Gość: kasik
IP: 217.173.200.*
04.08.04, 18:12
Czy zdrada to wina obojga partnerów czy tylko osoby zdradzającej? Bo dla mnie
zdrada to brak uczciwości, nielojalność i oszustwo, a jeśli człowiek jest
uczciwy to powinien byc takim zawsze niezależnie od sytuacji czy zachowań
innych ludzi. Jestem uczciwy, mam zasady i nie zdradzam, nawet dlatego, ze
żona/mąż nie tak i nie to itd. Czy nasza uczciwość ma zależeć od tego jaki
jest nasz partner albo jak uklada sie w związku? Uczciwsze byłoby chyba
odejść, a wtedy hulaj duszo!
Denerwuje mnie momentami tłumaczenie zdradzających, ze związek był be,
zona/mąz nie rozumie, brak seksu itd. i to ma być usprawiedliwienie dla ich
nieuczciwości? A gdzie honor i zasady? W końcu przysięgaliśmy sobie wierność
i uczciwość małżeńską, i gdzie nasze przysięgi? Rozumiem, ze przysięganie
dozgonnej miłośći jest moze śmieszne(choć o miłość też można dbać, by się
rozwijała, ale ludziom się nie chce), bo to sprawa "serca", ale wiernym i
uczciwym mozemy być niezależnie od naszych uczuć i emocji, bo to są wartości
stałe i od nas tylko zależne. A jeśli nie stać nas na to, to po co zawracamy
głowę tej drugiej osobie i przysięgamy. Uczciwiej byłoby stwierdzić:" NIe
mogę ci obiecać ze będę wierny i uczciwy". A my wiązac się z kimś ufamy w
jego zasady, honor, uczciwość a okazuje się, ze to mały
chłopczyk/dziewczynka, który nie mógł oprzeć sie nowej zabawce, którą miała
inna dziewczynka/chłopiec, i dawaj na inne podwórko. Mam wrazenie, ze te
wszystkie zdrady biora się właśnie z braku honoru(wychowanie), z braku
rozumienia podstawowych pojęć moralnych(uczciwość, wierność, szczerość)i
braku dojrzałości emocjonalnej tych, co za mąż wychodzą.
Hough:)
kasik