Dodaj do ulubionych

CZy dac jeszce jedna szanse ?

16.09.11, 15:49
W skrócie , choc i tak chyab wyjdzie dłuuuuuuuuuuuuuuugi raport:

moj ( do niedawna) narzeczony ,osobinik dojrzały , powyzej 40-tki, z bagazem wielu niemilych doswiadczen zyciowych i rodzinnych( m.in kilka lat temu ciezki rozwód po niewiernosci jego żony, odciecie od uwielbianej córki) , ale z sukcesami zawodowymi , prestizem , stanowiskiem , atrakcyjny fizycznie facet. itp .Poznajemy sie ,wybucha wielka milość, z jego strony wrecz astronomiczna i obezwładniająca, pojawiają sie powazne plany ślubno-rodzinne, wspolne mieszkanie i ... niepokojące sygnały

- od pierwszej chwili jest zakochany we mnie miloscią obezwładniajacą, otwarcie przyznaje ze nie wyobraza sobie życia beze mnie, ze jestem jego ostatnia szansa na ulozenie sobei zycia, na normlany dom, dzieci i szczęście, za albo ja albo nikt, zapewnia ze spelni wszleki moje zachcianki i fanaberie byle bym tylko z nim była i za niego wyszła , bardzo chce miec ze mną dziecko, szczerze przynaje ze jest ode mnei UZALEŻNIONY ( wiem to groźne!)

- wciaz domaga sie potwierdzen ze jest jedynym mezczyzna w moim zyciu , ze nigdy go nie zostawie, nie odejde, na nikogo nie spojrze, wciaz domaga sie sie ode mnie potwierdzen o milosci i zaangazownaiu

- daje mi bardzo w duzo sensie emocjonalnym, po kilkadizsiat razy dziennie powtarza ze mnie kocha, wciaz dotyka i przytula, dba o rzeczy codzienne, pielegnuej w chorobie, załatwia nieosiągalne leki, przywozi odwozi , chce kazda chilwe dnia spedzac ze mną, godizne po wyjsciu do pracy juz teskni i chce wracac do mnie , wkrada sie w "łaski" mojej rodziny, itp niechetenie patzry na moje osobiste zycie rodzinno -towarzyskei ale nie zabrania go, wciaz móiw ze mu MNIE ZA MAŁO

- w sensie fizycznym domaga sie nieustannego dotyku i przytulania, moje 20 min w innym pomieszceniu traktuje jako brak milości, nawet czytajac ksiazke, piszac na kompie lub gotujac obiad powinnam co kilka minut go przytulac i całowac, poza domem tez miaalam go bez pzrerwy tzrymac za reke, w samochodize dotykac itp w seksie jest nienasycony , ja mam wysokei libido ale jego potzreby sa dla mnei nie do spełnienia, wciaz chce wiecej i jescze wiecej, po calej dobei spedzonej na figlach zaczyna od nowa, doamga sie wciaz wiecej i wiecej , ja nie wytrzymuje i zasłaniam sie zdrowiem. On czuje sie odepchniety i " ja go na pewno nie kocham", sytuacja staje sie napieta. Wkoncu odpuszczam i daje mu to czego on chce, nastepnego dnia od rana on chce dwa razy wiecej.

jego pzreszlosc? - ojciec opuscił rodzine gdy mój N. mial kilka lat, ojciec zawarl jeszcze potem kilka zwiazków małżenskich ale synami sie nie interesowł, zaw mój N. wychowywany pzrzez matke która obu synów wychowywała ostrym biciem i pruskim drylem w domu , jako dorosly czlwoiek skonfliktowanny z matka i rodzenstwem, zawiera małżenstwo które konczy sie niewiernoscia zony i jej nieslubnym dzieckiem , po rozowdzie N. ma depreche i próbe samobójczą, przez kilka lat odcina sie towarzysko i rodiznnie , zajmuje sie tylko pracą. PO kilku latach poznaje mnie i ... patrz pkt.1

w czym problem ?- w nie do znieisenia trudnych wahaniach emocjonalncyh , po tygodniach pelncych czułości i miłości drobny pretekst wystarczy by zarzucic mi brak uczuc i brak "opiekowania sie nim", okazuej sie ze nie ma mnie tyle ile on potzrebuje a potrzebuje coraz wiecej, fizycznie i psychicznie ma z dnia na dzien coraz wieksze potzreby. 2 dni takich zarzutwów skutkują deczyzja o jego odejsciu z powodu "braku milosci ode mnie". a ze beze mnie nie ma dla niego zycia to to zycie zakończy. OCzywiscie wpdam w panike i go zatzrymuje. NAstepne tygodnie sielanki , wyjazd na urlop i .. to samo , źle spojrzałąm , cos fuknełam a to znaczy z e go niekocham , na pewno kocham swego ex-a wiec N. odchdozi ode mnie w srodku nocy ,, przez kilka godzin robi cyrk z wyprowadzniem sie z hotelu, zatzraskiwanem drzwi, siedzieniem kilka godizn na deszczu zeby stwierdzic ze odchdodzi ode mnie a skoro bez mnie nie ma dla niego życia to ..woda blisko ! TAk wiem , to szantaz emocjonalny ale choelrnie sie o niego boje ( w koncu juz raz próbwoał) zatrzymuej , płacze , błagam , wpadam w histerie. Wraca.Pzreprasza , obsypuej preznetami na przeprosiny.

w domu , po takich ekscesach jestem przygnebiona , pzrze kilka dnie nie mam ochoty na intymnosc - N. oduwa sie ode mnie , uznaje z juz go przestalam kochac, pakuje sie i odchodzi -wraca za kilka godzin. JA ledow zyje w takeij hustawce.

No i finał - po tych wszystkich przedsatwieniach uspokoilismy sie , pogdoizlilsmy , obiecal ze pojdzie do psychologa upokoic emocje, ja ze mu posiwece jeszce wiecej uwagi skoro jej potzrebuje , on zabiera mnie na druga czesc urliopu do jego rodzinengo miasta gdzie ( jak sie okazuje na miejscu ) mamy ustalic i zamówc szcególy dot. slubu. Prosze by tego nie robil bo nei jestem gotowa po ty co przezylam. I tu dochdozi do erupcji na skale swiatową , odchodiz ode mnie ( skoro nie chcę za niego wyjsc ) a skoro odchodzi to ze soba oczywiscie konczy, ( rzeka blisko) wlacza w to swoja matke ktora blaga mnie bym go uspokoila bo tym razem on naprwde sobei cos zrobi. JA nie wytrzymuje , wybucham , on po alkoholu wyrzuca mnei z hotelu , wyjezdzama z miasta , po kilku godzianch i przemysleniach wracam ( bo napewno zaregowalam zbyt impulsywnie) . PO POwrocie wita mnie szydząc i dziwic sie ze wróciłam .

Nie wytzrymuje , wyjezdzam jzu na dobre mówiąc oddchdze od neigo , on dzwoni ze skoro odeszłam to dla niego nie ma zycia, pisze list pozegnalny , dysponuej sowim majatkeim a to wszytko przeze mnie. Dzwoni jego matka , blaga mnie bym schowala dume do kieszeni i ostatni raz wrócila bo tym razem ON spelni swoja grozbe.

CHolera , spelniam prosbe starszej schorowanej niepełnosprawnej kobiety i wracam po kilku godzinach zeby go pilnowac - a on jest jzu w zimnej histerii, z calkowitym spokojem i lodem w oczach wyganai mnie z hotelu,( skoro odeszlam to po co wracam) drze swoje dokumenty, rzeczy dysponuje rozdac i OBIECUJE mi tym razem NA PEWNO ze soba skonczyc, mówi ze mnie kocha i nienawwidzi zarazem i pzrzez mnie to wszystko . JA juz zpelnie rozwalam sie psychicznie, prosze go i blagam zeby poszedl do lekarza , wzial jakeis leki,groze policją, pogotowiem z Tworek. On wzrusza ramionami,spokojnie wyrzuca mnie z pokoju i znika w miescie. JA sie zalamuje. UCiekam z hotelu , wpadam w histerie, nie wiem czy dzwonic na policje czy do szpitali , durnieję zupełnie. W koncu posatwiam po nocy wrócic kilkaset km do mojego miasta. Robie to , po drodze mam kilkadziesiat polaczen tel. od niego i jego matki, mase smsów z blaganaiami pzrebaczenia, nie reaguję.

Ale ja kamienieję , wracam do domu , - on juz czeka pod moim oknem , tlumaczy ze maial zalamnei nerwowe z powodu kłoporów w pracy , obiecuje leczenie, poprawe , ze juz nigdy wiecej, ze beze mnie nie ma dlan niego zadnej szansy , jzu inego zycia , ze kocha mnie nieprzytomnie i przez to to wszystko itp.

Ale ja juz jestem kamieniem - zmienialam zamki, spakowalam rzeczy jego. JUz odeszlam na inną planete.

On wciaz prosi o druga szansę ( drugą ? dwunasta chyba) . NIe dam mu jej. CHoelra musze sie tzrymac .CHyab sama poiwnanm isc do psychatry -

czy to cos w jego wykonaniu to jakas toskyczna neurotyczna milosc , czy ten czlowiek znecał sie nademna za swoje popaprane zycie ( tu ukłony dla odpowiedzialnych rodizców !!!!!!!!) czy to zwykły psychiczny sadysta ? na codzien nromalny atrakcyjny facet , na stanowisku , ponoc gardzacy innymi kobietami, fizycznej krzywdy mi nie zrobil zadnej ale psychicznie mnei wykonczyl.

Pytanie w tytyule wątku jest retoryczne ale jak na cos takeigo reagować? pomagac w leczniu ? wpsierac? olać?


Obserwuj wątek
    • burana45 Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 15:50
      wyszło bardzo długie ale krócej sie nie da zeby choc z grubsza nakreslic sytuacje
      naparwde z grubsza !
      • kotkazzielonymioczami Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 16:09
        1.To zależy co Ty chcesz,czy chcesz z nim być czy nie,nikt za Ciebie tej decyzji nie podejmie i w zależności czy się z nim zdecydujesz być to punkt numer dwa,2)terapia obowiązkowa,powiedz to psychologowi co napisałaś tutaj bo dość dobrze określasz tą sytuację tak czytelnie.
        Ale piszesz jeszcze coś co akurat dla mnie jest ważne a Ty piszesz to między wierszami-ten człowiek ma pogardę(do Ciebie,do siebie,jeśli ktoś ma pogardę to może ją kierować w różnych kierunkach)więc ja tego kolesia nie widzę dobrze.Od człowieka który ma pogardę do drugiego człowieka należy uciekać:(
        • burana45 Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 17:49
          dzieki za odzew

          wiesz , jak pewnie kazda kobieta wachałam sie tyle czasu ale po ostatniej akcji ( gdy wyrzucił mnie z hotelu 3 razy w cigau jednej doby) wszystko we mnie pękło . Wszystko sie urwało .
          ALe tak normalnie po ludzku jest mi go najnormalniej w swiecie szkoda - wiem jakie mial porypane dzieicinstwo, rodzice którzy wychowawczo polegli na calej linii, stosunki w tej rodzinie są wogole dosć dziwaczne, bylo bicie, brak uczucia,brak wsparcia u dorastajacego chlopaka. On przeceiz nie jest temu winien.
          POtem cale zycie finansowe wykorzytywanie przez rodzine ( dobrze zarabiasz wiec daj , pozycz, kup, zapłac, w sumei na kilkaset tys). MAłzenstwo i wyczekane dziecko które, jak sie okazało , - mialo innego tatusia -.
          W miedzyczasie kontuzja sportowa ktora groziła amputacją.. i to by mnie wystarczylo.
          Wiem ze taka ilosc ciosów i nosorożca by powaliła.

          Jest mi go po prostu szkoda , bardzo bym chciala zeby wyszedl na prostą, mial normalne zycie i rodzinę, spokój ale sama jzu niejestem w stanie zaufać. PAmietam z jakim lodowatym i spokojnym spojrzeniem patrzyl na mnie gdy przy nim płakałam, gdy przez niego płakałam. POgarda móiwsz ? MOze ? i to pod haslem wielkiej miłości? jest bardzo wyczulony na to jak jest postrzegany, jest np przekonany ze jest kompletnei nieatrakcyjny jako mezczyzna ( co akurat jest nieprawdą, jest bardzo męskim typem zwracajacym uwage kobiet,choc troche mrocznym w wyrazie)

          W koncu poszedl do psychiatry, ponoc szczezrze wszytko opowiedzial, dostał leki na uspokojenie i ma regularnie przychodizc na wizyty. Ucieszylam sie ale uzaleznil swoej leczenie od tego ze do niego wrócę , ze tylko przy mnie bedzie chcial sie leczyc. Dla mnie. Dla nas . A nie dla siebie . REce mi opadły. Juz nie mam sily. Tak bardzo chce zeby dal sobie pomóc ( lekarz) ale czuję ze to znowu szantaz emocjonalny .
          NIe chce dac sie znowu w to wciagnac , chce mu pomóc ale nie bede z nim na tą terapie chodzic, nie cche byc elementem jego swiata, chce odpoczac. NA to powiedzial ze w takim razie jemu nie zalezy na poprawie, wiem ze ma duze szanse sie stoczyc ( krazą kolo niego mocno alkoholowi koledzy) . Tak , facet z wysokiego stołka moze na wlasne zyczenie wylądowac w jakiejs żulerni.
          TYlko czy ja mam byc za to odpowiedzialna. CZemu ja ?

          Wiesz , od kilu dni czytam w necie i szperam , i znalazalm informacje o osobowosci neurotycznej i neurotycznej milosci. 90% obajwów ma własnei mój N. Co z tym robic ?
          Czy w oogole robic cokowleik ????
          • easyblue Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 18:45
            No szkoda gosćia:/
            Masz kontakt z jego zoną? To, jak się zachowywal wcześniej wiele by wyjaśniło. Z Twojego postu można wysunąc /daleko idące?/ wnioski, że w czasie pierwszego małżeństwa "był normalny".
            Nie pozwalaj na emocjonalny szantaż! Niech może będzie tak, ze np. przez pół roku chodzi na terapię sam, Ty możesz co najwyżej zapytać doca czy regularnie uczęszcza i jakie są postępy. Jeżeli po tym okresie będą rokowania, że wszystko zaczyna zmierzać w dobrym kierunku, idź /ale osobno/ do jego psychiatry. Wspólne pójście może on odebrać jak Twoje poczuwanie się do winy - a będąc na Twoim miejscu nie pozwoliłabym mu na to.
            • burana45 Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 18:58
              byla zona ? ma nowego meza i wyjechali za granice
              razem z ukochana córką N., zreszta ta pani ma 3 dzieci i to kazde z innym facetem , wiec moze niekoniecznie jest tu autorytetem w kwestii pozycia małzeńskeigo

              co do leczenia - postawilam dokladnei identyczny warunek , leczenie samodzielne i konsekwentne, z wlasnej woli a nie przyprowadzony za rączke , po penym czasie mozemy porozmawiac. Ale on odmawia takiej formy , albo leczy sie dla nas albo w ogóle

              a ja szczerze mówiąc - zastanawam sie czy calkowicie i bezpowroteni od tego tematu nie odciąc
              • easyblue Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 19:11
                Jak popuścisz, niechybnie to wykorzysta:/
                Możesz jeszcze iść do jego psychiatry i mu przedstawić jak wygląda Wasze życie. Bo jak Twój mąż sam do niego chodzi, to łatwo może mu wmówić, że jesteś złem wcielonym a on ofiarą, więc to niby Tobie a nie jemu przydała by się terapia.
                No szkoda mi faceta, ale musisz patrzec na siebie.
                • burana45 Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 19:14
                  TO NIE MÓJ MĄŻ!!!!!!!!!!!! dzieki bogu

                  powiedzmy ze - już były - narzeczony
                  i daltego nie mam ochoty chodzic to zadnego psychiatry ani psychoiloga
                  to nie ja mam odchyły tylko on
                  ja tylko nie wiem czy w ogole mu jakos pomagac , chocby symbolicznie ( np. rozmową ) , czy calkowity szlaban
                  • easyblue Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 19:28
                    Przepraszam:)

                    > ja tylko nie wiem czy w ogole mu jakos pomagac , chocby symbolicznie ( np. roz
                    > mową ) , czy calkowity szlaban
                    Ja bym chyba starała się pomóc, choć jedno zrobiłabym na pewno - uniezależniłabym sie... emocjonalnie. Ale widzę, że Ty już wiesz, co zrobisz, tylko masz jeszcze małe wyrzuty sumienia. Trzymam kciuki, by wszystko dla Was obu potoczyło się jak najlepiej:)
                  • mel.la Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 21:34
                    > i daltego nie mam ochoty chodzic to zadnego psychiatry ani psychoiloga
                    > to nie ja mam odchyły tylko on
                    > ja tylko nie wiem czy w ogole mu jakos pomagac , chocby symbolicznie ( np. roz
                    > mową ) , czy calkowity szlaban

                    Nie rob nic wbrew sobie. To, ze mial trudne dziecinstwo itd. to nie znaczy, ze moze uprzykrzac Ci zycie.
                    Nie ma sensu w to brnac. Co innego gdybyscie byli malzenstwem czy w ogole w dlugim zwiazku i nagle cos tam sie z nim porobilo - to co innego ale w Twojej sytuacji chyba lepiej gdybys calkiem sie odciela. Obawiam sie, ze jakakolwiek Twoja pomoc bedzie dla niego zludzeniem ze dalej bedziecie para, bedziecie razem i wezmiecie slub. Ogolnie trudna jest sytuacja w jakiej sie znalazlac a juz w ogole szantaze z samobojstwem brrr... znecanie psychiczne to takie samo zlo jak znecanie fizyczne. Zycze Ci pomyslnego rozwiazania sprawy.
                  • kotkazzielonymioczami Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 22:08
                    Przeczytałam Twoją odpowiedż do mnie tam powyżej,masz rację że się odcinasz.Jeśli byłby to człowiek który chciałby terapii a Ciebie potraktowałby jako przyjaciela który może mu pomóc,to jak najbardziej,natomiast on traktuje terapię nie jako wyjście z sytuacji tylko jeszcze jeden element do szantażu emocjonalnego.Dzieciństwo go nie usprawiedliwia,pewnie że można mu współczuć ponieważ spotkało go wiele przykrości ale jego podejście do wyrwania się z tego koła jest żadne.To jest człowiek który jest pokrzywdzony przez los ale on tak będzie trwał a to nie jest Twój świat.Wiesz o czym świadczy Twoja decyzja?Jesteś osobą bardzo dojrzałą,bez żadnych patologicznych doświadczeń i ten stan chcesz utrzymać i tak trzymaj.Tylko teraz musisz zasięgnąć chyba rady fachowca jak się od tego odciąć i z tym powinnaś chyba się udać do jakiegoś terapeuty bo oni znają możliwości takich ludzi i techniki postępowania a przypadek masz jeden z trudniejszych,powodzenia.
                  • to.niemozliwe Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 16.09.11, 22:29
                    Tylko calkowite odciecie. Kontakty, rozmowy nie maja sensu. Nie mozesz odpowiadac za niego, bo Cie to pograzy. Musi poradzic sobie sam.
    • kol.3 Re: NIE n/t 17.09.11, 06:57
    • asica74 Re: CZy dac jeszce jedna szanse ? 18.09.11, 20:58
      typowe zachowania dla osobowosci bordeline. kocha i nienawidzi jednoczesnie.
      odejdz, jemu nie pomozesz.
    • jubale Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 14:04
      Fantazje to ty masz kobieto....A ta molestowana z watka ponizej przez wujka/dziadka, ona dokladnie nie pamieta, to tez twoj wymysl? Jakos tak widze rozkrecasz to forum...:=)))
      Wiesz mam pomysl: Otworzmy konkurs na najlepsza podpuche na forum... Co ty na to..?
      Ja jestem chetna..:=)))
      • kotkazzielonymioczami Re: Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 14:21
        Nikt na forum psychologia nie robi podpuch ponieważ one są bez sensu,jaki sens ma podpucha?Podpucha nie ma żadnego sensu i Jubale nie fantazjuj,tu takiego czegoś nie ma.Jak chcesz dawać podpuchę to idż na forum humorum bo tam to wszystko przyjmą z radością
        • burana45 Re: Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 14:45
          nie wiem to kogo te wypociny jubale - ale jezeli do mnie to zycze ci tego zebys kiedys miał/miała do czyynienia z takim człowiekiem

          wtedy dorośniesz i sie przekonasz

          na razie warcaj do piaskownicy
          • jubale Re: Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 15:28
            Alez wroce, z wielka checia, tam przynajmniej nie robia literowek...
        • jubale Re: Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 15:31
          Bez sensu kotko to zyc 35 lat i byc zasuszona dziewica, aby pozniej sie puscic jak tania dziwka z byle jakim galganem. Wszystko inne moze miec sens dla kogos kto tego sensu chce i widzi. No ale ty dalej fruwaj w marzeniach, 35 letnia dziewico!
          • easyblue Re: Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 22:52
            Psychika przebadana? Możę warto dokończyć terapię, jubale?
            • malinowa_gora Re: Tez fajne....:=)))) 19.09.11, 23:31
              easyblue napisała:

              > Psychika przebadana? Możę warto dokończyć terapię, jubale?
              Idz dziecinko i poduczyć się gramatyki trochę i zanim normalnych ludzi do psychologów będziesz wysyłać to przynajmniej wiedz, gdzie i kiedy ę się pisze, bałwanku.
              • easyblue Re: Tez fajne....:=)))) 20.09.11, 17:25
                Chyba pora, droga pannico wreszcie uzupełnić braki w wykształceniu, zamiast robić z siebie idiotę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka