szary_ptak
06.04.02, 15:15
Czekając pod drzwiami różnych gabinetów czasami czytam wyłożone tam stare
czasopisma...Dzisiaj wpadł mi w ręce artykuł o modzie (czy chwilowej?) na
wypożyczanie wszystkiego - począwszy od wynajmowania mieszkania, samochodu, po
suknię na ślub/przyjęcie z okazji jakiejśtam, tudzież fotele, zastawę stołową...
(można nawet wynająć wyspę na weekend, albo na przykład babcię)
Czy to jest przykład zaradności, czy też powód do wstydu, że się pożycza
(oczywiście za opłatą)...
I tu mi się nasuwa pytanie dosyć szczegółowe:
Jaka jest dla człowieka różnica - (i czy jest?) - w sensie psychologicznym -
czy mieszka w wynajętym mieszkaniu, czy w mieszkaniu własnym/własnościowym?
Zakładając, że ma na początek równowartość jednej trzeciej mieszkania - na dwie
trzecie musi wziąć kredyt hipoteczny na lat 15. Suma płatnosci miesięcznej raty
kredytu plus czynsz jest równoważna opłatom za wynajem.
Po tych 15 latach albo zostaje mu mieszkanie, albo jakaś suma pieniędzy, które
zainwestował w coś innego.
Jaka opcja jest lepsza według Was?
Pozdrawiam
B.