Dodaj do ulubionych

zdrada czy co?

13.03.14, 10:21
Moja żona była z koleżankami na dyskotece. Poznała tam faceta. Gość wydębił jej adres mailowy od jednej z koleżanek (dała mu go po akceptacji mojej żony, która nie od razu się zgodziła. Twierdzi, że facet nie zrobił na niej większego wrażenia poza tym że był bardzo miły, dodam że to obcokrajowiec.). Zaczęli korespondować. Korespondencja była raczej niewinna, jedna wyraźnie widać było, że podoba się facetowi. Gość wyraźnie dążył do następnego spotkania. Cały czas o tym pisał. Żona odpisywała mu. Podała mu kiedy będzie miała wolny czas i kiedy ewentualnie mogliby się spotkać na jakiejś dyskotece. Korespondencja ze strony żony była można powiedzieć normalna, tzn pytała go o pasje, hobby, sytuację rodzinną (facet ma żonę i trójkę dzieci). Trwało to ok. 2 tygodni, ale już pisali o sobie "my", podpisywali się "twoja S", "twój R". Widać było że obojgu sprawia to przyjemność. Pech sprawił, że dotarłem do tej korespondencji, pomijam fakt jak i czy jest to moralne czy nie, ale przeczytałem. Jesteśmy 20 lat małżeństwem. Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Świat przewrócił mi się do góry nogami. W pierwszej chwili chciałem się rozwieść. Później zacząłem myśleć o dziecku, które zdaje maturę niedługo. Zacząłem się łamać. Rozmawiać z żoną. Ta twierdziła, że to nic takiego, że mnie kocha. Zerwała korespondencję, nie kontaktuje się nawet ze swoimi koleżankami. Wzór żony i matki. Minęło kilka miesięcy a ta sytuacja praktycznie codziennie nie daje mi spokoju. Czasami chcę rozstania, innym razem tłumaczę sobie że do niczego nie doszło, jeszcze innym chcę się po prostu zemścić. Przez 20 lat praktycznie nie spojrzałem na inną. Teraz zmuszam się do tego, aby zauważać inne kobiety. Przyglądam się trochę na siłę, innym. Wyszukuję na ulicy czy w sklepach fajnych kobiet. Staram sie zwracać na nie uwagę, chociaż nigdy tego nie robiłem, ale teraz jak mi się przypomni to rozglądam się. Podobają mi się inne, ale nigdy nie miałem potrzeby nawet flirtu. Żona twierdzi że przesadzam z całą tą sytuacją, że ona jest biedna, że cierpi, że to nie miało dla niej znaczenia. Dla mnie miało. Straciłem do niej zaufanie. Mogła jeździć i chodzić gdzie chciała. Mówiła mi o wszystkim. Jednak o tej dyskotece i kilku innych wyjściach mi nie powiedziała. Wszystko związane z tym facetem było w tajemnicy przede mną. Przyznaje, że jest winna całej tej sytuacji, ale mi to nie wystarcza. Wyrzucam jej to od czasu do czasu. Ona płacze, po jakimś czasie się godzimy. Jednak ja nie potrafię zapomnieć. W ogóle jak można na siłę zapomnieć?
Obserwuj wątek
    • hansii babski belkot, czy post ? 13.03.14, 15:07
      dla niepoznaki, przypomne ci zatem, hloopcze,
      ze zdrada to: - zdrada psychiczna + zdrada fizyczna.

      sama zdrada fizyczna - to przygoda.
      a sama zdrada psychiczna - to durne amory niedopchnietej licealistki z Internatu.
      • onann Re: babski belkot, czy post ? 13.03.14, 15:13
        Opisałem sytuację w wielkim skrócie. Nie jest to belkot, ani ja niestety, jak napisałem nie jestem już chłopcem. Żona, jak każda kobieta na swój sposób jest durna, nie o to tu mi chodzi. Chodzi mi o to że cała sytuacja uwiera mnie cholernie codziennie. Zatruwa mi życie. To tyle. Zamiast p****ć nie pisz!
        • hansii Re: babski belkot, czy post ? 13.03.14, 15:50
          onann napisał:
          Zamiast p****ć nie pisz!

          Zastosuj raczej te uwage do siebie , wez pol litra i pociagnij duszkiem - to moze pomoze...

          bo ja tu hloopcze , pisze juz 10 lat i zamierzam pisac drugie 10.
          ale zawsze mozesz wpasc do mnie na foro "wyzalnia".
          - tam pomagam spolecznie i za frico.
        • leda16 Re: babski belkot, czy post ? 18.03.14, 15:49
          onann napisał:

          > Opisałem sytuację w wielkim skrócie. Nie jest to belkot, ani ja niestety, jak n
          > apisałem nie jestem już chłopcem.


          Ale najwyraźniej problemy Onana nadal są Ci bliskie :).
          • onann Re: babski belkot, czy post ? 19.03.14, 08:24
            A jakie to Onan miał problemy? Masturbacja to problem? Poza tym mój nick to Onann przez dwa n. Od Onana odcinam się zdecydowanie:) Chociaż od onanizmu już nie tak zdecydowanie.
      • ankaskakanka14 Re: babski belkot, czy post ? 13.03.14, 16:04
        hansii napisał:


        > sama zdrada fizyczna - to przygoda.
        > a sama zdrada psychiczna - to durne amory niedopchnietej licealistki z Interna
        > tu.
        -> niedopchniętego licealisty -> brzmi znacznie lepiej i wiarygodniej :))))
        • torado a mnie się 13.03.14, 19:07
          podoba najbardziej ten ustęp ;-) "Żona, jak każda kobieta na swój sposób jest durna" :-D :-D
          • malwi.4 Re: a mnie się 13.03.14, 19:56
            no, mnie "też" :/

            zastanawiam się, czy autor, który przez 20 lat nie patrzył na inne kobiety, czy choć na swą żonę spoglądał czasem

            złośliwa ja
          • bardotka35 Re: a mnie się 13.03.14, 20:01
            "Żona, jak każda kobieta na swój sposób jest durna"

            No bardzo ładnie, to może jak austryjacki kolega do piwnicy, będziesz wiedział że nigdzie nie wychodzi i zmuszał ją do tego co chcesz. Jak ma podskakiwać to każesz podskakiwać, jak ma się turlać to bacikiem jej pomożesz, jakiś kij od szczotki do cipki i oduczysz ją zauważania mężczyzn itd.
            • bardotka35 [...] 13.03.14, 20:37
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • leda16 Re: babski belkot, czy post ? 18.03.14, 15:48
        hansii napisał:

        > dla niepoznaki, przypomne ci zatem, hloopcze,
        > ze zdrada to: - zdrada psychiczna + zdrada fizyczna.


        Hola, hola, jest jeszcze zdrada ekonomiczna, kiedy facet zamiast kupić żonie futro, kupuje brylantowe kolczyki kochance :)
        • onann Re: babski belkot, czy post ? 19.03.14, 08:12
          a jak facet idzie na dziwki to jest zdrada fizyczna plus ekonomiczna.
    • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 20:45
      bardotka35 daj spokój,bo az przykro czytać :((((
      • malwi.4 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 20:53
        Tak. Czasem pisze ciekawie, mądrze, ze aż chce się czytać... ale te ataki ostre na innych forumowiczów...
        • bardotka35 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 21:06
          Malvi
          Autorytarny mąż, a tacy mężowie bardzo często posuwają się do tego co poniżej napisałam. Zresztą to fakt autentyczny, ta kobieta to była żona policjanta. Koleżanka protokolantką była i do domu takie "ciekawe" akta przyniosła. Zeznania żony co jej mąż policjant robił, plus obdukcja z szycia odbytu, waginy, złamane żebra, zakrwawione ręcznik bo ją tłuk po brzuchu, rzucanie o ściany, wylądowała w szpitalu a koledzy policjanci po stronie kolegii.
          • malwi.4 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 21:28
            Drastyczne.

            Myślę, ze autor nie z tych. Wiesz, autorze, pisząc, ze ty nigdy przez 20 lat na inne kobiety, to wzbudzasz w żonie ogromne poczucie winy, większe, niż powinna mieć, trochę w stylu nie zasługujesz na mnie. A wina myślę, ze po obu stronach może być. Moze dawała ci sygnały "potrzebuje ciebie".

            I nie masz co się zadręczać tym facetem. Myślę, ze to bez znaczenia było, równie dobrze mogła w podobnym tonie z facetem z pracy rozmawiać.

            Nie wiem, czy w twojej złości są zranione uczucia czy lęk przed utrata kontroli, lęk przed opuszczeniem. Jeśli chcesz kobietę zatrzymać przy sobie to "odwdzięczaj się" jej, kochając ją.
            • bardotka35 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 21:43
              Malvi
              Facet jest właśnie z "tych" tylko natężenie przemocy nam nie jest znane. Znane jest to że jego żona nie ma prawa do przyjaciół i swojego życia, mamy zazdrosnego o wszystko faceta, który traktuje żone jak przedmiot i tą przemoc pokazał tym że baby są głupie. Widać też że on jej nie słucha, jego przekonanie, chęć skrzywdzenia jest dominująca, wystarczy że formowicze mu potwierdzą jego przekonanie że napewno się puszcza, to dojdzie do przemocy, on szuka przyzwolenia, więc mu napisałam jak jedna taka żona policjanta takie przyzwolenie ledwo co przeżyła.
              • malwi.4 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 22:04
                Nie wiem, czy można to potraktować jako przyjaźń czy taki trochę flirt. Nie wiem, czy flirty są ok. Niektórzy twierdzą, ze świadomość atrakcyjności w oczach osób trzecich pozytywnie wpływa na związek.

                Ale nie fair jest wzbudzanie w zonie poczucia winy, ze skoro ja przez 20 lat innych nie widziałem, to ty zła kobieta jesteś, skoro innych widzisz.
                • bardotka35 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 22:27
                  Malvi
                  Mnie najpierw ten wpis skojarzył się z syndromem Ottela, ciekawe bo alkoholicy i katolicy mają takie same objawy. Czyli alkohol i głębokie przekonanie podświadome o swoim nic nie wartościowym życiu, powoduje niesamowitą kontrolność , dyktatorskie zachowanie do partnerki. A tu już wszystkie jej wpisy przejżał, korespondencje z przyjaciółmi z powodu awantur przerwała, non stop się zastanawia jak się odegrać za to czego nie było. Alkohol niszczy mózg i ten syndrom Ottela bardzo szybko się pojawia, jak widać katolicyzm też.
                  • mona.blue Re: zdrada czy co? 13.03.14, 23:06
                    Bardotka, pewne granice lojalności zostały przekroczone (podpisy Twój/Twoja, umawianie sie na dyskoteki, ukrywanie przed mężem). Co nie znaczy, że to od razu syndrom Otella, patologiczna zazdrość czy ciężka przemoc. Ja nie nazwałabym tego nawet przesadnym kontrolowaniem. Lojalność i wierność jest w związku bardzo ważna. Co innego pogadać po przyjacielsku z osoba przeciwnej płci, nawet spotkać się (ale nie w tajemnicy przed druga połową), mieć przyjaciół przeciwnej płci. Ale flirt już nie jest ok.
                • mona.blue Re: zdrada czy co? 13.03.14, 23:02
                  Moim zdaniem jako flirt i przekroczenie pewnych granic (podpisy Twój/Twoja, umawianie sie na dyskoteki, ukrywanie przed mężem). To nie było fair. Co nie znaczy, że była to naprawdę zdrada, i to taka prowadząca do rozwodu, moim zdaniem.
                  • bardotka35 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 23:07
                    Mona
                    A jak piszesz do przyjaciela/przyjaciólki to nie piszesz twoja mona? Przecież od początku o tej znajomości wiedział i jak na tą znajomość żona reaguje. Co ukrywała jak wiedział a jak zobaczyła pine na pysku to się wystraszyła i zerwała kontakty, a ten się teraz żołądkuje i szuka dziury w całym aby siać przemoc.
                    • mona.blue Re: zdrada czy co? 13.03.14, 23:14
                      Nie, nie pisze Twoja Mona do przyjaciół. Uważam, że do tego wyrażenia ma prawo tylko jedna, najbliższa osoba.
                      Piszesz, że wiedział o znajomości, ale nie wiedział o czym piszą i że pisemnie flirtują. To nie fair.
                      Co nie oznacza, że facet przesadza z tym brakiem zaufania, z myślami o rozwodzie.
                      • bardotka35 Re: zdrada czy co? 13.03.14, 23:28
                        Mona
                        Gdyby ukrywała tą znajomość to można by było się zdziwić, ale mailowała sobie z jakimś gościem, tak jak ludzie się obecnie porozumiewają. Facet to pieniacz i jeszcze nic się nie stało on zraniony, w czym? Bo z piwnicy wyjdzie czasem i pomacha przez okno komuś. Och oczy nie wyłupie to nie będzie innych dostrzegała, co on z klasztoru wyszedł że na żadą babe nie patrzył nie rozmawiał. To niech do klasztoru wróci i tam będzie miał ścianę. Bo raczej takie przekonanie chce narzucić żonie, dlatego to trąci Fritzem z austriii.


                        "Właśnie. Wiemy, że wstrząsnęła panią w ostatnim czasie sprawa Josepha
                        Fritzla, a przedtem jeszcze Nataschy Kampusch. Pomyślała pani sobie:
                        "To przecież tak jak w moich książkach!"?
                            -Potworne zbrodnie, które popełniono wobec Nataschy Kampusch czy
                        rodziny Fritzlów w Amstetten, nie dziwią mnie (i nie chciałabym
                        wiedzieć, ile podobnych przypadków jeszcze istnieje, o których nikt
                        się nigdy nie dowie). Stosunki panujące w kraju klerykofaszystowskim
                        (uważam, że klerykofaszyzm - to świętoszkowate połączenie katolicyzmu
                        i posłuszeństwa wobec władzy - jest w Austrii
                        ideologią państwową, pod tym względem Austria jest prawdopodobnie dość
                        podobnado Polski) wręcz prowokują do takich rzeczy.
                        ---Dlatego pisała pani tak dużo (na przykład w"Żądzy",
                        "Pożądaniu","Wykluczonych") o tego rodzaju zbrodniach?

                        --Tak, w przeciwieństwie do wielu innych, którzy twierdzą, że taka
                        potworność może zdarzyć się zawsze i wszędzie (i że już się zdarzyła),
                        widzę w tym coś modelowo austriackiego. Systemem panującym w Austrii
                        jest nadal klerykofaszyzm z okresu międzywojennego, co oznacza,że
                        Pater familias jest w rodzinie jakby panem życia i śmierci. Kobieta
                        musi zaś być podporządkowana mężczyźnie.To bardzo katolickie (ten
                        Kościół przecież nadal nie dopuszcza kobiet do kapłaństwa). Wątku
                        seksualnych nadużyć księży katolickich wobec dzieci nie muszę zaś
                        chyba w ogóle rozpoczynać. Krótko mówiąc,
                        w Austrii, która zawsze była krajem posłusznym władzy i jest nim
                        nadal, fetyszyzacja prawa ojca (szefa, przełożonego) i pogarda dla
                        kobiety przynajmniej dla mnie szczególnie rzucają się w oczy."

                        • mona.blue Re: zdrada czy co? 13.03.14, 23:51
                          Mimo wszystko nie chciałabym, żeby moja bliska osoba podpisywała się w listach do kogoś "Twój", umawiała na dyskoteki czy tańce beze mnie, dawała sie wciągąć w sytuacje, gdy ktos "na niego leci", bez dania jednoznacznie do zrozumienia, że nie jest zainteresowany.
                          Ta pani miała po prostu flirt "na boku", pewnie się tym dowartościowywała.
                          Swoja droga nie moge uwierzyć, że on przez 20 lat "nie spojrzał na inna kobietę".
                          • bardotka35 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 01:28
                            Mona
                            Bo on tego oczekuje od kobiety czyli żony, stawia niby sobie wyśrubowaną poprzeczkę, a tak naprawdę stawia ją żonie i do tego te głupie baby odrazu forumowiczów zniechęciły zauważyłaś. ?
                            To on ma problem a nie żona, bo nie da się nie rozmawiać, nawet nieobowiązująco poflirtywać żyją niestety obok nas ludzie. A tu wręcz taliban lub jak kiedyś że nieobyczajne było gdy kobieta patrzyła na mężczyzne. No nie da się tak żyć obecnie i tak tresować chyba że kleruś Fricoladnie nam odtwiera a zakompleksionym facetom w to graj i czy nie jesteś zmęczona już postawami na forum jakby wyrwanymi z przeszłości.?
                            • onann Re: zdrada czy co? 14.03.14, 08:30
                              Bardotka, nie zauważyłaś przypadkiem, że ziejesz jadem i nie rozumiesz sensu mojego postu. Opisując moją historię w skrócie i bez szczegółów (te bardziej pikantne z korespondencji mojej żony pominąłem, aby nie prowokowały odpowiedzi w stylu "puszcza się", czy "zostaw k. i idź na piwo" jak to sugerowano mi na innym forum), prosiłem was o radę jak sobie poradzić z tym że nie potrafię zapomnieć i nie potrafię poradzić sobie z faktem że codziennie nie daje mi to spokoju. Te porównania z Fritzlem i wyjeżdżanie z faszyzmem i katolicyzmem oraz szowinizmem i sugerowanie że jestem delikatnie mówiąc alkoholikiem i damskim bokserem? To coś w stylu zaplutych karłów reakcji! Kobieto, ja widzę że to ty potrzebujesz pomocy a nie ja. Nie czepiajcie się słówek. Jak piszę , że nigdy nie spojrzałem na inną kobietę to należy rozumieć że nigdy nie flirtowałem, nie podrywałem i nie dawałem powodów do niewierności. Przecież nie sądzicie chyba że jestem ślepy albo mam klapy na oczach. Pracuję z kobietami i jestem dla nich miły tak jak one dla mnie, ale nie stwarzam sytuacji dwuznacznych! Każde małzeństwo to rodzaj umowy. Dwie strony przez lata tą umowę modyfikują i rozumieją ją bez słów. Jak mi żona robi wymówki za każdym razem jak wrócę z imprezy firmowej, jak robi mi awantury gdy jeżdżę na szkolenia, lub wręcz złości się gdy za długo mówię o jakiejś koleżance, to ja to rozumiem, że jest zazdrosna i nie powinienem dawać jej powodów do zazdrości. Czyli powinienem zachowywać się zgodnie z naszą świętą umową (znowu będzie że katolik:)). Świętą dla naszego związku. Nie obchodzą mnie inne związki, a są przecież takie że mają umowę że mąż nawet potrafi szukać innych partnerów dla swojej żony. To ich sprawa, ich umowa. Nasza była inna. Świat mi się trochę zaczął zawalać z tego powodu, że zaufanie stopniało do zera. Że praktycznie najbliższa mi osoba zrobiła mi wielkie świństwo. Jak żyć z osobą której nie mogę ufać? Która podeptała wartości jakie sama starała mi się przez lata wpoić?
                              • bardotka35 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 17:30
                                Onan
                                A ja myślałam że związek opiera się na zaufaniu a nie umowach.
                                Co po raz kolejny pokazuje wyraźnie że traktujesz żone jak przedmiot, czyli ważne są umowy a nie żona, talibańskie wartości a nie zaufanie. To z jednej strony niedojrzałe bo robisz wszystko aby pominąć relacje i fetyszyzujesz, płoty budujesz przez które żona powinna przeskakiwać. To nie żona ma problem tylko ty bo obecny świat nie jest już talibanem , gdzie się wychodzi i żona w łańcuchu, jak się wraca w łańcuchu i napewno nic nie zrobi bo ciągle w łańcuchu, tylko jest dynamiczny i zmienny, a w takim świecie jest potrzebne zaufanie , otwartość na osobę a ty twierdze budujesz.
                                Masz objawy Islamskich fundamentalistów , którzy fanatyzują ale nie w krajach islamu, na zachodzie, każdy fanatyk terrorysta sfanatyzował na..zachodzie, bo tam jest wolność, umysł religijny nie daje rady z wolnością, on chce mieć świat odgórnie ułożony i robi się z każdym miesiącem coraz bardziej rygorystyczny w zasadach, aż do absurdu, oblężona twierdza i gdy mu córka zachodnie ciuchy założy i pójdzie na impreze , to jej mord rytualny robi, bo odeszła od zasad, chociaż nic szczególnego nie zrobiła. I żona musiała się skarżyć że ktoś jej radził aby taliba zostawiła.
                            • mona.blue Re: zdrada czy co? 14.03.14, 10:33
                              Troche dałam sie nabrac, bo sam napisał, że flirty nie były mu obce.

                              Ale jest róznica pomiędzy takim pozartowaniem sobie, pogadaniem z inna osobą, a umawianiem sie za plecami partnera i to na dyskoteke, bo nawet na kawe to co innego. I nie pisze tu juz o nim, tylko o tym, czego ja bym oczekiwała. Ja oczekiwałabym, że partner powie mi o tym, że bede wiedziała z kimsie przyjaźni i umawia.
                              • onann Re: zdrada czy co? 14.03.14, 12:11
                                Jakie flirty? Z mojej strony? Czy ja tu piszę o flirtach? Pracuję z kobietami, rozmawiam, ale nie flirtuję! Wyobraź sobie że są tacy durnie jak ja co nie flirtują, nie mają przyjaciółek tylko koleżanki z pracy. Poza pracą się z nimi nie spotykam, ale jak widzę na ulicy to pozdrawiam. Chyba to nie niszczy umowy małżeńskiej?
                                • mona.blue Re: zdrada czy co? 14.03.14, 12:18
                                  Jak podejrzewam to trollujesz, ale tu cytat z twojego poprzedniego posta:
                                  "Jak piszę , że nigdy nie spojrzałem na inną kobietę to należy rozumieć że nigdy nie flirtowałem, nie podrywałem i nie dawałem powodów do niewierności. "
                                • malwi.4 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 12:32
                                  Obojętność wobec żony też niszczy umowę. Nie mówię, ze jesteś obojętny. Ale kto wie.

                                  Mówienie "durna jak te baby" mówi o twoim stosunku do kobiet (i do żony też). Może dlatego durnych bab nie dostrzegasz.

                                  Nie twierdze, ze obojętność wobec żony usprawiedliwia flirt. Ale może nie tylko ona idealna nie jest. Pod wpływem emocji decyzji nie radze podejmować. Jak będzie chcieli miedzy wami układać to ułożycie i zapomnicie o sprawie. I tez mnie troszkę zastanawia, czy nie trolujesz. Ale problem jak to problem.

                                  Flirt do pewnej granicy nie jest według mnie szkodliwy. Ale nawet niewinny może zaszkodzić jak obojęność uczuciowa w związku jest.
                  • kk55aa Re: zdrada czy co? 15.03.14, 18:45
                    Mam dokładnie takie same zdanie jak Mona. Żona się zagalopowała, bo pisanie z tym facetem sprawiało jej przyjemność i tyle. Wg mnie nie było zdrady fizycznej.


                    • bardotka35 Re: zdrada czy co? 15.03.14, 19:01
                      Kk
                      Nie , nie masz racji, błędem żony jest że nie wstąpiła do klasztoru i co rano biczowanko, aby wybić sobie chęć rozmowy i dochować ślubów milczenia.
                      • onann Re: zdrada czy co? 15.03.14, 19:04
                        To dopiero babski bełkot!
    • anonim_ka Re: zdrada czy co? 14.03.14, 13:04
      Mnie to co robisz jako "własciciel" swojej zony , kojarzy sie z ...zagłaskiwaniem kota na smierć:(
      Ty jesteś ten DOSKONAŁY , a ona ma obowiązek brać z ciebie wzór.
      Współczuję ci postawy i poziomu świadomości.
      • onann Re: zdrada czy co? 14.03.14, 14:12
        Moje panie! Czyli jak żona szuka sobie faceta po dyskotekach, umawia się z nim, nadskakuje mu w mailach, oszukuje i kłamie męża w istotnych sprawach (nigdy wcześniej tego nie robiła), to jest to ok. BO: ja od razu jestem despotą, nie rozumiem jej potrzeb, jestem katolikiem, faszystą, właścicielem, jestem obojętny, a w ogóle to jestem jak Fritzl i trzeba by było mnie zutylizować! Poczytajcie sobie co wy piszecie! Obrażacie się o durne baby, a ja się pytam: Jak można dawać takie rady załamanemu facetowi? Który całe życie starał się być wierny i zaradny. Dbał o dom i dziecko? Nie wybielam siebie ale opisuję fakty. Dla mnie to jest zwykłe skur.... syństwo. Dla was oczywiście nie. Wy jesteście biedne kobiety, zawsze niewinne, a jak winne to i tak niewinne bo to przez faceta. Otworzyły mi się oczy i za to wam dziękuję:). Muszę więc żonę wziąć za twarz, ma robić to co ja chcę bo jak nie to awantura. Poza tym pełna inwigilacja. Nadmieniam, że w każdej chwili może się rozwieść jak jej się nie podoba.
        • malwi.4 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 15:07
          A czemu nie zapytasz żony, czemu to zrobiła?? czego jej zabrakło?? szczerość i otwartość choćby niewygodna - zbliża.

          Jak ją kochasz to z czasem wybaczysz, no chyba, ze was łączy jedynie ta umowa małżeńska, w której ty dbasz o dom, dziecko i ? żonę też??

          • malwi.4 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 15:21
            Wiesz, ja ci wspolczuje, ze nie potrafisz wybaczyć. Może spróbuj wyobrazić sobie życie bez niej i może wtedy okaże się, ze jest ci bliska, ze by ci jej brakowało. Jeśli nie jest ci bliska, przestala być już dawno to bądź z nią szczery. Przynajmniej ja bym takiej szczerości chciała.
        • anonim_ka Re: zdrada czy co? 14.03.14, 16:27
          > Moje panie!<<<
          Czyżby emanacja właściciela haremu ..dyktowała ci tekst ??
          Nie ze mną te numery Bruner:))
          Etap podporządkowania się wynaturzeniom skutecznie zamknęłam.


          ...Muszę więc żonę wziąć za twarz, ma robić t o co ja chcę bo jak nie to awantura.
          Poza tym pełna inwigilacja. .. nie zaskoczyłeś mnie __ działasz wedle schematu

          Podczytaj "Paradoks macho"Jackson Katz.. czyli dlaczego niektórzy mężczyźni nienawidza kobiet i co wszyscy mężczyźni moga z tym zrobić.
          Czy uważasz że wasze dziecko będzie dumne z tatusia ?? Szczerze wątpię
          Tu też schemat , niestety :))
        • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 15.03.14, 19:34
          onann napisał:

          > Który całe życie starał się być wierny i zara
          > dny.

          To w końcu "był" czy "starał" się? hi hi
    • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 22:58
      Wydaje mi się,ze warto uświadomić sobie,że nic ani nikt nie jest nam dany na wieczność - tak lżej. Twoja postawa roszczeniowa wobec zony jest dobijająca. Uzmysłów sobie,że uczuć się nie generuje/nie ma się wpływu - one są lub ich ( już? ) po prostu nie ma.
      • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 14.03.14, 22:59
        i trudno jest mieć pretensję do kogoś - że tych uczuć już nie ma.
        • onann Re: zdrada czy co? 15.03.14, 19:17
          Piszesz, a nie czytasz. To nie tak, cały czas zapewnia że mnie kocha, że to był błąd. Nie chce odejść. Kochać kogoś i kombinować za jego plecami z innym? Coś mi się tu nie zgadza. Kochać kogoś i tak go ranić? To według was normalne? Chcecie mi to cały czas wmówić że to normalne. Czyli mogę umawiać się na dyskoteki z panienkami, zaniedbywać dziecko i dom i to będzie w porządku w stosunku do mojej żony? Dopóki nie będzie bzykanka to wszystko reszta jest ok.? Podziwiam waszą otwartość. A jak w trakcie takiej dyskoteki trafi się bzykanko to też nic? No tak to przecież nie można mieć pretensji, chwila zapomnienia, chęć potwierdzenia swojej atrakcyjności. Jasne, muszę zmienić jednak swoje podejście do związku, na bardziej feministyczne!
    • onann Re: zdrada czy co? 16.03.14, 12:49
      Diagnoza nietrafna bo nie mam w zwyczaju kontrolować każdy krok żony. Jeździła gdzie chciała i na ile chciała. Nigdy nawet nie miałem zamiaru jej sprawdzac. Zacząłem wtedy gdy dom zaczął ją irytować i klasycznie: cały czas siedziała w internecie, telefon cały czas przy sobie. Niekończące się sms-owanie. Oczywiście tel. zabezpieczony na głucho, chociaż zawsze miałem do niego dostęp. Długo mielismy tylko jeden albo kożystaliśmy na zmianę ze swoich. Zabezpieczyła bo mówiła że koleżanki piszą takie osobiste rzeczy że ie powinienem ich czytać i w to też uwierzyłem. Jednak jej zachowanie było tak inne że postanowiłem zabawić się w szpiega i to można powiedzieć na własne życzenie żony. Nie wylogowała się na komputerze a tam było coś co bardzo nie pasowało mi do jej opowieści jak wróciła do domu. No i okazało się że jest pewien pan.... Bardotka, niestety reprezentujesz zwykłe durne babskie gadanie. D.. z ciebie a nie psycholog, sorry. Faszysto-boksero-talibo i -katoliko menem też nie jestem. Jakby nie patrzeć.
      • bardotka35 Re: zdrada czy co? 16.03.14, 15:56
        Onan
        Właściwie ankaskakanka ci dobrze odpisała, nie widzisz co robisz, po tylu latach żona jest tak obca jakby pisał nastolatek i pisał o co chodzi mojej dziewczynie, tylko że on by pytał a ty oskarżasz, osaczasz, regulujesz, ona do sklepu a ty jej umowę pokazujesz iż wyjścia do sklepu nie były wpisane w umowę zawierania związku.
      • malwi.4 Re: zdrada czy co? 16.03.14, 16:46
        Żona cię okłamywała, bo pewnie jej NIE WOLNO mieć kolegów, z którymi mogłaby iść na kawę (bo ty, idealny pan mąż, koleżanek przecież nie masz). Sam stworzyłeś owoc zakazany.
    • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 16.03.14, 13:01
      Ty chyba nie rozumiesz tego,że żona to nie Twoja własność to wolny człek który ma prawo robić co chce jak chce i z kim chce - Ty się możesz godzić na to lub nie. To ona ewentualnie będzie ponosić konsekwencje tego co robi i jak się zachowuje.
    • malwi.4 Re: zdrada czy co? 16.03.14, 18:45
      Widzisz autorze jak się tym durnym babom w głowach poprzewracało??!! Juz im nie wystarcza mąż co o dom dba, co dobrym ojcem jest. One wyobraź sobie, chcą, by je przytulić czasem, zapytać się "co u nich?" i... jeszcze w sypialni hmm.

      • onann Re: zdrada czy co? 17.03.14, 08:19
        Dlaczego, wy winę za całą opisaną przeze mnie sytuację kategorycznie chcecie na mnie zwalić. Czy jak samochód potrąci pieszego na pasach to jest wina pieszego? Wy piszecie że tak. Po co tam lazł. Wasze rady polegają na tym. Po co się żeniłeś. Po co obiecywałeś wierność. Nie chodzi mi o obiecywanie przed księdzem lub przed urzędnikiem. Chodzi mi o obiecywanie sobie nawzajem, przez całe życie! Według was na pewno jej nie przytulałem, nie rozmawiałem, w łóżku byłem do niczego. Właśnie chodzi o to że to nie tak. Wszystko było ok. Nawet moja żona obecnie mnie o tym zapewnia. Muszę na innym forum, gdzie dominują kobiety, jak tu, opisać tą sytuację, tylko zamienię role. Tzn. opiszę ją jako kobieta. Zamienię po prostu role. Kobieta to będzie tą przykładną matką i żoną, a facet będzie się umawiał na dyskoteki i to ona przeczyta jego maile. Ten pomysł przyszedł mi teraz do głowy, bo już nie mam do was siły. Będę wam odpowiadał tak jak tam mi odpowiedzą. Może być ciekawy efekt. Ciekawe czy napiszą jej że nie przytulała go, że nie pytała go co u niego, a w ogóle to pewnie była kiepska w łóżku. Że on jest wolny i może robić co chce a ona może to najwyżej zaakceptować albo nie:)
        • malwi.4 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 10:15
          Czytałam kiedyś taki wątek, gdzie to wzorowa żona i matka marudziła. I pamiętam posty w stylu: ty taka idealna, a on mimo to do tej zołzy wyżalić się poszedł??

          A w ogóle co ty się przejmujesz facetem, co to żonę w domu z trójką dzieci zostawia i zabawia się w dyskotekowego czarodzieja?? Nie sądzę, by twoja żona tę znajomość traktowała poważnie. Pewnie znajomość ta podbudowywała jej atrakcyjność jedynie. No może troszkę przeholowała, ale jeśli między wami faktycznie dobrze się układa (wiadomo jakieś problemy zawsze są) to ten dyskotekowy podrywacz bez znaczenia był. A może i w wasz związek jakąś pozytywną energię wniósł.
          • onann Re: zdrada czy co? 17.03.14, 10:58
            Jak mam się nie przejmować? Skończyło się bo byłem czujny, a jak bym nie wyszpiegował to by trwało. A jak może się skończyć taka wzajemna fascynacja? Pewnie, napiszecie, mogłeś poczekać, pozwolić na rozwój wypadków. Tylko jak bym mógł to bym poczekał, ale szlak mnie trafił i wykrzyczałem swoje po kolejnych wydumanych pretensjach w stosunku do mnie. Poza tym co to sąd? Dowody mi nie są potrzebne. Miałem zabawiać się w detektywa i chodzić za umawiającą się z facetami żoną? Podsłuchiwać pod drzwiami. Po co mi to? Jak się dowiedziałem to chciałem się rozstać, po co mi miałyby być inne dowody? Zwisało mi z czyjej winy będzie rozwód!
            • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 11:05
              onann napisał:

              > Jak mam się nie przejmować? Skończyło się bo byłem czujny,

              ha ha ha !!!!


              a jak bym nie wyszpi
              > egował to by trwało.

              a może trwa jeszcze tylko Ty o tym nic nie wiesz?

              >A jak może się skończyć taka wzajemna fascynacja? Pewnie,
              > napiszecie, mogłeś poczekać, pozwolić na rozwój wypadków. Tylko jak bym mógł to
              > bym poczekał, ale szlak mnie trafił i wykrzyczałem swoje po kolejnych wydumany
              > ch pretensjach w stosunku do mnie.

              No dla Ciebie te pretensje mogły być "wydumane" a dla niej jak najbardziej "realne"


              Poza tym co to sąd? Dowody mi nie są potrzeb
              > ne. Miałem zabawiać się w detektywa i chodzić za umawiającą się z facetami żoną
              > ? Podsłuchiwać pod drzwiami. Po co mi to? Jak się dowiedziałem to chciałem się
              > rozstać, po co mi miałyby być inne dowody? Zwisało mi z czyjej winy będzie rozw
              > ód!

              Polecam na początek melisę :)))
            • malwi.4 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 11:38
              Wydumane pretensje?? Tak to u was jest z rozumieniem potrzeb kobiet!!

              Fascynacja nie musi seksem się skończyć. Lojalność wobec ufającej osoby granice w głowie stawia.

              Fascynacja innym facetem nie musi prowadzić do burzenia wspólnego świata stworzonego przez lata z tym, którego się wybrało na towarzysza życia. Jak dla mnie to naturalne, ze na swej drodze życia spotykamy co jakiś czas osoby, które nas zafascynują swoją postawą wobec życia, a potem wywołują wewnętrzne ciepło na wspomnienie.
        • bardotka35 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 15:35
          Onan
          Rany jaki zaburzony.
          Pieszym tutaj to jest twoja żona a TY kierowcą i to jeszcze pijanym, który potrącił i wrzucił wsteczny by jeszcze rozjechać, a tłumaczysz że cofnąłeś by sprawdzić czy żyje. Czyli bandyta drogowy sobie racjonalizuje, wyskoczyła na maskę, to co że piłem ona wyskoczyła, chciałem ratować i cofnąłem, musiała widzieć że cofam bo się jeszcze podtoczyła pod koło, samobójczyni wysoki sądzie.
          A sąd widzi że sprawca z nożem w ręku tłumaczy że nie jego ręka. Po co komuś narzucasz wartości to nie relacja ale dominacja.
          • malwi.4 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 15:46
            Po co komuś na rzucasz wartości to nie relacja ale dominacja.

            No i to się wyłania właśnie. Autor ma pretensje o niedotrzymanie umowy małżeńskiej, którą sam stworzył dla nich obojga bez konsultacji z żoną. On nie miał potrzeby posiadania przyjaciółek to i żona też nie powinna mieć przyjaciół. A jak jakieś pretensje co do umowy miała, to racji nie miała, bo durna baba, bo pretensje wydumane.

            Ty się zmień autorze, jeśli chcesz żonę zatrzymać. To, że ktoś zechciał z tobą kiedyś być, nie znaczy, ze stał się twoją rzeczą/własnością na zawsze bez względu na traktowanie!!!
            • bardotka35 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 15:59
              Malvi
              Dokładnie, i jeszcze chisteryzuje jak dziecko bo żona nie jest na każde widzimisie to będe tupał, masz mi przynieść banana bo będe się darł. To ja ofiara jestem bo nie chce mi przynieś banana, czyli nie realizuje jego wyśnionych wymagań, tylko wąs dokleić i mamy Fiurerka.
              • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 17:47
                dajcie już spokój - pewnie chłop pomyśli, a jeżeli jest w porządku,a żona mądra to doceni co ma.
                • malwi.4 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 20:21
                  Ale autor chyba sobie w ogóle do głowy naszego pisania nie bierze. W jego odczuciu on przez 20 lat ideałem był. Jego problem to kompleks na tle tego faceta, o którym żona już dawno zapomniała a on już kolejną czaruje.
                  • malwi.4 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 21:21
                    I dodam, ze nie twierdzę, ze był złym mężem i ojcem, ale myślę, ze jakiś kryzys to "naruszenie umowy" poprzedził. Ale skoro coś żonie nie pasowało mogła z autorem porozmawiać. I pewnie próbowała, ale on to traktował jako "wydumane pretensje".
                    • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 08:51
                      Czyli jak jest kryzys to trzeba sobie przyjaciela na dyskotece poszukać! Teraz też jest kryzys. Rozmawiam z żoną, ale ona raczej mnie lekceważy. Czyli lekarstwem na ten kryzys dla mnie sugerujesz, abym sobie przyjaciółki na dyskotece poszukał i odreagował. Może masz rację, nie pomyślałem o tym. Dzięki za radę!
                  • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 08:46
                    Przez 20 lat nikt nie może być idealny, ale są pewne zachowania w małżeństwie, które są niedopuszczalne. Przekreślają wszystko. Podam tylko te które mi się nasuwają, kolejność nie ma znaczenia.
                    1. Przemoc fizyczna
                    2. Zdrada
                    3. Egoizm tzn skąpstwo, obojętność, oszustwo (nie chodzi tu o drobne kłamstewka!)
                    jak mi się coś jeszcze przypomni to dopisze.
                  • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 08:58
                    Kompleks na tle tego faceta, tu masz rację. Tak mam ten kompleks. Oczywiście. Cały czas zastanawiam się co w nim widziała (mówi że nic, że nie wie, że po prostu był miły i kulturalny). Tzn nie co w nim widziała bo po prostu podobał jej się. Chodzi mi o to że tak łatwo dała mu się wyrwać. Na pewno wielu jej się podoba, ale to nie znaczy od razu że będziemy się miziać!
                    • malwi.4 Re: zdrada czy co? 18.03.14, 13:06
                      co w nim widziała

                      Nie wiem, ale pewnie miał facet wprawę w takich podrywach - to nie pierwsza jego dyskoteka z pewnością. I z tego co piszesz żona nie poszła na dyskotekę, by kogoś poderwać, ale to on poderwał ją.

                      Na pewnie wciągu 20 lat waszego życia nie jeden facet żonie się spodobał. I co to znaczy, skoro jest z tobą?? Nic.

                      Ta sytuacja może wpłynęła na twoje poczucie wartości. Zajmij myśli czymś innym, oderwij się od tego. Żona nie chce rozmawiać, bo może w kółko o to samo pytasz. Dla niej to był głupi błąd, żałuje i chce temat zakończyć.

                      Przestańcie być o siebie tak bardzo zazdrośni.
                      • malwi.4 Re: zdrada czy co? 18.03.14, 13:18
                        Wiesz, my tę sytuacje widzimy w dużej mierze przez pryzmat naszych doświadczeń, no i trochę ci się przez to obrywa.
                        • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 14:41
                          Nigdy tu nie posałem i rzeczywiście potraktowałem to zbyt poważnie. Sorry, trochę przymknę oko ;)
                • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 08:38
                  Przecież wy z góry założyłyście ,że to ja jestem nie w porządku.
              • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 08:36
                Bełkot!
            • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 08:35
              Nie stwarzałem żadnej umowy! Przez lata sama się stworzyła pod redakcją mojej żony. To ona nie pozwalała mi mieć przyjaciółki, nawet nie mogło być o tym mowy. To ja po każdym samodzielnym wyjściu nawet po względnej akceptacji żony, miałem awantury i ciche dni!. Mi nie chodzi o to jak ją zatrzymać, bo ona chce ze mną być. Mi chodzi o to, że złamała swoją umowę, nikogo nie ograniczam ani nie trzymam pod kluczem. Cały czas widzicie tylko jedną stronę.
    • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 11:00
      Toć przecież okazałam Ci współczucie -> Wydaje mi się,ze warto uświadomić sobie,że nic ani nikt nie jest nam dany na wieczność - tak lżej.
      Natomiast grzebanie w czyjejś korespondencji / bo coś Ci się tylko wydawało / jest po prostu przykre i żałosne.I ciągłe jej dręczenie tym co już BYŁO tez nie jest dobrym pomysłem tym bardziej,ze dalej jesteście razem.
      I jeszcze taka mała dygresja -> Jak pisałeś o sobie,że kochasz,dbasz,starasz się itp. wiedz o tym że niekoniecznie musisz dostać to samo od drugiego człeka.Też mi się kiedyś wydawało,że wystarczy kochać być w porządku,niestety życie to weryfikuje.
    • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 17.03.14, 22:21
      Temat Otella znam z autopsji - przeglądanie tel.gg foch gdy kolega ze szkoły cześć powiedział lub z sąsiadem na fajkę na korytarz wyszłam itp. kiedyś traktowałam to jako "dowód" miłości / bez chichów proszę / z czasem doszły kontrole tel. bo pracował po za granicami kraju i podejrzenia co robię np. o 16 godz. jak nie odbierałam tel doszło do sytuacji,że słyszał sms które nie przychodziły :D przemoc w ogólnym tego słowa znaczeniu - miał nawet pretensje,ze ja o niego nie jestem zazdrosna - gdy latał za jakąś to mi tylko przykro było - ech miłość :D moje próby zostawienia go kończyły się tym,że przez picie nawalał do pracy - kilka razy było tak źle,ze pod kroplówkami na odtruciu leżał.Porażka - taki szantaż emocjonalny - jak mnie zostawisz to się zapiję.Tyle,ze u niego to nawet nie chęć posiadania na własność kobiety ale paniczny lek,strach przed samotnością. Cóż, samo życie :D Mam nadzieję,że ten przyszły a jeszcze nie doszły nie będzie taki ujebl iwy o ile się znajdzie taki odważny :D
      • onann Re: zdrada czy co? 18.03.14, 09:12
        Tylko raz ją sprawdziłem. To już kompleks Otella? Uwielbiacie szufladkować i używać psychologicznej terminologii. Zaraz napiszecie, że na pewno ojciec mnie bił, albo byłem molestowany w dzieciństwie przez księdza proboszcza.
        • polymeria1 Re: zdrada czy co? 22.04.14, 12:07
          Hej. mama podobna sytuacje. Możemy porozmawiac na pv.
          • onann Re: zdrada czy co? 23.04.14, 12:30
            Możemy porozmawiać. Tylko jak? Podaj maila
            • polymeria1 Re: zdrada czy co? 24.04.14, 08:49
              polymeria1@gazeta.pl
    • ankaskakanka14 Re: zdrada czy co? 18.03.14, 11:24
      Nad-interpretujesz :))) odniosłam się do linku,który podała bardotka.Zresztą nad forum wisi - " Forum nie zastępuje lekarza. Nie traktuj rad jak diagnozy"
      Prosiłeś o radę - dostałeś ją - a że nie zgadzała się z Twoimi oczekiwaniami? hmm cóż trudno - pomyśl o tym co Ci pisałam,ze nic ani nikt nie jest nam dany na wieczność :))) tak będzie Ci lżej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka