szaman.ka
27.01.14, 18:45
W czasie terapii urazy są nie tylko odkrywane i omawiane,lecz również często tam do nich dochodzi.Dla pacjentów już sam fakt,że "muszą" rozpocząć terapię,jest urażeniem.Przyznanie się do tego,że samemu nie można sobie poradzić ze swoimi problemami,jest gorzkie.Wciąż jeszcze pokutuje przekonanie,że psychoterapia jest dla chorych umysłowo,ale nie tylko;jest ogromna presja,że człowiek powinien być doskonały,a jeśli zdarzy się,że nie jest-sam powinien radzić sobie ze swoimi problemami.Kto tego nie potrafi,jest nieudacznikiem.Dlatego tez wiele osób utrzymuje w tajemnicy fakt uczestnictwa w psychoterapii.
Usprawiedliwieniem terapii jest jedynie wysoka presja osiągnięć,co oznacza,że prawdziwym powodem udania się do psychoterapeuty jest straszne samopoczucie. Może to z łatwością doprowadzić do patologicznego zachowania,w którym pacjenci w swojej świadomości są bardziej chorzy niż w rzeczywistości.Jeśli się lepiej czują,mogłoby to oznaczać,że nie mają oni usprawiedliwienia dla kontynuacji terapii i muszą ją zakończyć.Aby temu zapobiec,albo niszczą swoje sukcesy,albo też w ogóle ich nie dostrzegają.Tym samym cementują swój stan oraz potrzebę terapii,ale pozostają również cierpiący i uzależnieni.
Jeśli to ni e decyzja o rozpoczęciu terapii jest tym,co uraża,to może być czas trwania terapii.Pacjenci mają najczęściej dokładne wyobrażenie o tym,jak długo ma trwać terapia-aż do uzdrowienia.Jedna z pacjentek myślała,że musi przyjść tylko na jedno spotkanie,a wtedy dowie się,co musi zrobić i wszystko będzie w porządku.W związku z tym była po trzech miesiącach bardzo zirytowana ,że wciąż jeszcze musi przychodzić i zarzucała sobie,że jest nieudacznikiem.Odnosząc się do jej introjekcji,że zawsze musi wszystko szybko robić i że nie wolno jej marnować czasu,terapia musiała zostać szybko zakończona,ponieważ wszystko inne sprawia,że w swoich oczach ponosi klęskę.Jednak postawa ta urażała ją samą,ponieważ ujmowała ona wartości sobie i temu,co wypracowała w czasie terapii.Było to bardzo pomocne,że rozmawiałyśmy otwarcie o tym jej czułym punkcie,ponieważ mogła ona później dokonać korekty swoich ograniczonych wyobrażeń.(...)
Gniew związany z urazami w wyniku terapii,prezentuje się w różny sposób.Pacjentom brakuje motywacji,spóźniają się,odwołują spotkania,zamykają się albo odrzucają propozycję,ponieważ- ich zdaniem -do niczego te działania nie prowadzą.Czasami pacjenci zupełnie znikają.
W najgorszym przypadku atakują terapeutkę,zarzucają jej brak empatii,kompetencji albo zainteresowania.
W tych reakcjach objawiają nie tylko ich urażenia pacjentów,lecz również ich problemy;nie potrafią oni inaczej radzić sobie ze swoim urażeniem,jak prze poniżenie terapeutki,chociaż jednocześnie mają nadzieję otrzymać od niej wsparcie.W ten sposób podejmują olbrzymie ryzyko,że zostaną odrzuceni i odbierają sobie możliwość pełnego zaufania podczas terapeutycznego spotkania.
Ale nie tylko pacjenci mogą urażać terapeutów-może się zdarzyć również odwrotnie.
Wrażliwość pacjentów jest bowiem bardzo duża,dlatego uwaga,gest czy określony wyraz twarzy terapeuty mogą wywołać niezamierzoną reakcję urażenia.
Tak zdarzyło się w przypadku Moniki,trzydziestoletniej,atrakcyjnej kobiety,która czuła się przeze mnie urażona i zarzucała mi brak zrozumienia i empatii.
Jej podstawowy przekonaniem było to,że nikt jej nie rozumie i że wciąż przeżywa rozczarowania.Na spotkaniach terapeutycznych uskarżała się albo na swojego szefa,który ją niesprawiedliwie traktował,albo na swoich rodziców,którzy zawsze wszystko źle rozumieli.
Przeszła przez terapie grupową-terapeutę określiła jako niezdolnego do niczego.Szybko reagowała urażeniem i nieufnością do innych ludzi,jeśli nie odpowiadali oni jej oczekiwaniom.Dlatego też trudno jej było zaakceptować wsparcie,chociaż bardzo go pragnęła.
Ogromnie obawiała si ę tego,że mnie straci,z drugiej strony wciąż sprawdzała moją niezawodność i nie była taktowna w wypowiadaniu krytyki.Jej niewerbalny sygnał brzmiał:"Powiedz mi co mam zrobić,ale pamiętaj o tym,aby to było dobre".Próbowałam nie kierować się tymi oczekiwaniami,ponieważ i tak nie mogłam ich spełnić.