Dodaj do ulubionych

Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia?

02.03.02, 02:21
ciekaw jestem bardzo a bardzo, jak Forumowicze to rozumieja!
Obserwuj wątek
    • Gość: Wandzia Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: 213.77.44.* 02.03.02, 02:27
      malek1 napisał(a):

      > ciekaw jestem bardzo a bardzo, jak Forumowicze to rozumieja!

      może odwracając : nie mam poczucia bezsensu
      • malek1 Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 02.03.02, 02:28
        Ale co to Wandziu konkretnie znaczy?
    • Gość: Pastwa Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: 172.17.15.* 02.03.02, 02:31
      Gdy podczas wykonywania danych czynności życiowych nie zastanawiam się nad
      wysuniętym prze Ciebie tematem oznacza to, że nie mam poczucia bezsensu
      życia:)))


      Ps. równie dobrze może się trafić ktoś dla kogo sensem życia jest granie w
      szachy.Najważniejsze to robić wszystko z pasją.
      • malek1 Do Pastwy 02.03.02, 02:34
        A spotkales kogos, kto by twierdzil mam poczucie sensu zycia bo gram w szachy?
        (albo podobne). Ja nie! Wiec o co moze chodzic - pytam z czystej ciekawosci!
        • Gość: Pastwa Re: Do Pastwy i z powrotem... IP: 172.17.15.* 02.03.02, 02:43
          W naszej(człowieka żyjącego) sytuacji duży sens ma to, co sprawia nam ciągle
          przyjemność i pozwala zapomnieć o tym pytaniu.
          Znam wielu szachistów, którzy "poświęcili" swe życie dla tej dyscypliny i nie
          ma w tym nic a nic dziwnego jest w tym nawet bardzo dużo sensu.
          • malek1 Re: Do Pastwy i z powrotem... 02.03.02, 02:48
            A ja mysle, ze granie z pasja w szachy bylo moze dla tych ludzi procentem od
            sensu zycia, go gdyby go nie mieli to nie potrafiliby poswiecic sie z taka
            pasja tak dosc bezinteresownej czynnosci. Co?
            P.S Wyslalem odpowiedz o psychologii religii. Czekam i sie niecierpliwie.
            Odpowiem dzisiaj (!!) pozniej. DObranoc.
            • Gość: Pastwa Re: Do Pastwy i z powrotem... IP: 172.17.15.* 02.03.02, 03:00
              Z sensem w życiu to jest taki problem że czasami rzecz "banalna" daje nam
              więcej chęci by dalej żyć od najbardziej wyszukanej duchowo czynności.
              Poświęcenie się bezgraniczne jakieś czynnośći często wynika właśnie z
              wcześniejszego braku poczuci sensu w życiu.

              Ps. Dialog na wyjściowy temat ma ten minus(plus)że odpowiedzi są bardzo
              subiektywne i nie ma sensu próbować ich udowadniać i uogólniać.

              Ja też udaję się teraz na spoczynek....aaaaaaa!
          • Gość: maly.k Sens zycia w szachach? IP: *.sympatico.ca 02.03.02, 05:27
            Czy w grze samej w sobie, czy raczej w zwyciezaniu? To drugie jest takie
            pociagajace, nieprawdaz?

            mk.
            • szary_ptak Re: Sens zycia w szachach? 02.03.02, 12:31
              Gość portalu: maly.k napisał(a):

              > Czy w grze samej w sobie, czy raczej w zwyciezaniu? To drugie jest takie
              > pociagajace, nieprawdaz?

              Spotkałam się kiedyś z metaforą, że życie to gra w szachy: po jednej stronie
              człowiek - po drugiej Bóg...

              B.

      • Gość: stokrot Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.02, 07:22
        Gość portalu: Pastwa napisał(a):

        > Gdy podczas wykonywania danych czynności życiowych nie zastanawiam się nad
        > wysuniętym prze Ciebie tematem oznacza to, że nie mam poczucia bezsensu
        > życia:)))
        >
        >
        > Ps. równie dobrze może się trafić ktoś dla kogo sensem życia jest granie w
        > szachy.Najważniejsze to robić wszystko z pasją.

        ... albo z Pastwą .

        :)))
    • dalla Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 02.03.02, 02:37
      Tego wlasnie nie rozumiem, bo dla mnie zycie nie ma sensu. Jaki jest jego cel?
      I po co mamy rozum? Tylko komplikuje wszystko. Gdybysmy nie potrafili myslec,
      to jakie wszystko byloby prostsze.

      A to wszystko, co moze byc sensem zycia dla innych: milosc, rodzina, przyjazn,
      nauka, pieniadze, wartosci i rzeczy - umrze razem z nami, wiec po co o to
      walczyc?
      • malek1 Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 02.03.02, 02:40
        Cos w tym jest ale przeciez nie jestesmy w zyciu sami. Mysle, ze sens zycia
        odnosi sie pierwotnie jakos do wspolnoty (celow, losu, marzen itp).
        A to, ze krowki maja sie lepiej od nas (bo nie wiedza jak bardzo mozna
        cierpiec) to chyba dosc powszychny znak zmeczenia zyciem. Co?
      • malwinamalwina Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 04.03.02, 11:41
        masz racje, zycie nie ma sensu !
        oprocz usmiechu ktory ci przesylam, kilku szczesliwych momentow, sloneczka, sympatii kilku osob, nie
        ma nic ! i ten usmiech nawet gdyby byl jednym jedynym wystarczy zeby nadac mu wartosc.
        Niesmiertelnosc nie oznacza sens ! olejmy marzenia o niesmiertelnosci ! (i tak nie ma innego wyjscia
        ;-)))
    • janusz_b Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 02.03.02, 11:21
      halo do wszystkich,
      mam poczucie sensu zycia bo:
      1. nie wierze w przeznaczenie, wyzsze sily itp. kierujace nasza droga i naszym
      zyciem. Ergo: nie pozwole nikomu (dopoki mi sil i zdrowia starczy) odebrac
      sobie mozliwosci samemu decydowania o wlasnym zyciu i jego ksztaltowania wg.
      moich przekonan i na miare moich marzen i celow.
      2. jezeli wiem, ze moje zycie zalezy ode mnie to jest moim obowiazkiem, aby
      je tak ksztaltowac, aby nie szkodzic innym i o ile to mozliwe przyczyniac sie
      do jego poprawy w miare moich mozliwosci (intelektualnych, wyksztalcenia itp.)
      3. Wniosek: zycie z sensem to dzialanie dla pozytywnego rozwoju nas samych
      i naszego otoczenia, nawet w tym waskim zakresie jaki jest nam dany przez
      nasze spoleczne usytuowanie, miejsce zycia, zdolnosci, mozliwosci itp.
      pozdrawiam
      Janusz
      • malek1 Do Janusza i nie tylko 02.03.02, 11:52
        Dzieki za odpowiedz. Ciekawa.
        Mam tylko wrazenie, ze w punkcie 1. bronisz sie przed napastnikami, ktorzy
        chca Twoje sprawy w swoje rece przejac. Kto to moze byc?
        Pozd-M.
        • janusz_b Re: Do Janusza i nie tylko 02.03.02, 11:58
          malek1 napisał(a):

          > Dzieki za odpowiedz. Ciekawa.
          > Mam tylko wrazenie, ze w punkcie 1. bronisz sie przed napastnikami, ktorzy
          > chca Twoje sprawy w swoje rece przejac. Kto to moze byc?
          > Pozd-M.

          cale mnostwo osob:
          - kosciol co mnie chce koniecznie nawrocic na "wlasciwa" droge zycia
          - rodzina i znajomi co chca abym sie wreszcie "ustatkowal" i
          prowadzil "przyzwoite" i "spokojne" zycie
          - rozni moralisci i apostoly zycia spolecznego ktorzy uwazaja ze mezczyzna po
          czterdziestce nie powinien czodzic w jeansach i jezdzic na rolkach..
          - znajome kobiety, ktore uwazaja ze.......
          itp., itd.,,
          pozdrawiam
          janusz

    • szary_ptak Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 02.03.02, 12:18

      To może...tak:

      Każdy człowiek jest częścią wszechświata. Pytanie o sens życia jest pytaniem o
      sens wszechświata. Albo uzna się, wszechświat jest bez sensu - i wtedy życie
      każdego człowieka jest bez sensu, albo przyjmie się, że wszechświat ma sens -
      i wtedy życie każdego człowieka ma sens.
      Ponieważ na pytanie "PO CO"? nie można znaleźć odpowiedzi rozumowej - pozostaje
      wiara. W co kto wierzy - jego wybór.

      B.






      • malek1 Do Ptaszka raz jeszcze 02.03.02, 20:41

        > Każdy człowiek jest częścią wszechświata. Pytanie o sens życia jest pytaniem o
        > sens wszechświata. Albo uzna się, wszechświat jest bez sensu - i wtedy życie
        > każdego człowieka jest bez sensu, albo przyjmie się, że wszechświat ma sens -
        > i wtedy życie każdego człowieka ma sens.
        > Ponieważ na pytanie "PO CO"? nie można znaleźć odpowiedzi rozumowej - pozostaje
        >
        > wiara. W co kto wierzy - jego wybór.
        > B.
        Zgadzam sie, ze pytania zasadnicze (skad sie wziolem? dokad zmierzam? czy jest
        wiele drog, ktorymi w wolnosci moge trafic do celu?) w sensem zycia maja wiele
        wspolnego. Ale znam ludzi, ktorzy zasadniczo odpowiedzi na te pytania znaja i
        czuja, ze zyja w pustce, "pedza" zycie... Bo sens zycia trzeba chyba odkrywac
        tez w rzeczach malutkich. Doswiadczam tego czesto, kiedy uda mi sie mojego b.
        depresyjnego znajomego doprowadzic do smiechu. Cudo jedno!!!
        >
        >
        >
        >
        >

    • Gość: asia Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: *.cache.ed.ac.uk / 10.8.0.* / *.cache.ed.ac.uk 02.03.02, 13:59
      malek1 napisał(a):

      > ciekaw jestem bardzo a bardzo, jak Forumowicze to rozumieja

      bardzo ciekawe pytanie.... wiedziec, ze zycie ma sens, ze kazde istnienie jest
      wartoscia i kazdy czlowiek jest czastka wszechswiata ktory gdzies zmierza to
      jedno...
      a indywidualne poczucie sensu zycia to drugie...
      czasami czlowiek wstaje rano, badz wieczorem kladzie sie spac i za cholere nie
      czuje sensu zycia:)))
    • Gość: Mikey Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.02, 15:14
      dla mnie sens życia to jak sens zdania
      zdanie ma sens, gdy poszczególne słowa są powiązane w logiczny sposób, aby
      razem wyrazić jakąś myśl
      poczucie sensu życia to, według mnie, poczucie, że życie jest czemuś
      podporządkowane, że od mojego życia coś zależy, że wszystkie jego elementy są
      koherentnie ułożone w jedną całość, która jest wyrazem czegoś większego,
      ważniejszego
      ja np. nie widzę sensu życia i naprawdę wątpię, abym mógł je znaleźć
      mimo to, mam powody, dla których żyję: przyjemność z życia, ciekawość tego, co
      się zdarzy itp.
      one jednak nie tworzą sensu życia, któy, moim zdaniem, może być osiągalny tylko
      dla wyznawców jakiejś religii
      • malek1 Do Szarej ptasznicy 02.03.02, 20:33
        mysle, ze gra sie w szachy bo ta gra jest pasjonujaca (wygranie wzmacnia
        motywacje, ale nie gra sie wylacznie dlatego, aby wygrac - zdaje mie sie).
        Podobnie chyba jest z sensem zycia: przyjmnosci, szczescie, wartosci w zyciu
        sa wazne. Ale nie zyje sie dla nich. Zyje sie dla kogos. A trzy sprawy czynia
        zwiazki ciekawszymi).
        Zdrowka- M.
        • malek1 Re: Do Janusza Be, ktory jest Fa 02.03.02, 20:37
          A czy nie wydaje ci sie, ze te trudnosci i naciski daja do myslenia? Czy mozna
          miec sens zycia przeciw innym, obok innych... Tu oczywiscie pojawia sie
          pytanie o wolnosc (bardzo niepsychologiczne). Ale mysle, ze w sens zycia
          wpisana jest wolnosc. Tylko czlowiek wolny glebiej sens zycia przezywa (nie
          znaczy to, ze notorycznie i obsesyjnie)- to znaczy potrafi sie zyciem cieszyc
          bezinteresownie. overek.
          • janusz_b Re: Do Janusza Be, ktory jest Fa 02.03.02, 20:56
            malek1 napisał(a):

            > A czy nie wydaje ci sie, ze te trudnosci i naciski daja do myslenia? Czy mozna
            > miec sens zycia przeciw innym, obok innych... Tu oczywiscie pojawia sie
            > pytanie o wolnosc (bardzo niepsychologiczne). Ale mysle, ze w sens zycia
            > wpisana jest wolnosc. Tylko czlowiek wolny glebiej sens zycia przezywa (nie
            > znaczy to, ze notorycznie i obsesyjnie)- to znaczy potrafi sie zyciem cieszyc
            > bezinteresownie. overek.
            *************************************
            Halo Malek, nie wiem co prawda co to jest Fa.. ale sprobuje Ci wylozyc moj
            punkt widzenia bo byc moze nie wynikalo to z mojego postu..
            Otoz oprocz zdrowia (co jest trywialnoscia i niezbednoscia) najwazniejsza
            sprawa w moim zyciu jest WOLNOSC. Fizyczna i psychiczna..
            Oczywiscie kocham moich bliskich, rodzine i przyjaciol, ale gdyby oni
            wszyscy jutro umarli, to bym rozpaczal, byc moze strasznie, ale bym MOGL zyc
            dalej. Gdyby mi zabrano wolnosc nieodwracalnie albo gdybym oslepl to jak tylko
            bym mogl popelnil bym samobojstwo- tylko mi nie mow ze to sie tak tylko mowi bo
            ja wiem co mowie i wiem co robie. Mozna by powiedziec ze bez wolnosci nie ma
            dla mnie sensu zycia, bo nie ma zycia. I tej wolnosci nie pozwole sobie nikomu
            zabrac i nikomu sie do tej pory to nie udalo..
            Mam nadzieje ze Ci przyblizylem moj (byc moze extremalny) punkt widzenia
            pozdrawiam
            janusz
            • malek1 Re: Do Janusza Fajnego 02.03.02, 21:02
              Fa juz wyjanilem.
              A jak wolnosc rozumiesz? Co jest w niej najistotniejsze? Mysle, ze masz raczej
              na mysli "wolnosc od".
              Co do samobojstwa - zgadzam sie. Ale jest taka cudowna mysl Ciorana (chaba tak
              sie pisze - Rumun mieszkal we Francji), ktory napisal kiedys: "Na samobojstwo
              jest zawsze za pozno". Dla mnie genialne.
              Twojego punktu widzenia nie oceniam jako ekstremalnego.
              overek
              > Halo Malek, nie wiem co prawda co to jest Fa.. ale sprobuje Ci wylozyc moj
              > punkt widzenia bo byc moze nie wynikalo to z mojego postu..
              > Otoz oprocz zdrowia (co jest trywialnoscia i niezbednoscia) najwazniejsza
              > sprawa w moim zyciu jest WOLNOSC. Fizyczna i psychiczna..
              > Oczywiscie kocham moich bliskich, rodzine i przyjaciol, ale gdyby oni
              > wszyscy jutro umarli, to bym rozpaczal, byc moze strasznie, ale bym MOGL zyc
              > dalej. Gdyby mi zabrano wolnosc nieodwracalnie albo gdybym oslepl to jak tylko
              > bym mogl popelnil bym samobojstwo- tylko mi nie mow ze to sie tak tylko mowi bo
              > ja wiem co mowie i wiem co robie. Mozna by powiedziec ze bez wolnosci nie ma
              > dla mnie sensu zycia, bo nie ma zycia. I tej wolnosci nie pozwole sobie nikomu
              > zabrac i nikomu sie do tej pory to nie udalo..
              > Mam nadzieje ze Ci przyblizylem moj (byc moze extremalny) punkt widzenia
              > pozdrawiam
              > janusz

              • janusz_b prowokujesz malek 02.03.02, 21:15
                malek1 napisał(a):


                > A jak wolnosc rozumiesz? Co jest w niej najistotniejsze? Mysle, ze masz raczej
                > na mysli "wolnosc od".
                ***************************************
                nie definiuje wolnosci ani "od" ani "do" . Ani "od" bo od spraw i decyzji ktore
                przynosza zycie a sa konieczne z reguly sie nie "migam" - np. prowadze wlasna
                firme i musze podejmowac decyzje mogace miec duze i powazne konsekwencje zarowno
                finansowe jak i spoleczne, mam rodzine, zegluje po morzu czesto z bardzo mlodymi
                i niedoswiadczonymi zalogantami za ktorych zycie odpowiadam itp..
                Ani "do" bo sie z reguly o ta wolnosc nikogo nie prosze. Jezeli uznam ze MOGE ja
                miec (patrz ograniczenia powyzej) to ja sobie biore i basta, bez ogladania sie na
                tych innych co mi tego nie zycza.
                Odpowiadam za to co robie, a nie za to co sobie ludzie o mnie mysla
                pozdrawiam
                janusz

      • malek1 Do Mikey 02.03.02, 20:44
        Czy mozesz rozwinac ostatnie zdanie (o religii)? Dlaczego?
        • Gość: Mikey Re: Do Mikey IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.02, 01:48
          malek1 napisał(a):

          > Czy mozesz rozwinac ostatnie zdanie (o religii)? Dlaczego?

          chodziło mi o to, że tylko religia nadaje życiu sens
          dlaczego? dlatego, że tylko religia mówi nam, ze jest coś więcej niż to obecne
          życie i że nasze życie ma jakiś wpływ na cokolwiek...
          znasz jeszcze coś takiego?
    • Gość: kasia28 Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: *.atol.com.pl 02.03.02, 20:41
      Samo w sobie nie ma wielkiego sensu oprócz rozmnażania się. A sens życia
      jednostki? Ja odczuwam sens mojego życia wtedy, gdy nie żałuję niczego czego
      dokonałam i przezyłam.
      • malek1 Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 02.03.02, 20:43
        Gość portalu: kasia28 napisał(a):

        > Samo w sobie nie ma wielkiego sensu oprócz rozmnażania się. A sens życia
        > jednostki? Ja odczuwam sens mojego życia wtedy, gdy nie żałuję niczego czego
        > dokonałam i przezyłam.
        Zazdroszcze ;))) Ja zaluje wielu rzeczy w zyciu! Oj tak!

        • malek1 Raczej nie prowokuje Janusz 02.03.02, 21:22
          mysle tylko, ze rzeczywíscie o rozumieniu naszej wolnosci mowi nasze zycie
          (decyzje, uniki, marzenia, WIERNOSC). Zdaje mi sie, ze nie wszystko od nas
          zalezy (jezyk ojczysty, geny, ograniczenia, wyglad), stad wolnosc "od" jest
          niedojrzala, choc konieczna, by sie rozwinac.
          P.S. Podziwiam twoje plywanie. Oprocz latania to chyba najlepsza metafora
          wolnosci (choc psychoanalitycy mowia: takze naryczmu. Ale oni w archeologow
          sie bawia, a tu kwiaty na lakach. Ech wiosna...
          • janusz_b narcyzm ha.. ha.. ha.. 02.03.02, 21:31
            malek1 napisał(a):

            > P.S. Podziwiam twoje plywanie. Oprocz latania to chyba najlepsza metafora
            > wolnosci (choc psychoanalitycy mowia: takze naryczmu. Ale oni w archeologow
            > sie bawia, a tu kwiaty na lakach. Ech wiosna...

            Obrazek z morza: rejs powrotny z pln. Norwegii do Niemiec, po dwoch dobach
            zlej pogody (nie sztorm) z 6.Bft. z 6 osob zalogi 4 lezy zarzyg... i na pol zywe
            pod pokladem. Staramy sie z kumplem przez 2 dni i 2 noce bez snu (no powiedzmy
            max. po 20 min. na raz) dozeglowac pod ten cholerny wiatr do najblizszego portu
            (zegluje tylko z malym silnikiem pomocniczym) Zapewniam Cie, ze nie chcialbym
            sie wowczas podziwiac w lustrze , a piekny jestem, piekny...
            pozdrawiam
            janusz
            • malek1 Re: narcyzm ha.. ha.. ha.. 02.03.02, 21:33
              Zgadzam sie, ale to tylko metafora.
              A wolnosc jak Tischnerek pisali, moze byc tez lokropnym niszczynsciym, ni?
              • janusz_b Re: narcyzm ha.. ha.. ha.. 02.03.02, 21:35
                malek1 napisał(a):

                > Zgadzam sie, ale to tylko metafora.
                > A wolnosc jak Tischnerek pisali, moze byc tez lokropnym niszczynsciym, ni?

                ****************************
                tylko dla tych co sie jej boja,
                a jak wiadomo indianie nie boja sie niczego.....
                pozdrawiam
                janusz

                • Gość: Słońce Re: kiedy żyję... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.02, 23:05
                  Mam poczucie sensu, gdy wiem, że coś robię dobrze - to znaczy w moim mniemaniu.
                  Mam takie uczucie, gdy widzę piękne niebo i ptaki świergolą mi nad uchem. Kiedy
                  czytam i kiedy marzę i wtedy, gdy podróżuję, to jest główny sens mego życia.
                  Bardzo kocham żyć.
                  pzdr
                  • Gość: Renka Re: sens zycia IP: *.home.cgocable.net 03.03.02, 05:13
                    Prawda i sprawiedliwosc to wartosci , ktore nadaja sens mojemu zyciu. Tam ,
                    gdzie jest obluda, oszustwo i zaklamanie , tam ja sie wtracam ze swoja
                    szokujaca zazwyczaj opinia.Wiem, ze przez milczenie zyskalabym wiele, ale nie
                    potrafie milczec, tylko draze w poszukiwaniu prawdy i szukam sprawiedliwosci,
                    ktorej podobno nie ma. Przynajmniej na to wyglada. A prawda, jest taka , jaka
                    wiekszosc przyjmie za prawde. Wyglada na to, ze w zwiazku z tym moje zycie nie
                    ma sensu, bo jest ciaglym poszukiwaniem. Inni juz dawno odkryli to, czego ja
                    uparcie szukam.
                    Tak z drugiej strony biorac, gdybym sie tak uniosla wysoko w kosmos i stala
                    jednym z obiektow ogladajacych ziemie specjalna luneta, zauwazylabym, ze w
                    ciagu jednej sekundy ludzie umieraja i rodza sie nastepni, chmury przewalaja
                    sie nad oceanami, jednoczesnie ktos sie zeni, a inny lezy w trumnie..Tak w
                    ogole nikogo to , poza najblizszymi nie obchodzi.Czy ktos przezyl swoje zycie w
                    jednym miescie , pracujac 40 lat dla jednego zakladu,na tym samym stanowisku;
                    czy zjezdzil caly swiat i siedzi teraz wpatrzony w ekran, ogladajac tony kaset
                    video nakreconych podczas jego podrozy..To nadawalo sens jego zyciu, ale czy
                    tak naprawde ma jakies znaczenie dla zycia na ziemi, dla kosmosu, dla
                    wszechswiata?
                    • szary_ptak Re: sens zycia 03.03.02, 09:01

                      Z tej perspektywy: nawet lisć spadający z trzewa ma sens - i bez niego
                      wszechświat byłby uboższy...

                      A wiesz, jak już wszystko wydaje mi się być za ciężkie, to tak właśnie robię:
                      patrzę na świat z kosmosu, i zmniejszają się ludzie, problemy, skraca czas...:-))

                      B.
                    • Gość: Pastwa Re: sens zycia(Renko) IP: 172.17.15.* 03.03.02, 14:52
                      Gość portalu: Renka napisała:

                      > Wiem, ze przez milczenie zyskalabym wiele, ale nie
                      > potrafie milczec, tylko draze w poszukiwaniu prawdy i szukam sprawiedliwosci,
                      > ktorej podobno nie ma.

                      U mnie Renko milczeniem nic byś nie zyskała już nie mówiąc o sympatii:))))))
        • kasia28 Re: do malek1 04.03.02, 10:53
          Ja czasami też i wtedy mam straszny dóóóół. Ale po pierwsze zawsze zanim coś
          zrobię myślę tez o tym, czy nie będe tego żałowała. Po drugie mam niesłychaną
          intuicję i wiem co i kiedy należy zrobić, czuję to. Zawsze gdy jej zaufam,
          robię dobrze i potem niczego nie żałuję. Poza tym chodzi tu chyba o ważne
          rzeczy, a nie typu: żałuję, ze nie kupiłam czerwonej sukienki tylko żółtą.
          Takich "żalów" mogłoby się znalęźć trochę:) A z waznych rzeczy nie żałuję
          zadnej i żadnej decyzji, która podjęłam. Życzę Ci tego samego!:))
          Zresztą staram się nie rozmyślać nad tym, co było, co zrobiłam. Było, minęło i
          tak nic nie zmienię. Owszem takie myśli przychodza, ale zastanawiam się wtedy
          nad tym co mogłam wtedy zrobić, czy na pewno mogłam zrobić inaczej i czy dziś
          mogę coś zmienić. Jeśli nie mogę to "odganiam" je daleko precz. Jeśli tak
          próbuję to zmienić.

          Pozdrawiam i życzę powodzenia w odganianiu "żalów":)
    • debe Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 04.03.02, 07:50
      malek1 napisal/a
      >ciekaw jestem bardzo a bardzo, jak Forumowicze to rozumieja!

      Moze tak: Ludzie, ktorzy potrafia sie cieszyc wraz z nami, z najdrobniejszych
      sukcesikow nawet; ktorzy "sa" kiedy ich potrzebujemy; placza, gdy my placzemy;
      ktorych cenimy. Fakt, ze mozemy byc takimi dla innych. Ze posiadamy ciekawosc,
      tego co bylo, jest i dlaczego... Ze potrafimy cieszyc sie z tysiaca
      drobiazgow; ze wnosimy cos do zycia innych a oni do naszego. Ze ciagle
      probujemy zrozumiec ten bezsensowny swiat..
      Probujemy... czy to nie jest wazne? Czyz to malo???
      I jesli nawet caly wszechswiat nie ma sensu, to coz z tego? My przeciez tutaj
      jestesmy, dlaczego wiec nie wykorzystac tego najlepiej jak umiemy...

      Pamietacie, taka prosta piosneczke:
      ..Nie o to chodzi by zlapac kroliczka, ale by gonic go...

      Wszystkim pieknego dnia zycze (ach, kochany poniedzialek).
      D.B.
      • malek1 Do Debe 04.03.02, 22:39
        Ciekawe to co piszesz. Mysle podobnie: na odczucie sensu zycia skladaja sie
        sprawy wielkie i male, takie, nad ktorym rozmysla sie czesto i te, o ktorych
        szczesciu dowiadujemy sie przypadkowo. Jedne z drugimi polaczyc: to ci dopiero
        sztuka.
        Pozrd
        • debe Do Malek1 i Asi 05.03.02, 18:22
          Do Malek1:
          Pozwol, ze dodam tu maly cytat, gdzies ostatnio przeczytany, krotki i celny:
          "...Jedne z drugimi polaczyc: to ci dopiero sztuka."
          nic dodac nic ujac


          Do Asi:
          "a nie zdarza ci sie watpic we wszystko?"

          bardzo czesto!!!
          ale, przynamniej dla mnie, zwatpienie jest czescia naszego zycia. Moze jest to
          sposob odreagowania mejego mozdzka to wszystko to, czego nie moze zrozumiec,
          czego nigdy nie zrozumie, co sie mu nie udaje, chociaz probuje, jak i na to, ze
          jego cialo wstalo sobie lewa noga a co z tego wynika co wszyscy wiemy...
          Blahostki i rzeczy duze; dni dobre, gorsze i te bardzo zle; bol i radosc -
          skladaja sie na nasze zycie. Oczywiscie te zle dni i bol musza jakos owocowac,
          i zapewne owocuja zwatpieniem wlasnie. Ale gdyby zlota rybko mogla je z naszego
          zycia zabrac, to czy bysmy chcieli?
          Mam dni, w ktorych po prostu chcialabym zasnac, i sie nie obudzic, ale,
          przynajmniej do tej pory, nastepuja po nich takie, w ktorych z radoscia
          wyskakuje z lozka i ciesze sie, ze tu jestem. Bo kocham moje marne zycie, mimo,
          ze nie moge go zrozumiec...

          Pozdrawiam Was cieplutko,
          debe
          • malek1 Re: Do Malek1 i Asi 05.03.02, 18:26
            Podobnie u mnie. NIe pytamy tu: czy MASZ sens zycia albo CZY ZNALAZLES
            WRESZCIE sens zycia. Pytamy o poczucie, cos co moze z czasem stracic
            taki "poczuciowy" charakter.
            Mysle tez, ze nie mozna sensu zycia "zlapac" raz na zawsze. Trzeba go
            odrywac, "chwytac", a moze nawet bardzo sie o niego starac.
            Polaczeni w sensie zycia spraw wielkich i drobnych uwazam za podstawe.
            overek plus calusek
            • debe Hej Malek1 06.03.02, 00:55
              Zgadzam sie, ze sens zycia mozna stracic i ze trzeba sie o niego starac. To
              tak, jak ze wszystkim co w zyciu jest wartosciowe. Jesli nad tym
              nie "pracujemy", to gdzies nam ucieka.

              Mam do Ciebie pytanko (podoba mi sie ten watek, wiec moze go troche
              przeciagne), gdzies powyzej padlo stwierdzenie, ze sens zycia osiagalny jest
              tylko dla wyznawcow jakiejs religii.
              Czy myslisz, ze brak wiary neguje mozliwosc znalezienia sensu w naszym zyciu
              (jako konkretnej, niewierzacej jednostki).
              I dlaczego ten "religijny" sens zycia mialby byc bardziej wartosciowy od sensu
              zycia ludzi, ktorym ciezko jest uwierzyc w jakokolwiek Wyzsza Przyczyne?
              I jezeli wiara "zapewnia" nam sens naszego istnienia, to czy mozemy czuc sie
              zwolnieni z wlasnych poszukiwan?
              Jakos z jednego pytanka zrobily sie trzy...
              Pozdrawiam ciepluuuutko!
              • malek1 Re: Hej Malek1 - hej Debe 06.03.02, 18:20
                > Mam do Ciebie pytanko (podoba mi sie ten watek, wiec moze go troche
                > przeciagne), gdzies powyzej padlo stwierdzenie, ze sens zycia osiagalny jest
                > tylko dla wyznawcow jakiejs religii.
                > Czy myslisz, ze brak wiary neguje mozliwosc znalezienia sensu w naszym zyciu
                > (jako konkretnej, niewierzacej jednostki).
                Nie zgadzam sie z tym. Choc sam jestem wierzacy... nawet dosc mocno, to
                spotkalem w swoim zyciu wielu niewierzacych, ktorzy miele o wiele glebsze
                poczucie sensu zycia niz wierzacy. Powiedzialbym nawet, ze niewierzacy szukaja
                go intensywniej, bo nie ocieraja sie o jakich pre-sens zycia, ktory dla
                wierzacego jest tematem w Biblii, tematem kazan itp. (jesli nie wprost to
                przynajmniej w ksztalcie pytan: skad jestem? Po co jestem? Dokad zmierzam? Co
                jest po tamtej stronie? itp)

                > I dlaczego ten "religijny" sens zycia mialby byc bardziej wartosciowy od sensu
                > zycia ludzi, ktorym ciezko jest uwierzyc w jakokolwiek Wyzsza Przyczyne?
                > I jezeli wiara "zapewnia" nam sens naszego istnienia, to czy mozemy czuc sie
                > zwolnieni z wlasnych poszukiwan?
                Myle, ze wierzacy maja troche latwiej (moze przez to sa troche bardziej leniwi w
                szukaniu sensu) bo religia moze byc elementem scalajacym rozne watki i wymiary
                zycia ("Bog kocha cie bezgranicznie i za ciebie umarl; najwazniejsza jest milosc
                blizniego i BOga; sercem chrzescijanstwa jest OSOBA Jezusa; nadzieje mozesz miec
                zawsze").
                Mysle tez, ze wierzacy czesto zapominaja, ze sensu zycia nie da sie MIEC NA
                ZAWSZE, tylko, ze trzeba go ciagle na nowo ODKRYWAC - to znaczy nie mozna go
                produkowac, albo jeszcze inaczej on jest procentem od godnego zycia.
                Caluski - M.
                • Gość: debe Re: Hej Malek1 IP: *.ny325.east.verizon.net 11.03.02, 05:24
                  Wiele razy spotkalam sie ludzmi wierzacymi, ktorzy uwazali, ze nie potrzebuja
                  szukac sensu, wlasnie dlatego, ze jest "gotowy". Ciesze sie, ze nie jestes
                  jedna z nich... (ja nie jestem wierzaca, chociaz zatwardziala ateistka tez
                  nie).

                  Mysle, ze sens zycia zalezy jedynie od nas, nie zas od religii czy ideii jakie
                  wyznajemy (chociaz niewatpliwie maja one bardzo duzy wplyw). I jezeli sami sie
                  o niego nie "zatroszczymy" to religia wcale tak bardzo nam w tym nie pomoze.
                  Z drugiej jednak strony religia pozwala na jakby "pelniejszy" sens zycia, daje
                  nam (tym wierzacym nam) poczucie, ze jestesmy czescia czegos wiekszego niz "tu
                  i teraz", ze nie istniejemy "przypadkowo", a taki stan nie jest osiagalny dla
                  ludzi niewierzacych...

                  Pozdrawiam cieplutko
                  debe
              • Gość: Marek Re: Hej Malek1 IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 17.03.02, 22:38
                debe napisał(a):

                > Zgadzam sie, ze sens zycia mozna stracic i ze trzeba sie o niego starac. To
                > tak, jak ze wszystkim co w zyciu jest wartosciowe. Jesli nad tym
                > nie "pracujemy", to gdzies nam ucieka.
                >
                > Mam do Ciebie pytanko (podoba mi sie ten watek, wiec moze go troche
                > przeciagne), gdzies powyzej padlo stwierdzenie, ze sens zycia osiagalny jest
                > tylko dla wyznawcow jakiejs religii.
                > Czy myslisz, ze brak wiary neguje mozliwosc znalezienia sensu w naszym zyciu
                > (jako konkretnej, niewierzacej jednostki).
                > I dlaczego ten "religijny" sens zycia mialby byc bardziej wartosciowy od sensu
                > zycia ludzi, ktorym ciezko jest uwierzyc w jakokolwiek Wyzsza Przyczyne?
                > I jezeli wiara "zapewnia" nam sens naszego istnienia, to czy mozemy czuc sie
                > zwolnieni z wlasnych poszukiwan?
                > Jakos z jednego pytanka zrobily sie trzy...
                > Pozdrawiam ciepluuuutko!
                Dyskusja jest dluga i bez konca, wlaczylem sie w nia dosc przypadkowo (nie czytajac do konca)
                Do tej pory zauwazylem dwukrotnie watek religijny.Ma on podstawowy sens dotyczacy "sensu zycia"
                (moze maslo maslane) Jezeli odrzucimy calkowicie "watek religijny" to zycie ma sens tylko ograniczony
                od czsu urodzin do czasu smierci.Mnie sie wydaje ze sens zycia ma swoje racje w wypadku istnienia
                niesmiertelnej duszy i co jest tego konsekwencja BOGA. Ja nie patrze przeze lornetke z ktorej ktos
                obserwuje Świat (dokladnie Ziemie) ja uwazam ze Ziemia dla Wszechsiwiata jes zwyklym mrowoiskiem
                "ludzie krenca sie bez sensu rodzac sie i umierajac w ulamku czasu dla Wszechswiat" .Jednak mimo
                wszystko zycie ma sens. Musimy patrzec na zycie w sposób jak najbardzej dla nas samych wazny. Jest to
                niezalezne jak nasze zycie odbiera Wszechswiat.Istotna sprawa jest tez pojecie wolnosci, jest to
                czynnik lezacy u podstaw podejmowanych decyzji. Janusz pisze ze nasza wolnosc jest ograniczona przez
                czynniki zewnetrzne (mowie to umownie).Idealna wolnoscia jest bezludna wyspa z jedna osoba. Kiedy
                pojawia sie druga osoba" wolnosc" przestaje byc 100%, a jak pojawia sie 2-3 i .... nastepne osoby %
                musi spasc.Sens zycia jest tez zalezny od wieku i doswiadczenia danego czlowieka-inaczej patrzy sie na
                zycie w wieku 20 lat a inaczej 50. Ja osobiscie (51 lat) jestem zwolennikiem dazenia do pelnej wolnosci
                (nie moge zaszkodzic innym) nie mam NIP-u nie jestem ubezpieczony emerytalnie i zdrowotnie. Nie chce
                zeby " Panstwo martwilo sie o mnie" .Sens zycia jest wedlug mnie jest zwiazany wylacznie ze mna i nie
                ma na to wplywu swiat zewnetrzny (w mojej sytuacji)
                • debe Re: Marek 20.03.02, 05:29
                  Wg mnie sens zycia jest zawsze zwiazany jedynie z nami, a nie ze swiatem
                  zewnetrznym... chociaz, w przypadku religii, wlasnie wiara "ze jest cos
                  wiecej", cos ponad naszym zyciem jest tutaj czynnikiem zewnetrznym, a co za tym
                  jest "ulatwieniem" ale i "wzbogaceniem" sensu zycia ...
                  ..czy watek religijny ma podstawowy sens?, dla mnie nie (jak juz wspomnialam
                  jestem osoba niewierzaca), ale dla wielu niewatpliwie tak...
                  ..jeszcze chcialam dodac cos na temat wolnosci, bo coz oznacza 100% wolnosc?
                  oczywiscie ze czynniki zewnetrzne wolnosc ograniczaja, ale
                  .. wyelinowanie ich w "imie" wolnosci absolutnej prowadzi np. do rezygnacji z
                  wlasnych potrzeb czy pragnien, a tu sie robi bledne kolo (powtarzam sie, bo o
                  tym juz gdzies pisalam), poniewaz dla "idei wolnosci" poswiecamy swoje zycie, a
                  wszelkie "poswiecenia" ta nasza ukochana wolnosc ograniczaja...

                  ...ale wlasnie powstal nowy watek o wolnosci, moze sie rozwinie...

                  Pozdrawiam serdecznie
      • Gość: asia Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: *.proxy.aol.com 05.03.02, 01:51
        hmm... ladnie napisane... a nie zdarza ci sie watpic we wszystko?


        > malek1 napisal/a
        > >ciekaw jestem bardzo a bardzo, jak Forumowicze to rozumieja!
        >
        > Moze tak: Ludzie, ktorzy potrafia sie cieszyc wraz z nami, z najdrobniejszych
        > sukcesikow nawet; ktorzy "sa" kiedy ich potrzebujemy; placza, gdy my placzemy;
        > ktorych cenimy. Fakt, ze mozemy byc takimi dla innych. Ze posiadamy ciekawosc,
        > tego co bylo, jest i dlaczego... Ze potrafimy cieszyc sie z tysiaca
        > drobiazgow; ze wnosimy cos do zycia innych a oni do naszego. Ze ciagle
        > probujemy zrozumiec ten bezsensowny swiat..
        > Probujemy... czy to nie jest wazne? Czyz to malo???
        > I jesli nawet caly wszechswiat nie ma sensu, to coz z tego? My przeciez tutaj
        > jestesmy, dlaczego wiec nie wykorzystac tego najlepiej jak umiemy...
        >
        > Pamietacie, taka prosta piosneczke:
        > ..Nie o to chodzi by zlapac kroliczka, ale by gonic go...
        >
        > Wszystkim pieknego dnia zycze (ach, kochany poniedzialek).
        > D.B.

    • Gość: mariposa Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? IP: *.biz.mindspring.com 07.03.02, 01:30

      HARMONIA

      dla mnie sensem i celem jest harmonia. stoje i podziwiam zachod slonca. slonce
      zachodziloby, nawetgdyby NIKT go nie podziwial. ja istnialabym nawet gdyby
      wlasnie byl srodek nocy. ale NIE, WSPOLISTNIEJEMY. i jedno drugiemu nie
      przeszkadza.

      sens odnajduje wtedy, kiedy mi sie "lekko zyje" - nie musze zmuszac sie do
      tego, co robie i nic nie sprawia mi przykrosci, wtedy wiem, ze to jest to, czym
      zycie byc powinno. jezeli sensem druszlaka jest odcedzanie, to druszlak bez
      dziurek nie ma sensu. z drugiej jednak strony nie dostrzezemy sensu dziurek w
      druszlaku, dopoki sie wszystkie nie zapchaja.

      • Gość: Malek1 Do Mariposy i nie tylko IP: *.pppool.de 08.03.02, 06:40
        A to zdaje sie sugerowac, ze sens zycia jest juz jakos "gotowy" (przyklad
        durszlagu troch... hm...). A ja mysle, ze w sensem zycia czlowiek radzi sobie
        tylko wtedy, gdy jest kreatywny, gdy - choc nie wprost go szuka - to jednak
        znaczy on cos wiecej niz jego odkrywanie.
        • malek1 O sensie zycia 10.03.02, 22:49
          Mysle tez, ze w poczuciu sensu zycia bardzo wazna jest refleksja. Bo sprawy
          wazne traca swoja wyrazistosc czasem tylko przez to, ze sa oczywiste.
    • enancjo Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 10.03.02, 22:54
      .. tzn .. spelniam sie ...
      Enancjo
      • malek1 Do Enancjo, ale i do innych 11.03.02, 19:39
        Ale co to znaczy sie spelniac? Isc za glosem... serca, natury, rozsadku?
        A moze spelniac czego dusza zapragnie? No nie wiem! A ciekaw jest okropnie!
        • ekika Re: Do malek1 13.03.02, 12:44
          Drogi Malku !!.
          Nie potrafię odpowiedziec wprost co znaczy "mam poczucie sensu życia",ale
          potrafię bez cienia wątpliwośi odpowiedzieć co nadaje mu sens.
          Nie wiem czy to to samo o co pytasz - sam ocenisz najpełniej.
          brzmi jak banał i dlatego wiele lat przelatywało mi koło uszu , aż wreszcie
          zrozumiałam (wymyśliłam jak mi się zdawało).
          To miłość i praca.
          Praca jako pasja i spełnienie - to nie wymaga komentarza ,miec cel i
          codziennie budzić się do jego realizacji.To strona niejakoby "materialna "sensu
          życia.
          waZne szczególnie dla mężczyzn.Mężczyzna który realizuje się w pracy jest
          szczęśliwy i gotów jest dawać miłość wszelkich odmianach /ojcowska ,parnterska
          synowską ,przyjacielską itp./
          Miłóść /kochanków ,macierzyńska ,małżeńska ,przyjacielska /napełnia nas siłą
          do pokonywania trudności sprawia że wszystko wydzaje się łatwe.
          Stanowi stronę "niematerialną" sensu życia.Szczególnie ważna dla kobiet,dodaje
          im energii do pracy i do codzienności.
          jeżeli te dwa aspekty uda się połączyć - myślę że jesteśmy szczęśliwi.A
          właśnie dążenie do szczęścia wydaje się być sensem życia.
          :))))).Pozdrawiam.E.
          • jasmina_tdi Re: 13.03.02, 17:51
            ...dla mnie sensem bywa podroz do celu, a nie sam cel... zazwyczaj jak juz
            dostane to czego chcialam / na czym mi zalezalo pakuje manatki i ide dalej... czy
            to ma jakis zwiazek ze spelnianiem sie??? Nie wiem! Spytajcie mnie o to za 50
            lat :))))) Tego, czego mi brakuje, nie mozna znalezc na ulicy, kupic czy
            bezmyslnie komus zabrac... Chyba wkrotce czeka mnie kolejna, ciekawa podroz...:)))
            • malek1 Do jasminy 13.03.02, 17:56
              Ciekaw to. W innym kontekscie cos podobnego napisal o trudnosciach
              Kierkegard: "To nie droga jest trudna, to trudnosci sa droga".
              Mysle, ze sensu zycia nie mozna miec. Bo on jest procesem - nie stanem.
              Pa - Ma.
              • malek1 Do Ekika i innych 13.03.02, 17:59
                Bardzo to podobne - i prawdziwe - do definicji zdrowia psychicznego Z. Freude:
                zdrowy to ten, kto potrafi pracowac i kochac. Nowsi psychoanalitycy do daja i
                cierpiec.
                I ja pozdrawiam i tez serdecznie - Malek 1
              • jasmina_tdi Re: Do jasminy 13.03.02, 18:15
                Mam na ten pogląd calkiem odmienne zdanie! wierze w reinkarnacje i to, ze
                podrozujemy od tysiecy lat... chwila obecna,to stan naszego ducha... tego czym
                jestesmy, czym bylismy i czym bedziemy... Wszystko ma swoj poczatek i koniec, ale
                czasem koniec spotyka poczatek i lacza sie w jedno... zycie,nasza egzystencja
                toczy sie niczym zaczarowane kolo... spotykasz tych samych ludzi, ale są oni dla
                ciebie czyms innym, niz mogliby byc... byli lub beda... I to jest stan! I nie ma
                to nic wspolnego z procesem! Proces to oddychanie, trawienie czy wydalanie -
                czynnosci wspomagajace nasze stany :)))
                Dlatego wedlug mnie sensem jest podroz... dlatego mam nadzieje, ze gdzies kiedys
                za milion lat, wsrod gwiazd przyjdzie dzisiaj,i zaczniemy zycie od poczatku...
                No ale to jest tylko moje zdanie :)))))
                malek1 napisał(a):

                > Ciekaw to. W innym kontekscie cos podobnego napisal o trudnosciach
                > Kierkegard: "To nie droga jest trudna, to trudnosci sa droga".
                > Mysle, ze sensu zycia nie mozna miec. Bo on jest procesem - nie stanem.
                > Pa - Ma.

                • malek1 Re: Do jasminy 13.03.02, 19:02
                  Sorry, w takim razie nie zrozumialem.
                  Czy nie wydaje Ci sie jednak, ze to wszystko jest troche smutne? Tak w kolko?
                  Po co to wszystko - moznaby zapytac, a jest to pierwotne pytanie o sens.
                  Poza tym piszac proces, nie mialem na mysli procesow np. biologicznych, ale
                  rzeczywistos, ktora nie jest gotowa ale sie staje, jest w drodze.
                  Pa -Ma
                  • jasmina_tdi Re: Do jasminy 13.03.02, 19:39
                    zrozumialam jakie procesy miales na mysli:)))) i faktycznie zrobilo mi sie
                    smutno:))) Nie wydaje Ci sie, ze okreslanie zycia i jego sensu mianem procesu
                    jest jakies takie suche, sztuczne i wlasnie smutne??? Nie wiem po co krecimy sie
                    w kolko... Byc moze bedziemy to robic tak dlugo, az nie zalatwimy wszystkich
                    zawalonych spraw, nie dogadamy sie ze wszystkimi ludzmi i nie wpadniemy na to, co
                    jest prawdziwym SENSEM... byc moze to faktycznie smutne, ale ja mam nadzieje, ze
                    tak wlasnie jest... jest tylu ludzi, ktorych zgubilam gdzies po drodze, tyle
                    marzen, o ktorych zapomnialam! Nie moglabym zyc z myslą, ze to przepadlo juz na
                    zawsze! Rzeczywistosc staje sie, ale staje sie przez swoją przeszlosc i to,co
                    dopiero bedzie;w koncu nie wiemy,w ktora strone toczy sie nasze zycie:) Raczej
                    trudno pogodzic mi sie z myslą, ze cos moze stawac sie z niczego... To zupelnie
                    jakbys chcial namalowac obraz, nie mając albo farb, albo umiejetnosci (hmmmmm....
                    swiat jest pelen takich artystow :)))))

                    malek1 napisał(a):

                    > Sorry, w takim razie nie zrozumialem.
                    > Czy nie wydaje Ci sie jednak, ze to wszystko jest troche smutne? Tak w kolko?
                    > Po co to wszystko - moznaby zapytac, a jest to pierwotne pytanie o sens.
                    > Poza tym piszac proces, nie mialem na mysli procesow np. biologicznych, ale
                    > rzeczywistos, ktora nie jest gotowa ale sie staje, jest w drodze.
                    > Pa -Ma

                    • malek1 Re: Do jasminy 13.03.02, 19:45
                      NO ale popatrz: z niczego znaczy, ze jestes pierwsza, a nie polfabrykat (taka
                      jest noba bene definicja stworzenia: ex nihilo - z niczego wlasnie).
                      A poza tym: to "w kolko" zaklada, ze czlowiek jest niesiony, nie ma wolnej
                      woli, to ruch kolkowy powoduje to, a nie odwrotnie...
                      A poza tym - nie chce Cie przekonywac, tylko tak po prostu zauwazyc - jak
                      rzeczywistosc w kolko obraca, to nie ma "w gore", niczego nie mozna sie
                      nauczyc, nie mozna wejsc na wyzszy poziom, tylko w kolko piwnica , piwnica,
                      piwnica (chyba, ze jest tam dobre czerwone winko, to ja moge krecic sie cala
                      wicznosc...) M.
                      • jasmina_tdi Re: Do jasminy 13.03.02, 19:53
                        a dlaczego tylko piwnica??? sam widzisz - to wszystko tkwi w naszych glowach i
                        sercach! Mogles przeciez napisac "tylko w kolko niebo tylko w kolko niebo":)))i
                        to chyba wlasnie na tym polega - niby kolo,niby usrednienie i brak mozliwosci;
                        patrzymy sobie w oczy ALE ja to robie z nieba,a Ty z piekla (nie traktuj tego
                        doslownie;))Nie rozpatruj kola tylko w dwoch wymiarach jak narysowanego na
                        kartce... to przeciez moze byc kula... niebo moze byc pod moimi stopami,a na
                        gorze, jak slonce - piwnica! To wszystko jest bardzo wzgledne- kazdy z nas musi
                        sam odnalezc w tym sens! Teoria reinkarnacji zaklada takie wlasnie polfabrykaty -
                        w koncu wzielam sie z tysiaca innych jasmine, ale to i tak jestem JA... Nie
                        potrafie sobie wyobrazic NICOSCI... probuje odkad pamietam,ale nie potrafie...

                        malek1 napisał(a):

                        > NO ale popatrz: z niczego znaczy, ze jestes pierwsza, a nie polfabrykat (taka
                        > jest noba bene definicja stworzenia: ex nihilo - z niczego wlasnie).
                        > A poza tym: to "w kolko" zaklada, ze czlowiek jest niesiony, nie ma wolnej
                        > woli, to ruch kolkowy powoduje to, a nie odwrotnie...
                        > A poza tym - nie chce Cie przekonywac, tylko tak po prostu zauwazyc - jak
                        > rzeczywistosc w kolko obraca, to nie ma "w gore", niczego nie mozna sie
                        > nauczyc, nie mozna wejsc na wyzszy poziom, tylko w kolko piwnica , piwnica,
                        > piwnica (chyba, ze jest tam dobre czerwone winko, to ja moge krecic sie cala
                        > wicznosc...) M.

                        • malek1 Re: Do jasminy 13.03.02, 19:59
                          Ale dlaczego nicosci? Przyznaje, ze chrzescijanskie niebo w porownaniu z
                          muzlumanskim troche moze... hm... uduchowione, ale to przeciez niebo!
                          MOj profesor (fiolozof i biolog) wierzy ale tez prosi P. Boga, by w niebie
                          mogl przejsc wszystkie etapy rozwoju przyrody: i tak bedzie sobie kamionki
                          lupal, a potem troszku bronz odleje, a potem jakiegos byka upoluje itp. Mysle,
                          ze niebo nie bedzie nudne. Ja juz umowilem sie tam na rozmowe 1. z moja babcia
                          (zmarla b. wczesnie), z Kantem i Heglem (nie rozumiem ich) i z Frudem - chce
                          bez placenia poddac sie psychoanalizie w jego Wiedenskiem gabinecie.
                          I dlagego uwazam, ze niebo to nie "w kolo Macieju" i dlatego to "w kolo" jest
                          nudne.
                          • jasmina_tdi Re: Do jasminy 13.03.02, 20:24
                            ale to co piszesz - przechodzenie wszystkich etapow i epok w niebie (wprawdzie
                            tylko na zyczenie:))) to tez swojego rodzaju w kolo macieju... mogloby sie
                            przeciez okazac, ze nasza ewolucja jest procesem skonczonym i w kolko byloby to
                            samo... gdyby jednak nie miala konca, to istnialaby mozliwosc, ze wciaz do
                            przodu, bez mozliwosci przystanku, to tez nuda... no nie wiem juz sama, ale co do
                            nieba i piekla to uwazam, ze takowe tkwia tylko w naszych glowach i kazdy ma to,
                            co sobie urzadzil... czasem nie potrafimy wyrwac sie z kregu naszych wyobrazen i
                            to jest najwiekasza kara, jaka moze nas spotkac... reszta to tylko wyobraznia:)

                            malek1 napisał(a):

                            > Ale dlaczego nicosci? Przyznaje, ze chrzescijanskie niebo w porownaniu z
                            > muzlumanskim troche moze... hm... uduchowione, ale to przeciez niebo!
                            > MOj profesor (fiolozof i biolog) wierzy ale tez prosi P. Boga, by w niebie
                            > mogl przejsc wszystkie etapy rozwoju przyrody: i tak bedzie sobie kamionki
                            > lupal, a potem troszku bronz odleje, a potem jakiegos byka upoluje itp. Mysle,
                            > ze niebo nie bedzie nudne. Ja juz umowilem sie tam na rozmowe 1. z moja babcia
                            > (zmarla b. wczesnie), z Kantem i Heglem (nie rozumiem ich) i z Frudem - chce
                            > bez placenia poddac sie psychoanalizie w jego Wiedenskiem gabinecie.
                            > I dlagego uwazam, ze niebo to nie "w kolo Macieju" i dlatego to "w kolo" jest
                            > nudne.

                            • Gość: Malek1 Re: Do jasminy IP: *.ppp.lrz-muenchen.de 13.03.02, 21:50
                              Ale widzisz myk polega na tym, ze w niebie to ta ewolucja nie ma czasu, tzn.
                              przechodzisz, a to lupniesz, a to pomaranczkom w mezusia i nie masz poczucia,
                              ze plynie czas - bo czasu w niebie nie ma!!!
                              I ja mam coraz wyrazniejsze wrazenie, ze my sie tam spotkamy. Ty bedziesz na
                              karuzeli... :)))
                              Ide na 2. polowe meczu. Jak Bayern wygra bede w 7. niebie i jutro ci skrobne
                              jak tam jest. Ciao - M.
        • enancjo Re: Do Enancjo, ale i do innych 13.03.02, 22:06
          malek1 napisał(a):

          > Ale co to znaczy sie spelniac? Isc za glosem... serca, natury, rozsadku?
          > A moze spelniac czego dusza zapragnie? No nie wiem! A ciekaw jest okropnie!

          .. nie wiem gdyz .. kazdy sie spelnia inaczej ..
          .. choc moze to znaczy badz soba ..
          .. wiem tylko tyle .. ze ja sie spelniam ..
          Enancjo
    • trzcina Re: Jak rozumiesz: Mam poczucie sensu zycia? 14.03.02, 00:55
      Jakoś piętrowo to widzę...
      Na początek zaspokojenie, jako stan-krótkotrwały-kiedy myśl o sensie, a tym
      bardziej bezsensie w głowie nie postanie.
      Poczucie spełnienia tak, ale nie cieszę się nim w sposób ciagły, a
      pełnowymiarowy..
      Myślę tu o harmonijnym współgraniu z innymi, z rzeczywistością, w sposób
      najlepiej wykorzystujący moje możliwości, o stawaniu się najpełniej. Samo w
      duszy gra, pytań nie zadaje.
      A kiedy tego nie ma??? Idę po rozum do głowy, oglądam siebie i naokoło i
      czytam, czytam, bo własnej wiedzy ciągle za mało. I bez cucia wiem, że ten sens
      jest, że wszystko wokół nie przestaje się stawać. Tak już mniej komfortowo.Ale
      pracuje na to, wyżej.
      A kiedy i rozum na urlopie? Wtedy dopiero Bóg , dopiero w sensie takim, że w
      codzienności
      wiara niczego w tej kwestii za mnie nie załatwia. I wtedy, gdy najtrudniej, mi
      wierzącej rzeczywiście łatwiej-dzięki pewności z wiary wynikającej, że choć nie
      czuję tego i pojąć, przyjąć nie mogę, moje życie w sens jest wpisane.
      Tak sobie to zobaczyłam, jak Was poczytałam...
      Dziękuję i pozdrawiam
      • malek1 Do Trzcinki 14.03.02, 22:40
        Dzieki. Ciekawe. Szczegolnie ten urlop rozumu. Mozna wysmiac - ale moj rozum
        bierze urop czesto: wieczorne piwko.
        • trzcina Re: Do Trzcinki 14.03.02, 23:18
          Piwko i owszem spożywam, ale nie wtedy rozum urlopuje, myslałam o nocy czarnej,
          kiedy juz nic...
          Pozdrawiam
          • malek1 Re: Do Trzcinki 14.03.02, 23:22
            Czytasz Jan od Krzyza? Ja tego zrozumiec nie moge, choc noce mam czarne... ale
            wtedy spie. overek
            • trzcina Re: Do Trzcinki 15.03.02, 00:07
              Czytałam, na razie mi noce czarne niemiłe, więc do tekstu nie wracam, tez wole
              spać....
              Pozdrowienie - jaśniutkie
    • Gość: barabasz jaki sens... IP: *.access.de.clara.net 15.03.02, 10:03
      pytac o sens zycia to pytac o slonecznosc slonca, pomaranczowosc pomaranczy,
      winnosc wina.
      zycie nie m a sensu, ono jest sensem w samym sobie...

      b.
      • trzcina Re: jaki sens... 15.03.02, 11:41
        Gość portalu: barabasz napisał(a):

        > pytac o sens zycia to pytac o slonecznosc slonca, pomaranczowosc pomaranczy,
        > winnosc wina.
        > zycie nie m a sensu, ono jest sensem w samym sobie...
        >
        > b.

        najpiękniej... czy moge Twoje słowa do kieszeni schowac na chwile, kiedy słońca
        nie widać, wszystkie pomarancze sa szare, a wino ma cierpki smak
        z góry dziekuje i pozdrawiam
        • Gość: ekika Re: jaki sens... IP: 62.89.73.* 15.03.02, 11:51
          Ja też mam głębokie i puste kieszenie : ((((,czy Barabaszu mogę je zapełnić
          pomarańczami od Ciebie?
          Wino winne jak najbardziej wypijam za Twoje zdrowie żebyś mógł więcej
          podrzucać nam takich słonecznością słonecznych zdań.
          z :) uśmiechem Julii Roberts - E...
          • malek1 A co sadza inni? 16.03.02, 16:51
            Podbijam watek i pozdrawiam wiosennie, sensownie
            • debe Re: A co sadza inni? 17.03.02, 00:06
              Gość portalu: barabasz napisał(a):
              > pytac o sens zycia to pytac o slonecznosc slonca, pomaranczowosc pomaranczy,
              > winnosc wina.
              > zycie nie m a sensu, ono jest sensem w samym sobie...

              rzeczywiscie, brzmi to pieknie, ale nie zgodze sie, ze zycie jest sensem samym
              w sobie...
              dla mnie sensem zycia jest to, my my sami z tym zyciem "robimy", jak je
              przezywamy, i to zalezy jedynie od nas samych..

              czy mozna mowic o winnosci wina, gdy nie ma go kto sprobowac...?
              • malek1 Ja tez! 17.03.02, 22:35
                Debe,

                ja tez tak mysle. Brzmi to dosc ciekawie, ale zdaje sie tylko brzmi. Jesli
                sens, milosc, uczucie jest wszystkim... zdaje sie nie jest niczym.
                NIe pamietam juz gdzie to czytalem: czlowiek zyje sensownie, kiedy ciezko
                pracuje zdazajac do celu. Oczywiscie potem cel okazuje sie stacja posrednia.
                Pozdrawiam - Ma.
                • trzcina Maleku i Debe 20.03.02, 22:56
                  Mili...
                  nie wiem, co na to Barabasz, moze nadinterpretuje...Ale w slonecznosci slonca
                  jest i slonce palace, a winnosci wina nie poczuje, kto sie nim przesyci. I o
                  zyciu mowiac, nie wyklucza to pracy, o jakiej mowicie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka