Dodaj do ulubionych

Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma..

15.03.02, 21:49
Drodzy forumowicze,
wyobrazcie sobie, ze naukowcy znalazliby niezbite dowody na to ze Bog nie
istnieje i nigdy istniec nie mogl, ani istniec nie bedzie, tzn. naukowe
dowody na powstanie i rozwoj tego wszechswiata.
Dowody takie proste i przekonywujace, ze nawet osoby najmniej inteligentne
musialy by je zaakceptowac (jak np. to ze ziemia jest okragla, czy ze sie kreci
wokol slonca - chociaz istnieja sekty ktore do dzisiaj twierdza, ze ziemia
jest plaska !!)
Wszyscy wyznawcy religii monotoistycznych (tzn. zakladajacych istnienie jednego
Boga) jak np. chrzescijanie (wszystkie odlamy) zydzi, muzulmanie itp. znalezli
by sie w dosc trudnej sytuacji osobistej, co jestem w stanie zrozumiec, bo nikt
nie lubi byc oklamywany.
Mnie interesuje bardziej jak potoczylyby sie dalej losy naszych spoleczenstw
co staloby sie z kosciolami, ich majatkami i dziesiatkami tysiecy ksiezy,
pastorow, immanow, zakonnikow itp.
jak zareagowalyby na ten fakt partie tzw. "chrzescijanskie" itp.?
Jakie macie zdanie na ten temat?
pozdrawiam i zapraszam do dyskusji
Obserwuj wątek
    • malek1 Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 15.03.02, 21:55
      Ja wyobrazam sobie, ze Ty Janusz dalej rozpoczynalbys takie watki :D
      A z drugiej strony wydaje mi sie, ze miales jakies zle doswiadczenia z ludzmi
      Kosciola. Szkoda i przykro, jesli tak sie sprawy mialy.
      Serdecznosci - M:
      • janusz_b Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 15.03.02, 22:03
        halo malek,
        moje doswiadczenia sa tu nieistotne, ale wydaje mi sie ze watek moglby
        zaowocowac ciekawa dyskusja na tym forum, biorac pod uwage poziom naszych
        forumowiczow..
        Sprawa jez przeciez powazna i tak naprawde nie mozna tej mozliwosci przynajmniej
        teoretycznie wykluczyc, chociazby dyskusja miala by byc akademicka..
        • malek1 Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 15.03.02, 22:10
          A ja mysle, ze sa i ciekawsze instytucje i ciekawsze tematy (moje, subiektywne
          zdanie). NO bo jak na Rewolujce Francuska spojrzysz, a potem jeszcz jej skutkom
          sie przyjrzysz to odpowiedz podobna sie pojawia.
          Mnie interesuje w tym kontekscie co innego: na wielu oddzialach forum pelno
          tematow religijnych. Dlaczego?
          Jestem pewien, ze to dla wierzacych dobrze: przeciwienstwem wiary nie jest
          niewiara, ale obojetnosc (ateusz tez wierzy w multum bogow).
          A Twoje doswiadczenia interesowalyby mnie najbardziej :P
          Ma.
          • Gość: Mart@ Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 15.03.02, 22:19
            malek1 napisał(a):

            > (ateusz tez wierzy w multum bogow).

            Ateusz to słowo przestarzałe już od kilku dziesięcioleci.
            Multum nikt nie mówi od dawna, chyba że w celu przedstawienia rzeczy w
            niekorzystnym świetle.
            Zdanie zbudowane ze słów przestarzałych i wyrażające błędny pogląd (patrz np.
            definicja ateisty według np. słownika Kopalińskiego) jest typowym przykładem
            manipulacji.

            Marta
            • Gość: maly.k Multum ateuszy IP: *.BrockU.CA 15.03.02, 22:33
              Sprawdzilem w slowniku, Marto. Nie napisano, ze 'multum' ma odcien jakikolwiek.
              Znaczy po prostu to, co znaczy.
              No, a co do ateusza, to sie zgodze. Po pierwsze, traci myszka (czy
              mowienie: 'traci myszka' traci myszka?). Po drugie, stwierdzenie m. (ze ateista
              to wierzy, bla, bla) jest falszywe. Z definicji, w zasadzie.

              Przy okazji, juz kiedys pisalem, ze przyjecie pogladu pt. *ateizm* jest aktem
              wiary. Czyli ateisci wierza.

              Pozdrawiam,

              mk.
              • Gość: Mart@ Re: Multum ateuszy IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 15.03.02, 22:41
                Gość portalu: maly.k napisał(a):

                > Sprawdzilem w slowniku, Marto. Nie napisano, ze 'multum' ma odcien jakikolwiek.
                A ja nie napisałam, że multum ma jakikolwiek odcień. Napisałam: "Multum nikt nie
                mówi od dawna, chyba że w celu przedstawienia rzeczy w
                niekorzystnym świetle."
                W jakim słowniku sprawdzałeś?
                Czy nie czytałeś ciekawej dyskuscji na php na temat wartości słowników? Niestety
                nie umiem podać kiedy miała miejsce.

                Podtrzymuję moją poprzednią wypowiedź o multum, ateuszach i manipulacji.
                Marta

                >
                > Znaczy po prostu to, co znaczy.
                > No, a co do ateusza, to sie zgodze. Po pierwsze, traci myszka (czy
                > mowienie: 'traci myszka' traci myszka?). Po drugie, stwierdzenie m. (ze ateista
                >
                > to wierzy, bla, bla) jest falszywe. Z definicji, w zasadzie.
                >
                > Przy okazji, juz kiedys pisalem, ze przyjecie pogladu pt. *ateizm* jest aktem
                > wiary. Czyli ateisci wierza.
                >
                > Pozdrawiam,
                >
                > mk.

                • maly.ksiaze Podreczny Slownik Latarnika 15.03.02, 22:51
                  slowniki.onet.pl/index.html?tekst=multum&tr=pol-slo

                  Jedyny, ktory mam, niestety.

                  Pozdrawiam,

                  mk.

                  PS. Dla mnie to nie manipulacja, a zwykla bzdura byla.
                  • Gość: Mart@ Re: Podreczny Slownik Latarnika IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 15.03.02, 22:58
                    maly.ksiaze napisał(a):
                    >
                    > Jedyny, ktory mam, niestety.
                    To masz już dwa:
                    www.slownik-online.pl/kopalinski/5774f597d0942d31412565cb0059a735.php
                    (Władysława Kopaliśkiego Słownik Wyrazów Obcych)

                    > PS. Dla mnie to nie manipulacja, a zwykla bzdura byla.
                    Czy nie jesteś aby dyrektywny? ;-)))

                    Bardzo pozdrawiam
                    Marta

          • janusz_b Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 15.03.02, 22:20
            malek1 napisał(a):

            > A ja mysle, ze sa i ciekawsze instytucje i ciekawsze tematy (moje, subiektywne
            > zdanie). NO bo jak na Rewolujce Francuska spojrzysz, a potem jeszcz jej skutkom
            >
            > sie przyjrzysz to odpowiedz podobna sie pojawia.
            *********************************************************************
            no moj drogi nie mozesz porownywac waznosci rewolucji francuskiej dla swiata
            z waznoscia wszystkich religii, tu sie chyba ze mna zgodzisz ?


            > Mnie interesuje w tym kontekscie co innego: na wielu oddzialach forum pelno
            > tematow religijnych. Dlaczego?
            **************************************************
            widocznie sie zapadam, ale tylko na watku "nauka" sa tematy religijne ale w innym
            kontekscie, mnie interesuje raczej spojrzenie tzw. "normalnego czlowieka"
            obdarzonego inteligencja ktory moglby ie nad takim problemem zastanowic.
            Przeciez juz takie zwroty juz byly (G.Bruno, Kopernik itp) choc nie na taka
            skale i o takim wymiarze ..

            > Jestem pewien, ze to dla wierzacych dobrze: przeciwienstwem wiary nie jest
            > niewiara, ale obojetnosc (ateusz tez wierzy w multum bogow).
            > A Twoje doswiadczenia interesowalyby mnie najbardziej :P
            > Ma.
            **************************************************************************
            Jak juz mowilem, uwazam ze sprawa doswiadczen z religia czy kosciolem to raczej
            sprawa na osobny watek (tak uwazam), ale nie chce go otwierac bo moja osoba
            nie odgrywa tu zadnej roli.
            pozdrawiam

            • malek1 Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 15.03.02, 22:23
              Marta,

              czy Ty sie aby Kuchana znow nie czepiasz? (ufam, ze tym razem nie ma tu
              manipulacji, he?
              • Gość: Mart@ Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 15.03.02, 22:25
                malek1 napisał(a):

                > Marta,
                >
                > czy Ty sie aby Kuchana znow nie czepiasz?
                Nie czepiam się. Sprawdź definicję, zainteresuj się manipulacją językową i
                zachowuj jak psycholog, a nie prostak.
                Marta
                • malek1 Do uczuciowej Marty 15.03.02, 22:29
                  Ech, Marta,

                  nie jest mi latwo tak sie dobrze zachowywac. Ale bede sie bardzo staral. Choc
                  co z tego wyjdzie, jeden czort wiedziec raczy...
                  Odbarowuje Cie malym caluskiem... taki ze mnie prosty chlopak...
                  • Gość: Mart@ Re: Nieco lepiej IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 15.03.02, 22:35
                    malek1 napisał(a):

                    > Ech, Marta,
                    >
                    > nie jest mi latwo tak sie dobrze zachowywac. Ale bede sie bardzo staral. Choc
                    > co z tego wyjdzie, jeden czort wiedziec raczy...
                    > Odbarowuje Cie malym caluskiem... taki ze mnie prosty chlopak...

                    To brzmi nieco lepiej.
                    Cieszę się z takich zamiarów.
                    Marta

              • malek1 Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 15.03.02, 22:25
                malek1 napisał(a):

                > A ja mysle, ze sa i ciekawsze instytucje i ciekawsze tematy (moje,
                subiektywne
                > zdanie). NO bo jak na Rewolujce Francuska spojrzysz, a potem jeszcz jej
                skutkom
                >
                > sie przyjrzysz to odpowiedz podobna sie pojawia.
                *********************************************************************
                no moj drogi nie mozesz porownywac waznosci rewolucji francuskiej dla swiata
                z waznoscia wszystkich religii, tu sie chyba ze mna zgodzisz ?
                ++++++++++++++++++++++++++++
                Nie o rewolujce mi chodzi, ale o los kosciolow, ksiezy itp


                > Mnie interesuje w tym kontekscie co innego: na wielu oddzialach forum pelno
                > tematow religijnych. Dlaczego?
                **************************************************
                widocznie sie zapadam, ale tylko na watku "nauka" sa tematy religijne ale w
                innym
                kontekscie, mnie interesuje raczej spojrzenie tzw. "normalnego czlowieka"
                obdarzonego inteligencja ktory moglby ie nad takim problemem zastanowic.
                Przeciez juz takie zwroty juz byly (G.Bruno, Kopernik itp) choc nie na taka
                skale i o takim wymiarze ..
                +++++++++++++++
                Zajrzyj do oddzialu kraj

                > Jestem pewien, ze to dla wierzacych dobrze: przeciwienstwem wiary nie jest
                > niewiara, ale obojetnosc (ateusz tez wierzy w multum bogow).
                > A Twoje doswiadczenia interesowalyby mnie najbardziej :P
                > Ma.
                **************************************************************************
                Jak juz mowilem, uwazam ze sprawa doswiadczen z religia czy kosciolem to raczej
                sprawa na osobny watek (tak uwazam), ale nie chce go otwierac bo moja osoba
                nie odgrywa tu zadnej roli.
                pozdrawiam
                +++++++++++++++++
                Rozumiem. ALe podejrzewam, ze jednak Twoje dosw. jakas role tu odgrywaja.
                • malek1 Do Marty Bojowej 15.03.02, 22:37
                  Marta,

                  napisz cos na zasadniczy temat watku, prosze (nie czepiam sie).
                  A po drugie, to kiedys pisalas, ze nie lubisz dyrektywnosci? To Ty se chyba
                  robisz ze mna.... amci nawiny chlop...
                  • Gość: Mart@ Re: Wyjaśniam. IP: *.astercity.net / 10.136.128.* 15.03.02, 22:52
                    malek1 napisał(a):

                    > Marta,
                    >
                    > napisz cos na zasadniczy temat watku, prosze (nie czepiam sie).
                    Nie mam nic do powiedzenia na forum w tej kwestii.
                    Musiałabym napisać dysertację, a chyba nie mam na to czasu, możliwości i chęci.

                    > A po drugie, to kiedys pisalas, ze nie lubisz dyrektywnosci? To Ty se chyba
                    > robisz ze mna.... amci nawiny chlop...
                    Czy doprawdy zdecydowanie oznacza dyrektywność? Dyrektywność to wymuszanie na
                    kimś pewnych zachowań.
                    Poglądów się nie da na nikim wymusić. Wiary lub niewiary - również nie. Wierz
                    sobie w co chcesz.
                    Natomiat jeśli podajesz do powszechnej wiadomości informacje błędne lub
                    tendencyjne, to w miarę możliwości je koryguję.

                    Marta

                    Poglądy można zmienić lub skorygować pod wpływem argumentów i jasności co do
                    metody. Nie zamierzam wpływać na zmianę niczyich poglądów.
      • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 23:00
        Malku przegladalem tylko dzisiejesze forum ale rzucilo mi sie jedno, w
        wieszkszosc religinych tematow sie wlaczasz i nieznosisz wrecz krytyki
        kosciola czy wiary w boga etc., zrozum ze nie kazdy musi wierzyc i nie musi
        byc ci przykro z tego powodu. Jak dla mnei traci to troche nietolerancja.
        Dlaczego po prostu nie mozesz podjac podanego watku zamiast mowic o zadajacym
        watek ???? Taka jest idea!
        A dla mnie jest to proste, ksieza szukaja pracy, ich dobra przejmuje panstwo
        tak to widze u nas.

        Pzdr
        So_Y
      • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 23:06
        Malku przegladalem tylko dzisiejesze forum ale rzucilo mi sie jedno, w
        wieszkszosc religinych tematow sie wlaczasz i nieznosisz wrecz krytyki
        kosciola czy wiary w boga etc., zrozum ze nie kazdy musi wierzyc i nie musi
        byc ci przykro z tego powodu. Jak dla mnei traci to troche nietolerancja.
        Dlaczego po prostu nie mozesz podjac podanego watku zamiast mowic o zadajacym
        watek ???? Taka jest idea!
        A dla mnie jest to proste, ksieza szukaja pracy, ich dobra przejmuje panstwo
        tak to widze u nas.

        Pzdr
        So_Y
    • maly.ksiaze Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma 15.03.02, 22:46
      Januszu,

      Mam wrazenie, ze sens religii (jakiejkowliek) jest dla Ciebie niezrozumialy.
      Pomine juz problem z dostarczaniem takich dowodow (ktorych dostarczyc sie nie
      da, i to wcale nie z powodu 'problemow technologicznych').

      Pytanie zatem: co by sie stalo, gdyby ludzie nagle przestali wierzyc? No coz,
      nie przestana, bo wiekszosci z nich jakas forma wiary, taki formalny obrzadek,
      jest potrzebny do zycia. Jesli Bog jest, to jest. A jak go nie ma, to sobie
      ludzie sami bogow powolaja.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • janusz_b Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma 15.03.02, 22:58
        maly.ksiaze napisał(a):

        > Januszu,
        >
        > Mam wrazenie, ze sens religii (jakiejkowliek) jest dla Ciebie niezrozumialy.
        ******************************************************************
        masz racje maly ksieciu, dla MNIE jest ten sens niezrozumialy, co nie znaczy
        ze odmawiam prawa do szukania tego sensu komukolwiek...

        > Pomine juz problem z dostarczaniem takich dowodow (ktorych dostarczyc sie nie
        > da, i to wcale nie z powodu 'problemow technologicznych').
        *****************************************************************
        A dlaczego jestes pewien ze takie dowody sa niemozliwe ? Wierzysz ze ziemia
        jest plaska ? Kiedys w to wierzono...
        >
        > Pytanie zatem: co by sie stalo, gdyby ludzie nagle przestali wierzyc? No coz,
        > nie przestana, bo wiekszosci z nich jakas forma wiary, taki formalny obrzadek,
        > jest potrzebny do zycia. Jesli Bog jest, to jest. A jak go nie ma, to sobie
        > ludzie sami bogow powolaja.
        >
        > Pozdrawiam,
        ********************************************************************
        Czytuje Twoje posty i wiem ze jestes inteligentny, a wiec nie mozesz tu twierdzic
        ze chodzlo mi o to co by sie stalo gdyby ludzie przestali wierzyc..
        Przeczytaj prosze jeszcze raz to co napisalem, bo inaczej nasza ev. dyskusja
        bedzie bezprzedmiotowa..
        pozdrawiam
        > mk.

        • maly.ksiaze Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma 15.03.02, 23:24
          > A dlaczego jestes pewien ze takie dowody sa niemozliwe ? Wierzysz ze ziemia
          > jest plaska ? Kiedys w to wierzono...
          Czy chodzi Ci o dowod z rodzaju radzieckiego: 'nasi kosmonauci byli w niebie i
          widzieli, ze zadnego Boga tam nie ma'?
          Widzisz, istnienia istoty *wszechmocnej* nie da sie obalic.

          Gdyby zas udalo sie, jak piszesz, taki dowod znalezc, to jeszcze pozostaje
          kwestia, przekonania ludzi, aby w to uwierzyli. Przestali wierzyc jednym, zaczeli
          drugim. Znowu to slowo na 'w', prawda?

          mk.
      • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 15.03.02, 23:06
        A skad wniosek ze ludzie musza w cos wierzyc ?!?!?!
        Czy czlowiek bez wiary nie jest w stanie zyc?
        A co do technicznych rozwazan tego dowodu to nie jest to przedmiotem tej
        rozmowy.. janusz zalozyl hipotetyczna sytuacje.. ludzie dlavzego tacy
        jetsescie drazliwi w tym temacie ?!?!? To jest jakis dziwny stereotyp w polsce
        ze nie mozna porozmawiac spokojnie o religii :-( Gdyby janusz rozpoczal watek
        do ktorego potrzebna bylaby hipotetyczna sytacja ze np. kazdy czlowiek umie
        latac to mysle ze nikt nawet by nie wspomnial ze przeciez to jest niemozliwe.
        Ale kiedy tylko bierzemy pod uwage boga to podnosi sie tlum
        oburzonych "wierzacyc" z czego mysle niewielu tak naprawde wierzy...

        Pzdr:
        So_Y
        • maly.ksiaze So_Y, uzyj slownika 15.03.02, 23:29
          i sprawdz, co oznacza slowo 'stereotyp'. Przy okazji, nie mam pojecia, skad
          wysnuwasz wniosek, ze nie mozna porozmawiac spokojnie o religii. Moja odpowiedz
          jest nader spokojna, nie miesza religii jako takiej w nic. Zwracam tylko uwage,
          ze wiara w bostwa (czy w Boga) u ludzi wyplywa niekoniecznie z jego obiektywnego
          istnienia (na ktore dowodow tez nie mamy), tylko z tego, ze wyraznie maja taka
          potrzebe.

          > Ale kiedy tylko bierzemy pod uwage boga to podnosi sie tlum
          > oburzonych "wierzacyc" z czego mysle niewielu tak naprawde wierzy...

          Jaki tlum? Mam wrazenie, ze nie masz bladego pojecia o czym pisze.

          mk.
          • Gość: So_Y Re: So_Y, uzyj slownika IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 09:41
            maly.ksiaze napisał(a):

            > i sprawdz, co oznacza slowo 'stereotyp'

            Sprawdszilem i nadal uwazam ze slowo zostalo uzyte trafnie.

            >. Przy okazji, nie mam pojecia, skad
            > wysnuwasz wniosek, ze nie mozna porozmawiac spokojnie o religii.

            Stad ze janusz rzucil temat gdzie pobocznym watkiem byl dowod na to ze boga nie
            ma (stworzony tylko dla potrzeby wyczucia glownego watku) a jak czytam posty to
            zadko kto pisze o glownym watku, wiekszosc zajela sie tym ze taki dowod jest
            niemozliwy. Byc moze ty nie masz takiego odczucia, ale ja bardzo czesto staram
            sie rozmawiac z ludzmi na temat ich wiary, boga itp. i wiekszosc ludzi oburza
            sie slyszac takowy temat.

            > Moja odpowiedz
            > jest nader spokojna, nie miesza religii jako takiej w nic. Zwracam tylko uwage,

            Nie chodzi mi o unoszenie sie emocjami tylko zmiane tematu (jak pisalem wyzej,
            bierzesz sie za dowod - kompletnie niewazny, a nie odpowiadasz na pytanie)


            >
            > ze wiara w bostwa (czy w Boga) u ludzi wyplywa niekoniecznie z jego obiektywneg
            > o
            > istnienia (na ktore dowodow tez nie mamy), tylko z tego, ze wyraznie maja taka
            > potrzebe.

            I tu sie zgodze, ale oczywiscie nie wszyscy ludzie musza wierzyc.

            >
            > > Ale kiedy tylko bierzemy pod uwage boga to podnosi sie tlum
            > > oburzonych "wierzacyc" z czego mysle niewielu tak naprawde wierzy...
            >
            > Jaki tlum? Mam wrazenie, ze nie masz bladego pojecia o czym pisze.

            czy w takim razie jesli tlum = pare osob to wtedy zrozumiesz o co mi chodzi i
            nie bedziesz roztrzasala slowko po slowce mojej wypowiedzi ?


            >
            > mk.

            Pzdr
            So_Y
            • maly.ksiaze Oswiaty kaganek 16.03.02, 15:07
              A zatem napisales(las):
              To jest jakis dziwny stereotyp w polsce ze nie mozna porozmawiac spokojnie o
              religii
              wiem.onet.pl/wiem/004558.html

              Sposob prowadzenia dyskusji (chocby nie wiem, jak powszechny) nie jest
              funkcjonujacym w spoleczenstwie uproszczonym, skrotowym, wartosciujacym obrazem
              rzeczywistosci.
              Formulowania zdan sie bede czepial, bo to takie moje ksiazece prawo. Chcesz byc
              dobrze zrozumiany, wyrazaj sie jasno.
              Skad zas wynika moje przekonanie, ze ludziom wiara jest do czegos potrzebna? Z
              obserwacji rzeczywistosci. Wiekszosc wyznaje jakies religie, zatem wnioskuje,
              ze sa im do czegos potrzebne.

              Pozdrawiam,

              mk.
        • Gość: inka_s Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.03.02, 23:44
          S_Y - mam wrażenie że ty jestes tu najbardziej drazliwa... Mały Ksiaże jest
          całkiem nieagresywny :-))).
          A co do wiary w Boga - coś jest w tym że ludzie zawsze szukają jakiegoś
          oparcia, siły wyższej. Chyba jednak wiara naprawdę jest potrzebna do życia -
          tyle że jedni wierza w Boga a inni w człowieka...
          Ja akurat wierzę w Boga i ta wiara chyba uratowała mi życie (no i forumowicze
          tez przez swoja życzliwość!).
          Trudno , podpadne Januszowi i S_Y - ale nie przyjęłabym dowodu na nieistnienie
          Boga, a co nie wolno mi?! hihihi.
          Jedni wolą wierzyc w Boga , w życie po śmierci, innym lżej myśleć że śmierć to
          kres wszystkiego.
          W "MIstrzu i Małgorzacie" pada stwierdzenie że każdemu będzie dane to w co
          wierzy - i może to byłoby najlepsze?....
          • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 09:47
            Gość portalu: inka_s napisał(a):

            > S_Y - mam wrażenie że ty jestes tu najbardziej drazliwa... Mały Ksiaże jest
            > całkiem nieagresywny :-))).

            Jesli takie jest twoje wrazenie to pewnei tak jest, ale nie to bylo moim
            zamiarem, zatem przepraszam malego ksiaze jesli tez tak to odbiera :-)


            > A co do wiary w Boga - coś jest w tym że ludzie zawsze szukają jakiegoś
            > oparcia, siły wyższej. Chyba jednak wiara naprawdę jest potrzebna do życia -
            > tyle że jedni wierza w Boga a inni w człowieka...
            > Ja akurat wierzę w Boga i ta wiara chyba uratowała mi życie (no i forumowicze
            > tez przez swoja życzliwość!).
            > Trudno , podpadne Januszowi i S_Y - ale nie przyjęłabym dowodu na nieistnienie
            > Boga, a co nie wolno mi?! hihihi.

            Oczywiscie ze ci wolno, ale odrzucanie oczywistych dowodow wygladaloby w oczach
            innych conajmniej dziwnie. Wyobraz sobie ze jest ktos kto upiera sie ze ziemia
            jest plaska pomimo wszelkich oczywistych dla ogolu dowodow ze tak nie jest
            (opierajac sie na przykladzie podanym przez janusza). Co bys pomyslala o takim
            czlowieku ?


            > Jedni wolą wierzyc w Boga , w życie po śmierci, innym lżej myśleć że śmierć to
            > kres wszystkiego.
            > W "MIstrzu i Małgorzacie" pada stwierdzenie że każdemu będzie dane to w co
            > wierzy - i może to byłoby najlepsze?....

            Pzdr:
            So_Y
            • Gość: inka_s Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.03.02, 11:28

              > Trudno , podpadne Januszowi i S_Y - ale nie przyjęłabym dowodu na nieistni
              > enie
              > > Boga, a co nie wolno mi?! hihihi.
              >
              > Oczywiscie ze ci wolno, ale odrzucanie oczywistych dowodow wygladaloby w oczach
              >
              > innych conajmniej dziwnie. Wyobraz sobie ze jest ktos kto upiera sie ze ziemia
              > jest plaska pomimo wszelkich oczywistych dla ogolu dowodow ze tak nie jest
              > (opierajac sie na przykladzie podanym przez janusza). Co bys pomyslala o takim
              > czlowieku ?
              >
              > Płaska ziemia?... Czemu nie, co mi przeszkadza że ktoś tak wierzy? W sumie to
              może byc fajny człowiek, a że ma takie przekonanie(wiarę)? Nikomu to krzywdy nie
              zrobi... Gorzej gdyby wierzył że jego powołaniem jest wysyłanie innych ludzi do
              lepszego świata wbrew ich woli - takie "przekonania" (no to akurat drastyczne...)
              nie daja się zbyc uśmiechem i stwierdzeniem że ich wyznawca to dziwak.

              A co do głównego tematu: czemu zawężać rozważania do religii monoteistycznych? A
              co z hinduistami choćby? I czy zakładamy że naukowcy potwierdzili czy nie
              mozliwość reinkarnacji? Jeśli założymy że udowodniono że nie ma jednego Boga to i
              wielu bogów tez nie ma, co więc z wyznawcami rozmaitych nie-monoteistycznych
              religii? Czy byliby wlepszej czy gorszej sytuacji?
              Myślę że nie ma znaczenia czy znalezionoby naukowy dowód na nieistnienia Boga.
              Wystarczy rozejrzeć sie dookoła - ile osób tak naprawde wierzy a ile
              tylko "kontynuuje tradycje"? Mówi sie że Polska to taki katolicki kraj - a
              przecież to nie jest tak do końca. Tu jest mnóstwo ochrzczonych - ale czy
              wierzacych? Takie śliczne pojęcie "wierzacy-niepraktykujący" w naszym kraju -
              skąd to się bierze?
              Wiara ma to do siebie że nie potrzebuje dowodów. A jeśli dowody świadcza przeciw
              wierze?...Hmmmm..... To chyba i tak nic nie zmieni- to raczej kwestia potrzeby
              wierzenia nawet WBREW dowodom. A księża, rabibi, imamowie?... Cóż, póki są wierni-
              będą też duchowni.
              No nic nie mogę poradzić że nie umiem wyobrazić sobie świata bez wiary - ci co
              wierzyć w Boga nie chcą - i teraz nie wierzą! Nie potrzebuja naukowych dowodów.
              No i co z tym zrobić?
              • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Janusza nie ma IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 11:41
                Gość portalu: inka_s napisał(a):

                >
                > > Trudno , podpadne Januszowi i S_Y - ale nie przyjęłabym dowodu na nieistni
                > > enie
                > > > Boga, a co nie wolno mi?! hihihi.
                > >
                > > Oczywiscie ze ci wolno, ale odrzucanie oczywistych dowodow wygladaloby w o
                > czach
                > >
                > > innych conajmniej dziwnie. Wyobraz sobie ze jest ktos kto upiera sie ze zi
                > emia
                > > jest plaska pomimo wszelkich oczywistych dla ogolu dowodow ze tak nie jest
                >
                > > (opierajac sie na przykladzie podanym przez janusza). Co bys pomyslala o t
                > akim
                > > czlowieku ?
                > >
                > > Płaska ziemia?... Czemu nie, co mi przeszkadza że ktoś tak wierzy? W sumi
                > e to
                > może byc fajny człowiek, a że ma takie przekonanie(wiarę)? Nikomu to krzywdy ni
                > e
                > zrobi... Gorzej gdyby wierzył że jego powołaniem jest wysyłanie innych ludzi do
                >
                > lepszego świata wbrew ich woli - takie "przekonania" (no to akurat drastyczne..
                > .)
                > nie daja się zbyc uśmiechem i stwierdzeniem że ich wyznawca to dziwak.
                >
                > A co do głównego tematu: czemu zawężać rozważania do religii monoteistycznych?
                W moim przypadku dlatego ze innych religii praktycznei nie znam, ale faktem jest
                ze pytanie dotyczylo wszytskich religii.


                > A
                > co z hinduistami choćby? I czy zakładamy że naukowcy potwierdzili czy nie
                > mozliwość reinkarnacji? Jeśli założymy że udowodniono że nie ma jednego Boga to
                > i
                > wielu bogów tez nie ma, co więc z wyznawcami rozmaitych nie-monoteistycznych
                > religii? Czy byliby wlepszej czy gorszej sytuacji?
                > Myślę że nie ma znaczenia czy znalezionoby naukowy dowód na nieistnienia Boga.
                > Wystarczy rozejrzeć sie dookoła - ile osób tak naprawde wierzy a ile
                > tylko "kontynuuje tradycje"? Mówi sie że Polska to taki katolicki kraj - a
                > przecież to nie jest tak do końca. Tu jest mnóstwo ochrzczonych - ale czy
                > wierzacych? Takie śliczne pojęcie "wierzacy-niepraktykujący" w naszym kraju -
                > skąd to się bierze?
                > Wiara ma to do siebie że nie potrzebuje dowodów. A jeśli dowody świadcza przeci

                No wlasnie i tu ujelas sedno wiary... dlatego pewnei nigdy nei dojdzie do takiej
                sytuacji jaka przedstawil janusz, ale nadal uwazam ze wiekszosc postow w tym
                temacie poszla nie w tym kierunku o jakim myslal janusz. W moim mniemaniu
                chodzilo mu tylko o to co by sie stalo z duchownymi ich dobrami etc. jesli
                ludzie przestali by wierzyc, a nie o dyskusje czy jest to mozliwe czy nie.

                > w
                > wierze?...Hmmmm..... To chyba i tak nic nie zmieni- to raczej kwestia potrzeby
                > wierzenia nawet WBREW dowodom. A księża, rabibi, imamowie?... Cóż, póki są wier
                > ni-
                > będą też duchowni.
                > No nic nie mogę poradzić że nie umiem wyobrazić sobie świata bez wiary - ci co
                > wierzyć w Boga nie chcą - i teraz nie wierzą! Nie potrzebuja naukowych dowodów.
                >
                > No i co z tym zrobić?

                W twoim przypadku wierzyc, wierzyc wierzyc... :-)))


                Pzdr
                So_Y
                • Gość: Otryt Kościoły w gruzach, kler unicestwiony IP: 195.117.141.* 16.03.02, 11:58


                  SO_Y napisał:

                  ale nadal uwazam ze wiekszosc postow w tym
                  temacie poszla nie w tym kierunku o jakim myslal janusz. W moim mniemaniu
                  chodzilo mu tylko o to co by sie stalo z duchownymi ich dobrami etc. jesli
                  ludzie przestali by wierzyc, a nie o dyskusje czy jest to mozliwe czy nie.1


                  Czyżbyś SO_Y nie znał historii, takie rzeczy już się działy na świecie:
                  kościoły w gruzach, duchowni i wierni, którzy nie wyrzekli się wiary byli
                  fizycznie likwidowani, majątek zagrabiony.
                  I jak Ci się to podoba?

                  Patrz:
                  Wielka Rewolucja Francuska
                  rewolucja w Hiszpanii
                  Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa

                  Pozdrawiam
                  Otryt

                  • Gość: So_Y Re: Kościoły w gruzach, kler unicestwiony IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 12:23
                    Gość portalu: Otryt napisał(a):

                    >
                    >
                    > SO_Y napisał:
                    >
                    > ale nadal uwazam ze wiekszosc postow w tym
                    > temacie poszla nie w tym kierunku o jakim myslal janusz. W moim mniemaniu
                    > chodzilo mu tylko o to co by sie stalo z duchownymi ich dobrami etc. jesli
                    > ludzie przestali by wierzyc, a nie o dyskusje czy jest to mozliwe czy nie.1
                    >
                    >
                    > Czyżbyś SO_Y nie znał historii, takie rzeczy już się działy na świecie:
                    > kościoły w gruzach, duchowni i wierni, którzy nie wyrzekli się wiary byli
                    > fizycznie likwidowani, majątek zagrabiony.
                    > I jak Ci się to podoba?
                    >
                    > Patrz:
                    > Wielka Rewolucja Francuska
                    > rewolucja w Hiszpanii
                    > Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa

                    Przyznam od razu ze historia nie jest moja mocna strona wiec w temacier
                    rewolucji nie podejme dyskusji :-)

                    Ale wierze w cywilizacje i zdolnosc rozwiazywania problemow bez przemocy,
                    dlatego uwazam ze nie doszlo by do likwidowania ludzi, a majatek wedlug mnie
                    przejelo by panstwo lub zostalo w mniej lub bardziej uczciwy sposob sprzedane,
                    kasa pewnie poszla by do budzetu (albo chociaz czesc)... Taka jest moja wizja

                    >
                    > Pozdrawiam
                    > Otryt
                    >

                    No i w koncu cos na temat ;-DDDDDDDDDDDD

                    Pzdr
                    So_Y

                    • Gość: Otryt Re: Kościoły w gruzach, kler unicestwiony IP: 195.117.141.* 16.03.02, 13:28
                      Piszesz SO_Y : Taka jest moja wizja.

