Dodaj do ulubionych

mam dosc.....

05.08.13, 10:06
Witam ponownie....ciesze sie, ze znalazlam to forum, bo dobrze jest czasem wypisac to co cie greczy w srodku.......dzisiaj mam dola, bo czuje sie samotna wsrod moich bliskich....nie traktuja mnie jak powinni inaczej jak ja bym pragnela byc traktowana....fakt dalam sie zdominowac, moze ich rozpiescilam, ale moze nie potrafilam inaczej i dlatego teraz mam takjak mam....moze swiat stal sie zbyt trudniejszy i nie potrafi sie mowic do kogokolwiek spokojnym tonem tylko warkotem?...zadaje sobie tyle pytan , bo czuje sie wykorzystywana i niedoceniana, a mam tyle na glowie i za to zadnego dobrego slowa, a przede wszystki gestu.......czy ja wymagam zbyt wiele....jak wczesniej wspomnialam ( w poprzednim wpisie) nad naszym domem kraza choroby , ja staram sie byc dla wszystkich podpora, pragne tego bo inaczej nie potrafiew, ale nie widze, aby kogos to pocieszalo....wiem, ze mam taki charakter, ze nie potrafie odwrocic sie od kogos kto tego wymaga, wiem, ze sie nie narzucam, ale czy to jest powod, aby na mnie warczec???????? nie pojmuje tego i chyba nigdy nie pojme.......np corka czeka teraz na operacje, dzwonie do niej z troski, a tu trafiam na zly dzien i slysze, ze nie ma ochoty na moje odwiedziny, bo nie ma nastroju na pogaduszki...nie pojechalam, bo szanuje wole drugiej osoby, ale poczulam sie z tym zle, bo nie jestem u niej codziennie....maz zbywa mnie nic nie robieniem i warczeniem na moja mame, ktora jest biedna w tej swojej chorobie, a maz probuje ja prostowac, bo on wie lepiej??????
nie podoba mi sie jego traktowanie mo jej mamy, mimo iz wiem, ze ma do niej zal, ktory ja rozumiem, ale przeciez nie tedy droga, mozna byc troche dyplomata, a wiem ze on to swietnie potrafi......jestem haotyczna, ale to przez te mysli co mi sie nasuwaja.....wczoraj zatkal mi sie zlwe, przesiedzial maz caluski Bozy dzien i wiecie co nie przetkal mi go...fajnie bedzie mi sie pracowalo z woda w zlewie albosie zapre i nic nie bede robic ( znajac siebie watpie, ze to uczynie).....jest nas dwoje, a stoje przy tym zlewie jakby on tylko istnial ( bo nie lubie jak cos w nim stoi)...a maz spokojnie odklada wszystko to co uzyje do alewu, bop wie, ze ja to za niego zrobie....to jest jeden z najswiezszych przykladow, ktorych jest o wele, wiele wieciej...probowalam z nim rozmawiac wielokrotnie, ale nic z tego...jego uszy nie przyjmuja moich slow......mamy ciche dni tzn ja sie do niego odzywam sluzbowo, bo juz mi slow braklo, aby do niego dotrzec, a przeciez jestesmy z soba juz 32 lata...bezsilnosc czy zdominowanie? niemam nikogo kto byl za mna " szalal " a ktos taki dalby mi troche nadziei, ze jestem cos warta....robie swoje i siedze cicho, bo nikt mnie nie nauczyl walczyc o swoje racje....dziwnie to brzmi jak na dzisiejsze czasy, ale takie osoby jak ja isnieja, a wiecie, ze najprawdziwsza prawda kryje sie miedzy naszymi czterema scianami, bo za nimi jest zupelnie inny swiat.........
Obserwuj wątek
    • nvv Re: mam dosc..... 05.08.13, 11:07
      Życie jest pełne paradoksów. Częściowo odnajduje się gdzieś w Twoim opisie po "drugiej stronie barykady", przy czym wolałbym aby barykady nie było. Niezrozumienie wzajemne tworzy mury.

      Czasem, paradoksalnie, najlepiej "walczyć o swoje" biernie, metodą Gandhiego. Np. zostawiając "swoje" obowiązki w spokoju. Nikomu głowa nie spadnie, a będą mieli okazje zreflektować się i docenić Cię. Chyba każdy musi sam ze swoich własnych błędów zdać sobie sprawę, my możemy tylko nie-wprost innym to ułatwiać (tymczasem często "ułatwiamy" im życie krótkoterminowo, dając jakby rybę, zamiast uczyć łowić ryby).
      • 3bebiko Re: mam dosc..... 05.08.13, 11:57
        witaj....calkowicie sie z Toba zgadzam, ale ja juz kilka razy probowalam zastrajkowac i nic to nie zmienilo...tylko tyle, ze ja sie przez ten czas dobrze czulam, apotem tylko doszlo mi roboty... mojemu mezowi najlepiej wychodzi siedzenie na kanapie i przerzucanie kanalow w telewizjii, jego juz nic nie ruszy...ale mimo to bede probowac dalej...pozdrawiam...
    • aqua48 Odpuść sobie. I innym. 05.08.13, 16:26
      3bebiko napisał(a):

      > czuje sie samotna wsro
      > d moich bliskich....nie traktuja mnie jak ja bym pragnela byc traktowana...

      A może pozwól im żeby za Twoją obecnością zatęsknili? Zajmij się w tym czasie tylko i wyłącznie sobą. Zorganizuj sobie czas wolny bez tych bliskich.

      > czy ja wymagam zbyt wiele...

      Zapewne tak... Zastanów sie nad swoimi WYMAGANIAMI w stosunku do bliskich.

      > ja staram sie byc dla wszystkich podpora, pragn
      > e tego bo inaczej nie potrafiew, ale nie widze, aby kogos to pocieszalo....

      A czy ktokolwiek prosi Cię o bycie tą podporą, czy w ten sposób realizujesz wyłącznie SWOJE pragnienia nie biorąc pod uwagę oczekiwań Twoich bliskich? Jeśli już zauważyłaś, że Twoje starania nikogo nie pocieszają, to może odpuść sobie, zamiast zwalać się im na głowę?
      Zdarza się, że jeśli ktoś ma poważny problem, obecność takiej "pocieszającej" użalającej się i wynajdującej kolejne "rozwiązania" osoby jest okropnie męcząca i wymagająca poświęcania jej czasu energii oraz uwagi, której się nie ma w nadmiarze. Doświadczyłam tego na własnej skórze...


      • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 05.08.13, 17:55
        Aqua co mam odpuscic ugotowanie obiadu, posprzatanie po nim?????...to powinno byc obopolne a nie jednoosobowe.....czy te moje WYMAGANIA sa az tak trudne dla niedomyslnego meza, a moze jemu jest tak po prostu wygodnie....co do tej "podpory" moze i masz racje...teraz np. czekam czy corka zadzwoni, bo umowilam sie, ze jak beda chcieli przyjechac na obiad to zadzwoni i co do tej pory, a mija juz 3 godz od wyjscia corki z pracy, ja nie mam telefonu i co...nie zadzwonie pierwsza o nie....robie postepy??????
        • shachar Re: Odpuść sobie. I innym. 05.08.13, 18:09
          jesteś ześwirowana, czy widzisz to, co napisałaś? Czepialska, w pretnsjach do bycia idealną...Jeśli nie widzisz, to masz problem.
          nikogo nie obchodzi Twój obiad, nikogo nie obchodzi posprzątanie po nim, to są bzdety. Wszystkich obchodzi Twój dobry humor. Jeśli będziesz go uzależniać od pozmywanych garów, to kiepsko z tobą.
          • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 05.08.13, 18:28
            to juz pomarudzic sobie niem ozna...kazdy ma gorszy dzien i dlatego trzeba sie od tego w jakis sposob uwolnic....jestes chyba jeszcze zbyt mlody aby cos o tym wiedziec....ale mieszkamy w wolnym kraju i kazdy ma prawo do wlasnego zdania...wiec i Twoja wypowiedz chetnie przeczytalam...bo zalezy mi na kazdej opini...czy ona jest pocieszajaca czy nie...pozdrawiam
            • tekla.ja Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 07:00
              hmm, znam podobna osobę...jest w moim otoczeniu...koszmar...
              ona zawsze sluzy radą, bez względu na to, czy ktos tej rady pragnie...
              ona zawsze się poświęca, choc kazdy ma jakies obowiązki, ale ona obowiązkow nie ma! bo ona się poświeca!
              poświęcala się np. przewijając syna, karmiąc go, kąpiąc itd.
              i teraz ciągle przypomina to swoje poświęcenie! domagając się uwagi oraz podporządkowania...
              ona ciągle żyje zyciem innych, oplatając ich swoim pouczaniem, radą i troską...
              nie ma żadnych zainteresowan, hobby..bo ona zyje dla innych...
              nie spędza czasu sama ze sobą, bo ciągle chce byc z innymi i nie dociera do niej absolutnie fakt, ze moze ktos nie odczuwa potrzeby kontaktu z najbliższymi tak często jak ona...
              bardzo jej współczuję, choc unikam jej jak ognia, bo mam juz przykre doswiadczenia z osobami typu bluszcz!
              • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 08:49
                oj widze, ze mnie zle odbierasz...ja nie jestem taka osoba z jaka Ty sie spotkalas...ja nie narzucam sie innym....poradze, gdy ktos mnie o to prosi...nie chodze od znajomej do znajomej i nie uzalam sie nad soba...nieprzewijam wnuka i nie mowie, ze sie poswiecam.....ale wiem, ze nie wymagam zbyt wiele np.maz kupi mi bukiet kwiatow np. w Biedronce, bo na drogie nas nie stac......zaprosi na lody...wezmie na spacer...a nie siedzi polamany na kanapie i patrzy w ten telewizor...wiele ciezkich chorob sie przewinelo przez nasz dom ( na szczescie juz mamy spokoj)...wiec dlaczego niemozemy byc milsi dla siebie...czy to jest az takie trudne?????? a czas potrafie sama z soba spedzac i nie ide tam gdzie mniesie nie zaprosi...bo nie potrafie sie narzucac NIKOMU...to sa moje ciche mysli, do ktorych nikt nie dociera, fakt gdy mam ciezsze dni to siadam i pisze i bede to robic jak bede czula, ze jest mi zle....a kto przeczyta moje marudzenie i odpisze to jest tylko i wylacznie jego wola...a krytyka sie nieprzejmuje tylko staram sie aby nie robic tego co innym wydaje sie, ze robie...pozdrawiam.
              • nanie2 Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 08:59
                3bebiko nigdzie nie napisała, że się poświęca tylko poskarżyła się na to, że jest przeciążona domowymi obowiązkami. Fizycznie i psychicznie, skoro wykańcza ją taki drobiazg jak zatkany zlew. I nie ma w tym niczego nieludzkiego ani nienormalnego. Ona dba o przestrzeń My bo to jest właśnie dla niej ważne. Dba sprzątając i gotując, bo to jej się wydaje ważne. I pewnie jest. Bo pewne rzeczy w domu same się nie zrobią a zrobione być muszą. Taka jest rzeczywistość, twarda materia. To co moim zdaniem 3bebiko brakuje to konsekwencja w podziale obowiązków: ja robię to, ty robisz tamto. Zawsze i bez przypominania. A tak to się inni wytresowali, że ona i tak odpuści po kilku próbach i zrobi wszystko sama... A może mężuś zapracowałby na jakąś pomoc domową od czasu do czasu?
                • shachar Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 13:34
                  Ale kto ją tymi obowiązkami obciążył, jeśli nie ona sama.
                  Jest róznica między 'to jest dla mnie ważne, więc robię to, znajduję w tym nawet przyjemność', a " robię to, bo wydaje mi się, że oni tego potrzebują, teraz niech oni domyślą się, czego ja potrzebuję"
                  Za duzo domysłów w tym wszystkim, za mało " a teraz drogi małżonku przetkaj zlew i zabierz mnie na lody"
                  • nanie2 Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 14:04
                    Ale kto ją tymi obowiązkami obciążył, jeśli nie ona sama.

                    Życie. Naprawdę uważasz, że sama "obciążyła się" przetykaniem zlewu? A ponadto sprawia jej przyjemność dbanie o dom. Tylko zapewne w mniejszym natężeniu.

                    Za duzo domysłów w tym wszystkim, za mało " a teraz drogi małżonku przetkaj zle
                    > w i zabierz mnie na lody"


                    Tak, być może. Kwestie zlewu i zmywania to tak naprawdę kwestie komunikacji, a te znowu są kwestią wzajemnych relacji. No i to nie jest problem "mężu, przetkaj" tylko "dlaczego on nie zauważa, że ja jestem zmęczona i nawet jeśli ja mówię, to on nie słucha". Mamy więc osobę, która ma pretensje o brak uwagi i osobę, która się boi słuchać. To już jest coś innego niż zlew. W dobrym domu, naczynia zmywają się same i sam się zlew przetyka, bez ćwiczeń komunikacji zalecanych przez pop-psychologów. Czasem nie wystarczy tylko podać komendę " przetkaj!".
                    Takie dalekie skojarzenie mam z reportażem "Jakiego pięknego syna urodziłam". Miało być zabawnie o kobiecie, która bez przerwy ma pretensje i ciosa kołki na głowie synowi i mężowi a wyszło o kobiecie, której nikt nie słucha. Ona gada, oni milczą. Totalne nieporozumienie. Cholernie smutne.
                    • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 14:56
                      nanie2 wlasnie nikt nie slucha...ale ja slucham i robie to co slysze...jak mam mame ( demencja ,parkinson) i wnuczka,a wnuczek widzi najczesciej mnie i moja kuchnie - bardzo mnie to cieszy- ale potem to nie maz, potykajacy sie o porozrzucane zabawki, ale ja to sprzatam, a pozniej wieczorem pytanie dlaczego jestem taka spiaca???????????? to sa proste prace, ale jakze meczace dla niektorych...
                    • shachar Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 15:07
                      W dobrym domu, naczynia zmywają się same i sam się zlew przetyka, bez ćwiczeń komunikacji zalecanych przez pop-psychologów.
                      Szczerze przyznam, że nie rozumiem tego zdania. Jesteśmy tylko ludźmi i nic samo się nie robi, czasami się nie chce, czasami trzeba użyć siły, tak siły! typu 'zaraz wywalę pilota przez okno' i zrobić to, tylko przedtem owinąć w poduszkę :-) Jedno jest pewne, bez krótkiego treściwego komunikatu, nie ma wiedzy, czego się żąda w danej chwili. Nadmierny słowotok, albo chodzenie ze strutą twarzą po domu , bo może ktoś zauważy , to nie metoda na jakąś odmianę.
                      Ciekawe tylko, dlaczego tego typu zachowanie , ewidentnie nie przynoszące efektów, jest ponawiane. Zastanawiałyście się dziewczyny nad pewnym fenomenem, że ludzie maja tendencję do pewnego nawykowego stanu ducha ( tak jak np. do siadania w pewien sposób czy składania rąk ) i podświadomie będą robić tak, zeby ten stan ducha osiągnąć. Może on nie być najprzyjemniejszy, ale jest najbardziej znany i przez to komfortowy. Wchodzi się w niego jak w jak stare kapcie.
                      • nanie2 Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 19:13
                        Szczerze przyznam, że nie rozumiem tego zdania.
                        Chodziło mi o to, że np. pod komunikatem "wyłącz telewizor" kryją się inne rzeczy np. walka o władzę, gierki, smutek etc. Gdy skoncentrujemy się na tresurze "2x tekst "odłóż pilota" bo za trzecim ląduje za oknem" to może i doraźnie pomoże, ale nie pogłębi związku. Bo nadal nie będziemy wiedzieć, czy chodzi o pilota czy tak naprawdę o coś innego: jego/jej uwagę, nasz lęk przed samotnością czy potrzebę rządzenia. Partner tego też nie będzie wiedział, bo mówimy o pilocie a nie o potrzebie jego uwagi.
                        W dobrym domu pewne kwestie rozwiązują się same, bez gadania, bo każdy dba o przestrzeń My i potrzeby partnera. Przyjmuje się, że pewne rzeczy muszą być zrobione i są one wspólne. To jest kwestia poczucia. Tego się nie rozwiąże karteczką z zasadami, asertywnością i grafikiem wynoszenia śmieci... Co nie znaczy że dobry dom błyszczy, nikt nie ogląda tv a zmywa się natychmiast.

                        Nadmierny słowotok, albo chodzenie ze strutą twarzą p
                        > o domu , bo może ktoś zauważy , to nie metoda na jakąś odmianę.

                        No jasne, że nie, masz rację. Warto się poduczyć sztuki oddziaływania przez słowo. Ale ten "słowotok" się skądś bierze. Może z bezradności, z tego, że było już tysiąc rozmów i nic. Albo z tego, że ktoś ważny nie słuchał więc trzeba się przez milczenie przebić, mówić, zabić ciszę. Albo z tego, że wolimy gadać o zlewie zamiast powiedzieć "przytul mnie" lub "doceń mnie". (Oczywiście to przykład teoretyczny, nie odnoszę tego do bebiko czy Ciebie).

                        ludzie maja tendencję do pewnego nawykowego stanu ducha
                        i cóż w tym złego?:) Kwestia chemii mózgu, temperamentu etc. Pewne rzeczy są niezmienne :). U jednych są ciche dni u innych latają talerze. Czy naprawdę presja "zmiany", "wychodzenia poza strefę komfortu" jest aż tak ważna?
                        • shachar Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 19:57
                          Acha.
                          A z tym pilotem to nie chodziło mi o tresurę, tylko bardziej o prostą informację, co potrzebuję w danej chwili. Zresztą bitwy o pilota nigdy nie udało mi się wygrać, dlatego mamy dwa takie same :-)
                          nie wiem, piszemy o tylu sprawach na raz, że nie wiem w którą stronę mam pojść z tym postem.
                          Powiem tylko ogólnie, że bardziej chciałabym widzieć kobiety aktywnie zaangażowane w pomożenie sobie poprzez powiedzenie jasno i wyraźnie czego chcą. To, o czym tu piszemy to problem stary jak świat, juz 100 lat temu ktoś napisał arcydzieło o męźczyznach z Marsa i kobietach z Wenus. Jeśl imężczyźnie mają być bardziej intuicyjni i domyślni, to w drugą stronę, my też musimy być bardziej 'męskie' w wyrażaniu co nas gnębi. OLd School błądzenie po domu jak widmo może tylko przerażić domowników ;-)
                          Owszem często pod jednym problemem czają się inne, autorka może tak samo jak ze sprzątaneim jest uciemiężona w alkowie i tęskni za tym, kiedy mąż się domyśli, że...
                          I tak się to kręci proszę pani...po 30 latach pożycia totalny brak zainteresowania, nikt nikogo nie słucha, każdy liczy na frajera, który mu ugotuje i posprząta..A może wystarczy uszyć fartuszek, tylko w nim paradować, miotełką z piórek fru,fru machać, mąż może wypuści pilota z garści z wrażenia? :-)
                          Zresztą, co ja tam wiem...
                          to trzymajcie się dziewczyny, i róbcie co chcecie, ale baczcie na konsekwencje, bo wszystko kosztuje :-)
                          • nanie2 Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 20:22
                            "Niech się domyśli"- zgadzam się, na to po prostu szkoda czasu, lepiej powiedzieć wprost. Prosta informacja, co potrzebuję, jest ok. Tylko czy potrzebuję tego pilota czy żeby przytulił?:) Piloty i zlewy to na ogół tematy zastępcze.:)
                          • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 21:33
                            nawet nie zdajecie sobie sprawy jak Was sie cudownie czyta...Boze jak ja zaluje, ze tak nie potrafie...ale na szczscie wszystko rozumiem:)....ten pilot i ten zlew to nie jest koniec swiata...ludzie maja powazniejsze problemy...a z tymi piorkami fiu, fiu to gorsza sprawa bo ich nie mam gdzie skombinowac:):) a "frajerka" chyba juz umre....poza tym ktos w rodzinie jest dominujacy i zdominowany, a wg mnie ten zdominowany musi byc dobrym dyplomata, aby to wszystko jakos scalac...
                  • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 14:48
                    fakt, ze powinni sie domyslec, ale jak slysze zaraz i po 3 godzinach zaraz to co Ty bys nie popuscił??????
                • 3bebiko Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 14:46
                  nanie2 to co napisalas to jestem cala ja....trafilas w 10 co do moich mysli i wielkie dzieki za to....pozdrawiam:)
                • malwi.4 Re: Odpuść sobie. I innym. 06.08.13, 22:32
                  Ona dba o przestrzeń My bo to jest właśnie dla niej ważne.


                  Ale ta przestrzeń "my" to ATMOSFERA też jest, nie tylko czysty dom. Może lepiej jakby te naczynie w zlewie postały, Bebiko by odpoczęła i zamiast udręki pojawiłby się jakiś cień uśmiechu na jej twarzy.

                  Za tę atmosferę odpowiada i mąż i żona. Nie wiadomo czemu on tego zlewu nie przetkał. Raczej nie z nadmiaru dobroci i miłości, której on potrzebuje.

                  Bebiko pisze, ze nie odwraca się od nikogo w potrzebie. A "oni" warczą. A "on" nie słucha. A czy ona słyszy co on/oni mówią?? Czemu córka nie chciała się z nią spotkać?? Chyba nie z nadmiaru dobroci i miłości jakiej faktycznie od matki oczekuje.

                  Pewnie, że zlew i pilot to tematy zastępcze. Wygląda na to, że każdy członek rodziny mówi jedno a dostaje drugie - nie to czego pragnie, ale to co niby "słuchający" uważa za słuszne. I ostatecznie zamiast "ona" wyrzucić pilota prze okno - "on" nie przetyka zlewu, bo ma już dość.

                  • nanie2 Re: Odpuść sobie. I innym. 07.08.13, 09:37
                    Może lepiej
                    > jakby te naczynie w zlewie postały
                    Ja myślę, że o sytuacji Bebiko nie wiemy nic. Nie jestem w stanie ocenić czy przesadza ze sprzątaniem czy po prostu to minimum ją przerasta. Czasem lepiej żeby pozostały, ale czasem je trzeba umyć. I może to zrobić partner- bez przypominania, choćby dla jej przyjemności. Albo zorganizować jakąś pomoc do prac grubszych- to też kwestia troski.

                    Wygląda na to, że każdy członek ro
                    > dziny mówi jedno a dostaje drugie - nie to czego pragnie, ale to co niby "słuch
                    > ający" uważa za słuszne.

                    Właśnie, bardzo słusznie. To jest walka o dominację a nie tworzenie wspólnoty- tak ogólnie mówiąc. I im większy stres i frustracja, przepracowanie, to to spokojne słuchanie i ustalanie co w przestrzeni My musi być zrobione jest coraz trudniejsze. I coraz trudniejsza konsekwencja.
                    • aqua48 Kret, granulki, polecam 07.08.13, 13:01
                      Na zatkany zlew, nie trzeba angażować zmęczonych domowników. Można wykonać samemu przetykanie i mieć potem ogromna satysfakcję z wykonanej pracy. Tak samo jak samej trzeba zaprosić męża na lody oraz spacer jeśli ma się na nie ochotę, a wracając wstąpić do Biedronki i zachwycić się bukietem kwiatów...
                      Zamiast siedzieć na czterech literach i mieć za złe wszystkim warto zacząć wychodzić z inicjatywą i pomału przyzwyczaić męża do drobnych przyjemności. Samej zacząć znowu mówić do niego kochanie, wiesz, dobrze dzisiaj wyglądasz, a nie czekać na czułości i płakać po warknięciach. Szkoda życia.
                      Zapraszasz na obiad i prosisz o oddzwonienie, a córka nie oddzwania to nie robisz dla niej obiadu. Proste, jak oddzwoni za późno to mówisz - sorry kochanie, ale jest godzina taka i taka, sądziłam, że już nie przyjdziesz, przełóżmy ten obiad na inny termin. Korona z głowy nikomu nie spadnie. I może nie zapraszaj tak często? Niech Twoje zaproszenie będzie świętem, a nie codziennością.
                      Rozrzuconych zabawek nie zbieraj, niech poprzeszkadzają też komuś innemu niż Ty.
                      • malwi.4 Re: Kret, granulki, polecam 07.08.13, 13:40
                        tak :)
                        dać sobie to, czego oczekujemy od innych

                        bardzo fajny wątek o związkach wyszedł, one wyglądają i rządzą się takimi samymi prawami czy to 10 czy 30 lat minęło widać
                        • nanie2 Re: Kret, granulki, polecam 08.08.13, 08:53
                          dać sobie to, czego oczekujemy od innych
                          Ale jaki to związek wtedy? Jaka wspólnota? W zasadzie żadna. "Wszystkie swoje potrzeby zaspokajam sama". Można, ale po co w takim razie jeszcze kogoś mieć koło siebie? Z litości dla niego? Można, tylko potem taka samowystarczalna wypłakuje się u terapeuty i pisze "gdzie ci prawdziwi faceci"... :)
                          • malwi.4 Re: Kret, granulki, polecam 08.08.13, 10:19
                            Jeśli związek doszedł do takiego punku, gdzie każdy tylko oczekuje, a dać nie potrafi, to ktoś jako pierwszy powinien się "zmusić" by ten stan przerwać

                            Żeby komuś coś dać, trzeba to mieć. Więc można spróbować wziąć się w garść, dać sobie coś samemu (by poprawić sobie samopoczucie) a potem odwrócić się w stronę tej drugiej połówki, mimo, ze nam się wydaje, iż nie zasłużyła. Efekty czasem mogą zaskoczyć. Można wyciągnąć rękę do drugiej strony bez uprzedniego dawania czegoś sobie (zaprosić na te lody, mimo porannej kłótni). Ale ktoś musi się ugiąć. Ktoś musi schować urazy.

                            Ale ja tu ekspertem od związków nie jestem :) Piszę, to co u mnie się sprawdza, a do ideału to u mnie i tak brakuje. Ale nie doszliśmy nigdy do takiego momentu, ze jeden drugiemu robi na złość, nie dbając o swoje obowiązki, zadania, że nie ma współpracy. My mamy inne "przeszkody".
    • malwi.4 Re: Kret, granulki, polecam 07.08.13, 14:13
      deb11 napisał(a):

      my nie chcemy spalać kalorii, my chcemy tylko przetkać zlew :)
      • 3bebiko Re: Kret, granulki, polecam 07.08.13, 21:34
        spalac kalorie mozna w trakcie przetykania zlewu...ja wlasnie to uczynilam i jestem z siebie dumna....dzieki za super rozwiazania..przydadza sie na zas...
    • mona.blue Re: mam dosc..... 07.08.13, 22:44
      3bebiko, musisz nauczyć się wymagać od innych, od najbliższych. Inaczej 'zjedzą cie w kaszy'.
      • dressja Re: mam dosc..... 07.08.13, 23:03
        Niech idzie na forum matek karmiacych, moze tam za bebiko zaplaca, na psychologii bebiko sie nie sprzedaje Mona.
        • mona.blue Re: mam dosc..... 07.08.13, 23:09
          Ale ma dziewczyna problem psychologiczny, może coś skorzysta z naszych rad ;)
          • dressja Re: mam dosc..... 07.08.13, 23:10
            Ja poszlam w cholere po tym co Hans napisal
            • mona.blue Re: mam dosc..... 07.08.13, 23:21
              dressja napisała:

              > Ja poszlam w cholere po tym co Hans napisal

              A co Hans napisał?
              • mona.blue Re: mam dosc..... 07.08.13, 23:22
                I co to znaczy, że 'poszłaś w cholerę' ?
      • malwi.4 Re: mam dosc..... 07.08.13, 23:19
        ja mam z kolei wrażenie, że Bebiko może być osobą, która za dużo wymaga od innych, że za bardzo chce urządzić świat po swojemu

        Bebiko nie obraź się na mnie, myślę, że oprócz tego, że za dużo obowiązków bierzesz na siebie, to jesteś sympatyczną kobietą i wbrew pozorom silną :)
    • 3bebiko Re: mam dosc.....luzik 08.08.13, 14:18
      Witam Was dziewczyny i dzieki za wszystkie odpowiedzi. jestem prosta kobitka, siedzaca w domu juz 25 lat, niemajaca mozliwosci zmiany tej zaistnialej sytuacji (choroba)...mam za soba zle i dobre chwile, ale chandre ma kazda z Was bez wzgledu na charakter optymistki czy pesymistki. Jestescie osobami madrymi , wyksztalconymi, a ja typowa gospodyni domowa. Nie jestem idealem, bo mam wiele wad, ale to nie powod, aby zostawiac wszystko na mojej glowie. Kiedys bylo inaczej, bo i zycie bylo inne, moze spokojniejsze, robilismy z mezem wszystko razem, wspolne chwile, wspolne kiszenie ogorkow, wspolny remoncik itp, ale czas sie zmienil, swiat sie zmienil i moze ta "nerwowka" doprowadza nas do takich, a nie innych zachowan. Ja staram sie dawac z siebie jak najwiecej, bo mysle, ze tak trzeba, a on nie daje z siebie nic. Wiem , ze przeszedl koszmar, wiem, ze nie czulam tego co on wtedy, ale bylam z nim i przy nim, trzymajac go za reke, a w nocy wyjac w lozku z bezsilnosci i ze strachu.W takich chwilach nie mysli sie czy on kiedys to odwzajemni, wtedy mysli sie czy mu sie uda pokonac tego potwora...jak maz wrocil oslabiony i o kilkadziesiat kilogramow chudszy to jak moglam go nie rozpiescic, mim o iz juz wtedy zaczynal pokazywac pazurki, ale ja myslalam, ze to minie, ze wroci do siebie, ale niestety....jestem przeszczesliwa, ze zyje, ze jest ze mna. Tylko, ze nie tak sobie to wyobrazalam, a dlaczego bo sama bylam po powaznej operacji -endoproteza stawy biodrowego), byly komplikacje, mialam 3 miesiace lezec, aby nogi nie przeciazyc, nie zrobilam tego bo nie bylo czasu na lezenie i nie moglam nie byc przy nim. I dlatego jest mi przykro, ze nie potrafi byc milszy dla mnie. Ciagle tylko warczy i warczy, nie potrafi powiedziec spokojnie. Zdaje sobie sprawe, ze ludzie maja gorzej, ale to jest moje podworko i dlatego chce aby w nim bylo chociaz odrobine milej, bez wzgledu na czekanie az ktos pierwszy reke wyciagnie, ja juz tych rak tyle wyciagnelam, ze nie potrafie wiecej, a prawde powiedziawszy nie ma to juz namniejszego sensu, bo i tak nic to nie zmieni. Czego ja juz nie probowalam i co zadnego efektu, bo moj maz jest optymista i realista, dominuje i nie zgadza sie z odmiennym zdaniem kogokolwiek....to tyle....pozdrawiam Was cieplutko....
      • nanie2 Re: mam dosc.....luzik 08.08.13, 15:00
        Takie dalekie skojarzenie z tym warkotem mam: że facet się boi... O swoje zdrowie, o swoją twarz mężczyzny, który (o zgrozo!) zachorował, choć w założeniu silny i mężny miał być zawsze...
      • malwi.4 Re: mam dosc.....luzik 08.08.13, 15:04
        to nie wyciągaj już rąk, ja bym sama sobie dała to, czego on mi dać nie potrafi, może dzięki temu zobaczy w Tobie inną kobietę i zmieni swoje nastawienie do Ciebie, może za dobra jesteś, zadbaj o siebie, nie o niego

        twój największy problem to branie na siebie zbyt dużo obowiązków, zwolnij, pomyśl o sobie, stań się wsparciem dla siebie, nie dla innych, ci inni i tak tego nie doceniają, może docenią jak zobaczą matkę/żonę usmiechniętą
        • aqua48 Re: mam dosc.....luzik 09.08.13, 09:03
          Ciężka choroba, przyjmowane leki mogą bardzo rozdrażniać i nawet nieco zmienić charakter chorego. Na Twoim miejscu zasięgnęłabym opinii psychologa - mąż pewnie chodzi nadal na okresowe badania kontrolne - najlepiej poszukać psychologa w miejscu (szpitalu, oddziale) gdzie był leczony, opisać dokładnie jego przypadek, powiedzieć, że teraz nie zachowuje się tak jak przed chorobą i poprosić o wyjaśnienia i poradę.
          • 3bebiko Re: mam dosc.....luzik 09.08.13, 11:02
            Maz nie przyjmuje zadnych lekow, a przed choroba byl juz tez bardzo wybuchowy....mysle, ze powodem tego sa moje ( przeszle, na szczescie ) problemy z newica lekowa i to moze miec wplyw na jego obecne zachowanie plus choroby, nie tylko jego i moje , ale i naszych dzieci.....poza tym geny tez maja tu znaczenie, bo wszystkie trzy jego siostry sa tez choleryczkami i sa dominujace w zwiazkach....dawno temu bedac u lekarza neurologa z corka, poskarzylam sie lekarce na meza ( w trakcie jazdy do lekarza zrobil mi karczemna awanture, jak zwykle o drobiazg), a ona stwierdzila, ze moj maz jest tyranem...wiecie za co jestem mu wdzieczna, ze dzieki takiemu podejsciu do mnie, pozbylam sie tej depresji, chca mu i sobie udowodnic, ze nie jest mnie w stanie zlamac...
            • mona.blue Re: mam dosc.....luzik 09.08.13, 12:15
              Jak jest tyranem, to nie najlepiej. Pasuje Ci taki układ?
              • 3bebiko Re: mam dosc.....luzik 09.08.13, 12:26
                fakr byl wtedy wredny, ale dla mnie tyran to osba , ktora zneca sie psychicznie i fizycznie nad swoja partnerka....tyran to za duze slowo jakie wypowiedziala wtedy p. doktor...bardzo dlugo bylismy swietnym zwiazkiem i teraz tez nie jest ragicznie, tylko, ze maz strasznie sie zmienil przez ostatnie 20 lat i to mi nie daje spokoju...narzekam, bo kazda z nas ma do tego prawo, ale pytanie czy pasuje mi taki uklad jest zadane na wyrost, bo nie jest tak zle jakby sie wydawalo....moj szwagier np. przedtem byl zupelnie inny niz w tej chwili....mowiac prosciej maz byl wspanialy a szwagier nie, a teraz role sie odwrocily szwagier jest ok a moj maz nie.....samo zycie
                • aqua48 luzik ? 09.08.13, 12:55
                  3bebiko napisał(a):

                  > maz strasznie sie zmienil przez ostatnie 20 lat i to mi nie daje spokoju...

                  Myślisz, że Ty się nie zmieniłaś? Z wiekiem pewne cechy się uwydatniają. poza tym zastanów sie o co chodzi, najpierw pisałaś, ze rozpieściłaś męża w trakcie choroby, bo przedtem był inny, potem piszesz, że zawsze był taki, że jest źle, ale nie aż tak źle, jest tyranem, ale maluśkim, myślę, że Ty sama nie wiesz czego chcesz. Proponuję całkiem poważnie, żebyś przeszła się do endokrynologa i zbadała sobie poziom hormonów, skarżąc się na huśtawki nastroju. Kobiety co jakiś czas powinny to robić oprócz kompletu badań podstawowych, a zwłaszcza jak są w wieku "babciowym". Trzymaj się!
                  • 3bebiko Re: luzik ? 09.08.13, 14:16
                    zgadza sie jeste we mnie pewien chaos, ale ja dopiero od niedawna pisze i moze to tak wyglada, jak nabiore wprawy to wtedy wszystko sie uporzadkuje....u endokrynologa niedawno bylam i z tarczyca jest wszystko w porzadku tylko , ze domowe "hormony" szaleja i dlatego jest tak jak jest...Ty tez sie 3maj...
                • mona.blue Re: mam dosc.....luzik 09.08.13, 15:01
                  Może jeszcze Twó maz mógłby sie zmienic, jeżeli wymagałabys od niego, żeby był fair wobec Ciebie.
                  • 3bebiko Re: mam dosc.....luzik 09.08.13, 16:04
                    mysle, ze wyprobowalam wszystko co mi przyszlo do glowy i nic...ciezki z niego przypadek albo ja nieudolna...:)
    • yaxe Re: mam dosc..... 09.08.13, 13:35
      bebiko, najbadziej mnie bawi gdy czytam, jak singelki radza tobie co masz zrobic

      nikt nie zrozumie, dopoki nie bedzie w takiej samej sytuacji

      latwo jest radzic gdy sie mieszka samemu i sobie tylko wyobraza czyjas sytuacje i siebie co by zrobil

      inaczej to wyglada, gdy juz ktos znajdzie sie w danej sytuacji, wtedy wcale nie postepuje w sposob w ktory radzil, wierz mi

      dalas sobie mezowi wejsc na glowe, wybral droge wygodnictwa i jesli nie postawisz granic, nic sie nie zmieni

      jestes za dobra, corka warczy bo byc moze widzi ze maz twoj warczy na ciebie, i ze jest to ok

      zamiast kwiatow oczekiwac od meza, zazadaj zmywarki, mozna wziac na raty
      do zlewu wynajmij hydraulika, moze duma meska sie odezwie
      zreszta ktos musi te zmywarke podlaczyc, wiec za jednym zamachem bedziesz miec i zmywarke podlaczona i zlew odetkany

      odnosnie obiadu, zrobilabym tak jak ktos tu juz radzil, corka nie zadzwonila w pore, obiadu nie ma, nastepnym razem powiedz ze ma oddzwonic w jakims tam z gory zalozonym terminie czasowym

      nie rob z siebie sluzacej, rozumiem ze chcesz utrzymac dom w kupie, i jako matka, babcia, zona i corka, rozumiejaca i wybaczajaca, ale musisiz postawic granice, bo sama sobie robisz wbrew i wszystko sie obraca przeciwko tobie

      • 3bebiko Re: mam dosc..... 09.08.13, 14:13
        Yaxe jest wlasnie tak jak piszesz....nie jestem idealem, ale mi tak malo potrzeba , aby mnieuszczesliwic...niemam zamiaru nikomu wchodzic na glowe i nie bede tego robic, troche obojetnosci nikomu jeszcze nie zaszkodzilo, a ja mam prawo miec juz tego dosc.....a corka warczy bo rzeczywiscie widzi, ze maz na mnie warczy:):) pozdrawiam:):)
    • ryb_cia_87 Re: mam dosc..... 19.08.13, 05:05
      Witam mam podobnie... Tylko wiele krótszy staż... Chcę to zakończyć bo nie wyobrażam sobie dalej tak żyć i być tak traktowana olewana i nie szanowana... A jednocześnie ciągle mam nadzieję na lepsze... I nie potrafię zamknąć tego rozdziału... A z każdym dniem tygodniem jest ciężej na sercu i ciągle nowe przykrości... Jak ty tak długo wytrzymałaś i dalej wytrzymujesz??? :( placze co noc i nie mogę pojąć czemu spotkał mnie taki koszmar... Pragnęłam normalnego domu rodziny kochającego chłopaka któremu będzie na mnie zależało...wsparcia i współpracy przy dziecku i cieszenia się sobą i każdym dniem :( nie wiem dlaczego doszło to do takiego stanu :(nie mogę sobie z tym poradzić... Słowa nie pomagają :( nic już chyba tu nie pomoże... Jest tylko złość i nienawiść z drugiej strony... A ja ciągle zadaję sobie pytanie: dlaczego? Co ja takiego zrobiłam???
      3bebiko jakbyś chciała to napisz do mnie na maila poużalamy się nad sobą he :/ może nam ulży na sercu...
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka