Dodaj do ulubionych

"cnota" humoru

24.10.06, 10:01
Pysio niedawno przypomniała książkę ks. T. Dajczera "Rozważania
o wierze". Zerknęłam. Tak pobieżnie przeleciałam spis treści
i zatrzymałam się na rozdziale: "Cnota" humoru w służbie wiary.
I to jest to! smile

Fragmenty:

"Humor to "zabieg religijny", dzięki któremu potrafisz sobie powiedzieć: Patrz, jaki jesteś niedorzeczny, troszczysz się o byle głupstwo, masz tyle zmartwień, niszczysz swoje zdrowie, a przecież to wszystko jest jak proch, jak śmiecie i ostatecznie może okazać się bez wartości. Spróbuj popatrzeć na swoje życie w świetle wiary, spróbuj zażartować z siebie. To może być trudne, bo "cnota" humoru wymaga niekiedy heroizmu, ale ona ułatwi ci ustawienie we właściwych proporcjach tych dwu rzeczywistości: Boga i ciebie, a tym samym oczyści z egoizmu i wzmocni twoją wiarę. Pokaże ci z wielką ostrością, że w twoim życiu tak naprawdę ważny jest tylko Bóg. Dlatego nie rób z siebie centrum świata. Zobacz siebie takim małym ziarenkiem piasku - jak mówiła o sobie św. Teresa - takim małym "nic", o które naprawdę nie warto się tak zbytnio troszczyć, martwić i niepokoić. "Módl się Siostro - prosiła Święta - aby ziarnko piasku stało się atomem, wrażliwym jedynie na spojrzenie Jezusa!" (L. Ag. 8 I 1889)."

"Bóg jest nieskończonym miłosierdziem. Dawidowi przebaczył jego cudzołóstwo i morderstwo, przebaczył celnikowi, który był zdrajcą i chciwcem, przebaczył bandycie na krzyżu. Jest jednak coś takiego, co uniemożliwia Panu Bogu rozlanie swojego miłosierdzia i czego Pan Bóg nie może w tobie znieść - to twoja niczym nie zachwiana absolutna powaga, to, że czujesz się kimś ważnym. Wtedy Pan Bóg jakby rozkłada ręce. Twoje poczucie ważności jest dla Niego czymś śmiesznym, absurdalnym. "Śmieje się Ten, który mieszka w niebie" (Ps 2, 4). Gdy popatrzysz na siebie w świetle wiary, zobaczysz, że wszystkie twoje roszczenia do absolutnej powagi i uznania są naprawdę śmieszne.

Poczuciu własnej ważności przeciwstawia się w dużej mierze "cnota" humoru. Okazuje się ona bardzo potrzebna do tego, by wzrastała w nas wiara jako widzenie świata we właściwym świetle i we właściwych proporcjach. Humor to widzenie świata na osi absurdu i niedorzeczności."

A co Wy o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • pysio8 Re: "cnota" humoru 24.10.06, 18:03
      Ucieszyłam się Kasiu, że wyciągnęłaś fragment tej książki na światło dzienne
      naszego forum.
      Myślałam o tym, żeby zacytować inny - z pierwszych stron o TALENTACH.
      Choć oczywiście, jeśli kto zainteresowany sięgnie sobie do źródła.
      Nadal ustawiam siebie w centrum - im więcej przeciwności, tym więcej mnie surprised

      A książkę jeszcze czytamsmile powolutku smakuję i będę do niej powracać.
      Zachwyciłam się...
    • berek_76 Re: "cnota" humoru 24.10.06, 21:14
      Nie rozumiem kompletnie tego cytatu. jest absolutnie obcy mojemu pojmowaniu
      świata i nie dociera do mnie sad

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • kamilla14 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 10:23
      Dla mnie tez lekko zachwiane proporcje miedzy byciem waznym lub nie, albo po
      prostu zbyt zasadniczo napisane. ja wole jednak takie cytaty:
      Z dekalogu pogody ducha Jana XXIII:

      9."Dzisiaj tylko bede swiecie wierzyl - nawet gdyby okolicznosci swiadczyly o
      czyms przeciwnym - ze dobra Opatrznosc Boska zajmuje sie mna jakby na swiecie
      nie istnial nikt oprocz mnie."