                      Piękna jest Twoja wizja, podobnie jak piękna jest wizja Johna Lennona w
                      piosence "Imagine", zauważ jednak, że jest to utopia, praktyka jest jakże
                      odmienna. Patrz na te wstrętne rewolucje, które miały być lekarstwem na
                      wcześniej istniejące zło. Lekarstwo okazywało się groźniejsze od choroby, którą
                      próbowano leczyć.

                      IMAGINE - JOHN LENNON

                      Imagine there's no heaven,
                      It's easy if you try,
                      No hell below us,
                      Above us only sky,
                      Imagine all the people
                      living for today...

                      Imagine there's no countries,
                      It isnt hard to do,
                      Nothing to kill or die for,
                      No religion too,
                      Imagine all the people
                      living life in peace...

                      Imagine no possesions,
                      I wonder if you can,
                      No need for greed or hunger,
                      A brotherhood of man,
                      imagine all the people
                      Sharing all the world...

                      You may say Im a dreamer,
                      but Im not the only one,
                      I hope some day you'll join us,
                      And the world will live as one.

                      Pozdrawiam Ciebie
                      Otryt
                      • Gość: So_Y Re: Kościoły w gruzach, kler unicestwiony IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 13:53
                        Gość portalu: Otryt napisał(a):

                        > Piszesz SO_Y : Taka jest moja wizja.
                        >
                        > Piękna jest Twoja wizja, podobnie jak piękna jest wizja Johna Lennona w
                        > piosence "Imagine", zauważ jednak, że jest to utopia, praktyka jest jakże


                        Mysle ze o wiele wiecje zmian w hostorii (waznych zmian) przeszlo bez echa
                        wlasnie dlatego ze nie byly krwawe i przewalczone kosztem duzej liczby ofiar,
                        lecz pokojowo przy stole. Dlatego nadal zostane przy swoim i mysle ze twoja
                        wizja jakichs pogoni za klerem, kory nie chce sie wyrzec wiary jest niemozliwa,
                        jak i burzenie kosciolow etc.. takie rzeczy mozna by pokazywac w
                        apokaliptycznych filmach, jako wizje rezyserow np. sci-fi.
                        > odmienna. Patrz na te wstrętne rewolucje, które miały być lekarstwem na
                        > wcześniej istniejące zło. Lekarstwo okazywało się groźniejsze od choroby, którą
                        >
                        > próbowano leczyć.
                        >
                        > IMAGINE - JOHN LENNON
                        >
                        > Imagine there's no heaven,
                        > It's easy if you try,
                        > No hell below us,
                        > Above us only sky,
                        > Imagine all the people
                        > living for today...
                        >
                        > Imagine there's no countries,
                        > It isnt hard to do,
                        > Nothing to kill or die for,
                        > No religion too,
                        > Imagine all the people
                        > living life in peace...
                        >
                        > Imagine no possesions,
                        > I wonder if you can,
                        > No need for greed or hunger,
                        > A brotherhood of man,
                        > imagine all the people
                        > Sharing all the world...
                        >
                        > You may say Im a dreamer,
                        > but Im not the only one,
                        > I hope some day you'll join us,
                        > And the world will live as one.
                        >
                        > Pozdrawiam Ciebie
                        > Otryt

                        Pzdr
                        So_Y
          • Gość: Otryt Problem Janusza czysto teoretyczny IP: 195.117.141.* 16.03.02, 11:43
            Problem, który postawiłeś, Janusz, jest czysto teoretyczny, choćby z tego
            względu, że nauka nigdy nie zajmowała się, ani nie będzie zajmować się
            istnieniem lub nieistnieniem Boga. No może w przeszłości nauka marksistowska
            próbowała to robić. Osobiście uważam, że taki dowód nigdy nie powstanie.

            A tymczasem wg mojej opinii jest tak, że współczesna nauka i współczesny
            Kościół działają jakby na innych płaszczyznach, które w żaden sposób nie mogą
            się ze sobą znaleźć w konflikcie. Nie mówię tu o wykorzystaniu praktycznym
            różnych odkryć naukowych, bo jest to całkiem inna sprawa. W kwestii dochodzenia
            do Prawdy rzetelna nauka i Objawienie nie są ze sobą w sprzeczności.

            Słowo wiara oznacza przyjęcie pewnych twierdzeń bez dowodu, natomiast w nauce
            dowód jest podstawą istnienia. Nie można więc powiedzieć, że wierzymy iż Ziemia
            krąży wokół Słońca, bo jest to sprawa pewna i udowodniona. Podobnie z każdym
            udowodnionym twierdzeniem; przestaje być domeną wiary.

            W mojej opinii nauka i wiara mogą się uzupełniać. Prawdy objawione i odkrycia
            naukowe nie muszą być ze sobą w konflikcie. Do takich wniosków dochodzą liczni
            naukowcy, między innymi ci, którzy co roku spotykają się z papieżem w Watykanie
            i dyskutują o aktualnych problemach nauki i wiary.

            Są również środowiska, do których i Ty , Janusz należysz, które próbują ustawić
            naukę i wiarę na pozycjach konfrontacyjnych względem siebie.
            Mam w pamięci sprawę sprzed 2 lat, kiedy to Watykan z pewnym wyprzedzeniem
            zakomunikował, że za 2 tygodnie ogłosi treść III tajemnicy fatimskiej.
            I w dniu, kiedy to miało nastąpić większość mediów na świecie i w Polsce podało
            informację o odkryciu genomu ludzkiego.
            Przypadek? Raczej wątpię.
            Później sprawa zniknęła z mediów. Okazało się również, że prace nad genomem
            były wykonane w ok. 90%, a więc jescze nie zakończone, nie zakończony bvł
            również jakiś etap w tych badaniach. Jednak ktoś uznał , że sprawę należy
            ogłosić w tym właśnie dniu.
            W tej sytuacji sprawa tajemnicy fatimskiej stała się drugorzędna.
            Nie mam nic przeciwko pracom nad genomem, uważam ,że to wielka spawa, lecz
            uważam także iż w tym wypadku posłużono się nauką instrumentalnie.
            Co o tym sądzicie

            Pozdrawiam
            Otryt
            • malek1 Do Otryta 16.03.02, 11:56
              Trafiasz w sedno. Wiekszosc dyskusji na formu (nie tylko na psychologii)
              doytyczyc albo zycia ksiezy (jak jest kazdy widzi) i domniemanego konfliktu
              nauka wiara. Tylko moim zdaniem na forum pewnych uprzedzen sie nie
              przezwyciezy, bo to niestety - moim zdaniem - sprawa nie tylko rozumu, ale
              przede wszystkim uczuc. Ktos spotkal marniutkiego ksidza, kogos potraktowano
              zle w konfesjonale itp.
              Polecam dyskuje filozofow religii, ktorzy twierdza, ze... Boga mozna prawie ze
              udowodnic (?): niestety cholernie wymagajace to dyskuje (logika formala na
              najwyzszym poziomie): autorzy Swinborn, Plantinga, Gale z ksiazek: The
              rationality of theism (Ed. Bruentrup, Tacceli).
              Pozdrowionka - Ma.
              • Gość: Otryt Re: Do Malka1 IP: 195.117.141.* 16.03.02, 13:12
                Dodałbym do tego "Traktat o teologii" Czesława Miłosza.

                Pozdrawiam Ciebie, Malek
                Otryt
            • janusz_b DO Otryta, Malka i innych - uscislenie 16.03.02, 12:39
              Gość portalu: Otryt napisał(a):

              > Problem, który postawiłeś, Janusz, jest czysto teoretyczny, choćby z tego
              > względu, że nauka nigdy nie zajmowała się, ani nie będzie zajmować się
              > istnieniem lub nieistnieniem Boga. No może w przeszłości nauka marksistowska
              > próbowała to robić. Osobiście uważam, że taki dowód nigdy nie powstanie.
              **************************************************************************
              Nie chce nikomu implikowac zlej woli, ale chyba tak emocjonalnie podeszliscie do
              mojego postu, ze go niezbyt dokladnie pzeczytaliscie. Otoz napisalem ze wg.mnie
              dowod na nieistnienie Boga to jest udowodnienie naukowe mechanizmu powstawania
              swiata. Tzn. taki dowod musialby stwazac mozliwosc wielokrotnego POWTORZENIA
              tego fenomenu. Tym samym hipoteza BOGA jako stworcy bylaby nie do przyjecia !
              Szukaniem takich dowodow zajmuje sie wspolczesna fizyka i negowanie tego faktu
              swiadczy tylko o braku informacji w tej dziedzinie... i dobrym samopoczuciu
              nie przyjmujacym do wiadomosci tego co komus nie pasuje. Nie pisalem, ze takie
              odkrycie nastapi wkrotce, ale zakladalem taka hipoteze i proponowalem dyskusje
              nad konsekwencjami takiego faktu dla spoleczenstw (nie poszczegolnych jednostek)
              *********************************************************************

              > A tymczasem wg mojej opinii jest tak, że współczesna nauka i współczesny
              > Kościół działają jakby na innych płaszczyznach, które w żaden sposób nie mogą
              > się ze sobą znaleźć w konflikcie. Nie mówię tu o wykorzystaniu praktycznym
              > różnych odkryć naukowych, bo jest to całkiem inna sprawa. W kwestii dochodzenia
              >
              > do Prawdy rzetelna nauka i Objawienie nie są ze sobą w sprzeczności.
              >
              > Słowo wiara oznacza przyjęcie pewnych twierdzeń bez dowodu, natomiast w nauce
              > dowód jest podstawą istnienia. Nie można więc powiedzieć, że wierzymy iż Ziemia
              >
              > krąży wokół Słońca, bo jest to sprawa pewna i udowodniona. Podobnie z każdym
              > udowodnionym twierdzeniem; przestaje być domeną wiary.
              >
              > W mojej opinii nauka i wiara mogą się uzupełniać. Prawdy objawione i odkrycia
              > naukowe nie muszą być ze sobą w konflikcie. Do takich wniosków dochodzą liczni
              > naukowcy, między innymi ci, którzy co roku spotykają się z papieżem w Watykanie
              >
              > i dyskutują o aktualnych problemach nauki i wiary.
              ***************************************************************
              zgadzam sie z powyzszym, chociaz uazam to za normalne i trywialne tak bardzo, ze
              nie podlegajace dyskusji...bicie piany...
              ******************************************************************************

              > Są również środowiska, do których i Ty , Janusz należysz, które próbują ustawić
              > naukę i wiarę na pozycjach konfrontacyjnych względem siebie.

              ***************************************************************
              ze sa takie srodowiska to nie watpie, bo jak wszyscy wiemy nie ma bzdury na
              swiecie ktora by nie znalazla swojego amatora..
              Twierdzenie, ze i ja do nich naleze, uwazam za delikatnie mowiac "bezpodstawne"
              bo dobrze wiem co napisalem.. Ja nazywam takie stwierdzenia demagogia i unikaniem
              uczciwej dyskusji. Jezeli komus ten temat nie lezy ze wzgledow emocjonalnych
              to przeciez nie musi brac w tej dyskusji udzialu, a inwektywy sa tu chyba nie na
              miejscu..
              ******************************************************************************

              > Mam w pamięci sprawę sprzed 2 lat, kiedy to Watykan z pewnym wyprzedzeniem
              > zakomunikował, że za 2 tygodnie ogłosi treść III tajemnicy fatimskiej.
              > I w dniu, kiedy to miało nastąpić większość mediów na świecie i w Polsce podało
              > informację o odkryciu genomu ludzkiego.
              > Przypadek? Raczej wątpię.
              > Później sprawa zniknęła z mediów. Okazało się również, że prace nad genomem
              > były wykonane w ok. 90%, a więc jescze nie zakończone, nie zakończony bvł
              > również jakiś etap w tych badaniach. Jednak ktoś uznał , że sprawę należy
              > ogłosić w tym właśnie dniu.
              > W tej sytuacji sprawa tajemnicy fatimskiej stała się drugorzędna.
              > Nie mam nic przeciwko pracom nad genomem, uważam ,że to wielka spawa, lecz
              > uważam także iż w tym wypadku posłużono się nauką instrumentalnie.
              > Co o tym sądzicie
              >
              > Pozdrawiam
              > Otryt
              *************************************
              moze jestem zbyt prymitywny, ale nie potrafie znalezc korelacji miedzy tymi
              dwoma sprawami - Watykanem z ta tzw. "tajemnica fatimska" i ogloszeniem wiadomosci
              na genomen ? Naprawde nie rozumiem....

              Moze jeszcze dla wyjasnienia:
              1. Pisalem o religiach monoteistycznych bo tylko one zakladaja stworzenie swiata
              przez JEDNEGO BOGA. Wszystkie inne jak np. hinduizm, buddyzm czy religie
              animalistyczne czy afrykanskie maja wielu bogow albo zadnego sensu stricte
              (buddyzm)
              2. Nie neguje wartosci wiary w Boga jako takiej dla jednostki i jej potrzeby
              w zyciu ludzkim dla niektorych ludzi...
              Kazdy ma prawo wierzyc w co chce jak dlugo nie krzywdzi tym innych.
              Mnie chodzilo o to, ze wiele z tych religii odgrywa bardzo duza role w zyciu
              PANSTW (popatrzmy tylko na judaizm czy muzulmanizm lub religie katolicka w
              irlandii, polsce czy innych krajach). Otoz tego rodzaju rola ma wplyw na
              wszystkich ludzi w danej spolecznosci, niezaleznie od ich wiary lub niewiary

              3. Ja uwazam ze gdyby nawet taki dowod (patrz wyzej) zostal jutro znaleziony
              to potrzeba by pokolen, aby z tego wynikly konkretne fakty dla ludzkosci
              Straszenie ludzi mordowaniem ksiezy i burzeniem kosciolow czy meczetow jest
              po prostu dziecinnada i niepowaznym emocjonalizowaniem dyskusji

              pozdrawiam wszystkich
              janusz
              • Gość: Otryt Czy Pismo Św przeczy teorii Wielkiego Wybuchu IP: 195.117.141.* 16.03.02, 13:10
                Napisałem o Tobie, Janusz:
                >
                Są również środowiska, do których i Ty , Janusz należysz, które próbują ustawić
                > naukę i wiarę na pozycjach konfrontacyjnych względem siebie.

                Z całym szacunkiem do Ciebie, ale czy mógłbyś mi pokazać, które z w/w słów jest
                inwektywą. Określasz się jako człowiek niewierzący i ja to szanuję. Ale zauważ,
                że rozpoczynając ten post przeciwstawiłeś sobie wiarę i naukę. Nie zaprzeczysz
                przecież temu, prawda? Ja tylko to samo powtórzyłem trochę innymy słowami.

                Drugą sprawę , którą poruszyłeś to naukowe dowody na powstanie świata.
                Czy naprawdę uważasz, że wielka przenośnia o stworzeniu świata w ciągu 6 dni,
                jaka zawarta jest w Księdze Rodzaju w Piśmie Świętym stoi w sprzeczności z
                teorią Wielkiego Wybuchu i innych teorii naukowych. Ja uważam, że nie. Jest to
                poetyckie przesłanie, które zrozumiałe jest zarówno przez dzieci, ludzi
                niewykształconych oraz autorytety naukowe, ludzi żyjących kiedyś i dziś.

                Pozdrawiam serdecznie
                Otryt
                • janusz_b Oj Otryt to chyba nie tak.. 16.03.02, 13:59
                  Gość portalu: Otryt napisał(a):

                  > Napisałem o Tobie, Janusz:
                  > >
                  > Są również środowiska, do których i Ty , Janusz należysz, które próbują ustawi
                  > ć
                  > > naukę i wiarę na pozycjach konfrontacyjnych względem siebie.
                  >
                  > Z całym szacunkiem do Ciebie, ale czy mógłbyś mi pokazać, które z w/w słów jest
                  >
                  > inwektywą. Określasz się jako człowiek niewierzący i ja to szanuję. Ale zauważ,
                  >
                  > że rozpoczynając ten post przeciwstawiłeś sobie wiarę i naukę. Nie zaprzeczysz
                  > przecież temu, prawda? Ja tylko to samo powtórzyłem trochę innymy słowami.
                  *****************************************************************************
                  Oj Otryt, czy ty naprawde uwazasz mnie za takiego glupka?
                  Oczywiscie, ze zadne z tych slow nie jest inwektywa..i nie o tym pisalem. Przeciez
                  sam w dalszych zdaniach przedstawiles wg. Ciebie "przyklad" jak sie nauke
                  wykorzystuje do manipulowania opinii i przedstawiania kosciola w zlym swietle
                  i w tym to kontekscie zaliczyles mnie do tej grupy ludzi.
                  Niezaleznie od tego ze nie rozumiem zwiazku przyczynowego w Twoim przykladzie jak
                  juz pisalem, nie dalem zadnego przykladu pozwalajacego mnie zaliczyc do grupy
                  takich "manipulatorow" ...
                  To uwazam za nie w porzadku.. mozemy sie spierac czy slowo "inwektywa" jest
                  tu wlasciwie dobrane, ale ja nie probuje manipulacji, ja stawiam po prostu
                  zwykle pytania.
                  Co dziwne caly czas mam wrazenie, ze nikt jakos nie chce dyskutowac na te wlasnie
                  tematy ktore poruszylem
                  ***************************************************************************
                  >
                  > Drugą sprawę , którą poruszyłeś to naukowe dowody na powstanie świata.
                  > Czy naprawdę uważasz, że wielka przenośnia o stworzeniu świata w ciągu 6 dni,
                  > jaka zawarta jest w Księdze Rodzaju w Piśmie Świętym stoi w sprzeczności z
                  > teorią Wielkiego Wybuchu i innych teorii naukowych. Ja uważam, że nie. Jest to
                  > poetyckie przesłanie, które zrozumiałe jest zarówno przez dzieci, ludzi
                  > niewykształconych oraz autorytety naukowe, ludzi żyjących kiedyś i dziś.
                  >
                  > Pozdrawiam serdecznie
                  > Otryt

                  ******************************************************************
                  No moj drogi Otrycie, musze przyznac ze zaparlo mi oddech....
                  A Ty nie uwazasz ze "wielka przenosnia o powstaniu swiata.." stoi w sprzecznoscia
                  z teoria wielkiego wybuchu itp.
                  ALEZ OCZYWISCIE ZE STOI!!!!
                  Przeciez religie monoteistyczne twierdza ze to BOG stworzyl swiat, nauka uwaza
                  ze to nie BOG tylko zjawiska fizyczne ktorych jeszcze nie potrafimy wyjasnic.
                  Jezeli to nie jest sprzecznoscia, to ja juz nic nie rozumiem....
                  Zaczynam miec obawy czy tez jestem w tym samym filmie ....
                  Poetyckie przeslanie o BOGU ktory wszystko stworzyl na Swoj obraz i podobienstwo
                  lacznie z Szatanem i zlem, chorobami i morderstwami, wojnami i nedza zamiast
                  uczynic nas madrymi i dobrymi, a jego urzednicy zyja w luksusie i bogactwie
                  gdy ich poddani umieraja z glodu
                  Jezeli To nie jest sprzecznosc no to chyba nie ma sensu jakakolwiek dyskusja
                  w tym sensie, zwlaszcza ze mnie przeciez chodzilo o zupelnie cos innego
                  Czy naprawde NIKT NIE CZYTA tego co napisalem ???
                  Czy tez to po prostu strach przed brakiem argumentow i pustka w duszy ?
                  pozdrawiam


                  • Gość: So_Y Re: Oj Otryt to chyba nie tak.. IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 15:21
                    janusz_b napisał(a):

                    > Gość portalu: Otryt napisał(a):
                    >
                    > > Napisałem o Tobie, Janusz:
                    > > >
                    > > Są również środowiska, do których i Ty , Janusz należysz, które próbują u
                    > stawi
                    > > ć
                    > > > naukę i wiarę na pozycjach konfrontacyjnych względem siebie.
                    > >
                    > > Z całym szacunkiem do Ciebie, ale czy mógłbyś mi pokazać, które z w/w słów
                    > jest
                    > >
                    > > inwektywą. Określasz się jako człowiek niewierzący i ja to szanuję. Ale za
                    > uważ,
                    > >
                    > > że rozpoczynając ten post przeciwstawiłeś sobie wiarę i naukę. Nie zaprzec
                    > zysz
                    > > przecież temu, prawda? Ja tylko to samo powtórzyłem trochę innymy słowami.
                    > *****************************************************************************
                    > Oj Otryt, czy ty naprawde uwazasz mnie za takiego glupka?
                    > Oczywiscie, ze zadne z tych slow nie jest inwektywa..i nie o tym pisalem. Przec
                    > iez
                    > sam w dalszych zdaniach przedstawiles wg. Ciebie "przyklad" jak sie nauke
                    > wykorzystuje do manipulowania opinii i przedstawiania kosciola w zlym swietle
                    > i w tym to kontekscie zaliczyles mnie do tej grupy ludzi.
                    > Niezaleznie od tego ze nie rozumiem zwiazku przyczynowego w Twoim przykladzie j
                    > ak
                    > juz pisalem, nie dalem zadnego przykladu pozwalajacego mnie zaliczyc do grupy
                    > takich "manipulatorow" ...
                    > To uwazam za nie w porzadku.. mozemy sie spierac czy slowo "inwektywa" jest
                    > tu wlasciwie dobrane, ale ja nie probuje manipulacji, ja stawiam po prostu
                    > zwykle pytania.
                    > Co dziwne caly czas mam wrazenie, ze nikt jakos nie chce dyskutowac na te wlasn
                    > ie
                    > tematy ktore poruszylem
                    > ***************************************************************************
                    > >
                    > > Drugą sprawę , którą poruszyłeś to naukowe dowody na powstanie świata.
                    > > Czy naprawdę uważasz, że wielka przenośnia o stworzeniu świata w ciągu 6 d
                    > ni,
                    > > jaka zawarta jest w Księdze Rodzaju w Piśmie Świętym stoi w sprzeczności z
                    >
                    > > teorią Wielkiego Wybuchu i innych teorii naukowych. Ja uważam, że nie. Jes
                    > t to
                    > > poetyckie przesłanie, które zrozumiałe jest zarówno przez dzieci, ludzi
                    > > niewykształconych oraz autorytety naukowe, ludzi żyjących kiedyś i dziś.
                    > >
                    > > Pozdrawiam serdecznie
                    > > Otryt
                    >
                    > ******************************************************************
                    > No moj drogi Otrycie, musze przyznac ze zaparlo mi oddech....
                    > A Ty nie uwazasz ze "wielka przenosnia o powstaniu swiata.." stoi w sprzecznosc
                    > ia
                    > z teoria wielkiego wybuchu itp.
                    > ALEZ OCZYWISCIE ZE STOI!!!!
                    > Przeciez religie monoteistyczne twierdza ze to BOG stworzyl swiat, nauka uwaza
                    > ze to nie BOG tylko zjawiska fizyczne ktorych jeszcze nie potrafimy wyjasnic.
                    > Jezeli to nie jest sprzecznoscia, to ja juz nic nie rozumiem....
                    > Zaczynam miec obawy czy tez jestem w tym samym filmie ....
                    > Poetyckie przeslanie o BOGU ktory wszystko stworzyl na Swoj obraz i podobienstw
                    > o
                    > lacznie z Szatanem i zlem, chorobami i morderstwami, wojnami i nedza zamiast
                    > uczynic nas madrymi i dobrymi, a jego urzednicy zyja w luksusie i bogactwie
                    > gdy ich poddani umieraja z glodu
                    > Jezeli To nie jest sprzecznosc no to chyba nie ma sensu jakakolwiek dyskusja
                    > w tym sensie, zwlaszcza ze mnie przeciez chodzilo o zupelnie cos innego
                    > Czy naprawde NIKT NIE CZYTA tego co napisalem ???

                    No wlasnie, jest tak jak napisales.. temat watku byl zupelnie inny a ludzie
                    zaczeli stwarzac problemy (o czym juz mowilem tutaj parokrotnie), bo pokazalo
                    sie jedno zdanie... boga nie ma.. i juz po sprawie, nie wazne o co chodzi..
                    liczy sie juz tylko to ze osmielisles sie to powiedziec !!!


                    Niestety nie wszyscy potrafia czytac do konca, wyobrazic dana sytuacje i
                    odpowiedziec na pytanie :-(
                    > Czy tez to po prostu strach przed brakiem argumentow i pustka w duszy ?
                    > pozdrawiam
                    >
                    >

                    Pzdr
                    So_Y
                    • malek1 Do Janusza 16.03.02, 15:52
                      Janusz Drogi,

                      wyjasnij prosze te sprzecznosc, bo inaczej bede mysla, ze....
                      Pragne Ci tylko zwrocic uwage, ze fizyka i Bog to dosc nieprzystawalne byty.
                      Chyba, ze uwazasz: jedno jest zwiazane istotnie z drugim: wtedy rozmawiamy o
                      relacji cialo - duch (umysl), a to dyskusja zupelnie inna. Przykladzik: dusza!
                      Co to jest? Istnieje realnie, czy tylko jest wielka metafora? Co warunkuje
                      identycznosc osoby po smierci? - to przyklady dykusji o relacji cialo - duch
                      (umysl)
                      Pa - Ma.
                      • janusz_b Re: Do Janusza 16.03.02, 16:26
                        malek1 napisał(a):

                        > Janusz Drogi,
                        >
                        > wyjasnij prosze te sprzecznosc, bo inaczej bede mysla, ze....
                        > Pragne Ci tylko zwrocic uwage, ze fizyka i Bog to dosc nieprzystawalne byty.
                        > Chyba, ze uwazasz: jedno jest zwiazane istotnie z drugim: wtedy rozmawiamy o
                        > relacji cialo - duch (umysl), a to dyskusja zupelnie inna. Przykladzik: dusza!
                        > Co to jest? Istnieje realnie, czy tylko jest wielka metafora? Co warunkuje
                        > identycznosc osoby po smierci? - to przyklady dykusji o relacji cialo - duch
                        > (umysl)
                        > Pa - Ma.
                        ****************************************************
                        halo malek,
                        troche chyba niezbyt rozumiem, bo nie zauwazam tu sprzecznosci.
                        Dla mnie slowo wierzyc oznacza "nie wiedziec" nic mniej i nic wiecej..
                        Oczywiscie fizyka i bog to dla mnie rowniez dwa nieprzystawalne byty, chociaz
                        wspolczesna fizyka (zwlaszcza kwantowa) coraz czescie zaczyna operowac pojeciem
                        "BOG" - nie potrafie ocenic czy slusznie czy nie..
                        Ja postawilem po prostu najpierw pytanie, potem wyrazilem swoj poglad na te
                        sprawy bez uzurpowania sobie prawa do nieomylnosci...
                        Jak juz mowilem, kazdy ma prawo do wiary w religie, gliniane kukielki
                        czy wygrana w toto-lotka jak dlugo tym nie krzywdzi innych.
                        Jedyny zwiazek jaki ja tu widze, to TEORETYCZNA MOZLIWOSC uzyskania takiego
                        dowodu (na nieistnienie Boga) za pomoca nauki, w szczegolnosci fizyki.
                        Nie twierdze, ze taki dowod jest w ogole mozliwy, postawilem pytanie oparte
                        na dotychczasowym rozwoju nauki ktore brzmialo: "co by bylo gdyby bylo"
                        Wiem ze to teoretyczne, ale przeciez nie jest niemozliwe...
                        Masz racje ze sprawy duszy itp. to jest chyba na osobny watek-moze go
                        rozpoczniez ? Mogloby by byc ciekawe..
                        pozdrawiam
                        janusz



    • maly.ksiaze Proste jak lufa nagana 16.03.02, 15:55
      Januszu,

      Dla odpowiedzi na Twoje pytanie sprawa rzekomej sprzecznosci religii i nauki
      oraz sprawa osiagalnosci takiego dowodu jest rzecza fundamentalna, a nie
      poboczna. Wbrew temo, co Ci sie wydaje, zadna z istotnych religii nie jest tak
      naprawde zawieszona na jakims trywialnym zalozeniu o Adamie i Ewie - czy czyms
      w tym rodzaju.
      Jesli zatem sprawa jest nieoczywista, to przyjecie takiego hipotetycznego
      dowodu przez ogol jest kwestia wiary. Zalozmy zatem, ze ktos potrafi stworzyc
      maly wszechswiat w butelce i ze uwaza, ze to dowod na nieistnienie Boga (tu
      rodzi sie pytanie, w czyjej butelce my siedzimy, ale to inna sprawa).
      Teraz trzeba uzyskac samemu przekonanie, ze dowod jest dowodem, a nie bledem
      logicznym i ze nie bylo bledu w obserwacjach. Mamy juz taka pewnosc, musimy
      przekonac reszte. Uwierza nam, albo nie.

      Pierwsza sciezka, ktora w swej prostocie zaproponowal So_Y. Panstwo 'czuje sie
      przekonane', przyjmuje dowod jako obowiazujacy swiatopoglad (nie wnikajac w to,
      co ludzie sadza) i przejmuje majatki kosciolow. Sprawa zalatwiona. Pozostaje
      pytanie, ktora ideologia zostanie zdekapitowana jako nastepna. Pociagajaca
      perspektywa, prawda? Oczywiscie, mam nadzieje (zakladam, ze i Ty rowniez), ze
      zadne z panstw, w ktorych przychodzi nam zyc nie zdecyduje sie na narzucenie
      jakze slusznego swiatopogladu swoim obywatelom.

      Druga sciezka. Ludzie stopniowo (trwa to pokolenia) przekonuja sie do tego, ze
      dowod jest rzeczywiscie dowodem. Religie traca na znaczeniu (ubywa wyznawcow) i
      chudnie 'instytucjonalna' kiesa - mniej datkow, a posiadane nieruchomosci
      trzeba utrzymywac. Przy tym jest coraz mniej kaplanow, bo coraz mniej osob
      widzi sens sluzenia Bogu, w ktorego istnienie watpia. I tak powolutku calosc
      zaczyna sie osypywac.
      Tylko czy do tego trzeba jakiegokolwiek dowodu? Mieszkasz w Niemczech, Januszu?
      Wyjdz na ulice, rozejrzyj sie wokol siebie.

      Trzeci scenariusz, najbardziej prawdopodobny (na dluzsza mete). Tu cytat:
      "Religie, rownie jak wszystkie rzeczy tego swiata, ulegaja ciaglym i powolnym
      oddzialywaniom, ktore bezustannie usiluja odmienic ich formy i istote, tak, ze
      po kilku wiekach ta sama religia przedstawia wierze ludzkiej calkiem odmienne
      zasady, alegorie, ktorych mysli ukrytej niepodobna odgadnac, lub dogmaty,
      ktorym ogol wierzy zaledwie przez polowe." (Rekopis znaleziony w Saragossie).
      Dowod, po niewiekich zmianach w doktrynie, okazalby sie nie dowodem przeciwko,
      a drobnym udoskonaleniem doktryny. I wszystko pojdzie utartym szlakiem.

      Czy odpowiedzialem na Twoje pytanie, Januszu?

      Pozdrawiam,

      mk.

      PS. Wiara w omnipotencje nauki jest bardzo charakterystyczna dla osob, ktore o
      nauce jako takiej maja niewielkie pojecie.
      • Gość: So_Y Re: Proste jak lufa nagana IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.03.02, 16:21
        maly.ksiaze napisał(a):

        > Januszu,
        >
        > Dla odpowiedzi na Twoje pytanie sprawa rzekomej sprzecznosci religii i nauki
        > oraz sprawa osiagalnosci takiego dowodu jest rzecza fundamentalna, a nie
        > poboczna. Wbrew temo, co Ci sie wydaje, zadna z istotnych religii nie jest tak
        > naprawde zawieszona na jakims trywialnym zalozeniu o Adamie i Ewie - czy czyms
        > w tym rodzaju.
        > Jesli zatem sprawa jest nieoczywista, to przyjecie takiego hipotetycznego
        > dowodu przez ogol jest kwestia wiary. Zalozmy zatem, ze ktos potrafi stworzyc
        > maly wszechswiat w butelce i ze uwaza, ze to dowod na nieistnienie Boga (tu
        > rodzi sie pytanie, w czyjej butelce my siedzimy, ale to inna sprawa).
        > Teraz trzeba uzyskac samemu przekonanie, ze dowod jest dowodem, a nie bledem
        > logicznym i ze nie bylo bledu w obserwacjach. Mamy juz taka pewnosc, musimy
        > przekonac reszte. Uwierza nam, albo nie.
        >
        > Pierwsza sciezka, ktora w swej prostocie zaproponowal So_Y. Panstwo 'czuje sie
        > przekonane', przyjmuje dowod jako obowiazujacy swiatopoglad (nie wnikajac w to,
        >
        > co ludzie sadza) i przejmuje majatki kosciolow. Sprawa zalatwiona. Pozostaje
        > pytanie, ktora ideologia zostanie zdekapitowana jako nastepna. Pociagajaca
        > perspektywa, prawda? Oczywiscie, mam nadzieje (zakladam, ze i Ty rowniez), ze
        > zadne z panstw, w ktorych przychodzi nam zyc nie zdecyduje sie na narzucenie
        > jakze slusznego swiatopogladu swoim obywatelom.
        >
        > Druga sciezka. Ludzie stopniowo (trwa to pokolenia) przekonuja sie do tego, ze
        > dowod jest rzeczywiscie dowodem. Religie traca na znaczeniu (ubywa wyznawcow) i
        >
        > chudnie 'instytucjonalna' kiesa - mniej datkow, a posiadane nieruchomosci
        > trzeba utrzymywac. Przy tym jest coraz mniej kaplanow, bo coraz mniej osob
        > widzi sens sluzenia Bogu, w ktorego istnienie watpia. I tak powolutku calosc
        > zaczyna sie osypywac.
        > Tylko czy do tego trzeba jakiegokolwiek dowodu? Mieszkasz w Niemczech, Januszu?
        >
        > Wyjdz na ulice, rozejrzyj sie wokol siebie.
        >

        Wedlug mnie wlasnie druga mozliwosc bylaby najbardziej prawdopodobna, bo
        przeciez jaka wiara musialaby powstac w korej nie byloby zadnego boga, istosty
        wyzszej, ktora mialaby nad nami czuwac ?


        > Trzeci scenariusz, najbardziej prawdopodobny (na dluzsza mete). Tu cytat:
        > "Religie, rownie jak wszystkie rzeczy tego swiata, ulegaja ciaglym i powolnym
        > oddzialywaniom, ktore bezustannie usiluja odmienic ich formy i istote, tak, ze
        > po kilku wiekach ta sama religia przedstawia wierze ludzkiej calkiem odmienne
        > zasady, alegorie, ktorych mysli ukrytej niepodobna odgadnac, lub dogmaty,
        > ktorym ogol wierzy zaledwie przez polowe." (Rekopis znaleziony w Saragossie).
        > Dowod, po niewiekich zmianach w doktrynie, okazalby sie nie dowodem przeciwko,
        > a drobnym udoskonaleniem doktryny. I wszystko pojdzie utartym szlakiem.
        >
        > Czy odpowiedzialem na Twoje pytanie, Januszu?
        >
        > Pozdrawiam,
        >
        > mk.
        >
        > PS. Wiara w omnipotencje nauki jest bardzo charakterystyczna dla osob, ktore o
        > nauce jako takiej maja niewielkie pojecie.

        Pzdr
        So_Y
      • trzcina Trochę obok 16.03.02, 16:23
        oj...robilo sie goraco.
        Zaczynam od odpowiedzi na pytanie watkowe, tak mi przyzwoitość nakazuje.
        Podobnie, jak Ty, Januszu, nie sadzę, by sie cos zmieniło, zwlaszcza szybko.
        Zadne "hulaj dusza, piekla nie ma", raczej zignorowanie faktu, wyparcie, polowa
        ludzkosci moglaby w ogole o tym nie wiedziec.Ci, ktorzy normy moralne maja za
        nic( uprzedzam - nie=niewierzacy!!)i ci, ktorzy nimi sie w zyciu kieruja( znowu
        nie=wierzacy), co najmniej dlugo zyliby tak samo.Moze rzeczywiscie pokolenia?

        Wykroil sie Wam tu, chcial, nie chcial,nie tyle drugi watek, co podskorny
        konflikt.
        Nie umiemy rozmawiać, wierzacy z niewierzacymi , to raczej fakt. Ale dobrze, ze
        się uczymy...
        Gdzie widzicie przyczyny? Januszu, jak Ci to za duzo na Twój watek, to mnie
        wypros, nie watpie, ze zrobisz to subtelnie:-)))
        M.Edelman powiedział, ze wierzacy sa tak pewni siebie, ze gdy się ich dotknie,
        to się obrazaja. Szkoda, ze tak jest, sama często czuje się dotknieta. Ale nie
        sadze, ze bierze się to z pewnosci. Wiara to nie pewnosc, zwatpienie w nia
        wpisane. Może dlatego my, wierzacy, często czujemy się atakowani. A może
        dlatego, ze nie odrozniamy ataku na sacrum, od krytyki zewnetrznosci wiary?
        Z kolei moi niewierzacy znajomi i przyjaciele, przy kazdej ognistszej dyskusji,
        widza za mna zastepy innych wierzacych z Torquemada na czele, bo postrzegaja
        siebie indywidualnie, nas zawsze w grupie.
        Sa pewnie setki innych powodow, ciekawie by było o tym porozmawiac, ale jednak
        nie na tym watku. I tak naduzylam.
        Serdecznosci wszystkim
        • Gość: Malek1 Re: Malego Ksiecia IP: *.pppool.de 16.03.02, 16:26
          Twoj P.S. jest bardzo trafiony. Nie wiem, czy istotnie dotyczy Janusza.
          • janusz_b Re: Malego Ksiecia 16.03.02, 16:38
            Gość portalu: Malek1 napisał(a):

            > Twoj P.S. jest bardzo trafiony. Nie wiem, czy istotnie dotyczy Janusza.
            *****************************************************
            w mojej odpowiedzi swiadomie to pominalem, gdyz nie chcialem brac tego do siebie
            ale gdyby nawet.. to moge i z tym zyc, bo ja wiem ze caly nasz rozwoj od
            epoki kamienia lupanego do dzisiaj zawdzieczamy wlasnie nauce, z wszystkimi
            jej bledami i koszmarami po drodze..
            Przeciez juz Platon stworzyl podwoje filozofii, a Hammurabi stworzyl pierwszy
            kodeks karny..z wszystkiego tego korzystamy do dzisiaj..
            Z ta swiadomoscia moge zyc dalej jako nieuk w oczach moich wspolplemiencow..




        • janusz_b Do trzcinki 16.03.02, 16:47
          trzcina napisał(a):

          > oj...robilo sie goraco.
          > Zaczynam od odpowiedzi na pytanie watkowe, tak mi przyzwoitość nakazuje.
          > Podobnie, jak Ty, Januszu, nie sadzę, by sie cos zmieniło, zwlaszcza szybko.
          > Zadne "hulaj dusza, piekla nie ma", raczej zignorowanie faktu, wyparcie, polowa
          >
          > ludzkosci moglaby w ogole o tym nie wiedziec.Ci, ktorzy normy moralne maja za
          > nic( uprzedzam - nie=niewierzacy!!)i ci, ktorzy nimi sie w zyciu kieruja( znowu
          >
          > nie=wierzacy), co najmniej dlugo zyliby tak samo.Moze rzeczywiscie pokolenia?
          >
          > Wykroil sie Wam tu, chcial, nie chcial,nie tyle drugi watek, co podskorny
          > konflikt.
          > Nie umiemy rozmawiać, wierzacy z niewierzacymi , to raczej fakt. Ale dobrze, ze
          >
          > się uczymy...

          *******************************************************
          taka byla intencja tego watku..
          *****************************************************
          > Gdzie widzicie przyczyny? Januszu, jak Ci to za duzo na Twój watek, to mnie
          > wypros, nie watpie, ze zrobisz to subtelnie:-)))
          *******************************************************
          nic sie nie przejmuj, ja umiem rozdawac, ale umie i przyjac ciosy
          A wiec podwojna garda i dalej....
          *******************************************************************

          > M.Edelman powiedział, ze wierzacy sa tak pewni siebie, ze gdy się ich dotknie,
          > to się obrazaja. Szkoda, ze tak jest, sama często czuje się dotknieta. Ale nie
          >
          > sadze, ze bierze się to z pewnosci. Wiara to nie pewnosc, zwatpienie w nia
          > wpisane. Może dlatego my, wierzacy, często czujemy się atakowani. A może
          > dlatego, ze nie odrozniamy ataku na sacrum, od krytyki zewnetrznosci wiary?
          > Z kolei moi niewierzacy znajomi i przyjaciele, przy kazdej ognistszej dyskusji,
          >
          > widza za mna zastepy innych wierzacych z Torquemada na czele, bo postrzegaja
          > siebie indywidualnie, nas zawsze w grupie.
          > Sa pewnie setki innych powodow, ciekawie by było o tym porozmawiac, ale jednak
          > nie na tym watku. I tak naduzylam.
          > Serdecznosci wszystkim
          *********************************************
          niczego nie naduzylas moja droga, przeciez chodzilo wlasnie o dyskusje..
          Dodam mozejeszcze dla wyjasnienia, ze ja z racji moich licznych podrozy po
          swiecie mam czesto kontakt z innymi religiami i widze ten sam problem
          Niejako przymusowo zrobil sie ten watek taki bardziej "katolicki" chociaz
          nie bez kozery pisalem w moim watku o innych nie chrzescijanskich religiach
          Tam ten problem jest byc moze jeszcze aktualniejszy
          W kazdym razie dziekuje za udzial w dyskusji, madry post...:-)))
          caluski
          janusz
      • janusz_b Re: Proste jak lufa nagana 16.03.02, 16:33
        maly.ksiaze napisał(a):

        > Januszu,
        >
        > Dla odpowiedzi na Twoje pytanie sprawa rzekomej sprzecznosci religii i nauki
        > oraz sprawa osiagalnosci takiego dowodu jest rzecza fundamentalna, a nie
        > poboczna. Wbrew temo, co Ci sie wydaje, zadna z istotnych religii nie jest tak
        > naprawde zawieszona na jakims trywialnym zalozeniu o Adamie i Ewie - czy czyms
        > w tym rodzaju.
        > Jesli zatem sprawa jest nieoczywista, to przyjecie takiego hipotetycznego
        > dowodu przez ogol jest kwestia wiary. Zalozmy zatem, ze ktos potrafi stworzyc
        > maly wszechswiat w butelce i ze uwaza, ze to dowod na nieistnienie Boga (tu
        > rodzi sie pytanie, w czyjej butelce my siedzimy, ale to inna sprawa).
        > Teraz trzeba uzyskac samemu przekonanie, ze dowod jest dowodem, a nie bledem
        > logicznym i ze nie bylo bledu w obserwacjach. Mamy juz taka pewnosc, musimy
        > przekonac reszte. Uwierza nam, albo nie.
        >
        > Pierwsza sciezka, ktora w swej prostocie zaproponowal So_Y. Panstwo 'czuje sie
        > przekonane', przyjmuje dowod jako obowiazujacy swiatopoglad (nie wnikajac w to,
        >
        > co ludzie sadza) i przejmuje majatki kosciolow. Sprawa zalatwiona. Pozostaje
        > pytanie, ktora ideologia zostanie zdekapitowana jako nastepna. Pociagajaca
        > perspektywa, prawda? Oczywiscie, mam nadzieje (zakladam, ze i Ty rowniez), ze
        > zadne z panstw, w ktorych przychodzi nam zyc nie zdecyduje sie na narzucenie
        > jakze slusznego swiatopogladu swoim obywatelom.
        ******************************************************
        zgadzam sie, chociaz ja nie sadze ze na miejsce religii musialaby przyjc jakas
        ideologia-to juz przeciez przerabalismy, nieprawdaz? Wszyscy wiemy, jak sie to
        skonczylo....
        ***************************************************************************

        >
        > Druga sciezka. Ludzie stopniowo (trwa to pokolenia) przekonuja sie do tego, ze
        > dowod jest rzeczywiscie dowodem. Religie traca na znaczeniu (ubywa wyznawcow) i
        >
        > chudnie 'instytucjonalna' kiesa - mniej datkow, a posiadane nieruchomosci
        > trzeba utrzymywac. Przy tym jest coraz mniej kaplanow, bo coraz mniej osob
        > widzi sens sluzenia Bogu, w ktorego istnienie watpia. I tak powolutku calosc
        > zaczyna sie osypywac.
        > Tylko czy do tego trzeba jakiegokolwiek dowodu? Mieszkasz w Niemczech, Januszu?
        >
        > Wyjdz na ulice, rozejrzyj sie wokol siebie.
        *******************************************************************
        znowu zgoda, gdybym tego nie widzial, nie rozpoczynal bym tego watku..
        Widze to nie tylko w niemczech..
        ******************************************************************

        > Trzeci scenariusz, najbardziej prawdopodobny (na dluzsza mete). Tu cytat:
        > "Religie, rownie jak wszystkie rzeczy tego swiata, ulegaja ciaglym i powolnym
        > oddzialywaniom, ktore bezustannie usiluja odmienic ich formy i istote, tak, ze
        > po kilku wiekach ta sama religia przedstawia wierze ludzkiej calkiem odmienne
        > zasady, alegorie, ktorych mysli ukrytej niepodobna odgadnac, lub dogmaty,
        > ktorym ogol wierzy zaledwie przez polowe." (Rekopis znaleziony w Saragossie).
        > Dowod, po niewiekich zmianach w doktrynie, okazalby sie nie dowodem przeciwko,
        > a drobnym udoskonaleniem doktryny. I wszystko pojdzie utartym szlakiem.
        >
        > Czy odpowiedzialem na Twoje pytanie, Januszu?
        >
        > Pozdrawiam,
        >
        > mk.
        *****************************************************
        oczywiscie ze odpowiedziales na moje pytanie i o to mi chodzilo wlasnie, o
        dyskusje.. Oczywiscie Twoje odpowiedzi nie sa jedyne mozliwe, dlatego mam
        nadzieje, ze znajda sie ludzie ktorzy rowniez zechca sie dalej wypowiadac..
        Robi sie dyskusja co mnie cieszy..
        serdeczne pozdrowienia
        janusz
        > PS. Wiara w omnipotencje nauki jest bardzo charakterystyczna dla osob, ktore o
        > nauce jako takiej maja niewielkie pojecie.

        • malek1 Do Janusza 16.03.02, 16:41
          Janusz drogi,

          jestes jedym z wartosciowszych forumowiczow. Z pewnoscia nie o nieuctwo tu
          chodzi, ale o zdanie sobie sprawy z granic nauki. A te sa bardziej oczywiste
          niz wielu z nas sadzi. O jednej z nich juz pisalem: to nasze uczucia, albo
          inaczej warme Kognitionen.
          Z powazaniem - Krol Malek 1, obronca
          • janusz_b Re: Do Janusza 16.03.02, 16:48
            malek1 napisał(a):

            > Janusz drogi,
            >
            > jestes jedym z wartosciowszych forumowiczow. Z pewnoscia nie o nieuctwo tu
            > chodzi, ale o zdanie sobie sprawy z granic nauki. A te sa bardziej oczywiste
            > niz wielu z nas sadzi. O jednej z nich juz pisalem: to nasze uczucia, albo
            > inaczej warme Kognitionen.
            > Z powazaniem - Krol Malek 1, obronca
            *************************
            zaraz sie wzrusze.... juz szukam chusteczki..
            pozdrawiam :-)))
            janusz

        • Gość: maly.k Proste jak znak zapytania IP: *.sympatico.ca 17.03.02, 00:28
          janusz_b napisał(a):

          > oczywiscie ze odpowiedziales na moje pytanie i o to mi chodzilo wlasnie, o
          > dyskusje.. Oczywiscie Twoje odpowiedzi nie sa jedyne mozliwe, dlatego mam
          > nadzieje, ze znajda sie ludzie ktorzy rowniez zechca sie dalej wypowiadac..
          No dobrze, ale jak chcesz dyskusji to wypada dyskutowac, a nie napisac 'ladnie
          dzieci, czy ktos jeszcze moze podac jakis przyklad?'.

          Przychodzi Ci do glowy jeszcze jakis scenariusz? Mi przyszedl do glowy jeszcze
          taki:
          Ludzkosc blyskawicznie i masowo przyjmuje dowod jako sluszny i niepodwazalny/
          Wszystkie narody entuzjastycznie i z piesnia na ustach zabieraja sie do demontazu
          resztek starego i do budowy wspolnej szczesliwosci.
          Bog wzrusza ramionami i wrzuca caly eksperyment do kosza, mamroczac pod
          nosem: "Kurka wodna, znowu nie wyszlo...".

          Pozdrawiam,

          mk.
    • Gość: Martyna Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.proxy.aol.com 16.03.02, 20:00


      Rzeczywiscie w duskusji wszyscy skupili sie na dyskusji czy mozliwe naukowe
      jest udowodnienie, ze Boga nie ma a nie oto przeciez chodzilo.
      Swoja droga jesli Bog jest wszechmocny czyli moze wszystko jesli chce to moze
      stworzyc dowod naukowy na nieistnienie samego siebie taki, ktorego my sobie nie
      mozemy wyobrazic bo nie miesci sie to w naszych umyslach,a w ktory wszyscy by
      uwierzyli. Tylko po co mialby to robic? Czyli moze stworzyc falszywy ale jednak
      niepodwazalny dowod naukowy.
    • janusz_b Jestem pesymista.. 17.03.02, 17:44
      W zasadzie jestem pesymista, gdy mysle o tym problemie...
      Przypuszczam, ze Europejczycy w miare czasu spokojnie uregulowaliby sobie
      sprawe rzeczywistego rozdzialu religii od panstwa, bo nie mam watpliwosci, ze
      religie jako takie by nie zniknely z naszego zycia..
      Czlowiek musi przeciez w cos wiezyc, nieprawdaz?
      Pesymismem napawa mnie jednak mysl np. o Irlandii gdzie katolicy i protestanci
      z jednego kraju morduja sie od dziesiecioleci...
      A co bedzie np. z Zydami i Israelem? Przeciez Zydzi przetrwali tysiaclecia
      w diasporze wierzac ze sa tym wybranym przez Boga narodem i na tej podstawie
      powstalo panstwo Israel ? Czy mogliby oddac swoja religie w nicosc?
      I co dalej?
      Jak by zareagowaly panstwa muzulmanskie, ktore przeciez sie w duzej mierze
      przez Koran i religie definiuja?
      pytania, pytania...
    • monstera Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. 17.03.02, 18:42
      janusz_b napisał(a):

      > Drodzy forumowicze,
      > wyobrazcie sobie, ze naukowcy znalazliby niezbite dowody na to ze Bog nie
      > istnieje i nigdy istniec nie mogl, ani istniec nie bedzie, tzn. naukowe
      > dowody na powstanie i rozwoj tego wszechswiata.

      A ja mysle, ze tak naprawde to wiekszosc ludzi w ogole nie zwrocilaby na
      te "rewelacje" najmniejszej uwagi. I tak zyliby, jak zyja.

      Tak samo jak teraz - wlasciwie to bardzo malo ludzi zastanawia sie nad swoim
      swiatopogladem, wiekszosci jest obojetne istnienie lub nieistnienie Boga. Raczej
      blizsi sa zwierzetom niz homo sapiens w tym wzgledzie.

      :-)
      pozdrowienia M.
      • janusz_b do Monstera 17.03.02, 19:05
        halo Monstera,
        byc moze masz racje jezeli chodzi o "normalnych" ludzi..
        A co z panstwami? Co z nauka religii w szkolach, podatkami na koscioly itp?
        Uwazasz ze nic by sie nie zmienilo?
        pozdrawiam
        janusz
        • monstera Re: do Janusza_b 17.03.02, 20:42
          janusz_b napisał(a):

          > halo Monstera,
          > byc moze masz racje jezeli chodzi o "normalnych" ludzi..
          Nie napisalam, ze uwazam ludzi, ktorych nie obchodzi istnienie/nieistnienie Boga
          za normalnych. Wrecz przeciwnie - napisalam, ze uwazam ich za blizszych
          zwierzetom.


          > A co z panstwami? Co z nauka religii w szkolach, podatkami na koscioly itp?
          > Uwazasz ze nic by sie nie zmienilo?

          Mysle, pieniadze z podatkow na kosciol przeznaczono by na zbrojenia - tam sie
          zmiesci kazda kwota.;-)

          Aha, jeszcze jedno. Jezeli chodzilo Ci, Januszu, w tym watku o tego "starca z
          siwa broda", to jego nie ma.

          :-)
          pozdrowienia M.

          • janusz_b Re: do Janusza_b 17.03.02, 20:53
            monstera napisał(a):

            > janusz_b napisał(a):
            >
            > > halo Monstera,
            > > byc moze masz racje jezeli chodzi o "normalnych" ludzi..
            > Nie napisalam, ze uwazam ludzi, ktorych nie obchodzi istnienie/nieistnienie Bog
            > a
            > za normalnych. Wrecz przeciwnie - napisalam, ze uwazam ich za blizszych
            > zwierzetom.

            Jestem niewierzacym w Boga i praktykujacym poganinen i ateista , nie obchodzi
            mnie rowniez istnienie Boga czy jego nieistnienie bo to jest dla mnie
            bezprzedmiotowe...
            jestem wiec blizszy zwierzeciu niz rodzajowi ludzkiemu ?
            ciekawostka to taka znowu w niedziele wieczorem..
            no i co ja mam teraz zrobic biedaczek ?
            chyba sobie naleje koniaczku...
            • Gość: Senin Re: do Janusza_b IP: *.prem.tmns.net.au 18.03.02, 05:55
              janusz_b napisał(a):

              >> Jestem niewierzacym w Boga i praktykujacym poganinen i ateista , nie obchodzi
              > mnie rowniez istnienie Boga czy jego nieistnienie bo to jest dla mnie
              > bezprzedmiotowe...

              Ateista, czy agnostykiem ???

    • Gość: Anka Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.03.02, 00:05
      Ciekawy ten temat. Kazdy prawdopodobnie zastanawia sie nad istnieniem Boga i
      kazdy ma swoje watpliwosci. Napewno jest latwiej zyc tym ktorzy wierza. Mysle,
      ze rewolucja w fizyce ,rozwoj wiedzy o energii kwantowej itp. moze powaznie
      nadwatlic te wiare. Chociaz ponoc w mysl pewnych teorii na przyklad modlitwa,
      czyli ludzka mysl moze wplywac na otaczajaca nas rzeczywistosc.Jesli to okaze
      sie prawda to mozemy dojsc do wniosku, ze moze Boga i nie ma , ale jednak
      modlitwa nie jest pozbawiona sensu z fizycznego, a nie religijnego punktu
      widzenia. Co do majatku koscielnego to mysle, ze ten odwrot od wiary nie bylby
      w jednym momencie. Wszystko by sie rozeszlo w przyrodzie. Mielibysmy nowych
      kapitalistow, ktorzy by nami rzadzili jak komunisci w Polsce, ktorzy swoj
      majatek zagospodarowali w spolce Art B.
      • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: 217.168.131.* 18.03.02, 07:58
        Gość portalu: Anka napisał(a):

        > Ciekawy ten temat. Kazdy prawdopodobnie zastanawia sie nad istnieniem Boga i
        > kazdy ma swoje watpliwosci. Napewno jest latwiej zyc tym ktorzy wierza. Mysle,

        Dlaczego latwiej jest zyc ludziom wierzacym ???


        > ze rewolucja w fizyce ,rozwoj wiedzy o energii kwantowej itp. moze powaznie
        > nadwatlic te wiare. Chociaz ponoc w mysl pewnych teorii na przyklad modlitwa,
        > czyli ludzka mysl moze wplywac na otaczajaca nas rzeczywistosc.Jesli to okaze
        > sie prawda to mozemy dojsc do wniosku, ze moze Boga i nie ma , ale jednak
        > modlitwa nie jest pozbawiona sensu z fizycznego, a nie religijnego punktu
        > widzenia. Co do majatku koscielnego to mysle, ze ten odwrot od wiary nie bylby
        > w jednym momencie. Wszystko by sie rozeszlo w przyrodzie. Mielibysmy nowych
        > kapitalistow, ktorzy by nami rzadzili jak komunisci w Polsce, ktorzy swoj
        > majatek zagospodarowali w spolce Art B.

        Pzdr
        So_Y
        • Gość: Anka Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.03.02, 17:10
          Latwiej sobie wytlumaczyc odejscie bliskiej osoby i ponowne jej zobaczenie.
    • Gość: Pastwa Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: 172.17.15.* 18.03.02, 14:11
      Wybacz, że na razie nie na temat, ale w tym wątku jakoś pasuje mi to napisać.
      Ciekawy jestem bowiem czy bogu "zależy" na tym abyśmy w niego wierzyli czy też
      abyśmy wiedzieli, że istnieje. Jaki sens miałby być w trzymaniu nas w
      niepewności?(nasze życie nie jest chyba jakimś testem to byłoby zbyt okrutne,
      biorąc pod uwagę nieskończone miłosierdzie boga).
      Wierzący, którzy mówią, iż „wierzą” w boga sami w moim rozumieniu podważają
      jego realność gdyż, jeśli traktują Biblię jako dzieło boga powinni być tym
      samym pewni, że bóg istnieje.
      Co do Twojego pytania. Problem z tym, iż ludzie nie potrafią sobie wyobrazić,
      że mogliby znowu nie istnieć tak jak to było przez "całą" nieskończoność.
      Biorąc pod uwagę, iż od wieków i teraz również, logiczne argumenty wcale nie
      muszą być logiczne dla ludzi (nawet bardzo inteligentnych)zwłaszcza, jeśli
      kolidują z ich własnymi interesami(patrz odkrycie Kopernika).
      Zatem najprawdopodobniej potępiono by tych naukowców. Co do kościołów i księży,
      zapewne uznano by ten „dowód” za dzieło szatana, co jeszcze bardziej
      wzmocniłoby wiarę w boga i pomogło Kościołowi się wzmocnić.
      W ogólne odbieranie majątku nie wierzę, chociażby z tego powodu, iż jest on
      własnością Kościoła, który jest legalną instytucją a istnienie boga nie ma
      żadnego obecnie wpływu na posiadanie przez Kościół jakichkolwiek dóbr
      materialnych.

      Pozdrawiam Wszystkich
      • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma.. IP: 217.168.131.* 18.03.02, 14:18
        Gość portalu: Pastwa napisał(a):

        > Wybacz, że na razie nie na temat, ale w tym wątku jakoś pasuje mi to napisać.
        > Ciekawy jestem bowiem czy bogu "zależy" na tym abyśmy w niego wierzyli czy też
        > abyśmy wiedzieli, że istnieje. Jaki sens miałby być w trzymaniu nas w
        > niepewności?(nasze życie nie jest chyba jakimś testem to byłoby zbyt okrutne,
        > biorąc pod uwagę nieskończone miłosierdzie boga).
        > Wierzący, którzy mówią, iż „wierzą” w boga sami w moim rozumieniu p
        > odważają
        > jego realność gdyż, jeśli traktują Biblię jako dzieło boga powinni być tym
        > samym pewni, że bóg istnieje.
        > Co do Twojego pytania. Problem z tym, iż ludzie nie potrafią sobie wyobrazić,
        > że mogliby znowu nie istnieć tak jak to było przez "całą" nieskończoność.
        > Biorąc pod uwagę, iż od wieków i teraz również, logiczne argumenty wcale nie
        > muszą być logiczne dla ludzi (nawet bardzo inteligentnych)zwłaszcza, jeśli
        > kolidują z ich własnymi interesami(patrz odkrycie Kopernika).
        > Zatem najprawdopodobniej potępiono by tych naukowców. Co do kościołów i księży,
        >
        > zapewne uznano by ten „dowód” za dzieło szatana, co jeszcze bardzie
        > j
        > wzmocniłoby wiarę w boga i pomogło Kościołowi się wzmocnić.
        > W ogólne odbieranie majątku nie wierzę, chociażby z tego powodu, iż jest on
        > własnością Kościoła, który jest legalną instytucją a istnienie boga nie ma
        > żadnego obecnie wpływu na posiadanie przez Kościół jakichkolwiek dóbr
        > materialnych.

        Ale zauwaz ze jesli przyjmuje za fakt ze ludzie przestaja wierzyc, to rowniez
        koscoil traci wiernych, a wierni do zrodlo utrzymania... zatem koscialy nie maja
        z czego sie utrzymywac.. i co wtedy ? Nawet jesli zalozymy ze ksieza ida do pracy
        to nie sadze by byli w stanie utrzymac swoje wszystkie dobra !


        >
        > Pozdrawiam Wszystkich

        Pzdr
        So_Y
        • Gość: Pastwa Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma ( So_Y ) IP: 172.17.15.* 18.03.02, 16:18
          Dobrze, zatem jeśli już jakoś ludzie rzeczywiście przestaną wierzyć to
          powstanie pewnie nowa idea Kościoła np. "braterskiego wspierania się w życiu"
          lub jeszcze coś innego (chyba, że przyjąć, iż ludzie przestają wierzyć w
          cokolwiek, ale to już czysta fantazja).Zakładając, że dla wiernych bycie w
          Kościele przynosi im radość i nadzieję nie tylko z powodu samego istnienia
          boga, ale też z tworzonej wspólnoty zapewne zadano by pytanie czy należy
          wszystko odrzucać „tylko”, dlatego że nie ma boga?
          Nawet bez wiernych Kościół jakoś sobie by poradził, (chociaż nie byłby już
          Kościołem w sensie religijnym)zwyczajnie inwestując pieniądze w biznes(teraz
          też przecież nie utrzymuje się tylko z samych datków wiernych). Być może
          nazywałby się wówczas Kościół „Fundacją Całego Świata „(pomysłów jest wiele).
          • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma ( So_Y ) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 17:24
            Czyli jesli dobrze rozumiem to sugerujesz cos na ksztalt dzisiejszych sekt w
            ktorych "wierni" daja pieniadze na jej utrzymanie ?

            Pzdr
            So_Y
            • Gość: Pastwa Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma ( So_Y ) IP: 172.17.15.* 18.03.02, 17:38
              Coś w tym stylu, zakładając, że te sekty nie czczą żadnego boga(Twoje
              założenie).Oczywiście z pewną jakościową różnicą strukturalną i ilościową( bo
              przecież obecny Kościół jest eks sektą).
              • Gość: So_Y Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma ( So_Y ) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 18:11
                Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                > Coś w tym stylu, zakładając, że te sekty nie czczą żadnego boga(Twoje
                > założenie).Oczywiście z pewną jakościową różnicą strukturalną i ilościową( bo
                > przecież obecny Kościół jest eks sektą).

                Ok mozliwe za tak by sie stalo, ale mysle, ze tylko niewielka czesc dzisiejszych
                wierzacych nie przestalaby chodzic do kosciola, a co za tym idzie przychody
                tejze instytucji znacznie by zmalaly. Czyli problem nadal by pozostal jak
                wypelnic luke w budzecie aby sie utrzymac, czy pozbyc sie wiekszej czesci
                majatku i co z nim sie wowczas dzieje...

                Pzdr
                So_Y
                • Gość: Pastwa Re: Wyobrazcie sobie, ze Boga nie ma ( So_Y ) IP: 172.17.15.* 18.03.02, 18:33
                  No tu mam pewne wątpliwości. Biorąc pod rozwagę siłę wiary obecnie
                  uczęszczających do kościoła to aż się dziwię, że jeszcze tak tłumnie ludzie tam
                  chodzą.
                  Przypuszczam, więc że to nie sama świadomość istnienia boga ich tam gna. Ludzie
                  pozbawieni nawet mglistego pojęcia o istnieniu stwórcy, który ich kiedyś
                  uratuje i się nimi zaopiekuje, czuliby się tak zagubieni, iż nie potrafiliby
                  poradzić sobie sami z tym problemem(nikt ich tego nie nauczył).Szukaliby, więc
                  wyjaśnienia, co teraz i tu byłoby pole do popisu dla różnych "oświeconych" w
                  tym i Kościoła, który miałby szansę przyciągnąć tych nowych zagubionych
                  ( zwłaszcza swoich dotychczasowych podopiecznych). Nie wiem tylko jak długo by
                  to trwało i na jaka skalę to już zależałoby od charyzmy i mądrości tego, kto
                  stałby na czele nowego Kościoła.
                  Swoją drogą nie odmawiałbym księżom umiejętności w zarządzaniu pieniędzmi ( już
                  od dawna istnieje i ma są świetnie "bank watykański”, który dokonuje bardzo
                  wielu poważnych transakcji finansowych)z tą różnicą, iż byłoby to bardziej
                  sformalizowane.

                  Z pogranicza fantastyki pozdrawia Pastwa
    • Gość: Nell Kazdy musi w cos wierzyc... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 16:43
      Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...Byc moze Boga nie ma, jest to
      calkiem realne, doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ale nie potrafie nie wierzyc ...Wierze w boska
      iluminacje, swiatlo ładu, porzadku i dobra, ktore przenika nasz swiat i go organizuje...Daleka jestem
      do otaczania kultem i wyznawania religii, ktore wymyslili inni ludzie...Ale w mej swiadomosci tkwi takie
      przeswiadczenie , ze cos jednak istnieje.
      • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 17:22
        Gość portalu: Nell napisał(a):

        > Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...Byc moze Boga

        Jak to jest niemozliwe ??? Tzn ze jesli ja nie wierze to kim jestem ???

        > nie ma, jest to
        > calkiem realne, doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ale nie potrafie nie wi
        > erzyc ...Wierze w boska
        > iluminacje, swiatlo ładu, porzadku i dobra, ktore przenika nasz swiat i go orga
        > nizuje...Daleka jestem
        > do otaczania kultem i wyznawania religii, ktore wymyslili inni ludzie...Ale w m
        > ej swiadomosci tkwi takie
        > przeswiadczenie , ze cos jednak istnieje.

        Pzdr
        So_Y
        • Gość: Pastwa Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: 172.17.15.* 18.03.02, 17:31
          oGość portalu: So_Y napisała:

          > Gość portalu: Nell napisała:

          > Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...Byc moze
          > Boga


          >> Jak to jest niemozliwe ??? Tzn ze jesli ja nie wierze to kim jestem ???

          Proszę uściślij czy:
          1)Nie wierzysz w boga?
          2)czy też w nic nie wierzysz?
          3)czy tez wszystkiego jesteś pewna, więc wierzyć nie musisz?
          4)czy też zamiast słowa "wierzę" używasz słowa "przypuszczam" ?


          • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 18:23
            >
            > > Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...Byc moz
            > e
            > > Boga
            >
            >
            > >> Jak to jest niemozliwe ??? Tzn ze jesli ja nie wierze to kim jestem ??
            > ?
            >
            > Proszę uściślij czy:

            ****

            > 1)Nie wierzysz w boga?

            zgadza sie

            > 2)czy też w nic nie wierzysz?

            zgadza sie, chyba ze wiare w siebie pod to podciagniemy (lecz dla mnie nie jest
            to wiara)

            > 3)czy tez wszystkiego jesteś pewna, więc wierzyć nie musisz?

            tak jest, jesli cos nie jest pewne lub nie zostalo udowodnione to nie wierze.

            > 4)czy też zamiast słowa "wierzę" używasz słowa "przypuszczam" ?

            tutaj chyba nie bardzo wiem o co chodzi wiec nie potrafie odpwiedziec, sprobuj
            wyrazic to pytanie inaczej, moze wtedy mi sie uda :-)

            Pzdr
            So_Y
            • Gość: Pastwa Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: 172.17.15.* 18.03.02, 18:38
              Zamiast tego uściślania, zadam takie oto pytanie czy wierzysz, że jutro
              będziesz nadal żyć?


              Ps.Czy czasami coś planujesz ?
              • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:04
                Nie wierze.. po prostu wiem ze jutro wstane, a skad wiem ? bo tak sie dzieje
                od dziesiatek lat.. wiec dlaczego nie mialoby sie stac jutro ? pewnie ze moge
                miec zawal w nocy, czy moge sie zakrztusic precelkiem przed telewizorem, ale
                jest za male prawdopodobienstwo ze tak sie stanie, wiec wiem ze wstane...
                dlatego tez nie zagram w totka bo jest za male prawdopodobienstwo ze wygram :-)

                Pzdr
                So_Y
                • Gość: Pastwa Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: 172.17.15.* 18.03.02, 19:21
                  Gość portalu: So_Y napisał(a):

                  > Nie wierze.. po prostu wiem ze jutro wstane, a skad wiem ? bo tak sie dzieje
                  > od dziesiatek lat.. wiec dlaczego nie mialoby sie stac jutro ? pewnie ze moge
                  > miec zawal w nocy, czy moge sie zakrztusic precelkiem przed telewizorem, ale
                  > jest za male prawdopodobienstwo ze tak sie stanie, wiec wiem ze wstane...
                  > dlatego tez nie zagram w totka bo jest za male prawdopodobienstwo ze wygram :-)

                  No to już nie posługujesz się tak do końca tym, co zbadane i udowodnione a
                  zwyczajnie statystyką, dzięki której możemy jedynie wyciągać wnioski oparte
                  częściowo na przypuszczeniach( wierze?)a częściowo na faktach.
                  Podsumowując, skoro nie wiesz czegoś na 100% nie możesz powiedzieć, że wiesz
                  to "coś" na pewno a najwyżej, że przypuszczasz, iż jest to bardzo prawdopodobne.

                  Tak samo ciekawe, co byś mówiła komuś, kto pyta Ciebie czy jutro przyjdziesz na
                  umówione spotkanie:”nie wiem" czy też, że "przypuszczalnie tak”, bo pewności mieć
                  nie możesz(najwyżej wiarę lub nadzieję jak wolisz).


                  • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:39
                    W tym przypadku masz racje, lecz odbiega to juz od wiary o ktorej rozmawiamy,
                    czyli wwiary w boga sily wyzsze czy dobro i zlo, jesli sie z kims umawiam to
                    mysle ze tak sie wlasnie stanie, mam pewnosc, bo tak postanawiam, oczywiscie
                    nie wiem czy nagle mi cos nie wypadnie, tylko ze to juz nijak ma sie do wiary
                    w moim odczuciu ! Poza tym jak moznaby nazwac taka wiare? wiara w przypadek ?
                    mysle ze nie o to tu chodzi.

                    Pzdr
                    So_Y
                    • Gość: Pastwa Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: 172.17.15.* 18.03.02, 19:47
                      Naturalnie, ale skoro się pisze, że w nic sie nie wierzy to już pewna przesada.
                      Można mieć pewność co do swego postanowienia ale nigdy co do jego realizacji w
                      którą można z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem wierzyć.


                      Ps. Dla mnie po prostu wiara kojarzy się nie tylko z bogiem i złem oraz dobrem,
                      ponieważ w swoim znaczeniu słowo „wiara” nie określa swego
                      zakresu "wierzeniowego" a jedynie nasze podejście do sprawy „X”.
              • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:05
                i jeszcze apropos planowania bo mi ucieklo :-))))
                oczywiscie ze planeuje.. np zalozyc rodzine :-))))))

                Pzdr
                So_Y
                • Gość: Pastwa Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: 172.17.15.* 18.03.02, 19:41
                  Czy planowanie wiąże się z pewnością czy z nadzieją ( opartą na silnych i
                  wiarygodnych przeslankach ale nigdy na pewności zdarzeń które maja dopiero
                  nastąpić),że ci się powiedzie?

                  Ps. Powodzenia w realizacji planów:-)
                  • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.03.02, 14:29
                    oczywiscie ze wiaze sie z nadzieja ;-)

                    Pzdr
                    So_Y
            • Gość: Nell Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 18:50
              Gość portalu: So_Y napisał(a):

              > >
              > > > Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...By
              > c moz
              > > e
              > > > Boga
              > >
              > >
              > > >> Jak to jest niemozliwe ??? Tzn ze jesli ja nie wierze to kim jest
              > em ??
              > > ?
              > >
              > > Proszę uściślij czy:
              >
              > ****
              >
              > > 1)Nie wierzysz w boga?
              >
              > zgadza sie
              >
              > > 2)czy też w nic nie wierzysz?
              >
              > zgadza sie, chyba ze wiare w siebie pod to podciagniemy (lecz dla mnie nie jest
              >
              > to wiara)
              >
              > > 3)czy tez wszystkiego jesteś pewna, więc wierzyć nie musisz?
              >
              > tak jest, jesli cos nie jest pewne lub nie zostalo udowodnione to nie wierze.


              Co to znaczy, ze nie wierzysz, jezeli nie zostalo cos udowodnione i co znaczy, ze cos jest pewne?
              Pewnikiem dla ciebie jest, ze cos widzisz??Nasze zmysly moga nas tez oszukiwac..., to wszystko, co nas
              otacza moze byc iluzja..I w jaki sposob trzeba udowodnic, abys uwierzyla? Nie wszystko mozna dowiesc
              doswiadczeniem rodem lekcja z chemii...
              Wiele rzeczy jest opartych na koncepcji, a jednak wierzymy...dziedzina psychologii tez do nich nalezy..
              wierzymy w nieskonczonosc wszechswiata, Czy ty w to wierzysz? Przeciez naocznie nigdy sie o tym nie
              przkonasz.. no i o doswiadzcenie w tej kwestii trudno..
              Zreszta cala mysl ludzka jest zwiazana posrednio , czy tez bezposrednio z idea boga, czy jak to
              nazwiesz., tkwiaca w umysle myslacych ludzi.Cala historia filozofii pokazuje nam, ze czlowiek od zarania
              dzejow dazyl do przenikniecia istoty i porzadku swiata, a z filozofii wziely swoj poczatek wszystkie dziedziny
              nauki..Wiec poszukiwanie demiurga jest poczatkiem wszystkiego, naszej ludzkiej cywilizacji tez..Uwazam,
              ze wiara w cos , nawet nie poparta dowodem idee jest motorem postepu, wiec nie mozna w nic nie
              wierzyc..



              >
              > > 4)czy też zamiast słowa "wierzę" używasz słowa "przypuszczam" ?
              >
              > tutaj chyba nie bardzo wiem o co chodzi wiec nie potrafie odpwiedziec, sprobuj
              > wyrazic to pytanie inaczej, moze wtedy mi sie uda :-)
              >
              > Pzdr
              > So_Y

              • Gość: Pastwa Re: Demiurg Nell IP: 172.17.15.* 18.03.02, 19:01
                Nell:

                Zreszta cala mysl ludzka jest zwiazana posrednio , czy tez bezposrednio z idea
                boga, czy jak to nazwiesz., tkwiaca w umysle myslacych ludzi.Cala historia
                filozofii pokazuje nam, ze czlowiek od zarania dziejow dazyl do przenikniecia
                istoty i porzadku swiata, a z filozofii wziely swoj poczatek wszystkie
                dziedziny nauki..Wiec poszukiwanie demiurga jest poczatkiem wszystkiego, naszej
                ludzkiej cywilizacji tez..Uwazam, ze wiara w cos , nawet nie poparta dowodem
                idee jest motorem postepu, wiec nie mozna w nic nie
                wierzyc..



                Co do tego poszukiwania demiurga jako początku wszystkiego bym tak nie
                uogólniał. Wielu naukowców i filozofów przyjmuje do wiadomości, iż wszechświat
                był od zawsze i nie posiadał żadnego stwórcy( nie miał przyczyny) a że jest to
                dla wielu nie do wyobrażenia( albo niechętnych takiemu podejściu) stąd pojawił
                się ów Naj. Natomiast sama wiara w boga nie jest żadnym motorem postępu wręcz
                przeciwnie(jak trzeba to wyjaśnię).

                Pozdrawiam





                • Gość: Nell Re: Demiurg Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:08
                  Nie zrozumiales- filozofia swoj poczatek wziela od poszukiwania porzadku na swicie, w
                  prymitywniejszym ujeciu idei Boga, od filozofii wziely swoj poczatek, matematyka, fizyka, psychologia
                  itd...w tym kontekscie napisalam, ze wiara w sile naprzyrodzona i poszukiwanie porzadku swiata jest
                  motorem postepu...Nie wiem, czy wglebiales sie w historie filozofii poczawszy od starozytnosci??
                  • Gość: Pastwa Re: Demiurg Nell IP: 172.17.15.* 18.03.02, 19:32
                    To rozumiem, tyle tylko, że dla mnie stwierdzenie "prymitywniejszym ujęciu idei
                    Boga " nic nie znaczy, bo pozbawione jest sensu( nie istnieje nic, co by to
                    stwierdzenie konkretnie reprezentowało).

                    Napisałem mój poprzedni post gdyż nie zgadzam się z powyższym Twoim zdaniem
                    (reszta jest mi bliska):

                    „Zresztą cala mysl ludzka jest zwiazana posrednio , czy tez bezposrednio z idea
                    boga, czy jak to nazwiesz., tkwiaca w umysle myslacych ludzi”


                    Nie uważam, że cała myśl ludzka a nawet powiedziałbym, że mniejszość(zwłaszcza
                    w nauce),chyba, że pod pojęciem bóg masz na myśli coś tak ogólnego, iż da się
                    pod to wszystko podciągnąć.
                    • Gość: Nell Re: Demiurg Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 20:03
                      Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                      > To rozumiem, tyle tylko, że dla mnie stwierdzenie "prymitywniejszym ujęciu idei
                      >
                      > Boga " nic nie znaczy, bo pozbawione jest sensu( nie istnieje nic, co by to
                      > stwierdzenie konkretnie reprezentowało).
                      Napisalam:

                      "poszukiwnie porzadku na swicie, w
                      prymitywniejszym ujeciu idei Boga"

                      Dla mnie idea Boga jest prymitywniejszy ujeciem porzadku swiata, jest to jego upostaciowienie dla co
                      prymitywniejszych jednostek, nie kazdy moze sobie wyobrazic bezcielesny byt nad bytami, z ktorego
                      wszystko wzielo swoj poczatek, co niektorzy dla tego stworzyli sobie Zeusa inni Afrodyte.., Odyna i
                      Jehowe:))))

                      >
                      > Napisałem mój poprzedni post gdyż nie zgadzam się z powyższym Twoim zdaniem
                      > (reszta jest mi bliska):
                      >
                      > �Zresztą cala mysl ludzka jest zwiazana posrednio , czy tez bezposrednio
                      > z idea
                      > boga, czy jak to nazwiesz., tkwiaca w umysle myslacych ludzi�
                      >
                      >
                      > Nie uważam, że cała myśl ludzka a nawet powiedziałbym, że mniejszość(zwłaszcza
                      > w nauce),chyba, że pod pojęciem bóg masz na myśli coś tak ogólnego, iż da się
                      > pod to wszystko podciągnąć.

                • Gość: Nell Re: Demiurg Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:26
                  Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                  >
                  >

                  >
                  >
                  >
                  > Co do tego poszukiwania demiurga jako początku wszystkiego bym tak nie
                  > uogólniał. Wielu naukowców i filozofów przyjmuje do wiadomości, iż wszechświat
                  >
                  > był od zawsze i nie posiadał żadnego stwórcy( nie miał przyczyny) a że jest to
                  > dla wielu nie do wyobrażenia( albo niechętnych takiemu podejściu) stąd pojawił
                  > się ów Naj. Natomiast sama wiara w boga nie jest żadnym motorem postępu wręcz
                  > przeciwnie(jak trzeba to wyjaśnię).


                  Nie musisz mi nic wyjasniac, chyba rozumiem o co ci chodzi...moim zdaniem mylisz w tym momencie
                  idee Boga z banda klechow, ktorzy trzymaja swoje ograniczone owieczki w ignorancji i ciemnocie..
                  Warstwa spoleczna, ktora dorwala sie do zloba i wykozystuje skrzetnie ludzka potrzebe wiarym to nie
                  bog..


                  tez pozdrawiam,,
                  >
                  > Pozdrawiam
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >

                  • Gość: Pastwa Re: Demiurg zgadza się Nell IP: 172.17.15.* 18.03.02, 19:33
                    Ty też już nic nie musisz mi wyjaśniać:)))))))))
              • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc...uściślij So_Y IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:26
                >
                > Co to znaczy, ze nie wierzysz, jezeli nie zostalo cos udowodnione i co znaczy,
                > ze cos jest pewne?

                Oznacza to dokladnie tyle ze ktos musi mnie przekonac o tym ze jest tak, jak
                mowi (przedstawic fakty, teorie oparte na faktach). Np pewne jest dla mnie ze
                ziemia jest okragla, chociaz pewnie naocznie nigdy tego nie sprawdze.

                > Pewnikiem dla ciebie jest, ze cos widzisz??Nasze zmysly moga nas tez oszukiwac.
                > .., to wszystko, co nas
                > otacza moze byc iluzja..I w jaki sposob trzeba udowodnic, abys uwierzyla? Nie w
                > szystko mozna dowiesc
                > doswiadczeniem rodem lekcja z chemii...

                Jesli to co widze jest iluzja to nigdy sie o tym nie przekonam, bo wszyscy tak
                widza... poza tym to nie iluzja lecz fale, ale nigdy nie bedzie inaczej wiec to
                jest dla mnie realne !

                Czyli np jesli sie nacpam i zobacze latajacego slonia to bedzie on dla mnie w
                danej chwili realny, poniewaz go widze, czuje.. odbieram go wszystkimi zmyslami.

                > Wiele rzeczy jest opartych na koncepcji, a jednak wierzymy...dziedzina psycholo
                > gii tez do nich nalezy..
                > wierzymy w nieskonczonosc wszechswiata, Czy ty w to wierzysz? Przeciez naocznie
                > nigdy sie o tym nie
                > przkonasz.. no i o doswiadzcenie w tej kwestii trudno..

                W tym temacie nie zajme stanowiska bo po prostu sie na tym nie znam, nie wiem co
                mowi nauka, nie wiem jakie sa teorie oraz jaki sa prawdopodobienstwa ich
                slusznosci, oraz na czym sie one opieraja, ale pewnie przekonalaby mnie
                najbardziej prawdopodobna teoria. Choc zawsze posostalaby teoria poniewaz nie
                byloby pewnosci ze sie nie myle. Po prostu wybieram najbardziej prawdopodobna
                teorie, lecz jesli pojawi sie jakis nowy fakt moge zmienic moj poglad.

                > Zreszta cala mysl ludzka jest zwiazana posrednio , czy tez bezposrednio z idea
                > boga, czy jak to

                Dlaczego ? Jak mysli maja sie do boga (czy czegos innego)?

                > nazwiesz., tkwiaca w umysle myslacych ludzi.Cala historia filozofii pokazuje na
                > m, ze czlowiek od zarania
                > dzejow dazyl do przenikniecia istoty i porzadku swiata, a z filozofii wziely sw
                > oj poczatek wszystkie dziedziny
                > nauki..Wiec poszukiwanie demiurga jest poczatkiem wszystkiego, naszej ludzkiej

                Zwykla ludzka ciekawosc, szukanie odpowiedzi na pytanie skad jestem, ped do
                rozwiaazywania zagadek, poznania co jak dziala i dlaczego ... czy to swiadczy o
                tym ze musze wierzyc?

                > cywilizacji tez..Uwazam,
                > ze wiara w cos , nawet nie poparta dowodem idee jest motorem postepu, wiec nie
                > mozna w nic nie
                > wierzyc..

                A ja uwazam ze to nie jest wiara lecz zwykla ciekawosc, czasami chec slawy,
                wybica sie, czasami geniuszu... i nijak ma sie to do wiary w boga czy innej sily
                wyzszej

                Pzdr
                So_Y
        • Gość: Nell Re: Kazdy musi w cos wierzyc... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 17:45
          Gość portalu: So_Y napisał(a):

          > Gość portalu: Nell napisał(a):
          >
          > > Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...Byc moze
          > Boga
          >
          > Jak to jest niemozliwe ??? Tzn ze jesli ja nie wierze to kim jestem ???


          Nie napisalam, ze chodzi mi o wiare w Boga. Nie utozsamiam niewiary tylko z Bogiem...
          Chodziło mi tylko o to, ze kazdy musi w cos wierzyc i obojetne, czy to jest "czarodziejski" kamyczek
          przynoszacy szczescie, czy jak w moim przypadku sila harmonii panujaca w swiecie...Nadal twierdzisz, ze
          w nic nie wierzysz?

          >
          > > nie ma, jest to
          > > calkiem realne, doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ale nie potrafie n
          > ie wi
          > > erzyc ...Wierze w boska
          > > iluminacje, swiatlo ładu, porzadku i dobra, ktore przenika nasz swiat i go
          > orga
          > > nizuje...Daleka jestem
          > > do otaczania kultem i wyznawania religii, ktore wymyslili inni ludzie...Al
          > e w m
          > > ej swiadomosci tkwi takie
          > > przeswiadczenie , ze cos jednak istnieje.
          >
          > Pzdr
          > So_Y

          • Gość: So_Y Re: Kazdy musi w cos wierzyc... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 18:29
            Gość portalu: Nell napisał(a):

            > Gość portalu: So_Y napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: Nell napisał(a):
            > >
            > > > Jest psychologicznie nie mozliwe, by człowiek w nic nie wierzyl...Byc
            > moze
            > > Boga
            > >
            > > Jak to jest niemozliwe ??? Tzn ze jesli ja nie wierze to kim jestem ???
            >
            >
            > Nie napisalam, ze chodzi mi o wiare w Boga. Nie utozsamiam niewiary tylko z Bog
            > iem...
            > Chodziło mi tylko o to, ze kazdy musi w cos wierzyc i obojetne, czy to jest "cz
            > arodziejski" kamyczek
            > przynoszacy szczescie, czy jak w moim przypadku sila harmonii panujaca w swieci
            > e...Nadal twierdzisz, ze
            > w nic nie wierzysz?

            No tak to wlasnie jest.. nie wierze w nic, poza soba (to juz jest w poprzednim
            poscie) lecz dla mnie nie jest to wiara, po prostu uwazam ze tylko ja mam wplyw
            na moje zycie i koniec, nie ma zadnej sily wyzszej, harmonii, dobra i zla etc..
            jestem tylko ja, czasteczki wody wegla itp...

            Pzdr
            So_Y


            >
            > >
            > > > nie ma, jest to
            > > > calkiem realne, doskonale zdaje sobie z tego sprawe, ale nie potraf
            > ie n
            > > ie wi
            > > > erzyc ...Wierze w boska
            > > > iluminacje, swiatlo ładu, porzadku i dobra, ktore przenika nasz swiat
            > i go
            > > orga
            > > > nizuje...Daleka jestem
            > > > do otaczania kultem i wyznawania religii, ktore wymyslili inni ludzie
            > ...Al
            > > e w m
            > > > ej swiadomosci tkwi takie
            > > > przeswiadczenie , ze cos jednak istnieje.
            > >
            > > Pzdr
            > > So_Y
            >

            • maly.ksiaze Uwaga na tramwaje! 18.03.02, 18:59
              Gość portalu: So_Y napisał(a):

              > No tak to wlasnie jest.. nie wierze w nic, poza soba (to juz jest w poprzednim
              > poscie) lecz dla mnie nie jest to wiara, po prostu uwazam ze tylko ja mam wplyw
              > na moje zycie i koniec, nie ma zadnej sily wyzszej, harmonii, dobra i zla etc..
              > jestem tylko ja, czasteczki wody wegla itp...
              A pamietasz ty, czasteczko, co przytfailo sie krytykowi Berliozowi na
              Patriarszych Prudach?

              mk.
              • Gość: So_Y Re: Uwaga na tramwaje! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 19:48
                maly.ksiaze napisał(a):

                > Gość portalu: So_Y napisał(a):
                >
                > > No tak to wlasnie jest.. nie wierze w nic, poza soba (to juz jest w poprze
                > dnim
                > > poscie) lecz dla mnie nie jest to wiara, po prostu uwazam ze tylko ja mam
                > wplyw
                > > na moje zycie i koniec, nie ma zadnej sily wyzszej, harmonii, dobra i zla
                > etc..
                > > jestem tylko ja, czasteczki wody wegla itp...
                > A pamietasz ty, czasteczko, co przytfailo sie krytykowi Berliozowi na
                > Patriarszych Prudach?
                >

                O tym juz bylo, pare postow wyzej (precelek przd tv) :-)))
                Nie sadze zeby tak moglo mi sie to przytrafic, po prostu za male
                prawdopodobienstwo, gdyby sie takimi rzeczami przejmowac to nie mozna by wyjsc z
                domu :-))))

                Pzdr
                So_Y

                > mk.

              • Gość: inka_s Re: Uwaga na tramwaje! i nie tylko IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.03.02, 00:53
                maly.ksiaze napisał(a):

                > Gość portalu: So_Y napisał(a):
                >
                > > No tak to wlasnie jest.. nie wierze w nic, poza soba (to juz jest w poprze
                > dnim
                > > poscie) lecz dla mnie nie jest to wiara, po prostu uwazam ze tylko ja mam
                > wplyw
                > > na moje zycie i koniec, nie ma zadnej sily wyzszej, harmonii, dobra i zla
                > etc..
                > > jestem tylko ja, czasteczki wody wegla itp...
                > A pamietasz ty, czasteczko, co przytfailo sie krytykowi Berliozowi na
                > Patriarszych Prudach?
                >
                > mk.

                No ksiażę, cóż za pokrewieństwo skojarzeń, to samo chciałam tu wywlec ale mnie
                ubiegłeś.
                A tak swoja drogą - So_Y proszę - napisz co sądzisz o zjawiskach paranormalnych
                że tak je określę?
                Prośba zreszta dotyczy wszystkich którzy tu deklaruja się jako ateiści i
                agnostycy itd. - po ostatnich lekturach ciekawi mnie to szczególnie. I nie chodzi
                mi tu o stosunek do nawiedzonych niby-naukowców i ich metod badawczych (oj jakie
                ciekawe niektóre...) tylko do faktów -potwierdzonych a niewyjaśnionych.
                Czy np. doświadczenia ludzi przeżywajacych śmierć kliniczną, występujące w nich
                podobieństwa niezależne od wieku, wykształcenia, kultury, religii (a nawet braku
                wiary w cokolwiek, kłaniam sie tu So_Y) mozna całkowicie zlekceważyć?
                Zwłąszcza że są przypadki ateistów i agnostyków którzy przyzyli ten "ciąg dalszy"
                i całkowicie zmienili swoje poglądy, co nie oznacza że zaczęli nagle biegac do
                któregoś z kościołów (choć są przypadki że stawali się nawet kapłanami...).
                Raczej trzeba by to okreslić - oni nie uwierzyli ale DOWIEDZIELI SIĘ i że
                istnieje życie po śmierci i że istnieje Bóg czy Najwyższa Istota czy jak ja w
                końcu nazwać. Co z takimi przypadkami?
                • Gość: Pastwa Re: Uwaga na tramwaje! i nie tylko IP: 172.17.15.* 19.03.02, 01:52
                  Gość portalu: inka_s napisała:

                  > Prośba zresztą dotyczy wszystkich którzy tu deklaruja się jako ateiści i
                  > agnostycy itd. - po ostatnich lekturach ciekawi mnie to szczególnie. I nie chod
                  >zi mi tu o stosunek do nawiedzonych niby-naukowców i ich metod badawczych (oj
                  >jaki e ciekawe niektóre...) tylko do faktów -potwierdzonych a niewyjaśnionych.
                  > Czy np. doświadczenia ludzi przeżywajacych śmierć kliniczną, występujące w nich
                  > podobieństwa niezależne od wieku, wykształcenia, kultury, religii (a nawet
                  >braku wiary w cokolwiek, kłaniam sie tu So_Y) mozna całkowicie zlekceważyć?
                  > Zwłąszcza że są przypadki ateistów i agnostyków którzy przyzyli ten "ciąg dals
                  >y" i całkowicie zmienili swoje poglądy, co nie oznacza że zaczęli nagle biegac
                  > do któregoś z kościołów (choć są przypadki że stawali się nawet kapłanami...).
                  > Raczej trzeba by to okreslić - oni nie uwierzyli ale DOWIEDZIELI SIĘ i że
                  > istnieje życie po śmierci i że istnieje Bóg czy Najwyższa Istota czy jak ja w
                  > końcu nazwać. Co z takimi przypadkami?



                  Z pewnością nie należy takich przypadków lekceważyć, ale też nie powinno się
                  wyciągać zbyt daleko idących wniosków zwłaszcza, że jest to nie zbadane a jedynie
                  zaobserwowane jako coś, co się ludziom przydarza. Tylko, co to tak naprawdę jest?
                  Wiele osób spojrzy na to zjawisko na swój sposób nie zawsze taki sam. Nie należy
                  wcale umierać, aby tego doświadczyć w podobne stany wprowadzają się ludzie
                  podczas medytacji,(choć tylko nieliczni dochodzą aż tak daleko).Należy pamiętać,
                  iż wszelkie te wizje i pamięć o nich nie byłyby możliwe gdyby nie istnienie
                  fizycznego mózgu. Ostatecznie nikomu nie udało się żyć po za ciałem i powrócić
                  (przy jednoczesnym braku swego fizycznego ciała) gdyby tak się stało byłby to
                  niechybny dowód na istnienie oparte na nie fizycznych podstawach. Zarazem dowód
                  na inny od naszego świat. Nie mając nigdy takiego przeżycia wystarczy mi, że
                  pamiętam niektóre swoje sny całkowicie emocjonalnie i wizualnie nie związane z
                  otaczającą mnie rzeczywistością (a jeśli już to w niewielkim stopniu), co
                  utwierdza mnie w tym, iż nasz mózg potrafi wygenerować rzeczy nie pojęte potem
                  dla naszej świadomej logiki.
                  Wierzę, iż nadejdzie taki dzień, w którym jednoznacznie nazwiemy i opiszemy takie
                  stany ludzkiego istnienia.

                  Pastwa


                • Gość: So_Y Re: Uwaga na tramwaje! i nie tylko IP: 217.168.131.* 19.03.02, 08:04
                  Gość portalu: inka_s napisał(a):

                  > maly.ksiaze napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: So_Y napisał(a):
                  > >
                  > > > No tak to wlasnie jest.. nie wierze w nic, poza soba (to juz jest w p
                  > oprze
                  > > dnim
                  > > > poscie) lecz dla mnie nie jest to wiara, po prostu uwazam ze tylko ja
                  > mam
                  > > wplyw
                  > > > na moje zycie i koniec, nie ma zadnej sily wyzszej, harmonii, dobra i
                  > zla
                  > > etc..
                  > > > jestem tylko ja, czasteczki wody wegla itp...
                  > > A pamietasz ty, czasteczko, co przytfailo sie krytykowi Berliozowi na
                  > > Patriarszych Prudach?
                  > >
                  > > mk.
                  >
                  > No ksiażę, cóż za pokrewieństwo skojarzeń, to samo chciałam tu wywlec ale mnie
                  > ubiegłeś.
                  > A tak swoja drogą - So_Y proszę - napisz co sądzisz o zjawiskach paranormalnych
                  >
                  > że tak je określę?
                  > Prośba zreszta dotyczy wszystkich którzy tu deklaruja się jako ateiści i
                  > agnostycy itd. - po ostatnich lekturach ciekawi mnie to szczególnie. I nie chod
                  > zi
                  > mi tu o stosunek do nawiedzonych niby-naukowców i ich metod badawczych (oj jaki
                  > e
                  > ciekawe niektóre...) tylko do faktów -potwierdzonych a niewyjaśnionych.
                  > Czy np. doświadczenia ludzi przeżywajacych śmierć kliniczną, występujące w nich
                  >
                  > podobieństwa niezależne od wieku, wykształcenia, kultury, religii (a nawet brak
                  > u
                  > wiary w cokolwiek, kłaniam sie tu So_Y) mozna całkowicie zlekceważyć?
                  > Zwłąszcza że są przypadki ateistów i agnostyków którzy przyzyli ten "ciąg dalsz
                  > y"
                  > i całkowicie zmienili swoje poglądy, co nie oznacza że zaczęli nagle biegac do
                  > któregoś z kościołów (choć są przypadki że stawali się nawet kapłanami...).
                  > Raczej trzeba by to okreslić - oni nie uwierzyli ale DOWIEDZIELI SIĘ i że
                  > istnieje życie po śmierci i że istnieje Bóg czy Najwyższa Istota czy jak ja w
                  > końcu nazwać. Co z takimi przypadkami?

                  Dla mnie najlatwiej wyjasnic to mozna w ten sposob iz w chwili smierci klinicznej
                  organizm wydziela moze jaks substancje ktora jest odpowiedzialana za
                  takie "zwidy", tak przynajmniej ja sobie to tlumacze. Po prostu "wine" za takie
                  doznanania ponosi nasz organizm, kory w ten sposob lagodzi to przezycie.

                  Pzdr
                  So_Y
                • Gość: So_Y Re: Uwaga na tramwaje! i nie tylko IP: 217.168.131.* 19.03.02, 08:09
                  lub tez moze byc tak, ze w takim momencie czlowiek zaczyna wykorzystywac
                  obszary swojego mozgu ktorych wczesniej nie uzywal swiadomie(moze uaktywaniaja
                  sie jakies polaczenia neuronowe wczesniej nieuzywane, nie wyjasnie tego lepiej
                  bo moja widza w tym temacie nie jest zbyt szeroka, ale taka mozliwosc tez
                  nalezaloby rozwazyc), stad powstaja takowe wizje, przezycia. Tak naparwde nie
                  wiem czego mozna by doswiadczyc bedac w stanie wykorzystac mozg w 100% a nie w
                  10% :-)

                  Pzdr
                  So_Y

                  Pzdr
                  So_Y
                  • bird_man proba wyjasnienia naukowego 19.03.02, 08:41
                    nie chcial bym burzyc nikomu zludzen, ale sprawa tzw. "wrazen" w czasie pobytu
                    w smierci krynicznej ("zjawisko tunelu" "nadzwyczajne swiatlo" itp.) jest
                    naukowo wyjasniona juz dawno. Dlaczego sie o tym nie wie powszechnie wyjasnie
                    ponizej, ale najpierw mala dygresja osobista..
                    Otoz jako mlody i piekny czlowiek bylem kiedys dawno temu ratownikiem wodnym
                    i chcac byc bohaterem ratowalem dwoch pijachkow ktorzy sie wywrocili na kajaku
                    i toneli.. Jednego wrzucilem do kajaka z powrotem, drugi jako ze byl ode mnie
                    duzo wieksz i silniejszy i poza tym w panicznym strachu po prostu mnie prawie
                    utopil.. Odratowali mnie koledzy , w kazdym razie ja sam przezylem cos takiego
                    film z zycia przed oczyma, ciemnosc i potem jakby tunel ze swietlista postacia
                    na jego koncu, odczucie niesamowitego szczescia i pragnienie aby tam wiecznie
                    pozostac...
                    Oczywiscie po tym wszystkim zaczalem sie tym zjawiskiem interesowac, a bylem
                    juz wowczas niewierzacym w Boga, wiec staralem sie znalezc materialy naukowe
                    Otoz co sie okazuje.. jezeli mozgowi odetnie sie doplyw tlenu to po pewnym
                    czasie krotko przed zapadniecie w stan komatyczny czlowiek przezywa tego typu
                    objawy.. Nie mowi sie o tym, aby nie powodowac tragedii, bo jest bardzo prosta
                    metoda na wprowadzenie sie w taki stan (w moim dziecinstwie byla to ulubiona
                    zabawa w szkole) jezeli ktos bardzo mocno scisnie innemu klatke piersiowa lub
                    szyje, tak aby uniemozliwic mu oddychanie, to taki osobnik wpada w stan
                    "omdlenia" z takimi wlasnie wrazeniami. Niestety moze to prowadzic do stanu
                    nieodwracalnego tzn. smierci.
                    Jako ciekawostke moge podac fakt, ze sa pewne techniki seksualne w ktorych
                    mezczyzna poddusza kobiete zblizajaca sie do oiagniecia orgazmu, aby ten stan
                    uczynic niesamowicie silnym i niezwyklym, nie brakowalo juz smierci w takich
                    przypadkach, jest nawet specjalny termin medyczny na to, ale nie chce rozwijac
                    tego tematu..
                    Jak widac nie ma tu nic nadprzyrodzonego, nasz mozg tworzy te zjawiska chociaz
                    nie wiemy dlaczego i w jakim celu.. moze aby nam oslodzic moment umierania?
                    chcialbym w to wierzyc, w kazdym razie jest to bardzo silne odczucie..
                    pozdrawiam
                    • Gość: ziuta Re: proba wyjasnienia naukowego IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.03.02, 16:38
                      Nie powinieneś birdman rozpowszechniać takich technik,nuż to ktoś
                      nieodpowiedzialny przeczyta i zastosuje powodujac czyjąś smierć?
                      • pastwa Wiedza złą nie jest 20.03.02, 17:01
                        Nie jesteśmy odpowiedzialni za głupie czyny innych ludzi.Uważam, że zawsze
                        niewiedza przynosi wieksze szkody niż wiedza.
                      • bird_man Do Ziuty 20.03.02, 17:12
                        Gość portalu: ziuta napisał(a):

                        > Nie powinieneś birdman rozpowszechniać takich technik,nuż to ktoś
                        > nieodpowiedzialny przeczyta i zastosuje powodujac czyjąś smierć?
                        ******************************************
                        moze masz racje, dlugo sie nad tym zastanawialem, zanim to napisalem..
                        nie bez powodu lekarze niechetnie rozmawiaja na ten temat i nie pisze sie o
                        tym w gazecie..
                        Z drugiej strony jestesmy w internecie, miejscu gdzie mozna znalezc wszystkie
                        informacje..
                        Gdybym nie podal jakiegokolwiek przykladu to bylbym niewiarygodny..
                        i kolko sie zamyka..
                        Sadze ze wybralem mniejsze zlo i zapewniam Cie ze jest jeszcze duzo wiece
                        prostszych sposobow na wprowadzenie sie w taki stan (nawet samemu) o ktorych
                        nie pisalem z powodow j.w.
                        pozdrawiam


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka