zalamana93
28.05.13, 16:21
Witam !
Otóż mam pewien problem.
Mam partnera od roku i 8 miesięcy.
Obydwoje mamy po 20 lat.
Na początku było kolorowo, tak jak w większości związków.
Później natomiast mój męźczyzna zaczął pić, a co najgorsze zażywać narkotyki.
Wywodzi się z rodziny patologicznej, dlatego uważam, iż to znacznie wpłynęło na skrzywienie jego psychiki.
Zaczął być strasznie zazdrosny, cały czas twierdzi, że go zdradzam, że mam kogoś innego, że go z czasem zostawie, a on sobie z tym nie poradzi, najlepiej to jakbym siedziała całymi dniami w domum bo on jest w takim stopniu o mnie zazdrosny.. O to, że gdy idę ulicą, to patrzą się na mnie inni mężczyźni, nie pozwala mi nosić leginsów, bo twierdzi że każdy patrzy się na mnie, jest strasznie nerwowy, parę razy podczas kłótni pobił mnie, ale nigdy wtedy nie był trzeźwy.
Podnosił na mnie rękę, tylko wtedy, gdy był wypity.
Wtedy jak sam twierdził, nie jest mu mnie szkoda, nie robią na nim wrażenia moje łzy, jest zimny, bez serca.
Dodam, że zaszłam z nim w ciążę, bardzo cieszył sie, gdy dowiedzial sie ze zostanie ojcem, jednak tyle stresu zawsze i poroniłam, on sie zalamal, zostawil mnie, nie chcial mnie znac, twierdzilz e to moja wina, ze to przeze mnie tak sie stalo.
Po tym zaczal palic heroine i sie staczac kompletnie.
Zostawil mnie sama, ale potem wszystko przemyslal i rozmawialismy dlugo, przepraszal, byl rozstrzesiony, powiedzial ze nie wie jak mogl mnie zostawic sama, zachowywal sie jak egoista, bo patrzyk tylko na siebie.
Nie myslal wgl, bo chodzil z chlopakami pil i cpal.
Bardzo go kocham, nie jestem w stanie od niego odejść, dlatego przez cały czas prosiłam go by się ogarnął, groziłam rozstaniem, on dalej swoje, rozstawaliśmy się, ale ja mam tak miękkie serce do niego, że wystarczyły słowa: "Kocham Cię, to się więcej nie powtórzy, zmienię się."
Jednak już byłam tym wszystkim zmęczona i rozstaliśmy się, nie odpisywałam na smsy, nie odbierałam telefonów, aż w końcu dowiedziałam się, że miał próbę samobójczą(wziął dużą ilość jakiś leków na serce) był na odtruciu w szpitalu, a następnie według prodcedury trafił do tworków.
Potem sam, dobrowolnie pojechał na leczenie i obecnie przebywa w ośrodku uzależnień.
Terapia trwa 6 miesięcy.
Boję się, że gdy wyjdzie znów na wolność, to będzie tak jak dawniej, ja już tego dłużej nie wytrzymam.
Wróciłam do niego, gdy dowiedziałam, się ze się leczy, bo to był jedyny warunek, dzięki któremu postanowiłam wrócić.
Nie zostawiłam go, podałam mu pomocną dłoń, bo go kocham, nie chcę by zniszczył sobie życie, a wiem, że tak własnie bedzie gdy odejde.
Podejrzewam też, że jest on nałogowcem kochania.
Proszę o rady ! Co robić ? Czy pobyt w ośrodku mu coś da ? Jest to jego ostatnia szansa i dobrze o tym wie, droby błąd teraz i odejde na zawsze, chociaz nie chcę, ale nie chcę też żyć tak, bo to nic dobrego nie wróży.