Dodaj do ulubionych

RENT A WORLD...

06.04.02, 15:15
Czekając pod drzwiami różnych gabinetów czasami czytam wyłożone tam stare
czasopisma...Dzisiaj wpadł mi w ręce artykuł o modzie (czy chwilowej?) na
wypożyczanie wszystkiego - począwszy od wynajmowania mieszkania, samochodu, po
suknię na ślub/przyjęcie z okazji jakiejśtam, tudzież fotele, zastawę stołową...
(można nawet wynająć wyspę na weekend, albo na przykład babcię)
Czy to jest przykład zaradności, czy też powód do wstydu, że się pożycza
(oczywiście za opłatą)...

I tu mi się nasuwa pytanie dosyć szczegółowe:
Jaka jest dla człowieka różnica - (i czy jest?) - w sensie psychologicznym -
czy mieszka w wynajętym mieszkaniu, czy w mieszkaniu własnym/własnościowym?

Zakładając, że ma na początek równowartość jednej trzeciej mieszkania - na dwie
trzecie musi wziąć kredyt hipoteczny na lat 15. Suma płatnosci miesięcznej raty
kredytu plus czynsz jest równoważna opłatom za wynajem.
Po tych 15 latach albo zostaje mu mieszkanie, albo jakaś suma pieniędzy, które
zainwestował w coś innego.

Jaka opcja jest lepsza według Was?

Pozdrawiam

B.
Obserwuj wątek
    • czarodziejka Re: RENT A WORLD... 06.04.02, 15:22
      szary_ptak napisał(a):
      > Czy to jest przykład zaradności, czy też powód do wstydu, że się pożycza

      moim zdaniem to przyklad zaradnosci (taniej, i codziennie mniej miejsca zajmuje)
      jakiego wstydu? i przed kim?
      podobnie: czy urzadzajac impreze towarzyska (nie wesele, czy tp) na 20 (lub
      wiecej) osob podasz wszystko na talerzach i w szklankach/kieliszkach, czy
      dopuszczasz papierowa "zastawe"?
      zaradnosc, dobra organizacja (pomijam wzgledy ekologiczne), czy wstyd?




      > I tu mi się nasuwa pytanie dosyć szczegółowe:
      > Jaka jest dla człowieka różnica - (i czy jest?) - w sensie psychologicznym -
      > czy mieszka w wynajętym mieszkaniu, czy w mieszkaniu własnym/własnościowym?

      w sensie psychologicznym? nie rozumiem ...
      w swoim poscie podalas raczej wzgledy ekonomiczne
    • kosturek Re: RENT A WORLD... 06.04.02, 15:24
      Wszystko zalezy od tego czego TY sam chcesz nie od tego co Ci Swiat oferuje,
      reszta jest wyliczalna.
      • szary_ptak Re: RENT A WORLD... 06.04.02, 17:26
        kosturek napisał(a):

        > Wszystko zalezy od tego czego TY sam chcesz nie od tego co Ci Swiat oferuje,
        > reszta jest wyliczalna.

        No tak...znowu pewnie nie umiem dobrze wyrazic, o co mi chodzi...

        A chodzi mi o Wasze zdanie na ten temat. A nie o to, żebyscie mi mówili, żebym
        się ja zastanowiła...Toż ja sie właśnie cały czas zastanawiam!

        Ale niedawno ktoś mi mówił, że jak człowiek ma coś własnego, na przykład
        samochód, działkę, własne mieszkanie/domek - to się czuje pewniej, lepiej itp.
        Wynajęte - to nie to samo...

        Ale pewnie to tylko moje problemy - nikt akurat sie nad tym nie zastanawia...

        Pozdrawiam

        B.
        • Gość: dodo Re: RENT A WORLD... IP: *.sympatico.ca 06.04.02, 17:47
          dawno, dawno temu byla taka piosenka "hej, prorocy moi z dawnych lat obrastacie w tluszcz..."
          i jeszcze jedno - za tzw. "moich czasow" (glownie studenckich) kazdy z reka na sercu deklarowal, ze chce
          byc a nie miec.
          ale minely sobie lata i wiekszosc raczej chce miec niz byc, poobrastalismy w to i tamto choc nie wszyscy
          zaraz w tluszcz ;-)
          wraz z mezem spedzilismy wiele lat wsrod biednych ludzi. w afryce i w ameryce poludniowej. przez
          wiele lat mielismy tyle, co na sobie i... rosnace konto w banku. kupowanie czegokolwiek w rozdartej
          wojna angoli albo koszmarnie biednych gorach peru nie mialo zadnego sensu.
          oczywiscie, poczucie, ze gdy sie czlowiek przeniesie do innej czesci swiata, ladowanie bedzie w miare
          miekkie ze wzgledu na odlozone oszczednosci pomagalo, ale tak naprawde to wlasnie te minione lata
          przekonaly nas oboje jak bardzo posiadanie przedmiotow jest zludne i nieistotne.
          pozyczac?
          sama nie wiem. ja raczej staram sie obchodzic bez... bez drogich ubran, bez... dodatkowego deseru, bez...
          luksusowego samochodu itd.
          filozofia zyciowa? hmmm.... raczej wnioski z wieloletnich obserwacji.
          czy to sie jakos laczy z twoimi rozwazaniami, szary ptaku?
    • Gość: Mart@ Re: RENT A WORLD... IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 07.04.02, 19:34
      szary_ptak napisał(a):

      > Po tych 15 latach albo zostaje mu mieszkanie, albo jakaś suma pieniędzy, które
      > zainwestował w coś innego.

      Kochana, jak to wyliczyłaś? Ja nic nie rozumiem: bo jeśli wynajmujesz i płacisz
      pewną ilość pieniędzy (równą słacie kredytu), to w jaki sposób zostają ci jakieś
      kwoty po 15 latach? przecież topisz je w czynszu za wynajem? Czego ja tu nie
      rozumiem (matematycznie)?
      >
      > Jaka opcja jest lepsza według Was?
      A co do opcji, to ja wolę własność jako dodatek po 15 latach, skoro i tak wydaję
      te same pieniądze...
      >
      > Pozdrawiam
      Ucałowania
      Marta
    • Gość: fnoll Re: RENT A WORLD... IP: *.bydgoska.krakow.pl 07.04.02, 20:07
      moze i rodzine na wakacje wynajac bedzie mozna? zone, tesciowa, dzieci i
      kochanke?

      moze tez beda gotowe samorzady w roznych dostepne pakietach do wynajecia przez
      lokalne spolecznosci?

      moze tez bedzie mozliwosc "wynajecia" sobie kogos konkretnego z trzeciego
      swiata - np. wieznia politycznego z Chin, ktoremu bedzie mozna sfinansowac dla
      naszej frajdy tydzien kamerowanej wolnosci?

      i zmieni sie jezyk... zamiast "szukam pracy" beda ogloszenia "do wynajecia"
      i "wynajme"

      no ale jak na dzis, to mieszkanie wole wlasne, a samochod - wynajety, bez
      szofera

      pzdr

      fnoll
      • Gość: Pastwa Re: RENT A WORLD...fnoll już można !!! IP: *.rivnet / 10.1.15.* 07.04.02, 20:27
        Gość portalu: fnoll napisała:

        > moze i rodzine na wakacje wynajac bedzie mozna? zone, tesciowa, dzieci i
        > kochanke?

        Już można drogi fnoll, wynajęta kochanka to prostytutka, a żona wynajmujemy aż do
        rozwodu(i vice versa), dzieci też sobie można wynająć, tak jak to robią filmowcy.

        > moze tez beda gotowe samorzady w roznych dostepne pakietach do wynajecia przez
        > lokalne spolecznosci?

        Też już są w postaci ofert różnych parti politycznych, wynajem jest na okres
        kadencji.

        > moze tez bedzie mozliwosc "wynajecia" sobie kogos konkretnego z trzeciego
        > swiata - np. wieznia politycznego z Chin, ktoremu bedzie mozna sfinansowac dla
        > naszej frajdy tydzien kamerowanej wolnosci?

        Już masz taką możliwość,to tylko kwestia Twoich finansów, eteropczyk chętnie
        skorzysta z Twego sponsoringu(tydzień w raju,kto by odmówił?).

        pzdr.



    • kwieto Re: RENT A WORLD... 07.04.02, 21:36
      No wlasnie, pytam sie za Mart@ - jakim cudem zostana mi "zainwestowane w cos
      innego pieniadze" skoro wszystkie poszly w wynajem mieszkania?
      Z tego punktu widzenia roztropniej by bylo kupic mieszkanie, zawszec to jakas
      lokata (mozna sprzedac) a nie wydawanie niemalych kwot...

      A co do czucia sie, to trudno powiedziec. Z jednej strony - we wszystkich
      dotychczas wynajmowanych mieszkaniach czulem sie jak u siebie. Ostatnie
      wynajmowane mieszkanie chcialem nawet kupic - praktycznie idealnie pasowalo do
      mojego stylu i gustu.

      Z drugiej strony - od prawie roku mam swoje wlasne mieszkanie. No i powiem
      szczerze - dopasowuje je do siebie (na ile sciany konstrukcyjne i finanse
      pozwalaja) niemal jak rekawiczke. No i powiem szczerze: to wielka frajda
      mieszkac w przestrzeni w jak najwiekszym stopniu dostosowanej do siebie samego.
      W wynajmowanym mieszkaniu nie jest dopuszczane burzenie czy przesuwanie scian,
      przmeblowywanie pewnych przestrzeni - na przyklad wymiana szafek kuchennych i
      inna aranzacja kuchni. Choc moze inaczej - dopuszczane jest, tylko... po co,
      skoro byc moze za miesiac z laski wlasciciela bede sie musial wyprowadzac?
      W swoim domu mam okna takie jak JA chcialem, podlogi takie jakie MI sie
      podobaly, meble i sprzety ktore sa dopasowane do MOICH potrzeb. Przy wynajmie
      nie mam tego komfortu. Fakt faktem - aby zaaranzowac przestrzen dla siebie,
      trzeba przezyc czas remontow i przemeblowan - a to moze byc bardzo
      wyczerpujace...
      • Gość: Renka Re: zasadnicza roznica IP: *.home.cgocable.net 08.04.02, 02:39
        Nie rozumiem, ze nie rozumiecie, ze z wynajmu zostaje 1/3 ....przeciez szary
        ptak to powiedzial na poczatku, ze w obu przypadkach mamy 1/3 na poczatek,
        tyle, ze w pierwszym (wynajem), mamy to dla siebie, a w drugim (hipoteka),
        dajemy to do banku, na nasze konto hipoteczne.Wiec po 15 latach to z wynajmu
        mamy wciaz, a przy opcji hipoteka,dom tez mamy juz splacony i mozemy go
        sprzedac, pojechac na Hawaje i zaczac na nowo :))) Pod warunkiem, ze Hawaje sa
        w naszych planach :)
        Zycie na kredyt jest chyba ciekawsze.Kupowanie i przedawanie domow niejednego
        wzbogacilo w Stanach. Poznalam ostatnio bardzo leciwego staruszka. Przyjechal
        ze swoja opiekunka az z Florydy.Opowiadal przez caly czas o lekarzach i bardzo
        drogich zabiegach i o dziesiatkach ludzi,zawsze pieknych, czystych i podobno
        wyksztalconych,krzatajacych sie wokol niego.Dziadek mial niezle poczucie
        humoru, wybieral sie do kasyna , powiedzial , ze bedzie gral do ostatniego
        centa.A w ogole zanim przeniesie sie na tamten swiat, ma zamiar wydac cala
        swoja fortune, aby sie rodzina nie klocila o spadek :)
        • Gość: wredna2 Re: stawiam na staruszkow IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.04.02, 05:12


          I o to wlasnie chodzi...

          Po mnie chocby potop...!!!

          Po co zostawiac wlasnej / nie wynajetej wszak??? / rodzince zarzewie sporow i
          niesnasek??? Trza miec litosc nad bliskimi !

          Nic swojego na tym swiecie i pelny komfort braku przywiazania do czegokolwiek..


          Tak trzymac , jacy madrzy sa staruszkowie... szkoda tylko , ze tacy


          wrednie


          starzy...hehehe




          Gość portalu: Renka napisał(a):

          ....Dziadek /... / wybieral sie do kasyna , powiedzial , ze bedzie gral do
          ostatniego centa.A w ogole zanim przeniesie sie na tamten swiat, ma zamiar wydac
          cala swoja fortune, aby sie rodzina nie klocila o spadek :)

        • kwieto Re: zasadnicza roznica 08.04.02, 08:38
          Tez nie do konca z ta jedna trzecia, bo wynajmujac musisz dodac koszty
          przeprowadzek, niezwrocone przez wlascicieli kaucje, o wiele wiecej
          polowicznych remontow (bo czesto nowe wynajete mieszkanie trzeba natychmiast
          odmalowac, odswierzyc, a srednio w jednym wynajetym mieszkaniu mieszka sie rok
          do dwoch lat) itd. Wiec ta 1/3 sie ladnie skompensuje w "podwyzszonych kosztach
          eksploatacyjnych". No i nie doceniamy roli inflacji, 10 tys zl dzis, to nie to
          samo co 10tys zl za piec lat...
          • Gość: Z Re: zasadnicza roznica IP: 192.168.1.* 08.04.02, 09:16
            Jak dla mnie to jest różnica w samej zasadzie. Wynajmowane mieszkanie jeśli się
            opuszcza z różnych powodów, to w kolejnym jest znów inaczej, może ciekawiej? A
            we własnym przez 60 lat tym samym, przyzwyczajenia nie pozwalają na jakieś duże
            rewolucyjne zmiany. A spojrzyjcie na siebie samych. Jaką frajdę sprawia Wam
            odwiedzanie choćby rodziców i odkrywanie na nowo, znanych, wciąż tych samych
            nie zmienionych miejsc. A o ile lepiej jest nie mieć przy sobie za dużo różnego
            rodzaju dóbr materialnych (zwłaszcza przy przeprowadzce). Bardzo wygodnie
            byłoby więc mieszkać w przyczepie. Ale ja jako osobnik przyzwyczajony do
            luksusów, cenię sobie włsne mieszkanie, wygodny samochód....
          • Gość: Renka Re: zasadnicza roznica(kwieto) IP: *.home.cgocable.net 08.04.02, 22:15
            Te same koszty sa przy kupnie, SA albo ICH NIE MA. W Kanadzie jak wynajmujesz
            mieszkanie, to sobie wybierasz takie, jakie ci odpowiada, swiezo malowane lub
            nie, z meblami lub nie itd, itp . Szary ptak nie pomylil sie.To 1/3 zostaje (pi
            razy drzwi) :)
    • vicca Re: RENT A WORLD... 08.04.02, 11:05
      Podobno wszystko można kupić i sprzedać (jest to tylko kwestia ceny), więc
      prawdopodobnie można również wynająć, ale chyba tylko namiastki - wyobrażacie
      sobie wynajęcie miłości, wierności, przyjaźni? Ja nie.

      • Gość: Malwina Re: RENT A WORLD... IP: *.abo.wanadoo.fr 08.04.02, 11:19
        znajoma nabyla mieszkanie na wlasnosc. Jakie nie bylo jej zaskoczenie gdy w momencie podpisywania
        umowy/kredytu bankier zlozyl jej ...uroczyste gratulacje ! co najmniej jakby dziecie jakies powila !
        wyglada na to ze nabrala jakiegos innego statusu w oczach spoleczenstwa
        (trzeba by zdefiniowac co to jest : spoleczenstwo ....)
        • maly.ksiaze Re: RENT A WORLD... 08.04.02, 17:34
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > znajoma nabyla mieszkanie na wlasnosc. Jakie nie bylo jej zaskoczenie gdy w mom
          > encie podpisywania
          > umowy/kredytu bankier zlozyl jej ...uroczyste gratulacje ! co najmniej jakby dz
          > iecie jakies powila !
          To na glos. A po cichu pogratulowal sobie, ze bedzie teraz raz na miesiac mogl
          wysylac Twojej znajomej grzeczne przypomnienie: mamy cie teraz na wlasnosc!

          Pozdrawiam,

          mk.
      • Gość: rick Re: RENT A WORLD... IP: 192.39.188.* 08.04.02, 16:44
        vicca napisał(a):

        > Podobno wszystko można kupić i sprzedać (jest to tylko kwestia ceny), więc
        > prawdopodobnie można również wynająć, ale chyba tylko namiastki - wyobrażacie
        > sobie wynajęcie miłości, wierności, przyjaźni? Ja nie.
        >

        obserwuję tak sobie ludzi wpatrujących się w tv i kolejne odcinki. ludzi żyjących
        cudzym zyciem, i to życiem sztucznym, bo wymyślonym na uzytek gawiedzi.
        i tak sobie myślę, że to własnie jest takie wynajmowanie uczuć.

        prawie jak wynajmowanie całego życia..

        a przecież jest jeszcze słońce ..

        rick
        • Gość: Renka Re: RENT A WORLD... IP: *.home.cgocable.net 08.04.02, 22:22
          Kupione mieszkanie, czy to splacone czy nie daje mozliwosc zaciagniecia
          kolejnych kredytow na rozne cele. Oczywiscie sa ludzie , ktorzy lubia zyc za
          gotowke. Sadze, ze nie ma sensu dla nich przyjezdzac do USA , czy Kanady.Tu za
          gotowke to zyja emeryci i rencisci i to nie zawsze.No i oczywiscie ci na czarno.
    • vicca Re: RENT A WORLD... 09.04.02, 09:03
      We własnościowym jest "na swoim". Człowiek ma bardzo silną potrzebę własności i
      stabilizacji, którą mu ta własność daje. W ten sposób również w jakiś sposób
      się dowartościowuje. Posiadanie własnego lokum daje również (co jest
      paradoksalne) jakąś wolność osobistą (robię co chcę, wbijam gwóźdź w ścianę tam
      gdzie chcę, bo to moje)

      Pzdr ciepło Vicca
    • szary_ptak Re: RENT A WORLD... 10.04.02, 11:14

      Prawdę mówiąc, odkąd pamiętam - zawsze przytłaczało mnie poczucie tymczasowości.
      I nigdy mnie nie bawiło wybieranie koniecznie-niebieskich-płytek-do-łazienki,
      czy wielogodzinne debatowanie o wyższości klepki dębowej nad jakąśtam inną...

      Kiedyś rzuciłam, że koszt jeżdżenia taksówkami jest porównywalny z posiadaniem
      samochodu (no, nie była mowa o maluchu) Gdy mojemu koledze zabrakło argumentów
      czysto ekonomicznych - powiedział po prostu, ze on LUBI prowadzić WŁASNY samochód.
      To było oczywiscie zupełnie nie na temat, ale dało mi do myslenia...

      A może to jest tak, że człowiek-posiadacz czuje się lepiej, bo ma się o co
      troszczyć? ma się czym zajmować? ma się czym pochwalić przed znajomymi?(czy mozna
      cieszyć się z posiadania czegoś, jeżeli NIKT INNY o tym nie wie?)

      A...koniec. :-)))

      Pozdrawiam

      B.
      • Gość: Renka Re: RENT A WORLD...szary ptak IP: *.home.cgocable.net 10.04.02, 23:39
        Ja sie ciesze z wlasnosci, ale nie za bardzo sie przywiazuje. To pracuje tak,
        ze mam swoj samochod, ktorym jezdze wszedzie i to taka moja zabawka. Natomiast,
        kiedy jade gdzies dalej, z reguly rentuje samochod, bo nie chce niszczyc
        swojego.Ja sie kieruje w tym wszystkim zdrowym rozsadkiem i rachunkiem
        ekonomicznym. Jaki jest sens brac na 4 tys km swoj wlasny samochod?Jak
        policzymy koszty, sa porownywalne, a on pozostaje "mlodszy" o te 4 tys km.
        Urzadzanie wlasnego domu, to frajda, dopoki sie nie ma wiekszej . Ja np lubie
        sie krzatac wokol domu, wszelkie reperacje robie ja lub moj malzonek, a nawet
        moj syn. Wypozyczenie narzedzi na kilka dni jest o wiele tansze, niz kupienie
        ich na wlasnosc, albo wynajecie ekipy .Albo jak potrzebna byla kamera , ktora
        kosztuje kilka tys,to po prostu wypozyczylismy ja.Takiej kamery zwykly czlowiek
        nie trzyma w domu, bo jest za duza i za ciezka, ale mysle, ze sa tacy, ktorzy
        ja maja na wlasnosc.Wiem, ze sa w moim miescie ludzie, ktorzy wypozyczaja nie
        tylko mieszkania i domy, ale takze ubrania,obrazy, meble i samochody oraz
        komputery.W miejscowej galerii mozesz sobie wypozyczyc przyjemne zakatki z
        obsluga i jedzeniem, aby po zwiedzeniu usiasc i odprezyc sie, cos przekasic i
        napic sie czegos.Nalezy to zaaranzowac wczesniej, twoi goscie nawet nie
        zorientuja sie , ze to ty za to placisz :))
    • mariposa paradoksalnie 11.04.02, 01:57

      paradoksalnie, posiadanie ogranicza, w moim odczuciu, wolnosc. nie wiem
      dlaczego, ale wlasnie tak to odczuwam. zmniejsza mobilnosc, powoduje, ze ciagle
      trzeba o czyms pamietac.

      dla odmiany wszelkiego typu doswiadczenia ("zyciowe" nie fizyczne) daja mi
      poczucie bezpieczenstwa. im wiecej sytuacji, z ktorych wybrnelam, tym wieksze
      poczucie, ze i w przyszlosci jakos sobie poradze, tymbardziej czuje sie wolna,
      tym wiecej otwiera sie przede mna mozliwosci.

      pani od Muminkow napisala kiedys opowiadanie "Podroz z malym bagazem", a mi sie
      wlasnie marzy, aby moja wedrowka przez zycie byla wlasnie "podroza z malym
      bagazem"...
      • Gość: Pastwa Re: paradoksalnie IP: *.rivnet / 10.1.15.* 11.04.02, 02:05
        mariposa napisał(a):

        > paradoksalnie, posiadanie ogranicza, w moim odczuciu, wolnosc. nie wiem
        > dlaczego, ale wlasnie tak to odczuwam. zmniejsza mobilnosc, powoduje, ze ciagle
        > trzeba o czyms pamietac.
        >

        Dlatego, pewien człowiek, bardzo dawno temu zachęcał, by wszystko zostawić i
        pójść za nim, na szlak wolności, silniejsze, paradoksalnie, od wolności, było
        jarzmo posiadania
        • mariposa Re: paradoksalnie 11.04.02, 02:08

          no wlasnie, bo jak czlowiek ma ochote uciec na koniec swiata, a samochodu na
          ulicy nie moze zostawic, bo w czwartek od 11 do 14 myja chodniki i trzeba
          przestawic?!? to co to za wolnosc?!?!?
          • Gość: Pastwa Re:Najwolniejszy, wolniejszy, wolny... IP: *.rivnet / 10.1.15.* 11.04.02, 02:12
            Zastanawia mnie, czy nie jest, coraz trudniej, być wolnym ?
      • maly.ksiaze i gdzie tu paradoks? 11.04.02, 03:17
        mariposa napisał(a):

        >
        > paradoksalnie, posiadanie ogranicza, w moim odczuciu, wolnosc. nie wiem
        > dlaczego, ale wlasnie tak to odczuwam. zmniejsza mobilnosc, powoduje, ze ciagle
        > trzeba o czyms pamietac.
        Nic w tym paradoksalnego. Nic nie ograniczylo mojej wolnosci (a zwlacza wolnosci
        wyboru) jak zakup domu. Moze oprocz malzenstwa.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: Renka Re: ograniczenie wolnosci ? czyjej ? IP: *.home.cgocable.net 11.04.02, 06:53
          Co ma posiadanie do wolnosci? Uwazam, ze wolnosc to stan ducha, a posiadanie to
          sprawy materialne.Gromadzenie dobr materialnych niektorym ludziom daje poczucie
          bezpieczenstwa, a swiadczy rowniez o ich wolnosci.W koncu sa odwazni, ryzykuja
          i moga sobie na to pozwolic, podczas gdy inni, dusigrosze, BOJA sie
          zainwestowac i trzymaja pieniadze w banku, z ktorego ci pierwsi pozyczaja i
          zyja na ich (tych dusigroszy) koszt :)
          • Gość: mariposa Re: ograniczenie wolnosci ? czyjej ? IP: *.biz.mindspring.com 11.04.02, 18:11
            nie mowie, ze poczucie bezpieczenstwa jest ograniczeniem wolnosci, ale
            posiadanie duzej ilosci rzeczy.
            byc moze posiadanie jest dobrowolnym ograniczeniem wolnosci, ale jest. im
            wiecej masz mebli tym trudniej sie przeprowadzic prawda?, tym wiekszego
            mieszkania potrzebujesz, tym drozsza przeprowadzka, zwlaszcza na duza odleglosc?

            dla mnie posiadanie wlasnego mieszkania to komfort, ale jednoczesnie poczulam
            jakis zal, ze juz ot tak sobie nie spakuje walizki i nie przeprowadze sie np.
            do Krakowa. oczywiscie, ze moglabym, ale po pierwsze, sprzedac i kupic
            mieszkanie to tez nie jest takie proste, zwlaszcza w miescie, ktorego sie nie
            zna, po drugie wynajmowanie komus mieszkania z drugiego konca kraju, to tez
            ciagle martwienie sie, o to czy wszystkie rachunki poplacone, czy ubezpieczenie
            nie wygaslo itp. przepraszam, za ograniczenie sie do polskich realiow.
            patrzac realistycznie, mysle ze posiadanie w pewnym stopniu determinuje dalsze
            wybory - np. pracy bede szukala w okolicy miejsca zamieszkania itp.

            dlatego tez zostawilam mieszkanie na glowie mojej siostry i rozkoszuje sie
            beztroska lokatora :-)))
            • Gość: dodo Re: ograniczenie wolnosci ? czyjej ? IP: 209.226.65.* 11.04.02, 19:16
              tam powyzej, powyzej napisalam juz, ze sie staram zyc "bez".
              tu tylko dodam, ze posiadanie np. domu daje zludne(!) poczucie bezpieczenstwa -
              glownie jednak ogranicza wolnosc, jak to juz zauwazyl m.xiaze.
              nie porownywalabym tego jednak z malzenstwem - jedyna sytuacja, w ktorej
              zgodzilabym sie zwiazek dwojga ludzi nazwac ograniczeniem to np. ja chce go
              opuscic ale zanim mu to powiem, on sie staje kaleka w pelni ode mnie zaleznym.
              i wtedy faktycznie jest to ograniczenie wolnosci ale wszelkie inne uklady wciaz
              daja szanse na nieskrepowane egzekwowanie wolnej woli obu stron. a moze nie?
              • Gość: mariposa Re: ograniczenie wolnosci ? czyjej ? IP: *.biz.mindspring.com 11.04.02, 19:30
                > nie porownywalabym tego jednak z malzenstwem - jedyna sytuacja, w ktorej
                > zgodzilabym sie zwiazek dwojga ludzi nazwac ograniczeniem to np. ja chce go
                > opuscic ale zanim mu to powiem, on sie staje kaleka w pelni ode mnie zaleznym.
                > i wtedy faktycznie jest to ograniczenie wolnosci ale wszelkie inne uklady wciaz


                a moim zdaniem kazdy zwiazek, nawet najcudowniejszy i jak najbardziej chciany i
                wyczekiwany (mam na mysli nie tylko malzenstwo, ale zwiazek z dzieckiem,
                przyjazn, zwiazki miedzyludzkie np. sasiedzkie, miedzy wspolpracownikami)
                ogranicza wolnosc. pewnie, ze w inny sposob niz kupno domu.
                mysle, ze za kazdym razem, kiedy sie w cos angazujemy bierzemy na siebie
                ODPOWIEDZIALNOSC, czasem ogromna, czasem mniejsza, to nie jest takie wazne.

                a odpowiedzialnosc ogranicza wolnosc. tak to widze. tak to czuje.
                najbardziej wolna czuje sie spacerujac sama nad brzegiem morza, kiedy nie musze z
                nikim rozmawiac, martwic sie czy nie jest za zimno, czy nie jest zmeczona /
                glodna / znuzona.

                ale w koncu wazniejsze jest by byc SZCZESLIWYM niz WOLNYM, prawda?
                • Gość: dodo saint exupery IP: 209.226.65.* 11.04.02, 19:53
                  mariposo - masz tu "specjaliste" od problemow lisa z oswojeniem - mam nadzieje,
                  ze sie m.xiaze odezwie i cos powie o tym jak to jest z ograniczeniem wolnosci
                  gdy sie kogos oswoi albo sie zostanie oswojonym :-)
                  czy ja sie moge spierac z wielkim pisarzem, ktory ponadto wysoko latal? no nie
                  moge...
            • maly.ksiaze lis, maly.ksiaze i jego palac 12.04.02, 04:20
              "- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno
              zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś
              odpowiedzialny za twoją różę. "

              Kiedy juz kogos oswoimy, bierzemy na siebie odpowiedzialnosc. Odpowiedzialnosc
              zabrala mi troszke mojej osobistej suwerennosci. Robiac cos waznego nie moglbym
              przeciez zrobic tego wbrew rozy, nawet jesli ona nic nie powie, bo na to zbyt
              dumna. Nie powinienem sie nawet nazbyt zmienic, bo przeciez gdy sie zmienie, to
              nie bede juz ten sam *ja*.

              Oczywiscie, nie po to oswajam i jestem oswajany, aby cos oddac, ale i po to,
              aby cos dostac. Wymieniam troszke wolnosci na cos zupelnie innego.
              "- A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu?
              - Zyskałem coś ze względu na kolor zboża - powiedział lis..."

              ***
              Przed kupieniem domu prowadzilem zycie wspolczesnego nomada i bylo mi z tym
              dobrze. Dla lisa bylo jednak lepiej zakotwiczyc sie kolo jakiejs wioski na
              stale. Tak tez i zrobilismy. Jest mi wygodnie i wspaniale, mam blisko do lasu,
              a latem kwiaty pachna w ogrodku.
              Jednak im wiecej rzeczy posiadamy, tym wiecej rzeczy nas posiadaja. To takie
              oczywiste. Ciezko byloby nam sie rozstac z ta wygoda i stabilnoscia, ktora dom
              oferuje. Musze wiec baczyc, aby sprawy szly odpowiednim torem, aby ta 'wygoda'
              nie byla zagrozona. Tak oto kawal gruntu z postawiona na nim budka wyznacza
              moje priorytety. A tak dobrze sie bez tego obywalem...

              Zostaje mi tej wolnosci coraz mniej. Wydaje ja kawalek po kawaleczku i boje
              sie, ze ktoregos dnia, gdy bedzie juz za pozno, zobacze, ze zbyt duza czesc
              wlasnej niepodleglosci wymienilem na rzeczy, ktore tak naprawde byly zludzeniem
              bezpieczenstwa czy czegos innego.

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Nie sadze, abym tak naprawde napisal cos, czego dodo i mariposa jeszcze nie
              napisaly. Ale za to podalem ladne cytaty.
          • szary_ptak stan ducha a sprawy materialne 11.04.02, 20:07

            Tak w kestii formalnej: trzymanie pieniędzy w banku - to też inwestycja (papiery
            wartosciowe, lokaty, czy inne tego typu)...a pożyczać można pod zastaw
            lokaty/papierów :-) i też życ "na kredyt" Więc tak, czy siak - jest
            się "posiadaczem"...Że upada czasem bank? A nieruchomości też nie są
            takim "pewnikiem"...;-)

            A co, jeżeli człowiek nie ma ani nieruchomości, ani oszczędności? I ma lat wiecj
            niż 20? Jeżeli wystarcza mu ów "bardzo mały bagaż"? Czy okrzyczany jest "wrogiem
            postępu"? Czy uznany za nieszkodliwego dziwaka? A może szkodliwego, bo daje zły
            przykład, bo gdyby tak każdy, to do tej pory nie mielibysmy tylu niezbędnych
            RZECZY, musielibysmy piechotą chodzić na spotkanie z drugim człowiekiem,
            rozmawialibyśmy w cztery oczy, a nie przez internet i...walczylibyśmy na maczugi,
            a tak...
            (chyba się zagalopowałam ;-)

            Pozdrawiam

            B.

            • Gość: Renka Re: stan ducha a sprawy materialne IP: *.home.cgocable.net 12.04.02, 07:37
              Poznalam kiedys muzyka, malarza, artyste.Nie mial pieniedzy zbyt wiele, ale
              wystarczalo mu na male sniadanko i kawe.Grywal w klubach Detroit, ale rzadko,
              poniewaz w tym miescie muzykow jest TYSIACE. Jakies takie specjalne miejsce
              bogate w talenty po obu stronach granicy.Widac bylo, ze to dumny czlowiek, i
              bardzo dobrze wychowany.Chodzil jednak na piechote i mieszkal w nedznym
              apartamencie. Nie ukrywal, ze bral welfare.W ciagu kilku lat sytuacja ogolnie
              poprawila sie , muzyk dostal stala prace i chodzil juz w czarnym , eleganckim,
              welnianym plaszczu. Kupil sobie samochod.Teraz nie jada u nas skromnego
              sniadanka, tylko elegancki obiad.Mieszka w "lepszej" dzielnicy. Ale domu nie
              kupuje. Za duzo klopotow. On lubi "wolnosc." A faktyczna przyczyna jest jego
              niepewna sytuacja finansowa.Nie wie, czy za rok bedzie mial prace czy nie, a
              przy kupnie domu nalezy myslec o 20 latach.No i naprawde nie ma czasu mieszkac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka