Dodaj do ulubionych

dotarłam do ściany

12.09.14, 11:56
cześć.
jak w tytule - dotarłam do ściany. i głową jej nie przebiję.
moje emocje, frustracje, złość - osiągnęły apogeum. tak mi się przynajmniej wydaje.
ponad rok temu rozwiodłam się i moje życie stanęło na głowie. zmiana miejsca zamieszkania, przeprowadzka do matki, mało płatna praca, rozbicie emocjonalne i tysiąc różnych rzeczy.
zbierało się wszystko, aż w końcu wczoraj pękło. nagrabiłam sobie i usłyszałam, a raczej przeczytałam parę słów prawdy na swój temat od przyjaciółki.
dobrze, chyba mi się należało :-/
tyle, że nie bardzo wiem, co dalej. jestem bezsilna. nie wiem, jak sobie poradzić z tym wszystkim.
podjęłam decyzję, że pójdę do psychologa. być może terapia to jest to, czego w tym momencie potrzebuję.
ale jak sobie radzić dopóki nie nastąpi jakaś poprawa, przełom...? jak znaleźć w sobie siłę i wykrzesać ją dla znajomych i przyjaciół? nie potrafię zainteresować się ich sprawami, zwisają mi kompletnie. najchętniej nie słuchałabym ich i tego, co mają do powiedzenia.
nie wiem nawet, czego oczekuję po tym wpisie na forum. przecież nikt nie poda mi rozwiązania na tacy :-/
chyba pukam w dno od spodu :-(
Obserwuj wątek
    • nanie2 Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 13:40
      Jak na razie piszesz, pytasz i planujesz, więc jeszcze żyjesz i sobie radzisz :) Bezsilność to świetna motywacja do działania.
      Skoro jesteś rozbita, pełna złych emocji, pochłonięta wewnętrznymi procesami i meblowaniem na nowo życia to nie wymagaj od siebie zajmowania się jeszcze problemami swoich znajomych. To raczej oni powinni zainteresować się Tobą :).
      A jak ta "prawda do Tobie" od przyjaciółki brzmiała? I dlaczego się należało?
      • mia17 Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 17:56
        prawda była taka, żebym przestała być skupiona tylko na sobie, swoich lękach i problemach.
        może faktycznie taka byłam.
        faktem jest, że siedzę w czarnej d..., ale to też nie powód, aby wyładowywać się na innych. to są wyłącznie moje problemy, każdy ma swoje.
        chyba się zapędziłam, ale nieświadomie. poza tym po prostu zbierało się, zbierało i pękło.
        może i lepiej. może to moment, aby się na nowo poskładać.
        • nanie2 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 09:25
          To co się dzieje jest ludzkie a to raczej Twoja przyjaciółka powinna Cię wspomóc, zamiast domagać się jak dzieciak uwagi. Dalej piszesz o wybaczaniu sobie i innym- ciężko będzie jeśli już tego, że jesteś zaabsorbowana sobą ( co jest w Twojej sytuacji oczywiste i naturalne) nie możesz sobie wybaczyć? Pozwól sobie na uczucia, to przecież normalne. Twoja psychika leczy się sama, a próbujesz jej przeszkadzać gierkami. I -jak to odbieram i mnie to uderzyło- dokopujesz sobie, że nie jesteś dobrą przyjaciółką.

          Nie jest tak, że da się wszystko wybaczyć i zapomnieć, przegadać. Nie ma też czasu określonego na żałobę. Czasem nawet nie warto przebaczyć, ktoś nie zasłużył, nie prosił.

          I jeszcze jedna uwaga- przyjaźń może i kwiatek, ale należy ten kwiatek odróżnić od g..wna. Wiem, że teraz potrzebujesz kogoś żeby Cię wsparł, ale może Twoja przyjaciółka właściwą osobą do wsparcia nie jest... Może robisz sobie takie iluzje (że ma rację, że Ci się należało), żeby znowu się z kimś nie rozstać?
          • mia17 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 13:20
            dziękuję Ci za komentarz.
            co do mojej przyjaciółki to wiesz - jest prawdziwa.
            znamy się 20 lat, nie jest to jakaś tam lekka znajomość - wiele razy nawzajem sobie pomagałyśmy. wiem, że na nią mogę zawsze liczyć.
            myślę, że te jej słowa to chyba była próba potrząśnięcia mną. żebym przestała jątrzyć ranę i dłubać w niej widelcem, żebym się wzięła w garść.
            z jednej strony - rozumiem przekaz. i bardzo chciałabym się do niego zastosować.
            z drugiej - wiem, że to moje życie i muszę sobie ze wszystkim poradzić po swojemu.
            dlatego nie mam jej za złe, że mną próbowała potrząsnąć.
            ale nie jest też tak, że w imię przyjaźni porzuciłam siebie i swoje potrzeby. mam teraz gorszy okres i pozwalam sobie na niego. bo liczę, że przejdzie. z pomocą psychologa może.
            a co do relacji z przyjaciółką to po prostu staram się nie być skupiona na sobie tak bardzo, jak to było do tej pory.
            • nanie2 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 15:14
              Ok, przecież Ty wiesz najlepiej. A na żałobę i emocje sobie pozwól, nawet długo, czasem trzeba podłubać widelcem, tak samo będzie u psychologa przecież, konsultacje Cię nie zwolnią z niczego ani z refleksji ani z bólu. Nie co dzień w życiu następuje katastrofa ;). Może skontaktuj się z innymi kobietami po rozwodach (fora), może znajdziesz tam inspirację?
              Najlepszego.:)
              • mia17 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 15:33
                hehehe - ale jak będę "dłubać widelcem w ranie" pod okiem psychologa - to będę usprawiedliwiona :-)
                a tak poważnie to tak, pozwalam sobie na wszystkie emocje, na żałobę. wiem, że dopóki ich nie przerobię - nie poukładają się.
                co do forum rozwodowego to jestem na jednym. ale tam niestety sporo osób zgorzkniałych i często porady bardziej dołują niż podnoszą na duchu :-)
                dziękuję!
    • mona.blue Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 16:19
      Dasz sobie radę, uwierz w siebie. Pierwszy rok po rozwodzie jest trudny, mnóstwo zmian w życiu, trzeba stac sie bardziej niezależną, samodzielną i odpowiedzialność.
      Jak sobie wszystko zorganizujesz, troche przywykniesz, to będzie lepiej. Zawsze pozostaje jeszcze opcja podratowania sie psychoterapią.
      • mia17 Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 17:57
        no i o tej psychoterapii właśnie myślę.
        miałam nadzieję, że poradzę sobie sama z tymi emocjami. ale mija ponad rok, a nie jest lepiej.
        zatem chyba pora zwrócić się o pomoc do specjalisty.
        choć nie cieszę się na tę myśl...
        • clarissa3 Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 18:30
          wiesz, mysle, ze po to zeby chociazby sie moc wygadac - skupic na swoim, bo 'przyjaciele' wyraznie woleliby bys sie nimi zajmowala. Taka terapia, ktora po angielsku nazywa sie 'counselling' (i tu licze ze inni ci podpowiedza jakiego specialisty szukac bo przeciez nie codzi o wymagajaca farmakolgicznego leczenia schizofrenie czy ostry neurotyzm ale o poukladanie sobie systematycznie co gdzie, i kiedy, zlapanie wygodnego obrazu rzeczywistosci twojej) pomoze ci w spokoju plany sobie ulozyc i pociagnac TWOJA bajke dalej ;)

          Skup sie na sobie, ja radze, bo o TWOJE zycie chodzi a przyjaciele jesli sa dobrymi przyjaciolmi to cie wespra w tym, zebys jak najszybciej sie z tym uporala, a jak nie to 'do zobaczenia' im powiedz.

          Powodzenia!
          • mia17 Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 18:49
            dziękuję :-)
    • artdaga Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 22:37
      poskladasz sie, zawsze po kazdej traumie jaka przezywamy pierwszy rok jest najgorszy, najwiecej emocji, przewaznie tych zlych jest w naszych sercach. Pytania dlaczego, za co , dlaczego ja. Czujemy sie powalone prze los na kolana, ale uwierz mamy siele, zeby sie z nich podniesc. Emocje, bardzo nas wyniszczaja, sieja wielki strach i bol, stajemy sie ofiarami, nie umiemy zyc, Strach nas paralizuje i kolko sie zamyka. Ja mysle, ze powinnas przepracowac emocje, uwolnic sie od nich wtedy bedziesz w stanie powrocic do rownowagi i zyc. Piszesz, ze kazdy ma swoje zycie i swoje problemy, zgadza sie ale warto pomagac innym, ot chocby dobrym slowem. Mysle, ze aby przepracowac emocje musisz sie z nimi zmierzyc , wybaczyc i zapomniec...to Cie uwolni od bolu i czucia sie jako ofiara, wtedy bedziesz zwyciezca, bedziesz mogla sie cieszyc z najdrobniejszych rzeczy, uslyszysz spiew ptakow, zauwazysz jakie kwiaty sa piekne, jakie ciekawe chmurki na niebie ... wszystko to bedzie spostrzegane sercem.
      • mia17 artdaga, 13.09.14, 09:58
        o to uwolnienie się od emocji właśnie mi chodzi.
        o przepracowanie ich, wybaczenie, zrozumienie i odpuszczenie. sobie i innym.
        przez rok próbowałam sama sobie z tym poradzić - ale jak widzę nie wyszło :-(
        dlatego też chyba będę zmuszona zwrócić się o pomoc do psychologa.
        mam nadzieję, że pomoże mi się poskładać na nowo...
    • ankaskakanka10 Re: dotarłam do ściany 12.09.14, 23:56
      Przyjaciółmi trzeba sie interesować bo to przyjaciele wiem po sobie - kiedyś wydawało mi sie,ze jestem sama ale wtedy gdy potrzebowałam okazało sie,ze jest grono znajomych,którym nie jestem obojętna. Śmieszne,bo nigdy nie zastanawiałam sie nad tym - pomagałam innym nie licząc na nic.Miłe rozczarowanie.Co do złych emocji? Cóz z pewnością nie zapomnisz tak jesteśmy skonstruowani-możesz jedynie wybaczyć i współczuć ułomności umysłowej innych ( powiem Ci po cichaczu,że ja się nabijam z takich jak sobie nie radzę - czasami w twarz i to pomaga ) Spada mi wtedy poczucie jakiegoś żalu,ze jest jak jest.
      • mia17 Re: dotarłam do ściany 13.09.14, 10:01
        o przyjaciół, przyjaźń trzeba dbać. jak o kwiatki - bo inaczej uschnie.
        a ja się chyba tak zagalopowałam w swoich "odmętach świadomości", że skupiłam się tylko na sobie. stąd ostre słowa, których być może potrzebowałam, aby się otrząsnąć i zobaczyć, jak się zachowuję.
        niemniej jednak jest ciężko, bo brak sił na uśmiechanie się i wysłuchiwania o różnych sprawach. szczebiotać nie potrafię, ani nawet nie chcę - mogę jedynie słuchać i wtrącić coś od siebie.
        mam nadzieję, że moja przyjaciółka da radę ze mną wytrwać ten trudny okres.
        • ola_dom Re: dotarłam do ściany 14.09.14, 11:23
          Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
          To też nie diabeł rogaty.
          Ani miłość kiedy jedno płacze
          a drugie po nim skacze
          .
          Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
          drugie ciągnie je ku górze
          .


          Myślę, że podobnie można powiedzieć o przyjaźni. Dla mnie jest zrozumiałe, że człowiek, który przeżywa tak trudne chwile, będzie w takim momencie skupiony przede wszystkim na sobie. Niezrozumiałe jest, że przyjaciel tego nie rozumie.
          O ile wyrzuty przyjaciółki dotyczyły Twojego zachowania i skupienia się na sobie w ostatnich miesiącach - a nie Twojego codziennego podejścia do życia i ludzi, niezależnie od cierpienia i przeżyć.
          • mia17 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 13:29
            tak, zarzuty dotyczyły mojego zachowanie na przełomie ostatniego miesiąca. i chyba w ogóle przedłużającego się zdołowania.
            myślę, że miało to podziałać, jak wylanie na głowę kubła zimnej wody.
            chodziło o moje zanurzenie się w bólu i nie dostrzeganie, że obok mnie są życzliwi ludzie i ci ludzie też żyją i mają swoje problemy.
            cytat z Happysad - trafia w sedno.
            i mnie moja przyjaciółka ciągnęła w górę przez ostatni rok. być może nie ma już siły, nie wiem. może ma dość mojego smutku, złości i niepozbierania.
            nie dziwię się jej - ale też nie zmieniłam się nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
            przeprosiłam ją i staram się być bardziej kontaktowa w naszych relacjach. staram się dostrzegać jej sprawy i słuchać, co mówi.
            ale w środku mam to samo, co miałam: chaos i bałagan.
            • clarissa3 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 13:56
              nie dalej jak wczoraj powiedzialam jednej ze swoich kumpeli - takiej wiecznie jeczacej i rozwlekle opowiadajacej narzekajaco o kazdym szczegole ze swojego zycia - ze proponuje jej zeby sie skupic na jakichs radosnych szczegolach, zrobic wysilek by ich poszukac, czy sprobowac cos w zart obrocic chociazby po to zeby posmiac sie troche - bo smiech to zdrowie i enegie daje!

              Siedzenie i godzinami porownywanie ktorej z czym gorzej moze zdolowac najsilniejszego, wiec uwaga - troche wysilku trzeba zrobic ... az i w nawyk wejdzie moze?!
              • mia17 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 14:25
                próbuję. nieustannie.
                miewam momenty, kiedy odrzucam precz wszystkie smutki i cieszę się tym, co jest.
                ale niestety tych momentów nie ma zbyt wiele :-/
                mogłabym to obrazowo przedstawić tak, że jestem jak zatkana umywalka. wlewasz do niej litrami wodę, wlewasz. codziennie, każdego dnia - aż w końcu się zapcha i zaczyna się wylewać.
                ze mnie się właśnie zaczyna wylewać. dlatego też pomyślałam, że przez rok próbowałam poradzić sobie sama z tym wszystkim i nie dałam rady.
                chyba pora poradzić się specjalisty - aby pomógł poukładać na nowo, bo chyba jest to możliwe.
                • clarissa3 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 14:29
                  No to do dziela!... bo od tygodnia tu o tym mowisz a co zrobilas? Wyszukaj, umow wizyte i do roboty! ;)
                  • mia17 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 14:46
                    działam :-)
                    tyle, że ja to będę robiła państwowo - bo mnie nie stać na prywatnego psychologa - i trochę formalności jest.
                    zrobiłam to, co się dało: mam już ustaloną wizytę u internisty - po skierowanie - oraz zrobiony wywiad w poradni psychologicznej (stąd wiem, że są terminy na listopad-grudzień).

                    • clarissa3 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 15:01
                      No to brawo!

                      A teraz wez sobie kartke i olowek i rob notatki, moze jakas ksiazke poczytaj, i wypisuj regularnie co ci tam dolega, co bys chciala zmienic a czego nie, itp. Takie pisemne cwiczenie pomaga dobrze w analizowaniu, wylapywaniu niespojnosci, itp.

                      Powodzenia!;)
                      • mia17 Re: dotarłam do ściany 15.09.14, 15:12
                        nie dziękuję :-)
                        mam nadzieję, że wszystko się poukłada w głowie i w życiu.
                        • katamawira Re: dotarłam do ściany 16.09.14, 08:06
                          Mia, odezwij się do mnie na maila - gabinet@senseipiotr.pl spróbuję pomóc (bezpłatnie).
                          Póki co - by nowe się zaczęło stare musi się skończyć, jak na razie zakończyłaś w życiu ten etap. który ci chyba średnio odpowiadał, skup się może na tym, co przed tobą bo grzebanie w tym, co było to tylko strata czasu - i tak w przeszłości niczego już nie zmienisz...
                          • mia17 Re: dotarłam do ściany 16.09.14, 09:15
                            próbuję, uwierz.
                            próbuję nie grzebać, ale nie całkiem mi to wychodzi.
                            jak już się wydaje, że idzie mi całkiem nieźle - jeden mały szczegół, jakieś wydarzenie sprawiają, że cała moja praca idzie na marne i wracam do punktu wyjścia :-/
                            wiem, że grzebanie w przeszłości niczego dobrego nie spowoduje. ja to wszystko wiem - tyle, że kończy się na wiedzy. gorzej z praktyką.
                            wysłałam maila na podany adres.
                            • clarissa3 Re: dotarłam do ściany 16.09.14, 13:35
                              Ostroznie!!

                              Zadnych prochow nie kupuj, jakkolwiek cudotworcze by sie nie zdawaly!!
                              • mia17 Re: dotarłam do ściany 16.09.14, 14:28
                                hehe, spoko :-)
                                niczego nie zamierzam kupować, ani plątać się w żadne dziwne rzeczy, cokolwiek by to miało znaczyć.
                                moich problemów nie rozwiążą prochy - tego jestem pewna.
                                potrzebuję jedynie jakiegoś drogowskazu, rozmowy z kimś, kto pomoże mi się poukładać.
                                albo raczej da mi do myślenia, bo poskładać muszę się sama.
                                :-)
                                • clarissa3 Re: dotarłam do ściany 16.09.14, 14:41
                                  dobrego, poleconego specjaliste wyszukaj - sprawdz uprawnienia, bo szarlatanow teraz krazy sporo zdolnych powmawiac cuda niewidy. Powodzenia! ;)
                                  • mia17 Re: dotarłam do ściany 16.09.14, 15:27
                                    ja się stety niestety muszę zdać na ślepy traf.
                                    wybrałam poradnię jak najbliżej mojego domu i na kogo tam trafię - to się okaże.
                                    mam nadzieję, że na dobrego specjalistę.

                                    dzięki :-)
    • m_ann_a Re: dotarłam do ściany 18.09.14, 16:00
      Pomyśl-jeżeli nie będziesz poświęcała czasu przyjaciołom, zostaniesz w końcu całkiem sama. Z drugiej strony każdy z nas ma chwile, w których nie obchodzi go nic poza nim samym-myślę, że to potrzebne i naturalne. Może warto szczerze porozmawiać z kimś naprawdę bliskim, podzielić sie problemem?
    • mia17 słowo się rzekło... 23.09.14, 14:14
      ...zapisałam się na wizytę u psychologa.
      niestety, dopiero na 3 listopada... kurde, mam nadzieję, że wytrzymam, bo kocioł w głowie coraz większy. takie są terminy "państwowe" :-/
      cieszę się, że zrobiłam ten pierwszy krok. w zasadzie to drugi - bo pierwszym było postanowienie, że poradzę się psychologa.
      teraz tylko mieć nadzieję, że nie trafię na jakiegoś oszołoma, a na specjalistę :-)
      ale to się okaże.

      • ola_dom kolejne wizyty 23.09.14, 15:14
        Rada z doświadczenia - zarezerwuj sobie od razu kolejne wizyty - bo jak się okaże, że będzie potrzeba spotkać się więcej niż jeden raz, to znowu będziesz czekać na wizytę kolejne półtora miesiąca.
        • mia17 Re: kolejne wizyty 23.09.14, 15:23
          ale teraz - jeszcze zanim mnie psycholog, że tak powiem "sklasyfikuje"?
          • wiolcia29_2 Re: kolejne wizyty 23.09.14, 15:27
            Jeśli będzie taka możliwość, to zrób tak, jak radzi Ola.
            • mia17 Re: kolejne wizyty 23.09.14, 15:29
              hmm...może faktycznie zadzwonię się spytam.
              dzięki za sugestię - choć obawiam się, że bez pierwszej wizyty mnie chyba nie zapiszą w ciemno na kolejne...
              spróbuję jednak :-)
              • mia17 niestety 23.09.14, 15:42
                tak, jak podejrzewałam - nie ma takiej możliwości przed 1szą wizytą :-/
                no nic - liczyłam się z tym, że w ramach NFZu terminy będą miażdżące :-)
                • paco_lopez Re: niestety 26.09.14, 10:58
                  wizyta odpłatna to jakieś 130 pln. Może poodkładaj, wtedy uniezależnisz się od teminów państwowych. Najpierw raz na półtora miesiąca a potem i tak to rozrzedzisz. Wypisz sobie wszystkie negatywne emocje , które cię dotyczą, a potem dopisz ich przeciwieństwa pozytywne, a potem zastanów się jak przejść od negatywnych do pozytywnych albo co jest bezpośrednim źródłem negatywnych i pozytywnych . Zobaczysz wtedy, ze są pozytywy, a sięgnięcie po nie to kwestia czasu lub bardzo prostych celowych działań. Miesiąc temu tez dotarłem do swojej ściany :)
                  • mia17 Re: niestety 26.09.14, 11:07
                    dziękuję :-) spróbuję tego, co napisałeś.
                    a co do odłożenia kasy na prywatne wizyty to niestety nie ma szans :-(
                    przynajmniej na razie, a porady psychologa potrzebuję już teraz, nie mam na co dłużej czekać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka