iwan_w
17.05.04, 10:58
Wyizolowaną z otoczenia przestrzenią, zamkniętą w bryle z desek, cegieł,
betonu? Prostą geometrią czterech ścian i dachu?
Tylko i aż tyle, by móc przed progiem, po zewnętrznej stronie drzwi,
pozostawić chłód, mrok i ludzi? Deszcz ściekający z parasola?
Dlaczego zatem Apollinaire powiada, że nie ma prawdziwego domu bez kobiety,
kota i ogniska?
Czy to oznacza, że samotni nie mają swego domu? A ognisko, czym jest?
Po co nam więc dom? Jakie naprawdę potrzeby zaspokaja?
Czy ciasną przestrzeń, punkt wtłoczony w rozległy popiel betonowego muru o
wysokości trzydziestu i długości dwustu metrów, też nazwiemy domem? Widok z
okna na kolejną ścianę z betonu i zamkniętych w niej ludzi. Widok na linię
tramwajową, warsztaty samochodowe i opuszczoną przestrzeń pomiędzy blokami,
bez placu zabaw dla dzieci, bez drzew. Tylko pojedyncze kępy suchych traw.
Wszędzie graffiti, hwdp.
Czy raczej ogród wokół domu, stromy dach, wysoki komin, widok z okna na
drzewo i ptaki?
Chodzi więc o portfel? Im grubszy, tym dom prawdziwszy?
A może wcale nie chodzi o ściany, które nas chronią, ale pewną przestrzeń o
umownie wytyczonych granicach: dzielnica, miasto, kraj, świat?
Dom możemy mieć jeden czy wiele jednocześnie? Łatwo jest go zmienić? Ile
można ich mieć na przestrzeni lat, które nam ktoś odlicza? Jeden po drugim,
wraz z zawarciem notarialnej umowy kupna lokalu mieszkalnego? Ile razy
utracić? I tylko w razie eksmisji?