iwan_w
07.06.04, 11:08
Najlepsze, czyli ulubione:
Zagubiona autostrada Davida Lyncha – za muzykę (Rammstein, Marilyn Manson,
Nine Inch Nails i - last but not least – Angelo Badalamenti), dźwięk i
nastrojowe, nasiąknięte emocjami obrazy, irracjonalne i tajemnicze (wbija w
fotel);
Sanatorium pod klepsydrą Wojciecha Hasa – za barokowy paroksyzm wyobraźni,
metaforę upływającego czasu, jego wielotorowości i zapomnianych bocznic
(Bruno Shulz doścignięty);
Nosferatu Wernera Herzoga – za światło i cień oraz obraz tego, który cierpi,
bo żyje i jest samotny;
Amelia Jean-Pierra Jeuneta – za ciepłą, inteligentną naiwność (życie to próba
generalna przedstawienia, które nigdy nie zostaje zagrane);
Droga Mleczna Luisa Bunuela - za sarkastyczną prowokację religijną;
Miś Bareji – za to, że widziałem kilkanaście razy i wciąż mnie śmieszy;
I tak dalej...
P.s.
Gdzie jesteście, o tropiciele pseudowrażliwości i forumowej kreacji?
Wyzywam Was na pojedynek;)