mia17
12.09.14, 11:56
cześć.
jak w tytule - dotarłam do ściany. i głową jej nie przebiję.
moje emocje, frustracje, złość - osiągnęły apogeum. tak mi się przynajmniej wydaje.
ponad rok temu rozwiodłam się i moje życie stanęło na głowie. zmiana miejsca zamieszkania, przeprowadzka do matki, mało płatna praca, rozbicie emocjonalne i tysiąc różnych rzeczy.
zbierało się wszystko, aż w końcu wczoraj pękło. nagrabiłam sobie i usłyszałam, a raczej przeczytałam parę słów prawdy na swój temat od przyjaciółki.
dobrze, chyba mi się należało :-/
tyle, że nie bardzo wiem, co dalej. jestem bezsilna. nie wiem, jak sobie poradzić z tym wszystkim.
podjęłam decyzję, że pójdę do psychologa. być może terapia to jest to, czego w tym momencie potrzebuję.
ale jak sobie radzić dopóki nie nastąpi jakaś poprawa, przełom...? jak znaleźć w sobie siłę i wykrzesać ją dla znajomych i przyjaciół? nie potrafię zainteresować się ich sprawami, zwisają mi kompletnie. najchętniej nie słuchałabym ich i tego, co mają do powiedzenia.
nie wiem nawet, czego oczekuję po tym wpisie na forum. przecież nikt nie poda mi rozwiązania na tacy :-/
chyba pukam w dno od spodu :-(