Gość: penelopa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.05.04, 22:07
trawi mnie niezdrowa ciekawość, jak oceniacie taki związek (nie ukrywam, że
mój), a raczej jego szanse na długie trwanie:
ja: lat 35, wesoła rozwódka, dziecko odchowane, zajmująca praca, własne
mieszkanie, brak trosk materialnych, niezależna, samostanowiąca itp
on: lat 32, zatwardziały kawaler, taka sobie praca, prawie nigdy nie starcza
do pierwszego, mieszka z mamą, która ma na niego przeolbrzymi wpływ, poza
pracą zero obowiązków, zamiłowanie do zabaw i hulanek
Mieszkamy 350 km od siebie, znamy się dwa miesiące, z netu. Jakoś się tak
składało, że to głównie ja go odwiedzam, praktycznie co tydzień: on a to nie
ma pieniędzy, a to wypada wyjazd integracyjny, albo mama prosi o pomoc w
czymś tam. W ten weekend miał mnie odwiedzić pierwszy raz - znowu mama
stanęła na wznak, że niby chora. Pojechałam ja - mama była generalnie na
chodzie, więc wyraźnie knuje.
Chcę, żebyśmy zamieszkali razem, mam ku temu warunki. Nie jestem
materialistką - nie przeszkadza mi, że zarabiam 3 razy więcej od niego. On
niby też chce, ale nie robi nic w tym kierunku. No i jestem w kropce. Dobrze
mi z nim, ale szkoda mi czasu na związek, który nie ma przyszłości. Mam
doświadczenie w tej kwestii i widzę niezdrowe objawy, że tak będzie.
Jak to wygląda z waszej perspektywy?