Gość: bpd?
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.09.04, 15:56
Dobrze ze takie forum znalazlem. Boze, coraz bardziej mi sie wali w glowie i
coraz mniej moge to jakos sensownie przekazac a wizyty u jakis tam
specjalistow to juz parodia. Mam zacisniete szczeki, nie chce mi sie z nikim
gadac o "bzdetach" jak to nazywam, kompletnie uciekla mi elastycznosc, jestem
przyziemny, przybity a przez to niegrzeczny. Normalnie nie moge czasem
wytrzymac i dziwnie reaguje gdy ktos zaczyna do mnie mowic w sposob ktorego
nijak nie moge rozkodowac. Tzn. Przekaz tej osoby jest jakby bezsensu, tylko
po to aby cos tam palnac. Wiec dopytuje sie: ale o co chodzi? No i co? o czym
ty mowisz? itd. Kompletnie ale wprost fanatycznie zaczely mnie irytowac
spotkania towarzyskie czy inne okazje do gadki szmatki. Wlacza mi sie takie
pytanie w mozgu: I co z tego wynika? Do czego to prowadzi? Ciezko mi z tym,
dobrze sie czuje w akcji, w osiaganiu celu, w jakims zadaniu. Ostatnio
chodzilem na biz.angielski i po prostu glowa mnie bolala od tych
sekwencji "what do you think about...?" gdy kazda z 15 osob zaczyna
marudzic "I think that..." to jest idiotyczne! Rownie dobrze mozna by sobie
dmuchac, grzebac w uchu itp. Natomiast gdy przychodzi jakies zadanie, task,
zaraz mi sie wlacza zmysl przywodczy, z reguly to ja najwiecej ustalam,
referuje, podkrecam i motywuje. W pracy to samo. W prezentacjach, sprzedazy,
zalatwianiu, interesach gdzie jest cel, po prostu CEL jestem dobry, dobrze
sie czuje. Wszystko inne bez wyraznej struktury jest koszmarem i staje sie
nawet agresywny i bardzo niemily. Tak wlasnie zacisniete szczeny, sam z
siebie zrobilem jakiegos robota z blachy, nie masz konkretnego interesu do
nie podchodz, moje wnetrze jest nie do zdobycia i nie licz na chec
wysluchiwania swojego marudzenia - moj komunikat do swiata. Spotykam czasem
ludzi, ktorych dawno nie widzialem i z ktorymi zazwyczaj gada sie jakos
sztucznie i bardzo czesto zachowuje sie tak wlasnie (patrz wyzej) i
bezceremonialnie potrafie rzucic "bo chyba nie ma oczym" na jakies proby
zagajenia "bzdetami" wlasnie. No bo tak naprawde nie ma o czym. Lapie sie
czasem na tym ze wlaczam wieczorem telewizor i kompletnie nie kumam co sie
dzieje. Tzn. gapie sie z intencja ogladania ale zupelnie o czym innym mysle i
znowu jestem wsciekly na TV ze nadaje "bzdury". Od kilku lat sam to czuje i
to postepuje wlasnie ze "czuje sie jak robot" jakby znikala mi wyzsza
uczuciowosc, wartosci, empatia a zostalo tylko: co mam zrobic, jak, co
zalatwic, z kim, kiedy, gdzie, po co i zasadnicze pytanie PO CO. Kazdy
kontakt musi byc po cos. Naprawde ciezki mi to wyrazic ale te rozne bzdurki i
gadanie o niczym napawa mnie wstretem. Ktos na mnie wpada cos belkocze,
slucham w skupieniu i znowu "jeszcze raz, co???" "co chcesz mi przekazac?" bo
nie moge tego nijak wywnioskowac. A sposob i forma jest mniej wiecej taka
jakbym zaczal nagle z podnieceniem komus nawijac o sznurowkach w swoim bucie.
Nie wiem co jest, kiedys bylem gadula, ekstrawertykiem, wywalanym z klas za
bezustanne gadanie i smiechy, towarzyski bylem bardzo. Teraz to nawet nie
introwertyzm ale takie chore zaparcie i cos z glowa chyba jednak. Aha, bylem
raz u psychologa co tam pogadalem, co mnie wkurza, jak reaguje itp. dano mi
jakis test, odmowilem zrobienia bo pytania byly kosmiczne (tzn. o rzeczach o
ktorych nigdy nie mysle i te odpowiedzi bylyby wymuszone przemysleniem i
znieksztalcone), werdykt wszystko ok. Rok temu przy okazji czegos tam badalo
mnie dwoch bieglych sadowych psychiatrow. Tez ze normalny choc byla to
parodia bo mialem nieodparte wrazenie, ze moglbym dowolnie modulujac swoja
rozmowe i jezyk, wymusic inna diagnoze i ze to raczej ja przepytywalem ich
niz oni mnie. Rozmowa wyszla taka w miare normalne chcoc miejscami ostro
podkreslalem, ze co tam mi sie podoba, cos bardzo wkurza itd.
No a wniosek mam taki ze czuje coraz wiekszy strach i pustke i nawet jakas
forme leku spolecznego, ze jak tak pojdzie dalej to juz calkiem zamienie sie
w nieludzkiego cyborga.