Dodaj do ulubionych

niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie

11.02.14, 13:25
Mam niemal 40 lat. Od 20 lat mieszkam poza rodzinnym domem i tyle samo czasu utrzymuję się sama, zwyczajnie - jestem samodzielna. Z moim mężem poznałam się 7 lat temu, w tym czasie miałam już własne mieszkanie i dobrą pracę, więc kiedy 5 lat temu wzięliśmy ślub wprowadził się do mnie. Miał wówczas 28 lat i nigdy wcześniej nie pracował - przeprowadził się do mnie od rodziców, którzy go utrzymywali i po skończeniu przez niego studiów przyjęli z powrotem. Dziwnie to wyglądało, no ale cóż - miłość jest ślepa itd.itp. Krótko po wspólnym zamieszkaniu okazało się, że jestem w ciąży. Mąż oczywiście miał szukać pracy. Podobno nic odpowiedniego nie mógł znaleźć - ok. Minęło trochę czasu, urodziło się dziecko, poszłam na macierzyński. On nadal siedział ze mną w domu. Po macierzyńskim wzięłam kilka miesięcy urlopu wychowawczego - czyli niepłatnego, On nadal twierdził, że ofert pracy nie ma. Utrzymywaliśmy się z moich oszczędności oraz z pieniędzy otrzymanych na ślubie. Postanowiłam Mu pomóc, przejrzałam gdzie do tej pory wysyłał cv - okazało się, że na same kierownicze stanowiska!!!! Ok, wzięłam, przetłumaczyłam Mu, że najpierw trzeba mieć jakieś doświadczenie, a On w tym wieku nie ma żadnego i to na pewno ew. pracodawców może dziwić. Pomogłam wybrać oferty, wydrukowaliśmy cv, miał porozwozić. Dalej rozwodzić się nad szczególami nie będę, o tym jak wyglądało jego funkcjonowanie w domu też nie, w każdym razie sytuacja skończyła się tak, że urlop mi się skończył, musiałam wrócić do pracy. Ponieważ mąż nie pracował, został w domu z dzieckiem, a w tym czasie miał szukać pracy, a gdy to nastąpi dziecko miał iść do żłobka/przedszkola. Przepracowałam 2 lata - nadal nic. Ani pracy, ani zainteresowania czy mam pieniądze na rachunki, ani pomocy w domu - kiedy ja wracałam z roboty, przekazywał dziecko w moje ręce i do późnej nocy internet, tv i mecze piłki nożnej. Rozstaliśmy się. Mąż wróćił do rodziców. Ja zapisałam dziecko do przedszkola i mieszkając sama pracowałam dalej. Żadne z nas nie złożyło wniosku o rozwód, ale sytuacja ciekawa między nami nie była. Po przesiedzeniu kilku miesięcy u rodziców, mąż stwierdził, że wyjeżdża za granicę, bo jak ma robić fizycznie będąc magistrem, to woli poza krajem. Ok, mnie to już nie interesowało, jego wybór. Wyjechał. Przysyłał co miesiąc 400 zł na dziecko, ok. Co prawda za samo przedszkole płaciłam więcej, bo państwowe się nie należało skoro nie mogłam przedstawić zaświadczenia o tym, że oboje rodzice pracują. Ok. nic nie mówiłam. Po roku podczas odwiedzin u dziecka, zaproponował mi próbę zejścia się ale tam - za granicą. Długo myślałam, bardzo długo, postanowiłam dać mu szansę, uznałam, że tam będziemy zdani na niego (ja nie znam nawet języka) i stanie na wysokości zadania, stanie się tą przysłowiową głową rodziny. Z żalem zostawiłam mieszkanie, złożyłam wypowiedzenie, wyjechałam. Szybko okazało się, że mąż jest zwyczajną niedojdą życiową, nie zna się na niczym, żadne przepisy go nie interesują i w ogóle jest niesamodzielny. Okazało się, że narobił więcej problemów i długów niż porafi zarobić, że pożyczył samochód koledze znanemu kilka dni i teraz musi za niego zapłacić mandaty, że podpisał jakąś umowę bez czytania i ma coś do zapłacenia, że nie rozliczył się z urzędem skarbowym i ma do zapłacenia dużą karę (w polsce rozliczałam go ja, a wcześniej rodzice :)). Cóż, siadłam zaczęłam czytać o funkcjonowaniu państwa i tutejszych urzędów, zaczęłam intensywnie uczyć się języka i kierować męża w celu rozwiązania problemów, bo te wszystkie kary i mandaty, które do tej pory przez jego ignorancję spadają na nas do tej pory powodują, że momentami nie wiadomo co do garnka włożyć. Jestem tu siedem miesięcy, nie pracuję, siedzę z dzieckiem, bo zwyczajnie nie zapracowałabym na niankę. Szukam drobnych robótek na czarno, zeby choć trochę podreperować budżet. I teraz sedno sprawy - okazało się, że Mąż chcąc wyciągnąc nas z bagna chciał pożyczyć pieniądze od młodszej siostry - bardziej zaradnej niż on. Akurat spałam z dzieckiem, kiedy rozmawiali na skype i przebudziłam się już nie wiem czy to dobrze czy źle, że usłyszałam. Jego siostrę widziałam raz w życiu i słaby mamy kontakt, mąż również, bo od lat mieszka na innym kontynencie w ogóle. A usłyszałam krzyk jego siostry, że co ja sobie wyobrażam, żeby siedzieć w domu, że podobno powiedziałam, że utrzymywałam go w polsce i teraz przez 3 lata to ja nie będę pracować za to, że utrzymywałam jego, że nie mam prawa wypominać mu utrzymywania w polsce, bo przecież na to się umówiliśmy, że on siedzi w domu, a ja pracuję, że ją to wku...a, że teraz siedzę w domu, że jestem nierobem i jak mi się coś nie podoba to mam się pakować i spie...ć do polski. Przy tym już wstałam, powiedziałam, że dziękuję za dobre rady i trzasnęłam komputerem, bo mnie telepało ze złości. Mąż przyznał się, że tak powiedział rodzicom - że tak się umówiliśmy w polsce, że nie musi pracować i że mamy tutaj problemy finansowe, bo ja siedzę na jego utrzymaniu. Stwierdził, że głupio mu się przyznać, że sobie nie radzi i zwalił winę na mnie, mówiąc jaka jestem nieporadna. Zażądałam, żeby to wszystko odkręcił i powiedziałam, że jeśli nie to pakuję się z dzieckiem i wyjeżdżam. Nosiło mnie z nerwów i przykrości, ba, dalej nosi. Na drugi dzień połączył się na skype z rodzicami, którzy już zostali poinformowani o tym, że bezczelnie potraktowałam ich córkę wyłączając komputer. Mąż powiedział, że czuję się urażona i chcę wracać i , że ja uważam, że nie zaśłużyłam na te słowa jego siostry. Oto co odpisał jego ojciec:
- niech wraca, nikt jej na kolanach prosił nie będzie, niech ma świadomość ze rozpieprza ten związek
- zapytaj jej co ma w ogóle do zaoferowania, bo dotychczasowa mizeria działa wstecz
- zastanów sie jak potraktowała TWOJA SIOSTRE, w naszych oczach straciła wiele, są pewne normy zachowania, które przekroczyła!
Wku...łam się jeszcze bardziej. Wytłumaczyłam mu jak się czuję w tej sytuacji, jak się czuję kiedy on w tej chwili nie jest za mną, że od mojej rodziny, mimo, że 3 lata nie pracował, nie otrzymał żadnego złego słowa, nawet pytania o to dlaczego właściwie nie pracuje... itp itd. Ze łzami w oczach poleciał po kwiaty, obiecał, że sytuację wyprostuje, ze powie, aby nie wypowiadano się na mój temat,a tym bardziej nie wydzierano. Wieczorem zasiadł do komputera...
- tato, źle oceniliście E., opowiadałem wam co innego niż jest.
teść - przestań, bo się porzygam.
- wszystkie problemy finansowe to moja wina.
teść - NIE!!!!
- owszem tak.
teść - nie, ty wszystko zrobiłeś dobrze, zrobiłeś wszystko żeby uratowac ten związek, nie martw się, jesteś super, podziwiam cię. Twoja zona niech roztoczy refleksję nad swoim zachowaniem, oglądasz olimpIadę?
... i rozmowa potoczyła się na inny temat.
Po tym rzucił się do mnie, że jeśli wyjadę, to żebym pamiętała, że będę winna rozpadowi i że nie mam prawa kazać mu zeby coś rodzicom mowił, to jego sprawa co opowiada.
Dałam mu dzisiaj ostatnią szansę na to, on uważa, że już wczoraj załatwił sprawę i stanął za mną murem, a tak w ogóle to on chamem nie będzie, a jego siostra i rodzice mają prawo do wyrazania opinii, że on jest nauczony szacunku i nawet jesli tak naprawdę uważa, że są wobec mnie nie fair, to sobie to pomyśli, ale przykrości im robić nie będzie, bo jest kulturalny.
Szczerze nie wyobrazam sobie poprawnych stosunków z jego rodziną ani z nim w tej sytuacji, on twierdzi, że jestem zawzięta, może i jestem, ale chcę mieć wreszcie męża, a nie tchórza i synka swoich rodziców. Powiedziałam ze jeśli tego nie wyprostuje to będzie jeszcze gorzej między nami, bo zadra sama po kościach się nie rozejdzie. Nie mam już do niego szacunku, więc jak żyć?
Jak to wygląda z zewnątrz?


Obserwuj wątek
    • nvv Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 13:48
      > Jak to wygląda z zewnątrz?

      Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      Trzeba by wysłuchać tej samej historii, ale tym razem opowiadanej przez Twojego męża, aby widzieć obiektywniej. Ale my nie jesteśmy sądem, a Wy jesteście dorosłymi ludźmi już, a dorośli ludzie sami rozwiązują swoje problemy, biorą odpowiedzialność za swoje czyny i są wyrozumiali dla innych, bo wiedzą że sami też błędy popełniają. Dzieci w piaskownicy sypią sobie piaskiem po oczach i wykrzykują "to Twoja wina!".
      Wy jesteście dorośli.

      Znając życie, to chyba każdy ma coś za uszami; najwięcej problemów widzimy w innych, a nie w sobie. Skupiamy się na czymś i robimy to dobrze (Ty np. w kraju utrzymywałaś rodzinę), ale zwykle coś nam umyka, czasem ktoś inny potrzebuje np. nie tyle pieniędzy, co np. troski, miłego słowa, cierpliwości, empatii, zrozumienia.
      I bycia po tej samej stronie barykady. To jest bezcenne.
    • szaman.ka Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 15:55
      Wygląda to bardzo źle.I nie mam na myśli Twojego męża,a Ciebie.

      Absolutnie nie chcę powiedzieć,że mąż i jego rodzina mają rację co do Ciebie.
      Nie o to chodzi.
      Nie wiem natomiast co Tobą kieruje,że pozwalasz w ten sposób się traktować mężowi i jeszcze się zastanawiasz czy masz rację i pytasz o opinie ?
      To,co opisałaś świadczy o dużej niedojrzałości Twojego męża i braku odpowiedzialności zarówno za Waszą rodzinę jak i braku szacunku do Ciebie.

      To on wobec rodziców chce być kulturalny,a Ciebie ma prawo podsuwać jak wycieraczkę swojej rodzinie,by sobie buty powycierali na Tobie ?

      Na co Ty kobieto jeszcze liczysz i czego się spodziewasz po takim małżeństwie?

      Odnoszę wrażenie,że masz jakieś bardzo zaniżone poczucie własnej wartości,że tak pozwalasz mu się traktować i jeszcze pytasz kto ma rację.
      Opisana sytuacja wskazuje,że możesz być osobą współuzależnioną od partnera.To jest taki rodzaj relacji z partnerem podobny do tego jaki mają żony alkoholików.
      Mąż pije i bije,a ona nie potrafi go zostawić i ciągle liczy na to,że on się zmieni. Nie,on się nie zmieni.
      Ciebie wprawdzie mąż nie bije,ale pasożytuje na Tobie i bardzo źle Cię traktuje i nie jest po Twojej stronie.
      Zastanów się; co chcesz w ten sposób uzyskać?
      Będę brutalna,ale jest między Wami dość znaczna różnica wieku.Prawdopodobnie on potrzebował mamuśki,a Ty weszłaś w tę rolę, jak nóż w miękkie masło.
    • yadaxad Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 18:38
      Im szybciej sobie człowiek pewne rzeczy powie, tym dłużej ma szansę na własne życie. Możesz mieć kochającego faceta, może nie przyjdzie, ale tego dziada wyrzuć , nie będę opisywać jego wnętrza, dlaczego taki jest, bo kogo to obchodzi prócz niego.
      • nvv Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 19:21
        > [...] nie będę opisywać jego wnętrza, dlaczego taki jest, bo kogo to obchodzi prócz niego.

        *wzdryg ramionami*
        W idealnym świecie to chyba powinno obchodzić osobę, która przysięgała dozgonną miłość.
        • szaman.ka Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 19:29
          Tak,tylko żona nie powinna być terapeutką dla męża ani jego mamusią i nie ma obowiązku całe życie niańczyć partnera,ani nieść go przez życie na swoich barkach.

          Nawet w kościele katolickim niedojrzałość emocjonalna może być przyczyną unieważnienia małżeństwa.
          • katamawira Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 19:52
            Z zewnątrz wygląda to tak, że masz na wychowaniu dwoje dzieci, z tym że to starsze jest wyraźnie tworem nadopiekuńczości rodziców i rozpuszczone do granic niemożliwości. ZASTANÓW SIĘ, CZY DASZ RADĘ SAMA DWOJE DZIECI WYCHOWYWAĆ.
    • yadaxad Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 11.02.14, 20:41
      Właśnie, miłość jest dozgonna sama z siebie, a jak jej nie ma, to co jest?
    • clarissa3 ha ha 11.02.14, 21:40
      tez bym chciala urodzic sie facetem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      ... no bo w naszej kulturze tak wlasnie jest - wszystko na kobiety glowie - jak z noworodkiemi sie czlowiek z takim cacka a gdy jej sil zabraknie to on myk - do nastepnej frajerki.

      Zyc nie umierac!

      eeeeeeeeeeeeeeeh...........


      • nvv Re: ha ha 11.02.14, 22:13
        > tez bym chciala urodzic sie facetem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Nic straconego: możesz sobie zmienić płeć.

        Trawa wydaje się zieleńsza tam gdzie nas nie ma.

        Więcej empatii Wam życzę, drogie kobiety. I mniej oceniania po pozorach.
        • nvv Re: ha ha 11.02.14, 22:43
          Znam podobną historię, do tej historii autorki, ale w której - jak się okazało - ona zapomniała o kilku "szczególikach", które niemal odwracały całą historię do góry nogami. Wspominałem już, że pozory mylą? Warto wysłuchać obu stron, drogi sądzie w postaci emocjonalnych kobiet oceniających człowieka, którego nie widziałyście na podstawie relacji kobiety, której też nie widziałyście.
          • altz Re: ha ha 12.02.14, 00:13
            nvv napisał:
            > Znam podobną historię, do tej historii autorki, ale w której - jak się okazało
            > - ona zapomniała o kilku "szczególikach", które niemal odwracały całą historię
            > do góry nogami. Wspominałem już, że pozory mylą? Warto wysłuchać obu stron

            Tutaj nie można wysłuchać drugie strony, trzeba się oprzeć na tym, co mamy.
            Ja z kolei znam takich facetów :-)
            Wszystkich cech nie mają w sobie, ale mają ich dość. Potrafią wypić przed jazdą samochodem, dostać dużą karę i sobie to lekceważyć. Brakuje pieniędzy w domu, bo on, owszem, ciężko pracuje, ale na alkohol musi mieć codziennie, na modne ubranie również, a w domu ma długi przez siebie narobione w ukryciu, które "złośliwa" żona chce spłacić. Ale co tam, luzik! :-)
            Żadnemu z poznanych panów, rodzina nie dokłada.

            Ja znam tylko z opowiadań takie kobiety przejmujące się, żałuję, że na taką nie trafiłem. Pewno mają jakieś minusy, ale przy tych plusach, resztę bym wytrzymał. :-D

            A co do sprawy?
            Czasami lepiej być samemu, niż z człowiekiem, który nie dość, że nie pomoże, to jest jak bomba lotnicza, nie wiadomo, kiedy coś wybuchnie i wszystko się przez to zawali.
            Rozwód, po rozwodzie będzie rozdzielczość majątkowa, więc nie trzeba już tego załatwiać.
            Jeśli koniecznie trzeba być mężatką, to rozdzielczość majątkową załatwić jak najszybciej, pójść na swoje i czekać na rozwój wydarzeń, stawiając jasne i twarde wymagania.
            • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 00:54
              Przetrzezwiec!!!!!

              Dobrze altz mowi - o tej kretynskiej potrzebie bycia mezatka. ... wszyscy wiemy po co.

              Droga autorko watku - chyba juz wiesz o co chodzi? ... 'Feminizm' to slow ktore ci podpowiem - poczytaj sobie co to i po co zanim zycie na rozpieszczonych pasozytniczych mamisykow zmarnujesz, ja radze!!!
          • szaman.ka Re: ha ha 12.02.14, 08:32
            No przykro mi bardzo Nvv,ale to Ty nie rozumiesz czym jest empatia i to Ty ustawiasz się w roli sędziego,a nie my.
            Autorka zwraca się z prośbą o opinię w sprawie swojego problemu,który ma z mężem. To,co napisała brzmi bardzo wiarygodnie i widać,że kobieta stara się jak może utrzymać ten związek.
            Nie wiem; na jakiej podstawie chcesz zakwestionować prawdziwość tego co pisze?

            Oczywiście,że gdybyśmy wysłuchali tutaj jej męża, to jego wersja byłaby inna.Jaka? Można się domyślić,czytając to, co autorka napisała ,a zwłaszcza po opisie jego rozmowy z rodzicami,którą dosłownie przytacza.To jednak nie oznacza,że wersja autorki nie jest prawdziwa.
            To Ty koniecznie chcesz przypisać jej winę i grasz na jej poczuciu winy pisząc ,że przysięgała miłość.On też to przysięgał.
            Miłość nie polega na tym,że znosi się wszelkie niszczące nas,nasze dzieci i rodzinę zachowania bez słowa sprzeciwu , szlachetnie wybacza wszystko i pozwala dalej się niszczyć.
        • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 00:23
          nvv, ta historia jedynie doklada sie do wielu ktore juz znam - i rowniez na wlasnej skorze przerobilam. Gdy facet chcial mnie bic kolezanki sie zastanawialy co ja takiego mu zrobilam .. a konkretnie to zyjemy w kulturze w ktorej normalnym jest uwalanie sie faceta na grzbiecie kobiety, az ja zajezdzi a potem normalka tez jest ze sobie ja na mlodszy / bardziej energiczny / mniej wyczetrpany model zamienia. Ironia jest to ze chetnych do zajecia jej miejsca nigdy nie brakuje. Dlaczego?... No bo taka to glupia i podla dla kobiet kulture many? Ja mysle ze odpowiedz jest 'tak'. A ty?
          • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 00:58
            dodam zebys doczytal co tu doradzono - zeby autorka sobie poszukala co z nia nie tak, bo to niby czegos jej brakuje, ale gogusia nie wspomnial nikt i nie bylo nic o tym ze zwykly pasozyt, prawda?
            • wiolcia29_2 Re: ha ha 12.02.14, 07:18
              Bo gdyby było z nią wszystko w porządku, nie związałaby się z takim facetem. To proste. Oboje mają problemy.
              • szaman.ka Re: ha ha 12.02.14, 08:13
                Dokładnie tak !
                • szaman.ka Re: ha ha 12.02.14, 08:17
                  Poza tym ;co za sens byłoby analizować przyczyny jego zachowania tutaj,jeśli to nie on się zwraca z prośbą o opinię na swój temat.
                  Ta przyczyna jest zresztą dość ewidentna.Jeśli rodzice nie widzą niewłaściwości zachowań swojego dziecka i akceptują wszystko, cokolwiek by nie zrobiło,a winę przypisują innym osobom,to rezultat jest taki jak widać.
                • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 12:26
                  niewporzadku jest cale spoleczenstwo ktore wciska kobiety w ramiona przeroznym pasozytom ktorym sie nawet po sobie posprzatac nie chce - gro prac domowych i opiekunczych jest wiec wykonywane przez kobiety, a panowie hulaj dusza, czas na przerozne zabawy maja. Nie rzadko i pieniadze we wianie otrzymuja za to. Jak powiedzialam, nie ma to jak urodzic sie facetem! ;)
                  • szaman.ka Re: ha ha 12.02.14, 13:19
                    No chyba,ze wybuchnie wojna,wtedy nie jest aż tak rozrywkowo.
                    • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 14:09
                      tak, tylko ze te wojny to sobie sami chlopaki montuja wiec moznaby rozumiec ze to tez rozrywka ;)
                      • szaman.ka Re: ha ha 12.02.14, 14:19
                        A, to inna inszość!
                        • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 16:57
                          gdyby jeden z drugim regularnie podloge myl i gary, praniem sie zajal i gotowaniem to i o wojnach by mu sie myslec nie chcialo ani o wymyslaniu przroznych typow broni ;)
                          • nvv Re: ha ha 12.02.14, 17:15
                            > gdyby jeden z drugim regularnie podloge myl i gary, praniem sie zajal i gotowan
                            > iem to i o wojnach by mu sie myslec nie chcialo ani o wymyslaniu przroznych typ
                            > ow broni ;)

                            W dużej mierze faceci walczą o Was, kobiety, o Waszą uwagę, zainteresowanie, akceptacje, zaufanie, docenienie.

                            Gdybym miał użyć Twojego tonu, to powiedziałbym równie żartobliwie, że gdyby z Waszej strony było więcej akceptacji, empatii i przystępności, to facetom nie broń byłaby w głowie.
                            Wy jesteście największą bronią, jesteście w stanie rozbroić każdego heteroseksualnego faceta.

                            I jesteście też w stanie niszczyć faceta zrzędzeniem, brakiem docenienia jego starań, bycia jego przeciwnikiem, zamiast przyjacielem. Wasz wybór. A każdy wybór ma konsekwencje. Co wychodzi, to wraca.
                            • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 18:31
                              nvv, zycie mi zweryfikowalo te bajki juz - o walce o moja akceptacje. Nie akceptacji chca tylko wiecznego lewarowania, stawiania na pedestale, zachwycnia sie niczym, no i obawy - bo jak nie to w ryj. Sami oczywiscie do tego malo zdolni - komplementy w wiekszosci do d.. sie ograniczaja, jesli juz jakiemus do glowy przyjdzie jakis, a o slowie 'dziekuje' rzadko ktory slyszal. Takie to moje obserwacje.

                              A zniszczonych kobiet spotykam duzo wiecej niestety niz mezczyzn!
                              • nvv Re: ha ha 12.02.14, 19:30
                                To szczera prawda. Faceci mają też drugą, ciemną stronę, to też prawda. Im bardziej facet jest sfrustrowany, niedoceniany, tym większa szansa, że kobiecie ukaże się od negatywnej strony. Jest tu też sprzężenie zwrotne: kobiety też mają złą i dobrą stronę, im bardziej nie dostają to czego pragną, tym większa szansa że ukażą się facetowi od negatywnej strony.

                                > A zniszczonych kobiet spotykam duzo wiecej niestety niz mezczyzn!

                                Przyciągamy osoby podobne do nas, bo i mamy z nimi podobny światopogląd i podobne tematy do rozmów.

                                Z pewnego punktu widzenia mężczyźni to narzędzia w Waszych rękach.
                                Jeśli Was ranią, to zastanówcie się jak lepiej do nich podejść.
                                Z człowieka można wydobyć złe i dobre reakcje, kwestia podejścia.

                                Czasami problem jest w tym, że oczekujemy niemal gwiazdki z nieba i nie doceniamy tego co mamy.
                                • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 19:49
                                  Przyciągamy osoby podobne do nas, bo i mamy z nimi podobny światopogląd i podobne tematy do rozmów.

                                  .. tak jak ciebie? ;))

                                  Wez sobie spojz na statystyki dot. gwaltow, przemocy domowej, itp. - ich wszystkich nie przyciagam bo... nie mam takiej mocy!
                                  • nvv Re: ha ha 12.02.14, 21:27
                                    > .. tak jak ciebie? ;))

                                    Ty to inna bajka. To kiedy przylatujesz do Polski na kawę? (;
                                    • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 23:49
                                      To kiedy przylatujesz do Polski na kawę? (;

                                      Martwisz sie?
      • altz Re: ha ha 12.02.14, 00:00
        clarissa3 napisała:
        > tez bym chciala urodzic sie facetem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Chyba takim facetem z taką rodziną? ;-)
        Takie cudo to rzadkość. :-)
        • clarissa3 Re: ha ha 12.02.14, 00:28
          eeee, wcale nie rzadkosc - pamietam ze za mojej mlodosci te z bogatych domow mialy najlepsze wziecie. Dlaczego? ... wiele z nich ani uroda ani rozumem nie grzeszyla ale jednak ta kasa od tatusia wielka roznice robila. Bo?.... Bo?.... Bo...?
    • omega_x Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 09:23
      Dziewczyny, bardzo dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi.
      Faktem jest, ze mam problemy - pochodzę z rodziny z ojcem alkoholikiem i toksyczną matką, m.in. dlatego tak szybko uciekłam z domu i przez całe lata pracowałam, by podwyższyć swoje poczucie wartości - jak widać nieskutecznie, skoro tutaj widać to jak na dłoni. Ale moja przeszłość to już nie na ten temat, ubolewam nad tym, że dałam mężowi drugą szansę, była to zapewne najgorsza decyzja mojego życia, nie jest nią nawet małżeństwo z takim człowiekiem, bo skoro raz się od niego uwolniłam, to zamiast utrzymać swój naprawdę szczęśliwy wówczas stan, co zrobiłam? Wpakowałam się w to ponownie wierząc że będzie inaczej i mając wyrzuty sumienia, że właśnie - bo to mąż, bo to ojciec dziecka, bo ludzie będą gadać... Wiem - tylko współczuć głupoty.
      Aha, swoją relację starałam się spisać jak najbardziej obiektywnie i bez oceniania mimo wściekłości i żalu jaki mnie toczy. Wydaje mi się, że gdyby mąż miał podać zgoła inną wersję niż ja, to pewnie nie zaczynałby prób rozmowy z ojcem, a skoro coś tam próbował, to znaczy, że teoretycznie się ze mną zgadza, lecz uzależnienie od rodziców jest silniejsze i chęć nie sprawienia im zawodu tak duża, że gotów jest zaakceptować moją wyprowadzkę. A co do rozmowy z ojcem - czy mam właściwe wrażenie, że on go nawet nie chciał słuchać? Moim zdaniem nawet ojciec nie ma do niego szacunku i wydaje mi się, że właśnie przez taką służalczą wobec rodziców postawę męża.
      Ach dziewczyny mija już któryś dzień a nerwy nie przeszły mi nic a nic.
      • nvv Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 11:27
        Chcesz obiektywniej? To zaproś współmałżonka tutaj.

        > A co do rozmowy z ojcem - czy mam właściwe wrażenie, że on go nawet nie chciał słuchać?

        Zamiast obcych osób, może zapytaj męża?
        • omega_x Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 12:16
          Mogłabym, lecz wiem co przeczytałabym :) Że to ja założyłam drugi nick i się podszywam :) Więc po co?
          Oczywiście, że zapytałam go wczoraj, powiedział, że ojciec faktycznie nie chciał go wysłuchać, no ale co z tego, że to przyznał, jeśli przyznał również, że nie jest w stanie się im "postawić". I tyle.
          Jak widać jeszcze nie doszło do rozstania, próbuję coś z tym zrobić, ale nie bardzo wiem jak i czy się uda. Myślę, że uważasz iż zapytałam Was o radę wyłącznie po to, aby usprawiedliwić swoje odejście, więc powtarzam - nie, nie tylko po to. Opisałam sprawę jak najbardziej obiektywnie, bo nie wiem jak sobie z tym poradzić, a poradzić moim zdaniem coś trzeba. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem dlaczego mialabym zmyślać całą historię? W jakim celu? Mimo wszystko dziękuję, że poświęcasz czas na odpowiedzi w mojej sprawie.
          • clarissa3 Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 12:34
            facetem jest i broni faceta - to tyle.

            Niestety latwo sobie poradzic nie bedzie - zainwestowalas mnostwo w tym i uczuc i czasu - ale i o ten czas chodzi wlasnie - mloda jestes masz sily wiec zdzialac jeszcze nie jedno mozesz zanim bedzie za pozno na nowe zycie, wiec decyzje teraz podejmij. Mozesz tez zdecydowac to zostawic tak jak jest - i nie narzekac. Jest wiele takich kobiet wciaz ktore dla 'malzenstwa' lzy lykaja nocami byleby nikt nie wiedzial bo dla nich to lepsze niz bycie bez meza...
          • nvv Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 12:57
            Lubisz gdy ktoś mówi coś złego innym o Tobie za plecami?

            Pytam retorycznie. (:

            Ja tez nie lubię. Dlatego lubię czasem występować w roli adwokata nieobecnych, dla przeciwwagi. Bo zwykle tak jest, że ten/ta nieobecna jest oczerniany/-a, a nawet bronić się nie może.

            Przeszedłem podobne konflikty i życie mnie nauczyło, że w relacjach jest dużo szarości, zwykle każda strona się dokłada i ma część układanki; i jeśli jest konflikt, to zwykle problem jest po obu stronach, tymczasem nieświadomie dążymy do tego aby zepchnąć odpowiedzialność na drugą osobę, samemu poczuć się lepiej i dostać zielone światło. Wydaje się nam, że opisujemy obiektywnie problem, ale każda próba opisania problemu jest z definicji subiektywna, w dodatku kobiety inaczej pewne rzeczy widzą, faceci inaczej, bo nieco inne rzeczy są dla nas istotne.
            To druga strona ma drugą część układanki i to drugie spojrzenie. A nie obcy ludzie.

            Mieszkanie osób trzecich jest nieświadomą i częstą samo-manipulacją: wraca do Ciebie to co na jakimś poziomie chcesz usłyszeć, a osoby trzecie nie znają tak naprawdę sytuacji, tylko Twoje subiektywne spojrzenie.
            Inaczej by było gdyby obie strony "konfliktu" mogły opisać jak widzą problem.

            Masz zielone światło
            • szaman.ka Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 13:45
              nvv napisał:

              > Lubisz gdy ktoś mówi coś złego innym o Tobie za plecami?
              >
              > Pytam retorycznie. (:
              >
              > Ja tez nie lubię. Dlatego lubię czasem występować w roli adwokata nieobecnych,
              > dla przeciwwagi. Bo zwykle tak jest, że ten/ta nieobecna jest oczerniany/-a, a
              > nawet bronić się nie może.

              No widzisz sam potwierdzasz,że traktujesz tę sprawę jak rozprawę sądową. Tutaj nie chodzi o obwinienie jej męża.
              Chodzi o to jak się czuje w tym małżeństwie autorka tego wątku.
              Chcesz powiedzieć,że ona źle czuje,a Ty dobrze ?
              >
              > Przeszedłem podobne konflikty i życie mnie nauczyło, że w relacjach jest dużo s
              > zarości, zwykle każda strona się dokłada i ma część układanki; i jeśli jest kon
              > flikt, to zwykle problem jest po obu stronach, tymczasem nieświadomie dążymy do
              > tego aby zepchnąć odpowiedzialność na drugą osobę, samemu poczuć się lepiej i
              > dostać zielone światło. Wydaje się nam, że opisujemy obiektywnie problem, ale k
              > ażda próba opisania problemu jest z definicji subiektywna, w dodatku kobiety in
              > aczej pewne rzeczy widzą, faceci inaczej, bo nieco inne rzeczy są dla nas istot
              > ne.
              > To druga strona ma drugą część układanki i to drugie spojrzenie. A nie obcy lud
              > zie.
              Oczywiście,że każda sprawa w małżeństwie jest subiektywnie odbierana i subiektywnie opisywana. I w tym wypadku też tak jest.Są jednak obiektywne fakty i zachowania,które powodują takie ,a nie inne uczucia u autorki i te zachowania spowodowałyby też podobne uczucia u 99% kobiet i mężczyzn,którzy byliby w związku z taką osobą.
              Tobie podobało by się: gdybyś przez kilka lat utrzymywał ,młodego,zdrowego faceta,a ten całe poszukiwanie pracy ograniczył do wysłania CV ? A później gdyby Cię wzywał do siebie niby aby dąć sobie jeszcze jedną szansę,a faktycznie po to, byś pozamiatał po nim i pomógł mu znowu wyjść z tarapatów?
              >
              > Mieszkanie osób trzecich jest nieświadomą i częstą samo-manipulacją: wraca do C
              > iebie to co na jakimś poziomie chcesz usłyszeć, a osoby trzecie nie znają tak n
              > aprawdę sytuacji, tylko Twoje subiektywne spojrzenie.
              > Inaczej by było gdyby obie strony "konfliktu" mogły opisać jak widzą problem.

              Bzdura! To nie sąd i nie badamy prawdy obiektywnej,bo nie wydajemy wyroku.Nie obchodzą nas tutaj okoliczności łagodzące,bo to nie proces karny, ani rozwodowy z orzeczeniem o winie, a opinie,które powinny pomóc autorce uporać się z jej problemem.
            • clarissa3 Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 14:11
              nie przesadzaj, bo to ze ktos zada pytanie na glos nie jest od razu obgadywaniem.
      • szaman.ka Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 13:17
        Trudno gdybać jaka byłaby jego wersja.Ja przewiduję,że byłaby trochę inna.Nie twierdzę,że świadomie przeinaczyłby fakty,lecz gdyby miał pełną świadomość swoich błędnych postaw i zachowań,to przecież by się tak nie zachowywał,bo jak sama piszesz podjął próby wyjaśnienia z rodziną tego co zrobił.
        Natomiast Ty powinnaś poddać się terapii.Taka spuścizna głęboko w człowieku siedzi i może się ujawniać jeszcze nieraz.
        Ja Ci nie radzę, że masz się rozwodzić z mężem,ani że masz zostać z nim.To Twoja decyzja i Twój wybór.
        Jednak gdybyście mieli nadal być razem,to oboje powinniście się poddać takiej terapii i jest to warunek niezbędny,by to małżeństwo jakoś uzdrowić.
        Na ile może ona być skuteczna w wypadku Twojego męża trudno przewidzieć.Wiele zależy od jego postawy,a tutaj jego rodzina w ogóle nie widzi problemu i nie będzie go motywować do tego,a wręcz przeciwnie.
        Warto jednak natychmiast postarać się w rozdzielność majątkową,byś w przyszłości jeszcze większych długów nie musiała spłacać.
    • chris1970 Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 11:00
      Omego_x.
      To co opisałaś, wygląda prawie identycznie jak w małżeństwie mojej siostrzenicy.
      Twój mąż został nieprawidłowo wychowany przez swoich rodziców. Sam chłopak ma świadomość, tego co źle robi, ale został tak zaprogramowany, że słucha najprawdopodobniej rodziców.
      U mojej siostrzenicy, mąż owszem, miał pracę, ale stacił ją. Przez 3 miesiące wychodził rano niby do pracy. Zorientowała się, jak nie pojawiły się pieniądze na koncie 4 miesiąca.
      Założył własną firmę, którą poprowadził rok. Na założenie firmy siostrzenica dała cały posag od swoich rodziców. Po roku czasu bilans firmy wyniósł minus 135 tysięcy złotych.
      O wszystkim wiedzieli rodzice, a nie żona. Po pół roku, jak okazało się, że zmarł ojciec siostrzenicy i już nie ma skąd doić, małżonek poszukał sobie kochanki. Obecnie trwa sprawa rozwodowa.
      Siostrzenica leczyła się u psychologa i psychiatry bo emocjonalnie nie była stanąć na nogi.

      Z takimi ludźmi nie ma życia. Są nieodpowiedzialni.
      Im szybciej zakończysz ten rozdział, tym lepiej dla Ciebie i dziecka.
      Poradzisz sobie w życiu sama lepiej.
    • g4l Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 13:13
      Jeśli jest faktycznie tak, jak piszesz to ja naprawdę nie rozumiem nad czym się tu jeszcze zastanawiać? Napisałaś na początku "Miłość jest ślepa." - OK. No i co dalej? Jakie wnioski wysuwane są z tego, że po takim czasie - jak piszesz - musisz załatwiać za niego sprawy związane z jego nieporadnością życiowa? No i widać, że im więcej czasu upływa, tym bardziej on sobie robi z tego jaja, bo wie, że będzie miał tzw. usłużnicę, która wszystko za niego załatwi.

      Są różne typy kobiet. Niektóre z nich wolą wziąć sprawy z swoje ręce i zachować szacunek, a niektóre wolą nosić krzyż przez całe życie.

      Wybór należy do Ciebie.
    • micoll Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 12.02.14, 19:31
      Jestes bardzo wartosciowa osoba, bo dalas mezowi niejedna szanse na to, by sie zmienil i cos ze soba zrobil. Uwazam, ze marnujesz sie u jego boku... Zawsze dawalas sobie rade sama, dasz i teraz. Wroc do kraju, zacznij od nowa, z dzieckiem. Na pewno bedzie ciezko, ale powolutku wyjdziesz na prosta! Obawiam sie, ze twoj maz sie nie zmieni... Zawsze na pierwszym miejscu bedzie jego rodzinka a potem dziecko i Ty. On jest uzalezniony od swojej rodziny, bo jesli straci Ciebie i bezpieczenstwo finansowe i emocjonalne jakie mu oferujesz, odnajdzie je z kolei u rodzicow. Ten facet przeszedl spod skrzydelek tatusia i mamusi, pod Twoje skrzydla- utrzymywalas go, ubieralas, zywilas... Jak mozesz miec szacunek do takiego czlowieka? Ktory nie ma w sobie za grosz wstydu i swojej meskiej dumy??? Ba, pomijajac okreslenie "meskiej"... Nie ma za grosz dumy?!
      Nie jest zaradny zyciowo-to malo powiedziane... Dorosly mezczyzna powinien zachowywac sie zupelnie inaczej... Byc moze, jest on "niedojda zyciowa", ale potrafi rowniez bezwstydnie wykorzystywac Twoja dobroc!
      Jedynym wyjsciem, jakie widzialabym w tej sytuacji, to po prostu: pozwolic mu w koncu dorosnac. Dojrzec do roli meza i ojca. Jesli nie teraz, to kiedy???
      Wez sprawy w Twoje rece, tylko na ostro i badz konsekwentna w tym co robisz! Nie masz juz nic do stracenia, bo taki zwiazek dluzej nie ma sensu. Wiec albo sie ten czlowiek opamieta, albo od niego odejdziesz.
      Ja zaczelabym od tego, ze jesli chce uniknac rozwodu, niech on sam zawalczy o ten zwiazek.
      Niech wyjasni rodzicom w Twojej obecnosci, wszystkie klamstwa jakimi ich karmil, i ze to wszystko jest tylko i wylacznie jego wina... ! Nastepnie zdecydujcie, czy nie lepiej wrocic do Polski (normalniejsze zycie) i niech zajmie sie dzieckiem jak ojciec, znajdzie sensowna prace-nie musi byc kierownikiem, niech zacznie od zera ale... Niech ZACZNIE!!! Moze sie okazac, ze to typ czlowieka ktory np. nie bedzie w stanie sie utrzymac na stanowisku pracy dluzej niz kilka miesiecy! w sensie, w kazdej pracy cos bedzie mu nie odpowiadalo, zawadzalo itp.
      Podziwiam, ze wytrzymalas ta cala sytuacje az tak dlugo i obawiam sie, ze dajac mu kolejna szanse przedluzysz tylko agonie tego malzenstwa... Szkoda tracic cenny czas...... Decyzja nalezy do Ciebie :)
    • oksytocyna1 Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 13.02.14, 01:18
      Jak to wygląda z zewnątrz? Wg mnie beznadziejnie.
      Wracaj do Polski. Psychoterapia dla Ciebie (byś pozbyła się naleciałości domu rodzinnego i nigdy więcej nie dała się tak wykorzystywać), pan do odstrzału sanitarnego (rozwód). Dasz radę. Jak z takim pasożytem dałaś radę, to bez niego tym bardziej. Wg mnie on się nie zmieni. Nie ten typ, zbytnio związany pępowiną z rodzicami.
      Zrób to. Jak nie dla siebie, to dla dziecka. Tego biologicznego (a nie gó...arza-męża). Wzorce dostaje fatalne.
      Powyższe to jest tylko moja opinia. Cokolwiek zdecydujesz - powodzenia.
    • paco_lopez Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 15.02.14, 21:57
      jak totalny groch z kapustą. lepiej się mozna poczuć i to nawet przy czterch złotych maedalach na olimpiadzie letniej w sportach zimowych w lutym.
    • malwi.4 Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 16.02.14, 10:31
      Nie wiem, gdzie leży granica między wyrozumiałością dla słabości bliskich a dbaniem o siebie. Może warto obniżyć oczekiwania wobec niego, może wpierw docenić to, co potrafi, uwierzyć, bo chyba nikt w niego nie wierzył. Jego ojciec chce w coś wierzyć jak widać. Bardzo chce wierzyć, że on zrobił wszystko ok, że syn jest ok, tylko żona zła.

      Warto się wspierać. Ale chyba tylko wtedy, gdy dajesz i dostajesz coś w zamian.
    • serendepity Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 18.02.14, 12:43
      Z zewnatrz wyglada to tak, ze zwiazalas sie z pasozytem i go utrzymujesz. Mialas 33 lata, gdy ozenilas sie z gosciem, ktory mial 28 lat i nie zhanbil sie praca. Albo mial jakies super zalety albo dobry sciemniacz, ktory okrecil Cie wokol palca. To juz od samego poczatku zle wygladalo, a teraz to rownia pochyla.

      Milosc faktycznie chyba zaslepila Ci logiczne myslenie. Nie wiem dlaczego spodziewasz sie, ze cos sie zmieni. Nie zmienilo sie przez 7 lat. Gosc bedzie Cie dalej doil, zadne dawanie ultimatum tu nic nie zmieni. Mozesz spokojnie wrocic do Polski, do pracy w zawodzie i zyc dalej, tak jak zylas, ale bez pasozyta uczepionego maminej spodnicy.

      Na swiecie sa inni mezczyzni, ktorych na dodatek nie bedziesz musiala utrzymywac.
    • serendepity Re: niesnaski małżeńskie - uwaga - bardzo długie 18.02.14, 12:48
      "ale chcę mieć wreszcie męża, a nie tchórza i synka swoich rodziców.

      Z tego meza nie wystrugasz, mial juz swoja szanse. Jak chcesz miec tak bardzo meza, to poszukaj innego kandydata. Probujesz dopasowac kogos do swoich wyobrazen, a ta osoba jest po prostu kims innym niz bys chciala i nie zmienisz tego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka