Dodaj do ulubionych

Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;)

07.06.04, 11:08
Najlepsze, czyli ulubione:

Zagubiona autostrada Davida Lyncha – za muzykę (Rammstein, Marilyn Manson,
Nine Inch Nails i - last but not least – Angelo Badalamenti), dźwięk i
nastrojowe, nasiąknięte emocjami obrazy, irracjonalne i tajemnicze (wbija w
fotel);

Sanatorium pod klepsydrą Wojciecha Hasa – za barokowy paroksyzm wyobraźni,
metaforę upływającego czasu, jego wielotorowości i zapomnianych bocznic
(Bruno Shulz doścignięty);

Nosferatu Wernera Herzoga – za światło i cień oraz obraz tego, który cierpi,
bo żyje i jest samotny;

Amelia Jean-Pierra Jeuneta – za ciepłą, inteligentną naiwność (życie to próba
generalna przedstawienia, które nigdy nie zostaje zagrane);

Droga Mleczna Luisa Bunuela - za sarkastyczną prowokację religijną;

Miś Bareji – za to, że widziałem kilkanaście razy i wciąż mnie śmieszy;


I tak dalej...





P.s.
Gdzie jesteście, o tropiciele pseudowrażliwości i forumowej kreacji?
Wyzywam Was na pojedynek;)




Obserwuj wątek
    • charmaine Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 07.06.04, 11:16
      Strach się bać, ale powiem, że moje polskie to wczesny i dojrzały Wajda.
      Przejrzały niestety już nie.

      1 - Ziemia obiecana - mogę oglądać po wielekroc i nigdy się nie znudzi. Prima
      miau!

      2 - Kanał - zawsze budzi wzruszenie

      3 - Panny z Wilka - za nostalgię

      Potem Munk - Zezowate szczęście.
      Następny wczesny Polański - Nóż w wodzie.

      A teraz co mamy?
      Linda mać!
      O! Linda przecudnie ugrany w Kobiecie samotnej, dla mnie rola życia owego.
      • iwan_w Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 07.06.04, 11:30
        Żaden strach;)

        Panny z Wilka - też, i też za nostalgię (nastrój przemijania - prima sort, film
        jakby nie-Wajdy);

        Ziemia obiecana - za gwałtowność, dynamikę, wielką siłę wyrazu - też widziałem
        wielokrotnie (podobno film jest lepszy od pierwowzoru);

        To moje dwa ulubione filmy Wajdy. Mniej polityki, więcej indywidualności.


        Polański? Nie tylko wczesny.

        Bo Lokator? Dziecko Rosemary? Matnia? Wstręt? Chinatown?
        • charmaine Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 07.06.04, 11:56
          A ja wczesny Polański. Zagraniczny to już nie to, z wyjątkiem Dziecka Rosemary.

          Za to uroczyście oświadczam, że z książek to "przeczytałam" (mając 14 lat)
          Ulissesa Joyce'a do 12 strony. Za chorere nic nie zrozumiałam, zamknęłam i do
          tej pory nie mam ochoty otworzyć. Sic!

          Ostatnio zachwyciłam się Rosyjską Arką. Taka inna.
          • iwan_w Co Ty opowiadasz? jak to nie to? 07.06.04, 12:08
            Lokator i Wstręt to wyżyny:)

            Wiem, co mnie bardzo pociąga w filmach Polańskiego: muzyka. Jazz Komedy.

            Rosyjskiej Arki nie widziałem, chociaż planowałem, zbierałem się, sprawdzałem
            godziny...

            Ostatnio w kinie? Koyanisqatsi. Wiem, nie jestem na czasie.

            ALe wybieram się, planuję, sprawdzam godziny Dziewczyny z perłą. Podobno - (już
            mi doniesiono) - ruchomy Vermeer.

            Joyce? Tak. 23 lata. Nic nie zrozumiałem;)
            • charmaine Nie to. 07.06.04, 14:13
              No wiesz, podobno o gustach się nie dyskutuje. Dla mnie nóż i już :P
              A z rysunkowych - Epoka lodowcowa. Uśmiałam się jak norka.
              Maaanieeek!!!
              • iwan_w właśnie, jeszcze animowane 07.06.04, 15:39
                Koniecznie Piotr Dumała:
                Łagodna;
                Zbrodnia i Kara.


                Epoki lodowcowej nie znajet.
                • daimona a także "Ściany" 08.11.04, 18:58
                  "Czarny kapturek", "Nerwowe życie kosmosu" :)
    • kvinna Ależ Amelia nie była naiwna 07.06.04, 12:02
      A to jej uwodzenie ze znaczkami malowanymi na chodnikach? Ten pęd do? Nie wiem,
      do czego.

      • iwan_w była:) 07.06.04, 12:13
        Bo miała takie czyste spojrzenie.

        Wszędzie widziała dobro.

        Chciała naprawiać ludzi, zmieniać świat. I wierzyła, że to się powiedzie.

        Naiwna, nie znaczy: łatwowierna.


        Inteligencja w parze z naiwnością? To chyba dobre połączenie?
        • kvinna Dziękuję ;) 07.06.04, 12:17

          Co do "Lost Highway" to się zgadzam. Muzycznie i wizualnie. I bez sensu.
          Pamiętasz ten utwór z westchnieniami? Ale seks...


          Amelia-nimfomanka
          • iwan_w Pamiętam:) 07.06.04, 12:26
            Ale najmniej;)

            To dynamiczne wejście Rammsteina zsynchronizowane z obrazami, ech... Uwielbiam:)

            I Badalamenti - niesamowity feeling, jak i w innych filmach Lyncha (Blue
            Velvet!).

            NIe zawsze musi być z sensem. Ten film wypada raczej "przeżyć", niż rozbierać
            na czynniki pierwsze.

            Zresztą, Lyncha lubię w ogóle. I w szczególności (a Głowa do wycierania?)

            A Sanatorium widieła?
            • kvinna Ne-ne 07.06.04, 12:35
              A ten zamazany obraz na początku? Genialne!

              Nie rozbieram filmów-ne chce mi się.

              Przeżywam.

              Zachwycam się.

              Płaczę.


              "Przed wschodem słońca"?
              Inteligentny dialog.
              I Wien.
              • iwan_w filmy Lyncha-kino drogi? 07.06.04, 12:57
                Dzikość serca.

                Mullholland Drive.

                Straight story (kosiarkę też polubiłem).

                Lost highway.



                Przed wschodem słońce? Powiedz coś więcej, nie przypominam sobie...
                • kvinna b.lubię 07.06.04, 13:12
                  Wyruszasz-coś zaczynasz rozumieć-META.

                  I migające gwiazdki w finale "Prostej historii".

                  p.s. "kino gadane", ale np. "Piwne rozmowy braci Maccośtam" już nie bardzo.
    • kvinna Psze Pana? 07.06.04, 12:43
      Nie boisz się zarzutu, że zbyt dużo widziałeś, zbyt dużo wiesz, za dużo czujesz?
      "Nie będę z panem rozmawiwać, bo stoi pan za wysoko"

      Przecież norma to wyszukiwarka, a w tym temacie się nie da...


      :)


      p.s. Też się wybieram na "..z perłą". Wymienimy poglądy.
      • iwan_w Zarzutu, że zbyt dużo? 07.06.04, 13:03
        Okropnie się boję;)

        Bo kreuję się, pozuję, snobuję, w wyszukiwarce wyszukuję i wpisuję;)


        Nie chcesz ze mną rozmawiać:)?


        A poważnie: uważasz, że powinienem się bać?
        • kvinna Ne-ne 07.06.04, 13:35
          Całkiem poważnie żałuję, że nie siedzisz obok mnie zamiast kolegi, który
          mówi "poszłem"...buu


          Im wyżej, tym mniej ludzi. Zgadzasz się?

          amelia-snobka
          • vlad_palovnik Re: Ne-ne 07.06.04, 13:54
            "Ukryte pragnienia" F.F.Coppolii. Za Liv Tyler w apogeum jej urody.
            Za Toskanię -latem.
            Za sex wiszący w powietrzu.

            :)
            • kvinna zapomniałeś o muzie 07.06.04, 13:58
              ta smutna dziewczynka w sukience (Portishead) i przedostatni utwór.
            • ivek Re: Ne-ne 07.06.04, 14:10
              vlad_palovnik napisał:

              > "Ukryte pragnienia" F.F.Coppolii. Za Liv Tyler w apogeum jej urody.
              > Za Toskanię -latem.
              > Za sex wiszący w powietrzu.

              khy, khy ten film wyrezyserowal Bernardo Bertolucci.
              Reszta nawet sie zgadza... ;)
              R
              • iwan_w Re: Ne-ne 07.06.04, 15:22
                Ukryte pragnienia też, jak najbardziej.

                Ma swój luz;)
              • Gość: kk a jaki jest tylul w oryginale? IP: *.jci.com 07.06.04, 19:34
                szukam tego filmu i nie moge znalezc :(
                • iwan_w Stealing Beauty 08.06.04, 08:23
                  film.onet.pl/7289,film.html
              • vlad_palovnik Re: Ne-ne 07.06.04, 21:18
                > khy, khy ten film wyrezyserowal Bernardo Bertolucci.
                > Reszta nawet sie zgadza... ;)
                > R

                O w mordę. Sorka.
                Faktycznie Bertolucci nie Coppola.
                Mea culpa, mea culpa.

                :)
          • Gość: Luty Re: Ne-ne IP: *.dialup.mindspring.com 07.06.04, 17:41

            kvinna napisała:

            > Całkiem poważnie żałuję, że nie siedzisz obok mnie zamiast kolegi, który
            > mówi "poszłem"...buu
            >
            >
            > Im wyżej, tym mniej ludzi. Zgadzasz się?
            >
            >


            A ja poszlem po rozum do glowy i wiem, ze to wszystko sprawa iwana, ze ty mnie
            nie lubisz kwinno...ja mu pokaze! To dziwne, tu na dole gdzie jestem, tez jakos
            malo ludzi...
            • Gość: Luty Re: Ne-ne IP: *.dialup.mindspring.com 07.06.04, 21:05



              >
              > kvinna napisała:
              >
              > > Całkiem poważnie żałuję, że nie siedzisz obok mnie zamiast kolegi, który
              > > mówi "poszłem"...buu
              > >
              > >
              > > Im wyżej, tym mniej ludzi. Zgadzasz sie?







              Kwinno! gdzie jestes!?, gdzezes tak wysoko wlazla!!? uwazaj nie spadnij...
              A jaka na gorze pogoda?, bo u mnie na dole znosnie...Rozejrzyj sie tam troche,
              bo czasem na takiej gorze...szklanej, rajskie ptaki mieszkaj albo jaka zywa
              woda ze zrodelka trysnie. Jakbys jaki dzban tej wody, tu na dol do mnie
              przyslala, wdzieczny bede.
              A moze Ty jaka Madame jestes, a ja, jak biedny Kastek sledze kazde drgnienie
              Twojej dloni...i tego co w niej trzymasz? Co myslisz o takiej alternatywie.?,
              moze tak byc?
              Odpisz mi szybko, bo sie ogromnie niecierpliwie.
            • iwan_w moja sprawka? 08.06.04, 08:24
              Co Ty opowiadasz, Luty?

              Podaj lepiej swoje typy filmowe...
            • kvinna ależ to normalne :) 09.06.04, 11:17
              Krzywa Gaussa, wiesz.
              Najwięcej ludzi siedzi w środku :)

              Zrzucam trampolinę, skacz!
              :)
              • Gość: Luty Re: ależ to normalne :) IP: *.dialup.mindspring.com 09.06.04, 17:56

                kvinna napisała:

                > Krzywa Gaussa, wiesz.
                > Najwięcej ludzi siedzi w środku :)
                >
                > Zrzucam trampolinę, skacz!
                > :)


                To Ty trampoliny uzylas,aby wskoczyc taaak wysoko...? no no, sprytna jestes,
                ale nie odpowiedzialas mi na pytanie, czy ja jestem jak ten Kastek, czy nie...?
                Nie kaz mi czekac tak dlugo, jak poprzednio... bo wsciekne sie
                chyba...odpowiedz mi prosze...
        • jmx Re: Zarzutu, że zbyt dużo? 07.06.04, 14:36
          iwan_w napisał:

          > Okropnie się boję;)
          >
          > Bo kreuję się, pozuję, snobuję, w wyszukiwarce wyszukuję i wpisuję;)
          [...]

          Ch, cha, cha, Iiiiwan! choćbyś stawał na głowie Kvinnie nie dorównasz. Nie
          ten "poziom" ;-DDDDD

          To, żeby Twojej prośbie z tytułowego postu stało się zadość ;-)

          A "kino nielogiczne" - co powiecie na "Dziewiąte wrota" RP?
          • kvinna ten poziom 07.06.04, 14:46
            Lubię Iwana.

            Najuprzemiej proponuję, abyś się ode mnie odzajączkowała.
            Wygaś mnie sobie.
            • jmx chciałabyś mieć taki poziom jak on 07.06.04, 14:49

              Od CIEBIE? Rozmawiam z Iwanem. Też go lubię :-)
              • ivek ninth gate 07.06.04, 14:55

                w sumie o-ka film, jeśli wie się, że RP jest agnostykiem, ma się poczucie
                humoru, lubi się Johnego Deppa, iiii nie przeszkadzają komuś pseudodiaboliczne
                spojrzenia znad grubych brwi Emmanuelle Seigner....

                Aj.
                • jmx Re: ninth gate 07.06.04, 15:00

                  Dla mnie ten film jest jakby bez zakończenia. Jakby jego realizacja wypsnęła
                  się z ręki Mistrza (szatan?) ;-)

                  Haj, Aj :-)
                  • ivek Re: ninth gate 07.06.04, 15:51
                    jmx napisała:

                    >
                    > Dla mnie ten film jest jakby bez zakończenia. Jakby jego realizacja wypsnęła
                    > się z ręki Mistrza (szatan?) ;-)
                    >
                    > Haj, Aj :-)

                    Hi there Dżem!!!
                    i znów się muszę zgodzić z przedmówcą. ;)
                    Zakończenie nieszczególne, jakby producent krzyczał kończ Waść..
                    pozdrawiam,
                    Aj.

                    • jmx Re: ninth gate 07.06.04, 15:55

                      Ja się zawsze śmieję, że taśmy zabrakło i "coś trzeba było zrobić" ;-).
                      Ale "polańskolodzy" twierdzą, że właśnie tak miało być i że to świadomy zamysł.
                      • iwan_w A Powieść? Perez-Reverte (chyba?)? 07.06.04, 15:59
                        Czytałaś może?
                        • iwan_w Już doczytałem, że czytałaś 07.06.04, 16:02
                          Też słyszałem, że lepsza:)
                          • jmx Re: Już doczytałem, że czytałaś 07.06.04, 16:08

                            Bo większość ekranizacji gdzieś gubi książkowe smaczki. Wyjątkiej jest
                            może "Imię róży" - film równie dobry co książka i "Angielski pacjent" - książka
                            beznadziejna. Ale filmu nie widziałam, ci co widzieli mówili, że dobry ;-)

                            Pa :-), muszę już lecieć :-(
                            • iwan_w veto co do Imienia róży 07.06.04, 16:16
                              Powieść zdecydowanie lepsza niż film, naprawdę.

                              Film jest bardzo plastyczny, ale gdzie treść? I - o ile dobrze pamiętam -
                              dopisano do scenariusza hollywoodzkie zakończenie...

                              Przykład ekranizacji lepszej od pierwowzoru literackiego?
                              Podobno Ziemia obiecana Wajdy. Nie wiem, bo nie czytałem.

                              Może Lalka Hasa? Tak.
                              Rękopis znaleziony w Saragossie tegoż? Tak.
                              Wspólny pokój tegoż? Nie wiem, nie czytałem, ale podobno...

                              • jmx Imię róży 08.06.04, 01:31

                                Moim zdaniem są porównywalne (i czytałam i kilka razy oglądałam), film okraja
                                powieść ale duch i nastrój jest oddany w pełni. A może mam do tego tego filmu
                                sentyment z powodu Seana Connery'ego ;-). I, jak sądzę, nie bez znaczenia jest
                                fakt, że film widziałam jako pierwszy. Gdyby nie on chyba bym się nie wzięła za
                                czytanie...

                                "Lalkę" widziałam i czytałam i też uważam, że film lepszy. Ale z kolei
                                serialowa Braunek bardziej mi sie podobała niż Tyszkiewicz.
                                • iwan_w rola lalki 08.06.04, 08:27
                                  Tutaj się zgadzam - Braunek lepsza od Tyszkiewicz...
                                  • ivek Re: rola lalki 08.06.04, 09:39
                                    iwan_w napisał:

                                    > Tutaj się zgadzam - Braunek lepsza od Tyszkiewicz...
                                    ale, ... ale Tyszkiewicz ma większy talent filmowy.
                                    Jak tak wychodziła opięta w gorset to ten talent jeszcze bardziej było widać...
                                    Może już wtedy Małgorzata B. nie jadła mięsa, i dlatego talenty miałe mniejsze,
                                    no sam już nie wiem...
                                    ;)
                                    Aj.
                                    • iwan_w lalki i profesory;) 08.06.04, 09:52
                                      O tak, profesor Talent w kinie bardzo ważny jest...;))

                                      Wiadomo, najlepiej, żeby miała i talent, i żeby była tym profesorem...

                                      Czy jakoś tak...
                                      • jmx Re: lalki i profesory;) 08.06.04, 15:49

                                        Mam wrażenie, że Braunek jest bardziej... lalkowata do Tyszkiewicz.
                                        Co nie umniejsza talentu aktorskiego Tyszkiewicz w ogóle.
                • iwan_w ninth gate 07.06.04, 15:27
                  Zwykły, popularny horror.

                  Film jakby nie-Polańskiego.

                  ALe na bezrybiu...
                  • jmx Re: ninth gate 07.06.04, 15:53
                    iwan_w napisał:

                    > Zwykły, popularny horror.

                    Myślę, że wielbiciele Wesa Cravena nie mieliby co robic na takim filmie.
                    Ale i tak książka lepsza.
              • kvinna Pozwolisz najuprzejmie, że Cię zgaszę? 07.06.04, 14:59
                :)

                Bo mi szkoda czasu na ...

              • iwan_w Jmx? 07.06.04, 15:52
                Przynajmniej w moim wątku nie, ok?
                • jmx Re: Jmx? 07.06.04, 15:58

                  OK. Ale po co ten PS. w pierwszym poście...?
                  • iwan_w Ps. w pierwszym poście? 07.06.04, 16:05
                    Wyzwanie na pojedynek:)

                    Ale ze mną, nie - Kvinną, bo już było. I za dużo.


                    Byłem niemało zaskoczony odczytując Twoje posty w zeszłym tygodniu.

                    ALe nie tylko Twoje.
                    • jmx odpowiedź 08.06.04, 01:15

                      Ależ ja pisałam o Tobie ;-)

                      > Byłem niemało zaskoczony odczytując Twoje posty w zeszłym tygodniu.

                      Cóż, długo sie przyglądałam/czytałam Kvinnę i to co napisałam było skutkiem
                      przemyśleń na temat jej zachowania na forum i traktowania ludzi.
                      Uważałam, że milczenie w takiej sytuacji byłoby nieuczciwością.
                      • iwan_w Re: odpowiedź 08.06.04, 08:31
                        Mam na myśli nie tylko treść, ale formę, ton, słownictwo Twoich i nie tylko
                        wypowiedzi.

                        Jaskrawy kontrast w zestawieniu z tym, co czytałem wcześniej, naprawdę.
                        • jmx Re: odpowiedź 08.06.04, 15:51

                          Widocznie taki jest cień tych ludzi (i mój?)....
                          • iwan_w Re: odpowiedź 08.06.04, 15:55
                            Pozostaje mieć nadzieję, że nie za często wychodzi na popołudniowy spacer...
                            • jmx Re: odpowiedź 08.06.04, 15:59

                              Bez powodu nie wyjdzie, nie sądzisz?
                              • malvvina Re: odpowiedź 08.06.04, 18:01
                                Aki Kaurismaki "czlowiek bez pamieci"
                                a z bunuela "ciemny obiekt pozadania" (???)
                                • jmx Bingo! 09.06.04, 01:03

                                  Ten Bunuel - tytuł mi wyleciał!

                                  A "Pi" ktoś widział?
                                  • jmx PS. ;-))))) 09.06.04, 01:06

                                    Tytuł "wyleciał" po raz drugi - "Mroczny obiekt pożądania".
                                    • malvvina Re: PS. ;-))))) 09.06.04, 08:03
                                      dzieki dzieki - jak ja tego slowa szukalam ! czasem sie zacinam ...
                                      >
                                      > Tytuł "wyleciał" po raz drugi - "Mroczny obiekt pożądania".
                                      >
                                  • ivek Pi 09.06.04, 08:22
                                    Cześć Dżem!

                                    jmx napisała:
                                    > A "Pi" ktoś widział?

                                    ja widziałem, i przyznam baardzo chętnie obejrzę kolejne filmy Aronofskyego.
                                    Lubię matmę i od dawna interesuje mnie społeczeństwo ultraortodoksyjnych
                                    Chasydów, nawet tych z Nowego Jorku. I nawet spodobało mi się jak opowiadana
                                    jest historia głównego bohatera.
                                    Bardzo podobał mi się też jego Requiem dla snu i piękna muzykę Kronos Quartet z
                                    tego filmu. Chociaż ostatnio wolę oglądać pozycje, które jak pisze Michał
                                    Chaciński z GW mówią o rzeczach trudnych bez operowania dołem. Na przykład
                                    irański 'Dzieci Niebios'.

                                    pozdrawiam,
                                    Ajwek

                                    • jmx Re: Pi 09.06.04, 15:50

                                      Hihi, matematyka to dla mnie czarna magia jak i ten film ;-).
                                      Ale bardzo mi się podobał. A "Requiem"... hm, jakoś się nie odważyłam na
                                      pójście; ale jest w planach.
                                      • ivek Re: Pi 09.06.04, 15:52
                                        jmx napisała:

                                        >
                                        > Hihi, matematyka to dla mnie czarna magia jak i ten film ;-).
                                        > Ale bardzo mi się podobał. A "Requiem"... hm, jakoś się nie odważyłam na
                                        > pójście; ale jest w planach.

                                        Polecam, jednak wybierz się na niego gdy nie będziesz mieć chandry, najmniejszej
                                        nawet deprechy itd. Bo wtedy może być nie do zniesienia. Najlepiej po prostu
                                        oglądać go w normalnym samopoczuciu.
                                        pozdrawiam,
                                        Aj.
    • caorle Re: Warszawa wita państwa... 07.06.04, 13:58
      (brawa!!!)Podaję swoje typy. A więc równorzędne dwa miejsca: (brawa!!!)

      1. "8 i pół" Fellini
      1. "Nóż w wodzie" Polański

      Specjalne wyróżnienie (szał!!!)
      2. "Hair" Formana

      i to tyle z Warszawy. Hallo, Hallo Forum - oddaje Wam głos.
      • iwan_w hmmm, Warszawa... 07.06.04, 15:36
        Osiem i pół - a jakże:)

        Kapitalne surrealistyczne, poetyckie sceny (ten lot!), powolny rytm, Anouk
        Aimee...

        ALe bez kolorów to nie to. Mało plastycznie.

        Rzym, Casanova, Kobiety i - kurczę - jaki był tytuł filmu o miasteczku Rimini?
        Więcej grzechów nie pamiętam, chwilowo...


        Nóż - wiadomo...

        Hair - nigdy w życiu, nudy:)

        Hallo, hallo...
        • caorle Re:A teraz 07.06.04, 16:42
          odpowiem jak pani na konkursie:
          "uwielbiam surrealizm w sztuce, stąd moje zainteresowanie filmami
          Felliniego...o na przykład jeszczę kocham la stradę i Guliettę..."
          ale to akurat prawda...:-)

          a Hair nie jest nudny dla "hippiski", którą czułam się...lat temu...i sentyment
          został i piosenka Aquarius...:-)
          • jmx A teraz z zupełnie innej beczki 08.06.04, 01:36

            "Hair" jest wstrząsający ale musi się wstrzelić w odpowiedni wiek. Jak się za
            staremu ogląda to nie działa. Podobnie jak "Stowarzyszenie umarłych poetów".

            A z innych "mocnych" - "Jesus Christ Superstar". Ta muzyka....!
            • malvvina ; 08.06.04, 08:08
              "Brazil" (kogo ?)
              caly almodovar
              Bunuel
              • iwan_w Brazil i Bunuel 08.06.04, 08:37
                O ile pamiętam, Brazil jest Terry'ego Gilliama, członka grupy Monty Pythona.

                Świetny jest:)

                A ulubiony film Bunuela?
                • ivek Bunuel 08.06.04, 09:12
                  iwan_w napisał:

                  Brazil jest rewlacyjny to fakt.
                  > A ulubiony film Bunuela?
                  pies andaluzyjski zrobił na mnie kiedyś mocne wrażenie i jest najlepszym obrazem
                  snów w kinie jaki widziałem. Niebanalne podejście do psychoanalizy to być może
                  zasługa współtwórcy - Salvadora Dali. Do dziś nie wiem, jak dysponując tak
                  ubogimi środkami nakręcili bardzo realistycznie scenę cięcia brzytwą gałki
                  ocznej. Niech się schowa Wes Craven i inne głupki.
                  Dodałbym jeszcze piękność dnia. Podobał mi sie też taki odjechany film Szymon
                  pustelnik, ale nie widzialem całego niestety. Dużo z jego filmow mam jeszcze do
                  obejrzenia.
                  ciacho
                  aj.
                  • iwan_w Bunuel c.d. 08.06.04, 09:30
                    Co do Psa - pełna zgoda:)

                    Podobno ludzie głęboko wstrząśnięci wychodzili z sal kinowych (wtedy), ale -
                    jak dla mnie - wciąż robi wrażenie. No i Salvador, ba...

                    Zresztą, Bunuela w ogóle lubię za surrealizm właśnie.

                    Oprócz Drogi mlecznej i Piękności dnia, moje ulubione to: Viridiana (znowu o
                    religii), Dziennik panny służącej (sarkastycznie o burżujach), Dyskretny urok
                    burżuazji (j.w.;)...

                    Klasa. Jeżeli nie widziałeś, to koniecznie.
                    • ivek Re: Bunuel c.d. 08.06.04, 09:48
                      iwan_w napisał:

                      > Oprócz Drogi mlecznej i Piękności dnia, moje ulubione to: Viridiana (znowu o
                      > religii), Dziennik panny służącej (sarkastycznie o burżujach), Dyskretny urok
                      > burżuazji (j.w.;)...

                      > Klasa. Jeżeli nie widziałeś, to koniecznie.

                      Aj łill, Aj łill Cheese tzn. Sir
                      ;)
                      Pozdrawiam i spadam z powrotem do pracy.
                      Aj.
            • iwan_w jesus christ superstar 08.06.04, 08:33
              He,he:)

              Ian Gillan (Deep Purple, jeden z moich dawnych ulubionych) grał Chrystusa,
              prawda?

              Całość - charyzmatyczna.
              • ivek Re: jesus christ superstar 08.06.04, 09:16
                iwan_w napisał:


                > Ian Gillan (Deep Purple, jeden z moich dawnych ulubionych) grał Chrystusa,
                > prawda?

                Chyba jednak nie grał, tylko jego głos jest na ścieżce dzwiękowej. Główną rolę
                grał niejaki Ted Neeley. Też kiedyś lubiłem Iana, teraz już mniej.
                > Całość - charyzmatyczna.
                nic dodać nic ująć ;)
          • iwan_w Czy filmy muzyczne 08.06.04, 09:38
            to takie, w których aktorzy śpiewają?

            Mam swój typ: Tańcząc w ciemnościach z Bjork:)
            • jmx różne 08.06.04, 15:58

              Nie widziałam. Zbyt dużo dobrego powiedzieli o tym filmie ;-)

              "Idioci" to kino do pomyślenia i przeżycia. Chociaż generalnie nie przepadam za
              Trierem, np. "Przełamując fale"... Hm. Dwa razy podchodziłam i dałam za
              wygraną.

              A z polskich a propos kina moralnego niepokoju - "Trzecia część nocy" (dnia?)
              Żuławskiego. Dla mnie niesamowity.

              A jak Bunuel to i Greeneway z "Dzieciątkiem".
              • iwan_w Trzecia część nocy i Dzieciątko 09.06.04, 13:22
                jmx napisała:

                >
                > Nie widziałam. Zbyt dużo dobrego powiedzieli o tym filmie ;-)

                I ja tak miewam. Zbyt duży szum - nie idę do kina...
                >
                > A z polskich a propos kina moralnego niepokoju - "Trzecia część nocy" (dnia?)
                > Żuławskiego. Dla mnie niesamowity.

                Rewelacja. jak dla mnie - jeden z najlepszych polskich filmów. Gwałtowny,
                ekspresyjny, drastyczny. Przypomina mi Lyncha.

                > A jak Bunuel to i Greeneway z "Dzieciątkiem".

                Greenaway - prawie ze wszystkim. Dzieciątko - jak najbardziej. Pillow book,
                Księgi Prospera, Kontrakt rysownika. Lubię tego... malarza:)
                • jmx Re: Trzecia część nocy i Dzieciątko 09.06.04, 15:47

                  Przypomina Lyncha? Hmm... Nigdy o nim nie myślałam w ten sposób. Może ciut.
                  Ale jednak inna atmosfera się unosi u Żuławskiego.

                  A najlepszy wg polski film, taki który nie będzie zrozumiały tylko u nas ze
                  względu na historię, doświadczenia, uwarunkowania itp. sprawy to "Wszystko na
                  sprzedaż". Wbiło mnie w fotel przy oglądaniu i tak zostało do dziś ;-).

                  "Malarzy" w kinie dobrze się ogląda, chociaż nie lubię gdy forma (właśnie
                  malarskość) przewyższa treść, albo wręcz ją zastępuje. Jednak do kina to się
                  chodzi na coś innego niż tylko podziwianie ładnych obrazków.
                  • ivek For sale 09.06.04, 15:55
                    jmx napisała:

                    > A najlepszy wg polski film, taki który nie będzie zrozumiały tylko u nas ze
                    > względu na historię, doświadczenia, uwarunkowania itp. sprawy to "Wszystko na
                    > sprzedaż". Wbiło mnie w fotel przy oglądaniu i tak zostało do dziś ;-).

                    Hi hi wczoraj widziałem książkę Beaty Tyszkiewicz "nie wszystko na sprzedaż".
                    Taa jeśli już Wajdę oglądać to w formie, z tamtych lat właśnie.
                    Ajwek
                  • iwan_w Re: Trzecia część nocy i Dzieciątko 11.06.04, 13:07
                    jmx napisała:

                    >
                    > Przypomina Lyncha? Hmm... Nigdy o nim nie myślałam w ten sposób. Może ciut.
                    > Ale jednak inna atmosfera się unosi u Żuławskiego.

                    Przypomina. Trochę też Bunuela (zresztą, w Zagubionej są zapożyczenia z tegoż i
                    mam wrażenie, że nie tylko tam). Zapętlona fabuła. Pewien rodzaj ekspresji.
                    Tyle, że pozbawiony poczucia humoru.

                    > A najlepszy wg polski film, taki który nie będzie zrozumiały tylko u nas ze
                    > względu na historię, doświadczenia, uwarunkowania itp. sprawy to "Wszystko na
                    > sprzedaż". Wbiło mnie w fotel przy oglądaniu i tak zostało do dziś ;-).

                    Dobry, ale najlepszy? Nie, nie.

                    > "Malarzy" w kinie dobrze się ogląda, chociaż nie lubię gdy forma (właśnie
                    > malarskość) przewyższa treść, albo wręcz ją zastępuje. Jednak do kina to się
                    > chodzi na coś innego niż tylko podziwianie ładnych obrazków.
                    >

                    Ładnych obrazków? Wartościujesz. Nie jestem zwolennikiem jeleni. ie nazwałbym
                    kadrów z Lyncha czy Greenawaya "ładnymi obrazkami".

                    A na co się chodzi do kina?
                    • jmx z opóźnieniem :-) 13.06.04, 03:26

                      Dopiero teraz zauważyłam ten post, trudno się połapać w tej gęstwinie ;-)

                      iwan_w napisał:

                      > Przypomina. Trochę też Bunuela (zresztą, w Zagubionej są zapożyczenia z tegoż
                      i
                      >
                      > mam wrażenie, że nie tylko tam). Zapętlona fabuła. Pewien rodzaj ekspresji.
                      > Tyle, że pozbawiony poczucia humoru.

                      U obu jest atmosfera strachu i wyobcowania, jakiegoś oddalenia od
                      rzeczywistości (nie wiem do końca jak to ubrać w słowa). Z tym, ze u Lyncha
                      taki stan jest powodowany, że się tak wyrażę umysłowością/osobowością bohaterów
                      a u Żuławskiego wojną i okupacją. U Lynch strach pochodzi z wewnątrz u
                      Zuławskiego jest powodowany sytuacją zewnętrzną.

                      > Dobry, ale najlepszy? Nie, nie.

                      A jaki wg Ciebie jest najlepszy?

                      > Ładnych obrazków? Wartościujesz. Nie jestem zwolennikiem jeleni. ie nazwałbym
                      > kadrów z Lyncha czy Greenawaya "ładnymi obrazkami".

                      To nie do końca tak mialo zabrzmieć, nie tak lekceważąco. Jeśli film to tylko
                      (w moim odbiorze) piękna forma a nie wzbudza we mnie żadnych emocji, uczuć (bo
                      na to się chodzi do kina i to tak naprawdę sie pamięta latami nie fabułę) to
                      film mi się nie podoba. Choć "obiektywnie" może być dobry ;-).


                      I jeszcze:

                      "Nakarmić kruki" Saury
                      "Cinema: Paradiso" Tornatore.
                      • iwan_w i ja gubię się na tym drzewie;) 14.06.04, 14:47
                        jmx napisała:

                        >
                        > U obu jest atmosfera strachu i wyobcowania, jakiegoś oddalenia od
                        > rzeczywistości (nie wiem do końca jak to ubrać w słowa). Z tym, ze u Lyncha
                        > taki stan jest powodowany, że się tak wyrażę umysłowością/osobowością
                        bohaterów> a u Żuławskiego wojną i okupacją. U Lynch strach pochodzi z wewnątrz
                        u
                        > Zuławskiego jest powodowany sytuacją zewnętrzną.

                        Coś w tym jest, Lynch tworzy światy subiektywne (jak w Głowie do wycierania,
                        Zagubionej autostradzie). Ale i u Żuławskiego świat przedstawiony jest mocno
                        przefiltrowany przez umysły bohaterów. Są niejasne, irracjonalne sytuacje,
                        deformacja rzeczywistości. Zagrożenie z zewnątrz, zgoda. ALe np. w Blue Velvet
                        Lyncha? Mają też wspólny pewien rys, bo ja wiem? makabry.

                        > > Dobry, ale najlepszy? Nie, nie.
                        >
                        > A jaki wg Ciebie jest najlepszy?

                        Ja nie oceniam filmów w ten sposób. Jest wiele takich, które wywołały na mnie
                        silne wrażenie i mieszczą się w (mojej) czołówce. Takich, które cenię. Te,
                        które wymieniłem w początkowym poście, to poniekąd przypadkowy wybór z puli
                        filmów, które lubię/cenię mniej więcej jednakowo; mógłbym wymienić wiele
                        innych, wcale nie gorszych. Selekcja jest trudna:)

                        Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe wskazanie "najlepszego" filmu. Są
                        nieporównywalne: w jednym fascynuje mnie obraz, w innym pociąga tematyka...
                        ALe generalnie, co do polskich, szukałbym wśród Hasa, Wajdy, Kieślowskiego i
                        Zanussiego. I nie wykluczam, że o kimś właśnie zapomniałem...

                        >
                        > > Ładnych obrazków? Wartościujesz. Nie jestem zwolennikiem jeleni. ie nazwał
                        > bym
                        > > kadrów z Lyncha czy Greenawaya "ładnymi obrazkami".
                        >
                        > To nie do końca tak mialo zabrzmieć, nie tak lekceważąco. Jeśli film to tylko
                        > (w moim odbiorze) piękna forma a nie wzbudza we mnie żadnych emocji, uczuć
                        (bo
                        > na to się chodzi do kina i to tak naprawdę sie pamięta latami nie fabułę) to
                        > film mi się nie podoba. Choć "obiektywnie" może być dobry ;-).

                        ALe piekna forma to też emocje...

                        > I jeszcze:
                        >
                        > "Nakarmić kruki" Saury
                        > "Cinema: Paradiso" Tornatore.
                        >


                        Właśnie, Saura. Do tej pory prześladuje mnie muzyka z Nakarmić kruki (ta
                        piosenka). Czyje to w ogóle jest i gdzie szukać? Wiesz coś?
                        • jmx Re: i ja gubię się na tym drzewie;) 15.06.04, 01:37
                          iwan_w napisał:

                          > Coś w tym jest, Lynch tworzy światy subiektywne (jak w Głowie do wycierania,
                          > Zagubionej autostradzie). Ale i u Żuławskiego świat przedstawiony jest mocno
                          > przefiltrowany przez umysły bohaterów. Są niejasne, irracjonalne sytuacje,
                          > deformacja rzeczywistości. Zagrożenie z zewnątrz, zgoda. ALe np. w Blue
                          Velvet
                          > Lyncha? Mają też wspólny pewien rys, bo ja wiem? makabry.

                          No jest przefiltrowany ale u podłoża zachowań bohaterów leży co innego. Nie
                          jakieś wewnętrzne mary schizofrenicznego umysłu ale całkiem realna śmierć,
                          która może przyjść w każdej chwili i z każdej strony. Reszta to nakładki.
                          Makabra, pannika, brak poczucia wpływu na własny los... ale inne są ich żródła.

                          Co w "Blue velvet"?

                          > Ja nie oceniam filmów w ten sposób. Jest wiele takich, które wywołały na mnie
                          > silne wrażenie i mieszczą się w (mojej) czołówce. Takich, które cenię. Te,
                          > które wymieniłem w początkowym poście, to poniekąd przypadkowy wybór z puli
                          > filmów, które lubię/cenię mniej więcej jednakowo; mógłbym wymienić wiele
                          > innych, wcale nie gorszych. Selekcja jest trudna:)

                          Skoro napisałeś, ze "nie najlepszy" to znaczy, ze istnieje w Twojej głowie
                          taki, który uważasz za najlepszy/kilka najlepszych. I właśnie o to proszę, o
                          subiektywną opinię. Wiem, że jak się dużo oglada to powstaje swego rodzaju
                          kompilacja, trudno z głowy wyłuskać konkretne tytuły "na zawołanie",
                          taka "lista" jest zależna od obecnego nastroju, pogody, ostatnio obejrzanego
                          filmu, przeczytanej książki, usłyszanej muzyki. Ale na "tu i teraz", masz
                          jakieś typy i chciałabym je poznać. Chodzi o wrważęnia, o siłę odziaływania a
                          nie uczone eseje i przekrojowe recenzje ;-).

                          Na przykład najgorszy film polski wg mnie to "Operacja Samum". Baaardzo duze
                          emocje w emnie wbudził i będe go długo pamiętać, jako kompletny gniot i totalne
                          zmarnowanie tematyki przez twórców.

                          Późnego Kieślowskiego trudno opisywać jako reżysera polskiego, raczej
                          ponad....narodowy. Wczesny Wajda i Zanussi to się zgadzam ale teraz... Mówiąc
                          oględnie nie są w najlepszej, filmowej formie.

                          > ALe piekna forma to też emocje...

                          Nie zawsze, przynajmniej u mnie. Jeżeli film jest ładny w oprawie ale "pusty" w
                          środku to mnie nie będzie pociągał choćby nie wiem jaka sława go zrobiła.
                          Ale to mój, bardzo subiektywny punkt widzenia i być może kontrowersyjny ;-).

                          > Właśnie, Saura. Do tej pory prześladuje mnie muzyka z Nakarmić kruki (ta
                          > piosenka). Czyje to w ogóle jest i gdzie szukać? Wiesz coś?

                          Coś tam stuka ale muszę pogrzebać :-).


                          I kolejne:
                          "Pożegnania"
                          "Do widzenia, do jutra"
                          "Salto"...!
                          • iwan_w Re: wracam, żeby wątek mi nie zbankrutował;) 19.06.04, 15:01
                            jmx napisała:

                            > iwan_w napisał:
                            >
                            > > Coś w tym jest, Lynch tworzy światy subiektywne (jak w Głowie do wycierani
                            > a,
                            > > Zagubionej autostradzie). Ale i u Żuławskiego świat przedstawiony jest moc
                            > no
                            > > przefiltrowany przez umysły bohaterów. Są niejasne, irracjonalne sytuacje,
                            >
                            > > deformacja rzeczywistości. Zagrożenie z zewnątrz, zgoda. ALe np. w Blue
                            > Velvet
                            > > Lyncha? Mają też wspólny pewien rys, bo ja wiem? makabry.
                            >
                            > No jest przefiltrowany ale u podłoża zachowań bohaterów leży co innego. Nie
                            > jakieś wewnętrzne mary schizofrenicznego umysłu ale całkiem realna śmierć,
                            > która może przyjść w każdej chwili i z każdej strony. Reszta to nakładki.
                            > Makabra, pannika, brak poczucia wpływu na własny los... ale inne są ich
                            żródła.
                            >
                            > Co w "Blue velvet"?

                            Zagrożenie pochodziło właśnie "z zewnątrz"...
                            Co do reszty, zgadzam się. Mniej więcej;)


                            >
                            > > Ja nie oceniam filmów w ten sposób. Jest wiele takich, które wywołały na m
                            > nie
                            > > silne wrażenie i mieszczą się w (mojej) czołówce. Takich, które cenię. Te,
                            >
                            > > które wymieniłem w początkowym poście, to poniekąd przypadkowy wybór z pul
                            > i
                            > > filmów, które lubię/cenię mniej więcej jednakowo; mógłbym wymienić wiele
                            > > innych, wcale nie gorszych. Selekcja jest trudna:)
                            >
                            > Skoro napisałeś, ze "nie najlepszy" to znaczy, ze istnieje w Twojej głowie
                            > taki, który uważasz za najlepszy/kilka najlepszych. I właśnie o to proszę, o
                            > subiektywną opinię. Wiem, że jak się dużo oglada to powstaje swego rodzaju
                            > kompilacja, trudno z głowy wyłuskać konkretne tytuły "na zawołanie",
                            > taka "lista" jest zależna od obecnego nastroju, pogody, ostatnio obejrzanego
                            > filmu, przeczytanej książki, usłyszanej muzyki. Ale na "tu i teraz", masz
                            > jakieś typy i chciałabym je poznać. Chodzi o wrważęnia, o siłę odziaływania a
                            > nie uczone eseje i przekrojowe recenzje ;-).

                            Nie chodzi o to, że „nie potrafię” wyłuskać konkretnych tytułów, bo ich nie
                            pamiętam, ani też – a w każdym razie nie tylko – o to, że typy uzależnione są
                            od aktualnego nastroju, wiedzy i tak dalej.
                            Różne filmy są w znacznej mierze nieporównywalne ze sobą: bo co to znaczy
                            najlepszy?
                            To znaczy, że najlepiej oceniam pracę: reżysera, scenarzysty, aktorów, autora
                            muzyki, zdjęć?
                            Jak to zhierarchizować? W jednym filmie zafascynuje mnie obraz i dzięki temu
                            będę go cenił, w innym – przekaz, jaki niesie jego treść. Takie filmy są dla
                            mnie nieporównywalne. Siła oddziaływania obu jest, powiedzmy, taka sama, tyle,
                            że jeden oddziałuje na zmysły, drugi – załóżmy, intelektualnie.
                            Nie ośmielę się powiedzieć, że jeden jest „lepszy” od drugiego. To filmy z
                            różnych półek, ale jednakowo wysoko ustawionych. Dla mnie – subiektywnie.
                            Dlatego mogę mówić o grupie filmów, które lubię, cenię i tak dalej. To filmy
                            reżyserów, których wymieniłem w poprzednim poście (mówimy o polskich):
                            Has – niech będzie Sanatorium, Rękopis, Nieciekawa historia, Pętla, Wspólny
                            pokój, Lalka;
                            Wajda – Ziemia obiecana, Panny z Wilka;
                            Kieślowski – trylogia (myślę, że można to upchnąć do polskiego dorobku);
                            Zanussi – nie pamiętam tytułów;)
                            Polański – Nóż w wodzie (tutaj już nie wiem, czy wymieniać to, co zrobił na
                            Zachodzie...).



                            > Późnego Kieślowskiego trudno opisywać jako reżysera polskiego, raczej
                            > ponad....narodowy. Wczesny Wajda i Zanussi to się zgadzam ale teraz... Mówiąc
                             oględnie nie są w najlepszej, filmowej formie.

                            Nie są, oj nie...

                            >
                            > > ALe piekna forma to też emocje...
                            >
                            > Nie zawsze, przynajmniej u mnie. Jeżeli film jest ładny w oprawie ale "pusty"
                            w
                            >
                            > środku to mnie nie będzie pociągał choćby nie wiem jaka sława go zrobiła.
                             Ale to mój, bardzo subiektywny punkt widzenia i być może kontrowersyjny ;-).

                            No, tutaj możnaby rozważać: a co to znaczy pusty w środku i tak dalej? Każdy ma
                            subiektywne zdanie.

                            >
                            > > Właśnie, Saura. Do tej pory prześladuje mnie muzyka z Nakarmić kruki (ta
                            > > piosenka). Czyje to w ogóle jest i gdzie szukać? Wiesz coś?
                            >
                             Coś tam stuka ale muszę pogrzebać :-).


                            Coś zostało wygrzebane?;)


                            > I kolejne:
                            > "Pożegnania"
                            > "Do widzenia, do jutra"
                            > "Salto"...!

                            Pożegnanie tak, to Has. Pozostałych nie widziałem...


                            Pozdrawiam i przepraszam, że tak późno, ale to chrześcijaństwo....

            • jmx filmy muzyczne - aneks 09.06.04, 01:08

              Z muzycznych urzekł mnie W. Allena: "Wszyscy mówią kocham cię".
    • ziemiomorze Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 07.06.04, 17:23
      Wlasciwie kazdy dobry film jest - w jakims tam znaczeniu - psychologiczny.

      Ostatnio - 'Slon' Van Santa: nie dosc, ze swietne kino, to jeszcze nieglupi i
      milo inny z formalnego punktu widzenia.

      zet.
      • iwan_w Słoń? 08.06.04, 08:38
        Nie widziałem:(
    • j_ar Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 08:44
      sprzedawcy- dialogi, bezposredniosc, poszukiwanie malego swiata

      idioci- za zagubienie i probe zrozumienia, chec uchwycenia granic, ktorych nie
      da sie zrozumiec a mozna jedynie poczuc

      wejscie smoka - za dialogi oczywiscie :)))
      • iwan_w von trier i bruce lee 08.06.04, 09:18
        Sprzedawców wciąż nie widziałem, chociaż słyszało się niejedną pochlebną
        opinię. DO zaliczenia.

        Co do Idiotów - przyznaję bez bicia, bez tortur psycho- i innych;) - po około
        40 minutach dałem za wygraną, ale kto wie? może jeszcze podejmę wyzwanie.
        (Tańcząc w ciemnościach - naprawdę świetny, podobał mi się.)


        I, wreszcie, Bruce Lee, a jakże, całość filmografii, za baletową choreografię w
        ogólności, a dynamiczną wizualizację stylu walki pijanego w szczególności (i
        nunchako raz i dwa, ciach), i nie tylko on, bo i Chuck Norris przecież, a
        Cynthia Rothrock? nie zapominajmy i o niej, jak i o Jackiem Chanie, i tych
        wszystkich, takich mało rozpoznawalnych dla europejskiego oka, a legion ich
        jest, i o tych, co na morzu...

        Wypijamy za nich, raz i dwa, ciach...;))
        • j_ar Re: von trier i bruce lee 08.06.04, 09:33
          > Sprzedawców wciąż nie widziałem, chociaż słyszało się niejedną pochlebną
          > opinię. DO zaliczenia.

          genialne, trzeba sie wczytac;)

          > Co do Idiotów - przyznaję bez bicia, bez tortur psycho- i innych;) - po około
          > 40 minutach dałem za wygraną, ale kto wie? może jeszcze podejmę wyzwanie.

          to fakt, ciezko jest przejsc film, potrafi chwilami znudzic, trzeba miec
          natchnienie;).. daje do myslenia koniec filmu, ale dopiero po tym jak obejrzy
          sie caly... ja obejrzalem w dwoch podejsciach;)

          > (Tańcząc w ciemnościach - naprawdę świetny, podobał mi się.)

          od roku mam go na kompie, ale nie obejrzalem, wciaz brak natchnienia...ale
          dzisiaj sie postaram;)

          > I, wreszcie, Bruce Lee, a jakże, całość filmografii, za baletową choreografię
          w ogólności, a dynamiczną wizualizację stylu walki pijanego w szczególności (i
          > nunchako raz i dwa, ciach), i nie tylko on, bo i Chuck Norris przecież, a
          > Cynthia Rothrock? nie zapominajmy i o niej, jak i o Jackiem Chanie, i tych
          > wszystkich, takich mało rozpoznawalnych dla europejskiego oka, a legion ich
          > jest, i o tych, co na morzu...

          :) oj legion ich wielki... nawet i hong gil dong karate mistrz:)

          > Wypijamy za nich, raz i dwa, ciach...;))

          i ciach;)
          • iwan_w a kimono? 08.06.04, 09:55
            bo gdy ja dołożę

            reanimacja nawet nie pomoże

            bo ja jestem king brusli karate mistrz!


            hahahaha...! Boski Franek:)
      • ivek :))) 08.06.04, 09:19
        j_ar napisał:

        Dzięki idiotom pewniej się czuje w damskiej szatni na basenie. Mogę teraz
        argumentować, że szum wokół tej sprawy trąci myszką i stanowi kolenjny
        burżuazyjny przeżytek.

        > wejscie smoka
        A próbowałeś Jar po pierwszej projekcji gasić wszystkie kontakty w domu z kopniaka?
        pozdrawiam,
        Aj.
        • j_ar Re: :))) 08.06.04, 09:27
          > > wejscie smoka
          > A próbowałeś Jar po pierwszej projekcji gasić wszystkie kontakty w domu z
          kopniaka?

          hehehe...przez kilka lat... jakze by inaczej;)
    • kwieto Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 10:03
      Kiedys mialem faze na polskie kino moralnego niepokou:

      "o bi o ba, koniec cywilizacji", "ga ga, chwala bohaterom" (nie wiem czemu mialy takie przedszkolne
      wstawki w tytulach?), "Wojna swiatow (z pieknym tekstem przewijajacym sie w tle: "Pamietajcie, krew
      oddajemy dobrowolnie. Kto nie odda krwi nie idzie do pracy, kto nie idzie do pracy ten nie dostaje jesc.
      Pamietajcie, krew oddajemy dobrowolnie..."

      poza tym:
      "czerwona pustynia" Antonioniego, wylacznie za obraz (bo o ile poszczegolne kadry mam po dzis dzien
      w pamieci, to fabuly nie pamietem kompletnie)
      Na podobnych zasadach "ukryte pragnienia"

      "Kroniki portowe" (mimo ze bohater nie chcial Maca tylko peceta, wybaczam mu)
      "Gosford Park"

      Z nowszych:
      "Powrot"
      "Dziewczyna z Perla"
      "Hazard, bogowie i LSD" (ale to pardokument wiec nie wiem czy sie kwalifikuje)
      "Nadprodukcja - Terror konsumpcji" (Za idealny marketingowy "cukierek" krytykujacy cywilizacje
      marketingu).

      Duzo by bylo "smaczkow" jeszcze
      • iwan_w Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 10:19
        Pięknie.

        Teraz wychodzi szydło z wora - większości wymienionych przez Ciebie filmów nie
        widziałem, ale, ale: w najbliższych planach mam Dziewczynę, Hazard i Powrót.
        Mam nadzieję, że zrealizuję, ale to nic pewnego...

        Kino moralnego niepokoju bardziej kojarzy mi się z Zanussim, Falkiem,
        Kieślowskim, niż Szulkinem.
        Lubię klimat niektórych filmów Zanussiego - o wejściu w świat układów i
        kompromisów (Barwy ochronne, na przykład, ze świetnym Zapasiewiczem), albo
        egzystencjalnych, jak ten o umieraniu - chyba Spirala, z Nowickim w głównej
        roli (film byłby bardzo a propos wątku Kvinny z zeszłego tygodnia).

        Albo Falka Wodzirej ze Stuhrem, hihi:)
        Co za komedia, a ten numer z szampanem podczas balu:))

        Kronik portowych nie kojarzę w ogóle?
        • kwieto Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 10:27
          > Teraz wychodzi szydło z wora - większości wymienionych przez Ciebie filmów nie
          > widziałem, ale, ale: w najbliższych planach mam Dziewczynę, Hazard i Powrót.
          > Mam nadzieję, że zrealizuję, ale to nic pewnego...

          Z tych trzech najbardziej polecam Hazard.
          Co do powrotu - tak sie zlozylo ze bylismy na nim dwa razy. Jest taki moment filmu, w ktorym na obu
          seansach na widowni ktos krzyknal - ciekawe...

          > Kino moralnego niepokoju bardziej kojarzy mi się z Zanussim, Falkiem,
          > Kieślowskim, niż Szulkinem

          Nooo, powiedzmy SF moralnego niepokoju :"P

          > Lubię klimat niektórych filmów Zanussiego - o wejściu w świat układów i
          > kompromisów (Barwy ochronne, na przykład, ze świetnym Zapasiewiczem), albo
          > egzystencjalnych, jak ten o umieraniu - chyba Spirala, z Nowickim w głównej
          > roli (film byłby bardzo a propos wątku Kvinny z zeszłego tygodnia).

          Taaa... pierwszy ogladalem piate przez dziesiate niestety, drugiego nie znam.
          Wodzirej podobnie jak "barwy ochronne", bu.

          Kroniki portowe to film o swego rodzaju dorastaniu, dojrzewaniu.
          Historia o domu przeciagnietym na saniach przez zamarznieta zatoke, pirackich korzeniach i stawaniu
          na nogi. I swietna muzyka.

          BTW - "Ostatni dzwonek" kojarzysz?
        • ziemiomorze Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 10:34
          iwan_w napisał:

          > Pięknie.
          >
          > Teraz wychodzi szydło z wora - większości wymienionych przez Ciebie filmów
          nie
          > widziałem, ale, ale: w najbliższych planach mam Dziewczynę, Hazard i Powrót.

          'Dziewczyna' to zwykla amerykanska chala, tyle, ze piekna.

          > Kronik portowych nie kojarzę w ogóle?

          'Kroniki' nakrecil Lasse Hallstrom, ten od 'Gilberta Grape'a', 'Czekolady'
          i 'Regulaminu tloczni win' - wszystkie te filmy nadaja sie do Twojego
          plebiscytu.

          Ale po co Ci on?

          zet.
          • kwieto Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 10:43
            > 'Dziewczyna' to zwykla amerykanska chala, tyle, ze piekna.

            I tu pies pogrzebany.
            Bo ja sie nie zgadzam. Tzn to ze piekna nie pozwala mi nazwac jej chala
            Ale przyznaje tu bardziej interesowal mnie obraz niz tresc :")
            • ziemiomorze Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 10:55
              kwieto napisał:

              > > 'Dziewczyna' to zwykla amerykanska chala, tyle, ze piekna.
              >
              > I tu pies pogrzebany.
              > Bo ja sie nie zgadzam. Tzn to ze piekna nie pozwala mi nazwac jej chala
              > Ale przyznaje tu bardziej interesowal mnie obraz niz tresc :")

              Dziewczyna sliczna, malarz rowniez, kazdy kadr dopieszczony do granic,
              stylizacja nienaganna, rekwizyty troskliwie dobrane, swiatlo malarskie... i co?

              Ja tam mam dosc pieknej formy bez tresci. To tylko sztuczki.

              Wybredna
              zetta

              • szkodnik1 Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 11:13
                ....nie wiem czy taka odpowiedź padła, bo nie czytałem wszystkich....
                MEMENTO - najbardziej psych. film jaki w życiu widziałem.....:))))
              • kwieto Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 11:56
                No nie, filmowi daleko do kiczu.
                Byc moze jest to film dla tych co "mysla obrazem" - gdzie bardziej liczy sie ulotne wrazenie niz tresc.
                • ziemiomorze Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 12:30
                  kwieto napisał:

                  > No nie, filmowi daleko do kiczu.

                  Wizualnie? Jasne. Tresciowo? Bardzo. Moze uwazam tak, bo ksiazka jakby byla
                  glebsza.

                  > Byc moze jest to film dla tych co "mysla obrazem" - gdzie bardziej liczy sie
                  > ulotne wrazenie niz tresc.

                  Kiedy dla mnie liczy sie i jedno i drugie. Widzialam bardzo duzo filmow,
                  wlasciwie wychowywalam sie w kinie i stad moj brak ochoty na jakiekolwiek
                  kompromisy w tej sprawie.

                  zorro
                  • kwieto Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 12:45
                    > Wizualnie? Jasne. Tresciowo? Bardzo. Moze uwazam tak, bo ksiazka jakby byla
                    > glebsza.

                    No tak, tylko czy zawsze film musi byc "ilustracja" ksiazki?
                    Pornografia dosc daleko odbiega od oryginialu, a jednak moim zdaniem sie broni.

                    Wlasciwie dopiero po Twoim poscie stwierdzilem, ze ogladajac "dziewczyne z perla" praktycznie nie
                    zwracalem uwagi na fabule, ktora byla raczej tlem, pretekstem.
                    Oczywiscie, nie z kazdym filmem sie tak uda, ale akurat tutaj bylo to ciekawe zagranie.
                    Bardziej liczy sie dla mnie to, ze poszczegolne ujecia sa przesycone klimatem, niz to czy historia jest
                    gleboka czy nie.
                    • ziemiomorze Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 14:42
                      kwieto napisał:

                      > No tak, tylko czy zawsze film musi byc "ilustracja" ksiazki?

                      Nienie - nie musi, i ja nie o tym, bo nawet nie powinna. Po co tlumaczyc
                      ksiazke na film? To zabieg pozbawiony sensu nawet w przypadku Harrego Pe.
                      Natomiast nie rozumiem, w jakim celu splycac oryginal. Skoro historia jest
                      madra i nadaje sie do przemyslen, po co robic na jej podstawie cos ladnego, ale
                      glupiego?

                      > Wlasciwie dopiero po Twoim poscie stwierdzilem, ze ogladajac "dziewczyne z
                      > perla" praktycznie nie
                      > zwracalem uwagi na fabule, ktora byla raczej tlem, pretekstem.
                      > Oczywiscie, nie z kazdym filmem sie tak uda, ale akurat tutaj bylo to ciekawe
                      > zagranie.
                      > Bardziej liczy sie dla mnie to, ze poszczegolne ujecia sa przesycone
                      > klimatem, niz to czy historia jest
                      > gleboka czy nie.

                      'Perle' widzialam pare dni po 'Sloniu', stad moze uczucie absmaku (doszly
                      jeszcze do tego oczekiwania po lekturze ksiazkowego oryginalu). 'Slon' tez byl
                      wizualnie dopieszczony. Od strony formalnej - majstersztyk. I _do_tego_ nie byl
                      tak brutalnie plaski. Reka mistrza.

                      I zdecydowanie wole takie kino, o.

                      zorro, czarny msciciel.
                      • iwan_w Dziewczyna z perłą 08.06.04, 14:46
                        Prawdopodobnie masz rację. Podobne opinie czytałem w recenzjach i słyszałem od
                        osób, które widziały.

                        Pierwowzór dramatycznie spłycony. Ale myślę, że i tak warto. Za obrazy. Za
                        klimat (malarski) złotego wieku Niderlandów.
                      • kwieto Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 15:58
                        Slonia nie widzialem.
                        A Dziewczyna z perla fajna jest i basta :"P

                        A po prawdzie, pewnie jest tak jak z filmem Mettlera, w ktorym bardziej liczy sie wrazenie niz tresc.
                        No i wez poprawke na to ze param sie fotografia, dobrze skomponowany, wysmakowany obraz -
                        mniam.
                  • komandos57 Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 08.06.04, 12:47
                    ziemiomorze,wstaw se protezy w paszcze
                    • vlad_palovnik :D siemasz ko` mendos ! :D 08.06.04, 22:32

                      Jak tam twoja dziewczyna, koza ?
                      Wciąż jeszcze obrzucaja was kamieniami na wsi czyniąc przy tym znak krzyża?



                      tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi ...

                      :D






                      komandos57 napisał:

                      > ziemiomorze,wstaw se protezy w paszcze
                  • iwan_w treść, forma, treść, forma 08.06.04, 14:40
                    Odwieczne rozważania...;)

                    Ziemiomorze - nie lubisz pewnie filmów Lyncha i Greenawaya? Ja - bardzo:)

                    I nie przesadzajmy z oczekiwaniami. Niekiedy wystarczą tylko obrazy, żeby film
                    był dobry. Nie wiem, czy nie one są właśnie w kinie najistotniejsze. Jeżeli
                    brakuje nam słów, dialogów, morałów, t r e ś c i, wystarczy otworzyć i
                    przeczytać książkę. Czy nie można oglądać tylko dla przyjemności? Zawsze musi
                    być morał?

                    Kiedy patrzę na obraz Vermeera (co za tematy: Czytająca list, Geograf, Widok
                    Delft), nie poszukuję w nich głębokich treści. Bo ich tam najzwyczajniej nie
                    ma. Ale to bynajmniej nie umniejsza wartości tego typu malarstwa.
                    • ziemiomorze Re: treść, forma, treść, forma 08.06.04, 14:45
                      iwan_w napisał:

                      > Odwieczne rozważania...;)
                      >
                      > Ziemiomorze - nie lubisz pewnie filmów Lyncha i Greenawaya? Ja - bardzo:)

                      Znam.
                      Gdyby nie fakt, ze mam wszystkie zeby, moglabym powiedziec, ze zjadlam je
                      zjadlam na nich.

                      > I nie przesadzajmy z oczekiwaniami.

                      No zaraz - dlaczego nie? Bo?

                      Niekiedy wystarczą tylko obrazy, żeby film
                      > był dobry.

                      Sek w tym, ze mi nie.

                      Nie wiem, czy nie one są właśnie w kinie najistotniejsze. Jeżeli
                      > brakuje nam słów, dialogów, morałów, t r e ś c i, wystarczy otworzyć i
                      > przeczytać książkę. Czy nie można oglądać tylko dla przyjemności? Zawsze musi
                      > być morał?

                      Nie o morale pisze. Nie o dretwym dydaktycznym smrodku. Chodzi mi raczej o to,
                      zeby film byl dzielem sztuki a nie landszaftem z jeleniem czy sliczna johansson.

                      > Kiedy patrzę na obraz Vermeera (co za tematy: Czytająca list, Geograf, Widok
                      > Delft), nie poszukuję w nich głębokich treści. Bo ich tam najzwyczajniej nie
                      > ma. Ale to bynajmniej nie umniejsza wartości tego typu malarstwa.

                      Niekoniecznie chodzi mi o tresc intelektualna. Wystarcza emocje - takie, wiesz,
                      _prawdziwe_, a nie plastikowe, jak w 'Perle'. U Vermeera emocje sa szczerozloto
                      prawdziwe i na tym polega sila jego malarstwa.

                      zetta
                      • iwan_w dzieło sztuki? 08.06.04, 15:05
                        Dziewczyna z perłą nie jest dobrym przykładem. Tym bardziej, że nie widziałem.
                        Zapomnijmy o niej.

                        Inny przykład: Pillow book Greenawaya.
                        Albo: Zagubiona Lyncha.
                        Albo: Rękopis znaleziony w Sragossie Hasa.

                        Jak je oceniasz? Za mało treści?

                        Nie przesadzajmy z oczekiwaniami - takimi, żeby wszystko w filmie było cacy-
                        cacy. Nie produkuje się samych majstersztyków. Scenariusz, zdjęcia,
                        scenografia, kostiumy, aktorstwo i tak dalej, wszystko na najwyższym poziomie.
                        Niestety. Zawsze można znaleźć słaby punkt.

                        Co do obrazów - odbiór jest subiektywny. Mnie obrazy wystarczą (uwielbiam
                        plastyczne filmy), a Tobie nie. Każdy ma swoje preferencje. Pozostajemy na
                        stanowiskach:)


                        I dalej. Dzieło sztuki a nie landszaft. Zostawmy, jak powiedziałem, Dziewczynę.
                        Jakie filmy (konkretnie) są dla Ciebie dziełami sztuki?

                        Czy Lynch, Greenaway, Has, Fellini produkują jelenie?


                        Co do emocji - całkowita zgoda. Też nie lubię plastiku:)
                        • ziemiomorze Re: dzieło sztuki? 08.06.04, 15:37
                          iwan_w napisał:

                          [...]
                          > Inny przykład: Pillow book Greenawaya.
                          > Albo: Zagubiona Lyncha.
                          > Albo: Rękopis znaleziony w Sragossie Hasa.
                          >
                          > Jak je oceniasz? Za mało treści?

                          'Pillow' mi sie nigdy nie podobal, ani 'Zagubiona'. Mam wrazenie, ze obaj
                          mistrzowie sie w tych filmach poplatali i zgubili. Troche takie (to bardziej
                          dotyczy Lyncha): 'to ja to tak fajnie zrobie, a wy (widownia) sobie
                          dospiewacie, co tam trzeba, na pewno cos wymyslicie'.

                          'Rekopis' poznalam, kiedy bylam dzieckiem, i byl przez pare lat dla mnie troche
                          straszna, troche erotyczna bajka. Ale kiedy podroslam, udalo mi sie zrozumiec
                          glebie i tego filmu, i jego literackiego pierwowzoru, ich przemyslalna
                          strukture i wielowymiarowosc symboliki.

                          > Nie przesadzajmy z oczekiwaniami - takimi, żeby wszystko w filmie było cacy-
                          > cacy. Nie produkuje się samych majstersztyków. Scenariusz, zdjęcia,
                          > scenografia, kostiumy, aktorstwo i tak dalej, wszystko na najwyższym poziomie.
                          > Niestety. Zawsze można znaleźć słaby punkt.

                          No nie wiem.
                          Wychowalam sie na wloskich klasykach. Z wysokiej gory latwo sie spada.
                          Nie zrozum mnie zle, nie oczekuje po kinie tylko i jedynie jakiejs niebywale
                          wielkiej glebi; lubie i doceniam filmy typu, bo ja wiem, 'Czekolada'
                          czy 'Amelia', czy moj najukochanszy z tego rodzaju 'Bagdad Cafe'. Tyle, ze w
                          takich filmach tez musi byc prawda - tym razem emocjonalna.
                          Razi mnie pretensjonalnosc 'Dziewczyny z perla' - ten film udaje a do tego jest
                          ladny. Mnie to zlosci, bo mozna bylo zrobic cos duzo, duzo wiecej.

                          > Co do obrazów - odbiór jest subiektywny. Mnie obrazy wystarczą (uwielbiam
                          > plastyczne filmy), a Tobie nie. Każdy ma swoje preferencje. Pozostajemy na
                          > stanowiskach:)

                          Tak, ja sie na swoim zdazylam juz okopac swoja mala saperka.

                          [...]
                          > Jakie filmy (konkretnie) są dla Ciebie dziełami sztuki?
                          >
                          > Czy Lynch, Greenaway, Has, Fellini produkują jelenie?

                          Z Lynchem i Greenewayem mam, jak powiedzialam, od jakiegos czasu na pienku.
                          Fellini jest jednym z moich duchowych ojcow, mimo tego, co zrobil
                          po 'Casanowie' (no, 'Ginger i Fred sie bronia', ok). Hasa znam trzy filmy i
                          wszystkie trzy uwielbiam.

                          Nie mam 'ulubionego filmu' ani takiego, ktory uwazam za 'najlepszy na swiecie.
                          Najbardziej uksztaltowaly moja wrazliwosc 'Zawod reporter' i 'Powiekszenie'
                          Antonioniego, 'Portret rodzinny we wnetrzu' Viscontiego - i nie tylko dlatego,
                          ze to byly dobre filmy, ale pewnie tez po trosze z powodu tego, ze akurat te
                          byly dobre (chociaz byly), ale ze te byly najbardziej kultowe w moim DKF-ie.
                          A - jeszcze 'Piknik pod wiszaca skala' Weira - a teraz nie moge w to uwierzyc :-
                          )

                          > Co do emocji - całkowita zgoda. Też nie lubię plastiku:)

                          To nie idz na 'Dziewczyne z perla'

                          zetta
                          • iwan_w Re: dzieło sztuki? 09.06.04, 13:11
                            ziemiomorze napisała:

                            > 'Pillow' mi sie nigdy nie podobal, ani 'Zagubiona'. Mam wrazenie, ze obaj
                            > mistrzowie sie w tych filmach poplatali i zgubili. Troche takie (to bardziej
                            > dotyczy Lyncha): 'to ja to tak fajnie zrobie, a wy (widownia) sobie
                            > dospiewacie, co tam trzeba, na pewno cos wymyslicie'.
                            >

                            To nie przypadek, że zarówno Lynch, jak i Greenaway są też malarzami, a ten
                            pierwszy (drugi może też? nie wiem) para się również fotografią. Nie jest też
                            przypadkiem, że uwielbiam ich filmy, skoro (od dawna) interesuję się i
                            malarstwem, i fotografią.
                            W kinie w pierwszej kolejności poszukuję plastyki. Lynch i Greenaway zapewniają
                            mi to - Zagubiona i Pillow book są r e w e l a c y j n e.
                            Nie, nie uważam, żeby się poplątali i pogubili. Że fabuła Zagubionej jest
                            właśnie taka? Poplątana? To za mało. To, co wyniosłem z kina to wrażenia, które
                            gdzieś tam tkwią we mnie do dziś - wspomnienie poszczególnych obrazów,
                            nastroju - nie do zatarcia. Zagubiona działa silnie na emocje, przynajmniej
                            moje - i wystarczy. Jest irracjonalna. Nawet nie próbuję logicznie analizować
                            fabuły. Nie mam takiej potrzeby. Zresztą, jakie to nudne, gdy można wysypać z
                            rękawa sto różnych, wzajemnie wykluczających się interpretacji. Nie lubię zabaw
                            w tworzenie nadbudów teoretycznych - co autor miał na myśli. Zakładam, że Lynch
                            nie miał nic lub prawie nic. Kto chce, może dla przeciwwagi oglądać Straight
                            story. Film z tezą. Też ma swój urok. ALe co za bzdura (gdzie ja to czytałem?
                            Szczerba?) - twierdzić, że to najlepszy film w jego dorobku!
                            Pillow book? Więcej tzw. treści i jakie wyrafinowanie plastyczne:) To żywe
                            pismo, dzielone i nakładające się kadry:) I emocje też są.

                            Ale, jak zrozumiałem, cenisz ich wcześniejsze filmy? Które?

                            > 'Rekopis' poznalam, kiedy bylam dzieckiem, i byl przez pare lat dla mnie
                            troche straszna, troche erotyczna bajka. Ale kiedy podroslam, udalo mi sie
                            zrozumiec > glebie i tego filmu, i jego literackiego pierwowzoru, ich
                            przemyslalna > strukture i wielowymiarowosc symboliki.

                            Nie dostrzegam tam wielkiej głębi i wielowymiarowej symboliki (może jestem
                            ignorantem?). Coś mi się zdaje, że to może być właśnie sztuczna nadbudowa.
                            Powieść - jest zwyczajnie nudna (utknąłem w okolicach 30-tej strony), morał ma
                            prosty - pochwała racjonalizmu. Coś takiego aktualnie może tylko trącić myszką.
                            Film? Dla mnie pierwszorzędna zabawa formalna, pastisz i ironia. Nade wszystko -
                            ironia:)

                            > Wychowalam sie na wloskich klasykach. Z wysokiej gory latwo sie spada.

                            Innymi słowy: uważasz, że współczesne kino ma mniej do zaoferowania aniżeli
                            klasyka?

                            > Z Lynchem i Greenewayem mam, jak powiedzialam, od jakiegos czasu na pienku.
                            > Fellini jest jednym z moich duchowych ojcow, mimo tego, co zrobil
                            > po 'Casanowie' (no, 'Ginger i Fred sie bronia', ok). Hasa znam trzy filmy i
                            > wszystkie trzy uwielbiam.

                            Has, Fellini. Jak dla mnie - silnie spokrewnieni tak z Lynchem, jak i
                            Greenawayem. Przecież Fellini jest taki... formalny.

                            > Nie mam 'ulubionego filmu' ani takiego, ktory uwazam za 'najlepszy na
                            swiecie.
                            > Najbardziej uksztaltowaly moja wrazliwosc 'Zawod reporter' i 'Powiekszenie'
                            > Antonioniego, 'Portret rodzinny we wnetrzu' Viscontiego - i nie tylko
                            dlatego, > ze to byly dobre filmy, ale pewnie tez po trosze z powodu tego, ze
                            akurat te > byly dobre (chociaz byly), ale ze te byly najbardziej kultowe w
                            moim DKF-ie.> A - jeszcze 'Piknik pod wiszaca skala' Weira - a teraz nie moge w
                            to uwierzyc :

                            Antonioni nie (mało widziałem, może jeszcze nie odkryłem?), Visconti tak -
                            Ludwik, Śmierć w Wenecji, Lampart i - przede wszystkim - Zmierzch bogów. Co za
                            klimat. Dostojewski, Szekspir, Dirke Bogard i Helmut Berger (nie wiem, czy nie
                            ma błędów). Niezwykła sugestywność.

                            >
                            > > Co do emocji - całkowita zgoda. Też nie lubię plastiku:)
                            >
                            > To nie idz na 'Dziewczyne z perla'

                            Pójdę. Dla obrazu:)
                            • kvinna Czytam was wybiórczo (no time, buu) 09.06.04, 13:46
                              i chwyciłąm w locie zdanie oreżyserze-malarzu.

                              Czy to nie jest trochę tak, że im więcej wiemy/potrafimy, tym pełniejsi
                              jesteśmy, tym lepiej przekażemy to, co przekazać chcemy?

                              Oczywistość.
                            • ziemiomorze Re: dzieło sztuki? 10.06.04, 23:59
                              iwan_w napisał:

                              > To nie przypadek, że zarówno Lynch, jak i Greenaway są też malarzami, a ten
                              > pierwszy (drugi może też? nie wiem) para się również fotografią. Nie jest też
                              > przypadkiem, że uwielbiam ich filmy, skoro (od dawna) interesuję się i
                              > malarstwem, i fotografią.
                              > W kinie w pierwszej kolejności poszukuję plastyki. Lynch i Greenaway
                              > zapewniają mi to - Zagubiona i Pillow book są r e w e l a c y j n e.

                              Pod wzgledem formalnym - mozliwe. Nie mam sie za znawce.
                              Ale - no wlasnie, i tu dochodzimy do sedna - ja szukam w kinie czegos innego.
                              Podobnej do mojej wrazliwosci i inspiracji raczej - na kazdym z poziomow - nie
                              tylko intelektualnym, ale i zmyslowym, emocjonalnym czy duchowym.

                              > Nie, nie uważam, żeby się poplątali i pogubili. Że fabuła Zagubionej jest
                              > właśnie taka? Poplątana? To za mało. To, co wyniosłem z kina to wrażenia,

                              Nie chodzilo mi o strukture fabuly. Oba filmy byly sugestywne i dzialajace
                              nastrojem. Tylko ze ja po obu oczekiwalam wiecej, bo wiem, na ile stac ich
                              rezyserow.
                              Nie stoje na stanowisku, ze te filmy sa 'obiektywnie zle', twierdze po prostu,
                              ze mi sie nie podobaja. Dla mnie to dosc efektowna, nowatorska i pelna
                              poszukiwan manieryczna chala, dla kogos innego - sugestywny majstersztyk. I to
                              jest najzupelniej OK.

                              > gdzieś tam tkwią we mnie do dziś - wspomnienie poszczególnych obrazów,
                              > nastroju - nie do zatarcia. Zagubiona działa silnie na emocje, przynajmniej
                              > moje - i wystarczy. Jest irracjonalna. Nawet nie próbuję logicznie analizować
                              > fabuły. Nie mam takiej potrzeby. Zresztą, jakie to nudne, gdy można wysypać z
                              > rękawa sto różnych, wzajemnie wykluczających się interpretacji. Nie lubię
                              zabaw w tworzenie nadbudów teoretycznych - co autor miał na myśli.

                              A mnie bawi takze to (to zapewne nawyk dekaeficzny). Takze - bo lubie chlonac
                              film na kazdej z plaszczyzn, ktore wymienilam gdzies tam wyzej.
                              Uwielbiam rozmawiac (i nie chodzi mi o 'co autor chcial przez to powiedziec',
                              bo to mnie malo obchodzi) o filmie z ludzmi o odmiennych perspektywach. I dawac
                              dzielom zyc ich wlasnym zyciem, nie interpretowac, ale tworzyc wlasciwie wlasne
                              historie (przyklad: po obejrzeniu III czesci 'Pierscienia', moja przyjaciolka,
                              od paru lat pracujaca nad soba przy pomocy psychoanalizy jungowskiej,
                              tlumaczyla, jak to Tolkien sprytnie zmetaforyzowal droge integracji osobowosci
                              wlasnie w tym III tomie i jak dobrze, ze rezyser tez to zauwazyl... :-) I to
                              jest wlasnie fajne, ze w dobrej historii kazdy zobaczy cos dla siebie waznego i
                              cos to w nim ruszy istotnego - takze intelektualnie).

                              > nie miał nic lub prawie nic. Kto chce, może dla przeciwwagi oglądać Straight
                              > story. Film z tezą. Też ma swój urok. ALe co za bzdura (gdzie ja to czytałem?
                              > Szczerba?) - twierdzić, że to najlepszy film w jego dorobku!

                              No i wlasnie - jesli bylaby to opinia osoby prywatnej, to bym sie nie czepiala,
                              bo kazdy ma prawo do wlasnych upodoban.
                              Krytycy filmowi to inna historia :-)

                              > Pillow book? Więcej tzw. treści i jakie wyrafinowanie plastyczne:) To żywe
                              > pismo, dzielone i nakładające się kadry:) I emocje też są.

                              Emocje sa przywalone tym, w co Greeneway sie zapetla ostatnio coraz bardziej
                              (tak bylo troche i w na przyklad "Prosperze" czy 'Osmiu i pol') - to znaczy
                              poszukiwaniem nowego jezyka kina.
                              Mam dla niego duzo sympatii za ten ekstremizm, za to ze ciagle go napedza
                              jakies, bardzo intensywne chyba, pragnienie. Ze toruje droge innym, mniej
                              odwaznym. Co nie oznacza, ze musi mi sie podobac efekt. No nie iskrzy, no.

                              > Ale, jak zrozumiałem, cenisz ich wcześniejsze filmy? Które?

                              Chyba najwazniejszy jest pierwszy raz :-)
                              Zaczelam od 'Kucharza' i to bylo fantastyczne (doskonale pamietam nie tylko
                              film, ale i seans, np z z kim wtedy bylam i to, ze w polowie na sale kinowa
                              wtargnela lokalna wariatka, nazywana 'Matka Boska' i zaczela glosno rozmawiac z
                              Helen Mirren z ekranu - i to sie doskonale wpisywalo i w film, i w calosc
                              tamtego przezycia :-) Lubie tez 'Zet i dwa zera', 'Kontrakt
                              rysownika', 'Wyliczanke' i 'Prospera' - chyba wszystkie Greeneway'e z muzyka
                              Nymana.
                              Pierwszy film Lyncha to byla 'Dzikosc serca' - wyszlam z kina na miekkich
                              nogach, ale i tak najbardziej bede cenic 'Czlowieka slonia' i 'Glowe do
                              wycierania'. O, bardzo lubilam tez telewizyjny 'Twin Peaks', mniam, i 'Blue
                              Velvet'. 'Prosta historia' tez mi sie podobala - mialam wrazenie, ze to film
                              bardzo osobisty i ze krecac go, rezyser mial niebywala frajde i troche jakby go
                              robil 'dla kogos'. Duzo czulosci i duzo prawdy. No i - lubie od czasu do czasu
                              przegryzc jakims 'solidnym', tradycyjnym formalnie filmem. Taki powrot do pionu.

                              > Nie dostrzegam tam wielkiej głębi i wielowymiarowej symboliki (może jestem
                              > ignorantem?). Coś mi się zdaje, że to może być właśnie sztuczna nadbudowa.

                              To zalezy, co nazwac sztucznoscia. Mi sie zabawa z forma podoba (o ile nie jest
                              wazniejsza od 'miesa' filmu) - w tym filmie 'szkatulkowa' forma byla
                              rownoczesnie 'trescia'. Uwielbialam kiedys gotyckie historie i interesowalam
                              sie (jak Potocki) Kabala i kultura Zydow sefaradyjskich; prawdopodobnie w tym
                              akurat filmie dostrzeglam cos innego, niz Ty.

                              A - "Pamietnik' to jeden z ulubionych filmow Bunuela - nie wydaje Ci sie, ze w
                              np 'Drodze mlecznej' czy w 'Dysretnym uroku burzuazji' sposob poprowadzenia
                              narracji jest odrobine podobny?

                              > Powieść - jest zwyczajnie nudna (utknąłem w okolicach 30-tej strony), morał
                              > ma prosty - pochwała racjonalizmu. Coś takiego aktualnie może tylko trącić
                              > myszką.
                              > Film? Dla mnie pierwszorzędna zabawa formalna, pastisz i ironia. Nade
                              > wszystko - ironia:)

                              No popatrz - a mi sie ksiazka bardziej podobala od filmu, ktory nie jest jakims
                              wyjatkowo wielkim dzielem.
                              A - ostatnio, kiedy ogladalam 'Saragosse' w tv, zlapalam sie na tym, ze probuje
                              w nim odnalezc watki buddyjskie :-)

                              > > Wychowalam sie na wloskich klasykach. Z wysokiej gory latwo sie spada.
                              >
                              > Innymi słowy: uważasz, że współczesne kino ma mniej do zaoferowania aniżeli
                              > klasyka?

                              Nie mam pojecia - caly czas mi sie wydaje, ze to moze ja sie zmienilam? Troche
                              na zasadzie tych staruszek, ktore marudza, ze przed wojna kielbasa smakowala
                              inaczej, slonce swiecilo mocniej i literki w ksiazkach tez byly jakies
                              wyrazniejsze :-)
                              Coraz rzadzej wychodze z kina z wrazeniem, ze bralam udzial w czyms naprawde
                              waznym. I nic na to nie moge poradzic, chociaz bardzo bym chciala.

                              > > Z Lynchem i Greenewayem mam, jak powiedzialam, od jakiegos czasu na pienku
                              > Has, Fellini. Jak dla mnie - silnie spokrewnieni tak z Lynchem, jak i
                              > Greenawayem. Przecież Fellini jest taki... formalny.

                              A co to oznacza? W jakim sensie 'formalny'?

                              Ziew,
                              dobranoc,
                              zetta
                              • iwan_w Re: dzieło sztuki? 12.06.04, 14:02
                                ziemiomorze napisała:

                                > Dla mnie to dosc efektowna, nowatorska i pelna
                                > poszukiwan manieryczna chala, dla kogos innego - sugestywny majstersztyk. I
                                to
                                > jest najzupelniej OK.

                                Ech, z tą "manieryczną chałą" to już przesada, słowo daję. Bo wyczerpią się
                                zasoby mojej tolerancji dla błądzących;)

                                O swoich filmowych preferencjach już pisałem. Dodam jeszcze, że bynajmniej nie
                                zamykam się w zaklętym kręgu kina malarskiego, bynajmniej, dlatego przytaknę
                                temu, co napisałaś o inspiracjach. Intelektualnych, emocjonalnych, duchowych
                                (cokolwiek te ostatnie nie znaczą).
                                Ale bronić malarzy i formalistów w kinie (i nie tylko kinie) gotów jestem
                                zawsze:)


                                > Uwielbiam rozmawiac (i nie chodzi mi o 'co autor chcial przez to powiedziec',
                                > bo to mnie malo obchodzi) o filmie z ludzmi o odmiennych perspektywach. I
                                dawac
                                > dzielom zyc ich wlasnym zyciem, nie interpretowac, ale tworzyc wlasciwie
                                wlasne historie ).


                                I to jest OK - tworzenie własnych historii, wpisywanie niejako filmu we własne
                                doświadczenia intelektualne czy emocjonalne. Subiektywizm. To jest właśnie
                                inspiracja. Ale ja pisałem o interpretacji właśnie, która pretenduje do miana
                                obiektywnej - takiej, która treść filmu potrafi wyłożyć "trafniej" niżeli jego
                                autorzy. Nie lubię, nie lubię. Jest taki krytyk (Olszewski? nie jestem pewny -
                                Film, Kino), który recenzję rozpoczyna od postawienia określonej intelektualnej
                                tezy, by następnie udowodnić jej słuszność. Mam poczucie, że najczęściej
                                dramatycznie rozmija się z intencjami reżysera/scenarzysty. Wszystko pływa w
                                straszliwej abstrakcji. A krytyk to przecież nie taki "prywatny" odbiorca.

                                > Krytycy filmowi to inna historia :-)

                                Otóż to:)
                                >
                                > Emocje sa przywalone tym, w co Greeneway sie zapetla ostatnio coraz bardziej
                                > (tak bylo troche i w na przyklad "Prosperze" czy 'Osmiu i pol') - to znaczy
                                > poszukiwaniem nowego jezyka kina.
                                > Mam dla niego duzo sympatii za ten ekstremizm, za to ze ciagle go napedza
                                > jakies, bardzo intensywne chyba, pragnienie. Ze toruje droge innym, mniej
                                > odwaznym. Co nie oznacza, ze musi mi sie podobac efekt. No nie iskrzy, no.

                                Co do Osiem i pół kobiety, zgoda. Nawet nie obejrzałem do końca. Ale o ile
                                marniejszy to film w zestawieniu z Pillow book i Prospera.


                                > Zaczelam od 'Kucharza' i to bylo fantastyczne (doskonale pamietam nie tylko
                                > film, ale i seans, np z z kim wtedy bylam i to, ze w polowie na sale kinowa
                                > wtargnela lokalna wariatka, nazywana 'Matka Boska' i zaczela glosno rozmawiac
                                z
                                > Helen Mirren z ekranu - i to sie doskonale wpisywalo i w film, i w calosc
                                > tamtego przezycia :-)

                                Filmu nie widziałem. Ale to, co piszesz, świadczy jak nieokreślone są nasze
                                wrażenia, jak wiele zależy od okoliczności (albo osób:)) towarzysząch naszemu
                                odbiorowi filmu. Ten sam film obejrzany w innym czasie, miejscu, w innych
                                okolicznościach nie jest już taki sam.

                                Lubie tez 'Zet i dwa zera', 'Kontrakt
                                > rysownika', 'Wyliczanke' i 'Prospera' - chyba wszystkie Greeneway'e z muzyka
                                > Nymana.

                                Kontrakt i Prospero jak najbardziej, pozostałe już mniej...

                                > Pierwszy film Lyncha to byla 'Dzikosc serca' - wyszlam z kina na miekkich
                                > nogach, ale i tak najbardziej bede cenic 'Czlowieka slonia' i 'Glowe do
                                > wycierania'.

                                Oba zrealizowane w czerni i bieli:)
                                Głowa jest świetna (bardzo kafkowski klimat, niesamowita sceneria; podobno
                                Lynch jest fanem Kafki, chciał nawet przenieść na ekran jego Przemianę).
                                Ale Człowiek słoń - treściowo - taki kompromisowy. Mało drapieżny. To dobre,
                                brytyjskie społeczeństwo na poziomie wyższych warstw...

                                O, bardzo lubilam tez telewizyjny 'Twin Peaks', mniam, i 'Blue
                                > Velvet'. 'Prosta historia' tez mi sie podobala - mialam wrazenie, ze to film
                                > bardzo osobisty i ze krecac go, rezyser mial niebywala frajde i troche jakby
                                go> robil 'dla kogos'. Duzo czulosci i duzo prawdy. > .

                                Blue Velvet jest niesamowity. To powolne wnikanie w ukryty pod powierzchnią
                                świat... CO do Prostej historii, masz rację. Pomimo że krańcowo odmienny od
                                innych jego filmów, jest bardzo prawdziwy. Chyba osobisty.


                                > A - "Pamietnik' to jeden z ulubionych filmow Bunuela - nie wydaje Ci sie, ze
                                w
                                > np 'Drodze mlecznej' czy w 'Dysretnym uroku burzuazji' sposob poprowadzenia
                                > narracji jest odrobine podobny?

                                Jest (szkatułkowość fabuły, epizodów), ale czy to inspiracja Hasem? Potockim?
                                Oni byli tylko "w szkatułkowości" reprezentantami szerszego nurtu...

                                >

                                > > Innymi słowy: uważasz, że współczesne kino ma mniej do zaoferowania aniżel
                                > i
                                > > klasyka?
                                >
                                > Nie mam pojecia - caly czas mi sie wydaje, ze to moze ja sie zmienilam?
                                Troche
                                > na zasadzie tych staruszek, ktore marudza, ze przed wojna kielbasa smakowala
                                > inaczej, slonce swiecilo mocniej i literki w ksiazkach tez byly jakies
                                > wyrazniejsze :-)
                                > Coraz rzadzej wychodze z kina z wrazeniem, ze bralam udzial w czyms naprawde
                                > waznym. I nic na to nie moge poradzic, chociaz bardzo bym chciala.

                                Hmmm. I nie uważasz, że niepokojąco wielu ludzi ma podobne odczucia? Marudzą
                                jak staruszki? Zwłąszcza, jeżeli film był polskiej produkcji...


                                > > Has, Fellini. Jak dla mnie - silnie spokrewnieni tak z Lynchem, jak i
                                > > Greenawayem. Przecież Fellini jest taki... formalny.
                                >
                                > A co to oznacza? W jakim sensie 'formalny'?


                                Muszę kończyć, chociaż nie wyczerpałem tamatu, wrócę jeszcze do Felliniego i
                                opowieści gotyckich;)

                                • komandos57 [...] 12.06.04, 14:07
                                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                • ziemiomorze Re: dzieło sztuki? 14.06.04, 16:19
                                  iwan_w napisał:

                                  > Ech, z tą "manieryczną chałą" to już przesada, słowo daję. Bo wyczerpią się
                                  > zasoby mojej tolerancji dla błądzących;)

                                  Straszysz czy ostrzegasz? I - jesli tak, to co? Ciekawa jestem.
                                  :)

                                  > Ale bronić malarzy i formalistów w kinie (i nie tylko kinie) gotów jestem
                                  > zawsze:)

                                  Tu sie akurat nie mamy o co spierac; mnie nie drazni plastycznosc obrazu sama w
                                  sobie, tylko pustota, ukryta za forma. Mam na to jakas alergie.

                                  > I to jest OK - tworzenie własnych historii, wpisywanie niejako filmu we
                                  własne
                                  > doświadczenia intelektualne czy emocjonalne. Subiektywizm. To jest właśnie
                                  > inspiracja. Ale ja pisałem o interpretacji właśnie, która pretenduje do miana
                                  > obiektywnej - takiej, która treść filmu potrafi wyłożyć "trafniej" niżeli
                                  jego
                                  > autorzy. Nie lubię, nie lubię.

                                  Tez: mnie nie bardzo obchodzi to, jak film czy inne dzielo 'tlumacza' jego
                                  tworcy; z chwila ukonczenia i oddania go widowni staja sie tak samo jego
                                  odbiorcami jak kazdy inny czlowiek. I jesli ja to odbieram inaczej niz oni, to
                                  nie oznacza, ze moj odbior jest 'mniej wlasciwy' niz tworcow.

                                  > straszliwej abstrakcji. A krytyk to przecież nie taki "prywatny" odbiorca.

                                  Czasem sie zastanawiam, po co oni istnieja.
                                  No - po co?

                                  > Filmu nie widziałem. Ale to, co piszesz, świadczy jak nieokreślone są nasze
                                  > wrażenia, jak wiele zależy od okoliczności (albo osób:)) towarzysząch naszemu
                                  > odbiorowi filmu. Ten sam film obejrzany w innym czasie, miejscu, w innych
                                  > okolicznościach nie jest już taki sam.

                                  Bardzo milo mierzy sie czas filmami wlasnie albo ksiazkami. Lubie wracac po
                                  roku albo pieciu i porownywac siebie stad z teraz z soba z wtedy.

                                  [...]

                                  > Blue Velvet jest niesamowity. To powolne wnikanie w ukryty pod powierzchnią
                                  > świat...

                                  Ten serial mi uswiadomil, ze telewizja moze byc medium sztuki, i ze kultura
                                  masowa niekoniecznie musi byc niska. Powialo optymizmem, szkoda ze na krotko.

                                  > Jest (szkatułkowość fabuły, epizodów), ale czy to inspiracja Hasem? Potockim?

                                  Swego czasu Potocki zostal przetlumaczony na wiele jezykow, wsrod
                                  literaturoznawcow kraza plotki, ze zaczytywal sie nim takze James Joyce i ze
                                  Ulisses.... Ale to tylko plotki. To o Bunuelu czytalam w jego biografii - skoro
                                  byl to jego ulubiony film, to mysle, ze jest sens tropic jego wplywy w
                                  tworczosci.

                                  > Hmmm. I nie uważasz, że niepokojąco wielu ludzi ma podobne odczucia? Marudzą
                                  > jak staruszki? Zwłąszcza, jeżeli film był polskiej produkcji...

                                  Polskie kino kona juz od dosc dawna, tutaj staruszki nie maja nic do rzeczy.

                                  > > A co to oznacza? W jakim sensie 'formalny'?
                                  >
                                  > Muszę kończyć, chociaż nie wyczerpałem tamatu, wrócę jeszcze do Felliniego i
                                  > opowieści gotyckich;)

                                  Wroc,
                                  zet.
                                  • iwan_w Ziemiomorze, jesteś? 22.06.04, 10:25
                                    Przepraszam, że wracam po tak długim czasie do Twojego postu, ale to nie moja
                                    wina, tylko... chrześcijaństwa;)

                                    ziemiomorze napisała:

                                    iwan_w napisał:
                                    >
                                    > > Ech, z tą "manieryczną chałą" to już przesada, słowo daję. Bo wyczerpią si
                                    > ę
                                    > > zasoby mojej tolerancji dla błądzących;)
                                    >
                                    > Straszysz czy ostrzegasz? I - jesli tak, to co? Ciekawa jestem.
                                    > :)

                                    I straszę, i ostrzegam. Rodzaju sankcji przedwcześnie zdradzić nie mogę, sama
                                    rozumiesz, takie są reguły scenariusza...;)



                                    > > straszliwej abstrakcji. A krytyk to przecież nie taki "prywatny" odbiorca.
                                    >
                                    > Czasem sie zastanawiam, po co oni istnieja.
                                    > No - po co?

                                    Hmmm... Zaraz, zaraz, chwileczkę... Wiem! Żeby zredukować bezrobocie wśród
                                    absolwentów kulturoznawstwa?;)

                                    >
                                    > > Filmu nie widziałem. Ale to, co piszesz, świadczy jak nieokreślone są nasz
                                    > e
                                    > > wrażenia, jak wiele zależy od okoliczności (albo osób:)) towarzysząch nasz
                                    > emu
                                    > > odbiorowi filmu. Ten sam film obejrzany w innym czasie, miejscu, w innych
                                    > > okolicznościach nie jest już taki sam.
                                    >
                                    > Bardzo milo mierzy sie czas filmami wlasnie albo ksiazkami. Lubie wracac po
                                    > roku albo pieciu i porownywac siebie stad z teraz z soba z wtedy.

                                    Pamiętam, jak w okresie studiów próbowałem wrócić do niektórych żelaznych
                                    pozycji mojego dzieciństwa (Nienacki, May): wielkie rozczarowanie. Nieudana
                                    próba cofnięcia czasu, odnalezienia dawnych emocji;) Z innymi powrotami jest
                                    już lepiej, nie ma tak silnego zderzenia.


                                    >
                                    > > Blue Velvet jest niesamowity. To powolne wnikanie w ukryty pod powierzchni
                                    > ą
                                    > > świat...
                                    >
                                    > Ten serial mi uswiadomil, ze telewizja moze byc medium sztuki, i ze kultura
                                    > masowa niekoniecznie musi byc niska. Powialo optymizmem, szkoda ze na krotko.

                                    Blue Velvet serialem...?;)



                                    > > > A co to oznacza? W jakim sensie 'formalny'?
                                    > >
                                    > > Muszę kończyć, chociaż nie wyczerpałem tamatu, wrócę jeszcze do Felliniego
                                    > i
                                    > > opowieści gotyckich;)
                                    >
                                    > Wroc,
                                    > zet.



                                    W jakim sensie Fellini jest dla mnie formalny? W takim, że intelektualnie czy
                                    emocjonalnie jego filmy zbyt wiele nie zawierają. Dodam od razu, że Fellini to
                                    dla mnie przede wszystkim: Casanova, Amarcord, Rzym, Miasto kobiet. Obrazy są
                                    świetne, myśl też w nich można odnaleźć, ale ujętą w metafory - nie jest ich
                                    wiele, jeżeli mocno ścisnąć. No i ten ogólny ton - karykatura, przerysowanie,
                                    satyra. Czytałem (wybiórczo) książkę o twórczości Felliniego i dziwiłem się,
                                    ileż to można wycisnąć z jego filmów będąc krytykiem filmowym (nawiązanie do
                                    roli mitów, filozofii i tak dalej). To jest właśnie to, o czym pisałem
                                    wcześniej jako o nadinterpretacji.

                                    A opowieści gotyckie? Mam do nich dużą słabość, bo towarzyszyły mi przez wiele
                                    lat. Od Zamczyska w Otranto począwszy, poprzez Mnicha, Carmillę, wytwory Edgara
                                    Poe (wyżyny), a na Draculi skończywszy. Weird fiction - to mój ulubiony gatunek
                                    fantastyki (fantasy i science-fiction nie lubię), a parało się nim wielu
                                    znakomitych pisarzy. Aktualnie, rzadko do tego wracam... Ale zainteresowanie w
                                    jakiejś silnej cząstce przetrwało, mimo wszystko.
                                    No i przełożyło się na film: niemiecki ekspresjonizm nade wszystko, albo
                                    niskobudżetowe filmy Rogera Cormana na podstawie prozy Poe'go. Po drodze
                                    produkcje amerykańskie sprzed drugiej wojny, albo wytwory brytyjskiej
                                    Hammerfilms...
                                    • ziemiomorze Re: Ziemiomorze, jesteś? 22.06.04, 11:52
                                      iwan_w napisał:

                                      > I straszę, i ostrzegam. Rodzaju sankcji przedwcześnie zdradzić nie mogę, sama
                                      > rozumiesz, takie są reguły scenariusza...;)

                                      Kiepsko Ci idzie, iwan, wcale sie nie boje.

                                      > Pamiętam, jak w okresie studiów próbowałem wrócić do niektórych żelaznych
                                      > pozycji mojego dzieciństwa (Nienacki, May): wielkie rozczarowanie. Nieudana
                                      > próba cofnięcia czasu, odnalezienia dawnych emocji;) Z innymi powrotami jest
                                      > już lepiej, nie ma tak silnego zderzenia.

                                      Pewnie dlatego, ze i Nienacki i May to chala :-))
                                      Ja z duza przyjemnoscia wracalam i do Misia Paddigtona, i do Pozyczalskich i
                                      neurotycznych ksiazeczek Nesbit na przyklad oraz wielu uroczych innych
                                      towarzyszy mojego dziecinstwa, ktorzy jakos oparli sie probie czasu.

                                      > Blue Velvet serialem...?;)

                                      O, popatrz, pomylilo mi sie z Twin Peaks, jak dziwnie. Ale tak, z tego bylby
                                      swietny serial - dziesiec odcinkow jak nic.

                                      > W jakim sensie Fellini jest dla mnie formalny? W takim, że intelektualnie czy
                                      > emocjonalnie jego filmy zbyt wiele nie zawierają. Dodam od razu, że Fellini
                                      to
                                      > dla mnie przede wszystkim: Casanova, Amarcord, Rzym, Miasto kobiet. Obrazy są
                                      > świetne, myśl też w nich można odnaleźć, ale ujętą w metafory - nie jest ich
                                      > wiele, jeżeli mocno ścisnąć. No i ten ogólny ton - karykatura, przerysowanie,
                                      > satyra. Czytałem (wybiórczo) książkę o twórczości Felliniego i dziwiłem się,
                                      > ileż to można wycisnąć z jego filmów będąc krytykiem filmowym (nawiązanie do
                                      > roli mitów, filozofii i tak dalej). To jest właśnie to, o czym pisałem
                                      > wcześniej jako o nadinterpretacji.

                                      Kiedy akurat Fellini nadaje sie do interpretowania jak malo kto - wlasnie z
                                      racji nawiazan do kultury, metafor, kluczenia, zabawy z widzem na kilkunastu
                                      poziomach; wszystko zgrabnie zszyte tak, ze nie widac szwu. Mnie to bardzo
                                      pociagalo; teraz lubie jego filmy, bo duzo w nich zrozumienia i ciepla, nawet w
                                      tych najokrutniejszych duzo wspol-czucia wysokiej klasy. Tak troche jak
                                      ubranie, ktore rosnie ze mna.

                                      > A opowieści gotyckie? Mam do nich dużą słabość, bo towarzyszyły mi przez
                                      > wiele lat.

                                      Ja sie w dziecinstwie zaczytywalam sie 'polskim Poem' - Stefanem Grabinskim,
                                      ktory kto wie, czy nie bardziej byl sugestywny od Mistrza - bialego wyraka boje
                                      sie do dzis.

                                      > No i przełożyło się na film: niemiecki ekspresjonizm nade wszystko, albo
                                      > niskobudżetowe filmy Rogera Cormana na podstawie prozy Poe'go. Po drodze
                                      > produkcje amerykańskie sprzed drugiej wojny, albo wytwory brytyjskiej
                                      > Hammerfilms...

                                      Dlaczego akurat niemiecki ekspresjonizm filmowy nade wszystko? Musisz miec
                                      niebywale ponura dusze. Mnie jakies Gabinety doktora Calligari czy Nosferatu
                                      tyle zachwycaja, co smiesza.
                                      Jakie produkcje amerykanskie sprzed wojny i dlaczego?
                                      Hammerfilms? Metnie mi sie kojarzy z jakimis niskobudzetowymi horrorami.

                                      Zaczelam sobie wyobrazac, ze wygladasz jak Christopher Lee,
                                      zet.
                                      • iwan_w Re: Ziemiomorze, jesteś? 28.06.04, 11:33
                                        ziemiomorze napisała:


                                        > Pewnie dlatego, ze i Nienacki i May to chala :-))
                                        > Ja z duza przyjemnoscia wracalam i do Misia Paddigtona, i do Pozyczalskich i
                                        > neurotycznych ksiazeczek Nesbit na przyklad oraz wielu uroczych innych
                                        > towarzyszy mojego dziecinstwa, ktorzy jakos oparli sie probie czasu.


                                        Chała? Nie przesadzajmy i nie zapominajmy, jakie ponadczasowe wartości niosły
                                        ze sobą przygody Pana Samochodzika: walka z niecnymi handlarzami dziełami
                                        sztuki, ciężka, lecz satysfakcjonująca praca dla ministerstwa, członkostwo
                                        ORMO... Długo by wymieniać...

                                        >
                                        > > Blue Velvet serialem...?;)
                                        >
                                        > O, popatrz, pomylilo mi sie z Twin Peaks, jak dziwnie. Ale tak, z tego bylby
                                        > swietny serial - dziesiec odcinkow jak nic.


                                        CO najmniej, co najmniej...;)



                                        >
                                        > Kiedy akurat Fellini nadaje sie do interpretowania jak malo kto - wlasnie z
                                        > racji nawiazan do kultury, metafor, kluczenia, zabawy z widzem na kilkunastu
                                        > poziomach; wszystko zgrabnie zszyte tak, ze nie widac szwu. Mnie to bardzo
                                        > pociagalo; teraz lubie jego filmy, bo duzo w nich zrozumienia i ciepla, nawet
                                        w
                                        >
                                        > tych najokrutniejszych duzo wspol-czucia wysokiej klasy. Tak troche jak
                                        > ubranie, ktore rosnie ze mna.

                                        Współczucie wysokiej klasy? Wysokiej dlatego, że jednocześnie szydzi i kpi,
                                        stawia przed krzywym zwierciadłem? I że ma zrozumienie dla klownów,
                                        kabareciarzy i cyrkowców? Hmmmmm...
                                        To ja wolę Kieślowskiego. I kilku innych.


                                        > Ja sie w dziecinstwie zaczytywalam sie 'polskim Poem' - Stefanem Grabinskim,
                                        > ktory kto wie, czy nie bardziej byl sugestywny od Mistrza - bialego wyraka
                                        boje
                                        >
                                        > sie do dzis.

                                        Grabińskiego też oczywiście czytałem. Pamietasz cykl półgodzinnych Opowieści z
                                        dreszczykiem? Było tam Pożarowisko, i może coś jeszcze...

                                        Z ekranizacji pełnometrażowych: Dom Sary i (chyba) Medium - ten ostatni
                                        naprawdę niezły, plejada aktorska, świetny klimat; niedawno był w tv...
                                        >
                                        > > No i przełożyło się na film: niemiecki ekspresjonizm nade wszystko, albo
                                        > > niskobudżetowe filmy Rogera Cormana na podstawie prozy Poe'go. Po drodze
                                        > > produkcje amerykańskie sprzed drugiej wojny, albo wytwory brytyjskiej
                                        > > Hammerfilms...
                                        >
                                        > Dlaczego akurat niemiecki ekspresjonizm filmowy nade wszystko? Musisz miec
                                        > niebywale ponura dusze. Mnie jakies Gabinety doktora Calligari czy Nosferatu
                                        > tyle zachwycaja, co smiesza.
                                        > Jakie produkcje amerykanskie sprzed wojny i dlaczego?
                                        > Hammerfilms? Metnie mi sie kojarzy z jakimis niskobudzetowymi horrorami.

                                        Ponurą duszę? Przykro mi, ale nie... Ja nie mam jej w ogóle i już.

                                        Dlaczego ekspresjonizm nade wszystko? Dlatego, że filmy są udane artystycznie.
                                        Malarskie (w ich tworzeniu brali zresztą udział malarze z nurtu
                                        ekspresjonistycznego), ekspresyjne właśnie, metaforyczne, niesamowite (sporo
                                        tam wariatów;)), z piękną grą światła i cienia.
                                        A że niekiedy śmieszą? To nieuniknione, po tylu latach...

                                        Tak, Hammerfilms to niskobudżetowe, trącące myszką filmy grozy: Dracula,
                                        Frankenstein i tak dalej... Lubiłem ich atmosferę. Ale już trochę wyrosłem:)

                                        Amerykańskie sprzed wojny to znowu: Dracula, Frankenstein, a prócz nich
                                        Wilkołak, Niewidzialny człowiek... Opowieści gotyckie co się zowie, miałem i
                                        mam trochę jeszcze słabość do nich:)

                                        Ani jedne, ani drugie, nie osiągnęły poziomu ustawionego przez ekspresjonizm
                                        niemiecki...

                                        >
                                        > Zaczelam sobie wyobrazac, ze wygladasz jak Christopher Lee,
                                        > zet.


                                        Masz na myśli wyszukane maniery i nienaganne uzębienie?;)
          • iwan_w Plebiscyt? 08.06.04, 14:31
            Jak to pejoratywnie brzmi.

            Zwyczajna wymiana poglądów. Rozmowa.


            Dlaczego na FP? Bo dwa fora prywatne, traktujące o filmie, są martwe, a jedno
            na dodatek bardzo akademickie; na publicznym FK z kolei jest za dużo czystego -
            jak dla mnie - spamu.

            A na FP są ludzie, których lubię, których cenię i z którymi lubię rozmawiać.

            I tyle.

            Uważasz, że jednak niewłaściwe miejsce wybrałem?
    • kropka44 Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 09.06.04, 15:59
      Memento- juz sobie w glowie poukladalam, co sie zdarzylo, a tu bam,
      wczesniejsza scena i wszystko wywrocone do gory nogami

      Lynch- Lost Highway za klimat, i jeszcze z czasow wczesniejszych Twin Peaks,
      muzyka klimatyczna

      a propos muzyki, jeszcze mi sie Robin Hood z Clannadem przypomnial

      Psychologicznie to jeszcze caly Almodovar- sytuacje wrecz nieprawdopodobne i
      bohaterowie rowniez, a wszystko, jako calosc, takie prawdziwe...
      Ulubione 'Wysokie obcasy' i 'Kwiat mego sekretu', i 'Kika'.
    • Gość: sdf Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) IP: *.in-addr.btopenworld.com 09.06.04, 22:01
      shinya tsukamoto, tetsuo - the iron man, wypatrzylem juz nastepny film tego
      rezysera i szykuje sie niezla sieczka, eraserhead lyncha, the secret adventures
      of tom thumb, requiem for a dream, szukam dalej a jest w czym przebierac
      • iwan_w Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 11.06.04, 13:01
        Gość portalu: sdf napisał(a):

        > shinya tsukamoto, tetsuo - the iron man, wypatrzylem juz nastepny film tego
        > rezysera i szykuje sie niezla sieczka,


        Co to takiego? Napisz coś więcej, zwłaszcza, jeżeli podobny do Głowy do
        wycierania.


        • Gość: sdf Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) IP: *.in-addr.btopenworld.com 14.06.04, 20:52
          obejrzalem wlasnie trzeci film tego rezysera - a snake of june, psycha siada,
          emanacja seksu, klimaty cyber-punk, nie wiem czy w polsce jest taka seria
          tartan asia extreme - mozna znalezc niezle filmidla, szczegonie jezeli ma sie
          hopla na punkcie japonczykow i ich spojrzenia na rzeczywistosc, tyle, trzeba po
          prostu zobaczyc, see ya
    • komandos57 tylko up tego profesjonalnego bzdeta. 21.06.04, 14:29
      prosze o liczne i uczone wypowiedzi
    • komandos57 up up piszcie 21.06.04, 14:57
      • vlad_palovnik jesteś tak ... 28.06.04, 17:16
        ...tragicznie debilny,
        że Jaś Fasola mógłby z ciebie na koń wsiadać.... :D
    • diuna123 Re: Najlepsze filmy psycho- i nielogiczne;) 09.11.04, 09:26
      -Inwazja Barbarzyńców
      -Schmidt
      -Fargo
      -Plac Waszyngtona
      -Big Lebowski
      -Gusta i guściki
      -wszystkie filmy W.Allena
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka