alaryk_zabojca
04.06.15, 22:31
Nie wiem czy wybrałem właściwe forum. Zresztą mniejsza - może po prostu wystarczy mi opinia paru osób z zewnątrz.
Sprawa wygląda tak: Jestem facetem, już po trzydziestce, w dwuletnim związku z kobietą, co do której...no właśnie - mam uporczywe myśli, że nie jestem z właściwą osobą. Niestety uporczywe myśli nie oznaczają pewności. Mam wrażenie, że niczego nie jestem pewien. Nie jestem pewien czy ją kocham czy nie. Nie jestem pewien jak chcę aby potoczyła się nasza przyszłość. I nie jestem pewien czy problem polega na niewłlaściwej osobie czy na jakichś moich blokadach w głowie.
Aby się bardzo nie rozpisywać - nie mieszkamy ze sobą. Spotykamy się kilka razy w tygodniu i szczerze mówiąc mnie to wystarczy. Czasem z różnych powodów nie widzimy się np tydzień i nie odczuwam jakiejś wielkiej tęsknoty, choć chwilami mi jej brakuje. Kiedy np kupuje jej kwiaty, powiem lub napiszę coś miłego nie czuję jakby to było od serca, czuję jakbym po prostu robił komuś przyjemność i tyle. Nie płynie to jakoś ode mnie. Teraz planujemy wakacje, a ja jakoś nawet specjalnie sie nie cieszę. Tzn cieszę się, że wypoczniemy, ale cholera...widzę na ulicach pary trzymające się za ręce, patrzące sobie w oczy. Słucham jak znajome pary tęsknią do siebie po dwóch dniach niewidzenia, jak dążą do tego aby z sobą zamieszkać i mieć się na codzień, a ja...No właśnie - zawsze wydawało mi się, że chęć zamieszkania powinna być naturalna, że chce się by ta osoba była jak najbliżej i jak najdłużej. A tego nie ma. Seks? Na początku sporo i żarliwie, a teraz...raz na tydzień. Nie fantazjuję na jej temat, choć kobietą jest bardzo atrakcyjną. W sumie - po tym wszystkim każdy od razu powie - to po jaką cholerę z nią jesteś? W sumie racja, ale...oboje jesteśmy dosyć trudnymi osobami. Jakiś rok temu rozstaliśmy się. Nasza rozłąka trwała jakieś pół roku i choć po pierwszych kilku tygodniach czułem lekką ulgę, to potem przyszła tęsknota. Myślałem co robi, czym się zajmuje, co u niej. Pech chciał, że co jakiś czas się widywaliśmy (mamy niektórych wspólnych znajomych) i wtedy atak tęsknoty był potrójny. To tez mi dawało wiele do myślenia i w końcu nie wytrzymałem i się zeszliśmy. Niestety po kilku tygodniach znowu zacząłem czuć pustkę. Teraz zastanawiam się czy zakończyć to definitywnie, ale z drugiej zaś strony obawiam się znowu tego okresu rozłąki. Nie wiem czy to wszystko dla was trzyma się kupy. Co sądzicie?