      Owszem, nie jestesmy centrum swiata, blizej nam do tereskowego ziarnka piasku,
      ale za to takiego, o ktore troszczy sie sam Bog.
      Jak zwykle wymagana rownowaga i dobre rozeznanie - np. kiedy smutek jest tylko
      rozczulaniem, a kiedy przydaloby sie zastosowac "cnote humoru".
      Nie wyobrazam sobie, szczerze mowiac, np. beztroskiej i super usmiechnietej
      matki ciezko chorego dziecka. Sa sprawy, kiedy mamy prawo byc smutni, a
      cierpienie nie przekresla naszej dobrej relacji z Bogiem, czasem wrecz przeciwnie...

      Ale jesli mozna, to rzuccie tez fragmenty o talentach? Albo gdyby Pysiowi
      chcialo sie strescic?
      Pozdrawiam
      k
      • sion2 Talenty 25.10.06, 10:40
        Bóg oczekuje od nas patrzenia na wszystkie przeżywane przez nas sytuacje,
        zwłaszcza sytuacje trudne, oczyma wiary. W przypowieści o talentach Jezus
        przestrzega nas przed zamknięciem się na płynące z wiary Boże poznawanie i
        przed gnuśnością w wykorzystywaniu wszystkiego, czym Bóg nieustannie nas
        obdarowuje. Pan, zostawiając jednemu ze sług dziesięć talentów, drugiemu pięć,
        trzeciemu jeden i zobowiązując ich do pracy, dał im szansę. Słowo talent, które
        w czasach Chrystusa oznaczało pewną wartość pieniężną, teraz oznacza raczej
        wartość intelektualną. Mówimy, że ktoś jest utalentowanym muzykiem,
        matematykiem. Sens przypowieści o talentach jest jednak o wiele głębszy.
        Myślenie ewangeliczne jest jakby odwróceniem o 180 stopni naszego myślenia
        świeckiego, czysto ludzkiego. Tak również jest w przypadku przypowieści o
        talentach. Talent to dar i pewne tworzywo, a jednocześnie szansa. Chrystus,
        powierzając ci talent, obdarza cię zaufaniem i oczekuje, że go właściwie
        wykorzystasz. Jeżeli dał ci jakieś zdolności, to nie jest Mu obojętne, co z
        nimi zrobisz. Jeśli jednak nie otrzymałeś tych zdolności - to też talent.
        Talentem jest nie tylko otrzymanie czegoś, ale i brak czegoś. W świetle wiary
        talentem jest na przykład zdrowie, które masz, ale i to, że chorujesz, też jest
        talentem. Jezus w każdym przypadku stawia ci pytanie: co robisz z tym talentem?
        Zmarnować bowiem można zarówno zdrowie, jak - jeszcze bardziej - brak zdrowia.
        A przecież wszystko jest darem - talent to dar. Jesteś nieustannie przez Boga
        obdarowywany. Talentem na przykład jest to, że nie potrafisz się modlić, a ty
        uważasz, że to nieszczęście. Ważne jest, co robisz z tą nieumiejętnością
        modlenia się. Może zakopałeś ten talent i mówisz sobie: no to nie będę się
        modlił. A przecież z niego można tak wiele wykrzesać; nieumiejętność modlitwy
        powinna pogłębiać w tobie głód Boga, a tym samym stać się środkiem twojego
        uświęcenia. Podobnie gdy masz problemy domowe, kiedy rodzina jest skłócona - to
        też twój talent i dana ci od Boga szansa. Co z nim robisz? Jeżeli załamujesz
        się i zniechęcasz, to zakopujesz go w ziemi. Człowiek wiary nie może nie
        dostrzegać głębszego sensu własnych doświadczeń, przy czym już samo
        poszukiwanie sensu jest jakimś obracaniem talentem. Jeżeli przeżywasz lęk, np.
        boisz się cierpienia, śmierci, to też twoja szansa. Św. Teresa od Dzieciątka
        Jezus miała wielki wstręt do pająków. Kiedyś powiedziała o tym, jak bardzo
        musiała się przezwyciężać, aby omiatać z pajęczyny niszę pod schodami (zob.
        Żółty zeszyt, 80). To bardzo pomagało jej w drodze do Pana. Był to złożony w
        jej ręce talent, którym umiała obracać.

        Jeżeli pewne sytuacje wywołują u ciebie napięcia, to znaczy, że kryje się w
        nich jakby przysypany popiołem diament - twój talent. Co z nim robisz, jak go
        wykorzystujesz? Przecież wszystko ma służyć twojemu uświęceniu. W tym sensie
        wszystko jest łaską. Przygniatające cię cierpienie czy różne niesprzyjające
        okoliczności to cały kompleks talentów. My jednak często jesteśmy jak ślepi lub
        jak małe dzieci, które wielu rzeczy nie rozumieją. Dopiero kiedy staniemy przed
        Bogiem, wszystko zobaczymy i zrozumiemy. Poznamy to całe morze talentów, w
        którym byliśmy zanurzeni.

        Talenty dzielą się na mniej i bardziej cenne. Jeżeli ci coś wychodzi, udało ci
        się - to na pewno talent, ale jeśli ci nic nie wychodzi - to drogocenniejszy
        dar. Niepowodzenia to bezcenne skarby dane ci w życiu, właśnie niepowodzenia.
        Bóg kiedyś zapyta cię, tak jak ten ewangeliczny pan, który wrócił z podróży i
        zażądał rachunku od swoich sług, jak wykorzystałeś swoje życiowe porażki, które
        On dawał ci jako szansę, jako talent. Niekiedy jest ich tak wiele w twoim
        życiu - czy je wykorzystujesz?




        Przypowieść o talentach to ewangeliczne wezwanie do nawrócenia. Musisz zacząć
        inaczej patrzeć na swoje życie, musisz patrzeć na nie oczyma wiary. Dopiero
        wtedy dostrzeżesz to nieustanne Boże obdarowywanie cię, dostrzeżesz, że całe
        twoje życie jest jakby kompleksem ukrytych szans nieustannej wewnętrznej
        przemiany. Poznasz, że wszystko jest łaską. Bóg, udzielając ci łask trudnych,
        niekiedy jakby wciska ci swój dar do rąk, a ty bronisz się, nie chcesz go
        przyjąć. Tymczasem łaski trudne to najcenniejsze talenty twojego życia. Jest
        ich nieraz tak wiele, bo Bóg chce, abyś miał czym obracać.

        www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_00.html
        • kamilla14 Re: Talenty 26.10.06, 17:34
          Bardzo dziekuje, rozumiem, ze to tez z X. Dajczera?

          Bardzo ciekawe spojrzenie, wielce pozyteczne dla mojego beztalencia, musze to
          koniecznie przetrawic...
          I mam nadzieje na pociagniecie watku, zawsze wymyslacie tyle ciekawych wnioskow!
          Pozdrawiam
          K
          • aetas Re: Talenty 17.11.06, 19:37
            dla mnie wartościwoe wydaje sie wszystko, co pomaga nam spojrzec na siebie z
            dystansem, jeśli nazywa się cnota humoru (nie znałam tego wcześniej o maxima
            ignorantia mea!). Człowiek ma skłonność traktować wszystko, zwłaszcza siebie
            samego, śmiertelnie poważnie. A owa cnota humoru pomaga chyba jakoś tak stanąć
            z boku i dostrzec czasem niedorzeczność naszych poczynań, śmieszność sytuacji,
            etc.
            takie trochę "czymże ja jestem przed Twojem obliczem... prochem i niczem..." -
            tyle, że na wesoło...
            chyba... tak mi się wydaje... tak ja to czuję... a jak źle zrozumiałam, to
            fogiwmi smile
    • mader1 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 10:49
      Jakby nie zabarwione szczyptą krytycyzmu wobec samego siebie poczucie humoru -
      pewnie byśmy się wiele razy z mężem rozstawali.
      Spojrzenie na te same - okropne, nie do przeżycia, trudne sprawy z innej,
      weselszej strony ( " o tak, na Ciebie można w takich sytuacjach liczyć...", "
      O ! Było wiadomo, że po tych slowach zerwę się jak oparzona..", " Mogłem tego
      nie mówić, bo z góry wiadomo, że to słowo działa na Ciebie...", " Dobra, a co
      Ty na to, żebyśmy najpierw zjedli ?" id, itp) stawia je we właściwym im
      miejscu. Kropek, nie kamieni smile
    • warszawianka51 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 11:04
      Ja myślę, że w tych cytatach jest wiele treści, które można różnie rozumieć. Ja
      wyłapałam takie:
      - ludzie są za bardzo skoncentrowani na sobie; nie widzą właściwych proporcji
      między ich problemami a problemami całego świata (i nie chodzi mi tu o to, że
      matka chorego dziecka nie powinna się nim przejmować, bo na świecie umierają
      setki dzieci); myślę tu o dostawieniu swojej osoby na bok i przyglądaniu się
      życiu od strony obiektywnego obserwatora (coś takiego przydaje się bardzo w
      momencie konfliktu)
      - nie trzeba się przejmować wszystkim co nas w życiu spotyka - zostawmy pewne
      sprawy Bogu (ale nie w tym sensie, że nie będziemy pracować bo Bóg nas wyżywi);
      nie myślę tu o bierności w życiu ale o niezadręczaniu się sprawami, które od
      nas nie zależą
      - nie traktujmy wszystkiego śmiertelnie poważnie - co oznacza dla mnie pewien
      dystans do spraw które dzieją się tu i teraz (zwłaszcza do takiego typu
      problemów, o których po ich rozwiązaniu zapominamy); pomyślałam też w tym
      miejscu o kwestiach wiary... o tym, że niektórzy uważają, że wszystko co powie
      ksiądz jest święte, nie pamiętając, że jednak jest to człowiek, który również
      może zbłądzić - jeśli podejdziemy z humorem do spraw związanych z KK (ale "z
      humorem" nie oznacza "bez szacunku") to może mniej kłótni byłoby na innych
      forach poświęconych KK smile
      No to na tyle moich refleksji
    • aka21 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 11:37
      Poczuciu własnej ważności przeciwstawia się w dużej mierze "cnota" humoru. Okaz
      > uje się ona bardzo potrzebna do tego, by wzrastała w nas wiara jako widzenie
      św
      > iata we właściwym świetle i we właściwych proporcjach. Humor to widzenie
      świata
      > na osi absurdu i niedorzeczności."

      i jeszcze to:
      "Humor to "zabieg religijny", dzięki któremu potrafisz sobie powiedzieć: Patrz,
      > jaki jesteś niedorzeczny, troszczysz się o byle głupstwo, masz tyle zmartwień,
      > niszczysz swoje zdrowie, a przecież to wszystko jest jak proch, jak śmiecie i
      > ostatecznie może okazać się bez wartości. Spróbuj popatrzeć na swoje życie w
      św
      > ietle wiary, spróbuj zażartować z siebie.

      Właśnie Cnota humoru to zabieg religijny! Jest próbą spojrzenia na siebie
      (innych chyba też) w świetle wiary. To jest bardzo ważne, bo do tego potrzebne
      jest poczucie (bardzo mocne) własnej godności dziecka Bożego, umiłowania przez
      Boga, świadomość, ze skoro troszczy sie o lilie i ptaki to o mnie nie zapomni!,
      a więcej, że jestem dla Niego tak ważna jak nikt na świecie! I to dotyczy
      wszystkich ludzismile) To nie jest odrzucanie własnej wartości tylko własnej
      ważności!
      Cnotę humoru rozumiem chyba jako oderwanie się od trosk doczesnych,
      zdystansowanie do własnych słabości, i jest to bardzo cenne i budujące jak się
      udajesmile), ale z drugiej strony daję sobie prawo do wyrażenia tego co mnie boli,
      z czym trudno mi żyć, z czym trudno mi przyjąć w pełni tą godność dziecka
      Bożego i być radosną.

      Ostatnio doświadczamy takiej niesamowitej Bożej opieki. Zdystansowanie się do
      własnych słabości i bezsilności, a z drugiej strony oddanie się jako narzędzie
      Bogu i "robienie wszystkiego co się nam wydaje dobre" niesamowicie owocujesmile)
      Pewne "rzeczy" nie wychodzą, a w ich miejsce pojawiaja się nowe, często lepsze
      możliwości. To takie odnajdywanie po omacku woli Bogasmile) Dużo w tym wszystkim
      niepewności, ale jest wielka, naprawdę wielka radość i pokój, że jesteśmy w
      rękach Bogasmile I naprawdę, to niesamowicie umacnia i buduje naszą wiarę, a
      jednocześnie widzę wspaniałe tego owoce w naszym małżeństwiesmile) Może to
      szczypta "cnoty" humorusmile - Bożego teżsmile)
      Serdecznie pozdrawiam
      Agnieszka
      • sion2 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 12:18
        A ja cnote humoru rozumiem tak, ze to patrzenie na siebie z wlasciwej
        perspektywy, NA SIEBIE, to znaczy ze najczesciej nasze straszne zmartwienia ze
        sobą są tylko burzami w szklance wody, której wydaje sie ze jest oceanem smile.
        Cnota humoru przesuwa srodek ciezkosci na Boga ze mnie samej. Bo nam sie czesto
        wydaje ze wszystko od nas zalezy a jak nam ktos nacisnie na odcisk to "jak on
        mógł...". Niestety nie posiadam cnoty humoru.

        Przyklad: w czasie choroby doswiadczam troski, pamieci, opieki od wielu osob.
        Ale jest w moim zyciu ktos kto mnie dręczy, dzwoni co pare dni zeby mnie
        zdenerwowac, zeby po raz setny "ukłuc szpilką" i w tym wszystkim bryluje w
        absolutnym nieprzyjmowaniu do wiadomosci ze rozmawia z kims chorym i np. sklada
        propozycje zebym sie czyms zajela, jak mówie ze przeciez nie moge
        to "dlaczego???" i udaje glupa (doskanle wie ze jestem po ciezkiej operacji).
        ta osoba sprawila mi wiele przykrosci i mojej rodzinie takze, jest takim
        oscieniem, z ktorym sobie nie radze i najczesciej daje sie sprowokowac. I
        wlasnie gdybym nie uwazala sie za smiertelnie wazna osobę, potrafilabym kpiny
        tej osoby z np. mojej sytuacji, obrócic w żart, "odbic piłeczkę", rozesmiac
        sie. Ja natomiast denerwuje sie i oburzam w duchu jak mozna dzwonic do kogos
        parę dni po operacji i go denerwowac późnym wieczorem, "jaka ona jest
        nieludzka" "co za prymitywny człowiek" itd. Czyli uwazam siebie za kogos tak
        waznego ze nalezy sie ze mna obchodzic jak ze smierdzacym jajkiem bo... CHORA
        JESTEM (ojeju jeju). To wlasnie brak poczucia humoru wobec wlasnej osoby sad.
    • mama_kasia Re: "cnota" humoru 25.10.06, 13:19
      Bardzo przydaje mi się "cnota" humoru, o ile o niej pamiętam smile
      W drobnych sprawach, ale i w tych ważnych, najważniejszych.
      Choćby przed wakacjami, w naszej wspólnocie powstała burza w szklance
      wody. Niepotrzebnie. Moje poczucie humoru mówiło mi: nie warto, nie
      warto aż tak bardzo przejmować się, walczyć o swoje, udowadniać, zabiegać,
      aby mnie zrozumiano. Lepiej, dużo lepiej, jesli czuję się pokrzywdzona
      jest przebaczyć i iść dalej. Lepiej jest robić swoje, skupić się na
      dawaniu, na kochaniu, niż np. zabiegać o miłość, o akceptację.
      Nie byłam taka, i nie do końca taka ciągle jestem, ale już potrafię
      sobie momentami powiedzieć, że w końcu nie jestem taka ważna. I rzeczywiście
      to poczucie własnej małości, mam wrażenie, że wzrasta wtedy, gdy czuję
      jaka jestem ważna ...dla Boga. Bo ja mam poczucie własnej wartości
      (właśnie w oczach Boga). To, myślę, daje mi siłę, aby starać się być
      nieważną smile Mnie osobiście takie poczucie humoru bardzo, bardzo
      dużo daje. I jak je tracę, zaraz pojawia się ból, chęć, aby mnie
      zrozumiano, cierpienie, żal do ludzi... Nie macie pojęcia, jak ja się
      kiedyś martwiłam, że różne ważne sprawa dzieją się poza mną, że nikt
      mnie do siebie nie zaprasza, że ludzie umawiają się beze mnie.
      Strasznie to przeżywałam. Teraz dzieje się tak już tylko czasami wink))
      Chyba każdy lubi być doceniony i zauważony - taka skaza człowiecza...
      • aka21 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 13:45
        Teraz dzieje się tak już tylko czasami wink))
        Bo tylko czasami ludzie umawiaja się bez Ciebiewink)) - Mamo-Kasiu, ale ja tak
        przez sympatię, a nie ze złośliwoścismile

        A tak na poważniesmile To ja w tym docenianiu i zauwazaniu nie widzę nic złego, a
        raczej dobro. Tylko pod jednym warunkiem, że to co się robi, nie robi się dla
        tego zauważenia i docenienia, ale dla Boga (bliźnich). To takie doczesne
        wsparcie przez braci, utwierdzenie, ze jest się potrzebnym. To taka zapłata za
        pracęsmile

        Ja właśnie ciągle "boję się" by nie wpaść w taki aktywizm we Wspólnocie, by nie
        robić po swojemu, dla własnej chwały, by być zauwazonym i docenionym, ale po
        Bożemu i dla Boga! Na szczęście On umie sobie radzić z naszymi słabościami i
        czasem sprowadza na właściwe ścieżki zagalopowaną duszęwink, a dobre słowo
        usłyszane od braci często dodaje skrzydeł i to tak pozytywnie, pozwala zobaczyć
        w tym wszystkim działanie Bogasmile
    • berek_76 Re: "cnota" humoru 25.10.06, 20:53
      A do mnie nadal nie trafia przytoczony tu tekst. Potrzebę "cnoty humoru" jak
      najbardziej rozumiem - rozumiem potrzebę dystansu do drobnych spraw, do siebie
      samego, do problemów codzienności. Rozumiem potrzebę spojrzenia na siebie z
      perspektywy części większej całości a nie pepka świata.

      Ale dla mnie "Cnota humoru" jakoś zawiera w sobie wydźwięk pozytywny. Myślę, że
      powinnam umiec spojrzec na swoje problemy w taki sposób, jak patrzę na przejęcie
      mojej córki otrzymaną naklejką albo rozpacz z powodu pogniecionej kartki - z
      rozbawieniem, ale nie z lekceważeniem.

      A dla mnie cytowany tekst jest właśnie jakos tak... nieprzyjazny.
      "...a przecież to wszystko jest jak proch, jak śmiecie i ostatecznie może okazać
      się bez wartości..."
      "Zobacz siebie takim małym ziarenkiem piasku - jak mówiła o sobie św. Teresa -
      takim małym "nic", o które naprawdę nie warto się tak zbytnio troszczyć, martwić
      i niepokoić"
      "Jest jednak coś takiego, co uniemożliwia Panu Bogu rozlanie swojego
      miłosierdzia i czego Pan Bóg nie może w tobie znieść - to twoja niczym nie
      zachwiana absolutna powaga, to, że czujesz się kimś ważnym. "

      Ja tego nie umiem tak widziec. Mam poczucie bycia kimś ważnym - nie dla siebie,
      dla Boga. Nie wierzę, że moje "śmieszne" - w kontekście Bożych planów -
      zachowania uniemożliwiają Bogu miłosierdzie. Nie wierzę, że nie może tego
      znieśc. Wierzę, że raczej patrzy na to z pobłażliwym uśmiechem.

      Nie, nie rozumiem tego tekstu. Nie widzę w nim Boga, którego czuję wokół siebie.
      Dla mnie z tego tekstu wygląda Bóg, który podrwiwa sobie z człowieka.


      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • mader1 Re: "cnota" humoru 17.11.07, 23:45
      ciekawe czy coś nowego nam się skojarzy...
    • isma Re: "cnota" humoru 16.11.08, 22:18
      Humor wink)).
      Jest takie podobnie brzmiace (i nie tylko wink)) lacinskie slowo "humilitas" -
      pokora. Pokora, polegajaca na umiejetnosci przyznania sie - przed soba samym,
      przed innymi - jaki naprawde jestem.

      To jest ogromny talent, umiec sie smiac z samego siebie. Pozwolic innym, zeby
      nas zobaczyli w smiesznej sytuacji.
      Bardzo lubie ten rodzaj poczucia humoru, i ludzi nim obdarzonych wink)).
      • mmb Re: "cnota" humoru 18.11.08, 09:39
        Dziękuję Ci za twój wpis, bardzo go potrzebowałam smile
        Dzięki!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka