3bebiko
05.08.13, 10:06
Witam ponownie....ciesze sie, ze znalazlam to forum, bo dobrze jest czasem wypisac to co cie greczy w srodku.......dzisiaj mam dola, bo czuje sie samotna wsrod moich bliskich....nie traktuja mnie jak powinni inaczej jak ja bym pragnela byc traktowana....fakt dalam sie zdominowac, moze ich rozpiescilam, ale moze nie potrafilam inaczej i dlatego teraz mam takjak mam....moze swiat stal sie zbyt trudniejszy i nie potrafi sie mowic do kogokolwiek spokojnym tonem tylko warkotem?...zadaje sobie tyle pytan , bo czuje sie wykorzystywana i niedoceniana, a mam tyle na glowie i za to zadnego dobrego slowa, a przede wszystki gestu.......czy ja wymagam zbyt wiele....jak wczesniej wspomnialam ( w poprzednim wpisie) nad naszym domem kraza choroby , ja staram sie byc dla wszystkich podpora, pragne tego bo inaczej nie potrafiew, ale nie widze, aby kogos to pocieszalo....wiem, ze mam taki charakter, ze nie potrafie odwrocic sie od kogos kto tego wymaga, wiem, ze sie nie narzucam, ale czy to jest powod, aby na mnie warczec???????? nie pojmuje tego i chyba nigdy nie pojme.......np corka czeka teraz na operacje, dzwonie do niej z troski, a tu trafiam na zly dzien i slysze, ze nie ma ochoty na moje odwiedziny, bo nie ma nastroju na pogaduszki...nie pojechalam, bo szanuje wole drugiej osoby, ale poczulam sie z tym zle, bo nie jestem u niej codziennie....maz zbywa mnie nic nie robieniem i warczeniem na moja mame, ktora jest biedna w tej swojej chorobie, a maz probuje ja prostowac, bo on wie lepiej??????
nie podoba mi sie jego traktowanie mo jej mamy, mimo iz wiem, ze ma do niej zal, ktory ja rozumiem, ale przeciez nie tedy droga, mozna byc troche dyplomata, a wiem ze on to swietnie potrafi......jestem haotyczna, ale to przez te mysli co mi sie nasuwaja.....wczoraj zatkal mi sie zlwe, przesiedzial maz caluski Bozy dzien i wiecie co nie przetkal mi go...fajnie bedzie mi sie pracowalo z woda w zlewie albosie zapre i nic nie bede robic ( znajac siebie watpie, ze to uczynie).....jest nas dwoje, a stoje przy tym zlewie jakby on tylko istnial ( bo nie lubie jak cos w nim stoi)...a maz spokojnie odklada wszystko to co uzyje do alewu, bop wie, ze ja to za niego zrobie....to jest jeden z najswiezszych przykladow, ktorych jest o wele, wiele wieciej...probowalam z nim rozmawiac wielokrotnie, ale nic z tego...jego uszy nie przyjmuja moich slow......mamy ciche dni tzn ja sie do niego odzywam sluzbowo, bo juz mi slow braklo, aby do niego dotrzec, a przeciez jestesmy z soba juz 32 lata...bezsilnosc czy zdominowanie? niemam nikogo kto byl za mna " szalal " a ktos taki dalby mi troche nadziei, ze jestem cos warta....robie swoje i siedze cicho, bo nikt mnie nie nauczyl walczyc o swoje racje....dziwnie to brzmi jak na dzisiejsze czasy, ale takie osoby jak ja isnieja, a wiecie, ze najprawdziwsza prawda kryje sie miedzy naszymi czterema scianami, bo za nimi jest zupelnie inny swiat.........