyny i
                        nie wiem, jak podejść i zagadać.

                        A introwertykiem jestem w tym sensie, że np. nie chodzę do dyskotek, bo mnie to
                        po prostu męczy... Za głośno, za dużo ludzi. Wolę kameralne spotkania...

                        > Czemu?

                        Bo mam lęki społeczne, odwołując się do terminologii fachowej.

                        > Poza tym, za duzo tych "na pewno". Na pewno to ja powinienem zaraz isc spac, c
                        > o nie oznacza ze to zrobie.

                        Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym nie
                        robił, nie umiem tego zmienić.

                        > Zrozum, nie o to chodzi. Wyobrazam sobie Ciebie troche jako czlowieka, ktory
                        > jak juz wyjdzie z domu, to przemyka sie pod sciana usilujac przejsc
                        > niezauwazonym przez nikogo.

                        To jest błędny obraz - tak się nie zachowuję. Z tego, co wiem, kobiety
                        odbierają mnie pozytywnie - po prostu wszystkie widzą we mnie kumpla, nie
                        potencjalnego partnera.

                        > Moda na "matki polki" juz mija, z takim podejsciem masz coraz mniejsze szanse
                        > na to ze ktos sie Toba zainteresuje.

                        Jakie "matki Polki"? Akurat jestem feministą... Na tym też polega część
                        problemu - bo jestem bardziej feministyczny od wielu kobiet, jakie spotykam.

                        > No to masz chyba prosta odpowiedz na swoje tytulowe pytanie - zrob cos, aby
                        > te fakty sie pozmienialy.
                        > Proste?

                        Nie - nie tak prosto zmienić swoją psychikę.
                        • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:27
                          > Ale jak???
                          > Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie mieć za dobrych kompetencji
                          > społecznych - i nie wiedzieć, co w takiej sytuacji powiedzieć?

                          Kawa na lawe:
                          Jedziesz tramwajem, widzisz dziewczyne czytajaca ksiazke jednego z Twoich ulubionych pisarzy.
                          Pytasz sie jak jej sie podoba, na przyklad...
                          Albo - widzisz jak jakas dziewczyna blaka sie po ulicy usilujac cos znalezc. Oferujesz swoja pomoc...
                          Albo - odwrotna sytuacja, zagadujesz kogos o to jak trafic gdzies tam, potem oferujesz sie ze sie
                          chetnie odwdzieczysz za informacje - moze ciacho w jakiejs kafejce...
                          I tak dalej i tak dalej, trzeba po prostu reagowac na to co sie dzieje dookola.
                          Jak sobie zrobisz plan strategiczny to nigdy Ci nic nie wyjdzie.

                          > Tak, tylko że ostatnio moi znajomi to albo mężczyźni, albo kobiety, które nie
                          > są mną zainteresowane - i nie mające koleżanek, z którymi mogłyby mnie
                          > poznać... Wcześniej zaś, jak mówiłem - bywałem, spotykałem kobiety, żadnej nie
                          > przypadłem do gustu...

                          Zmien srodowisko.

                          > Bo mam lęki społeczne, odwołując się do terminologii fachowej.

                          To zajmij sie ich leczeniem

                          > Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym nie
                          > robił, nie umiem tego zmienić.

                          Probowales?

                          > To jest błędny obraz - tak się nie zachowuję. Z tego, co wiem, kobiety
                          > odbierają mnie pozytywnie - po prostu wszystkie widzą we mnie kumpla, nie
                          > potencjalnego partnera.

                          Widac na potencjalnego partnera sie ich zdaniem nie nadajesz. Pytales ktorejs kiedys dlaczego "nie"?

                          > Jakie "matki Polki"? Akurat jestem feministą... Na tym też polega część
                          > problemu - bo jestem bardziej feministyczny od wielu kobiet, jakie spotykam.

                          Feministyczny czy ulegly?

                          > Nie - nie tak prosto zmienić swoją psychikę.

                          Jaka psychike???
                          Tu nie trzeba zmieniac psychiki. Wiesz, jesli ktos jest "straznikiem granicznym na przejsciu miedzy
                          korea polnocna a poludniowa" to raczej male szanse ze kogos pozna.
                          A psychiki nie trzeba tu zmienic, wystarczy zmienic "zawod".
                          Masz liste rzeczy ktore uwazasz ze sa przeszkoda w poznaniu kogos. Popracuj nad nimi.
                          • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:41
                            > Kawa na lawe:
                            > Jedziesz tramwajem, widzisz dziewczyne czytajaca ksiazke jednego z Twoich ulub
                            > ionych pisarzy.
                            > Pytasz sie jak jej sie podoba, na przyklad...
                            > Albo - widzisz jak jakas dziewczyna blaka sie po ulicy usilujac cos znalezc.
                            > Oferujesz swoja pomoc...
                            > Albo - odwrotna sytuacja, zagadujesz kogos o to jak trafic gdzies tam, pote
                            > m oferujesz sie ze sie
                            > chetnie odwdzieczysz za informacje - moze ciacho w jakiejs kafejce...
                            > I tak dalej i tak dalej, trzeba po prostu reagowac na to co sie dzieje dookola

                            Ok, zapamiętam - choć to nie takie proste, wcielić to w życie...

                            > Zmien srodowisko.

                            Właśnie o to chodzi, że nie wiem jak!

                            > To zajmij sie ich leczeniem

                            Leczę, nie pomaga.

                            > > Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym
                            > > nie robił, nie umiem tego zmienić.
                            >
                            > Probowales?

                            Tak.

                            > Widac na potencjalnego partnera sie ich zdaniem nie nadajesz. Pytales ktorejs
                            > kiedys dlaczego "nie"?

                            Podobno jestem "aseksualny", cokolwiek by to nie znaczyło.

                            > Feministyczny czy ulegly?

                            Uległy może nie, ale płeć psychologiczna skłania mi się ku kobiecości...

                            > Jaka psychike???
                            > Tu nie trzeba zmieniac psychiki.

                            Trzeba - te obawy przez rozmawianiem z obcymi wynikają m.in. właśnie z mojej
                            psychiki...
                            • kwieto Re: Och, proszę :( 16.05.04, 23:48
                              > Ok, zapamiętam - choć to nie takie proste, wcielić to w życie...

                              To nie wcielaj..
                              Zrozum, trzymanie sie jakiegos schematu to najgorsze co mozesz zrobic.
                              Recepty na podryw nie uzyskasz nigdy i nigdzie.

                              > Właśnie o to chodzi, że nie wiem jak!

                              Zwyczajnie, zacznij bywac w innych miejscach, robic inne rzeczy itd.

                              > Leczę, nie pomaga.

                              Zmien lekarza

                              > Tak.

                              Jak konsekwentnie? Czy czegos sie przy tym nauczyles?

                              > Podobno jestem "aseksualny", cokolwiek by to nie znaczyło.

                              "Bezplciowy" najprawdopodobniej. Czyli ktos kto jest moze i mily i sympatyczny, ale niezbyt
                              pociagajacy, nie tyle fizycznie co nijaki osobowosciowo - bez pasji, bez charakteru, itp.
                              Na ile temu odpowiadasz - nie wiem. Pomysl.

                              > Uległy może nie, ale płeć psychologiczna skłania mi się ku kobiecości...

                              I jak to sie objawia?


                              > Trzeba - te obawy przez rozmawianiem z obcymi wynikają m.in. właśnie z mojej
                              > psychiki...

                              Zahamowania to nie psychika, a raczej cos co ja blokuje.
                              • Gość: Vox Re: Och, proszę :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:57
                                > To nie wcielaj..
                                > Zrozum, trzymanie sie jakiegos schematu to najgorsze co mozesz zrobic.
                                > Recepty na podryw nie uzyskasz nigdy i nigdzie.

                                Chodziło mi o zapamiętanie ogólnej idei...

                                A pewną formę "recepty na podryw" muszę mieć, bo samo mi to nie przyjdzie...
                                Jeśli miałbym odwoływać się do tego, co dla mnie naturalne, to nigdy żadnej
                                dziewczyny nie poderwę. Tak mnie wychowano, że dla mnie naturalny odruch to
                                nierozmawianie z obcymi...

                                > Zwyczajnie, zacznij bywac w innych miejscach, robic inne rzeczy itd.

                                Ale ja nie mam żadnego pomysłu, co to miałyby być za miejsca, rzeczy itd.

                                > Jak konsekwentnie? Czy czegos sie przy tym nauczyles?

                                Bardzo konsekwentnie, przez ostatnie kilka lat. Nauczyłem się przy tym, że
                                absolutnie nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa do obcej kobiety, jeśli
                                nie mam do tego dobrego pretekstu itd. Jeśli zaś kobiet jest więcej, w ogóle
                                nie dam rady z nimi rozmawiać.

                                > I jak to sie objawia?

                                M.in. emocjonalnością, wrażliwością, brakiem chęci do rywalizowania z innymi.
                                Niechęcią do fizycznych konfrontacji, strachliwością. "Kobiecymi"
                                zainteresowaniami...

                                > Zahamowania to nie psychika, a raczej cos co ja blokuje.

                                Tu już wchodzimy w semantykę... :)
                                • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 06:03
                                  > A pewną formę "recepty na podryw" muszę mieć, bo samo mi to nie przyjdzie...
                                  > Jeśli miałbym odwoływać się do tego, co dla mnie naturalne, to nigdy żadnej
                                  > dziewczyny nie poderwę. Tak mnie wychowano, że dla mnie naturalny odruch to
                                  > nierozmawianie z obcymi...

                                  No to masz dwa wyjscia - albo zaczniesz sie przelamywac, albo "nigdy zadnej dziewczyny nie
                                  poderwiesz".
                                  Swoja droga, mnie na przyklad mierzi specjalne poszukiwanie sposobow i metod podrywania. Bo to
                                  zwyczajnie nie wychodzi, najciekawsze znajomosci poznaje sie "przy okazji". Tylko trzeba ciut tych
                                  "okazji" stworzyc.

                                  > Ale ja nie mam żadnego pomysłu, co to miałyby być za miejsca, rzeczy itd.

                                  Myslisz ze ktos inny bedzie go mial za Ciebie?

                                  > Bardzo konsekwentnie, przez ostatnie kilka lat. Nauczyłem się przy tym, że
                                  > absolutnie nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa do obcej kobiety, jeśli
                                  > nie mam do tego dobrego pretekstu itd. Jeśli zaś kobiet jest więcej, w ogóle
                                  > nie dam rady z nimi rozmawiać.

                                  I co zaczales robic, zeby rozwiazac ten problem?

                                  > M.in. emocjonalnością, wrażliwością,

                                  A nie, przypadkiem, przewrazliwieniem?

                                  > brakiem chęci do rywalizowania z innymi.

                                  Z jakich powodow? Bo nie warto, czy bo "zawsze przegram"?

                                  > Niechęcią do fizycznych konfrontacji, strachliwością.

                                  Czy to jest taka kobieca cecha? nie powiedzialbym.

                                  > "Kobiecymi" zainteresowaniami...

                                  tzn?

                                  > Tu już wchodzimy w semantykę... :)

                                  Nie, bo kompleksy da sie wyleczyc, a "psychike" jako taka zmienic troche trudniej.
                        • Gość: agatka Re: Vox, moj drogi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 17:11
                          Wiesz Vox troszkę mi żal Ciebie, ale tylko troszke, bo bardziej szlag mnie
                          trefia:). Po co żalisz sie na swoj los, jesli niczego nie próbujesz zmienić.
                          Albo zacznij dzialać albo pogódź się z sytuacją- innego wyjscia nie ma.
                          Oczekujesz od ludzi rad, ale z żadnej nie potrafisz skorzystać. Cały czas
                          powtarzasz ze nie wiesz jak zagadac/poznac dziewczyne, a jak ktos daje Ci
                          konkretne rady to z miejsca je odzrucasz. Po co zalozyles w takim razie ten
                          wątek? Niestety albo zbierzesz sie w sobie albo zawsze bedziesz ogladal sie za
                          szczesliwymi parami. Liczysz na jakis zloty srodek, ale takiego nie ma- nikt z
                          forumowiczow nie zesle Ci z nieba ciekawej dziewczyny, która jeszcze pewnie
                          musialaby sie niezle nagimnastykowac zeby rozpoczac znajomosc- bo Ty chyba
                          nawet majac ją "na tacy", nie potrafilbys po nią "sięgnąć". Przepraszam za
                          wszelkie kąśliwe uwagi , ale drazni mnie troche takie zachowanie- z takim
                          podejsciem niczego w zyciu nie zdzialasz-niestety.

                          Pozdrawiam serdecznie.

                          Ps moze moj wpis jest nie na miejscu bo przeczytalam posty tylko do tego
                          momentu ale na dluższą "lekture" nie mam czasu.
                      • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: *.aine.pl 17.05.04, 21:24
                        Informacja pomocnicza - kazdy sie troszke boi zanim podejdzie i zagadnie
                        szalowa blondynke (tudziez
                        brunetke czy ruda). Po prostu niektorzy sa w stanie przelamac swe obawy

                        A co zrobić jak się nie jest szałową blondynką/brunetką/rudą... i nikt cię nie
                        zagaduje?
                        • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 21:41
                          > A co zrobić jak się nie jest szałową blondynką/brunetką/rudą... i nikt cię nie
                          > zagaduje?

                          Samej zagadac :"P
                          • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: *.aine.pl 17.05.04, 21:52
                            Fajnie... tylko, że u nas raczej nie jest przyjęte żeby kobieta zagadywała
                            obcych męzczyzn.
                            • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 22:05
                              Ja tam lubie :")
                              Kiedys zostalem poderwany w baaardzo fajny sposob, nie powiem, moze i sie czulem w ktoryms
                              momencie troszke nie na miejscu, ale generalnie calos odbieram bardzo na plus
                              • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: 195.150.115.* 17.05.04, 23:19
                                A możesz być taki miły i opisac ten sposób?
                                • kwieto Re: Och, proszę :( 17.05.04, 23:28
                                  Hmmm, generalnie sprowadzalo sie to do tego ze to ja zostalem zaproszony na randke gdzie to mi
                                  zorganizowano czas i mna sie zajmowano a nie odwrotnie.
                                  Fajna odmiana :")
                                  • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: *.aine.pl 18.05.04, 00:11
                                    A czy ta kobiet wpadła Ci wcześniej w oko? Czy zostałeś zaskoczony przez taką
                                    na którą wcale nie zwracałeś uwagi i dopiero po tym zaproszeniu spojrzałes na
                                    nią jak na kobietę?
                                    • kwieto Re: Och, proszę :( 18.05.04, 07:35
                                      Gdyby nie budzila zainteresowania, to bym odmowil zaproszeniu
                                      • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: 195.150.115.* 18.05.04, 18:49
                                        Czyli nie zostałeś tak do końca przez nią poderwany, bo wcześniej sam zróciłeś
                                        na nią uwagę. Po prostu ... ona zrobiła ten pierwszy krok.
                                        Czy gdyby tego nie zrobiła to Ty byś zaczął działać?
                                        • kwieto Re: Och, proszę :( 18.05.04, 21:24
                                          > Czyli nie zostałeś tak do końca przez nią poderwany, bo wcześniej sam zróciłeś
                                          > na nią uwagę. Po prostu ... ona zrobiła ten pierwszy krok.

                                          Niezupelnie. Bo z Twojej wypowiedzi wynika ze ona zrobila ten krok w odpowiedzi na moje
                                          zainteresowanie, a to nie jest do konca prawda.
                                          Dosc czesto zdarza mi sie spotkac kogos, kim chetnie bym sie zainteresowal. Poki nie zrobie
                                          pierwszego kroku, to owa interesujaca mnie dziewczyna nawet nie ma o moim zainteresowaniu pojecia.
                                          Ergo - do momentu pierwszego kroku jakiekolwiek zainteresowanie (lub jego brak) nie ma znaczenia.
                                          A skoro ona zrobila pierwszy krok to znaczy ze miala na to ochote niezaleznie od tego czy ja sie nia
                                          interesowalem czy nie

                                          > Czy gdyby tego nie zrobiła to Ty byś zaczął działać?

                                          Nie wiem. Zalezy od sytuacji.
                • Gość: Ania Re: Och, proszę :( IP: 195.150.115.* 17.05.04, 21:20
                  > > kino/teatr
                  >
                  > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
                  > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej
                  nie
                  > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...


                  JA zawsze chodze sama do kina, bo tez jestem samotna. I nigdy nie jestem jedyną
                  samotną kobietą na sali. Zawsze jest nas więcej. Z tym, że uwazam że kino
                  raczej też nie nadaje się na miejsce do poznania kogoś.
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:43

      Gość portalu: 007wc napisał(a):

      > Mogę zrozumieć Twój żal,nie potrafie jednak zrozumieć Twojej bezczynności.
      > Jesteś kobietą jak piszesz do rzeczy więc zastanów się w czym tkwi problem.
      > Są tysiące możliwości aby taki stan zmienić.Wydaje mi się że Ty sama niewiele
      > robisz aby życie stało się ciekawsze. Książka choćby najciekawsza nie jest
      > przeszkodą aby wyjść z domu poznać nowych ludzi i rozwinąć skrzydła.
      > Stworzyłaś sobie kawałek wirtualnego świata z wyimaginowanym facetem i bardzo
      > systematycznie rozwijasz pewne wizje z nim związane.Tylko po jaką cholerę.
      > Wiec że samotność jest straszna, ale samotność we dwoje jeszcze gorsza.Taką
      mas
      > z
      > w tej chwili sytuację.Przestań liczyć na jego emeile tylko zacznij działać.
      > Mając 31 lat można zbudować wspaniały związek z drugą osobą i korzystać z
      życia
      > .
      > Wyjedz w interesujące miejsce niech to będzie Krynica,Kudowa,Jarosławiec gdzie
      > ludzie spotykają się przy piwku,rozmawiają o duperelach,spontanicznie tańczą i
      > rozmawiając ze sobą poznają się wzajemnie.Nastawiłaś się na luksus że ktoś
      zjaw
      > i
      > się i dostarczy Ci tę drugą osobę.Tak nie można podchodzić do sprawy.
      > Zacznij być odważniejsz, prowokująca,pokaż kobietę w jej pełnym blasku, wtedy
      > przekonasz się że polezą za Tobą jak barany. Jeżeli połączysz swój wygląd i
      > śmiałość dodasz do tego mądrość i wiedzę sama będziesz zaskoczona. Czy nie
      jest
      > przypadkiem tak że blokujesz do siebie dostęp.Musisz wiedzieć że facet też
      > potrzebuje zielonego światła.Nie wszystko od razu musi kończyć się seksem.To
      > przychodzi samo i decydujesz o tym właśnie Ty.
      > Nikt za Ciebie nie znajdzie cudownej rady na Twój problem { ludzie jaki
      problem
      > }
      > rozwiązanie jest tylko w Twoich rękach.Gdyby ludzie myśleli tak jak Ty to
      jakie
      > ś
      > 70% byłoby osobami samotnymi ponieważ dopiero od jakiegoś czasu zmienia się
      > bezpośredniość polaków. My nadal potrzebujemy kilku spotkań aby mówić sobie
      na
      > ty.Zapominamy że mamy imiona.Patrzymy na wiek,i inne tego rodzaju pierdoły.
      > Dodatkowo będąc samotnymi zaczynamy szukać rówieśników no może niewiele
      > starszych, nic bardziej mylnego. Doceń facetów którzy mają 40 i trochę więcej.
      > To właśnie wśód nich można znaleść ludzi bardzo doświadczonych,poważnych
      którzy
      >
      > przez swoje życie bardzo dużo się nauczyli i potrafią wyciągnąć z tego
      właściwe
      >
      > wnioski. Nie patrz krytycznie na rozwiedzionego bo to może właśnie być ten
      > który jest twoją drugą połową, gwarantem Twojgo dalszego spokojnego życia.
      > Szczerze powiedziawszy Twoje narzekanie mnie irytuje ponieważ uważam że w ten
      > sposób próbujesz znaleść swatkę która szczęśliwie wyda Cię za mąż.
      > Imię pełne masz grzechu więc nie będzie Ci znowu tak trudno działać tylko
      > wreszcie zdecyduj się na to.
      > Bardzo serdecznie życzę Ci otwartośći w realizacji tego co podpowiadają Ci
      > wszyscy w tym wątku. Najpierw odwagi potem szczęśćia.
      >
      > pozdrawiam



    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:46

      >
      > Podsumowujac krotko Twoje posty i odpowiedzi na nie powiem Ci jedno .
      >
      > Stoisz przed wyborem : albo bedziesz sama , samotna zamknieta na wszystkie
      nowe
      >
      > znajomosci , osadzajaca nie dajaca szans albo sie zaczniesz powoli zmieniac i
      > redukowac pewne zachowania, ktore nie pomagaja a wrecz sa gwarancja na
      samotnos
      > c.
      > Wybor nalezy do Ciebie.
      >
      > Martyna
    • Gość: archiwum Re: Co poradzić na samotność? IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:49

      kwieto napisał(a):

      > :")))
      >
      > Wiesz, bo mam wrazenie, ze ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja "kogos do
      > kochania" licza na to, ze ich zycie sie wtedy zmieni. Zabarwi kolorami,
      > zapachnie jak nigdy...
      >
      > A to jest zwykla bzdura!
      > Bo jesli sami nie potrafia sie cieszyc wlasnym zyciem, to ani partner im w
      tym
      > nie pomoze, ani tego za nich nie zrobi.
      >
      > Owszem, bedzie moment euforii, "och, kocham i jestem kochana/y". Ale ta
      euforia
      >
      > nie trwa wiecznie, miesiac, dwa, pol roku... I co potem?
      > Dalej jest bez sensu i beznadziejnie, bo wyjsc z wlasnej beznadziejnosci
      trzeba
      >
      > samodzielnie i zadne podporki w postaci partnera/meza nie pomoga.
      >
      > Najpierw trzeba zrobic sobie samemu remont, zmienic podejscie do swiata,
      > nauczyc cieszyc sie zyciem, a dopiero potem mozna myslec o partnerze.



      • Gość: kruk Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 19:56
        i TO jest najlepsza odpowiedź!
        pozdrawiam i życzę łagodnej zmiany stosunku do samego siebie ;-)
        K.
    • cossa Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:17
      oprocz tego, ze Ty mozesz kogos poznac
      to jeszcze ktos moze Ciebie poznac :)

      bierzesz to pod uwage? ;)

      pozdr.cossa
      • caorle Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:27
        nie mam pieniędzy
        nie umiem tańczyć
        nie jestem trendy
        nie należę...
        nie zaczepię...
        nie mogę...

        Pomyśl.
        • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:29
          > nie mam pieniędzy
          > nie umiem tańczyć
          > nie jestem trendy
          > nie należę...
          > nie zaczepię...
          > nie mogę...
          >
          > Pomyśl.

          To znaczy?
          • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 22:36
            > > nie mam pieniędzy
            > > nie umiem tańczyć
            > > nie jestem trendy
            > > nie należę...
            > > nie zaczepię...
            > > nie mogę...
            > >
            > > Pomyśl.
            >
            > To znaczy?

            No wlasnie....
        • cossa Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:35
          no - zalezy jak sie spojrzy
          szklanka do polowy pelna
          czy do polowy pusta?

          pozdr.cossa
      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:29
        > oprocz tego, ze Ty mozesz kogos poznac
        > to jeszcze ktos moze Ciebie poznac :)
        >
        > bierzesz to pod uwage? ;)

        No ale przecież też muszę do tego stworzyć jakąś okazję...

        Poza tym, w naszym kraju kobiety raczej oczekują od mężczyzny inicjatywy...
        Raczej się nie zdarza, by to kobieta podrywała faceta. Przynajmniej ja się z
        tym nie spotkałem.
        • cossa Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:33
          zyj swoim zyciem
          badz wsrod ludzi
          albo Ty cos stworzysz i poznasz kogos
          albo ktos inny cos stworzy i pozna Ciebie
          wazne bys byl obok
          i dal szanse poznania SIEBIE

          i roznie to bywa z tymi kobietami
          i inicjatywami kto, po co i dlaczego
          jest mnostwo kobiet, ktore same wybieraja
          i przejmuja inicjatywe

          moze masz na twarzy napisane
          "szukam"
          to odstrasza
          (przynajmniej mnie)

          badz soba
          to wszystko

          i jesli znalezienie kobiety
          jest jedynym celem Twojego zycia
          to moze warto rozejrzec sie jeszcze za czyms innym? ;))

          pozdr.cieplo.cossa



          Gość portalu: Vox napisał(a):

          > No ale przecież też muszę do tego stworzyć jakąś okazję...
          >
          > Poza tym, w naszym kraju kobiety raczej oczekują od mężczyzny inicjatywy...
          > Raczej się nie zdarza, by to kobieta podrywała faceta. Przynajmniej ja się z
          > tym nie spotkałem.
          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:50
            > zyj swoim zyciem
            > badz wsrod ludzi
            > albo Ty cos stworzysz i poznasz kogos
            > albo ktos inny cos stworzy i pozna Ciebie
            > wazne bys byl obok
            > i dal szanse poznania SIEBIE

            Wierz mi, to NIE TAKIE PROSTE. Ja w czasie studiów naprawdę starałem się
            poznawać tak wielu ludzi, jak tylko możliwe. Dawałem innym szansę poznania
            mnie, nie byłem bynajmniej żadnym odludkiem. Miałem naprawdę masę koleżanek -
            żadna jednak nie zobaczyła we mnie potencjalnego partnera.

            > i roznie to bywa z tymi kobietami
            > i inicjatywami kto, po co i dlaczego
            > jest mnostwo kobiet, ktore same wybieraja
            > i przejmuja inicjatywe

            W takim razie mam pecha, bo nie spotkałem żadnej :(

            > moze masz na twarzy napisane
            > "szukam"
            > to odstrasza
            > (przynajmniej mnie)

            Staram się nie mieć... Ale jeśli mam, to nie potrafię na to nic poradzić.
            Naprawdę nie jest to proste, jeśli się jest 25-letnim facetem z kompletnie
            sfrustrowanymi potrzebami emocjonalnymi...

            > badz soba
            > to wszystko

            Jestem sobą, naprawdę! Efektów żadnych to nie przynosi. Mam wręcz wrażenie, że
            część kobiet właśnie to, co dla mnei oznacza bycie sobą, wręcz odstrasza...

            > i jesli znalezienie kobiety
            > jest jedynym celem Twojego zycia
            > to moze warto rozejrzec sie jeszcze za czyms innym? ;))

            Dlaczego zakładasz, że nie mam innego celu w życiu? Zaręczam, że mam...
            • caorle Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:53
              Człowieku, policz wszystkie "nie"!

              Ty masz jakieś wypracowanie napisać ze zdań z "nie"?
              Jaja sobie z nas robisz?

              • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:58
                > Człowieku, policz wszystkie "nie"!
                >
                > Ty masz jakieś wypracowanie napisać ze zdań z "nie"?
                > Jaja sobie z nas robisz?

                Przykro mi, że tak to odbierasz... Z nikogo sobie nie robię jaj, dla mnie to są
                aż zbyt realne problemy. Nie umiesz sobie naprawdę wyobrazić, że dla kogoś
                porozmawianie z obcą kobietą może być problemem?
        • caorle Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:37
          się nie zdarza
          nie spotkałem

          A co masz na tak? że tak powiem kawa na ławę?
          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:51
            > się nie zdarza
            > nie spotkałem
            >
            > A co masz na tak? że tak powiem kawa na ławę?

            Nie rozumiem, co masz na myśli :(
            • joasia-ja Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 21:56
              ojej, jestes poprostu zbyt pesymistycznie nastawiony do wszystkiego i byc moze
              to odstrasza...daj sobie wiecej luzu, moze za batdzo jestes spiety, za bardzo
              analizujesz swoje i innych zachowania.. wyluzuj i poprostu poplyn sobie a sam
              dla siebie znajdziessz porcik, restz asama przyjdzie, jedno jest konsekwencja
              drugiego
              otworz sie na ludzi i nie siedz w domu i nie zakladaj scenaruszy - nie uda sie,
              nie bedzie, nie znam - chyba sie tylko blokujesz w ten sposob...
            • caorle Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 22:00
              Tera spróbuj napisać tak:
              Umiem...
              Potrafię...
              Lubię...
              Kocham...
              Znam...
              Wiem...
              panimajesz?
              I nic więcej nie musisz już robić.
              To z "nie" to widocznie nie jest twój sposób na panienki. Nie leży ci...:-)
              • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:06
                > Tera spróbuj napisać tak:
                > Umiem...
                > Potrafię...
                > Lubię...
                > Kocham...
                > Znam...
                > Wiem...
                > panimajesz?
                > I nic więcej nie musisz już robić.

                Obawiam się, że to nie takie proste... Mogę napisać, i co mi z tego przyjdzie?
                W realnej sytuacji nie usunie to moich zahamowań...
                • caorle Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 22:10
                  Masz rację.

                  Coś jednak masz na "tak"...

                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:12
                    > Masz rację.
                    >
                    > Coś jednak masz na "tak"...

                    Wybacz, ale mam wrażenie, że się ze mnie nabijasz...
                    • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 22:42
                      Czlowieku, gdybys byl nowo przeze mnie poznawana dziewczyna, to po tych wynurzeniach (nie tancze,
                      nie chodze do kina bo nie mam z kim, do teatru tez nie bo tam sie chodzi razem, i tak dalej i tak dalej)
                      ucieklbym od Ciebie z krzykiem.
                      Nie dlatego ze jestes przerazajacy, tylko dlatego ze budujesz wokol siebie niesamowicie silna aure
                      beznadziejnosci. Malo kto ma zaciecie by w takie cos sie pakowac.

                      Zacznij zyc, dla siebie, robic to co lubisz a nie to co uwazasz ze wypada. Nie ma nic gorszego niz
                      czlowiek zyjacy wedlug schematow (ktorych zaserwowales tu cala fure).
                      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 22:53
                        > Czlowieku, gdybys byl nowo przeze mnie poznawana dziewczyna, to po tych
                        > wynurzeniach (nie tancze,
                        > nie chodze do kina bo nie mam z kim, do teatru tez nie bo tam sie chodzi
                        > razem,i tak dalej i tak dalej)ucieklbym od Ciebie z krzykiem.

                        Ej, ty mnie chyba żle zrozumiałeś. Czy ja mówię, że nie chodzę do kina?
                        Oczywiście, że chodzę, bardzo lubię. Chodzi mi jedynie o to, że wg mnie szanse
                        na poznanie kogoś w kinie są mizerne... To samo tyczy się teatru (choć tutaj
                        bywam rzadziej - po prostu za drogie to jest).

                        > Nie dlatego ze jestes przerazajacy, tylko dlatego ze budujesz wokol siebie nie
                        > samowicie silna aure
                        > beznadziejnosci.

                        Jeju, ale przecież ja nie mówię każdej napotkanej kobiecie o takich sprawach.
                        Bynajmniej! Mam swoje zainteresowania i bardzo chętnie o nich rozmawiam...

                        > Zacznij zyc, dla siebie, robic to co lubisz a nie to co uwazasz ze wypada.
                        > Nie ma nic gorszego niz
                        > czlowiek zyjacy wedlug schematow (ktorych zaserwowales tu cala fure).

                        Sorry, ale to już jest jakaś Twoja nadinterpretacja. Nie znasz mnie i wcale nie
                        wiesz, czy "żyję według schematów". Akurat wydaje mi się, że bliżej mi do bycia
                        strasznym dziwakiem, niż konformistą...
                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 23:05
                          > Ej, ty mnie chyba żle zrozumiałeś. Czy ja mówię, że nie chodzę do kina?
                          > Oczywiście, że chodzę, bardzo lubię. Chodzi mi jedynie o to, że wg mnie szanse
                          > na poznanie kogoś w kinie są mizerne... To samo tyczy się teatru (choć tutaj
                          > bywam rzadziej - po prostu za drogie to jest).

                          Widzisz, problem nie tyle w bywaniu w jakichs miejscach, ile w dostrzeganiu, lub (dla zaawansowanych)
                          stwarzaniu okazji. Tak naprawde to interesujacych ludzi mozna spotkac gdziekolwiek.
                          Kiedys rozmawialem z kims na temat ilosci dziewczyn ktore widuje, a ktore uznaje za interesujace. I
                          wyszlo mi, ze tylko dojezdzajac do pracy (srednio pol godziny w jedna strone) dziennie widuje kolo
                          dwoch takich ciekawych dziewczyn. Wystarczy tylko podejsc i zagadac. Zakladajac ze do polowy nie
                          dojdziesz, od 3/4 pozostalych dostaniesz kosza na starcie, to zostaje Ci okolo dziesieciu
                          potencjalnych randek miesiecznie...
                          A czasem wrecz widac, ze dana osoba daje Ci szanse i tylko od Ciebie zalezy czy skorzystasz z niej czy
                          nie.

                          > Jeju, ale przecież ja nie mówię każdej napotkanej kobiecie o takich sprawach.
                          > Bynajmniej! Mam swoje zainteresowania i bardzo chętnie o nich rozmawiam...

                          Nie musisz mowic, to wylazi pomiedzy slowami. Wierz mi.
                          Problem tych co maja wypisane na czole "szukam" - to naprawde jest bardzo widoczne.

                          > Sorry, ale to już jest jakaś Twoja nadinterpretacja. Nie znasz mnie i wcale nie
                          > wiesz, czy "żyję według schematów". Akurat wydaje mi się, że bliżej mi do bycia
                          > strasznym dziwakiem, niż konformistą...

                          To nie ma nic do rzeczy.
                          Chodzi o te wszystkie "nie da sie", "nie potrafie", "nie umiem", "to nie w moim stylu" i tak dalej.
                          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:21
                            > Kiedys rozmawialem z kims na temat ilosci dziewczyn ktore widuje, a ktore
                            > uznaje za interesujace. I
                            > wyszlo mi, ze tylko dojezdzajac do pracy (srednio pol godziny w jedna strone)
                            > dziennie widuje kolo
                            > dwoch takich ciekawych dziewczyn. Wystarczy tylko podejsc i zagadac.

                            OK, to wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji można powiedzieć? Bo ja naprawdę nie
                            wiem...

                            > To nie ma nic do rzeczy.
                            > Chodzi o te wszystkie "nie da sie", "nie potrafie", "nie umiem", "to nie w
                            > moim stylu" i tak dalej.

                            Jeśli coś takiego piszę, to dlatego, że to jest prawda... Przykładowo, jeśli
                            mówię, że w moim przypadku odpada np. zapisanie się na karate, to nie dlatego,
                            że sobie to wmówiłem, ale dlatego, że znam moje mozliwości fizyczne, próbowałem
                            tego - i wiem, że skończy się to kontuzją...
                            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 23:30
                              > OK, to wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji można powiedzieć? Bo ja naprawdę nie
                              > wiem...

                              W najprostrzym przypadku - zapytac czy ma ochote sie spotkac, po prostu.
                              Zalezy od sytuacji, jesli oczekujesz listy "zagadniec" to ich nie dostaniesz, bo takiej listy nie ma.

                              > Jeśli coś takiego piszę, to dlatego, że to jest prawda... Przykładowo, jeśli
                              > mówię, że w moim przypadku odpada np. zapisanie się na karate, to nie dlatego,
                              > że sobie to wmówiłem, ale dlatego, że znam moje mozliwości fizyczne, próbowałem
                              > tego - i wiem, że skończy się to kontuzją...

                              Czy karate to jedyny sposob ciekawego spedzania czasu wg Ciebie?

                              Wiesz, ja lubie chodzic po gorach. W gorskich schroniskach mozna spotkac mnostwo ciekawych
                              dziewczyn.
                              Albo lubie spacerowac po parku, tam tez mozna spotkac wiele ciekawych osob.

                              I tak dalej, i tak dalej....
                              • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:35
                                > Czy karate to jedyny sposob ciekawego spedzania czasu wg Ciebie?

                                To był przykład :)

                                > Wiesz, ja lubie chodzic po gorach. W gorskich schroniskach mozna spotkac
                                > mnostwo ciekawych dziewczyn.

                                Chodzę po górach i nigdy na trasie nikogo nie poznałem...

                                > Albo lubie spacerowac po parku, tam tez mozna spotkac wiele ciekawych osob.

                                W parkach, w których bywałem, widywałem same staruszki i zakochane pary...
                                • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 16.05.04, 23:42
                                  > Chodzę po górach i nigdy na trasie nikogo nie poznałem...

                                  Ooo, jak Ty to robisz? Chodzisz po Himalajach, czy jak?

                                  > W parkach, w których bywałem, widywałem same staruszki i zakochane pary...

                                  Bywaj w innych.


                                  Cy Ty naprawde nie rozumiesz, ze miejsce jest najmniej istotne?
                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:59
                                    > Ooo, jak Ty to robisz? Chodzisz po Himalajach, czy jak?

                                    Nie, po Tatrach...

                                    > Cy Ty naprawde nie rozumiesz, ze miejsce jest najmniej istotne?

                                    Istotnie - bo nawet jakbym spotkał samotną dziewczynę w parku, nie podszedłbym
                                    do niej. Uważam, że jest to narzucanie się...
                                    • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 06:10
                                      > Nie, po Tatrach...

                                      Robisz to po nocach?

                                      > Istotnie - bo nawet jakbym spotkał samotną dziewczynę w parku, nie podszedłbym
                                      > do niej. Uważam, że jest to narzucanie się...

                                      Innymi slowy narzekasz ze jestes samotny, ale podstawowa mozliwosc przelamania tej samotnosci
                                      (wyjscie do ludzi) odrzucasz, bo to "narzucanie sie".
                                      Masz pomysl jak wyjsc z tego impasu?
                                      Zdecyduj, na czym bardziej Ci zalezy.

                                      A szczerze mowiac, to jestem zdania ze aby byc szczesliwym z kims, trzeba tez potrafic byc
                                      szczesliwym samemu. I tutaj IMO jest Twoj glowny problem. Nie chce byc zlym wrozem, ale mam
                                      dziwne wrazenie, ze nawet jak kogos poznasz, kto sie Toba zainteresuje to po jakims czasie problem
                                      "bycia samotnym" powroci. Niezaleznie od tego czy z kims wtedy bedziesz czy nie.

                                      IMO pierwsze co powinienes zrobic to nie tyle szukac sobie drugiej polowki, co zrobic gruntowny
                                      remanent wlasnej osoby.
                                      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:17
                                        > A szczerze mowiac, to jestem zdania ze aby byc szczesliwym z kims, trzeba tez
                                        > potrafic byc
                                        > szczesliwym samemu. I tutaj IMO jest Twoj glowny problem. Nie chce byc zlym
                                        > wrozem, ale mam
                                        > dziwne wrazenie, ze nawet jak kogos poznasz, kto sie Toba zainteresuje to po
                                        > jakims czasie problem
                                        > "bycia samotnym" powroci. Niezaleznie od tego czy z kims wtedy bedziesz czy
                                        > nie.

                                        Hmmm, nie zgadzam się. To naprawdę nie jest tak, że jestem "ogólnie"
                                        nieszczęśliwy i wymyśliłem sobie, że jak znajdę sobie dziewczynę, to mi się
                                        poprawi. Absolutnie nie! Po prostu mam potrzebę, by być z kimś - niezależną od
                                        innych moich problemów.

                                        Mam wrażenie, że mówisz do mnie z perspektywy osoby, która nie miała problemów
                                        z nieśmiałością, samotnością itd. Wierz mi - po 25 latach samotność naprawdę
                                        potrafi być cholernie dokuczliwa.

                                        Metaforycznie mówiąc: to, co piszesz, brzmi nieco, jakby syty mówił
                                        głodującemu, że tak naprawdę nie głód jest jego problemem, tylko brak
                                        samoakceptacji...
                                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:08
                                          > Hmmm, nie zgadzam się. To naprawdę nie jest tak, że jestem "ogólnie"
                                          > nieszczęśliwy i wymyśliłem sobie, że jak znajdę sobie dziewczynę, to mi się
                                          > poprawi. Absolutnie nie! Po prostu mam potrzebę, by być z kimś - niezależną od
                                          > innych moich problemów.

                                          OK, z czego wynika ta potrzeba?

                                          > Mam wrażenie, że mówisz do mnie z perspektywy osoby, która nie miała problemów
                                          > z nieśmiałością, samotnością itd. Wierz mi - po 25 latach samotność naprawdę
                                          > potrafi być cholernie dokuczliwa.

                                          Mialem, i to dokladnie takie same :"P
                                          Dlatego teraz mowie to co mowie.

                                          > Metaforycznie mówiąc: to, co piszesz, brzmi nieco, jakby syty mówił
                                          > głodującemu, że tak naprawdę nie głód jest jego problemem, tylko brak
                                          > samoakceptacji...

                                          Widzisz, tutaj jest troche tak jak z Alicja w krainie czarow. Im bardziej biegniesz, tym bardziej stoisz w
                                          miejscu.
                                          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:18
                                            > OK, z czego wynika ta potrzeba?

                                            Nie mam pojęcia - ale nie wydaje mi się, by to było istotne. Jak dalej
                                            pójdziemy w tym kierunku, to powiesz, że w ogóle nie warto z nikim być, bo to
                                            wszystko socjobiologia i samolubne geny...

                                            > Mialem, i to dokladnie takie same :"P

                                            A ja prawdę mówiąc nie odnoszę takiego wrażenia. Po tym, jak piszesz, jak to
                                            zagadywałeś kobiety na ulicy, w bibliotekach itd. nie wyglądasz mi na osobę,
                                            która dwie dekady cierpiała na fobie społeczne...
                                            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:26
                                              > Nie mam pojęcia - ale nie wydaje mi się, by to było istotne. Jak dalej
                                              > pójdziemy w tym kierunku, to powiesz, że w ogóle nie warto z nikim być, bo to
                                              > wszystko socjobiologia i samolubne geny..

                                              Widzisz, ja odrozniam potrzebe od ochoty.

                                              > A ja prawdę mówiąc nie odnoszę takiego wrażenia. Po tym, jak piszesz, jak to
                                              > zagadywałeś kobiety na ulicy, w bibliotekach itd. nie wyglądasz mi na osobę,
                                              > która dwie dekady cierpiała na fobie społeczne...

                                              To wbrew pozoru w duzym stopniu kwestia wyboru.
                                              Glownie dotyczacego siebie samego
                                          • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:18
                                            A Wy dalej tak wkoło macieju?

                                            Jak chcesz pływać musisz wejść do wody.
                                            Jeżeli boisz się wody to pływanie nie sprawi ci żadnej przyjemności.
                                            Może być tak?
                                            • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:25
                                              > Jak chcesz pływać musisz wejść do wody.
                                              > Jeżeli boisz się wody to pływanie nie sprawi ci żadnej przyjemności.
                                              > Może być tak?

                                              A nie rozumiesz, że ktoś może chcieć pływać, ale odczuwać lęk przed wodą? Wtedy
                                              to nie tak prosto wejść do wody, nawet jeśli się tego chce...
                                              • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:27
                                                I tak predzej czy pozniej musi do tej wody wejsc, innej drogi nie ma.
                                                • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:30
                                                  > I tak predzej czy pozniej musi do tej wody wejsc, innej drogi nie ma.

                                                  Owszem, ale nie zrobi tego tak od ręki...
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:33
                                                    No wiadomo że najpierw, raczej zanurzamy nogi...:-)
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:35
                                                    Trzeba jeszcze splunac przez lewe ramie, okrecic sie trzy razy wokol siebie, upewnic sie ze napewno
                                                    chce sie zamoczyc, i.... okazuje sie ze wode z basenu w miedzyczasie spuscili :"P
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:36
                                                    A dlaczego tak bardzo chcesz pływać?
                                                    Przecież to chęć kontaktu z wodą, rozkoszowanie się wodą, czucie wody, wszędzie
                                                    woda...

                                                    A ty się jej boisz. To dlaczego jeszcze raz pytam chcesz pływać?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:39
                                                    > A dlaczego tak bardzo chcesz pływać?
                                                    > Przecież to chęć kontaktu z wodą, rozkoszowanie się wodą, czucie wody,
                                                    > wszędzie woda...
                                                    >
                                                    > A ty się jej boisz. To dlaczego jeszcze raz pytam chcesz pływać?

                                                    Bo może np. w dzieciństwie mało się nie utopiłem i mi została "skaza" na
                                                    psychice? I teraz, mimo, że wiem, że się utrzymam na wodzie, to nawet zbliżyć
                                                    się do niej nie mogę, bo mnie ogarnia panika?
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:44
                                                    Ale chcesz pływać bo podobało ci się to? Mimo "zachłyśnięcia się wodą"?

                                                    Jeżeli kochasz pływać to nie ma przeszkód żebyś to robił.
                                                    Patrz na Adasia Małysza. On kocha skakać. Miał grożny upadek ale nie przerwał
                                                    skoków. Bo je kocha.
                                                    A Ty? Chcesz pływać czy nie?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:50
                                                    > Ale chcesz pływać bo podobało ci się to? Mimo "zachłyśnięcia się wodą"?
                                                    >
                                                    > Jeżeli kochasz pływać to nie ma przeszkód żebyś to robił.
                                                    > Patrz na Adasia Małysza. On kocha skakać. Miał grożny upadek ale nie przerwał
                                                    > skoków. Bo je kocha.
                                                    > A Ty? Chcesz pływać czy nie?

                                                    Jej, czy Ty naprawdę jesteś tak prostolinijna, że nie rozumiesz, że można
                                                    czegoś chcieć, a jednocześnie nie mieć odwagi tego zrobić? Proszę, poczytaj
                                                    sobie o fobiach - zobaczysz, że nie wszystko jest takie proste, że można kochać
                                                    pływać, a z powodu problemów psychicznych nie być w stanie tego robić.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:52
                                                    > Jej, czy Ty naprawdę jesteś tak prostolinijna, że nie rozumiesz, że można
                                                    > czegoś chcieć, a jednocześnie nie mieć odwagi tego zrobić? Proszę, poczytaj
                                                    > sobie o fobiach - zobaczysz, że nie wszystko jest takie proste, że można kochać
                                                    > pływać, a z powodu problemów psychicznych nie być w stanie tego robić.

                                                    Ucieczka.
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:57
                                                    > Ucieczka.

                                                    Och, szczerze Ci powiem, że zaczynasz mnie irytować. Nie znasz mnie, nie wiesz,
                                                    co przeżyłem w życiu, w jakiej rodzinie się wychowywałem... Nie wiesz, przez co
                                                    musiałem w życiu przechodzić. Mimo to tak autoratywnie sobie stwierdzasz, że
                                                    moje problemy to "ucieczka". Dzięki, naprawdę...

                                                    Wybacz, ale otworzyłem ten wątek, by prosić o radę, a nie słuchać komentarzy
                                                    ludzi, którym wydaje się, że wszystko w życiu jest proste...
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:06
                                                    > Och, szczerze Ci powiem, że zaczynasz mnie irytować. Nie znasz mnie, nie wiesz,
                                                    > co przeżyłem w życiu, w jakiej rodzinie się wychowywałem... Nie wiesz, przez co
                                                    > musiałem w życiu przechodzić.

                                                    A wiesz kim ja jestem, co przezylem, gdzie sie wychowalem, i przez co przechodzilem?
                                                    Chcesz sie licytowac na to kto ma gorzej?
                                                    Spoko, tylko jak to sie ma do Twojego problemu?


                                                    > Mimo to tak autoratywnie sobie stwierdzasz, że moje problemy to "ucieczka". Dzięki, naprawdę...

                                                    Sa ludzie ktorzy maja gorzej od Ciebie (niezaleznie od tego przez co przechodziles itp.) i sobie radza.
                                                    Z Twoich ust padlo tyle "nie" ze mozna sie naprawde podlamac.
                                                    I zero pomyslow co mozna by z tymi "nie zrobic", za to kolejne "nie" na propozycje innych.
                                                    Czy jestes pewny ze chcesz cokolwiek zmienic w swym zyciu?
                                                    Jak, skoro na wszystko masz odpowiedz "nie"?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:19
                                                    > A wiesz kim ja jestem, co przezylem, gdzie sie wychowalem, i przez co
                                                    > przechodzilem?
                                                    > Chcesz sie licytowac na to kto ma gorzej?

                                                    Nie chcę się licytować. Po prostu uważam, że mój problem lekceważysz. Ja, nie
                                                    znając Ciebie, nigdy bym się nie zdobył na wypowiadanie kategorycznych sądów
                                                    nt. Twoich problemów. To byłoby zwyczajnie nierozsądne.

                                                    > Sa ludzie ktorzy maja gorzej od Ciebie (niezaleznie od tego przez co
                                                    > przechodziles itp.) i sobie radza.

                                                    Sorry, ale to nie ma nic do rzeczy. Znam ludzi, którzy nie radzą sobie z
                                                    rzeczami, które dla mnie są prościzną - ale nie stoję im nad głową i
                                                    udowadniam, że tak naprawdę to ich problemy są proste, łatwe itd.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:24
                                                    > Nie chcę się licytować. Po prostu uważam, że mój problem lekceważysz. Ja, nie
                                                    > znając Ciebie, nigdy bym się nie zdobył na wypowiadanie kategorycznych sądów
                                                    > nt. Twoich problemów. To byłoby zwyczajnie nierozsądne.

                                                    Ja mowie co mysle. Ty mozesz albo sie nad tym zastanowic, albo to odrzucic.
                                                    Nie uwazam ze mam monopol na prawde o Tobie, bynajmniej.

                                                    > Sorry, ale to nie ma nic do rzeczy. Znam ludzi, którzy nie radzą sobie z
                                                    > rzeczami, które dla mnie są prościzną - ale nie stoję im nad głową i
                                                    > udowadniam, że tak naprawdę to ich problemy są proste, łatwe itd.

                                                    Wiec zapewne jest tak i z Twoimi problemami. Probowales spojrzec na nie z innej perspektywy?
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 22:55
                                                    Akurat prostolinijność w tej sprawie jest jak najbardziej na miejscu.
                                                    Tak jak prostolinijna musi być kobieta w 9 miesiącu ciąży. Ona nie ma innego
                                                    wyjścia. Musi urodzić. Czy ma fobię czy nie - nikogo to nie interesuje.Nikt za
                                                    nią tego nie zrobi.
                                                    Może dlatego że nie jesteś prostolinijny nikogo nie potrafisz pokochać,
                                                    zaonteresować swoją osobą. Może ty jesteś po prostu bez serca. Robot jakiś?
                                                    Fobia to twoja wymówka?
                                                  • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:00
                                                    > Może dlatego że nie jesteś prostolinijny nikogo nie potrafisz pokochać,
                                                    > zaonteresować swoją osobą. Może ty jesteś po prostu bez serca. Robot jakiś?
                                                    > Fobia to twoja wymówka?

                                                    O nie, mam tego dość. Czy ja gdziekolwiek napisałem, że nikogo nigdy nie
                                                    kochałem? Kobieto, z miłości do jednej kobiety bliski byłem samobójstwa!

                                                    Robot? Dzięki...
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:01
                                                    A mnie goniło stado wilków w ciemnym lesie...
                                                  • Gość: Fred Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 23:07
                                                    Tak sobie to czytam..... Ludzie czy wy przychodzicie się tutaj wyżywać
                                                    na "słabszych" Psychiatra wam potrzebny. (Chodzi tu o wymiane zdań między
                                                    niejaką Caorle a Voxem)
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:10
                                                    Skąd niejaki Fredzie wiesz kto jest słabszy?
                                                    Poza tym ja nie przychodzę.
                                                    Poza tym niektórzy wyżywają się sami na sobie.Czy chcesz na to pozwolić?
                                                    Lubisz patrzec? Że to nie ty?
                                                  • Gość: Fred Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 23:12
                                                    Tak.........wiec jak mowilem wczesniej psychiatra potrzebny
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:14
                                                    Pisałem - jeżeli już.
                                                    Fredzie.
                                                  • Gość: Fred Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 23:16
                                                    bo sie oplujesz sieroto
                                                  • caorle Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 23:26
                                                    Widzisz Vox - nie tylko ty masz problemy.
                                                    Sierotki mają przerąbane.








                                                    ata
                    • Gość: zlota rybka SPADAJ VOX IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 22:46
                      Mialam spelnic Twe zyczenie i podsunac Ci jakas panienke, ale nie bede swinia i
                      panienki w ten kanal nie wpuszcze. Jestes nierefrmowalnym nudziarzem, wiec
                      jedyne wyjscie to pozostac samotnikiem. Nie znam kobity, ktora wytrzymala by z
                      takim palantem jak Ty. Starokawalerstwo masz widac zapisane w gwiazdach,
                      koniec, kropka i nie zawracaj ludziom gitary.
                      • Gość: zlota rybka Re: SPADAJ VOX IP: *.dialup.mindspring.com 17.05.04, 06:17
                        Myslalam, ze sie wkurzysz. Nnnoo dooobra, moze masz jakies zyczenia?( oprocz
                        panienek), spelnie je chetnie.
    • Gość: Marion Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 23:01
      Dlaczego masz niewielu znajomych? Nie lubisz ludzi?

      A uprawiasz jakies sporty?

      Ja to nie za bardzo wierze w zaczepianie ludzi na ulicy. Do tego trzeba miec
      predyspozycje, a w naszej kulturze tez nie ma takiego obyczaju, weic rozumiem
      Twoje opory akurat. Najlepiej chyba poznawac ludzi w malych grupach, ktore
      spotykaja sie regularnie typu kurs jezykowy czy jakikolwiek inny czy wlasnie
      jakis sport.
      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:15
        > Dlaczego masz niewielu znajomych? Nie lubisz ludzi?

        Bardzo lubię :) Po prostu tak wyszło - większość znajomości ze studiów okazała
        się nietrwała... a Ci znajomi, z którymi kontakt się utrzymał, mają podobne
        problemy do moich.

        > A uprawiasz jakies sporty?

        Nie - nie mam do tego predyspozycji.

        > Najlepiej chyba poznawac ludzi w malych grupach, ktore
        > spotykaja sie regularnie typu kurs jezykowy czy jakikolwiek inny czy wlasnie
        > jakis sport.

        Za to wszystko trzeba płacić... Aktualnie jestem bezrobotny i nie mogę sobie na
        to pozwolić.

        Poza tym, sport odpada - zaś kursu językowego nie potrzebuję. Naprawdę nie stać
        mnie, żeby chodzić na cos takiego wyłącznie po to, by kogoś poznać.

        Ale jeśli masz inne pomysły na inne tego typu aktywności, to poproszę - bo to
        nie jest zły pomysł na przyszłość...
        • Gość: Marion Re: Co poradzić na samotność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 23:27
          To akurat prawda, ze aktywnosc spoleczna przewaznie kosztuje. Chociaz, jak sie
          dobrze rozejrzec? Kiedys moja znajoma zapisala sie na kurs litewskiego, ktory
          byl za darmo i twierdzila, ze wlasnie fajni ludzie tam przyszli. Ambasada to
          organizowala czy jakies towarzystwo kulturalne. Tak z ciekawoscie poszla, nie z
          wielkiej milosci do tego jezyka.

          Jestes bezrobotny, ale przeciez mozesz dorobic. Niedlugo koniec roku, nic tylko
          douczac licealistow, prawda?

          > > A uprawiasz jakies sporty?
          >
          > Nie - nie mam do tego predyspozycji.

          Ale ja nie mowie, ze wyczynowo. Tak tylko, zeby byc sprawnym i zdrowym. Basen
          czy cos. Do rekreacji, to kazdy ma predyspozycje. Tak zeby regularnie spotykac
          ludzi.

          Myslales o kursie tanca? Tzn.jak juz zarobisz?
          Bo tam przychodzi pelno dziewczyn i sa zawsze niedobory chlopakow. Nawet jak
          nikogo interesujacego nie spotkasz, przynajmniej nauczysz sie tanczyc.
          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:49
            > Jestes bezrobotny, ale przeciez mozesz dorobic. Niedlugo koniec roku, nic
            > tylko douczac licealistow, prawda?

            Prawdę mówiąc, nie za bardzo mam czego... Z fizyki czy matematyki jestem
            kiepski, a historii czy polskiego sami sie nauczą.

            > Ale ja nie mowie, ze wyczynowo. Tak tylko, zeby byc sprawnym i zdrowym. Basen
            > czy cos. Do rekreacji, to kazdy ma predyspozycje. Tak zeby regularnie
            > spotykac ludzi.

            Owszem, chodziłem na siłownię na studiach... Ale to był tylko dodatkowy stres -
            zbyt wielu facetów o lepszej kondycji ode mnie, spoglądających na mnie
            krytycznie...

            > Myslales o kursie tanca? Tzn.jak juz zarobisz?
            > Bo tam przychodzi pelno dziewczyn i sa zawsze niedobory chlopakow. Nawet jak
            > nikogo interesujacego nie spotkasz, przynajmniej nauczysz sie tanczyc.

            Kurs tańca ma ten problem, co siłownia - zbyt wielu ludzi, którzy mogliby mnie
            potencjalnie wyśmiać za błędy... Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale dla mnie
            strach przed skompromitowaniem się w miejscu publicznym to poważny problem.
    • kwieto Drobna uwaga 16.05.04, 23:17
      > Rzadko spotykałem kobietę, która by mnie pociągała na tyle, by
      > próbować się zaangażować - a kiedy już taka się znalazła, to nie potrafiłem
      > nic "zdziałać", by ją sobą zainteresować.

      Probowales kiedys flirtowac "po nic"?
      • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:22
        > Probowales kiedys flirtowac "po nic"?

        Nie umiem flirtować. Serio! Poza tym, flirt dla samego flirtu autentycznie
        budzi mój wstręt...
        • Gość: tez tak moze byc Re: Drobna uwaga IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 23:25
          A moze Ty jestes Homo sapiens Vox.
        • kwieto Re: Drobna uwaga 16.05.04, 23:27
          > Nie umiem flirtować. Serio! Poza tym, flirt dla samego flirtu autentycznie
          > budzi mój wstręt...

          No wlasnie.
          Czemu?
          • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:36
            > No wlasnie.
            > Czemu?

            Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.
            • kwieto Re: Drobna uwaga 16.05.04, 23:41
              > Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.

              To znaczy jakie?
              Nie rozumiem co nieetycznego w milej, niezobowiazujacej rozmowie z kims.
              • Gość: tez tak moze byc Re: Drobna uwaga IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 23:45
                Juz wiem ! Jestes ksiedzem!
              • kwieto Dopisek, w kwestii etyki. 16.05.04, 23:53
                > > Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.

                Komentarz od mojej lepszej polowki:
                "Doprawdy, flirtowanie z kims wylacznie w jasno okreslonym celu, z nastawieniem na "zysk" jest
                baaaardzo etyczne w swojej bezinteresownosci, nie ma co..."
              • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:50
                > To znaczy jakie?
                > Nie rozumiem co nieetycznego w milej, niezobowiazujacej rozmowie z kims.

                To mówimy o rozmowie czy flircie?
                • jmx do Voxa :-) 17.05.04, 02:52

                  1. Uśmiechnij się! :-))))))))
                  to aż "widać" z tego jak się czyta co piszesz, że siedzisz smętny, przygarbiony
                  nad komputerem z ustami w podkówkę.

                  2. Masz bardzo interesujące hobby - projektowanie mody, rysunek, na pewno masz
                  jeszcze inne zainteresowania; więc skup się na swoich mocnych stronach,
                  pozytywach bo myślenie o własnej nieudaczności naprawdę może paraliżować i to
                  nie tylko Ciebie ale i ludzi z którymi się stykasz.

                  3. Ludzie w miejscach publicznych i jakichkolwiek naprawdę nie są
                  skoncentrowani na tym by wyszukiwać Twoje słabe strony i/lub się z nich
                  naśmiewać. Generalnie dla siebie jesteśmy najważniejsi ale nie dla otoczenia.
                  W przeważającej większości nikt nie zwraca na drugiego uwagi i jest zajęty
                  swoimi sprawami i myślami.

                  4. Rzeczywiście trudno się poznaje zupełnie nowych ludzi, najczęsciej jest tak,
                  że jesteśmy przedstawiani komuś albo nam kogoś przedstawiają; pisałeś, że znasz
                  kilka osób, któte mają podobne problemy do Twojego - są także same. No więc
                  chodźcie gdzieś całą paczką, w środowisku znanych ludzi będziesz się czuł
                  pewniej a i poznać kogoś może będzie łatwiej.

                  5. Co do różnych kursów - są kosztowne i nie warto na nie chodzić TYLKO po to
                  by kogoś poznać. Poznanie kogoś ma być skutkiem ubocznym; wiedzy nigdy dość,
                  szczególnie znajomości języków, może dzięki ich znajomości znajdziesz
                  lepszą/ciekawszą pracę i w niej kogoś poznasz? Nigdy nie wiadomo co się może w
                  życiu przydać ani co wydarzyć.

                  6. Pisałeś, że się leczysz - to dobrze, świadomość własnego wnętrza ułatwia
                  życie poza tym u lekarza też można kogoś poznać ;-). Nie wiem jak to leczenie
                  wygląda ale może przydałaby Ci się jakaś terapia grupowa, trening
                  interpersonalny, choćby po to by się oswoić z ludźmi, nauczyć mówić do obcych
                  ludzi. Twój lekarz mógłby Ci coś doradzić, spróbuj się zapytać.

                  Na razie tyle co mi przyszło do głowy, pozdrawiam :-)
                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:33
                    > 1. Uśmiechnij się! :-))))))))
                    > to aż "widać" z tego jak się czyta co piszesz, że siedzisz smętny,
                    > przygarbiony nad komputerem z ustami w podkówkę.

                    Ależ ja naprawdę wcale taki "smętny" nie jestem... Wiem, że jestem odbierany
                    raczej jako osoba ciepła, choć nieco tajemnicza - nie jak jakiś ponurak.

                    > 2. Masz bardzo interesujące hobby - projektowanie mody, rysunek, na pewno
                    > masz
                    > jeszcze inne zainteresowania; więc skup się na swoich mocnych stronach,
                    > pozytywach bo myślenie o własnej nieudaczności naprawdę może paraliżować i to
                    > nie tylko Ciebie ale i ludzi z którymi się stykasz.

                    OK, postaram się.

                    > 3. Ludzie w miejscach publicznych i jakichkolwiek naprawdę nie są
                    > skoncentrowani na tym by wyszukiwać Twoje słabe strony i/lub się z nich
                    > naśmiewać. Generalnie dla siebie jesteśmy najważniejsi ale nie dla otoczenia.
                    > W przeważającej większości nikt nie zwraca na drugiego uwagi i jest zajęty
                    > swoimi sprawami i myślami.

                    No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
                    się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

                    > 4. Rzeczywiście trudno się poznaje zupełnie nowych ludzi, najczęsciej jest
                    > tak,że jesteśmy przedstawiani komuś albo nam kogoś przedstawiają; pisałeś, że
                    > znasz kilka osób, któte mają podobne problemy do Twojego - są także same. No
                    > więc
                    > chodźcie gdzieś całą paczką, w środowisku znanych ludzi będziesz się czuł
                    > pewniej a i poznać kogoś może będzie łatwiej.

                    Raczej nie będzie... Moi znajomi są jeszcze bardziej nieśmiali ode mnie - w
                    grupie raczej się wzajemnie hamujemy, niż ośmielamy.

                    > 6. Pisałeś, że się leczysz - to dobrze, świadomość własnego wnętrza ułatwia
                    > życie poza tym u lekarza też można kogoś poznać ;-). Nie wiem jak to leczenie
                    > wygląda ale może przydałaby Ci się jakaś terapia grupowa, trening
                    > interpersonalny, choćby po to by się oswoić z ludźmi, nauczyć mówić do obcych
                    > ludzi. Twój lekarz mógłby Ci coś doradzić, spróbuj się zapytać.

                    Chodzę na terapię indywidualną - co do grupowej, to miałem kiedyś taką
                    minigrupę, ale bardziej mi zaszkodziła, niż pomogła...
                    • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:11
                      > No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
                      > się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

                      I co wtedy?
                      Jak znajdziesz czlowieka ktory nie ma slabych stron to daj mi jego adres.
                      Obiecuje ze bede do niego pielgrzymowal corocznie.
                      • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:24
                        > I co wtedy?
                        > Jak znajdziesz czlowieka ktory nie ma slabych stron to daj mi jego adres.
                        > Obiecuje ze bede do niego pielgrzymowal corocznie.

                        Nie o to chodzi - po prostu boję się kompromitacji, złośliwych uwag... W
                        przeszłości mnie to spotykało i nie chcę tego przeżyć powtórnie.
                        • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:29
                          > Nie o to chodzi - po prostu boję się kompromitacji, złośliwych uwag... W
                          > przeszłości mnie to spotykało i nie chcę tego przeżyć powtórnie.

                          Myslisz ze wszyscy tylko czyhaja na to by robic uwagi pod Twoim adresem?

                          Moze troche mniej skupiania sie na sobie samym?
                          • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:32
                            > Myslisz ze wszyscy tylko czyhaja na to by robic uwagi pod Twoim adresem?
                            >
                            > Moze troche mniej skupiania sie na sobie samym?

                            Nie mówię, że czyhają... Tym niemniej w pewnych sytuacjach wręcz czuję na sobie
                            ludzkie nieprzyjazne spojrzenia. To jest nie do zniesienia - i dlatego w takich
                            sytuacjach nie mogę zapanować nad nieśmiałością...
                            • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:37
                              > Nie mówię, że czyhają... Tym niemniej w pewnych sytuacjach wręcz czuję na sobie
                              > ludzkie nieprzyjazne spojrzenia. To jest nie do zniesienia - i dlatego w takich
                              > sytuacjach nie mogę zapanować nad nieśmiałością...

                              Uhmmm, nie maja co robic tylko slac nieprzyjemne spojrzenia.
                              Brutalna prawda dla Twego egocentryzmu - 99,9% ludzi po prostu nie interesujesz i wisi im jak sie
                              zachowujesz i co robisz. To siedzi wylacznie w Twojej glowie
                              • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:42
                                > Uhmmm, nie maja co robic tylko slac nieprzyjemne spojrzenia.
                                > Brutalna prawda dla Twego egocentryzmu - 99,9% ludzi po prostu nie
                                > interesujesz
                                > i wisi im jak sie
                                > zachowujesz i co robisz. To siedzi wylacznie w Twojej glowie

                                Jeju, przecież wiem! Co nie zmienia faktu, że nie umiem tego w sobie przełamać -
                                mimo, iż wiem, że to mi się tylko zdaje, i tak się boję itd.

                                To naprawdę nie jest racjonalna obawa - i rozumowo jej nie usunę. Dlatego
                                właśnie jest taka ograniczająca. To jest fobia w klinicznym rozumieniu tego
                                słowa - i żeby z nią się uporać, nie wystarczy, że będę sobie powtarzał, że nie
                                ma się czego bać.
                                • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 22:56
                                  > To naprawdę nie jest racjonalna obawa - i rozumowo jej nie usunę. Dlatego
                                  > właśnie jest taka ograniczająca. To jest fobia w klinicznym rozumieniu tego
                                  > słowa - i żeby z nią się uporać, nie wystarczy, że będę sobie powtarzał, że nie
                                  > ma się czego bać.

                                  Jesli nie bedziesz probowal jej oswajac, to tez sie z nia nie uporasz.
                                  Poza tym - IMO im bardziej czlowiek naukowo mowi o swoim problemie (np. "fobia spoleczna") tym
                                  bardziej ten problem wydumany. Znowu z autopsji.

                                  Wg mnie za bardzo skupiasz sie na sobie samym i zbyt serio siebie traktujesz.
                                  Probowales kiedys cieszyc sie zyciem?
                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:03
                                    > Jesli nie bedziesz probowal jej oswajac, to tez sie z nia nie uporasz.
                                    > Poza tym - IMO im bardziej czlowiek naukowo mowi o swoim problemie
                                    > (np. "fobia
                                    > spoleczna") tym
                                    > bardziej ten problem wydumany. Znowu z autopsji.

                                    Akurat mówię "naukowo", bo jestem psychologiem z wykształcenia - i odruchowo
                                    pewne rzeczy tak określam... To, że wiem, jak się mój problem nazywa fachowo,
                                    nie oznacza, że jest on wydumany.

                                    > Wg mnie za bardzo skupiasz sie na sobie samym i zbyt serio siebie traktujesz.
                                    > Probowales kiedys cieszyc sie zyciem?

                                    Ależ umiem cieszyć się życiem. Proszę, zostaw wreszcie tę hipotezę, że jestem
                                    człowiekiem, który ma jakieś ogólne problemy z otwartością na świat, ludzi itd.
                                    Próbujesz mnie na siłę dopasować do jakiegoś schematu.
                                    • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 23:12
                                      > Akurat mówię "naukowo", bo jestem psychologiem z wykształcenia - i odruchowo
                                      > pewne rzeczy tak określam... To, że wiem, jak się mój problem nazywa fachowo,
                                      > nie oznacza, że jest on wydumany.

                                      W pewnym sensie tak, bo nie masz do niego dystansu.

                                      > Ależ umiem cieszyć się życiem. Proszę, zostaw wreszcie tę hipotezę, że jestem
                                      > człowiekiem, który ma jakieś ogólne problemy z otwartością na świat, ludzi itd.
                                      > Próbujesz mnie na siłę dopasować do jakiegoś schematu.

                                      Takim sie prezentujesz.
                                      Jesli nie masz problemow z otwartoscia, na swiat, ludzi itd, to po co zalozyles ten watek?
                                      • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:14
                                        > Jesli nie masz problemow z otwartoscia, na swiat, ludzi itd, to po co
                                        > zalozyles ten watek?

                                        Bo mam problem z jedną konkretną sprawą, tj. znalezieniem dziewczyny. To chyba
                                        jasne?
                                        • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 23:31
                                          > Bo mam problem z jedną konkretną sprawą, tj. znalezieniem dziewczyny. To chyba
                                          > jasne?

                                          Znalezienie dziewczyny wymaga:
                                          - otwartosci na swiat
                                          - otwartosci na ludzi.

                                          Czy potrafisz niezobowiazujaco pogadac ze sprzedawczynia w sklepie?
                                          Usmiechnac sie do przechodzacego staruszka z psem?
                                          Jak czesto to robisz?
                                          • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:39
                                            > Znalezienie dziewczyny wymaga:
                                            > - otwartosci na swiat
                                            > - otwartosci na ludzi.

                                            Strasznie upraszczasz. Znalezienie dziewczyny wymaga i innych rzeczy - nawet
                                            tak podstawowych, jak posiadanie pewnych konkretnych umiejętności, opanowanych
                                            pewnych zachowań... Poza tym, powtarzam: ja nie mam specjalnego problemu z
                                            zapoznawaniem ludzi, utrzymywaniem kontaktów itd. Problem zaczyna się we mnie w
                                            konkretnym konteście - gdy próbuję poznać kobietę, która mi się podoba.

                                            > Czy potrafisz niezobowiazujaco pogadac ze sprzedawczynia w sklepie?
                                            > Usmiechnac sie do przechodzacego staruszka z psem?

                                            Może Cię to zdziwi, ale tak.
                                            • kwieto Re: do Voxa :-) 17.05.04, 23:48
                                              > Strasznie upraszczasz. Znalezienie dziewczyny wymaga i innych rzeczy - nawet
                                              > tak podstawowych, jak posiadanie pewnych konkretnych umiejętności, opanowanych
                                              > pewnych zachowań...

                                              Jakich niby?
                                              Wiesz, wyjscie z domu wymaga posiadania pewnych konkretnych umiejetnosci, opanowanych
                                              pewnych zachowan...

                                              Daj sobie samemu szanse, co?

                                              > Problem zaczyna się we mnie w
                                              > konkretnym konteście - gdy próbuję poznać kobietę, która mi się podoba.

                                              Uhmm, a co sie wtedy dzieje?


                                              > Może Cię to zdziwi, ale tak.

                                              Wiec czemu nie udaje sie tak z dziewczynami ktore Cie interesuja?
                                              • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:08
                                                > Jakich niby?

                                                NO chociażby umiejętności składnego mówienia, a nie nieśmiałego dukania ("Eeee,
                                                tego.. To może pójdziemy, tego, do kina..?").

                                                > Uhmm, a co sie wtedy dzieje?

                                                Bo w momencie, gdy kobieta mi się podoba, automatycznie zaczynam się wobec niej
                                                robić bardzo nieśmiały, boję się do niej odezwać itd. To też działa w drugą
                                                stronę - gdy taka kobieta da mi kosza, od razu zaczyna mi się z nią znakomicie
                                                rozmawiać.

                                                Tak to jakoś jest - z kobietami, na których akceptacji mi nie zależy, jestem w
                                                stanie rozmawiać bez problemów. Z kobietami, które mi się podobają - jest mi
                                                bardzo trudno.
                                                • kwieto Re: do Voxa :-) 18.05.04, 07:40
                                                  > NO chociażby umiejętności składnego mówienia, a nie nieśmiałego dukania ("Eeee,
                                                  > tego.. To może pójdziemy, tego, do kina..?").

                                                  Niech sie dziewczyny wypowiedza, ale IMO niesmiale dukanie, do pewnego stopnia jest fajne.
                                                  Poza tym znowu wracamy do problemu "treningu" - jesli nie bedziesz probowal, to zawsze bedziesz
                                                  niesmialo dukal.

                                                  > Bo w momencie, gdy kobieta mi się podoba, automatycznie zaczynam się wobec niej
                                                  > robić bardzo nieśmiały, boję się do niej odezwać itd. To też działa w drugą
                                                  > stronę - gdy taka kobieta da mi kosza, od razu zaczyna mi się z nią znakomicie
                                                  > rozmawiać.
                                                  > Tak to jakoś jest - z kobietami, na których akceptacji mi nie zależy, jestem w
                                                  > stanie rozmawiać bez problemów. Z kobietami, które mi się podobają - jest mi
                                                  > bardzo trudno.

                                                  Bo Ci za bardzo zalezy (problem "musze" a "chce")
                                                  To moze wiecej dystansu? Tyle jest kobiet, interesujacych dziewczyn, kazda na swoj sposob. Jak ktoras
                                                  sie Toba nie zainteresuje, to przeciez nie tragedia
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 15:02
                                                    > Bo Ci za bardzo zalezy (problem "musze" a "chce")
                                                    > To moze wiecej dystansu? Tyle jest kobiet, interesujacych dziewczyn, kazda na
                                                    > swoj sposob. Jak ktoras
                                                    > sie Toba nie zainteresuje, to przeciez nie tragedia

                                                    OK, dzięki - wezmę to pod uwagę.

                                                    Choć dodam, że wcale nie tak dużo kobiet mnie jest w stanie zainteresować -
                                                    dlatego jeśli już taka się przytrafia, to mi jednak zależy...
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 18.05.04, 21:26
                                                    > Choć dodam, że wcale nie tak dużo kobiet mnie jest w stanie zainteresować -

                                                    Dlaczego?
                                                    I co sprawia ze interesujesz sie dana dziewczyna?
                                                    Innymi slowy - czy zainteresujesz sie dziewczyna ktora Cie mija na ulicy, czy jest to raczej
                                                    niewykonalne (pomijajac niesmialosc) - jesli tak, to dlaczego?
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:07
                                                    > Dlaczego?
                                                    > I co sprawia ze interesujesz sie dana dziewczyna?
                                                    > Innymi slowy - czy zainteresujesz sie dziewczyna ktora Cie mija na ulicy, czy
                                                    > jest to raczej
                                                    > niewykonalne (pomijajac niesmialosc) - jesli tak, to dlaczego?

                                                    Dobre pytania. Wydaje mi się, że trudno by mi było zainteresować się
                                                    dziewczyną, którą bym spotkał na ulicy - musiałaby baaardzo intrygująco
                                                    wyglądać, żebym nabrał ochotę ją poznać. Jeśli zwracałem uwagę na kobiety, to
                                                    było w to nieco mniej publicznych miejcach: uczelnia, pub... Na ulicy jest dla
                                                    mnie za wiele "zgiełku", bym skupiał swoją uwagę na kobietach.

                                                    W kobietach, które mi się podobają, generalnie zawsze jest coś nietypowego.
                                                    Zwykle jest to taka specyficzna mieszanka specyficznego ubioru, wyglądu, z
                                                    oryginalnym sposobem zachowania... Ważny jest dla mnie też sposób mówienia i
                                                    głos (lubię kobiety o niskich głosach). No i też nie obejdzie się bez ciekawej,
                                                    niebanalnej osobowości i wysokiego IQ - nie umiałbym być z kobietą, która
                                                    byłaby głupsza ode mnie. Właśnie to osobowość pociąga mnie w kobietach
                                                    najbardziej - stąd też kobiety, które spotykam przelotnie, mają małą szansę
                                                    mnie zainteresować. Po prostu kiedy mija mnie kobieta na ulicy, to jej
                                                    osobowości nie "widzę" - a to ona jest dla mnie podstawą, by mnie kobieta
                                                    zainteresowała.
                                                  • caorle Re: do Voxa :-) 18.05.04, 22:12
                                                    Prawdziwy facet patrzy tylko na to czy kobieta ma włosy blond i na tym koniec.
                                                    Reszta jest nieistotna. Jaki Ty jesteś wysublimowany........
                                                    Artist.
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 18.05.04, 22:27
                                                    > Właśnie to osobowość pociąga mnie w kobietach
                                                    > najbardziej - stąd też kobiety, które spotykam przelotnie, mają małą szansę
                                                    > mnie zainteresować. Po prostu kiedy mija mnie kobieta na ulicy, to jej
                                                    > osobowości nie "widzę" - a to ona jest dla mnie podstawą, by mnie kobieta
                                                    > zainteresowała.

                                                    A myslales kiedys o tym, ze w ten sposob zamykasz sobie jakakolwiek szanse poznania osobowosci
                                                    dziewczyn ktore mijasz?
                                                    A co jesli ich osobowosci sa o stokroc ciekawsze od tych ktore znasz?
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:38
                                                    > A myslales kiedys o tym, ze w ten sposob zamykasz sobie jakakolwiek szanse
                                                    > poznania osobowosci dziewczyn ktore mijasz?
                                                    > A co jesli ich osobowosci sa o stokroc ciekawsze od tych ktore znasz?

                                                    No tak, ale na ulicy mija mnie setki kobiet... Teoretycznie każda może mieć
                                                    niezwykłą osobowość - ale skoro tego nie widać, to co? Mam losowo zaczepiać
                                                    kobiety na ulicy?
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 19.05.04, 06:59
                                                    > No tak, ale na ulicy mija mnie setki kobiet... Teoretycznie każda może mieć
                                                    > niezwykłą osobowość - ale skoro tego nie widać, to co? Mam losowo zaczepiać
                                                    > kobiety na ulicy?

                                                    I serio, NIGDY nie minales takiej, do ktorej chcialbys podejsc?
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:07
                                                    > I serio, NIGDY nie minales takiej, do ktorej chcialbys podejsc?

                                                    Mijam takie naprawdę baaaardzo rzadko...
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 19.05.04, 11:20
                                                    > Mijam takie naprawdę baaaardzo rzadko...

                                                    I co wtedy robisz?

                                                    Poza tym, moze trzeba wiecej spacerowac? :"P
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:29
                                                    > I co wtedy robisz?

                                                    Nic... A co mam zrobić, jak idę ulicą i "szmyrgnie" obok mnie interesująca
                                                    kobieta? Rzucać się jej pod nogi, czy jak?
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 19.05.04, 11:30
                                                    > Nic... A co mam zrobić, jak idę ulicą i "szmyrgnie" obok mnie interesująca
                                                    > kobieta?

                                                    Pojsc za nia?
                                                    Zagadnac?
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:32
                                                    > Pojsc za nia?
                                                    > Zagadnac?

                                                    O co? Przecież nic o niej nie wiem - o pogodę mam pytać..?
                                                  • kwieto Re: do Voxa :-) 19.05.04, 11:37
                                                    > O co? Przecież nic o niej nie wiem - o pogodę mam pytać..?

                                                    A czemu nie?
                                                    Znowu - zalezy od sytuacji, wymysl cos.
                                                    Regulek czy zagajen nie dostaniesz, poza standardowym "czy masz ochote pojsc ze
                                                    mna na kawe" (ktore moim zdaniem jest kretynskie, ale pono zadziwiajaco
                                                    skuteczne)
                                                  • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:45
                                                    > A czemu nie?
                                                    > Znowu - zalezy od sytuacji, wymysl cos.

                                                    Problem w tym, że dla mnie ulica jest takim miejscem, na którym nawet nie
                                                    wypada zaczepiać obcych ludzi... Nie widzę żadnego powodu, by obcą dziewczynę
                                                    na ulicy zaczepiać. Na pewno gdzieś się śpieszy, albo coś takiego...

                                                    Poza tym, słuchaj - ja na uczelni miałem problem, by wymyślić, jak przysiąść
                                                    się do jednej dziewczyny na zajęciach. Nie wymyśliłem tego przez cały semestr :
                                                    ( Tym bardziej nie wymyślę czegoś takiego na poczekaniu na ulicy...
                                                  • kwieto Zgadzam sie z Caorle 19.05.04, 11:49
                                                    Fakt, musisz byc mistrzem prowokacji.

                                                    Znowu "nie" - nie umiem, nie potrafie.

                                                    Pytasz jak Ci pomoc i na wszelkie propozycje odpowiadasz nie umiem, nie
                                                    potrafie, to nie dla mnie...

                                                    Sytuacja jest taka - Twoj sposob komunikowania ze swiatem sie nie sprawdza. Aby
                                                    to przeskoczyc, musisz to zmienic, ale z Twoich wypowiedzi wychodzi ze nie
                                                    bardzo masz na to ochote (nie umiem, nie potrafie, nie w moim stylu - to tylko
                                                    wymowki)

                                                    Innymi chcesz cos zmienic nic nie zmieniajac.
                                                    Czekasz na cud?
                                                  • Gość: Vox Re: Zgadzam sie z Caorle IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:54
                                                    > Pytasz jak Ci pomoc i na wszelkie propozycje odpowiadasz nie umiem, nie
                                                    > potrafie, to nie dla mnie...
                                                    >
                                                    > Sytuacja jest taka - Twoj sposob komunikowania ze swiatem sie nie sprawdza.
                                                    > Aby
                                                    >
                                                    > to przeskoczyc, musisz to zmienic, ale z Twoich wypowiedzi wychodzi ze nie
                                                    > bardzo masz na to ochote (nie umiem, nie potrafie, nie w moim stylu - to
                                                    > tylko wymowki)

                                                    Oj, nie żadne wymówki... Ja naprawdę CHCĘ to zmienić. Po prostu NIE UMIEM...
                                                  • kwieto Re: Zgadzam sie z Caorle 19.05.04, 12:02
                                                    > Oj, nie żadne wymówki... Ja naprawdę CHCĘ to zmienić. Po prostu NIE UMIEM...

                                                    I oczekujesz konkretnych rozwiazan?
                                                    To Ty studiowales psychologie (chyba ze cos pomylilem) to Ty powinienes znac
                                                    narzedzia (moim zdaniem takowych po prostu nie ma).

                                                    Innymi slowy, albo masz przed soba prace droga prob i bledow albo stoisz w
                                                    miejscu.

                                                    I ciagle pozostaje problem Robinsona na bezludnej wyspie.
                                                  • caorle Re: do Voxa :-) 19.05.04, 11:37
                                                    Vox jesteś mistrzem prowokacji.
                                                    Albo robisz eksperymenty..:-)))))))))))))))))
                    • jmx Re: do Voxa :-) 18.05.04, 03:29
                      Gość portalu: Vox napisał(a):

                      > Ależ ja naprawdę wcale taki "smętny" nie jestem... Wiem, że jestem odbierany
                      > raczej jako osoba ciepła, choć nieco tajemnicza - nie jak jakiś ponurak.

                      Ależ ja nie mówię, że taki jesteś "w ogóle" ale że taki obraz Ciebie się
                      wyłania z tego wątku, dlatego :-D proszę :-)

                      > OK, postaram się.

                      Bardzo się cieszę :-)


                      > No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
                      > się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

                      I...? Każdy ma słabe strony. I każdy się tego wstydzi, mniej lub bardziej.
                      Przecież Ty zauważając słabe strony innych nie będziesz się wysmiewał z innych.
                      Więc dlaczego zakladać, że inni tak postąpią wobec Ciebie?

                      > Raczej nie będzie... Moi znajomi są jeszcze bardziej nieśmiali ode mnie - w
                      > grupie raczej się wzajemnie hamujemy, niż ośmielamy.

                      Popatrz - jeszcze bardziej od Ciebie? To też może dodawać Ci pewności; a poza
                      tym to nie uniemożliwa wam wspólnych wyjść. Lepiej być między ludźmi niż
                      siedzieć w kącie i rozpamiętywać własne niedociągnięcia.

                      > Chodzę na terapię indywidualną - co do grupowej, to miałem kiedyś taką
                      > minigrupę, ale bardziej mi zaszkodziła, niż pomogła...

                      Hm, nie wiem co Ci dolega ale może warto spróbować jeszcze raz? Pewnie
                      rozmawiasz z lekarzem na temat swoich dolegliwości, co on myśli, co Ci radzi?
                      Daje Ci jakieś wskazówki, zadania - np. pytać ludzi o dojście do jakiegoś
                      miejsca, o godzinę? bo to jest kwestia otworzenia gęby do innych, nie musisz
                      się starać dobrze wypaść, nie musisz się obawiać wyśmiewania słabych stron - po
                      prostu jesteś zwykłym przechodniem, który potrzebuje pomocy. Pogadaj z
                      lekarzem, on Cię zna, on będzie wiedzila jak Toba pokierować, co Ci może
                      zaszkodzić a co nie. Bo wrzucanie osoby, która nie umie pływać do oceanu
                      zazwyczaj kończy się tragicznie. A przecież Ty masz zmniejszyć (a potem
                      zlikwidować) w sobie strach przed ludźmia nie wpędzać się w jeszcze gorsze
                      kompleksy pod tytułem - "ależ jestem nieudacznikiem, każdy to przechodził,
                      wszystkim się udało tylko mnie nie". Dość wycierpiałeś żebyś jeszcze sam siebie
                      miał katować, bądź dla siebie dobry :-)
                      • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 15:11
                        > I...? Każdy ma słabe strony. I każdy się tego wstydzi, mniej lub bardziej.
                        > Przecież Ty zauważając słabe strony innych nie będziesz się wysmiewał z
                        > innych.
                        >
                        > Więc dlaczego zakladać, że inni tak postąpią wobec Ciebie?

                        Też racja...

                        > Popatrz - jeszcze bardziej od Ciebie? To też może dodawać Ci pewności; a poza
                        > tym to nie uniemożliwa wam wspólnych wyjść. Lepiej być między ludźmi niż
                        > siedzieć w kącie i rozpamiętywać własne niedociągnięcia.

                        Owszem, ale mówię: gdy chodzimy grupą, to wzajemnie się właśnie hamujemy.
                        Niedawno miałem taką sytuację, że byłem w tramwaju z jednym z tych kumpli,
                        wsiadła dziewczyna znana mi co nieco z uczelni... i nie potrafiłem do niej
                        podejść i porozmawiać. Obecność kumpla mnie zahamowała... Gdybym był wtedy sam,
                        pewnie tę okazję lepiej bym wykorzystał.

                        > Hm, nie wiem co Ci dolega ale może warto spróbować jeszcze raz?

                        Wolałbym nie... Ja wchodziłbym do grupy z mimowolnym nastawieniem, że znajdę
                        tam dziewczynę. Grupa zaś to jest absolutnie złe miejsce na zakochiwanie się...
                        Raz popełniłem ten błąd i wyszła z tego relacja, której tak do końca do tej
                        pory nie wyprostowałem.

                        > Pewnie
                        > rozmawiasz z lekarzem na temat swoich dolegliwości, co on myśli, co Ci radzi?
                        > Daje Ci jakieś wskazówki, zadania - np. pytać ludzi o dojście do jakiegoś
                        > miejsca, o godzinę?

                        Moja terapeutka jest raczej nastawiona psychoanalitycznie i tego typu zadań na
                        razie mi nie daje... A rady daje podobne do Waszych tutaj - mniej się
                        przejmować, patrzeć na siebie bardziej pozytywnie. Na razie nie umiem tego
                        wcielić w życie...
                  • Gość: ryb Re: do Voxa :-) IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.05.04, 22:53
                    Jmx, Vox mi wyglada na artyste. Oni zawsze musza sie tak czuc, bo inaczej nic
                    nie skleca czy zaprojektuja...
                    • Gość: Vox Re: do Voxa :-) IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:16
                      W pewnym sensie trafiłeś :)
                • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 06:11
                  > To mówimy o rozmowie czy flircie?

                  A to nie to samo?

                  Czym jest wg Ciebie flirt?
                  • jmx Re: Drobna uwaga 17.05.04, 16:03
                    kwieto napisał:

                    > > To mówimy o rozmowie czy flircie?
                    >
                    > A to nie to samo?

                    Flirt jest rozmową.
                    Nie każda rozmowa jest flirtem.
                    ;-)
                    • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 16:11
                      > Flirt jest rozmową.
                      > Nie każda rozmowa jest flirtem.

                      Spokojnie, zaraz i do tego dojdziemy.
                      Chcialbym wpierw wiedziec jak podchodzi do tego Vox
                  • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:34
                    > A to nie to samo?
                    >
                    > Czym jest wg Ciebie flirt?

                    Flirt = rozmowa z podtekstem seksualnym...
                    • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 21:52
                      > Flirt = rozmowa z podtekstem seksualnym...

                      Czyli teksty w stylu "chodz tu kurwa, zaraz cie przerzne" tez bys okreslil flirtem?

                      A jesli nie, to moze nie o podtekst seksualny chodzi?
                      Masz jakis pomysl - o co?

                      I powiedz mi, czy "rozmowa z podtekstem seksualnym" z osoba ktora Cie interesuje nie jest tym
                      bardziej nieetyczna?
                      • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:23
                        > Czyli teksty w stylu "chodz tu kurwa, zaraz cie przerzne" tez bys okreslil
                        > flirtem?

                        Nie no, bez przesady... Mówię, że flirt to rozmowa, a nie wyzwiska.

                        Ale na dobrą sprawę to Ty powinieneś powiedzieć, co rozumiesz przez flirt, bo
                        Ty o to zapytałeś. Wyjaśnij, co przez flirt rozumiesz - bo może spieramy się o
                        coś bez sensu...

                        > I powiedz mi, czy "rozmowa z podtekstem seksualnym" z osoba ktora Cie
                        > interesuje nie jest tym bardziej nieetyczna?

                        Dlaczego? Seks z kobietą, do której coś czuję, jest jak najbardziej OK.
                        • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 22:33
                          > Nie no, bez przesady... Mówię, że flirt to rozmowa, a nie wyzwiska.

                          Niektorzy tak rozmawiaja. Flirtuja?


                          > Ale na dobrą sprawę to Ty powinieneś powiedzieć, co rozumiesz przez flirt, bo
                          > Ty o to zapytałeś. Wyjaśnij, co przez flirt rozumiesz - bo może spieramy się o
                          > coś bez sensu...

                          Tu znowu problem jak z perfumami (porownanie z innego watku) :")
                          Kilka hasel - uwodzenie, kokietowanie, zainteresowanie druga osoba... To nie musi prowadzic do lozka


                          > Dlaczego? Seks z kobietą, do której coś czuję, jest jak najbardziej OK.

                          A co mozesz czuc do kobiety ktorej tak naprawde praktycznie nie znasz?
                          Chyba ze zaczynasz flirtowac dopiero jak z kims pare miesiecy razem pomieszkasz, to wtedy
                          przepraszam.
                          • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:45
                            > A co mozesz czuc do kobiety ktorej tak naprawde praktycznie nie znasz?
                            > Chyba ze zaczynasz flirtowac dopiero jak z kims pare miesiecy razem
                            > pomieszkasz, to wtedy przepraszam.

                            Z mieszkaniem to przesadziłeś, ale faktycznie - uwazam, że wolno jedynie
                            flirtować (kokietować, uwodzić) wtedy, kiedy ma się jako takie przekonanie, że
                            ma to do czegoś poważniejszego prowadzić. Inaczej to jest bawienie się drugim
                            człowiekiem...
                            • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 23:00
                              > Z mieszkaniem to przesadziłeś, ale faktycznie - uwazam, że wolno jedynie
                              > flirtować (kokietować, uwodzić) wtedy, kiedy ma się jako takie przekonanie, że
                              > ma to do czegoś poważniejszego prowadzić. Inaczej to jest bawienie się drugim
                              > człowiekiem...

                              A skad bierzesz to przekonanie?
                              Zeby go nabrac, musisz ta osobe jako tako poznac,
                              jak to zamierzasz zrobic?
                              Jesli podrywasz wylacznie dziewczyny ktore juz dosc dobrze znasz, to nie dziw sie ze dostajesz kosza.
                              Malo kto jest zainteresowany podrywaniem przez kumpla
                              • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:05
                                > A skad bierzesz to przekonanie?
                                > Zeby go nabrac, musisz ta osobe jako tako poznac,
                                > jak to zamierzasz zrobic?
                                > Jesli podrywasz wylacznie dziewczyny ktore juz dosc dobrze znasz, to nie dziw
                                > sie ze dostajesz kosza.
                                > Malo kto jest zainteresowany podrywaniem przez kumpla

                                Masz rację. Tym niemniej nie zaryzykuję, że zamieszam jakiejś dziewczynie w
                                głowie, a potem mi się "odwidzi". Nie mam zamiaru nikogo w ten sposób
                                krzywdzić...
                                • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 23:17
                                  > Masz rację. Tym niemniej nie zaryzykuję, że zamieszam jakiejś dziewczynie w
                                  > głowie, a potem mi się "odwidzi". Nie mam zamiaru nikogo w ten sposób
                                  > krzywdzić...

                                  To jak w takim razie wyobrazasz sobie poderwanie kogokolwiek?
                                  Zaczepiajac dziewczyne na ulicy nie wiesz kim jest, wiec?
                                  Masz pomysl jak unikac ryzyka?

                                  Poza tym, dziewczyny nie sa takie glupie, zeby dac sobie "zamieszac w glowie" facetowi ktorego
                                  poznaly piec minut wczesniej. Niepotrzebnie sie troszczysz.
                                  A swoja droga, co zrobisz jak JEJ sie odwidzi?
                                  • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:21
                                    > To jak w takim razie wyobrazasz sobie poderwanie kogokolwiek?
                                    > Zaczepiajac dziewczyne na ulicy nie wiesz kim jest, wiec?
                                    > Masz pomysl jak unikac ryzyka?

                                    Nie mam żadnego. Tu jest właśnie problem...

                                    > A swoja droga, co zrobisz jak JEJ sie odwidzi?

                                    Pewnie będę cierpiał... Dlatego chcę inny tego oszczędzić.
                                    • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 23:33
                                      > Nie mam żadnego. Tu jest właśnie problem...

                                      No to masz zagwozdke.
                                      Moze wkalkuluj to w "koszty"?

                                      > Pewnie będę cierpiał...

                                      Serio? Jesli umowisz sie z poznana piec minut wczesniej dziewczyna, a po nastepnej polgodzinie
                                      rozmowy jej sie odwidzi to bedziesz cierpial?
                                      Z jakiego wlasciwie powodu?
                                      • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 23:44
                                        > Serio? Jesli umowisz sie z poznana piec minut wczesniej dziewczyna, a po nas
                                        > tepnej polgodzinie
                                        > rozmowy jej sie odwidzi to bedziesz cierpial?

                                        Źle mnie zrozumiałeś. Po pół godzinie nie będę cierpiał - i pewnie kobieta by
                                        nie cierpiała, jeśli po pół godzinie mi się "odwidzi". Chodzi o to, że może mi
                                        się "odwidzieć" później...

                                        Słuchaj, na temat obcych ludzi można kupę rzeczy sobie mimowolnie
                                        nafantazjować. Dopiero potem, gdy ich bliżej poznamy, możemy dostrzec, jacy są
                                        naprawdę... Stąd też wolę nie flirtować z kobietami, których dobrze nie znam -
                                        bo sobie coś na ich temat wybzdurzę, a potem przekonam się, że się
                                        pomyliłem, "zakochanie" mi przeminie - a dziewczyna zostanie na lodzie ze
                                        złamanym sercem...
                                        • kwieto Re: Drobna uwaga 17.05.04, 23:54
                                          > Źle mnie zrozumiałeś. Po pół godzinie nie będę cierpiał - i pewnie kobieta by
                                          > nie cierpiała, jeśli po pół godzinie mi się "odwidzi". Chodzi o to, że może mi
                                          > się "odwidzieć" później...

                                          No dobra, ale na razie nie jestesmy pozniej, tylko na samym poczatku znajomosci (mowiles przeciez
                                          o poznawaniu dziewczyn, czy nie tak?). Skoro pewnie kobieta by nie cierpiala, gdyby Ci sie odwidzialo
                                          po krotkim czasie, wiec czy Twoje "skrupuly" nie sa troche na wyrost?
                                          Jesli odwidzi Ci sie wczesnie, to nie bedzie cierpiala, pozno raczej sie nie odwidzi, bo rozumiem ze
                                          nie bedziesz z nia wskakiwal do lozka po pierwszej randce ale dasz sobie czas na wzajemne
                                          poznanie sie?
                                          Moim zdaniem - znowu wymowka.

                                          > Słuchaj, na temat obcych ludzi można kupę rzeczy sobie mimowolnie
                                          > nafantazjować. Dopiero potem, gdy ich bliżej poznamy, możemy dostrzec, jacy są
                                          > naprawdę... Stąd też wolę nie flirtować z kobietami, których dobrze nie znam -
                                          > bo sobie coś na ich temat wybzdurzę, a potem przekonam się, że się
                                          > pomyliłem, "zakochanie" mi przeminie - a dziewczyna zostanie na lodzie ze
                                          > złamanym sercem...

                                          Wiesz, jakby mnie zaczela podrywac dziewczyna ktora dobrze znam, to bym jej dal kosza. Bo
                                          moment na podryw jest na poczatku znajomosci, potem nawet jesli iskra byla to sie wypala.
                                          I raczej nie dziwi, ze dziewczyny ktore podrywales wolaly widziec w Tobie kumpla
                                          • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 23:58
                                          • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:01
                                            > No dobra, ale na razie nie jestesmy pozniej, tylko na samym poczatku znajo
                                            > mosci (mowiles przeciez
                                            > o poznawaniu dziewczyn, czy nie tak?). Skoro pewnie kobieta by nie cierpiala,
                                            > gdyby Ci sie odwidzialo
                                            > po krotkim czasie, wiec czy Twoje "skrupuly" nie sa troche na wyrost?

                                            Hmmm... Trafne spostrzeżenie - pewnie są...

                                            > Wiesz, jakby mnie zaczela podrywac dziewczyna ktora dobrze znam, to bym jej
                                            > dal kosza. Bo
                                            > moment na podryw jest na poczatku znajomosci, potem nawet jesli iskra byla
                                            > to sie wypala.

                                            Też trafna uwaga - ale z drugiej strony, u mnie iskra właśnie pojawia się po
                                            pewnym czasie. Rzadko kiedy pociaga mnie kobieta tak poważnie kobieta, której
                                            nie znam.
                                            • komandos57 [...] 18.05.04, 00:06
                                              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                            • kwieto Re: Drobna uwaga 18.05.04, 00:07
                                              > Też trafna uwaga - ale z drugiej strony, u mnie iskra właśnie pojawia się po
                                              > pewnym czasie. Rzadko kiedy pociaga mnie kobieta tak poważnie kobieta, której
                                              > nie znam.

                                              Widzisz, bo Ty probujesz zaczynac podryw gdzies w srodku.
                                              Najpierw chcesz sie zakochac, a potem podrywac.
                                              A to nie tak. Nie ma nic gorszego niz bycie podrywanym przez kogos kto juz jest w amorach i
                                              traktuje rzecz smiertelnie powaznie.

                                              Raczej tak - Poznajesz kogos, kto wydaje Ci sie interesujacy, sprawdzasz czy chcesz poznac ta
                                              osobe blizej.... i albo wychodzi, albo nie, i wtedy idziesz do nastepnej interesujacej potencjalnie
                                              osoby.
                                              Probowales umowic sie z dziewczyna by tylko pogadac?
                                              Zaprosic kogos na randke by tylko milo spedzic czas, bez liczenia na cokolwiek?
                                              • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:13
                                                > Najpierw chcesz sie zakochac, a potem podrywac.

                                                Dokładnie tak.

                                                > Probowales umowic sie z dziewczyna by tylko pogadac?
                                                > Zaprosic kogos na randke by tylko milo spedzic czas, bez liczenia na
                                                > cokolwiek?

                                                Ale ja tak nie umiem. Takie coś mogę zrobić z kobietami, co do których wiem, że
                                                mnie nie pociągają. Gdy zaś kobieta wydaje mi się interesująca, to nie umiem
                                                tak postąpić - muszę wpierw przekonać się, co do niej czuję, jaki charakter
                                                będzie mieć to spotkanie itd.

                                                Poza tym, jeśli kobiety nie znam, to nie mam z nią o czym rozmawiać. Żeby mieć
                                                o czymś z kobietą rozmawiać, muszę ją poznać... i wracamy do punktu wyjścia.
                                                • kwieto Re: Drobna uwaga 18.05.04, 08:30
                                                  > > Najpierw chcesz sie zakochac, a potem podrywac.
                                                  >
                                                  > Dokładnie tak.

                                                  I to jest problem. Bo tak Ci nigdy nie wyjdzie.
                                                  To za bardzo obciaza na starcie, sprawia ze to co powinno byc lekkie i plynne staje sie ciezkie i
                                                  koslawe. Jestes troche jak ta przyslowiowa dziewczyna z napisem na czole "szukam meza" ktora w
                                                  momencie gdy podrywajacy ja facet mysli "ale ma fajne cycuszki", zastanawia sie jakie imiona nadac ich
                                                  kolejnym dzieciom. Takie podejscie gasi jakiekolwiek uczucie w zarodku.

                                                  > Ale ja tak nie umiem. Takie coś mogę zrobić z kobietami, co do których wiem, że
                                                  > mnie nie pociągają. Gdy zaś kobieta wydaje mi się interesująca, to nie umiem
                                                  > tak postąpić - muszę wpierw przekonać się, co do niej czuję, jaki charakter
                                                  > będzie mieć to spotkanie itd.

                                                  Po co? Musisz miec szczegolowo opracowany "plan spotkania" czy jak?
                                                  Ponawiam pytanie - jak mozesz cokolwiek czuc do osoby ktorej praktycznie nie znasz?

                                                  > Poza tym, jeśli kobiety nie znam, to nie mam z nią o czym rozmawiać. Żeby mieć
                                                  > o czymś z kobietą rozmawiać, muszę ją poznać... i wracamy do punktu wyjścia.

                                                  Dlatego radzilem Ci juz bys mniej koncentrowal sie na sobie, a bardziej na tym co Cie otacza. Wtedy
                                                  zawsze znajdzie sie jakis temat.
                                                  • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 15:34
                                                    > I to jest problem. Bo tak Ci nigdy nie wyjdzie.
                                                    > To za bardzo obciaza na starcie, sprawia ze to co powinno byc lekkie i plynne
                                                    > staje sie ciezkie i
                                                    > koslawe. Jestes troche jak ta przyslowiowa dziewczyna z napisem na czole "szu
                                                    > kam meza" ktora w
                                                    > momencie gdy podrywajacy ja facet mysli "ale ma fajne cycuszki", zastanawia
                                                    > sie jakie imiona nadac ich
                                                    > kolejnym dzieciom. Takie podejscie gasi jakiekolwiek uczucie w zarodku.

                                                    Pewnie masz rację, ale po prostu nie umiem mieć innego nastawienia. Nie umiem
                                                    po prostu flirtować z kobietami, co do których nie jestem pewien, czy mi się
                                                    nie podobają i które w ogóle słabo znam.

                                                    > Po co? Musisz miec szczegolowo opracowany "plan spotkania" czy jak?

                                                    Między innymi, ale chcę też mieć jasną świadomość, co tak naprawdę do kobiety,
                                                    czuję, jakie mam wobec niej zamiary... Nie umiem iść na żywioł i patrzeć, co z
                                                    tego wyniknie.
                                                  • kwieto Re: Drobna uwaga 18.05.04, 21:31
                                                    > Pewnie masz rację, ale po prostu nie umiem mieć innego nastawienia. Nie umiem
                                                    > po prostu flirtować z kobietami, co do których nie jestem pewien, czy mi się
                                                    > nie podobają i które w ogóle słabo znam.

                                                    Znowu nie i nie.
                                                    Probowales?

                                                    > Między innymi,

                                                    PO CO??????

                                                    Wyobraz sobie taka sytuacje. Idziesz na randke z dziewczyna, a ona ma cale wasze spotkanie
                                                    rozpisane na kartce - w tej minucie powie to, w tamtej siamto, w kolejnej sie usmiechnie - wszystko
                                                    wedle instrukcji ktora lezy spisana przed nia.
                                                    Czy taka randke uznalbys za udana, a osobe za partnerke dla Ciebie?

                                                    > ale chcę też mieć jasną świadomość, co tak naprawdę do kobiety,
                                                    > czuję, jakie mam wobec niej zamiary...

                                                    Powiem Ci w sekrecie, ze nawet malzenstwa z kilkudziesiecioletnim stazem niekoniecznie wiedza co
                                                    tak naprawde do siebie czuja i jakie maja zamiary.
                                                    Ty chcesz przemienic milosc w robotyke (100% pewnosci). To troche jakbys chcial hodowac kwiatka w
                                                    betonowym ogrodku.

                                                    > Nie umiem iść na żywioł i patrzeć, co z tego wyniknie.

                                                    To jak sobie radzisz w zyciu? 3/4 zycia to zywiol bez planu
                                                  • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:12
                                                    > Znowu nie i nie.
                                                    > Probowales?

                                                    Trochę owszem. Naprawdę źle się z tym czuję.

                                                    > PO CO??????
                                                    >
                                                    > Wyobraz sobie taka sytuacje. Idziesz na randke z dziewczyna, a ona ma cale w
                                                    > asze spotkanie
                                                    > rozpisane na kartce - w tej minucie powie to, w tamtej siamto, w kolejnej
                                                    > sie usmiechnie - wszystko
                                                    > wedle instrukcji ktora lezy spisana przed nia.
                                                    > Czy taka randke uznalbys za udana, a osobe za partnerke dla Ciebie?

                                                    Dlaczego nie? Oznaczałoby to, że dziewczyna jest nieśmiała... Pewnie
                                                    spróbowałbym zbadać, czy pod tą nieśmiałością kryje się ciekawa osobowość.
                                                    Jeśli by tak było, to bym spróbował sprawić, by poczuła się przy mnie
                                                    bezpiecznie, by żadnego planu już nie potrzebowała...

                                                    > Powiem Ci w sekrecie, ze nawet malzenstwa z kilkudziesiecioletnim stazem nieko
                                                    > niecznie wiedza co
                                                    > tak naprawde do siebie czuja i jakie maja zamiary.

                                                    Ale czy takie małżeństwa są szczęśliwe?

                                                    > Ty chcesz przemienic milosc w robotyke (100% pewnosci). To troche jakbys
                                                    > chcial hodowac kwiatka w betonowym ogrodku.

                                                    Bez przesady... Po prostu chcę ograniczyć trochę niepewność, by nikomu w
                                                    związku nie stała się krzywda.

                                                    > To jak sobie radzisz w zyciu? 3/4 zycia to zywiol bez planu

                                                    Dlatego właśnie radzę sobie z życiem niezbyt dobrze :(
                                                  • kwieto Re: Drobna uwaga 18.05.04, 22:36
                                                    > Trochę owszem. Naprawdę źle się z tym czuję.

                                                    Czyli znowu impas. Chcesz kogos poznac, ale zle sie z tym czujesz.
                                                    Pomysl jak to przeskoczyc.

                                                    > Dlaczego nie? Oznaczałoby to, że dziewczyna jest nieśmiała... Pewnie
                                                    > spróbowałbym zbadać, czy pod tą nieśmiałością kryje się ciekawa osobowość.
                                                    > Jeśli by tak było, to bym spróbował sprawić, by poczuła się przy mnie
                                                    > bezpiecznie, by żadnego planu już nie potrzebowała...

                                                    Wiesz, IMO to oznacza, ze dziewczyna albo nie jest na tyle interesujaca by potrafic cos z siebie
                                                    zaoferowac bez kartki (schematu), albo tak zakompleksiona, ze bez sciagi ni rusz. W obu przypadkach
                                                    - odpuscilbym. W pierwszym bo nie lubie nudziarzy, w drugim, bo nie mam zapedow na ojcowanie,
                                                    oczekuje partnerstwa. Pokazuje Ci jak mozesz byc odbierany przez kobiety.
                                                    Pewne gesty, slowa, gdy sa spontaniczne daja piorunujacy efekt, gdy wystudiowane - smiesza i strasza
                                                    zarazem.

                                                    > Ale czy takie małżeństwa są szczęśliwe?

                                                    Mysle ze maja na to spore szanse - ciagle sie musza odkrywac na nowo.

                                                    > Bez przesady... Po prostu chcę ograniczyć trochę niepewność, by nikomu w
                                                    > związku nie stała się krzywda.

                                                    Hola hola, jestesmy na etapie podrywania, a Ty juz wyskakujesz z pilnowaniem czy sie nie dzieje
                                                    krzywda w zwiazku. Jakim zwiazku u licha??? Nie za szybko troche?

                                                    > Dlatego właśnie radzę sobie z życiem niezbyt dobrze :(

                                                    To moze zmien strategie, skoro Twoja nie jest zbyt dobra?
                                                  • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:12
                                                    > Czyli znowu impas. Chcesz kogos poznac, ale zle sie z tym czujesz.
                                                    > Pomysl jak to przeskoczyc.

                                                    OK, masz rację - pomyślę.

                                                    > W pierwszym bo nie lubie nudziarzy, w drugim, bo nie mam zapedow
                                                    > na ojcowanie,
                                                    > oczekuje partnerstwa. Pokazuje Ci jak mozesz byc odbierany przez kobiety.

                                                    O, do licha. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mam problem :((

                                                    > Hola hola, jestesmy na etapie podrywania, a Ty juz wyskakujesz z pilnowaniem
                                                    > czy sie nie dzieje
                                                    > krzywda w zwiazku. Jakim zwiazku u licha??? Nie za szybko troche?

                                                    Wiesz, w sumie pewnie masz rację, że przesadzam. Ale po prostu dręczy mnie taka
                                                    obawa, że zacznę podrywać dziewczynę, myśląc, że mi się podoba - a potem mi się
                                                    odwidzi... a jej będzie przykro...
                                                  • kwieto Re: Drobna uwaga 19.05.04, 11:29
                                                    > O, do licha. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mam problem :((

                                                    IMO jest to dosc prawdopodobne. Pewna niesmialosc moze byc pociagajaca, ale w
                                                    sytuacji takiej jak opisana wyzej stajesz sie dla dziewczyny raczej lyzka tranu
                                                    niz cukierkiem.

                                                    > Wiesz, w sumie pewnie masz rację, że przesadzam. Ale po prostu dręczy mnie
                                                    > taka obawa, że zacznę podrywać dziewczynę, myśląc, że mi się podoba - a potem
                                                    > mi się odwidzi... a jej będzie przykro...

                                                    Bede dosc brutalny - w sytuacji gdy masz 25 lat i nigdy nie byles w zwiazku
                                                    (nawet przelotnym) to obawa troche na wyrost, nie sadzisz? Troche tak jakby
                                                    mieszkaniec Sahary zabezpieczal sie przed powodzia.
                                                    Najpierw musisz kogos poznac, potem soba zainteresowac, potem musi wami
                                                    zaiskrzyc - to trwa wystarczajaco duzo czasu by sie zdecydowac i zrezygnowac.
                                                    "Bedzie jej przykro..." Nie badz taki hojny z przyjmowaniem odpowiedzialnosci
                                                    za (hipotetyczne) uczucia innych poki z wlasnymi nie doszedles do ladu.
                                                    To mile, nie powiem, ale przesada w zadnym kierunku nie daje dobrych efektow

                                                    Poza tym, osoby ktore sie czegos panicznie boja czesto wygladaja jakby wrecz
                                                    chcialy to otrzymac. Kiedys slyszalem ladne porownanie - jesli boisz sie zeby
                                                    ktos Cie nie kopnal w tylek, to zachowujesz sie tak jakbys sie sam wypinal.
                                                  • Gość: Vox Re: Drobna uwaga IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 18:11
                                                    > Bede dosc brutalny - w sytuacji gdy masz 25 lat i nigdy nie byles w zwiazku
                                                    > (nawet przelotnym) to obawa troche na wyrost, nie sadzisz? Troche tak jakby
                                                    > mieszkaniec Sahary zabezpieczal sie przed powodzia.
                                                    > Najpierw musisz kogos poznac, potem soba zainteresowac, potem musi wami
                                                    > zaiskrzyc - to trwa wystarczajaco duzo czasu by sie zdecydowac i zrezygnowac.

                                                    Ech, masz rację. Przecież dziewczyna też się we mnie nie zakocha od razu,
                                                    prawda? Więc jeśli mi się szybko "odwidzi", to ona nie zdąży się zaangażować za
                                                    bardzo - i jej to aż tak bardzo nie dotknie...
    • kwieto Na marginesie 17.05.04, 08:44
      Jedno pytanie.
      Jakie potrzeby zaspokoila by ta kobieta? Innymi slowy, czego Ci brakuje teraz, a co by bylo gdybys
      byl z kims?

      P.S.
      Lubisz siebie?
      • Gość: Vox Re: Na marginesie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:36
        > Jakie potrzeby zaspokoila by ta kobieta? Innymi slowy, czego Ci brakuje
        > teraz, a co by bylo gdybys byl z kims?

        Brakuje mi tego szczególnego rodzaju bliskości, jaki jest obecny w miłości...
        Czułości, więzi z drugą osobą. Poczucia bezpieczeństwa...

        > P.S.
        > Lubisz siebie?

        W pewnych sprawach tak, w pewnych nie... Trudno jednoznacznie powiedzieć.
    • seksuolog Problem z ludzmi 17.05.04, 09:28
      Gość portalu: Vox napisał(a):

      > A po drugie - jak w ogóle mam teraz jakąś kobietę poznać? Mam niewielu
      > znajomych - a oni też nie mają zbyt szerokich kontaktów towarzyskich.

      Twoj problem to nie kobiety tylko ludzie. Kobiety sa na pierwszym planie
      ze wzgledu na niezaspokojony poped seksualny ale problem jest w relacjach
      z ludzmi.

      W twoich wypowiedziach widac jedna rzecz: TY masz "zapotrzebowanie na kobiete"
      ALE nie widac CO mialbys do zaproponowania tej kobiecie. Nie spokales kobiety
      ktora dla CIEBIE bylaby interesujaca. A problem jest inny: CO ty masz
      interesujacego do zaoferowania? Z opisu wylania sie postac nieciekawa bo
      nastawiona na siebie, dlatego kobiety reaguja negatywnie.

      Potrzebna jest ci terapia: uczestnictwo w czyms co bedzie od ciebie wymagalo
      wiecej dawania niz brania.

      Nastepny problem to relacje z innymi ludzmi. Nie majac kregu znajomych, nie
      pokazujac xie publicznie ogranicza sie rzecz jasna mozliwosci spotykania ludzi
      w tym i kobiet. Pozostaje wtedy internet ale jednak lepiej sprobowac realu.
      Jezeli czujesz sie niezdolny do nawiazywania kontaktow z ludzmi to jest
      jeszcze ostatnie wyjscie czyli terapia z psychologiem.
      • anula36 Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 10:09
        Bardzo brak ci zaaangazowania, kobiety to czuja, moze dlatego uwazaly cie
        zawsze tylko za kumpla?
        • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 10:20
          Mysle ze zaangazowania to on ma az nadto :/
          • anula36 Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 10:36
            chodzi mi raczej bardziej o determinacje-spotyka jakas kobiete i walczy o nia a
            nie snuje sie myslac co by bylo gdyby kogos poznal!!
            Dla mnie w ogole tacy ludzie sa zagadka, mam kolezanke, lat 28, ktora nigdy z
            nikimniebyla zwiazana, ale jak tu sie z kims zwiazac, skoro moze sie okazac
            draniem...i mata kie liczne wady
            dla mnie to jest ciekawe czemu wszystkie kobiety o ktore zabiegal chialy byc
            tylko kolezankami i ustawic sie na stopie towarzyskiej.


            • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 11:05
              > dla mnie to jest ciekawe czemu wszystkie kobiety o ktore zabiegal chialy byc
              > tylko kolezankami i ustawic sie na stopie towarzyskiej.

              Mnie dziwi czemu on az tak bardzo laknie owej kobiety. Frustracja seksualna o
              ktorej wspomina seksuolog to jedno, a podejscie do samego siebie i przekonanie
              ze partner bedzie lekiem na beznadziejnosc (o co podejrzewam Voxa) to drugie.

              > Dla mnie w ogole tacy ludzie sa zagadka, mam kolezanke, lat 28, ktora nigdy z
              > nikimniebyla zwiazana, ale jak tu sie z kims zwiazac, skoro moze sie okazac
              > draniem...i mata kie liczne wady

              Moim zdaniem to mechanizm obronny - boje sie relacji, wiec stwierdzam ze
              mam "wysokie wymagania", co oznacza ze mam usprawiedliwienie na to ze nic nie
              robie.
              • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:45
                > Mnie dziwi czemu on az tak bardzo laknie owej kobiety. Frustracja seksualna o
                > ktorej wspomina seksuolog to jedno, a podejscie do samego siebie i
                > przekonanie
                > ze partner bedzie lekiem na beznadziejnosc (o co podejrzewam Voxa) to drugie.

                Mylnie podejrzewasz :) Naprawdę czegoś takiego nie uważam!
                • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 22:14
                  Ale to z Ciebie caly czas wylazi.
                  A to "nie umiem", "nie nadaje sie", a to "jak zaczne rozmawiac to dostrzega moje wady", a to jeszccze
                  cos innego...
                  • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:20
                    > Ale to z Ciebie caly czas wylazi.
                    > A to "nie umiem", "nie nadaje sie", a to "jak zaczne rozmawiac to dostrzega
                    > moje wady", a to jeszccze cos innego...

                    Powtarzam Ci, że w tej kwestii się mylisz. Wyłazi ze mnie co najwyżej obniżona
                    samoocena - z tym się zgodzę. Ale naprawdę nie uważam, by znalezienie sobie
                    partnerki rozwiązało wszystkie moje problemy... mam ich jeszcze parę i
                    rozwiązuję je niezależnie od szukania sobie dziewczyny.
                    • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 22:41
                      Wiec dlaczego mowisz o problemie z poznaniem dziewczyny?
                      Nie czujesz sie w tym dobrze, to co Cie do tego pcha?
                      Jakas potrzeba, tylko jaka? (nie gadaj o tym ze czlowiek jest przystosowany do zycia w parze bo to
                      bzdura)
                      • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:47
                        > Wiec dlaczego mowisz o problemie z poznaniem dziewczyny?

                        Bo z innymi jestem w stanie sam sobie poradzić.

                        > Nie czujesz sie w tym dobrze, to co Cie do tego pcha?

                        PCHA mnie do bycia z kimś, NIE CZUJĘ SIĘ DOBRZE w tym, co trzeba w tym celu
                        robić.

                        > Jakas potrzeba, tylko jaka?

                        Nie wiem. Ale czemu musimy o tym rozmawiać? Czemu zakładasz, że w tym musi
                        tkwić patologia?
                        • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 23:22
                          > > Wiec dlaczego mowisz o problemie z poznaniem dziewczyny?
                          >
                          > Bo z innymi jestem w stanie sam sobie poradzić.

                          To czekaj, chwile temu zaperzyles sie ze nie masz problemu, teraz mowisz ze masz. Zdecyduj sie...

                          > PCHA mnie do bycia z kimś, NIE CZUJĘ SIĘ DOBRZE w tym, co trzeba w tym celu
                          > robić.

                          Ale CO i DLACZEGO Cie pcha? Dlaczego pcha Cie tak silnie, ze mimo ze nie czujesz sie dobrze,
                          poddajesz sie temu pchaniu?

                          > Nie wiem. Ale czemu musimy o tym rozmawiać? Czemu zakładasz, że w tym musi
                          > tkwić patologia?

                          Kto mowi o patologii?
                          Tylko widzisz, jest roznica miedzy czlowiekiem ktory podrywa bo chce poznac kogos fajnego, a
                          czlowiekiem ktory podrywa bo musi (pcha go potrzeba).
                          Dosc duza moim zdaniem.
                          I wg mnie ten drugi przypadek jest z gory skazany na porazke.
                          • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:27
                            > To czekaj, chwile temu zaperzyles sie ze nie masz problemu, teraz mowisz ze m
                            > asz. Zdecyduj sie...

                            Powiedziałem, że nie mam takich problemów, jak sugerujesz - z otwartością na
                            ludzi, cieszeniem się życiem... Mam natomiast parę konkretnych problemów, np.
                            rodzinnych.

                            > Ale CO i DLACZEGO Cie pcha? Dlaczego pcha Cie tak silnie, ze mimo ze nie czu
                            > jesz sie dobrze,
                            > poddajesz sie temu pchaniu?

                            OK, powiedzmy, że pchają mnie sfrustrowane potrzeby emocjonalno - seksualne...
                            Zadowolony?

                            > Tylko widzisz, jest roznica miedzy czlowiekiem ktory podrywa bo chce poznac
                            > kogos fajnego, a
                            > czlowiekiem ktory podrywa bo musi (pcha go potrzeba).

                            A nie sądzisz, że chęć poznania kogoś fajnego też jest podyktowana jakąś
                            potrzebą? Każdy ludzki czyn zaspokaja jakąś potrzebę...
                            • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 23:36
                              > Powiedziałem, że nie mam takich problemów, jak sugerujesz - z otwartością na
                              > ludzi, cieszeniem się życiem... Mam natomiast parę konkretnych problemów, np.
                              > rodzinnych.

                              Wiesz, jakos zadna z osob ktore znam a ktore ciesza sie zyciem, nie narzekala na to ze maja
                              problem z poderwaniem dziewczyny/chlopaka. Moge to uznac za prawidlowosc.

                              > OK, powiedzmy, że pchają mnie sfrustrowane potrzeby emocjonalno - seksualne...
                              > Zadowolony?

                              Nie, jakie konkretnie potrzeby?
                              Jak mozesz je zaspokoic w inny sposob?

                              > A nie sądzisz, że chęć poznania kogoś fajnego też jest podyktowana jakąś
                              > potrzebą? Każdy ludzki czyn zaspokaja jakąś potrzebę.

                              Zapewne, roznica jest w tym czy jest to ochota czy przymus.
                              Innymi slowy czy jestes panem swoich potrzeb czy ich niewolnikiem.
                              • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 23:48
                                > Wiesz, jakos zadna z osob ktore znam a ktore ciesza sie zyciem, nie narzeka
                                > la na to ze maja
                                > problem z poderwaniem dziewczyny/chlopaka. Moge to uznac za prawidlowosc.

                                Jako psycholog, który kilka diagnoz psychologicznych (a nawet psychiatrycznych)
                                już stawiał, powiem Ci, że kierowanie się "prawidłowościami" jest dość
                                ryzykownym podejściem...

                                > Nie, jakie konkretnie potrzeby?

                                Przecież już gdzieś pisałem: bliskości, więzi, ciepła...

                                > Jak mozesz je zaspokoic w inny sposob?

                                Takich rzeczy nie da się zaspokoić inaczej.

                                > Zapewne, roznica jest w tym czy jest to ochota czy przymus.
                                > Innymi slowy czy jestes panem swoich potrzeb czy ich niewolnikiem.

                                Jako umiarkowany zwolennik psychoanalizy muszę powiedzieć, że "bycie panem
                                swoich potrzeb" jest niewykonalne :) No chyba, że jesteś mistrzem Zen, może
                                wtedy...
                                • kwieto Re: Problem z ludzmi 17.05.04, 23:59
                                  > Jako psycholog, który kilka diagnoz psychologicznych (a nawet psychiatrycznych)
                                  > już stawiał, powiem Ci, że kierowanie się "prawidłowościami" jest dość
                                  > ryzykownym podejściem...

                                  Totez nie twierdze ze wszyscy tak maja.
                                  Aczkolwiek, brutalnie mowiac, jako psycholog jestes dosc ryzykownym autorytetem.
                                  Wole opierac sie na swoich obserwacjach :")

                                  > Przecież już gdzieś pisałem: bliskości, więzi, ciepła...
                                  >
                                  > > Jak mozesz je zaspokoic w inny sposob?
                                  >
                                  > Takich rzeczy nie da się zaspokoić inaczej.

                                  Probowales?
                                  Bliskosc, wiez, cieplo moga dac przyjaciele, ludzie ktorymi sie otaczasz.
                                  Mozesz tez dac to samemu sobie.
                                  Probowales?

                                  > Jako umiarkowany zwolennik psychoanalizy muszę powiedzieć, że "bycie panem
                                  > swoich potrzeb" jest niewykonalne :) No chyba, że jesteś mistrzem Zen, może
                                  > wtedy...

                                  Byc moze, pozostaje kwestia proporcji. na ile Ty jestes panem, na ile potrzeby.
                                  • komandos57 Kwiatku,a masz problema z OLTi? 18.05.04, 00:02
                                    Ladna zniej laska czy wydlada jak mieszkanka zoo?
                                  • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:04
                                    > Probowales?
                                    > Bliskosc, wiez, cieplo moga dac przyjaciele, ludzie ktorymi sie otaczasz.
                                    > Mozesz tez dac to samemu sobie.
                                    > Probowales?

                                    Próbowałem. To nie działa. Pewne rodzaje bliskości są możliwe jedynie z
                                    partnerką...
                                    • kwieto Re: Problem z ludzmi 18.05.04, 00:07
                                      > Próbowałem. To nie działa. Pewne rodzaje bliskości są możliwe jedynie z
                                      > partnerką...

                                      Seks.
                                      A oprocz seksu?
                                      • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:09
                                        > Seks.
                                        > A oprocz seksu?

                                        Nie tylko. Bycie razem to wzajemnie poleganie na sobie, poświecanie się dla
                                        siebie... W przyjaźni to jest obecne, ale jednak nie do tego stopnia.
                                        • kwieto Re: Problem z ludzmi 18.05.04, 09:42
                                          Zgoda.
                                          Tylko nie wiem czy na "poswiecaniu sie dla siebie" mi w milosci akurat zalezy.

                                          No chyba ze mowimy o "poczuciu bycia kochanym", ale IMO to ma sie do milosci
                                          jak deska do prasowania do snowboardu
                                      • jmx Re: Problem z ludzmi 18.05.04, 03:38
                                        kwieto napisał:

                                        > > Próbowałem. To nie działa. Pewne rodzaje bliskości są możliwe jedynie z
                                        > > partnerką...
                                        >
                                        > Seks.
                                        > A oprocz seksu?
                                        >

                                        Przylulenie się do kogoś. Obejmowanie kogoś.
                                        No chyba, że to seks...
                                        ;-)
                                        • kwieto Re: Problem z ludzmi 18.05.04, 09:44
                                          > Przylulenie się do kogoś. Obejmowanie kogoś.
                                          > No chyba, że to seks...

                                          Z tym akurat nie widze wiekszych problemow.
                                          Poza tym, czy przytulanie sie to az tak silna potrzeba, by dla niej postepowac
                                          wbrew sobie?

                                          Caly czas krazymy wokol pytania dlaczego potrzeba Vox'a jest tak silna, ze
                                          porownuje ja do prob plywania mimo strachu (sic!) przed woda
                                          • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 15:15
                                            > > Przylulenie się do kogoś. Obejmowanie kogoś.
                                            > > No chyba, że to seks...
                                            >
                                            > Z tym akurat nie widze wiekszych problemow.

                                            To co, mam się przytulać do kumpli z liceum??? :))

                                            > Caly czas krazymy wokol pytania dlaczego potrzeba Vox'a jest tak silna, ze
                                            > porownuje ja do prob plywania mimo strachu (sic!) przed woda

                                            Słuchaj, naprawdę nie wiem, czemu taką potrzebę związku mam - ale ją mam i
                                            naprawdę chcę ją zaspokoić... Chociażby dlatego, że mam 25 lat, w życiu nie
                                            całowałem kobiety - i zwyczajnie czuję się pozbawiony jakiejś istotnej sfery
                                            życia. No i też jest mi głupio, że osoby o 10 lat młodsze mają więcej
                                            doświadczeń w tej sferze ode mnie...
                                            • kwieto Re: Problem z ludzmi 18.05.04, 21:38
                                              > To co, mam się przytulać do kumpli z liceum??? :))

                                              A kumpel nie miales?

                                              Poza tym, potrzeby bliskosci w duzym stopniu zaspokajaja interakcje z przyjaciolmi. Jesli nie masz
                                              glodu emocjonalnego, to zupelnie wystarcza. (a jesli masz to o tym za chwile)

                                              > Słuchaj, naprawdę nie wiem, czemu taką potrzebę związku mam - ale ją mam i
                                              > naprawdę chcę ją zaspokoić...

                                              Poki sie nie dowiesz skad ja masz to raczej nie uda Ci sie jej zaspokoic, moim zdaniem.
                                              Moim zdaniem brak dziewczyny jest tylko wtornym objawem zupelnie innego problemu (glod
                                              emocjonalny? Potrzeba bycia kochanym?), i poki tego problemu nie rozwiazesz to bedziesz sie tak
                                              wozil w nieskonczonosc. Nawet jesli pojdziesz do wyzszej szkoly podrywania, to nic z tego nie
                                              wyjdzie, albo Twoj zwiazek rozpadnie sie po miesiacu, bo bedziesz albo nadskakujacym dziewczynie
                                              "pantoflarzem", albo z kolei bedziesz chorobliwie zaborczy i zazdrosny.

                                              Proponuje Ci eksperyment.
                                              Pomysl sobie, ze nigdy nikogo nie uda Ci sie poderwac, masz pewnosc ze bedziesz zawsze sam.
                                              Jak wygladaloby wtedy Twoje zycie?
                                              Potrafilbys byc szczesliwy?
                                              • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 21:58
                                                > A kumpel nie miales?

                                                No wiesz, kumpele też mi się do siebie poprzytulać nie będą pozwalać...

                                                > Poza tym, potrzeby bliskosci w duzym stopniu zaspokajaja interakcje z
                                                > przyjaciolmi. Jesli nie masz glodu emocjonalnego, to zupelnie wystarcza.

                                                U mnie nie zaspokajają. Najwyraźniej mam ten głód...

                                                > Poki sie nie dowiesz skad ja masz to raczej nie uda Ci sie jej zaspokoic,
                                                > moim zdaniem.
                                                > Moim zdaniem brak dziewczyny jest tylko wtornym objawem zupelnie innego
                                                > problemu (glod
                                                > emocjonalny? Potrzeba bycia kochanym?), i poki tego problemu nie rozwiazesz to
                                                > bedziesz sie tak
                                                > wozil w nieskonczonosc. Nawet jesli pojdziesz do wyzszej szkoly podrywania, t
                                                > o nic z tego nie
                                                > wyjdzie, albo Twoj zwiazek rozpadnie sie po miesiacu, bo bedziesz albo
                                                > nadskakujacym dziewczynie
                                                > "pantoflarzem", albo z kolei bedziesz chorobliwie zaborczy i zazdrosny.

                                                Hmm... Nie brzmi to za optymistycznie :(

                                                > Proponuje Ci eksperyment.
                                                > Pomysl sobie, ze nigdy nikogo nie uda Ci sie poderwac, masz pewnosc ze bedzies
                                                > z zawsze sam.
                                                > Jak wygladaloby wtedy Twoje zycie?
                                                > Potrafilbys byc szczesliwy?

                                                W pewnym stopniu pewnie tak - ale jednak na pewno czegoś by mi brakowało... Nie
                                                wyobrażam sobie, bym umiał żyć bez problemów z taką samotnością.
                                                • kwieto Re: Problem z ludzmi 18.05.04, 22:40
                                                  > Hmm... Nie brzmi to za optymistycznie :(

                                                  Z Twoim podejsciem (mowienie o zwiazku na etapie poznawania sie, etc.) ma spore szanse sie
                                                  sprawdzic.
                                                  Probowales poznawac dziewczyny dla samego poznawania? Aseksualnie, nie jako partnerki, ale jako
                                                  potencjalne kumpele?
                                                  Czy takie znajomosci, z ktorych nie wyciagasz konkretnych korzysci (zwiazek) Cie nie interesuja?


                                                  > W pewnym stopniu pewnie tak - ale jednak na pewno czegoś by mi brakowało... Nie
                                                  > wyobrażam sobie, bym umiał żyć bez problemów z taką samotnością.

                                                  No wlasnie.
                                                  Sprobuj sobie to wyobrazic. Jak nie czuc sie samotnym?
                                                  Potrafilbys?
                                                  Na bezludnej wyspie, byc sam i nie czuc sie samotnym?
                                                  • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:52
                                                    > Probowales poznawac dziewczyny dla samego poznawania? Aseksualnie, nie jako p
                                                    > artnerki, ale jako
                                                    > potencjalne kumpele?
                                                    > Czy takie znajomosci, z ktorych nie wyciagasz konkretnych korzysci (zwiazek) C
                                                    > ie nie interesuja?

                                                    Oczywiście, że tak! Tyle, że jak już się z nimi tak "aseksualnie" zakumpluję,
                                                    to są mało zainteresowane potem, by ze mną próbować się umawiać...

                                                    > No wlasnie.
                                                    > Sprobuj sobie to wyobrazic. Jak nie czuc sie samotnym?
                                                    > Potrafilbys?
                                                    > Na bezludnej wyspie, byc sam i nie czuc sie samotnym?

                                                    Nie, nie potrafiłbym.
                                                  • kwieto Re: Problem z ludzmi 19.05.04, 07:15
                                                    > Oczywiście, że tak! Tyle, że jak już się z nimi tak "aseksualnie" zakumpluję,
                                                    > to są mało zainteresowane potem, by ze mną próbować się umawiać...

                                                    Wiec albo sie interesuj wczesniej, albo nie podrywaj tych z ktorymi sie kumplujesz.
                                                    Znowu wracamy do tego, ze Ty usilujesz podrywac wtedy gdy juz sie swietnie znacie, gdy nie ma
                                                    dreszczyku poznawania sie, odkrywania. A to jest duuuuuuuzo za pozno.
                                                    wrzuc sobie w forumowa wyszukiwarke haslo "milosc" i "przyjaciel". Dosc szybko sie zorientujesz
                                                    ze milosc przyjaciela jest zwykle miloscia niechciana, bo malo kto chce rozwalac istniejacy fajny
                                                    uklad dla czegos do czego nie jest calkiem przekonany.

                                                    > Nie, nie potrafiłbym.

                                                    I TO jest Twoim problemem, a nie zadne tam podrywanie dziewczyn.
                                                    Bo problemy z podrywaniem wynikaja z nieumiejetnosci cieszenia sie zyciem gdy jest sie samemu.
                                                    Dla Ciebie flirt, podrywanie, to nie radosc, zainteresowanie czlowiekiem, tylko (niezbyt chciana)
                                                    koniecznosc wymagana na ktoryms etapie dazenia do zaspokojenia Twoich potrzeb.
                                                    W gruncie rzeczy jest to podejscie skrajnie egoistyczne, bo mimo ze deklarujesz "poswiecanie sie"
                                                    wlasciwie nie obchodzi Cie kobieta jako taka, ale potrzeby ktore ma ona zaspokoic. Innymi slowy,
                                                    nie watpie ze bedziesz sie "poswiecal" w zwiazku, ale jesli nie dostaniesz w zamian czulosci i
                                                    milosci to bedziesz nielicho sfrustrowany takim ukladem. A to jest handel a nie milosc.
                                                    I poki nie potrafisz do zwiazkow podejsc jako do czegos co "jest fajne, ale i bez tego daje sie fajnie
                                                    zyc" raczej bedziesz biegal w kolko ze swoim problemem.
                                                  • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:24
                                                    > Wiec albo sie interesuj wczesniej, albo nie podrywaj tych z ktorymi sie
                                                    > kumplujesz.
                                                    > Znowu wracamy do tego, ze Ty usilujesz podrywac wtedy gdy juz sie swietnie
                                                    > znacie, gdy nie ma
                                                    > dreszczyku poznawania sie, odkrywania. A to jest duuuuuuuzo za pozno.

                                                    Hm... Czyli mówisz, żebym zaczynał "interesować się" dane kobietą jak
                                                    najwcześniej? Nie zaczynać od zakumplowywania się, tylko od początku mieć
                                                    nastawienie, że próbuję na danej dziewczynie zrobić dobre wrażenie,
                                                    zainteresować ją sobą itd.?

                                                    Tylko że tu pojawia się problem, o którym już pisałem: jak ocenić, którą
                                                    kobietą warto się w ten sposób zainteresować? Przecież nie będę podrywał
                                                    losowych kobiet - a jak pisałem, z powierzchonwego kontatku nic dla mnie o
                                                    kobiecie nie wynika... Musiałbym ją bliżej poznać, by ocenić, czy mi się
                                                    podoba - a to oznacza "zakumplowanie się"... Aaaaaaa!

                                                    Poza tym - jak w zasadzie zainteresować sobą kobietę? Jak się jej "spodobać"?
                                                  • kwieto Re: Problem z ludzmi 19.05.04, 11:36
                                                    > Hm... Czyli mówisz, żebym zaczynał "interesować się" dane kobietą jak
                                                    > najwcześniej?

                                                    [...]

                                                    Dlatego radze bys odpuscil sobie szukanie pary i zajal sie poznawaniem
                                                    dziewczyn dla samej przyjemnosci poznania kogos nowego.
                                                    Kto moze sie okazac ciekawy (to wychodzi na pierwszej randce) albo nie.
                                                    Zaleznie od tego podtrzymujesz kontakt i rozwijasz w przyjasn lub zwiazek, albo
                                                    go nie podtrzymujesz.

                                                    > Poza tym - jak w zasadzie zainteresować sobą kobietę? Jak się jej "spodobać"?

                                                    Widzisz, jesli jestes interesujaca osoba, ktora "potrafi zyc" rowniez i
                                                    samodzielnie, to nie bedziesz mial z tym wiekszych problemow.
                                                    Dlatego wracam do tego, ze wszelkie rady dotyczace podrywania i tak mozna
                                                    rozbic o kant d... dopoki nie zrobisz porzadku ze soba.

                                                    Wiesz, ta umiejetnosc bycia szczesliwym na bezludnej wyspie...
                                                  • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 18:14
                                                    > Widzisz, jesli jestes interesujaca osoba, ktora "potrafi zyc" rowniez i
                                                    > samodzielnie, to nie bedziesz mial z tym wiekszych problemow.
                                                    > Dlatego wracam do tego, ze wszelkie rady dotyczace podrywania i tak mozna
                                                    > rozbic o kant d... dopoki nie zrobisz porzadku ze soba.

                                                    Czyli co? Sugerujesz, że jeśli "zrobię porządek ze sobą", to ktoś może mnie
                                                    pokochać bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony? To wydaje się aż
                                                    nieprawdopodobne...
                                                  • joasia-ja Re: Problem z ludzmi 19.05.04, 19:55
                                                    Gość portalu: Vox napisał(a):

                                                    > > Widzisz, jesli jestes interesujaca osoba, ktora "potrafi zyc" rowniez i
                                                    > > samodzielnie, to nie bedziesz mial z tym wiekszych problemow.
                                                    > > Dlatego wracam do tego, ze wszelkie rady dotyczace podrywania i tak mozna
                                                    > > rozbic o kant d... dopoki nie zrobisz porzadku ze soba.
                                                    >
                                                    > Czyli co? Sugerujesz, że jeśli "zrobię porządek ze sobą", to ktoś może mnie
                                                    > pokochać bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony? To wydaje się aż
                                                    > nieprawdopodobne...




                                                    to jak najbardziej prawdopodobne....
                                                  • kwieto Re: Problem z ludzmi 19.05.04, 20:11
                                                    > Czyli co? Sugerujesz, że jeśli "zrobię porządek ze sobą", to ktoś może mnie
                                                    > pokochać bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony? To wydaje się aż
                                                    > nieprawdopodobne...

                                                    Powtorze to co napisala Joasia-ja: to jak najbardziej prawdopodobne.
                                                    Bo lapiesz dystans do podrywania, zwiazku i tak dalej. Bo wchodzisz w to bo chcesz, a nie bo
                                                    musisz. Bo nie patrzysz wyglodnialymi oczami na interesujaca Cie kobiete.
                                                    Bo ludzie garna sie do ludzi szczesliwych, a jesli ze soba nie jestes szczesliwy, to nie ma sie do czego
                                                    garnac.
                                                  • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.acn.pl 19.05.04, 20:21
                                                    > Powtorze to co napisala Joasia-ja: to jak najbardziej prawdopodobne.
                                                    > Bo lapiesz dystans do podrywania, zwiazku i tak dalej. Bo wchodzisz w to bo
                                                    > chcesz, a nie bo
                                                    > musisz. Bo nie patrzysz wyglodnialymi oczami na interesujaca Cie kobiete.

                                                    Hmm... Mimo wszystko trudno mi w to uwierzyć...

                                                    > Bo ludzie garna sie do ludzi szczesliwych, a jesli ze soba nie jestes
                                                    > szczesliwy, to nie ma sie do czego garnac.

                                                    A ja się właśnie garnę do nieszczęśliwych... Spotykałem szczęśliwe kobiety i
                                                    bywały dość nudne...
                                                  • kwieto Re: Problem z ludzmi 19.05.04, 20:38
                                                    > Hmm... Mimo wszystko trudno mi w to uwierzyć...

                                                    To nie wierz. Jesli chcesz zalatwic problem kompleksowo i tak predzej czy pozniej bedziesz musial
                                                    do tego dojsc. A moje gadanie nie przestawi Ci swiatopogladu, to musisz sam zrobic
                                                  • Gość: robson Re: Problem z ludzmi IP: *.crowley.pl 21.05.04, 16:18
                                                    Żeczywiście nieprawdopodobne: osoby przy których Vox jest wzorem wewnetrznego
                                                    ładu i uporządkowania jakoś nie miejwają podobnych problemów.

                                                    R.
            • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:43
              > chodzi mi raczej bardziej o determinacje-spotyka jakas kobiete i walczy o nia
              > a nie snuje sie myslac co by bylo gdyby kogos poznal!!

              Ale co to znaczy, walczyć o kobietę?

              > Dla mnie w ogole tacy ludzie sa zagadka, mam kolezanke, lat 28, ktora nigdy z
              > nikimniebyla zwiazana, ale jak tu sie z kims zwiazac, skoro moze sie okazac
              > draniem...i mata kie liczne wady

              Akurat ze mną jest taki problem, że kobiety, które mi się podobają, przesadnie
              idealizuję...
        • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:41
          > Bardzo brak ci zaaangazowania, kobiety to czuja, moze dlatego uwazaly cie
          > zawsze tylko za kumpla?

          Nie, to nie o to chodzi. Ja akurat w związki bardzo się angażuję - kobietom,
          które mi się podobają, zawsze pomagałem, starałem się robić dla nich tak wiele,
          jak tylko mogłem...
      • Gość: Vox Re: Problem z ludzmi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:40
        > W twoich wypowiedziach widac jedna rzecz: TY masz "zapotrzebowanie na kobiete"
        > ALE nie widac CO mialbys do zaproponowania tej kobiecie. Nie spokales kobiety
        > ktora dla CIEBIE bylaby interesujaca. A problem jest inny: CO ty masz
        > interesujacego do zaoferowania? Z opisu wylania sie postac nieciekawa bo
        > nastawiona na siebie, dlatego kobiety reaguja negatywnie.

        Ejże, moment. Przecież nie mówię, że jakbym był z kobietą, to niczego bym jej
        nie dawał... Akurat uważam, że mam sporo do zaoferowania: wsparcie emocjonalne,
        zrozumienie, bliskość, ciepło. Naprawdę rozumiem, że związek to też dawanie - i
        nie wydaje mi się, by w tym tkwił problem. Akurat jednym z moich podstawowych
        problemów jest to, że ja dużo innym ludziom od siebie daję - i boję się ich o
        coś w zamian prosić.
    • Gość: poznajsiebie Re: Co poradzić na samotność? IP: *.l6.c1.dsl.pol.co.uk 17.05.04, 12:20
      witaj Vox

      to, co przeczytalam, brzmi dla mnie dziwnie znajomo. Przez dlugi czas bylam
      sama i dlugo nie chcialam zauwazyc, ze to jest moj problem, ze uciekalam od
      bycia z kims, a wmawialam sobie, ze wcale tak nie jest, ze ludzie sie chca
      uzalezniac, a ja chce byc niezalezna i takie tam bzdety. Na studiach zawsze
      bylo tak, ze albo ci faceci, ktorzy mi sie podobali, w ogole nie zwracali na
      mnie uwagi, a ci, ktorzy na mnie zwracali, z kolei mi nie pasowali. Takie
      bledne kolo troche. Nie bylam nigdy b.towarzyska osoba, choc lubie w
      towarzystwie przebywac (choc nie kazde mi odpowiada :-) ). Potem zaczelam prace
      w malym miescie w Polsce i to byl chyba najgorszy okres w moim zyciu. Czulam,
      ze pod kazdym wzgledem moje zycie stoi w martwym punkcie.

      Teraz inaczej mi sie uklada, a to z kilku przyczyn. Zaczelam pracowac nad soba
      i troche sie zmienilo moje spojrzenie na moje problemy, na moje kontakty z
      ludzmi. Zaczelam uswiadomiac sobie, jak wiele bylo/jest we mnie strachu w
      kontaktach z ludzmi, leku przed bliskoscia, niewiary we wlasne sily, ba,
      myslenia, jaka jestem maksymalnie beznadziejna pod kazdym wzgledem. Dlatego
      smiac mi sie chce z porad typu: otworz sie na innych, a twe zycie sie zmieni.
      To jest prawda, ale jesli ktos mial z tym problem, samo powtarzanie, jak
      mantry :' otworz sie, otworz sie' nie sprawi, ze cos sie zmieni. Jesli ktos
      przez cale zycie mial problem z wychodzeniem ludziom naprzeciw, porada
      typu: 'zapisz sie gdzies tam i poznawaj ludzi', jest prawdziwa, ale
      niepraktyczna, bo dla tego czlowieka niezbyt wykonalna. Jesli przez cale zycie
      zyjesz i myslisz w okreslony nawykowy sposob, tylko praca nad tym problemem
      bedzie w stanie to zmienic - jak chociazby wspomniana wyzej psychoterapia, ale
      nie jest to jedyna droga.

      Kolejna przyczyna byl wyjazd z kraju, diametralna zmiana otoczenia i
      srodowiska. W Polsce, jesli ma sie wiecej 25 lat i wiecej, 'powinno' sie juz
      ustatkowac, zalozyc rodzine. Tutaj (Londyn) nie dziwia nikogo szalejacy
      30latkowie, jest mnostwo roznych kursow, imprez, gdzie mozna nowych ludzi
      spotkac. Poznaje tutaj o wiele wiecej ludzi niz w kraju.

      Powiedzialabym Vox tak- spojrz najpierw na siebie, na to, co ty o sobie
      myslisz, jak siebie odbierasz, co moglbys zaoferowac drugiej osobie, i czego
      oczekujesz od drugiej osoby, a moze wtedy choc troche zrozumiesz, dlaczego
      znalazles sie w tym miejscu, w ktorym jestes. I sprobuj popracowac nad soba
      najpierw (najlepiej z czyjas pomoca), nad swoim poczuciem tego, kim jestes,
      czego chcesz, dokad zmierza twoje zycie teraz, a gdzie chcesz, zeby zmierzalo.
      Bo jesli pewnie sie czujesz we wlasnej skorze, jesli dajesz cos ludziom od
      siebie, o tak po prostu, dla samej radosci dawania, nie oczekujac nic w zamian,
      zaczniesz 'przyciagac' ludzi i dobre rzeczy do siebie. I byc moze pojawi sie
      wtedy w Twoim zyciu ktos wyjatkowy. Naprawde.

      Nie jestem teraz w zwiazku, ale bylam z kims, rozeszlismy sie, czasem sie
      umawiam z facetami, ale nie ma juz we mnie tego strachu przed bliskoscia.
      Zaczynam rozumiec, czego potrzebuje, a co moge dac innej osobie. Wierze, ze
      bedzie lepiej. Czego i Tobie serdecznie zycze.

      bo jesli drugi czlowiek jest ci potrzebny do tego, zebys sie poczul lepiej
      • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 21:09
        > Przez dlugi czas bylam
        > sama i dlugo nie chcialam zauwazyc, ze to jest moj problem, ze uciekalam od
        > bycia z kims, a wmawialam sobie, ze wcale tak nie jest, ze ludzie sie chca
        > uzalezniac, a ja chce byc niezalezna i takie tam bzdety.

        Tu akurat się różnimy... Ja czegoś takiego nigdy sobie nie próbowałem wmówić. I
        wiem, że to jest w sumie problem ze mną, że nie mogę sobie znaleźć dziewczyny...

        > Na studiach zawsze
        > bylo tak, ze albo ci faceci, ktorzy mi sie podobali, w ogole nie zwracali na
        > mnie uwagi, a ci, ktorzy na mnie zwracali, z kolei mi nie pasowali.

        Na mnie zwróciła uwagę jedna tylko kobieta - a z nią naprawdę nie chciałem mieć
        nic wspólnego. I nie chodzi o to, że wybrzydzam, że mam za wysokie wymagania...
        to była naprawdę okropna, prymitywna osoba, której nie znosiłem.

        > Teraz inaczej mi sie uklada, a to z kilku przyczyn. Zaczelam pracowac nad
        > soba
        > i troche sie zmienilo moje spojrzenie na moje problemy, na moje kontakty z
        > ludzmi. Zaczelam uswiadomiac sobie, jak wiele bylo/jest we mnie strachu w
        > kontaktach z ludzmi, leku przed bliskoscia, niewiary we wlasne sily, ba,
        > myslenia, jaka jestem maksymalnie beznadziejna pod kazdym wzgledem.

        Niewątpliwie i ja muszę nad sobą w tej mierze popracować.

        > Dlatego
        > smiac mi sie chce z porad typu: otworz sie na innych, a twe zycie sie zmieni.
        > To jest prawda, ale jesli ktos mial z tym problem, samo powtarzanie, jak
        > mantry :' otworz sie, otworz sie' nie sprawi, ze cos sie zmieni. Jesli ktos
        > przez cale zycie mial problem z wychodzeniem ludziom naprzeciw, porada
        > typu: 'zapisz sie gdzies tam i poznawaj ludzi', jest prawdziwa, ale
        > niepraktyczna, bo dla tego czlowieka niezbyt wykonalna.

        Dokładnie!

        > Powiedzialabym Vox tak- spojrz najpierw na siebie, na to, co ty o sobie
        > myslisz, jak siebie odbierasz, co moglbys zaoferowac drugiej osobie, i czego
        > oczekujesz od drugiej osoby, a moze wtedy choc troche zrozumiesz, dlaczego
        > znalazles sie w tym miejscu, w ktorym jestes.

        OK.

        > Bo jesli pewnie sie czujesz we wlasnej skorze, jesli dajesz cos ludziom od
        > siebie, o tak po prostu, dla samej radosci dawania, nie oczekujac nic w
        > zamian,
        > zaczniesz 'przyciagac' ludzi i dobre rzeczy do siebie. I byc moze pojawi sie
        > wtedy w Twoim zyciu ktos wyjatkowy. Naprawde.

        Z tym "czuciem się pewnie we własnej skórze" to racja - ale co do dawania, to
        tu się różnimy... ja nie mam problemy z tym. Bardzo lubię pomagać ludziom...

        > Nie jestem teraz w zwiazku, ale bylam z kims, rozeszlismy sie, czasem sie
        > umawiam z facetami, ale nie ma juz we mnie tego strachu przed bliskoscia.
        > Zaczynam rozumiec, czego potrzebuje, a co moge dac innej osobie. Wierze, ze
        > bedzie lepiej. Czego i Tobie serdecznie zycze.

        Szczerze dziękuję :)
    • kropka44 Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 12:28
      • Re: W kwestii formalnej
      desert_rose_23 14.05.2004 19:31 odpowiedz na list


      kwieto napisał:

      > ...czuly facet ?
      >
      > Czy placz jest oznaka czulosci?
      > Ja wiem?
      >
      będzie nie na temat -
      Kwieto kim jesteś?
      i czy to jest Twoje :
      Wiesz, bo mam wrazenie, ze ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja "kogos do
      kochania" licza na to, ze ich zycie sie wtedy zmieni. Zabarwi kolorami,
      zapachnie jak nigdy...

      A to jest zwykla bzdura!
      Bo jesli sami nie potrafia sie cieszyc wlasnym zyciem, to ani partner im w tym
      nie pomoze, ani tego za nich nie zrobi.

      Owszem, bedzie moment euforii, "och, kocham i jestem kochana/y". Ale ta euforia
      nie trwa wiecznie, miesiac, dwa, pol roku... I co potem?
      Dalej jest bez sensu i beznadziejnie, bo wyjsc z wlasnej beznadziejnosci trzeba
      samodzielnie i zadne podporki w postaci partnera/meza nie pomoga.

      Najpierw trzeba zrobic sobie samemu remont, zmienic podejscie do swiata,
      nauczyc cieszyc sie zyciem, a dopiero potem mozna myslec o partnerze

      A moze warto troszke pozmieniac w swoim zyciu? Ok, twierdzisz ze nie masz szans
      na milosc. Zorganizuj wiec sobie zycie tak, by bez milosci bylo fajne i
      szczesliwe. Myslisz ze sie nie da? A dlaczego nie?
      Czego wlasciwie oczekujesz od tej osoby? Czy nie mozesz sama sobie tego samego
      zapewnic? Mozna siebie samego dopiescic, siebie "ukochac"...

      Walisz glowa w mur, moze trzeba poszukac innycb sposobow na przejscie? bo mur
      jak widac gruby jest. Ale moze da sie przeskoczyc, podkopac, obejsc? A moze
      trzeba sie odwrocic i pojsc w przeciwnym kierunku
      Wiesz mam takie wrazenie, ze ludzie ktorzy nie potrafia byc szczesliwi gdy sa
      tylko ze soba, nie potrafia sobie znalezc rowniez partnera. A nawet jak juz go
      znajda, to bardzo szybko okazuje sie, ze trafili z deszczu pod rynne.

      Moze to jest Twoj problem? moze trzeba przeprowadzic gruntowny remont wlasnej
      osoby?
      Moj sposob byl prosty. Po prostu zamiast rozpaczliwie szukac sobie partnerki (a
      byl taki okres, byl) zajalem sie po prostu cieszeniem zyciem. Takie pstryk, i
      odpuscilem sobie liczenie na to ze "kiedys kogos spotkam", ze moze nowo poznana
      dziewczyna sie we mnie zakocha a ja w niej - po prostu zaczalem sobie zyc i nie
      przejmowac sie brakiem partnerki. Flirtowac z kolezankami, chodzic samotnie lub
      z przyjaciolmi do kina. Bardziej interesowac sie przyjaciolmi, czesciej sie
      spotykac, widywac.
      A sprawe poszukiwania "milosci" po prostu sobie odlozylem na bok i odpuscilem.
      I jak do tej pory nie zaluje, a przez okres czasu od momentu kiedy przestalem
      sie przejmowac poznalem sporo naprawde fajnych dziewczyn, ktore moglyby byc
      swietnymi partnerkami.

      I randki sa fajniejsze, bo nie przejmujesz sie "czy to ta/ten?" i nie
      zastanawiasz jak wypadniesz - po prostu siedzicie gdzies sobie, rozmawiacie,
      pijecie winko. Wyjdzie - dobrze, nie wyjdzie - tez dobrze.

      Tak sobie mysle, ze ludzie ktorzy czuja sie samotni, sa tak skoncentrowani na
      sobie samym i na swojej samotnosci, ze takie "prawdziwe zycie" (na wlasne
      zyczenie) przecieka im przez palce. To na prawde o wiele przyjemniejsze,
      zamiast siedziec i plakac nad soba, wyjrzec za okno, popatrzyc na blekitne
      niebo, pojsc do parku na spacer, siasc na lawce i prezac sie w sloncu poczytac
      ksiazke. A te wszystkie smutki po prostu odlozyc na bok, bo skoro z
      zastanawiania sie nad nimi nic dotad nie wyszlo, to raczej i teraz nie wyjdzie.

      Ze to trudne, ze nie masz nastroju? A moze warto sprobowac pomimo braku
      nastroju? wbrew kolaczacej sie w glowie mysli "jestem sama" usmiechnac sie, i
      zastanowic, co by tu dobrego przygotowac sobie na obiad? A moze spacer? A moze
      na basen? A moze wydzwonic wszystkich znajomych i pojsc z nimi na piknik?
      przepraszam,że nie na temat i za najście, ale bardzo mi się ta porada spodobała
      chociaż nie była dla mnie :-)
      odezwij się :-)
      jestem tu nowa i nie bardzo wiem o co biega w tym forum
      • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 17.05.04, 12:51
        Ojeja, to co cytujesz (owszem, moje) to w gruncie rzeczy sa banaly :")
        Zreszta post wyzej "Poznajsiebie" napisala niemal dokladnie to samo.

        Kim jestem?
        Jak ja nie lubie takich pytan, nigdy nie wiem.
        • Gość: Anula36 Re: Co poradzić na samotność? IP: *.feedback.pl / *.crowley.pl 17.05.04, 14:04
          dobrym analitykiem i ciekawe wnioski wyciagasz.
    • Gość: ryb Na kase... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.05.04, 18:17
      W twojej sytuacji to tylko i wylacznie na kase. Jak nie masz, to nie martw sie.
      Skoncz studia, wez sie do roboty, zarob duzo kasy i sam zobaczysz jak to
      wszystko zacznie sprawnie dzialac...Cierpliwosci :)
      • anula36 Re: Na kase... 17.05.04, 23:03
        tez motoda:) Moze najlepsza.
        • Gość: ryb Re: Na kase... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.05.04, 23:25
          Wiesz, kiedys bardzo dawno temu odbilo mi i prowadzilem klub. Napatrzylem i
          nasluchalem sie na wartosc kasy i zwiazkow...hihihi:) A nasluchalem, bo bardzo
          malo ludzi wie, ze bar to maly teatr, za barem wszystko slychac, nawet jak ci
          co siedza po drugiej stronie szepca...:)))
    • Gość: ecler Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.04, 23:07
      Ja mam tylko jedna i dosc prosta recepte: zastosowac wyjscie awaryjne z
      samotnosci ( z zastrzezeniem: only w przypadku nieakaceptowania stanu).
      Unikac, unikac i jeszcze raz unikac bodzcow przyczyniajacych sie do wywolania
      pustki.
      Jak eclerowi jest samotnie, bo nie ma dziewczyny, to nie lazikuje na przyjecia
      dla par tylko dla singli. Jak mu cienko na duszy to nie lezie do kina na film o
      romantycznej milosci na stepach akermanskich tylko na "jestem macho, chlopaki
      nie placza".

      Dziala, dziala, mowie jak tu stoje. Naprawde dziala.
      ec
      • Gość: Kropka Re: Co poradzić na samotność? IP: 195.205.81.* 19.05.04, 15:36
        A gdzie sa imprezy dla singli? :))
        Na pozor usmieszkowi pytam powaznie...
        Pozdrawiam
    • Gość: ### Re: Co poradzić na samotność? IP: 212.191.80.* 18.05.04, 21:31
      Vox...wiesz ?! czytałam te wszytkie odpowiedzi...troszeczke przesadzaili..tak
      mnie sie wydaje..mnie osobiscie wydaje sie ze nie ma na swiecie osoby ,która
      nie jest w jakiś na swoj sposob interesujaca..kazdy jest! i..człowieku Ty masz
      przeciez dopiero 25 lat! całe zycie przed Tobą jakby nie było..trzeba czekac..a
      nie brac co sie pod ręke nawinie..
      ogladałes " lepiej póżno niż póżniej"..chyba nie..ja wiem ze to tylko film..ale
      facet doczekał sie prawdziwej miłosci w weiku 63 lat! obys Ty nie musiał tak
      długo czekac! zycze Ci tego z całego serca! i pozdrawiam cieplutko!:)
    • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 21.05.04, 16:01
      Nie przeczytałem w tym wątku niczego nowego.

      To samo stare, ciągłe wykazywanie, że "to wyłacznie twoja wina".

      Mierzi mnie to.

      R.
      • kropka44 Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 00:21
        to nie wina

        to raczej 'wez sprawy w swoje rece' ;-)
        • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 24.05.04, 13:47
          Co za różnica?

          Jak człowiek nie bierze spraw w swoje ręce, to mu się wypomina, że za mało się
          stara. Jak się stara i to mocno, to mu się mówi, że powinien odpuścić i
          wyluzować. Tak czy siak zawsze robi coś źle, bo takie przyjmuje się z góry
          założenie.

          R.
          • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 19:21
            100% racji Robson co do wszystkich "rad"... Cokolwiek nie zrobisz jest źle, to
            zawsze wina:
            1. Twojego charakteru;
            2. zbyt poważnego/ zbyt rozczeniowego nastawienia;
            3. zbyt wielkich oczekiwań;
            4. nieumiejetności wyluzowania się i zdystansowania do sytuacji;
            5. tego, że szukasz/ nie szukasz
            6...............................

            A może to przez kolor włosów/ oczu/ miesiąc urodzenia?;)

            Bo przecież osoby będące w związkach nie są nic a nic pesymistyczne,
            zniechęcone, niczego nie oczekiwały od drugiej strony, przez życie idą lekko,
            rozstania traktują jako szanse na nowe życie, nie miewają depresji, nie są
            nigdy uprzedzone, napastliwe, czepiające się, zjadliwe....... Aaaaa i
            oczywiście są bardzo racjonalne i mają niesamowite poczucie humoru, które daje
            im osławiony dystans do życia i tego, co im się przydarza... God.....
            Czy tak trudno przyznać, że nie na wszystko ma się wpływ i że ktoś może mieć
            pretensje do losu, że szczęśliwy przypadek go nie spotkał?
            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 20:01
              Szczesliwemu przypadkowi czasem trzeba troche pomoc.

              A zmiana nastawienia moze miec kolosalne znaczenie, co wiem z autopsji (mialem kiedys problemy
              identyczne do Vox'owych i to wcale nie przypadek zmienil ta sytuacje)

              Z dwojga absurdow "jestem supermanem ktorego nic nie ogranicza" oraz "jestem biedny zuczek
              kopany przez los" zdecydowanie wolalbym ten pierwszy. Bo czesciej sie sprawdza
              • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 20:21
                Owszem, trzeba pomóc. Ale wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy szczęśliwy
                przypadek. Dla mnie ta definicja to: podoba mi się wolny facet, ja w tym samym
                czasie podobam się jemu (i oczywiście jestem też wolna). To jest dla mnie
                sytuacja idealna, ten łut szczęścia, który jest wstępem do czegoś tam. I wcale
                nie są to nierealistyczne oczekiwania, mnóstwo osób tak ma. Za szczęśliwy
                przypadek nie uważam natomiast nieodwzajemnionego uczucia (co oczywiste) lub
                też zainteresowania ze strony mężczyzny, który mi się nie podoba (a to jest
                dosyść częste). I dlatego rozumiem osoby zniechęcone, rozczarowane i rozżalone.
                Są bardziej ludzcy i prawdziwi niż ci macho, którym żadna się nie oprze...
              • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 20:21
                Owszem, trzeba pomóc. Ale wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy szczęśliwy
                przypadek. Dla mnie ta definicja to: podoba mi się wolny facet, ja w tym samym
                czasie podobam się jemu (i oczywiście jestem też wolna). To jest dla mnie
                sytuacja idealna, ten łut szczęścia, który jest wstępem do czegoś tam. I wcale
                nie są to nierealistyczne oczekiwania, mnóstwo osób tak ma. Za szczęśliwy
                przypadek nie uważam natomiast nieodwzajemnionego uczucia (co oczywiste) lub
                też zainteresowania ze strony mężczyzny, który mi się nie podoba (a to jest
                dosyć częste). I dlatego rozumiem osoby zniechęcone, rozczarowane i rozżalone.
                Są bardziej ludzcy i prawdziwi niż ci macho, którym żadna się nie oprze...
                • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 20:23
                  Sorki, coś przy wysyłaniu nie ten tego;)))).........
                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 20:44
                    Nie szkodzi :")
                    Widzisz, tak jak napisalem, przypadkowi trzeba czasem troche pomoc.
                    Trudno spotkac kogos komu sie spodobamy, jesli prawie nie wychodzi sie z domu, na przyklad.
                    Tyle ze sama aktywnosc i wyjscie do ludzi to dopiero polowa sukcesu.
                    Poza tym, ciezko mi nazwac przypadkiem "spotkanie kogos komu sie spodobam", bo to czy sie
                    spodobam zalezy w bardzo duzym stopniu ode mnie, tego kim jestem i co soba prezentuje.
                    Ja powiem tak: nie bede angazowal sie w zwiazek z zakompleksiona, zahukana dziewczyna, bo chce
                    partnerki a nie pacjentki do terapii. A z Vox'a potrzeba "terapii" az bije po oczach.

                    Jest taka madra sentencja: "jesli szukasz sobie partnera, najpierw stan sie taki sam jak osoba ktorej
                    poszukujesz". Inaczej po prostu nie jestes atrakcyjnym obiektem dla owej wysnionej osoby.

                    Poza tym, ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja kogos do kochania maja tendencje do "bluszczowania" -
                    bo szukaja bardziej kogos kto by ich kochal, a nie kogos kogo sami by mogli kochac (takich mogliby
                    znalesc caly tabun od razu, no ale oni maja wymagania przeciez...) I to tez widac, i od takich osob
                    ludzie uciekaja. Nawet najszczesliwszy przypadek tu nie pomoze.

                    Zwroc uwage, w tym watku, ale tez w watku "jak wyjsc z samotnosci" autorstwa _ewy - ludzie ktorzy
                    po dlugim okresie niepowodzen znalezli pare mowia niemal jak jeden maz: to stalo sie po tym jak
                    przestali rozpaczliwie szukac, a zaczeli oswajac swoja samotnosc, uczyc sie byc szczesliwymi rowniez
                    samotnie.
                    • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 21:20
                      gość portalu kwieto napisał/napisała

                      >Zwroc uwage, w tym watku, ale tez w watku "jak wyjsc z samotnosci" autorstwa
                      >_ewy - ludzie ktorzy po dlugim okresie niepowodzen znalezli pare mowia niemal
                      >jak jeden maz: to stalo sie po tym jak przestali rozpaczliwie szukac, a
                      >zaczeli oswajac swoja samotnosc, uczyc sie byc szczesliwymi rowniez samotnie.

                      I to jest fenomen, który absolutnie nie działa w moim przypadku. I uważam go za
                      stereotyp. Pewnie dlatego, że ja z reguły od razu wiem, czego chcę i czego nie
                      chcę... Nigdy przenigdy nie zdarzyło mi się, że odpuściłam i wtedy to się
                      spełniało. Gdy odpuściłam, to tym bardziej NIC się nie zdarzało... Dlaczego? Bo
                      właśnie gdy byłam zniechęcona i zrezygnowana, byłam automatycznie zamknięta. Na
                      ludzi, na coś nowego, na emocje. Zawsze coś zdarzało mi się wtedy, gdy byłam
                      psychicznie pozytywnie do tego nastawiona. Nie wiem, może to jakiś rodzaj
                      enigmatycznej intuicji? Kurcze,a może jestem jasnowidzem?;)

                      • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 21:37
                        > Gdy odpuściłam, to tym bardziej NIC się nie zdarzało... Dlaczego? Bo
                        > właśnie gdy byłam zniechęcona i zrezygnowana, byłam automatycznie zamknięta. Na
                        > ludzi, na coś nowego, na emocje.

                        Bo to nie o takie "odpuszczenie" chodzi.
                        Tak to rzeczywiscie nic sie nie zdarzy
                        • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 22:11
                          Chwileczkę, bo czegoś nie rozumiem (choć biorę poprawkę na to, że jestem czarno-
                          biała w poglądach;)). A jak można sobie odpuścić i jednocześnie mieć
                          nadzieję???? Ja jestem żywym przykładem na to, że zdarzało się coś, gdy byłam
                          pozytywnie nastawiona (czytaj: miałam NADZIEJĘ, bo facet podobał mi się w jakiś
                          tam sposób). A kiedy byłam w dole, to żadne wyjście do ludzi nie pomagało - po
                          prostu nie chciało mi sie uśmiechać, flirtować, grać, być duszą towarzystwa...
                          Nie stać mnie psychicznie na takie aktorstwo. Możliwe, że to
                          nieprzystosowawcze, ale to właśnie jestem ja.
                          • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 22:44
                            > A jak można sobie odpuścić i jednocześnie mieć nadzieję????

                            Nadzieje - na co? Na bycie z kims? Nie, nadziei nie, ale to nie znaczy ze trzeba sie zaskorupiac w
                            samotnosci i nie lapac okazji jesli sie taka zdarzy. Ale bez calego "nadziejowego" ladunku, ktory w
                            gruncie rzeczy obciaza.

                            > A kiedy byłam w dole, to żadne wyjście do ludzi nie pomagało - po
                            > prostu nie chciało mi sie uśmiechać, flirtować, grać, być duszą towarzystwa...

                            Tylko dlaczego utozsamiasz (przynajmniej na to wynika) "odpuszczenie sobie" z dolem?
                            Kompletnie nie o to chodzi.

                            Roznica troche taka jak miedzy szukaniem a rozgladaniem sie. Teoretycznie ten ktory szuka
                            powinien trafic wczesniej na to do czego zmierza. Tyle ze on ma tak naprawde klapki na oczach i
                            nic nie widzi poza swym celem - i moze okazac sie, ze to mu bardziej przeszkadza niz pomaga.

                            Niedawno trafilem na opis pewnego eksperymentu - na niewielkiej przestrzeni dwie druzyny graly w
                            pilke - podajac z rak do rak, kozlujac itd. Zadaniem badanych bylo liczenie podan pilki czlonkow
                            jednej z druzyn. W miedzyczasie, wsrod grajacych wchodzil czlowiek przebrany za goryla, walil sie
                            pare razy kulakami w piersi i wychodzil. NIKT z badanych go nie zauwazyl. Za bardzo byli
                            zogniskowani na swoim celu - liczeniu podan pilki z rak do rak.

                            Z kolei osoba ktora sie tylko "rozglada" ma szersza perspektywe. Spotyka sie z ludzmi bo lubi, bo ja
                            interesuja, bo chce fajnie spedzic czas. Jesli z takich spotkan wyniknie milosc na cale zycie to
                            fajnie, jesli nie - nie ma wielkiej tragedii. Paradoksalnie, to ona ma wieksze szanse soba kogos
                            zainteresowac, bo nie ma klapek na oczach, reaguje adekwatnie do sytuacji, na luzie, nie usiluje
                            dazyc do osiagniecia z gory zalozonego celu (znalezienia partnera).

                            Tyle ze do tego trzeba nieco zmienic nastawienie - odpuscic sobie szukanie partnera jako "cel".
                            • kwieto Dopisek, dwa cytaty 25.05.04, 08:17
                              Dwa cytaty, nie na temat, a troche na temat.

                              1. "...pewien malarz zapytal mnie: 'jak powinienem patrzyc na kwiat, zeby najwierniej odac jego nature
                              na plotnie?' Odpowiedzialem: 'nic nie uzyskasz od kwiatu, patrzac w ten sposob. Porzuc oczekiwania i
                              badz po prostu z kwiatem, nie usilujac go wykorzystac ani niczego od niego uzyskac'. Ten sam malarz
                              zwierzyl mi sie: 'zawsze kiedy jestem z przyjacielem albo przyjaciolka - chcialbym cos z tego miec'.
                              Jest zupelnie naturalne, ze przyjazn czesto przynosi korzysci, jednak przyjaciel jest kims wiecej niz
                              tylko zrodlem korzysci. Sztuka jest przebywac z przyjacielem nie zadajac od niego wsparcia, pomocy
                              czy tez rady."

                              Zwlaszcza pierwsza czesc, ta o patrzeniu na kwiat jest ciekawa. Zmien tylko slowo "kwiat" na "osoba
                              ktora mi sie podoba jako potencjalny partner" i masz praktycznie to o czym mowie.
                              Jesli powoduje Toba chec znalezienia "kogos do kochania", to na niemal kazda relacje damsko-meska
                              patrzysz z tego punktu widzenia. I spotykajac sie z kims odmiennej plci nie "jestes z nim" ale szukasz
                              korzysci (zwiazku). I to zabija relacje.

                              2. "Nikt nie moze nam zalatwic oswiecenia, pokoju ani radosci. Ich zrodlo znajduje sie w nas (...)
                              Kultura zachodu tak bardzo jest przywiazana do konceptu nadziei, ze stale jest gotowa sla nadziei
                              poswiecac chwile obecna. Tymczasem nadzieja nalezy przyszlosci; nie moze nam pomoc w odkryciu
                              radosci, pokoju czy oswiecenia w chwili obecnej"

                              Tu masz z kolei swietnie opisane jak to jest z liczeniem na "szczescie z druga osoba" - jesli nie
                              potrafisz byc zadowolonym z zycia teraz, to nadzieja na "lepsze jutro w zwiazku" nic tutaj nie zmieni.
                              Szczesliwym mozna byc teraz, albo nigdy.
                              Dlaczego powracam do problemu bycia szczesliwym? Bo cos mi mowi, ze Ci ktorzy narzekaja ze sa
                              samotni, nie potrafia byc szczesliwi ze soba, a partnera traktuja jako swego rodzaju panaceum na te
                              dolegliwosc. A to sie nie sprawdza.
                              • Gość: Bell Re: Dopisek, dwa cytaty IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 25.05.04, 13:33
                                Kwieto, z całym szacunkiem, ale troszkę upraszczasz;). Z kilkoma kwestiami
                                pozwolę sobie popolemizować.

                                1. Nadzieja, ok, złe słowo. Może lepiej cicha nadzieja?;). Zbyt totalnie
                                zinterpretowałeś. Nie chodziło mi o nadzieję na bycie z kimś (zakładam, że
                                mówimy o początkach znajomości), bo to byłaby skrajna naiwność. Raczej jakiś
                                cień pozytywnych uczuć, które dana osoba wywołuje + maleńkie oczekiwanie, że ja
                                w tej osobie również;) (a co się z tym wiaże: że MOŻE będziemy kontynuować
                                znajomość, spotykać się i reszta wyjdzie w praniu). I czy to jest takie dziwne?
                                Ne zdarzyło Ci się nigdy inaczej rozmawiać i zachowywać przy dziewczynie, która
                                w jakiś sposób Ci się podoba/ jest w Twoim typie/ pociąga Cię (fizycznie,
                                intelektualnie) niż z dziewczyną totalnie Ci obojętną?

                                2. Pytanko: czy naprawdę uważasz, że osoby, które kogoś znalazły i są
                                szczęśliwe w związkach nie miały żadnych oczekiwań? Nie "polowały"??? Że
                                większości osób chodzi o takie tam poznawanie ludzi, bo "lubi się ludzi"? Wsród
                                moich znajomych, których znam od dawna nie ma ani jednej takiej osoby;),
                                zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Każdy z nich w jakimś tam momencie miał
                                cichą nadzieję;).

                                3. Sedno: mam wrażenie, że od osób samotnych/ mających problemy ze znalezieniem
                                odpowiedniej osoby wymaga się rzeczy niemożliwych i troche sprzecznych. Bo mają
                                byc szczęśliwe same ze soba z definicji, nie oczekiwać niczego od nikogo i
                                przede wszystkim: nie narzekać... A niby dlaczego nie????;) Dlaczego nie nazwać
                                rzeczy po imieniu, tzn. owszem, szczęście powinno się odnaleźć w sobie, ale dla
                                większości ludzi kochanie i bycie kochanym to szczęście dwa razy większe. I
                                osobiście nie wierzę w zapewnienia, że nie ma róznicy w subiektywnym poczuciu
                                szczęścia gdy było się samemu, a później jest się z kimś. Na podstawie własnych
                                doświadczeń: było mi dobrze samej, gdy byłam z kimś było mi LEPIEJ.......

                                4. Aha, jeszcze jedno. Nie wiem jak jest u innych, ale ja mam tak, że granice
                                mojego języka wyznaczają granice mojego świata;))) + to, co nie nazwane nie
                                istnieje w moim, że tak powiem, polu świadomości.... Niestety... Przekładając
                                to na sytuację "szukania" partnera (to złe słowo, bo dla żadnej normalnej osoby
                                bycie w związku nie jest celem samym w sobie). Muszę najpierw być poznawczo na
                                coś nowego nastawiona (np. mówię sobie w duchu, że chciałabym kogoś fajnego
                                poznać) i....z reguły.....poznaję;). Natomiast jeśli powiem sobie w
                                duchu "odpuszczam" (co u mnie wiąże się z dołami), to.....rzeczywistość to
                                potwierdza, nie spotykam nikogo. I nie chodzi tu do końca o sztywność poznawczą
                                czy jakąś fiksację na celu... W pewnym sensie prowokuję ten przypadek swoimi
                                myślami (czy jeśli ktoś woli, interpretuje rzeczywistość przez filtr "celu" - i
                                np. ktoś, kto się pojawia w stanie "odpuszczenia" nie istniej dla mnie, choć w
                                fazie pozytywnego nastawienia może stać się kimś ważnym; a przecież to ta sama
                                osoba)........

                                Uffffff, co za elaborat....Lecę na wykład;))))!
                                • kwieto Re: Dopisek, dwa cytaty 25.05.04, 14:07
                                  Oczywiscie ze upraszczam, bo staram sie przedstawic model, ktory sila rzeczy
                                  musi byc uproszczony, a wylapywac tylko to co najistotniejsze

                                  1. Zdarzylo :") Problem z wychodzeniem tej "nadziei" na pierwszy plan, po
                                  prostu. Nawet jesli jej nie werbalizujesz, to widac. Jak napis na czole.

                                  2. Pytanie czy mowimy o ludziach w zwiazkach, czy ludziach w szczesliwych
                                  zwiazkach? Z drugiej strony, chyba bez sensu byloby odwieszanie zycia na kolek
                                  pod haslem "ok, zrobie porzadek ze soba i wtedy do tego wroce". Rzecz w tym aby
                                  wszystko przebiegalo niejako rownolegle. Znowu wchodzi analogia z "szukaniem"
                                  i "rozgladaniem sie" - to pierwsze pochlania calkowicie, to drugie tylko
                                  czesciowo, zostawiajac duze pole dla innych dzialan. innymi slowy, poruszasz
                                  sie gdzies miedzy dwoma biegunami, jeden to totalna zaleznosc od innych (jak
                                  nie znajde pary to sie zabije itd), druga to totalna niezaleznosc (nikt mi nie
                                  jest potrzebny do szczescia). Prawda jak zwykle jest gdzies posrodku.

                                  Mysle jednak, ze wiekszosc sparowanych odpowie Ci, ze poznalo sie na luzie,
                                  przypadkiem, nie liczac na nic, a potem sie samo rozwinelo...

                                  3. No dobra, ja mam akurat inne doswiadczenia - w parze jest iles rzeczy
                                  fajnych, a iles minusow, bycie samemu ma iles innych fajnosci, ale tez sa i
                                  (inne) minusy.
                                  Wychodze z zalozenia, ze nie mam do konca wplywu na okolicznosci w ktorych
                                  zyje, i jesli ich nie moge zmienic, staram sie tak zorganizowac zycie by nie
                                  doskwieraly. Jestem sam, to organizuje sobie swiat tak by fajnie bylo samemu,
                                  jestem z kims, to organizuje tak by bylo fajnie z kims.
                                  Narzekanie - ok, przezywanie "zlych" emocji - ok, warto by jednak z tego
                                  narzekania cos dla siebie wyciagnac, dowiedziec sie w ten sposob czegos o
                                  sobie - i miec baze dzialania na przyszlosc.
                                  Poza tym "wymaga sie" to zle slowo. to ze sa samotni to ich problem i to oni
                                  musza go rozpracowac. Do tego jest potrzebny pewien wysilek, niezaleznie od
                                  tego jak ukierunkowany. Mam czasem wrazenie ze taki "samotny" to ktos kto nie
                                  bardzo wie co moze ze soba zrobic, i troche liczy ze partner zrobi to za niego.
                                  Bo gdyby wiedzial, to nie bylby samotny (nawet jesli zylby sam). I znowu, malo
                                  kto chce byc z osoba ktora trzeba "sterowac".

                                  4. Ok, ok, zwroc uwage, ze ja nie namawiam do zamkniecia sie na mozliwosci a
                                  raczej do przestawienia zycia tak, by nie bylo samotne w okresach gdy
                                  owe "mozliwosci" sie nie pojawiaja. Problem nie tyle zamkniecia drzwi, co
                                  zmiany perspektywy. Wracam do tego, ze dla ludzi ktorzy narzekaja na samotnosc
                                  zwiazek stanowi swego rodzaju "os" zycia. Sa w zwiazku - jest swietnie, nie sa -
                                  tragedia i lkanie po nocach (przesadzam). Ja natomiast namawiam by zwiazek
                                  przestal byc owa "osia". by byl jednym z elementow zycia, a nie jego glownym
                                  wypelniaczem.
                                  • Gość: Bell Re: Dopisek, dwa cytaty IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 25.05.04, 20:40
                                    Kwieto, ponieważ w Twoich rozważaniach i radach jest sporo psychologicznego
                                    żargonu, pozwolę sobie także na takowy;).

                                    1. Metaforycznie i merytorycznie rzecz ujmując: dlaczego w przypadku osób
                                    samotnych robisz automatycznie i na wejściu atrybucję wewnętrzną? Dlaczego
                                    uważasz, że problem przede wszystkim leży w nich? Zakrawa to trochę na syndrom
                                    obwiniania ofiary. Przyznajesz przecież, że nie wszystko zależy od człowieka i
                                    na pewne rzeczy nie ma się wpływu (np. na to, jakich ludzi spotykasz bądź nie
                                    na swojej drodze).

                                    2. Gdyby pójść konsekwentnie Twoim tokiem myślenia, można by wyciągnąć wniosek,
                                    że ci, którym "się udało" w kwestii związkowej to jacyś nadludzie - zero
                                    wewnętrznego pokomplikowania, zero problemów, zdrowe i racjonalne jednostki,
                                    bez tendencji do uzależniania się od drugiej osoby, bez oczekiwań, że to druga
                                    strona pomyśli......Obserwacja otoczenia (przynajmniej moja) wskazuje na coś
                                    zupełnie innego.

                                    3. Wszystko można odkręcić w drugą stronę - także zarzut, że samotni są
                                    egoistyczni, egocentryczni, zafiksowani na jednym (czyt. byciu wreszcie w
                                    związku), w każdym widzący potencjalnego partnera i nie mający WŁASNEGO celu w
                                    życiu. A ci, którzy są sparowani to tacy dojrzali, altruistyczni i prawdziwie
                                    kochający, bo dający wolność drugiej stronie... Na poziomie praktycznym i
                                    obserwacyjnym - bzdura. A słyszałeś o czymś takim jak ucieczka przed
                                    rzeczywistością w związek, małżeństwo, rodzinę (dzieci jako usprawiedliwienie
                                    własnej egzystencji, nadawanie jej sensu przez wypełnianie społecznej misji)?
                                    To nie jest egoizm? Moim zdaniem tak, tylko poparty społeczną ideologią (i
                                    często martyrologią - vide matka-Polka).

                                    4. Załatwianie potrzeb seksualnych w agencji towarzyskiej........Aaaaaaaaaa,
                                    please.......;)

                                    Kurcze, wciągnęłam się!!!;)))))))
                                    • kwieto Re: Dopisek, dwa cytaty 26.05.04, 01:13
                                      1.
                                      Wiemy ze dana osoba nie potrafila soba zainteresowac nikogo przez 20pare lat swojego zywota.
                                      Mozemy tez przyjac zalozenie, ze nie mieszka na bezludziu (Vox to z duzym prawdopodobienstwem
                                      Warszawa), czyli raczej ma takie same szanse spotkac kogos ciekawego jak i inni.
                                      Jesli inni poznaja, a wrecz zmieniaja partnerow, a ow "samotny" nie, to jak inaczej rzecz wytlumaczyc?
                                      Osobista Boska interwencja i robieniem biedakowi na zlosc?

                                      2.
                                      Juz mowilem (nie pamietam czy Tobie czy Robsonowi) - masz spektrum po ktorym sie poruszasz.
                                      Nie musisz popadac w druga skrajnosc, wystarczy ze wystarczajaco mocno sie w tym kierunku
                                      przesuniesz. Szczerze mowiac, w tym co mowie dosc mocno czerpie z Zen. Zenisci zalecaja na
                                      przyklad, by kazda rzecz traktowac po rowno. Jestes z kims - dobrze. Jestes sam(a) - tak samo
                                      dobrze! Wtedy przestaje tak bardzo zalezec na byciu z kims, a staje sie to bardziej sprawa
                                      osobistego wyboru. Zwroc uwage na to co pisze Vox - najbardziej blokuje go wlasnie to, ze mu
                                      zalezy!
                                      Im wiecej masz do tego dystansu tym latwiej. Co nie oznacza ze masz dystans do innych spraw. Ja tez
                                      mam swoje kompleksy, swoje wady itd itp. cierpie z ich powodu jedynie wtedy gdy trace do tego
                                      dystans (co sie czasami zdarza).

                                      3.
                                      Dobra, pytanie czy matka-polka jest osoba szczesliwa? Czy uciekajacy w malzenstwo sa w tym
                                      malzenstwie szczesliwi? Bardzo w to watpie (aczkolwiek chetnie poczytam o przykladach takich
                                      zwiazkow). Zaczynam miec wrazenie ze mowimy o dwoch roznych sprawach. Ja mowie o tym co moze
                                      sprawic ze czlowiek bedzie szczesliwy i (oprocz tego!) zdolny do tworzenia satysfakcjonujacego
                                      zwiazku. Watpie by bez osobistego, wewnetrznego poczucia szczescia/zadowolenia z zycia dalo sie
                                      stworzyc cos satysfakcjonujacego obie strony. Ty mowisz o zwiazku jako celu zmian, co z mojego
                                      punktu widzenia jest absolutnym nieporozumieniem.

                                      4.
                                      A dlaczego nie? Bo niemoralne? pal licho niemoralnosc, rozumiem ze potrzeba seksu jest potrzeba
                                      fizjologicznie wazna i nie widze powodu by ja zrealizowac akurat w ten sposob.
                                      Czy Twoim zdaniem uczciwsze jest gdy np. ktos podrywa dziewczyny na jedna noc?
                                      • Gość: Bell Re: Dopisek, dwa cytaty IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 26.05.04, 18:47
                                        Witam, z chęcią polemizuję dalej;).

                                        1. Chłopak 25-letni, który nie jest sparowany, nie musi automatycznie
                                        być "zaburzony". Mógł bowiem w dotychczasowym życiu dużo uczyć się, pracować/
                                        uczyć się i pracować, przebywać w mało sfeminizowanym środowisku i nie nabyć
                                        umiejętności skutecznego podrywu (brak treningu), być trochę nieśmiały (co
                                        wydaje mi się ludzkie, niekoniecznie patologiczne), pochodzić z mało zamożnej
                                        rodziny, przez co nie mógł korzystać z dobrodziejstw przemysłu rozrywkowego
                                        sprzyjającego poznawaniu ludzi(knajpki, koncerty, kręgle, itp. a nawet droższe
                                        hobby). A jeśli założyć, że potrzeba kochania kogoś i wszystko co z tym
                                        związane (m.in. seks) są uniwersalne - frustracja gotowa. I dla mnie
                                        utyskiwanie z powodu tej frustracji jest naturalniejsze niż zaprzeczanie jej
                                        istnieniu i hamerykańskie keep smiling. Oczywiście istotą problemu nie jest
                                        zatrzymanie się w stanie narzekania i nicnierobienie. Ale można chyba przyznać,
                                        że niektórzy mają trudniej na wejściu, no nie? I zanim zaproponuje się im
                                        redefinicję poznawczą problemu;), najzwyczajniej w świecie poklepać po
                                        ramieniu?;) W Twoich radach IMHO wieje takim chłodem racjonalności, że strach
                                        się bać;).

                                        2. O popadaniu w skrajności - mogę odbić piłeczkę;))). Ale teraz nie o tym...
                                        Zen, tao, buddyjska droga środka. Pięknie, ale żyjemy w świecie zachodu, który
                                        promuje rodzaj wszechmocy, tego, że osiągniesz wszysko, czego pragniejsz, jeśli
                                        konsekwentnie dążysz do celu. A wokół siebie masz przykłady tych, którym się
                                        udało... Kolejny potencjalny grunt frustracji. O ile łatwiej byłoby samotnym,
                                        gdyby urodzili się np. w Indiach (pomijając fakt, że pewnie samotni by nie
                                        byli, bo rodzice już dawno by ich z kimś skojarzyli;)) - swój stan mogliby
                                        przypisać bezlitosnemu prawu karmana;).

                                        3. Zam osobiście (i bardzo dobrze, bo to osoba z rodziny) szczęśliwą matkę-
                                        Polkę. To dziewczyna w moim wieku (25 lat). Nie ukrywa, że małżeństwo i
                                        urodzenie dziecka to szczyt jej marzeń i ambicji życiowych (po wyjściu za mąż
                                        rzuciła studia). Nie ma zamiaru iść do pracy, bo jak twierdzi "od tego jest
                                        mężczyzna" (razem z mężem mieszka z rodzcami na ich koszt, zresztą oboje nie
                                        mają stałego źródła utrzymania). Mają półroczne dziecko. Ona czuje
                                        się "szczęśliwa, kobieca i spełniona". Czyli - każdemu wg potrzeb...

                                        4. Nie chodzi o żadną moralność, raczej szacunek do samego siebie, intymność z
                                        kimś wybranym... Jeśli seks traktować tylko fizjologicznie, to można zaspokoić
                                        się samemu.
                                        • kwieto Re: Dopisek, dwa cytaty 27.05.04, 17:39
                                          > Witam, z chęcią polemizuję dalej;).

                                          No to myk, uprzedzam ze bedzie dlugie.

                                          1.
                                          Pierwsze pytanie - co rozumiesz przez "potrzeba kochania kogos i wszystko co z
                                          tym zwiazane sa uniwersalne". Np. moglbym powiedziec ze genralnie kocham swiat -
                                          swoje otoczenie, to z czym sie stykam, etc. Zatem moja "potrzeba kochania"
                                          jest zaspokojona az nadto, niezaleznie czy jestem w zwiazku czy nie.
                                          Druga sprawa - ow 25 letni chlopak. Zakladam, ze uczyl sie, pracowal itd bo
                                          sprawialo mu to autentyczna przyjemnosc, radosc, ze dlatego odpuscil sobie
                                          podrywanie itp. Nie rozumiem, gdzie tu jest miejsce na frustracje w takim
                                          razie. Jesli on teraz zacznie odkrywac swiat randek, podrywania itd - to
                                          zakladam ze bedzie szukal tu podobnej radosci i przyjemnosci. I bedzie czerpal
                                          duzo radosci z samego randkowania jako takiego, nawet jesli nie doprowadzi ono
                                          do tego ze cos zaiskrzy. Przypomina mi sie tutaj fajna wypowiedz, z pozoru
                                          paradoksalna: "spedzilem z nia cudowny wieczor, ale to nie bylo to".
                                          Problem np. Vox'a jest IMO taki, ze traktuje randke troche jak przeszkode do
                                          pokonania na drodze do celu - wywoluje u niego strach, bo ma w glowie cel -
                                          nawiazanie bliskiej relacji. I ten cel go paralizuje, bo cale swoje zachowanie
                                          w stosunku do interesujacej go dziewczyny poddaje ocenie pt. "czy przybliza,
                                          czy oddala mnie to od osiagniecia CELU".
                                          To co ja mowie, to maly hokus-pokus, ktory sprawia, ze ow cel przestaje byc
                                          istotny, i zaczyna sie do niego podchodzic na luzie.
                                          Bo mysle ze wewnetrzne poczucie szczescia (czy pelni jesli wolisz) daje duze
                                          oparcie w samym sobie (albo odwrotnie, na jedno wychodzi), co z kolei sprawia
                                          ze nabierasz dystansu, co z kolei sprawia, ze stajesz sie bardziej otwartym -
                                          na swiat, na ludzi. I na randce bardziej sie liczy ciekawa rozmowa, niz to czy
                                          po randce wyladujecie w lozku, czy staniecie sie para. Zmienia sie perspektywa -
                                          poznajesz ludzi bo sa ciekawi, a nie dlatego ze sa potencjalnymi kandydatami
                                          na partnera. I odpada strach, ze powiedziales cos nie tak i zawaliles sprawe,
                                          bo "cel" nie jest az tak istotny.
                                          Trzecia rzecz - "gorszy start" - moim zdaniem to tylko wymowka, zwalajaca
                                          problem na okolicznosci. Jesli idzie np. o mnie, to nie moge za bardzo
                                          powiedziec, ze mialem lepszy start od Vox'a, a dosc prawdopodobne ze sporo
                                          gorszy. Pierwszy raz z dziewczyna calowalem sie dopiero na studiach, i bylem
                                          chorobliwie wrecz niesmialy w stosunku do dziewczyn ktore mi sie podobaly. Z
                                          kolei tryb zycia (studia, poza miastem gdzie sie wychowywalem, i jednoczesnie
                                          praca) raczej nie sprzyjal nawiazywaniu nowych znajomosci. Tyle na temat
                                          gorszego startu.
                                          Owszem, nie poklepuje po ramieniu, jakos nie umiem, zwlaszcza ze
                                          wszelkie "bedzie lepiej" w moim odczuciu traca falszem.


                                          2. Tu mamy znowu wymowke - "zyjemy w swiecie zachodu". Pytanie na czym nam
                                          bardziej zalezy - na zadowoleniu z wlasnego zycia czy na spelnianiu stereotypu
                                          takiego co mu "sie udalo"? Nie mowiac o tym, ze wschod jest ostatnio bardzo
                                          modny :"P
                                          Z drugiej strony mozna powiedziec ze dazenie do bycia w parze to efekt
                                          marketingowego oglupienia - zwroc uwage, ze promuje sie wszedzie bycie razem, z
                                          kims. Single traktowani sa jako swego rodzaju dziwolagi, nawet jesli sa
                                          singlami z wyboru i swietnie sie z tym czuja.
                                          Ponawiam pytanie, na czym nam bardziej zalezy?
                                          Moim zdaniem nie da sie osiagnac szczescia szukajac go na zewnatrz siebie (a
                                          przekonanie ze znajdzie sie je poprzez bycie z kims czyms takim jest),
                                          niezaleznie od tego z jaka kultura obcujemy. No i ja nie obiecywalem ze bedzie
                                          latwo - tez sie wozilem z tym przez pare lat.


                                          3. OK. Bede nieco sarkastyczny - tez takie znam.
                                          Problem sie zaczal wtedy gdy dzieci stwierdzily ze sa juz duze i czas sie
                                          wyprowadzic z domu, a w zycie Matki-Polki wkradla sie pustka...
                                          Znowu wracamy do tego, ze szczescia nie da sie znalezdz nigdie poza soba. W
                                          kazdym razie nie takie ktore by bylo trwale. Mnie rozwiazania przejsciowe jakos
                                          nigdy nie necily.
                                          Oczywiscie, sa tez i takie Matki-Polki ktore po odejsciu dzieci znajda sobie
                                          inne zajecia ktore beda im sprawiac radosc. Ale tutaj z nie mamy do czynienia z
                                          sytuacja typu bycie matka-polka = recepta na szczescie. Po prostu robia to co
                                          lubia a jak nie moga tego robic to robia inne rzeczy ktore lubia i nie placza z
                                          tego powodu. Dam moze jasniejszy przyklad - uwielbiam fotografie. Bywaly takie
                                          okresy, ze aparat fotograficzny mialem ze soba wszedzie. Fotografia daje mi
                                          kapitalna radosc. Ale z drugiej strony, zdarzaly sie tez okresy, ze nie moglem
                                          robic zdjec przez dluzszy okres czasu (bo np. rabnieto mi sprzet). Moge wtedy
                                          zachowac sie na dwa sposoby - wpadac w dola, ze nie mam sprzetu, ze chcialbym
                                          fotografowac, ale nie mam mozliwosci itd, albo zajac sie innymi rzeczami ktore
                                          sprawiaja mi radosc, a do fotografii wrocic kiedy nadarzy sie okazja sprawienia
                                          sobie nowego sprzetu. IMO, to drugie rozwiazanie jest znacznie bardziej
                                          sensowne.
                                          Mozesz teraz stwierdzic, ze fotografia to nie to samo co milosc. Dlaczego niby?


                                          4. Owszem. Ale gdzies tutaj padlo o okreslenie "potrzeba bycia z kims".
                                          Potrzeby traktuje jako sprawy fizjologiczne. Tak jak potrzeba jedzenia, spania,
                                          oddychania, etc. To bez czego nie jestes w stanie funkcjonowac to sprawa
                                          fizjologii, reszta to dodatki i bardziej pragnienia (bez ktorych mozna sie
                                          obejsc) niz potrzeby. Wiec albo fizjologia, albo bonus, ktory raczej nie
                                          podniesie "bazowej" jakosci zycia.
                                          Tak jak nie podniesie jej np. nowy samochod.
                                          Jesli zas jestesmy przy temacie szacunku, moralnosci itd., to warto tez
                                          spojrzec na sprawe z drugiej strony. Jesli partner ma byc dla mnie kims kto
                                          sprawia ze jestem szczesliwy (a skoro bycie z kims jest potrzeba, to na to
                                          wychodzi), to moim zdaniem jest to podejscie strasznie instrumentalne...
              • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 24.05.04, 20:41
                > A zmiana nastawienia moze miec kolosalne znaczenie, co wiem z autopsji
                (mialem
                > kiedys problemy
                > identyczne do Vox'owych i to wcale nie przypadek zmienil ta sytuacje)

                Najwidoczniej jednak już o tym zapomniałeś, albo tylko ci się wydaje,
                że twoja sytuacja była podobna. Zbyt łatwo wpadasz w mentorski ton,
                na dodatek proponując mocno magiczne myślenie, aby twoje rady odniosły
                oczekiwany skutek.

                R.
                • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 20:48
                  przeczytaj koncowke mojego postu do Bell - jakos relacje innych ktorzy mieli podobny problem
                  zdaja sie potwierdzac moja teze.
                  Tyle ze do tego trzeba dojsc samemu, przeeksperymentowac na sobie.

                  Na marginesie, ciekawi mnie Twoj opor przed tym co proponuje. Skoro inne rozwiazania sie nie
                  sprawdzily, dlaczego nie sprobowac tego? Moze pomoze, moze nie, dlaczego je z gory przekreslac?
                  Przeciez nic na tym nie tracisz?
                  • Gość: rosbon Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 24.05.04, 21:42
                    kwieto napisał:

                    > przeczytaj koncowke mojego postu do Bell - jakos relacje innych ktorzy mi
                    > eli podobny problem
                    > zdaja sie potwierdzac moja teze.

                    Relacja Bell jakoś nie.

                    > Na marginesie, ciekawi mnie Twoj opor przed tym co proponuje. Skoro inne r
                    > ozwiazania sie nie
                    > sprawdzily, dlaczego nie sprobowac tego? Moze pomoze, moze nie, dlaczego j
                    > e z gory przekreslac?

                    Zakładasz implicite, że sam tego nie próbowałem. Robisz to tak dlatego,
                    że będąc całkowicie przekonanym o skuteczności twoich propozycji, zakładasz,
                    że każdy, kto je konsekwentnie stosuje, osiągnie swój cel. Jeśli nie: oznacza
                    to, że nie próbował bądź zabrakło konsekwencji.

                    Chińska pułapka na palec.

                    R.

                    • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 21:57
                      > Relacja Bell jakoś nie.

                      Tyle ze ona mowi o rezygnacji (w sensie: "nic mi sie nie uda, jest zle"), a nie odpuszczeniu sobie.

                      > Zakładasz implicite, że sam tego nie próbowałem.

                      A probowales?

                      > Robisz to tak dlatego,
                      > że będąc całkowicie przekonanym o skuteczności twoich propozycji, zakładasz,
                      > że każdy, kto je konsekwentnie stosuje, osiągnie swój cel. Jeśli nie: oznacza
                      > to, że nie próbował bądź zabrakło konsekwencji.

                      Niezupelnie. Zachcecam do probowania, uznajac ze lepiej jest probowac niz siedziec i plakac, nie
                      majac za bardzo pomyslu co ze soba zrobic.
                      Vox nie ma wlasnych propozycji zmiany sytuacji, ja mu podpowiadam cos co moze sie sprawdzi.

                      Jestem natomiast przekonany, ze zadbanie o bycie szczesliwym we wlasnym zakresie (czytaj:
                      sprawienie by samotnosc nie doskwierala) pomoze, a na pewno nie zaszkodzi.
                      • Gość: Bell Re: Co poradzić na samotność? IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 22:30
                        Pozwolę jeszcze tutaj się wtrącić;) (to tak na koniec, bo jestem dzisiaj
                        śpiąca;)). Masz rację co do tego, że warto próbować i że jest to lepsze niż
                        siedzenie z założonymi rękami. Ale jest też zjawisko zwane zmęczeniem
                        materiału. I są osoby na to podatne. Po iluś tam próbach (zakończonych
                        niepowodzeniem), po randkach z kimś, kto od początku się nie widzi, ale "trzeba
                        sobie dać szansę" nadchodzi kryzys. I często zgorzknienie (nie mówiąc już
                        większych dołach czy wyuczonej bezradności). Niestety. Trzeba to przezwyciężać,
                        ale w głębi ducha zazdrości się osobom, które wcześniej na siebie trafiły. I
                        mnie osobiście nic a nic takie rozżalenie nie dziwi.

                        dobranoc:)
                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 22:50
                          > ale w głębi ducha zazdrości się osobom, które wcześniej na siebie trafiły. I
                          > mnie osobiście nic a nic takie rozżalenie nie dziwi.

                          Nie dziwi, o ile rzeczywiscie robi sie cos by to zmienic, o ile sie nad tym pracuje probuje.
                          Jak sie probuje przekraczac wlasne bariery

                          Co do zmeczenia materialu:

                          Dlatego mowie o "Robinsonie na bezludnej wyspie". Jesli ktos potrafi byc w takiej sytuacji
                          szczesliwy, to pojawienie sie Pietaszka (partnera) jest tylko powiekszeniem szczescia.
                          Jesli nie jest szczesliwy, to i dziesieciu "Pietaszkow" mu nie pomoze.
                          • Gość: Vox Re: Co poradzić na samotność? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.05.04, 22:59
                            O, widzę, że zniknąłem na parę dni, a wątek żyje swoim życiem :)

                            Jeśli mogę się wtrącić: aczkolwiek uważam, że Kwieto jest optymistą w radach,
                            których mi udzielał (np. z zaczepieniem obcej dziewczyny na ulicy miałoby
                            problem naprawdę sporo ludzi, nie tylko tych patologicznie nieśmiałych), to
                            jednak sporo racji miał i pomógł mi uświadomić sobie parę błędów w moim
                            rozumowaniu. Skonsultowałem się z moją terapeutką i ona pewne twierdzenia
                            Kwieta mi potwierdziła :) Tak więc powiem tyle: Kwieto, Robson, Bell - wszyscy
                            macie rację w tym, co mówicie. Prawda po prostu leży gdzieś pośrodku...
                            • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.04, 23:18
                              Nie cierpię mieć racji.

                              R.
                      • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.04, 23:30
                        kwieto napisał:
                        > A probowales?

                        Tak.

                        Łatwą do przewidzenia gałąź:
                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 24.05.04, 23:56
                          ee, ja zapytam:

                          I co z tego wyniklo?
                          Nadal jestes "Vox'em"?
                          Jesli tak, to nie o takie proby mi chodzilo.

                          Ten Robinson na bezludnej wyspie.
                          • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 00:04
                            kwieto napisał:

                            > I co z tego wyniklo?
                            > Nadal jestes "Vox'em"?

                            Aha.

                            > Jesli tak, to nie o takie proby mi chodzilo.

                            No pewnie, że nie. Gdyby były takie, o jakie ci
                            chodziło, to by się musiało udać, czyż nie?

                            >Ten Robinson na bezludnej wyspie.

                            Mam nawet papugę i Piętaszka. I podobne imię.

                            R.
                            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 25.05.04, 07:21
                              > No pewnie, że nie. Gdyby były takie, o jakie ci
                              > chodziło, to by się musiało udać, czyż nie?

                              Czyz tak. Bo jesli tak sobie zmienisz zycie, ze nie brakuje Ci tej "drugiej osoby", to udalo Ci sie
                              niezaleznie od tego czy takowa spotkasz czy nie. Jesli nie - skoro Ci jej nie brakuje, to zaden
                              problem. Jesli tak - to tez dobrze

                              > Mam nawet papugę i Piętaszka. I podobne imię

                              I jestes szczesliwy?
                              • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 11:26
                                kwieto napisał:

                                > Czyz tak. Bo jesli tak sobie zmienisz zycie, ze nie brakuje Ci tej "drugiej oso
                                > by", to udalo Ci sie
                                > niezaleznie od tego czy takowa spotkasz czy nie. Jesli nie - skoro Ci jej ni
                                > e brakuje, to zaden
                                > problem. Jesli tak - to tez dobrze

                                Zadania na matematyce pewnie rozwiązywałeś przez zmianę treści.

                                > I jestes szczesliwy?

                                Nie.

                                R.
                                • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 25.05.04, 11:40
                                  > Zadania na matematyce pewnie rozwiązywałeś przez zmianę treści.

                                  Demagogia.
                                  Zycie to nie matematyka. Sadzisz ze do kazdej sytuacji da sie zastosowac jeden
                                  z pakietu standartowych wzorkow czy regulek?

                                  Sprzedaj mi kilka takich.

                                  > Nie.

                                  Wiec nie wiesz o czym mowie.
                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 11:52
                                    kwieto napisał:

                                    > Demagogia.
                                    > Zycie to nie matematyka. Sadzisz ze do kazdej sytuacji da sie zastosowac jeden
                                    > z pakietu standartowych wzorkow czy regulek?

                                    To dla ciebie m. jest pakietem regułek? Ja ani do niej, ani do życia nie
                                    podchodzę podobnie.

                                    > Sprzedaj mi kilka takich.

                                    Nie mam na zbyciu.A takie typu "jak będziesz szczęśliwy, to będziesz szczęśliwy"
                                    wydają mi się mało warte.

                                    > Wiec nie wiesz o czym mowie.

                                    Podobnie może powiedzieć wierzący do ateisty.

                                    R.
                                    • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 25.05.04, 12:03
                                      > To dla ciebie m. jest pakietem regułek? Ja ani do niej, ani do życia nie
                                      > podchodzę podobnie.

                                      Matematyka jest ujeciem praw natury w zapis, ktory mozna zuniwersalizowac.
                                      Z zyciem nie bardzo sie tak da.
                                      Za duzo zmiennych - Ty sie zmieniasz, Twoje otoczenie sie zmienia. "nie wchodzi
                                      sie dwa razy do tej samej wody".

                                      Masz relacje Ty<>swiat. Nie dogadujesz sie (bo nie jestes szczesliwy). Masz
                                      dwie mozliwosci - zmienic swiat, albo zmienic siebie. To drugie jest zwyczajnie
                                      latwiejsze.


                                      > Nie mam na zbyciu.A takie typu "jak będziesz szczęśliwy, to będziesz
                                      szczęśliwy
                                      > "
                                      > wydają mi się mało warte.

                                      Ja cos takiego powiedzialem? Gdzie?
                                      W kwestii szczescia stwierdzilem, ze jesli nie potrafisz byc szczesliwy
                                      samotnie, w tej chwili, to nie bedziesz potrafil byc z kims i vice versa. I ze
                                      to wlasnie powoduje ze nie mozesz znalezc pary.
                                      Wiec masz podany jak na talerzu kierunek dzialania. Czy z niego skorzystasz -
                                      Twoja sprawa.

                                      > Podobnie może powiedzieć wierzący do ateisty

                                      Znowu demagogia.
                                      Kwestia wiary to zupelnie co innego.
                                      Bo ateisci zwykle sa zadowoleni z tego ze sa ateistami. I nie narzekaja ze
                                      chcieliby byc wierzacy, ale nie potrafia.
                                      • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 25.05.04, 14:10
                                        kwieto napisał:
                                        > Matematyka jest ujeciem praw natury w zapis, ktory mozna zuniwersalizowac.

                                        To tylko jedna z filozofii m., z którą się osobiście nie zgadzam (to na marginesie)

                                        > Z zyciem nie bardzo sie tak da.
                                        > Za duzo zmiennych - Ty sie zmieniasz, Twoje otoczenie sie zmienia.

                                        To nie ja układam ogólne recepty na szczęście.

                                        > Ja cos takiego powiedzialem? Gdzie?

                                        Ciągle. Poniżej również.

                                        > W kwestii szczescia stwierdzilem, ze jesli nie potrafisz byc szczesliwy
                                        > samotnie, w tej chwili, to nie bedziesz potrafil byc z kims i vice versa. I ze
                                        > to wlasnie powoduje ze nie mozesz znalezc pary.

                                        Ktoś (chyba Bell) zbił to wyżej: można znaleźć na pęczki kontrprzykładów.

                                        A dlaczego niby to by mnie miało stopować? Czy twoim zdaniem łatwiej mi,
                                        czy ogólnie: komukolwiek, jest dążyć do szczęścia samemu czy w dwójkę?
                                        Czemu w ogóle ma to być warunkiem wstępnym? Z daleka mi to cuchnie podejściem
                                        "odsuń się, nie przeszkadzaj innym, nie zaśmiecaj nam puli genetycznej".

                                        > Wiec masz podany jak na talerzu kierunek dzialania. Czy z niego skorzystasz -
                                        > Twoja sprawa.

                                        A podobno ludzie są różni, otoczenie się zmienia i jest za dużo zmiennych?

                                        > Kwestia wiary to zupelnie co innego.
                                        > Bo ateisci zwykle sa zadowoleni z tego ze sa ateistami. I nie narzekaja ze
                                        > chcieliby byc wierzacy, ale nie potrafia.

                                        Zdarzają się tacy (to znów na marginesie).

                                        R.
                                        • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 25.05.04, 14:46
                                          > To tylko jedna z filozofii m., z którą się osobiście nie zgadzam (to na
                                          > margine sie)

                                          OK. w koncu nie o matematyce tu mowimy. Moim zdaniem Twoje porownanie nie bylo
                                          najszczesliwsze.

                                          > To nie ja układam ogólne recepty na szczęście.

                                          Bazujace na ogolnych zasadach. Co innego "zmiana tresci zadania z matematyki",
                                          a co innego podanie reguly ktorej ogolnej sesnownosci nawet nie probowales
                                          podwazyc, w kazdym razie nie podales argumentow na jej niespojnosc.

                                          Nie ta skala, po prostu. To co sprawdza sie makro, nie koniecznie sprawdza sie
                                          mikro.

                                          > > Ja cos takiego powiedzialem? Gdzie?
                                          >
                                          > Ciągle. Poniżej również.

                                          Niezupelnie. Z Twojego podsumowania wyszko ignotum per ignotum, ja podaje dosc
                                          konkretny warunek, przelozenie jednej sytuacji na druga.
                                          Ty wyciales ten fragment, pozbawiajac calosc sensu.

                                          > Ktoś (chyba Bell) zbił to wyżej: można znaleźć na pęczki kontrprzykładów.

                                          Bell trafila troche obok, w tym problem.

                                          > A dlaczego niby to by mnie miało stopować? Czy twoim zdaniem łatwiej mi,
                                          > czy ogólnie: komukolwiek, jest dążyć do szczęścia samemu czy w dwójkę?
                                          > Czemu w ogóle ma to być warunkiem wstępnym? Z daleka mi to cuchnie podejściem
                                          > "odsuń się, nie przeszkadzaj innym, nie zaśmiecaj nam puli genetycznej".

                                          Mysle ze dazyc do szczescia inaczej niz samemu sie po prostu nie da, bo w
                                          gruncie rzeczy (poki nie istnieje telepatia i sposob na przeniesienie
                                          odczuwania emocji na druga osobe) caly czas jestes sam. Nawet jak masz zone i
                                          gromadke dzieci. I do tej samotnosci sie odwoluje, jesli na tym poziomie nie
                                          potrafisz byc (lub chociaz bywac) zadowolony z zycia, to i milosc Ci tego nie
                                          zapewni. Bo zycie we dwoje to nie tylko dzielenie sie szczesciem ale i
                                          problemami. A zycie samo w sobie jest najczesciej przecietne i co zrobisz jak
                                          nowa zabawka (czytaj: ukochana) zwyczajnie sie znudzi, spowszednieje?


                                          > A podobno ludzie są różni, otoczenie się zmienia i jest za dużo zmiennych?

                                          Znowu przekladasz makro na mikro i dziwisz sie ze nie wychodzi.
                                          Porownajmy to do plynacej wody. Zasada jest to, ze plynie z gory na dol,
                                          wyszukujac sobie takie koryto, gdzie opor otoczenia jest najmniejszy.
                                          Natomiast konkretna rzeczywistosc, to czy strumien poplynie w danym miejscu w
                                          lewo czy w prawo, to juz kompletnie inna historia. Ty natomiast zasade ogolna
                                          probujesz ujac w ramy - 100 metrow prosto, 50 metrow w prawo, 30 metrow w
                                          lewo... tak sie nie da.

                                          > Zdarzają się tacy (to znów na marginesie).

                                          Zapewne. Czy napewno sa ateistami z wyboru?
                                          • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 25.05.04, 15:36
                                            kwieto napisał:

                                            > Bazujace na ogolnych zasadach. Co innego "zmiana tresci zadania z
                                            matematyki",
                                            > a co innego podanie reguly ktorej ogolnej sesnownosci nawet nie probowales
                                            > podwazyc, w kazdym razie nie podales argumentow na jej niespojnosc.

                                            Zauważyłeś? To dlatego, że się ciężko podważa tautologie.

                                            > Mysle ze dazyc do szczescia inaczej niz samemu sie po prostu nie da, bo w
                                            > gruncie rzeczy (poki nie istnieje telepatia i sposob na przeniesienie
                                            > odczuwania emocji na druga osobe)

                                            A podobno nieszczęście i desperacja są widoczne jakby były wypisane na czole:
                                            czyżby argument na to, że telepatia jednak istnieje?

                                            Poza tym wydaje mi się, że "jestem nieszczęśliwy" to wg. ciebie "jutro będę się
                                            wieszał". A można to wypowiedzieć takim samym tonem jak np. "dzisiaj będzie
                                            padać".

                                            > A zycie samo w sobie jest najczesciej przecietne i co zrobisz jak

                                            Dużo bym dał za przeciętność.

                                            > nowa zabawka (czytaj: ukochana) zwyczajnie sie znudzi, spowszednieje?

                                            Masz tam jakąś szklaną kulę? Można zajrzeć?

                                            > Znowu przekladasz makro na mikro i dziwisz sie ze nie wychodzi.

                                            Bo twoje makro da się przedstawić tak:

                                            Szczęśliwy sam -> szcześliwy w związku.
                                            Nieszczęśliwy sam -> nieszczęśliwy w związku.

                                            Rozwój sytuacji:

                                            Nieszczęśliwy sam -> pogodniejszy w związku -> szcześliwi razem

                                            uparcie przedstawiasz jako niemożliwy, nieracjonalny, niezgodny z ogólnymi
                                            zasadami rządzącymi ludźmi. Bo co innego obserwowałeś w otoczeniu? Na pewno nie
                                            masz aż tak wielu dobrych znajomych (na tyle, aby poznać szczegóły ich życia
                                            prywatnego) dodatkowo pochodzących z różnych środowisk, o rozmaitym świato-
                                            poglądzie itp., aby stanowili oni dobrą próbkę statystyczną.

                                            Dlaczego tak uparcie ludziom, którzy mówią "moim problemem jest brak partnera"
                                            powtarzasz "to wcale nie twój problem, ja wiem lepiej, co jest twoim
                                            problemem"?.

                                            >> Zdarzają się tacy (to znów na marginesie).
                                            >
                                            > Zapewne. Czy napewno sa ateistami z wyboru?

                                            Margines się skończył.

                                            R.
                                            • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 25.05.04, 16:15
                                              > Zauważyłeś? To dlatego, że się ciężko podważa tautologie.

                                              Jak sie wytnie polowe wypowiedzi to nie dziwne ze wyszla tautologia

                                              > A podobno nieszczęście i desperacja są widoczne jakby były wypisane na czole:
                                              > czyżby argument na to, że telepatia jednak istnieje?

                                              Nie. Bo to ze widze ze kogos boli, nie znaczy ze wiem CO go boli. A bez tej
                                              wiedzy on ze swym bolem jest sam. Znowu mamy problem skali - zewnetrzny przejaw
                                              to nie to samo co poczucie tego co siedzi pod nim.

                                              > Poza tym wydaje mi się, że "jestem nieszczęśliwy" to wg. ciebie "jutro będę
                                              > się wieszał". A można to wypowiedzieć takim samym tonem jak np. "dzisiaj
                                              > będzie padać".

                                              Bo ja czuje roznice miedzy "jestem nieszczesliwy" a "nie jestem szczesliwy". To
                                              pierwsze jest na skali dalej w kierunku rozpaczy. Jesli nie przeszkadza Ci to
                                              ze jestes nieszczesliwy (zakladam, ze padajacy deszcz Ci nie przeszkadza), to w
                                              czym w ogole problem?

                                              > Dużo bym dał za przeciętność.

                                              Az takie to trudne?

                                              > Masz tam jakąś szklaną kulę? Można zajrzeć?

                                              Nie mam. po prostu euforia predzej czy pozniej zawsze mija. Bo nie ma
                                              ksiezniczek z bajki, kazdemu zdarza sie smierdziec, pierdziec, srac...
                                              I romantyczna milosc raczej ma tu male zastosowanie.

                                              > Szczęśliwy sam -> szcześliwy w związku.
                                              > Nieszczęśliwy sam -> nieszczęśliwy w związku.

                                              Uhm, przynajmniej w dluzszym okresie czasu.
                                              Oczywiscie w zwiazku trzeba wziac pod uwage role drugiej osoby, ale ona ma,
                                              moim zdaniem, znaczenie drugorzedne. Raczej jako wzmacniacz, katalizator, niz
                                              remedium.

                                              > Rozwój sytuacji:
                                              >
                                              > Nieszczęśliwy sam -> pogodniejszy w związku -> szcześliwi razem
                                              >
                                              > uparcie przedstawiasz jako niemożliwy, nieracjonalny, niezgodny z ogólnymi
                                              > zasadami rządzącymi ludźmi. Bo co innego obserwowałeś w otoczeniu? Na pewno

                                              Mozliwy, moim zdaniem na krotka mete. Bo proponowany przez Ciebie rozwoj
                                              sytuacji jest ok, do pierwszego pekniecia. Pozniej okazuje sie, ze w gruncie
                                              rzeczy dalej jest sam (patrz: telepatia), albo ze on ma dola a zona zamiast
                                              ratowac i pocieszac narzeka ze dzieci trzeba wykapac i gwozdz w sciane wbic
                                              jakis... Slowem, szara rzeczywistosc, przed ktora nie da sie uciec. Konflikty
                                              ("ty mnie nie rozumiesz"), chcec dominacji (zazdrosnicy, bojacy sie stracic
                                              ukochana) itd. To wszystko bedzie wylazic i sprawi ze zwiazek albo peknie, albo
                                              sie kompletnie wypali.
                                              Bo "szczescie" o ktorym mowisz jest w gruncie rzeczy egoistyczne: "mam kogos
                                              kto mnie kocha" i jako takie dosc kruche.

                                              Bardziej prozaicznie - ukochana wpada pod samochod i umiera. Zostaje kredyt za
                                              mieszkanie i dzieciska do wykarmienia. Co wtedy?

                                              > masz aż tak wielu dobrych znajomych (na tyle, aby poznać szczegóły ich życia
                                              > prywatnego) dodatkowo pochodzących z różnych środowisk, o rozmaitym świato-
                                              > poglądzie itp., aby stanowili oni dobrą próbkę statystyczną.

                                              Wystarczy poczytac forum, popatrzec na statystyczne przyczyny rozwodow itp. itd.

                                              Z drugiej strony - masz duzo znajomych, samotnie nieszczesliwych, ktorzy sa
                                              szczesliwymi parami? Dluzej niz przez kilka lat?

                                              > Dlaczego tak uparcie ludziom, którzy mówią "moim problemem jest brak
                                              partnera"
                                              > powtarzasz "to wcale nie twój problem, ja wiem lepiej, co jest twoim
                                              > problemem"?.

                                              Przedstawiam swoj punkt widzenia. Probuje siegnac glebiej i rozwiazac problem
                                              dlugofalowo, nie interesuje mnie "leczenie objawowe", bo to dziala tylko na
                                              chwile.

                                              Nie musisz z tego korzystac.
                                              • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 25.05.04, 16:52
                                                kwieto napisał:

                                                > Jak sie wytnie polowe wypowiedzi to nie dziwne ze wyszla tautologia

                                                Ja nie wycinam połowy, przeciwnie: przeczytałem wszystko. Poza tym słowem nie
                                                podważyłem części "praktycznej".

                                                >> Dużo bym dał za przeciętność.
                                                > Az takie to trudne?

                                                Aż.

                                                > Nie mam. po prostu euforia predzej czy pozniej zawsze mija. Bo nie ma
                                                > ksiezniczek z bajki, kazdemu zdarza sie smierdziec, pierdziec, srac...
                                                > I romantyczna milosc raczej ma tu male zastosowanie

                                                Czy mi się wydaję, czy stwierdziwszy, że się co do paru rzeczy nie zgadzamy
                                                przypisujesz mi z rozpędu wszystko, z czym sam się nie zgadzasz, w tym
                                                kompletne niedorzeczności?

                                                > Pozniej okazuje sie, ze w gruncie
                                                > rzeczy dalej jest sam (patrz: telepatia), albo ze on ma dola a zona zamiast
                                                > ratowac i pocieszac narzeka ze dzieci trzeba wykapac i gwozdz w sciane wbic
                                                > jakis...

                                                A może mi właśnie o to chodzi? Bo teraz tylko mam doła. Gdybym miał gwóźdź do
                                                wbicia i dzieci do wykąpania, dół byłby nieistotny.

                                                > To wszystko bedzie wylazic i sprawi ze zwiazek albo peknie, albo
                                                > sie kompletnie wypali.

                                                Być może, a być może nie.

                                                > Bo "szczescie" o ktorym mowisz jest w gruncie rzeczy egoistyczne: "mam kogos
                                                > kto mnie kocha" i jako takie dosc kruche.

                                                Znowu na mnie coś przelewasz.

                                                > Bardziej prozaicznie - ukochana wpada pod samochod i umiera. Zostaje kredyt
                                                za
                                                > mieszkanie i dzieciska do wykarmienia. Co wtedy?

                                                Jakaś czarnowidząca ta twoja szklana kula.

                                                > Z drugiej strony - masz duzo znajomych,

                                                Ha ha. Tu już trzeba się zatrzymać.

                                                > samotnie nieszczesliwych, ktorzy sa
                                                > szczesliwymi parami? Dluzej niz przez kilka lat?

                                                No to tutaj też możesz sobie zrobić małą wycieczkę po forum i na każdy list
                                                typu "zmieniłem sposób myślenia i znalazłem połówkę" znaleźć jeden "znalazłem
                                                połówkę i zmieniłem sposób myślenia".

                                                > Przedstawiam swoj punkt widzenia. Probuje siegnac glebiej i rozwiazac problem
                                                > dlugofalowo, nie interesuje mnie "leczenie objawowe", bo to dziala tylko na
                                                > chwile.

                                                Odniosłem inne wrażenie. Sam musiałesz też zauważyć, że im bardziej ktoś (wg
                                                ciebie) potrzebuje twoich rad, tym mocniej się im opiera. Co zamierzasz z tym
                                                zrobić?

                                                > Nie musisz z tego korzystac.

                                                ... i zgodnie z logiką twoich wywodów pozostać nieszczęśliwy.

                                                Pięknie...

                                                R.
                                                • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 25.05.04, 19:51
                                                  > >> Dużo bym dał za przeciętność.
                                                  > > Az takie to trudne?
                                                  >
                                                  > Aż.

                                                  Czemu?

                                                  > Czy mi się wydaję, czy stwierdziwszy, że się co do paru rzeczy nie zgadzamy
                                                  > przypisujesz mi z rozpędu wszystko, z czym sam się nie zgadzasz, w tym
                                                  > kompletne niedorzeczności?

                                                  Byc moze, podaj jakis przyklad?

                                                  > A może mi właśnie o to chodzi? Bo teraz tylko mam doła. Gdybym miał gwóźdź do
                                                  > wbicia i dzieci do wykąpania, dół byłby nieistotny.

                                                  I naprawde masz problem ze znalezieniem gwozdzia do wbicia i dzieci do wykapania?
                                                  Jest tyle rzeczy ktore mozna robic - aktywnosc zawodowa, sport, remont mieszkania/domu,
                                                  dzialalnosc charytatywna, znajomi, hobby...
                                                  Co przeszkadza Ci zajac sie tym wszystkim teraz?

                                                  > Być może, a być może nie.

                                                  Mam wiecej przeslanek (lacznie z wlasna przeszloscia) na to ze tak, niestety.

                                                  > Znowu na mnie coś przelewasz.

                                                  Czyzby? To czemu w takim razie narzekasz zes samotny? Jest tyle osob ktore mozna kochac (babcia z
                                                  siasiedniego bloku, dziecko sasiada, przyjaciele, etc) dlaczego musi byc byc to milosc z podtekstem
                                                  erotycznym? Przeciez seks mozna zalatwic sobie w agencji towarzyskiej, w czym problem?

                                                  > Jakaś czarnowidząca ta twoja szklana kula.

                                                  Coz, lubie brac pod uwage rozne ewentualnosci. Jak mowilem, ja mowie o zalatwieniu problemu
                                                  raz na zawsze, uniezaleznienia sie od niego.

                                                  > Ha ha. Tu już trzeba się zatrzymać

                                                  Nie masz znajomych (dlaczego?), czy nie masz znajomych spelniajacych kryteria o ktorych pisze?

                                                  > No to tutaj też możesz sobie zrobić małą wycieczkę po forum i na każdy list
                                                  > typu "zmieniłem sposób myślenia i znalazłem połówkę" znaleźć jeden "znalazłem
                                                  > połówkę i zmieniłem sposób myślenia".

                                                  Taaak? znajdz mi takie posty :")
                                                  Jesli juz, to w bolach po duzym kryzysie. Co bardziej potwierdza moja teze niz jej zaprzecza.

                                                  > Odniosłem inne wrażenie. Sam musiałesz też zauważyć, że im bardziej ktoś (wg
                                                  > ciebie) potrzebuje twoich rad, tym mocniej się im opiera. Co zamierzasz z tym
                                                  > zrobić?

                                                  Nic. Jego sprawa. Zreszta nie dziwie sie, tez sie takim radom opieralem swego czasu.
                                                  Przypomina mi sie Cohen - "it looks like freedom but it feels like death"

                                                  > ... i zgodnie z logiką twoich wywodów pozostać nieszczęśliwy.
                                                  > Pięknie...

                                                  No przeciez caly czas twierdzisz ze sie myle.
                                                  Co Cie obchodzi logika moich wywodow skoro wg Ciebie sa bledne? Olej je po prostu i tyle.
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 23:13
                                                    kwieto napisał:

                                                    > Czemu?
                                                    A temu(*).

                                                    >> Czy mi się wydaję, czy stwierdziwszy, że się co do paru rzeczy nie zgadzam
                                                    >y
                                                    >> przypisujesz mi z rozpędu wszystko, z czym sam się nie zgadzasz, w tym
                                                    >> kompletne niedorzeczności?
                                                    >
                                                    > Byc moze, podaj jakis przyklad?

                                                    Wg. ciebie w związku upatruję rozwiązania wszystkich swoich problemów.
                                                    Mało?

                                                    > I naprawde masz problem ze znalezieniem gwozdzia do wbicia i dzieci do wykapan
                                                    > ia?
                                                    > Jest tyle rzeczy ktore mozna robic - aktywnosc zawodowa, sport, remont mieszka
                                                    > nia/domu,
                                                    > dzialalnosc charytatywna, znajomi, hobby...
                                                    > Co przeszkadza Ci zajac sie tym wszystkim teraz?

                                                    Skąd taki jesteś przekonany, że się NIE zajmuję???
                                                    Aaa, bo przecież gdybym się zajmował, to by nie było problemu...
                                                    No który raz już to muszę mówić??? Trzeci chyba.

                                                    > Czyzby? To czemu w takim razie narzekasz zes samotny? Jest tyle osob ktore moz
                                                    > na kochac (babcia z
                                                    > siasiedniego bloku, dziecko sasiada, przyjaciele, etc) dlaczego musi byc byc
                                                    > to milosc z podtekstem
                                                    > erotycznym? Przeciez seks mozna zalatwic sobie w agencji towarzyskiej, w czy
                                                    > m problem?

                                                    A czemu nie własnoręcznie? Taniej wychodzi i w czym problem? No i idealnie
                                                    pracuje do twojej koncepcji samowystarczalności emocjonalnej.

                                                    Przeginasz...

                                                    >Nie masz znajomych (dlaczego?),

                                                    Dlatego(**).

                                                    > Taaak? znajdz mi takie posty :")

                                                    To ty przywołałeś ten argument, ja na tym forum jestem gościem.

                                                    > Jesli juz, to w bolach po duzym kryzysie. Co bardziej potwierdza moja teze
                                                    > niz jej zaprzecza.

                                                    Bo wielkim bólem, kryzysami i rozterkami ludzie się częściej dzielą uznając, że
                                                    to będzie dla innych ciekawe. A taka historia, że komuś było źle samemu, znalazł
                                                    kogoś i ma lepiej... banał po prostu. I właśnie takie banały się zdarzają
                                                    częściej niż "Przedefiniowałem swoje schematy myślenia i odmieniłem w ten sposób
                                                    swoje życie".

                                                    > Nic. Jego sprawa. Zreszta nie dziwie sie, tez sie takim radom opieralem swe
                                                    > go czasu.

                                                    A twierdzisz że chcesz pomagać... no cóż, to twoja sprawa.

                                                    > No przeciez caly czas twierdzisz ze sie myle.
                                                    > Co Cie obchodzi logika moich wywodow skoro wg Ciebie sa bledne? Olej je po
                                                    > prostu i tyle.

                                                    Już dawno je olałem sikiem prostym, tylko że ja stąd pójdę, a ty zostaniesz
                                                    (widziałem, że dość aktywny jesteś, a ja tu tylko gościnnie występuję).
                                                    Bo jakoś tak się dziwnie składa, że mam czas na tyle wypełniony, że ta moja
                                                    pisanina tutaj już się odbija na innych moich zajęciach.

                                                    R.

                                                    (*) Bo to nie mogłybyć okoliczności obiektywne i niezależne ode mnie typu:
                                                    wychowanie, pochodzenie społeczne itp. Tego byś nie uznał i tak, więc co sobie
                                                    będę klawiaturę strzępił.
                                                    (**) jw.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 26.05.04, 08:14
                                                    > Wg. ciebie w związku upatruję rozwiązania wszystkich swoich problemów.
                                                    > Mało?

                                                    Czy ja mowie ze wszystkich? Ale skoro nie potrafisz byc szczesliwy sam ze soba (gdybys potrafil to bys
                                                    nie narzekal na samotnosc) to znaczy ze zwiazek jest Ci potrzebny jako panaceum na cos co nie
                                                    pozwala Ci cieszyc sie zyciem teraz. Czyli zwiazek jakies problemy ma rozwiazac.

                                                    > Skąd taki jesteś przekonany, że się NIE zajmuję???
                                                    > Aaa, bo przecież gdybym się zajmował, to by nie było problemu...
                                                    > No który raz już to muszę mówić??? Trzeci chyba.

                                                    Czekaj. Czegos tu nie rozumiem. Napisales: "A może mi właśnie o to chodzi? Bo teraz tylko mam doła.
                                                    Gdybym miał gwóźdź do wbicia i dzieci do wykąpania, dół byłby nieistotny". Teraz mowisz ze masz ten
                                                    "gwozdz do wbicia", "dzieci do wykapania", a dola nadal masz. Myslisz ze uwspolnienie "gwozdzi" i
                                                    "dzieci" (cokolwiek by to nie bylo) sprawi ze dol zniknie? Bo troche zmieni sie rodzaj aktywnosci?

                                                    > A czemu nie własnoręcznie? Taniej wychodzi i w czym problem? No i idealnie
                                                    > pracuje do twojej koncepcji samowystarczalności emocjonalnej.

                                                    Nie odpowiedziales na to co napisalem. Czemu nie czujesz sie szczesliwy kochajac aseksualnie, skoro
                                                    to brak "kogos do kochania" uznajesz za problem? Czemu np. milosc jednostronna (Ty kochasz) nie
                                                    przynosi satysfakcji? (Chyba ze przynosi?)

                                                    > To ty przywołałeś ten argument, ja na tym forum jestem gościem.

                                                    Taaaa

                                                    > Bo wielkim bólem, kryzysami i rozterkami ludzie się częściej dzielą uznając, że
                                                    > to będzie dla innych ciekawe. A taka historia, że komuś było źle samemu, znalaz
                                                    > łkogoś i ma lepiej... banał po prostu. I właśnie takie banały się zdarzają
                                                    > częściej niż "Przedefiniowałem swoje schematy myślenia i odmieniłem w ten sposób
                                                    > swoje życie".

                                                    Pytanie co oznaczalo "bylo mu zle"? Bylo, czy bywalo? Mam paru znajomych singli. Tez maja trudne
                                                    okresy, ze maja doly, bo kogos im brakuje. Ale generalnie nie moglbym powiedziec, ze sa w zyciu
                                                    nieszczesliwi. A to ze sa sami jest bardziej kwestia ich wyboru niz tego ze nie moga nikogo znalezc,
                                                    na brak powodzenia raczej nie narzekaja.
                                                    Znam tez ludzi ktorzy angazuja sie w zwiazki by nie byc samemu, i nie powiem by nawiazywali trwale
                                                    relacje. pare miesiecy, rok...
                                                    Oczywiscie, moze sie zdarzyc tak, ze to "lepiej" bedzie trwalo dlugo zawsze sa jakies wyjatki. Tylko
                                                    czemu tyle zdrad, samotnosci w zwiazkach itd? Czemu te wysnione zwiazki latwo sie lamia, wypalaja,
                                                    niszcza?

                                                    > A twierdzisz że chcesz pomagać... no cóż, to twoja spra

                                                    Nie jestem, lekarzem, nie jestem psychologiem. Nie twierdze ze chce pomagac. Mowie sobie to co
                                                    przyszlo mi do glowy, dziele sie jakimistam moimi przemysleniami. Ale nie bede nikogo zmuszal by z
                                                    nich korzystal. Na sile przekonywal do swoich racji tez nie bede (w sumie sam sie dziwie sobie ze
                                                    wdalem sie w tak dlugie rozmowy w tym watku). Jesli komus moje gadanie tutaj sie na cos przyda to
                                                    ok, jesli nie, to tez ok.

                                                    > Już dawno je olałem sikiem prostym,

                                                    Wiec czemu ciagniesz ta rozmowe? OK, uznales ze to co mowie nie dziala w Twoim przypadku a ja
                                                    bredze. Po co wiec ciagniesz ta rozmowe?

                                                    > tylko że ja stąd pójdę, a ty zostaniesz
                                                    > (widziałem, że dość aktywny jesteś, a ja tu tylko gościnnie występuję).

                                                    No i? Mam sie czegos w zwiazku z tym bac, czyms sie przejac, czy jak?
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.05.04, 10:30
                                                    kwieto napisał:

                                                    >Czyli zwiazek jakies problemy ma rozwiazac.

                                                    A owszem. I nie uważam, żeby to było coś złego.

                                                    > Myslisz ze uwspolnienie "gwozdzi" i
                                                    > "dzieci" (cokolwiek by to nie bylo) sprawi ze dol zniknie?
                                                    > Bo troche zmienisie rodzaj aktywnosci?

                                                    Zasadniczo. Tak jak potrawa bez przypraw mało się różni od tej przyprawionej,
                                                    czasami nawet o ułamek grama, a zupełnie inaczej smakuje.

                                                    > Czemu np. milosc jednostronna (Ty kochasz) nie
                                                    > przynosi satysfakcji? (Chyba ze przynosi?)

                                                    Idąc tym tropem: niech każdy sobie np. wybierze kogoś do adorowania
                                                    (Monikę Belluci, Brada Pitta) i będzie super.

                                                    > Znam tez ludzi ktorzy angazuja sie w zwiazki by nie byc samemu, i nie powiem
                                                    > by nawiazywali trwale relacje. pare miesiecy, rok...
                                                    > Oczywiscie, moze sie zdarzyc tak, ze to "lepiej" bedzie trwalo dlugo zawsze sa
                                                    > jakies wyjatki. Tylko czemu tyle zdrad, samotnosci w zwiazkach itd? Czemu
                                                    > te wysnione zwiazki latwo sie lamia, wypalaja, niszcza

                                                    Zmień więc front i to tym, którzy nie mają żadnych problemem z utworzeniem
                                                    związku idź kłaść do głowy, że tak naprawdę ich nie potrzebują i tylko krzywdzą
                                                    w ten sposób siebie i innych, że powinni się najpierw zająć sobą samym i
                                                    osiągnąć wewnętrzną harmonię. Jakiś z tym problem? Aaa, oni tutaj nie przychodzą
                                                    *przed*, lecz jak już spieprzą sprawę. Czy z tego właśnie powodu zadowalasz się
                                                    przekonywaniem osób podobnych do mnie i Vox-a, że mają zły pomysł na osobiste
                                                    szczeście, chociaż jest on całkowicie zgodny z ludzką naturą i z powodzeniem
                                                    realizowany przez większość ludzi?

                                                    > Jesli komus moje gadanie tutaj sie na cos przyda to
                                                    > ok, jesli nie, to tez ok.

                                                    OK. Nie zależy ci specjalnie na innych, tylko chcesz się popisać wymownością.
                                                    Też OK. Ja też tak czasem mam, ale nie teraz.

                                                    > Wiec czemu ciagniesz ta rozmowe? OK, uznales ze to co mowie nie dziala w Twoi
                                                    > m przypadku a ja bredze. Po co wiec ciagniesz ta rozmowe?

                                                    Prawdę mówiąc: myślałem że zależy nam na tym samym, ale wobec powyższego na
                                                    horyzoncie pojawia się już napis EOT.

                                                    R.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 26.05.04, 17:57
                                                    > A owszem. I nie uważam, żeby to było coś złego.

                                                    Zlego nie, raczej naiwnego.

                                                    > Zasadniczo. Tak jak potrawa bez przypraw mało się różni od tej przyprawionej,
                                                    > czasami nawet o ułamek grama, a zupełnie inaczej smakuje.

                                                    Czyli jednak o przyprawe chodzi a nie o "wbijanie gwozdzia"?
                                                    Co miales wiec na mysli wyzej?

                                                    > Idąc tym tropem: niech każdy sobie np. wybierze kogoś do adorowania
                                                    > (Monikę Belluci, Brada Pitta) i będzie super.

                                                    Zgadza sie :")
                                                    Bardzo ladnie wykryles falsz zapewnien ze to wcale nie o prywatny egoizm
                                                    chodzi. Gdyby nie chodzilo, powyzsze byloby prawda.
                                                    Czyli nie tyle chcesz kogos kochac, a chcesz by ktos kochal Ciebie. Innymi
                                                    slowy - szukasz jelenia?
                                                    OK, ok, wiem, jestes gotow duzo zaoferowac tej osobie w zamian. Tyle ze znowu
                                                    wracamy do handlu wymiennego - "ja Ci dam, ale Ty mi tez dasz". Poza tym...
                                                    Co jesli cala Twoja gotowosc do poswiecen nie jest temu komus zwyczajnie
                                                    potrzebna?

                                                    > Zmień więc front i to tym, którzy nie mają żadnych problemem z utworzeniem
                                                    > związku idź kłaść do głowy, że tak naprawdę ich nie potrzebują i tylko
                                                    > krzywdzą
                                                    > w ten sposób siebie i innych, że powinni się najpierw zająć sobą samym i
                                                    > osiągnąć wewnętrzną harmonię. Jakiś z tym problem? Aaa, oni tutaj nie
                                                    > przychodzą *przed*, lecz jak już spieprzą sprawę.

                                                    Nie rozumiem o co masz do mnie zal. Ze napisalem to co napisalem akurat Voxowi,
                                                    a nie Kowalskiemu ktory na to forum nigdy nie zajrzal?
                                                    Nie da sie odpowiedziec na pytanie ktore nigdy nie padlo. Vox szukal rozwiazan
                                                    swego problemu, wiec mu odpisalem jak ja to widze.
                                                    Jak bedzie sie pytal Kowalski, to jesli uznam ze mam cos do powiedzenia w
                                                    temacie jemu tez odpisze.

                                                    > Czy z tego właśnie powodu
                                                    > zadowalasz się przekonywaniem osób podobnych do mnie i Vox-a, że mają zły
                                                    > pomysł na osobiste szczeście, chociaż jest on całkowicie zgodny z ludzką
                                                    > naturą i z powodzeniem realizowany przez większość ludzi?

                                                    Jesli inni realizuja TEN SAM pomysl, to dlaczego Voxowi czy Tobie to nie
                                                    wychodzi? Ludzie klody pod nogi rzucaja?
                                                    Moze jednak pomysl innych nie jest do konca taki identyczny?

                                                    > OK. Nie zależy ci specjalnie na innych, tylko chcesz się popisać wymownością.
                                                    > Też OK. Ja też tak czasem mam, ale nie teraz.

                                                    Ja nie mam zapedow na bycie Matka Teresa, i zbawianie innych na sile. Nie bede
                                                    przed Toba rozdzieral szat jak Rejtan i namawial Cie zebys zrobil to czy tamto.
                                                    Jestes duzy, sam podejmujesz decyzje, sam bierzesz za nie odpowiedzialnosc.
                                                    Gdybys powiedzial ze szukasz pocieszenia a nie pomyslu jak zmienic swoja
                                                    sytuacje to bym sie slowem nie odezwal. Za to pojawilby sie pewnie
                                                    tabun "poklepujacych po ramieniu" pocieszycieli.
                                                    Moze trzeba bylo od razu uczciwie powiedziec o co Ci chodzi?

                                                    > Prawdę mówiąc: myślałem że zależy nam na tym samym,

                                                    Tym samym, czyli?

                                                    > ale wobec powyższego na horyzoncie pojawia się już napis EOT.

                                                    W takim razie EOT.
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 26.05.04, 19:07
                                                    kwieto napisał:

                                                    > Czyli jednak o przyprawe chodzi a nie o "wbijanie gwozdzia"?
                                                    > Co miales wiec na mysli wyzej?

                                                    Nie rozumiem pytania.

                                                    > Zgadza sie :")
                                                    > Bardzo ladnie wykryles falsz zapewnien ze to wcale nie o prywatny egoizm
                                                    > chodzi. Gdyby nie chodzilo, powyzsze byloby prawda.

                                                    Ale ja się przecież nigdy nie kryłem, że jestem egoistą...

                                                    > OK, ok, wiem, jestes gotow duzo zaoferowac tej osobie w zamian.
                                                    > Tyle ze znowu wracamy do handlu wymiennego - "ja Ci dam, ale Ty
                                                    > mi tez dasz".

                                                    ... i uważam, że większość ludzi jest. A największymi egoistami są
                                                    ci, którzy twierdzą, że się dla kogoś poświęcają. Tutaj zgadzam się
                                                    z tobą w całości (bez ironii, naprawdę).

                                                    I nie wiem, czemu sądzisz, że podchodzę w ten sposób: częściej się
                                                    spotykam z zarzutem, że najwyraźniej za mało jestem gotów do poświęceń
                                                    i kompromisów.

                                                    > Nie rozumiem o co masz do mnie zal. Ze napisalem to co napisalem akurat
                                                    > Voxowi, a nie Kowalskiemu ktory na to forum nigdy nie zajrzal?

                                                    A to już kwestia osobista: bo jestem takim Voxem, który przez pewien czas
                                                    wierzył w to, co pisałeś. I kiepsko na tym wyszedł.

                                                    > Jesli inni realizuja TEN SAM pomysl, to dlaczego Voxowi czy Tobie to nie
                                                    > wychodzi? Ludzie klody pod nogi rzucaja?
                                                    > Moze jednak pomysl innych nie jest do konca taki identyczny?

                                                    Jest. A raczej: nie jest, bo ogromna większość się po prostu nigdy nie
                                                    zastanawiała, ale gdyby ich jakoś zmusić, to by pewnie coś podobnego
                                                    odpowiedzieli.

                                                    A czemu mi i Vox-owi się nie udaje? Materiał gorszy, obróbka kiepska to
                                                    co tu się dziwić, że egzeplarz wybrakowany... trzeba odmalować, załatać,
                                                    zareklamować, zrobić promocję i mieć nadzieję, że jednak znajdzie nabywcę :)

                                                    > Jestes duzy, sam podejmujesz decyzje, sam bierzesz za nie odpowiedzialnosc.
                                                    > Gdybys powiedzial ze szukasz pocieszenia a nie pomyslu jak zmienic swoja
                                                    > sytuacje to bym sie slowem nie odezwal. Za to pojawilby sie pewnie
                                                    > tabun "poklepujacych po ramieniu" pocieszycieli.

                                                    Pocieszycieli zwykłem rozszarpywać i zjadać na surowo, a że nie są
                                                    smaczni, to sam ich nie szukam.

                                                    > Moze trzeba bylo od razu uczciwie powiedziec o co Ci chodzi?

                                                    Chodzi mi o to, że pojawił się człowiek, który chciał pomocy i dopóki
                                                    poprzestawałeś na prostych, praktycznych i zwiększających jego szanse w grze
                                                    poradach, uważałem, że robisz dobrą robotę. Nawet przy propozycji ulicznego
                                                    podrywu (chociaż jest IMHO) bezsensowna tylko sie lekko skrzywiłem. I gdyby
                                                    twoje posty wyglądały tak: "rob to, to i to, tak, tak a tak, a przy okzaji
                                                    uważaj, żeby nie mieć za dużych oczekiwań i aby szkukanie partnerki ci
                                                    wszystkiego nie przesłoniło", to jeśli bym się odezwał, to tylko po to, żeby
                                                    cię pochwalić. Że jest inaczej, to sam już widzisz.

                                                    > W takim razie EOT.

                                                    Eee tam, ciut za wcześnie.

                                                    R.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 27.05.04, 23:35
                                                    > Nie rozumiem pytania.

                                                    Napisalem ze bycie z kims to w duzej mierze "proza zycia" - gwozdz trzeba wbic itd., na co
                                                    opisales ze "moze o to chodzi", wiec zapytalem czemu masz problem ze znalezieniem "gwozdzia do
                                                    wbicia" juz teraz, na co z kolei odpisales ze z kims sie tego "gwozdzia" jednak inaczej wbija.
                                                    Czyli nie o ten "gwozdz" chodzi, tak? Pytam dlaczego wczesniej sugerowales co innego.

                                                    > Ale ja się przecież nigdy nie kryłem, że jestem egoistą...

                                                    No to juz masz kawalek odpowiedzi na pytanie czemu jestes sam.
                                                    Oczywiscie, w jakims stopniu egoista jest kazdy. Pytanie w jakim?

                                                    > ... i uważam, że większość ludzi jest. A największymi egoistami są
                                                    > ci, którzy twierdzą, że się dla kogoś poświęcają. Tutaj zgadzam się
                                                    > z tobą w całości (bez ironii, naprawdę).

                                                    Punkt dla Ciebie :")
                                                    Bo np. mam wrazenie (byc moze niesluszne), ze Vox z tych "poswiecajacych sie", wlasnie.

                                                    > I nie wiem, czemu sądzisz, że podchodzę w ten sposób: częściej się
                                                    > spotykam z zarzutem, że najwyraźniej za mało jestem gotów do poświęceń
                                                    > i kompromisów.

                                                    Na czym mialyby polegac te kompromisy? Bylo nie bylo bycie razem wymaga wzajemnego
                                                    dopasowania sie, czyli rowniez pewnych ustepstw. Pytanie jak duzych?
                                                    Wiesz, mialem kiedys dziewczyne (bardzo krociutko), ktora generalnie byla fajna i nic by jej nie mozna
                                                    zarzucic, gdyby nie to, ze chciala totalnie dyktowac warunki. Na zasadzie - dzis mam ochote to sie
                                                    spotkajmy, jutro nie to nawet do mnie nie dzwon. Szybko sie rozstalismy bo ani ja nie chcialem byc
                                                    traktowany jak swego rodzaju "sluzacy", przywolywany gdy potrzeba, ani ona do ustepstw by obojgu
                                                    nam bylo fajnie.

                                                    > A to już kwestia osobista: bo jestem takim Voxem, który przez pewien czas
                                                    > wierzył w to, co pisałeś. I kiepsko na tym wyszed

                                                    Ale znowu pytanie - czy znalazles wtedy, mowiac pompatycznie - szczescie? Spokoj ducha? poczucie
                                                    pelni? Jesli nie - to nie o to mi idzie. Mi nie chodzi o wmawianie sobie ze jest swietnie gdy jestem
                                                    sam (i po cichu liczenie ze jesli sobie to wmowie to kogos znajde). Tak to nie dziala.

                                                    > Jest. A raczej: nie jest, bo ogromna większość się po prostu nigdy nie
                                                    > zastanawiała, ale gdyby ich jakoś zmusić, to by pewnie coś podobnego
                                                    > odpowiedzieli.

                                                    Nie wiem, trzeba by zapytac. Mysle jednak, ze generalnie zdolnosc do bycia z kims jest jakastam
                                                    wypadkowa sklonnosci do rezygnacji z wlasnego egoizmu oraz umiejetnosci cieszenia sie zyciem
                                                    jako takim, czyli BEZ partnera. Oczywiscie u kazdego ta wypadkowa bedzie gdzie indziej, pytanie na
                                                    ile przesunieta w ktora strone. Czyli te same odpowiedzi moga co innego znaczyc dla roznych
                                                    osob, i tu problem.

                                                    > A czemu mi i Vox-owi się nie udaje? Materiał gorszy, obróbka kiepska to
                                                    > co tu się dziwić, że egzeplarz wybrakowany... trzeba odmalować, załatać,
                                                    > zareklamować, zrobić promocję i mieć nadzieję, że jednak znajdzie nabywcę :)

                                                    Widzisz, tylko ze ja nie wierze ze on znajdzie nabywce jesli bedzie sie latal, malowal itd. z podtekstem
                                                    "kup mnie". Po prostu. Poza tym Vox nie tyle musi byc wybrakowany, co niezbyt nadajacy sie (w takiej
                                                    formie w jakiej jest teraz) do bycia w parze. Wiec IMO albo musi sie "polatac" - zaczac wbrew sobie
                                                    bywac w miejscach ktorych nie lubi, przemoc sie by zagadywac nieznane dziewczyny itd., albo
                                                    odpuscic szukanie. No, moze jeszcze "lezec i pachniec" czekajac na swoja ksiezniczke.

                                                    > Chodzi mi o to, że pojawił się człowiek, który chciał pomocy i dopóki
                                                    > poprzestawałeś na prostych, praktycznych i zwiększających jego szanse w grze
                                                    > poradach, uważałem, że robisz dobrą robotę. Nawet przy propozycji ulicznego
                                                    > podrywu (chociaż jest IMHO) bezsensowna tylko sie lekko skrzywiłem. I gdyby
                                                    > twoje posty wyglądały tak: "rob to, to i to, tak, tak a tak, a przy okzaji
                                                    > uważaj, żeby nie mieć za dużych oczekiwań i aby szkukanie partnerki ci
                                                    > wszystkiego nie przesłoniło", to jeśli bym się odezwał, to tylko po to, żeby
                                                    > cię pochwalić. Że jest inaczej, to sam już widzisz.

                                                    Co do propozycji ulicznego podrywu - akurat moim zdaniem tez jest ona bezsensowna, ale o tym
                                                    sza! :"P
                                                    Natomiast co do reszty - przeciez ja robie dokladnie to o czym mowisz - tyle ze tekst "uważaj,
                                                    żeby nie mieć za dużych oczekiwań i aby szkukanie partnerki ci wszystkiego nie przesłoniło"
                                                    wysunalem na pierwszy plan. Bo tak naprawde uwazam, ze jesli ten warunek nie zostanie spelniony, to
                                                    pozostale rady od razu mozna wyrzucic na smietnik. Ja np. mialem tak, ze niby nie szukalem, niby
                                                    nie liczylem, ale jakos tak bylo, ze jesli szedlem na impreze to na starcie ocenialem obecne tam
                                                    dziewczyny pod katem tego czy ktoras by sie nie nadawala na moja dziewczyne. Horror! Co
                                                    smieszne, problem sie skonczyl wtedy gdy ktoregos dnia, gdy randka na ktora sie nastawialem nie
                                                    doszla do skutku, stwiedzilem sobie ze ja mam dosyc, mam to gdzies, i tak sobie nigdy nikogo nie
                                                    znajde, wiec odpuszczam to calkowicie i zajme sie czyms innym. I wtedy nagle niemal z dnia na
                                                    dzien zaczalem przebierac w ofertach. Zycie naprawde czasem jest smieszne.
                                                    To o czym mowie bliskie jest Zen - ze posluze sie malym cytatem: "Żądasz gwarancji, ale ja mogę ci
                                                    jedynie powiedzieć, że przegrać to znaczy wygrać. Wszystko odrzucając, wszystko zyskujesz. Niczego
                                                    nie zabraknie. Nie będziesz wiedział, co zrobić z obfitością ofert!" - i to sie sprawdza! Co wiecej,
                                                    niezaleznie od tego czy masz akurat jakas "oferte" czy nie, problem i tak jest rozwiazany.
                                                    Nie licze za bardzo na to ze mi uwierzysz. pewnie gdybym nie przetestowal tego na sobie, tez bym
                                                    sie pukal w czolo, bo do pewnych rzeczy trzeba dojsc samemu, metoda wlasnych prob i bledow,
                                                    wlasnych zwatpien, zniechecen, porazek.
                                                    Ja moge tylko powiedziec, ze to sie sprawdza, jak to ladnie mowia - "pokazac studnie". Ale wody
                                                    musisz napic sie sam.
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 28.05.04, 14:33
                                                    > Napisalem ze bycie z kims to w duzej mierze "proza zycia" - gwozdz trzeba w
                                                    > bic itd., na co
                                                    > opisales ze "moze o to chodzi", wiec zapytalem czemu masz problem ze znalezie
                                                    > niem "gwozdzia do
                                                    > wbicia" juz teraz, na co z kolei odpisales ze z kims sie tego "gwozdzia" jed
                                                    > nak inaczej wbija.
                                                    > Czyli nie o ten "gwozdz" chodzi, tak? Pytam dlaczego wczesniej sugerowales co
                                                    > innego.

                                                    Prozy życia nie trzeba szukać: sama cię znajduje.

                                                    Myślałem, że analogia do przypraw ci wyjaśni... owszem, można wyrzucić z kuchni
                                                    przyprawy i starać się przekonać swój "smak życia", że to co zostało też jest
                                                    smaczne: tyle, że ja nie widzę w tym najmniejszego sensu.

                                                    > No to juz masz kawalek odpowiedzi na pytanie czemu jestes sam.
                                                    > Oczywiscie, w jakims stopniu egoista jest kazdy. Pytanie w jakim?

                                                    Odpowiedź: w dużym.

                                                    > Ale znowu pytanie - czy znalazles wtedy, mowiac pompatycznie - szczescie? Spok
                                                    > oj ducha? poczucie pelni? Jesli nie - to nie o to mi idzie.

                                                    Mówiąc mniej pompatycznie: tak, byłem szczęśliwszy, miałem gromadę zainteresowań
                                                    i dużo frajdy z nich. Czasem coś ukłuło, ale wierząc w podobne słowa do twoich
                                                    starałem się tym nie przejmować.

                                                    I to był błąd. Oceniając z perspektywy czasu, już wcześniej powinienem (być może
                                                    nawet na siłę) zacząć coś z tym robić.

                                                    > Czyli te same odpowiedzi moga co innego znaczyc dla roznych
                                                    > osob, i tu problem.

                                                    No, nareszcie.

                                                    > Widzisz, tylko ze ja nie wierze ze on znajdzie nabywce jesli bedzie sie latal,
                                                    > malowal itd. z podtekstem
                                                    > "kup mnie". Po prostu.

                                                    No właśnie: a czemu nie?

                                                    > Poza tym Vox nie tyle musi byc wybrakowany, co niezbyt
                                                    > nadajacy sie (w takiej
                                                    > formie w jakiej jest teraz) do bycia w parze. Wiec IMO albo musi sie "polata
                                                    > c" - zaczac wbrew sobie
                                                    > bywac w miejscach ktorych nie lubi, przemoc sie by zagadywac nieznane dziewcz
                                                    > yny itd., albo
                                                    > odpuscic szukanie. No, moze jeszcze "lezec i pachniec" czekajac na swoja ksi
                                                    > ezniczke.

                                                    No widzisz: tutaj się nie mogę do niczego przyczepić, bo mówisz o działaniu
                                                    a nie o filozofii życiowej.

                                                    > Bo tak naprawde uwazam, ze jesli ten warunek nie z
                                                    > ostanie spelniony, to pozostale rady od razu mozna wyrzucic na smietnik.

                                                    No widzisz, ale to aroganckie odrobinkę. Przypomina to misjonarza w stylu
                                                    świadków Jehowy, którzy przekonują, że obojętnie co byś nie robił, to jak
                                                    nie przyjmiesz ich nauki wylądujesz w piekle.

                                                    > Nie licze za bardzo na to ze mi uwierzysz. pewnie gdybym nie przetestowal te
                                                    > go na sobie, tez bym
                                                    > sie pukal w czolo, bo do pewnych rzeczy trzeba dojsc samemu, metoda wlasny
                                                    > ch prob i bledow,
                                                    > wlasnych zwatpien, zniechecen, porazek.

                                                    Ja też przetestowałem. W moim przypadku słuchanie własnych pragnień zamiast
                                                    zaprzeczaniem im działa lepiej. Możesz uznać, że to włąśnie ja jestem jakimś
                                                    dziwolągiem, ale tak naprawdę nie masz wielkiego materiału porównawczego, bo
                                                    ogromna większość ludzi tak naprawdę nigdy nie stawała przed podobnymi próbami.

                                                    > Ja moge tylko powiedziec, ze to sie sprawdza, jak to ladnie mowia - "pokazac
                                                    > studnie". Ale wody musisz napic sie sam.

                                                    OK, pokazuj studnię. Tylko dlaczego nie pozwalasz do niej biec, kiedy ktoś
                                                    jest bardzo spragniony?

                                                    R.

                                                    PS. Tak się zastanawiam... swojej ukochanej mówisz "jesteś dla mnie
                                                    najważniejsza" czy "jesteś miłym dodatkiem do mojego życia"?
                                                  • Gość: Kropkanadj Re: Co poradzić na samotność? IP: *.chello.pl 28.05.04, 17:17
                                                    Ale czemu zakładasz Robson :-) że ukochana woli usłyszeć "jesteś dla mnie
                                                    wszystkim". A może bycie dla kogoś wszystkim to jednak nieco za dużo?

                                                    De Mello, którego pewnie nienawidzisz, a w którego ja niczym świadek Jehowy
                                                    wierzę i zaraz pójdę do parku nawrać samotnych jego tekstami powiedział cos
                                                    mniej więcej takiego - muzyka cały czas gra, kiedy pojawiają się ludzie,
                                                    ukochana, ktokolwiek, zmienia się tonacja, wchodzi nowy instrument, kiedy
                                                    odchodzą, muzyka się zmienia.

                                                    Ale cały czas jest muzyka.

                                                    Co do studni - to Ty do niej nie biegniesz własnie. Ty biegniesz do fata
                                                    morgany na pustyni i jesteś zaskoczony, że nie możesz się napić...
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 28.05.04, 17:27
                                                    Kropkanadj napisał(a):

                                                    > Ale czemu zakładasz Robson :-) że ukochana woli usłyszeć "jesteś dla mnie
                                                    > wszystkim". A może bycie dla kogoś wszystkim to jednak nieco za dużo?

                                                    Ja tak nie zakładam: ale kobiety przeważnie tego oczekują (nie wiedząc,
                                                    biedactwa, co to naprawdę zanczy).

                                                    > Co do studni - to Ty do niej nie biegniesz własnie. Ty biegniesz do fata
                                                    > morgany na pustyni i jesteś zaskoczony, że nie możesz się napić...

                                                    :)
                                                    Ja akurat przystanąłem i kopię.

                                                    R.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 29.05.04, 11:18
                                                    > Prozy życia nie trzeba szukać: sama cię znajduje.
                                                    >
                                                    > Myślałem, że analogia do przypraw ci wyjaśni... owszem, można wyrzucić z kuchni
                                                    > przyprawy i starać się przekonać swój "smak życia", że to co zostało też jest
                                                    > smaczne: tyle, że ja nie widzę w tym najmniejszego sensu.

                                                    I tu sie roznimy. Bo Ty widzisz bycie z kims jako wszystkie przyprawy, a ja jako tylko jedna z wielu.
                                                    Nawet jesli mialoby to byc cos tak wszedobylskiego jak np. sol - czy bedziesz solil herbate? Sernik?
                                                    Lody?
                                                    Inna rzecz - niektore potrawy same z siebie sa wystarczajaco slone. Inne, jesli za bardzo poszukujesz
                                                    w nich smaku soli (przesolisz), staja sie nie do przelkniecia.
                                                    Nie mowie o wyrzucaniu soli z kuchni, raczej o nie fetyszyzowaniu jej. Jesli jest - swietnie! Jesli nie ma
                                                    - zadna tragedia.
                                                    Jesli stoisz na stanowisku - "gdybym mial sol, wszystko by bylo inaczej, lepiej", to gonisz za mrzonka,
                                                    fatamorgana, ktorej nie ma nigdzie indziej niz w Twojej glowie.

                                                    Powiedzmy ze bardzo chcialbym zostac gwiazdorem rockowym. Niestety glosu za bardzo nie mam, na
                                                    zadnym instrumencie tez grac tez nie bardzo potrafie. Ale jestem swiecie przekonany, ze bycie
                                                    gwiazda rocka dopiero nada wlasciwy sens mojemu istnieniu, ze bez tego nic nie smakuje tak jak
                                                    powinno. Wpadam w dola, bo zostaje wywalany z kolejnych zespolow, na przesluchaniach wytykaja
                                                    mnie palcami.
                                                    Nic mnie nie cieszy, albo cieszy tylko chwilowo, bo przeciez poki nie jestem gwiazdorem to i tak "nie
                                                    to", bez sensu... Ach, byc gwiazdorem, wtedy wszystko byloby inaczej...

                                                    Glupie? Smieszne? Naiwne? A przeciez mowiac o braku przypraw zachowujesz sie dokladnie tak samo!

                                                    > Odpowiedź: w dużym.

                                                    Mowisz o sobie, czy o kazdym? Jesli o kazdym - skad Twoja pewnosc?

                                                    > Mówiąc mniej pompatycznie: tak, byłem szczęśliwszy, miałem gromadę zainteresowań
                                                    > i dużo frajdy z nich. Czasem coś ukłuło, ale wierząc w podobne słowa do twoich
                                                    > starałem się tym nie przejmować.
                                                    >
                                                    > I to był błąd. Oceniając z perspektywy czasu, już wcześniej powinienem (być może
                                                    > nawet na siłę) zacząć coś z tym robić.

                                                    Ale znowu wracamy do tego, ze ja nie mam ochoty namawiac do "staran by sie nie przejmowac gdy cos
                                                    uklulo". Raczej do odfetyszyzowania i odarcia ze zludzen, ze wtedy bedzie lepiej. Bedzie inaczej,
                                                    zgoda. Lepiej? Nie sadze.
                                                    W Zen jest takie powiedzenie "jedyny zen na szczytach gor to ten ktory sam wniosles".
                                                    Innymi slowy, jesli teraz masz poczucie braku, to bedziesz go mial i wtedy gdy znajdziesz sobie
                                                    "kobiete zycia". Bo brak jest w Tobie i nic poza Toba nie jest w stanie go wypelnic, wszystko inne to
                                                    tylko chwilowe ersac'i

                                                    > No, nareszcie.

                                                    Co nareszcie?


                                                    > No właśnie: a czemu nie?

                                                    Bo kiedy sie za bardzo starasz (a "latanie sie", "malowania" itp. w imie znalezienia kogos jest
                                                    intensywnym staraniem sie, w koncu) to zabijasz to co moze sie rozwinac.
                                                    To troche tak, jakbys podlewal kwiatki. Oczywiscie potrzebuja wody, ale jesli z tym podlewaniem
                                                    przesadzisz to zgnija.
                                                    Albo jak z towarem na gieldzie, czy aukcji. Jesli bardzo chcesz sprzedac, to jestes sklonny obnizyc
                                                    cene. Ale obnizenie ceny wzbudza (poniekad sluszne) podejrzenia, ze towar jest wybrakowany, ze
                                                    cos z nim jest nie tak, skoro wlasciciel ceni go tak tanio...
                                                    Inna rzecz, ze kiedy u podstaw dzialania lezy OCZEKIWANIE ze cos sie stanie, to mamy do czynienia z
                                                    pewna forma oszustwa, "zatrutego jablka". Bo zmiana jest powodowana nie tyle wewnetrzna potrzeba,
                                                    co przymusem. Swietnie to widac gdy czasem ktos sie zali - "do slubu bylo ok, po slubie nastapila
                                                    nagla zmiana na gorsze". Bo "cel" zdobyty, malowanie i latanie juz niepotrzebne, a skoro nie wynikaja
                                                    z wewnetrznej potrzeby to po co je kontynuowac? Inna rzecz, ze to jest meczace, wiec jesli ktos
                                                    zmuszony jest przez wybranka/e do utrzymywania tej fikcji stopniowo narasta w nim coraz wieksza
                                                    frustracja - bo nie czuje sie dobrze, to nie jego "skora". Zaczyna warczec na partnera/ke,
                                                    wyladowywac agresje na niej/nim i tak czy siak szybko okazuje sie ze uklad stal sie nie do zniesienia
                                                    dla obu stron. Albo zamiast wyladowywac frustracje coraz bardziej kisi ja w sobie, zamyka sie, odcina
                                                    itd. Efekt podobny.
                                                    Malo kto ma zaciecie by wiecznie "grac".

                                                    > No widzisz, ale to aroganckie odrobinkę. Przypomina to misjonarza w stylu
                                                    > świadków Jehowy, którzy przekonują, że obojętnie co byś nie robił, to jak
                                                    > nie przyjmiesz ich nauki wylądujesz w piekle.

                                                    Byc moze. Zaznaczylem - nie ma obowiazku korzystania z tego co mowie. To ze ja tak uwazam nie
                                                    oznacza ze nie ma innych wyjsc - po prostu ja ich nie znam, w moim przypadku sie nie sprawdzily.
                                                    A tak naprawde, jak juz mowilem wczesniej, trzeba iles razy walnac glowa w mur by to zrozumiec.
                                                    Tego sie nie da przekazac slowami, trzeba samemu doswiadczyc - stad moj tekst o "pokazywaniu
                                                    studni".

                                                    > Ja też przetestowałem. W moim przypadku słuchanie własnych pragnień zamiast
                                                    > zaprzeczaniem im działa lepiej. Możesz uznać, że to włąśnie ja jestem jakimś
                                                    > dziwolągiem, ale tak naprawdę nie masz wielkiego materiału porównawczego, bo
                                                    > ogromna większość ludzi tak naprawdę nigdy nie stawała przed podobnymi próbami.

                                                    Niee, to bardzo dobra droga. Trzeba tylko probowac, probowac, probowac...
                                                    Tylko swiadomie, z uwaga.

                                                    > OK, pokazuj studnię. Tylko dlaczego nie pozwalasz do niej biec, kiedy ktoś
                                                    > jest bardzo spragniony?

                                                    Bo wg mnie studnia jest gdzie indziej niz Ty to sobie wyobrazasz. Ja pokazuje studnie, a Ty mowisz:
                                                    "nie, to nie jest studnia, pokaz mi inna".

                                                    > PS. Tak się zastanawiam... swojej ukochanej mówisz "jesteś dla mnie
                                                    > najważniejsza" czy "jesteś miłym dodatkiem do mojego życia"?

                                                    "Jestes czescia mojego zycia". Twoje pytanie sklonilo mnie do zastanowienia sie czy jest cos/ktos co
                                                    uznalbym za "najwazniejsze" w swoim zyciu. I nie potrafilem znalezc.
                                                    Wracajac zas do mojej ukochanej, swietnie pasuje tu opowiastka o Chuang-tse, jednym z ojcow
                                                    Taoizmu. Otoz gdy umarla mu zona, poplakal chwile i odszedl wesolo pogwizdujac. Zaskoczeni
                                                    przyjaciele pytali go - "no jak to? Umarla ci zona a ty sobie wesolo spiewasz??" Chuang-tse odparl cos
                                                    w stylu: "najpierw czulem smutek, potem pomyslalem - przeciez ona kiedys w ogole nie istniala,
                                                    potem bylismy razem, teraz przyszla smierc - to jak z porami roku, gdybym plakal to tak jakbym nie
                                                    rozumial zasad zycia"
                                                    Ja mam troche podobnie - jestesmy razem, przejmuje sie jej problemami, ona przejmuje sie moimi,
                                                    razem cos robimy... ale kiedys jej nawet nie znalem, i moje zycie nie bylo gorsze od tego co jest
                                                    teraz. Byc moze kiedys sie rozstaniemy (chocby przez smierc, albo dlatego ze nasze drogi sie rozejda)
                                                    i tez jest to czesc naturalnego procesu. Powstrzymywanie go to tak jak chlostanie sztormu.
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 29.05.04, 14:41
                                                    > I tu sie roznimy. Bo Ty widzisz bycie z kims jako wszystkie przyprawy, a ja ja
                                                    > ko tylko jedna z wielu.
                                                    > Nawet jesli mialoby to byc cos tak wszedobylskiego jak np. sol - czy bedziesz
                                                    > solil herbate? Sernik?

                                                    Ciągnąc analogię kuchenno/przyprawową: jest takie coś, co samo nie ma smaku,
                                                    ale dodane do potrawy zwiększa jej intensywność.

                                                    W tym momencie chyba analogia się wyczerpuje...

                                                    > Powiedzmy ze bardzo chcialbym zostac gwiazdorem rockowym.

                                                    A czemu nie kosmonautą albo milionerem? Nużące jest te twoje wykazywanie,
                                                    że potrzeba bycia z kimś to tylko czyjaś fanaberia.

                                                    [O byciu egoistą]
                                                    > Mowisz o sobie, czy o kazdym? Jesli o kazdym - skad Twoja pewnosc?

                                                    Z tego samego, skąd bierze się twoja pewność w głoszeniu swoich racji.

                                                    > Bedzie inaczej, zgoda. Lepiej? Nie sadze.

                                                    "Inaczej" i "lepiej" to czasami są synonimy.

                                                    [duży cytat]
                                                    > Malo kto ma zaciecie by wiecznie "grac".

                                                    Wszystko racja. Ja też nie chcę grać nikogo innego, niż jestem.

                                                    > Niee, to bardzo dobra droga. Trzeba tylko probowac, probowac, probowac...
                                                    > Tylko swiadomie, z uwaga.

                                                    No i zatoczyliśmy kolejne kółko. Nigdy mi nie uwierzysz, że ja już próbowałem.

                                                    > Bo wg mnie studnia jest gdzie indziej niz Ty to sobie wyobrazasz. Ja pokazu
                                                    > je studnie, a Ty mowisz:
                                                    > "nie, to nie jest studnia, pokaz mi inna".

                                                    Raczej: z tej już piłem i brzuch mnie rozbolał.

                                                    Cytat dla ciebie:

                                                    "Kupić by cię, Mądrości, za drogie pieniądze!
                                                    Która, jeśli prawdziwie mienią, wizytki żądze,
                                                    Wszystkie ludzkie frasunki umiesz wykorzenić,
                                                    A człowieka tylko nie w anioła odmienić,
                                                    Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje,
                                                    Złym przygodom nie podległ, strachom nie hołduje.
                                                    Ty wszystkie rzeczy ludzkie masz za fraszkę sobie,
                                                    Jednaką myśl tak w szczęściu, jako i w żałobie
                                                    Zawżdy niesiesz. Ty śmierci namniej się nie boisz,
                                                    Bezpieczna, nieodmienna, niepożyta stoisz."

                                                    Cytat dla mnie:

                                                    "Nieszczęśliwy ja człowiek, którym lata swoje
                                                    Na tym strawił, żebych był ujrzał progi twoje!
                                                    Te razem nagle z stopniów ostatnich zrzucony
                                                    I między nisze, jeden z wiela, policzony."

                                                    EOT coraz bliżej.

                                                    R.
                                                  • kwieto Re: Co poradzić na samotność? 29.05.04, 18:01
                                                    > Ciągnąc analogię kuchenno/przyprawową: jest takie coś, co samo nie ma smaku,
                                                    > ale dodane do potrawy zwiększa jej intensywność.
                                                    >
                                                    > W tym momencie chyba analogia się wyczerpuje...

                                                    Hahaha - nawet sam nie wiesz jak dobrze trafiles.
                                                    Moglbym sie wykrecic ze to przeciez tylko analogia itd, ale bawmy sie dalej.
                                                    Substancja o ktorej mowisz to Glutaminian Sodu. I tu pare drobnych informacji
                                                    1. Nie jest prawda, ze potrawa ta nie ma smaku. Ma, przypominajacy nieco smak slony
                                                    2. Substancja ta nie istnieje w naturze, jest chemicznym srodkiem stworzonym przez czlowieka.
                                                    3. Wynikajacy po czesci z p.2. - ma dosc wredne skutki uboczne, takie jak slepota, roznego rodzaju
                                                    choroby zwiazane z niszczeniem sie neuronow (bo G.S. dziala jako neurotransmiter).
                                                    4. Prawodpodobnie po dlugim uzywaniu zatracasz smak - cos co nie zawiera G.S. nie smakuje tak
                                                    samo jak kiedys

                                                    Innymi slowy, dzialanie oweogo "zwiekszania intensywnosci" bardziej przypomina dzialanie
                                                    narkotykow lub np. Prosac'u.
                                                    Innymi slowy, jesli potrzebujesz "dopalacza", to kobieta nie jest tak dobrym rozwiazaniem jak banalny
                                                    Prosac.

                                                    > A czemu nie kosmonautą albo milionerem? Nużące jest te twoje wykazywanie,
                                                    > że potrzeba bycia z kimś to tylko czyjaś fanaberia.

                                                    Ja tylko wykazuje, ze pewnych rzeczy nie jestes w stanie przeskoczyc. I tluczenie sie z nimi z
                                                    westchnieniami ze "gdyby bylo to a to byloby lepiej" nie ma zwyczajnie sensu.
                                                    Ktos kto urodzil sie gluchy nie uslyszy spiewu ptakow, po prostu. Ma dwa wyjscia - albo zyc z
                                                    poczuciem straty i ciaglym narzekaniem na wredny los, albo zaakceptowac stan ktory byl mu dany.

                                                    > Z tego samego, skąd bierze się twoja pewność w głoszeniu swoich racji.

                                                    OK. Tyle ze ja mam iles przykladow ze to co pisze dziala.
                                                    Jako i serie kontrprzykladow dla Twojej tezy.

                                                    > "Inaczej" i "lepiej" to czasami są synonimy

                                                    Kiedy i dlaczego niby?

                                                    > Wszystko racja. Ja też nie chcę grać nikogo innego, niż jestem.

                                                    A nie uwazasz, ze "latanie, malowanie itd. po to by sie sprzedac" to jest wlasnie gra, udawanie?
                                                    Dlaczego wiec dziwisz sie mojej niewierze w skutecznosc owych "latan"?

                                                    > No i zatoczyliśmy kolejne kółko. Nigdy mi nie uwierzysz, że ja już próbowałem.

                                                    Nie wierze. Z tego co mowisz wychodzi na to ze nie akceptowales tego co masz, ze zawsze byl
                                                    obecny gdzies podtekst ze "to nie to". Oznacza to ze byc moze probowales, ale bardziej wyprac
                                                    sobie mozg ("udajemy ze jest swietnie") niz podejsc do sprawy w sposob o jakim ja mowie.

                                                    > Raczej: z tej już piłem i brzuch mnie rozbolał.

                                                    Innej nie znam.
                                                  • nom73 Re: Co poradzić na samotność? 29.05.04, 09:17
                                                    kwieto napisał:

                                                    > Horror! Co
                                                    > smieszne, problem sie skonczyl wtedy gdy ktoregos dnia, gdy randka na ktora s
                                                    > ie nastawialem nie
                                                    > doszla do skutku, stwiedzilem sobie ze ja mam dosyc, mam to gdzies, i tak so
                                                    > bie nigdy nikogo nie
                                                    > znajde, wiec odpuszczam to calkowicie i zajme sie czyms innym. I wtedy nagl
                                                    > e niemal z dnia na
                                                    > dzien zaczalem przebierac w ofertach. Zycie naprawde czasem jest smieszne.

                                                    Ja tak mialem z egzaminami na studiach, im mniej sie do jakiegos przykladalem
                                                    tym zdawalem na lepsza ocene, a jak sie skupilem na jakims, ze musze dobrze
                                                    zdac to przewaznie kiepsko wychodzilo.
                                                    Szkoda, ze dostrzeglem ta prawidlosc dopiero na 4 roku. :-)

                                                    Z dziewczynami bylo podobnie, jak sie skupilem na tym, zeby jakas znalezc to
                                                    nic nie wychodzilo, a jak dalem sobie spokoj to sama sie znalazla. :-)
                                                  • Gość: Kropka nad j Re: Co poradzić na samotność? IP: *.chello.pl 29.05.04, 16:23
                                                    No tak, Robson, ale ja przecież wiem że nie próbowałeś. Czyż nie?

                                                    Wpieniasz się na Kwieto, dlatego, że się boisz.

                                                    A jak to jest w praktyce?

                                                    Nie potrafisz nawet rozmawiać z czlowiekiem tak, żeby udawać zainteresowanie
                                                    jego osobą. Mówisz tylko o tym, jak bardzo Ci kogos brakujesz, a w zasadzie
                                                    nawet tego nie mówisz, tylko, że jesteś taki a taki i nie zamierzasz tego
                                                    zmieniać.

                                                    I wcale się nie dziwię - w końcu pozostawanie w takiej samotności i
                                                    niezadowoleniu daje Ci mnóstwo cudzej uwagi - chociażby na tym forum.
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 29.05.04, 17:18
                                                    Gość portalu: Kropka nad j napisał(a):

                                                    > No tak, Robson, ale ja przecież wiem że nie próbowałeś. Czyż nie?

                                                    Nie wiesz.

                                                    R.

                                                    PS.
                                                    Zawsze do twoich usług!
                                                  • Gość: kropkanadj Re: Co poradzić na samotność? IP: *.chello.pl 29.05.04, 18:16
                                                    A jednak wiem :-)
                                                    Bo dość często na ten temat rozmawialiśmy i wiem, co Twoim zdaniem oznacza
                                                    próbować.
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 29.05.04, 18:30
                                                    Gość portalu: kropkanadj napisał(a):

                                                    > A jednak wiem :-)
                                                    > Bo dość często na ten temat rozmawialiśmy i wiem, co Twoim zdaniem oznacza
                                                    > próbować.

                                                    A jak długo się znamy?

                                                    R.
                                                  • Gość: kropkanadj Re: Co poradzić na samotność? IP: *.chello.pl 29.05.04, 19:12
                                                    Wiesz to nie ma znaczenia skoro opowiadałeś mi także o swojej przeszłości i
                                                    wcześniejszych "staraniach"

                                                    Ale to nie istotne. istotne jest, czy Ty w ogóle potrafisz oderwać się na
                                                    chwilę od siebie. Czy też sam sobą przeslniasz sobie cały horyzont?

                                                    Spójrz na to forum - jak swoimi uwagami zmonopolizowałeś dyskusję.

                                                    Zauważ ile dajesz (czy cokolwiek?) a ile otrzymujesz (np nieustanne
                                                    zainteresowanie Kwieto) - jak można być z kimś kto pragnie takiej dysproporcji?
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 29.05.04, 20:01
                                                    Gość portalu: kropkanadj napisał(a):

                                                    > Wiesz to nie ma znaczenia skoro opowiadałeś mi także o swojej przeszłości i
                                                    > wcześniejszych "staraniach"

                                                    Nie cofałem się daleko nawet w tych opowieściach, ale jak uważasz.

                                                    > Ale to nie istotne. istotne jest, czy Ty w ogóle potrafisz oderwać się na
                                                    > chwilę od siebie. Czy też sam sobą przeslniasz sobie cały horyzont?
                                                    >
                                                    > Spójrz na to forum - jak swoimi uwagami zmonopolizowałeś dyskusję.

                                                    So what? Powyżej "monopolistą" jest kwieto.
                                                    Zresztą już i tak już chyba nikogo poza nami nie obchodzi, co się tu pisze.

                                                    > Zauważ ile dajesz (czy cokolwiek?) a ile otrzymujesz (np nieustanne
                                                    > zainteresowanie Kwieto) - jak można być z kimś kto pragnie takiej
                                                    > dysproporcji?

                                                    Hej, ja tu flame'uję, a nie zaspokajam jakieś potrzeby, oprzytomnij!

                                                    R.
                                                  • Gość: kropka nad j Re: Co poradzić na samotność? IP: *.chello.pl 29.05.04, 20:33
                                                    Skoro tak - to skąd tyle emocji, zwłaszcza ciekawe, czemu jesteś taki wsciekły?
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.crowley.pl 29.05.04, 20:55
                                                    Przeskocz na Usenet, tam zobaczysz emocje i wściekłość :)

                                                    My tu sobie bardzo spokojnie gadamy, naprawdę.

                                                    R.
                                                  • Gość: Kropka nad j Re: Co poradzić na samotność? IP: *.chello.pl 29.05.04, 21:08
                                                    jakbym Cię nie znała to bym uwierzyła :-)
                                                    Na tym kończę wobec tego
                                                    Papa
                                                  • Gość: robson Re: Co poradzić na samotność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.05.04, 23:56
                                                    A idź gdzie indziej dołki kopać, sabotażystko wredna! ;)

                                                    R.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka