Dodaj do ulubionych

BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:(

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 15:56
Dobrze ze takie forum znalazlem. Boze, coraz bardziej mi sie wali w glowie i
coraz mniej moge to jakos sensownie przekazac a wizyty u jakis tam
specjalistow to juz parodia. Mam zacisniete szczeki, nie chce mi sie z nikim
gadac o "bzdetach" jak to nazywam, kompletnie uciekla mi elastycznosc, jestem
przyziemny, przybity a przez to niegrzeczny. Normalnie nie moge czasem
wytrzymac i dziwnie reaguje gdy ktos zaczyna do mnie mowic w sposob ktorego
nijak nie moge rozkodowac. Tzn. Przekaz tej osoby jest jakby bezsensu, tylko
po to aby cos tam palnac. Wiec dopytuje sie: ale o co chodzi? No i co? o czym
ty mowisz? itd. Kompletnie ale wprost fanatycznie zaczely mnie irytowac
spotkania towarzyskie czy inne okazje do gadki szmatki. Wlacza mi sie takie
pytanie w mozgu: I co z tego wynika? Do czego to prowadzi? Ciezko mi z tym,
dobrze sie czuje w akcji, w osiaganiu celu, w jakims zadaniu. Ostatnio
chodzilem na biz.angielski i po prostu glowa mnie bolala od tych
sekwencji "what do you think about...?" gdy kazda z 15 osob zaczyna
marudzic "I think that..." to jest idiotyczne! Rownie dobrze mozna by sobie
dmuchac, grzebac w uchu itp. Natomiast gdy przychodzi jakies zadanie, task,
zaraz mi sie wlacza zmysl przywodczy, z reguly to ja najwiecej ustalam,
referuje, podkrecam i motywuje. W pracy to samo. W prezentacjach, sprzedazy,
zalatwianiu, interesach gdzie jest cel, po prostu CEL jestem dobry, dobrze
sie czuje. Wszystko inne bez wyraznej struktury jest koszmarem i staje sie
nawet agresywny i bardzo niemily. Tak wlasnie zacisniete szczeny, sam z
siebie zrobilem jakiegos robota z blachy, nie masz konkretnego interesu do
nie podchodz, moje wnetrze jest nie do zdobycia i nie licz na chec
wysluchiwania swojego marudzenia - moj komunikat do swiata. Spotykam czasem
ludzi, ktorych dawno nie widzialem i z ktorymi zazwyczaj gada sie jakos
sztucznie i bardzo czesto zachowuje sie tak wlasnie (patrz wyzej) i
bezceremonialnie potrafie rzucic "bo chyba nie ma oczym" na jakies proby
zagajenia "bzdetami" wlasnie. No bo tak naprawde nie ma o czym. Lapie sie
czasem na tym ze wlaczam wieczorem telewizor i kompletnie nie kumam co sie
dzieje. Tzn. gapie sie z intencja ogladania ale zupelnie o czym innym mysle i
znowu jestem wsciekly na TV ze nadaje "bzdury". Od kilku lat sam to czuje i
to postepuje wlasnie ze "czuje sie jak robot" jakby znikala mi wyzsza
uczuciowosc, wartosci, empatia a zostalo tylko: co mam zrobic, jak, co
zalatwic, z kim, kiedy, gdzie, po co i zasadnicze pytanie PO CO. Kazdy
kontakt musi byc po cos. Naprawde ciezki mi to wyrazic ale te rozne bzdurki i
gadanie o niczym napawa mnie wstretem. Ktos na mnie wpada cos belkocze,
slucham w skupieniu i znowu "jeszcze raz, co???" "co chcesz mi przekazac?" bo
nie moge tego nijak wywnioskowac. A sposob i forma jest mniej wiecej taka
jakbym zaczal nagle z podnieceniem komus nawijac o sznurowkach w swoim bucie.
Nie wiem co jest, kiedys bylem gadula, ekstrawertykiem, wywalanym z klas za
bezustanne gadanie i smiechy, towarzyski bylem bardzo. Teraz to nawet nie
introwertyzm ale takie chore zaparcie i cos z glowa chyba jednak. Aha, bylem
raz u psychologa co tam pogadalem, co mnie wkurza, jak reaguje itp. dano mi
jakis test, odmowilem zrobienia bo pytania byly kosmiczne (tzn. o rzeczach o
ktorych nigdy nie mysle i te odpowiedzi bylyby wymuszone przemysleniem i
znieksztalcone), werdykt wszystko ok. Rok temu przy okazji czegos tam badalo
mnie dwoch bieglych sadowych psychiatrow. Tez ze normalny choc byla to
parodia bo mialem nieodparte wrazenie, ze moglbym dowolnie modulujac swoja
rozmowe i jezyk, wymusic inna diagnoze i ze to raczej ja przepytywalem ich
niz oni mnie. Rozmowa wyszla taka w miare normalne chcoc miejscami ostro
podkreslalem, ze co tam mi sie podoba, cos bardzo wkurza itd.
No a wniosek mam taki ze czuje coraz wiekszy strach i pustke i nawet jakas
forme leku spolecznego, ze jak tak pojdzie dalej to juz calkiem zamienie sie
w nieludzkiego cyborga.
Obserwuj wątek
    • ziemiomorze Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 01.09.04, 16:25
      Czy Ty czegos nie wrzucasz? Bo to brzmi tak, jakbys podkrecal sie amfa czy cos
      w tym stylu. Jesli tak, to sie nie dziw. Jesli nie:

      Kiedy to sie zaczelo sie zmieniac? (Piszesz 'coraz bardziej mi sie wali w
      glowie' - czyli kiedys bylo inaczej, tak? Co spowodowalo zmiany - co sie stalo
      czy tez - co sie nie stalo?)

      Jak wygladalo zycie emocjonalne u Ciebie w domu rodzinnym? Jak wyglada teraz
      Twoje? Zwiazek miedzy jednym i drugim?

      (Nie chodzi mi o to, zebys tu publicznie odpowiedzial na te osobiste pytania;
      ale moze rozwaz, czy nie warto, abys sie nad nimi zastanowil - sam dla siebie).

      Troche wyglada na to, ze masz duze zapotrzebowanie na intensywne bodzce; moze
      zamiast karmic te potrzebe w pracy, zajmij sie jakims ekstremalnym sportem?

      Czujesz niepokoj, ze cos jest nie tak - to juz duzo; probowales prosic o pomoc
      specjalistow (tak chyba wynika z tego, co piszesz) - to bardzo madre (jesli
      jestes z Wawy, moge Ci podac namiar na takiego, za ktorego recze).

      Trzymaj sie,
      zet
      • Gość: bpd? Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 16:53
        nie nie wciagam. A zaczelo sie....? nie wiem, w miare lat (juz 30) rosnie mi
        takie cisnienie zeby sortowac niewazne od waznego i albo w cos wchodze albo do
        widzenia. Przez takie podejscie brakuje mi elastycznosci i wszystkie te
        aktywnosci i ludzie ktorych okreslam jako "nie wchodze" czyli nie interesuja,
        nie chce, mam po prostu gdzies i olewam a to co wazne i co chce robie z dzikim
        fanatyzmem. Ale to jest chore. Aha, totalna podejrzliwosc, brak zaufania i
        niechec do intymnosci ktora odbieram jako totalne zagrozenie. W tytule dalem
        BPD bo jest take schorzenie, z tego co wyczytalem bardzo podobne w diagnozie do
        tego co czuje. BPD - borderline personality disorder. i nie jestem ze stolycy
        • zwierciadelko Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 01.09.04, 17:04
          Może się boisz(podswiadomnie), że ktoś kto nie mówi konkretnie o co mu chodzi i
          wypowiedzi ubiera w nic nie znaczące słowa może coś od Ciebie oczekiwac, a Ty
          lubisz wiedziec od razu na czym stoisz. Moze jakby rozmowa się zaczęła od
          zdania " teraz pożartujemy, to będzie tylko gra słów, to nic nie będzie
          znaczyło" potrafiłbys sie wyluzowac.
          Może z nami pogadasz o dupie Marynie hły hły
          Też nie pojdzie gadka?
          • yoosh Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 01.09.04, 17:11
            Dokładnie, świetnie,że na to forum trafiłeś;-)
        • ziemiomorze Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 01.09.04, 17:08
          Gość portalu: bpd? napisał(a):

          > nie nie wciagam.

          A, to nie jest najgorzej.

          > A zaczelo sie....? nie wiem, w miare lat (juz 30) rosnie mi
          > takie cisnienie zeby sortowac niewazne od waznego i albo w cos wchodze albo
          do
          > widzenia.

          Ciekawe, skad ono. Skad?
          I - skad takie wlasnie rozroznienie 'waznego' i 'nie'?
          Bo rozumiesz - sa ludzie, dla ktorych bardziej istotna od jakiegos tam zadania
          w pracy jest kolacja z przyjaciolmi, przyjaciele w ogole czy cos w tym stylu.
          A Ty, jak wynika z tego, co piszesz, jestes nastawiony zadaniowo i raczej na
          prace tylko.
          Pachnie mi to uzaleznieniem pracocholicznym. Masz jakies zycie poza robota?
          Przed czym uciekasz w prace? (Mam wrazenie, ze goni Cie jakas pustka albo/i
          cierpienie).

          > Przez takie podejscie brakuje mi elastycznosci i wszystkie te
          > aktywnosci i ludzie ktorych okreslam jako "nie wchodze" czyli nie interesuja,
          > nie chce, mam po prostu gdzies i olewam a to co wazne i co chce robie z
          dzikim
          > fanatyzmem. Ale to jest chore. Aha, totalna podejrzliwosc, brak zaufania i
          > niechec do intymnosci ktora odbieram jako totalne zagrozenie.

          To wszystko, o czym piszesz, jest podszyte strachem.
          Skad on?

          Pisales, ze kiedys byles krancowo inny. Kiedy przestales zachowywac sie
          ekstrawertycznie?

          > W tytule dalem
          > BPD bo jest take schorzenie, z tego co wyczytalem bardzo podobne w diagnozie
          > do
          > tego co czuje. BPD - borderline personality disorder.

          Aha - wiesz, kiedys duzo o tym czytalam, bo musialam. Tyle, ze opisy BPD maja
          to do siebie, ze im bardziej czytalam, tym bardziej dochodzilam do wniosku, ze
          to mam, ma to cala moja rodzina i wszyscy przyjaciele...
          To jest taki worek, do ktorego mozna wiele wrzucic; lepiej, aby zdiagnozowal
          Cie przyzwoity terapeuta. Raczej wlasnie terapeuta niz specjalista od testow.

          > i nie jestem ze stolycy

          A to szkoda, ale moze ludzie z forum znaja kogos z Twojej okolicy, kto bylby
          specjalista i do tego nie idiota.

          Trzymaj sie
          z
    • fnoll Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 01.09.04, 17:36
      to co napisałeś na końcu, o strachu, możliwe, że jest kluczem do zagadki

      gdy człowiek czuje się zagrożony ma wtedy większą potrzebę kontrolowania
      otoczenia, dlatego właśnie paranoicy tacy jak hitler czy stalin są świetnym
      materiałem na dyktatorów - człowiek mający względne poczucie bezpieczeństwa,
      jakiś zdrowy poziom zaufania do bliźnich, czy też gotowość do zaufania i
      otwartości, łatwiej akceptuje nieprzewidywalność działań innych, brak wpływu na
      ich myśli itd.

      pytanie - dlaczego ty się czujesz zagrożony? przyczyna może tkwić w twoim
      trybie życia (nieustannie natykasz się na informacje, że w jakiś sposób
      odstajesz, albo perespektywa zwolnienia z pracy wisi ci od lat nad głową, albo
      mantrujesz w głowie przesadnie "muszę być lepszy")

      tak czy siak taka reakcja faktycznie mieści się w granicach zdrowia, przy
      zachowanym autokrytycyźmie :)

      zajmij się tym co cię straszy

      powodzenia :)
      • Gość: bpd? Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 17:47
        dzieki za reakcje, az sie nie spodziewalem. Strach, tak jest. Ktos mnie
        strasznie zranil i chyba dlatego nie moge sie otrzasnac do dzisiaj. Najlepsze
        ze zrobila to kobieta i to w taki sposob....nic mnie nie dotknelo jak wlasnie
        to. Jest jeszcze taka kwestia, ze tak w gruncie rzeczy to bedac mlodszym i
        ekstrawertycznym czlowiekiem interesowalo mnie wszystko. Doslownie wszystko,
        kazdy, kazda informacja. Tony informacji w glowie, skojarzen i polaczen tez
        okazuja sie przetlaczajace a wiec niejako na przekor (nie wiem co to za
        mechanizm) odbilo mi w droga strone czyli interesuje mnie to co ma konkretny i
        bezposredni wplywa na moje zycie i ew. zyski a reszta: out. Ten mechanizm tylko
        znam nie od dzisiaj bo albo 0 albo 100% i nie ma nic po srodku. Bo to co po
        srodku jest tak rozmyte w mojej ocenie ze przyczynia sie tylko do wzrostu
        poczucia niepewnosci czy zagrozenia.
        • fnoll Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 01.09.04, 18:07
          jasne, jeśli nosisz w sobie duże poczucie zagrożenia wszystko co niepewne,
          niedookreślone budzi w tobie napięcie, nawet nieokreślona, mętna towarzyska
          gadka, która obiektywnie patrząc nie jest przecież ŻADNYM zagrożeniem, na ogół

          jednak umysł postawiony w stan ciągłej gotowości, spodziewający się ataku w
          każdej chwili, działa jak śledczy - przyciska do muru kolejnych podejrzanych i
          jesli nie mają cennych informacji, to przecież marnują jego czas, a czas się
          liczy, prawda? więc trzeba ich szybko namierzyć (tych bezproduktywnych
          podejrzanych) i odsunąć ze swej drogi, a przycisnąć tych, którzy coś wiedzą,
          coś, co może mieć wartość

          z pewnością takie działanie a'la śledczy pięknie prezentowało by się na filmie
          kryminalnym (widziałeś "brudnego harrego?"), ale w życiu...

          więc ktoś ci włożył nóż mniędzy żebra... ktoś, po kim się tego nie
          spodziewałeś, wobec kogo byłeś odsłonięty... i pewnie zasłoniłeś się szybko i
          szczelnie po fakcie, a nóż między żebrami ciągle siedzi

          widzisz, jeśli się nie odsłonisz, to umrzesz z tym nożem między żebrami, choć
          się boisz, że to będzie boleć, to aby wyjąć ten nóż - musisz się odsłonić

          tylko najpierw poszukaj lekarza, który potrafi go wyjąć

          tradycyjnie dobrym lekarzem byłaby inna kobieta, ale współcześnie w takich
          sytuacjach ludzie mogą liczyć na terapeutę

          cóż, gdybyś zrobił coś, żeby dać się pokochać... może by pojawiłaby się
          kobieta, której mógłbyś wyznać, że poprzednio wbito ci nóż między żebra, i że
          on ciągle tam siedzi, i coś byście na to wspólnie poradzili

          ale - kiedy ona się pojawi?

          co by nie rzec, terapeutę łatwiej znaleźć

          znowuż stanąć samemu na nogach - większa satysfakcja

          wybieraj, a nie stój, bo się wykrwawisz

          pozdrawiam! :)
        • Gość: Mr X Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 00:46
          Nikt nie potrafi tak zranic jak kobieta z ktorą jesteś i o ktorej myslisz ze
          Cie kocha. Dostałeś mocno i coś sie w Tobie "zasklepiło". Zniszczy Cie to jak
          czegoś z tym nie zrobisz. Rozmowa o niczym kojarzy Ci sie z bliskością, więc
          automatycznie reagujesz na to jak na zagrożenie. Jesteś teraz pewnie sam i
          boisz się ponownie zaufać kobiecie, ale jak tego nie przełamiesz to nic się nie
          zmieni. Powodzenia
          • Gość: biedronka14 Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.09.04, 05:38
            Jestem pod wrarzeniem. Po co nam psychologowie :)
            • Gość: bpd? Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 11:22
              Jestem pod wrazeniem zwlaszcza 3 ostatnich postow a zwlaszcza FNOLL. Jezu jaka
              doza zrozumienia i empatii, naprawde az ciezko uwierzyc. Rzeczywiscie noc mi
              siedzi miedzy zebrami. Rzeczywiscie gadanie o niczym kojarzy mi sie z
              bliskoscia (tylko ze bliskosc nie jest gadaniem o niczym a najcenniejsza rzecza
              pod sloncem) dlatego sie boje. Swoja droga znacie te teorie ze bliskosc jest
              stosunkiem miedzy ludzmi pozbawionym gier? Stosunkiem w ktorym oboje rezygnuje
              z gier (ksiazka W CO GRAJA LUDZIE?) i pozwala sobie na nieskrepowane ujawnianie
              wewnterznego dziecka i spontanicznosci? DZIEKI!!
              • fnoll Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 03.09.04, 11:27
                oby dziecko w tobie miało jeszcze niejedną okazję pobrykać :)
    • xy2 Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 03.09.04, 13:58
      Przeczytałam wątek i poczułam się tak, jakbym stanęła przed lustrem. Pewnie nie
      ubralabym tego tak ładnie w słowa, ale sens ten sam. Podobnie, jak Ciebie
      irytują mnie spotkania towarzyskie i gadanie o "bzdetach", z którego nic nie
      wynika. Podobnie jak Ciebie, pociągają mnie wyzwania.
      "Natomiast gdy przychodzi jakies zadanie, task,
      > zaraz mi sie wlacza zmysl przywodczy, z reguly to ja najwiecej ustalam,
      > referuje, podkrecam i motywuje. W pracy to samo. W prezentacjach, sprzedazy,
      > zalatwianiu, interesach gdzie jest cel, po prostu CEL jestem dobry, dobrze
      > sie czuje. Wszystko inne bez wyraznej struktury jest koszmarem i staje sie
      > nawet agresywny i bardzo niemily."
      Dla mnie również jest to koszmar. Postanowiłam jednak to zmienić. Znalazłam
      wyzwaniową pracę, przynajmniej tak mi się wydaje: opowiedzialną, myślę, że
      przez to ciekawą, taką, która w końcu pozwoli mi w jakim stopniu zrealizować
      siebie. Pozostaje jednak obawa: czy sobie poradzę, czy sprostam, czy będę na
      tyle silna, żeby wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale też za innych.
      Znajduje sobie mnóstwo zajęć po pracy, żeby tylko nie myśleć, żeby zasnąć, ale
      i tak to nie pomaga. Podobnie, jak Ty gapię się w TV nie wiedząc o co chodzi,
      czytam a po kilku sekundach nie wiem o czym.
      Jestem introwertyczką,ale myślę, że powoli odzyskuje mój ekstrawertyzm i
      stabilność emocjonalną. Najważniejsze jest pozbycie się traumy przeszłości,
      wykasowanie z pamięci tego, co nie pozwala Ci normalnie funkcjonować. Przez
      wiele lat (blisko 30) moją traumą była matka, której tak naprawde nigdy nie
      było, a jak już to pojawiała się po to, żeby coś wymusić, żeb wykorzystać na
      maxa. Za każdym razem, gdy próbowałam zaufać, było jedno wielkie rozczarowanie.
      Ciężko jest zaufać komukolwiek, jak od dzieciństwa trwasz w przekonaniu, że nie
      warto, że ktoś cie skrzywdzi. Ale można z tym walczyć, uwierz. Ja w tym
      momencie nie myśle o niej, wiem że gdzieś jest, ale jest na tyle daleko, że nie
      będzie w stanie mnie skrzywdzić. Przestałam szukać z nią jakiegokolwiek
      kontaktu, otworzyłam się na świat, powoli zaczynam wierzyć, że w życiu jeszcze
      coś osiągnę, pomimo, że nie jestem już najmłodsza.
      Zawsze starałam się udawać osobę zimną, wyrachowaną, bez uczuć. Zamykałam się w
      skorupie, nie pozwalałam nikomu do mnie dotrzeć. Myślałam że będzie mi łatwiej,
      ale uwierz nie da się tak żyć na dłuższą metę.
      Trzeba uwierzyć, że nie wszyscy ludzie są źli. Jest to trudne, ale da się.
      Pozdrawiam
      • Gość: bpd? Re: xy2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 14:33
        Hey, bardzo zaintrygowala mnie Twoja wypowiedz. Nie jest takie proste jak
        radzisz bo napisanie tego postu bylo wymuszone wielomiesieczna trauma jaka
        przezywalem i doprawdy probowalem ronych metod zeby cos sie w bance przestawilo
        i bezskutecznie:( To jest jak taki cholerny filtr ktory sie nalozyl na wzrok i
        nie pozwala widziec rzeczy z pewna niewinnosacia, zaufaniem i
        bezinteresownoscia jak kiedys. Szczena zacisnieta a mozg wyrachowany, wiesz o
        co chodzi? To napisz: crease@crease.pl
        • xy2 Re: xy2 03.09.04, 15:28
          Doskonale wiem o co chodzi i wcale nie mówiłam, że to jest proste. Może spróbuj
          porozmaiać o tym szczerze z kimś, komu mógłbyś zaufać. Nie sądzę, żeby nie bylo
          chociaż jednej osoby w Twoim otoczeniu, z którą mógłbyś szczerze pogadać. Ja
          sie przełamałam i chyba to pozwoliło mi na w miare normalne życie. A nie było
          mi łatwo. Od najmłodszych lat słyszałam od mojej starej, że jestem przyczyną
          wszelkich jej niepowodzeń i wiele innych bardziej drastycznych. Konsekwencje
          były takie, że podświadomie zakodowałam sobie, że będę przyczyną koszmarów
          każdego. Na pewno ni jest to to samo co u Ciebie, żaden mężczyzna nie
          skrzywdził mnie do tego stopnia, ponieważ nigdy sobie na to nie pozwoliłam.
          Nigdy nie zaufałam, nigdy nie otworzyłam się, bo zawsze paraliżował mnie
          strach. Nie pozbyłam się filtra, ale staram się otworzyc na ludzi.
          Jeżeli sam nie jesteś w stanie sobie poradzić, polecam świetnego terapeutę:
          Paweł Sowa , tel. 012 2915545.
          Pozdr.
    • mskaiq Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 03.09.04, 16:24
      Mialem podobne problemy do Twoich. Bylem dobry w mojej dziedzinie i to dodawalo
      sie do mojej doskonalosci. Przenosilem to rowniez na inne aspekty zycia, jadac
      samochodem nie moglem zniesc "pseudo" kierowcow co mi zastepowali droge.
      Rozmowy mnie nudzily bo i tak okazywalo sie ze to ja mam cos do powiedzenia.
      Bylem nie lubiany ale to bylo bez znaczenia, nie mialem czasu na takie glupstwa
      jak oceny innych.
      To juz nie istnieje. Rozpoczalem trudna droge powrotu do czlowieczenstwa.
      Pierwsza rzecz to zrozumienie ze czlowiek jest wazniejszy niz ideje ktore
      budujemy. W koncu budujemy je dla ludzi. Dziwnym trafem tak oczywista sprawa
      umykala mojej uwadze.
      Zabieralem znaczenie i wage innym rzeczom odrzucalem wiecej i wiecej spraw jako
      bezwartosciowe. To prowadzilo do tego ze pozbywalem jednej wartosci za druga,
      nawet tej konkretnej bo wlasciwie dla kogo.
      Idac dalej ta droga brnalem do wlasnego zniszczenia, bo nie rozumialem ze to
      jest przeciwko mnie.
      Aby wrocic wszystko musi znow byc wazne. Trzeba, rozmawiac z ludzmi, przelamac
      opozycje wewnetrzna, te wewnetrzne uczucia ktore pchaja nas do negowania innych
      wartosci. A wartoscia jest usmich, pozdrowienie, slowa o pogodzie wszystko co
      zdaje sie nie przynosic niczego konkretnego. Trzeba nauczyc sie kochac swiat.
      To wymaga wiele wysilku i samozaparcia. Zmienilem wiele w moim zyciu, zaczalem
      cwiczyc fizycznie, codziennie robie bieg 5 kilometrowy, zmienilem diete na
      wegeterianska. Wyszedlem z tego, dzisiaj wiem ze bez tej zmiany nie byloby mnie
      tutaj no bo po co.
    • xy2 Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( 03.09.04, 17:55
      zainteresowało mnie to co napisałeś. Myśle, że miałam podobny problem, ale to
      już na szczęście za mną. Polecam fajny link
      www.neodave.civ.pl/bpd/
    • Gość: xy2 Re: BPD czy jakas schiza ale cos mi nie tak:( IP: .48.242.* / 80.51.176.* 03.01.05, 09:33
      "No a wniosek mam taki ze czuje coraz wiekszy strach i pustke i nawet jakas
      forme leku spolecznego, ze jak tak pojdzie dalej to juz calkiem zamienie sie
      w nieludzkiego cyborga. "

      swite slowa, ja juz sie zamienilam


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka