bossa_od_nova
23.05.04, 12:44
Czesc
Poradzcie prosze, bo pogubilam sie juz w swoim zwiazku. Trwa on od poltora
roku, w styczniu byly oswiadczyny (patetycznie na kolanach w sklepie z
bizuteria) a potem obdzwanianie przez niego obu rodzin z radosna wiescia.
Termin ustalil na czerwiec, ale czulam gdzies, ze to tylko slowa....Po jakims
czasie po pijaku wyznal mi, ze nie chcial nigdy slubu, ze sie boi itp.
Poczulam sie gleboko dotknieta, bo ja go do tych deklaracji nie naciskalam,
chociaz mowilam, ze jesli mamy zakladac rodzine to chce byc zona a nie
konkubina. To jedno.
Kolejna sprawa to nasze niedopasowanie intelektualne, brak wspolnych
plaszczyzn, ktore dla mnie sa szalenie istotne. Przyzwyczailam sie jednak do
zycia typu: praca, obiad (powinnam gotowac, bo on zarabia pieniadze - byly o
to nie raz klotnie), tv.....Czasem jednak daje sie to we znaki, bo inne
zainteresowania, ja sie mecze u jego znajomych, on unika moich itp. Kiedy
gdzies wychodze, on wzbudza we mnie poczucie winy, ktorego powoli juz sie
wyzbywam. Pozatym przykro jest jak partner nie czuje podobnie, nie odbiera na
tych samych falach. To drugie.
Nastepna kwestia to zycie sexualne- bardzo rzadkie stosunki, jego klopoty z
sexem i unikanie tamatu, traktowanie mnie jak siostry (zaledwie 2 miesiace
odkad zaczelismy wspolzyc bylo normalnie, potem raz na miesiac, na dwa
jak 'obowiazek malzenski'). Temat byl poruszany przeze mnie - podobno to duzy
stres w pracy i ma sie poprawic?
Mój facet jest sporo starszy ode mnie, po rozwodzie. Dobrze mi sie z nim
zyje, mam w nim oparcie ale czy to wystarczy do stworzenia udanego zwiazku?
Czasem czuje sie jak mezatka z 20letnim stazem (nikomu nie ublizajac) - nuda,
nuda, nuda.