Dodaj do ulubionych

Nie umiem być sama

07.10.04, 11:28
Nie znosze samotności. Jak każdy zresztą. Ale w moim przypadku to przyjmuje
postać histerii. Byłam w dwóch stałych związkach, każdy trwał ok. 3 lat. Za
pierwszym razem trafiłam na faceta, który mnie zdradzał, oszukiwał - a ja
wszystko wybaczałam. Nie byłam szczęśliwa, ale tkwiłam w tym bo wydawało mi
się, że i tak dużo dostałam od losu. Paweł był zaradny, inteligentny, dobrze
ustawiony. A on utwierdzał mnie w tym przekonaniu. Krytykował moją prace, że
mało ambitna, mało płatna. Jedyna pozytywna rzeczą jaka wynikła z tego
związkubyło to, ze zdecydowałam się na zaoczne studia. Tam poznałam Damiana.
Najpierw była przyjaźń, a potem poczulismy ze łaczy nas cos więcej. To był
zupełnie inny związek, nigdy nikomu nie ufałam tak jak jemu, z nikim tak o
wszyskim nie rozmawiałam. Wydawało się ze lepiej nie mogło być. Podobało mi
sie że Damian na mnie nie naciska, nie wymaga ode mnie żadnych
zobowiązujących decyzji. Jednak do czasu. Mamy po 28 lat i w końcu poczułam
poczebe stabilizacji. Coraz częściej zaczynałam myslec o małżeństwie,
dzieciach, no a Damian nie czuł sie do tego gotowy. I tu zaczeły się schody.
Do tego wszystkiego doszły inne problemy. Z powodu pracy (ale raczej na
właasna prosbę) wyjechał na miesiąc do innego miasta. Potem przyznał się, ze
mnie zdradził, ale że to była jednorazowa przygoda. Wszystko się nagle
zawaliło. Byłam pewna, że on nigdy mi czegos takiego nie zrobi. Jedna zdrada
przez osobę, której się bezgranicznie ufało bardziej boli, niż to co
przeszłam z Pawłem. No i rozstalismy się. Nagle nawarstwiło sie tyle
negatywnych emocji, ze dalej nie szło tego ciągnąć. Byłam kompletnie
załamano, bo cały czas go kochałam, jak bardzo banalnie to zabrzmi. No, ale
on nie dawał zadnych znaków zycia. Znów wyjechał. Byłam pewna, ze jest z tą
dziwczyną z która mnie zdradził. Jakoś jednorazowe przygody mi do niego nie
pasowały. Byłam pewna, ze zaangażował się uczuciowo. Miałam ochote umrzec.
Wszystko straciło sens. Nie umiałam zrozumieć dlaczego osoby które pokocham
tak szybko znikają z mojego zycia, a chciałbym żeby były zawsze. Miałam na
myśli Damiana i ...... Wczesniej będąc z Pawłem staralismy sie o dziecko i
dwa razy poroniłam. Często mysle o tym, jak by to było gdyby udało mi sie
urodzic te dzieci, ile miały by teraz latek. Mimo, ze własciwie nawet ich nie
było, to często o tym myśle jak o stracie kogos naprawde bliskiego.
Po odejściu Damiana poczułam strszaną pustke, nie umiałam sobie z tym w żaden
sposób poradzić, potrafiła chodzic przez tydzień w tych samych ciuchach, bez
makijazu, ciągle wszystko wypadało mi z rąk. I wtedy znów w moim zyciu
pojawil sie Paweł (w pewnym sensie zwsze był - razem pracujemy - ale to
wszystko). Umówilismy sie na kawe, okazało się że on tez jest sam. Kilka razy
sie spotkaliśmy, ale z mojej striny nie było juz żadnych uczuć, poważnie
jednak się zastanawiałam czy nie spróbowac byc jeszcze raz - tak bardzo było
mi źle samej... No ale nie umiałam. Potem było jeszcze dwóch facetów
poznanych w internecie. I rzeczywiście te spotkania troche pomagały, ale
tylko na chwile. Potem było jeszcze gorzej. Wczoraj odezwał się Damian- mówi
że nie potrafi bezemnie zyć, że chce wrócić, ze potrzebował tylko czasu żeby
wszystko sobie przemysleć, że chce zapomniec o przeszłości. ja tez bym tego
chciała, ale boje się że to wcale nie będzie takie łatwe. Nie wiem nawet czy
wogóle mozliwe. Coraz częściej zastanawiam się czy nie powinnam nauczyc się
najpierw pobyc troche sama. Nauczyć sie akceptować siebie i uwierzyć, że bez
facetów można cieszyc się życiem. Nie szukac poczucia bezpieczeńcwa w
ramionach faceta, a bardziej uwierzyć we własne mozliwości. Bo o mojej
wartoci nie decyduje chyba fakt posiadania faceta, ale to jaka jestem. Musze
chyba bardziej pokochac siebie, może wtedy wreszcie uda mi się stworzyć dobry
związek. Nie wiem tylko czy potrafie?
Obserwuj wątek
    • wykrywacz.klamcow Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 11:35
      > Nie znosze samotności. Jak każdy zresztą.

      A skad to dziwne przekonanie?
      • m_ka Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 12:40
        Drogi Wykrywaczu kłamstw, może faktycznie źle sie wyraziłam. Mialam na mysli
        tylko to, że każdy chce byc kochany i chce żeby obok niego byli ludzie na
        których może polegać. Nie wierze w to że można polubić stan, kiedy nie ma obok
        żadnej bliskiej osoby. Chociaż jeżeli nawet sa tacy ludzie, to ja to szanuje i
        w pewnym sensie podziwiam. Tez chciałbym byc taka samowystarczalna.
        • kwieto Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 12:57
          Co rozumiesz przez: "zadnej bliskiej osoby"?
          • m_ka Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 13:38
            przede wszystkim faceta, ale też nikogo z kim mozna pogadac, opowiedziec o złym
            dniu w pracy, iść do kina..., nie wracać do pustego mieszkania. Tzn. mam
            znajomych, nawet bardzo dobra przyjaciólkę ale wiadomo każdy ma swoje zycie.
            • kwieto Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 13:52
              Ilu masz tych znajomych?
              Jak czesto sie z nimi kontaktujesz?

              Jak slusznie zauwazylas, kazdy ma swoje zycie. Facet tez, co dosc bolesnie
              odczulas juz wczesniej. Dobry zwiazek to pewien balans miedzy "wlasnym zyciem"
              a byciem razem.
              Zostaje pytanie, czy Ty masz wlasne zycie? Czy jestes z niego zadowolona?
              • m_ka Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 15:10
                Mam bardzo dobra przyjaciółke, z która spotykam sie kilka razy w tygodniu - jej
                2,5 -letniego synka, którego poprostu uwielbiam. No i koleżanki z pracy z
                którymi wypadamy co najmniej raz w miesiący na piwno, zakupy czy karaoke. Nie
                wiem czy to duzo znajomych, czy nie. Myśle ze mam swoje zycie z którego jestem
                jako tako zadowolona, mam prace która mi sprawia satysfakcje, chodze na
                aerobik, salse, kurs angielskiego. Ale to wszystko mi za mało. Cały czas czuje
                pustke. Chciałbym miec już własna rodzine (tym bardziej, ze moja rodzina nie
                daje mi żadnego psychicznego wsparcia - wręcz przeciwnie), chicalbym wracac do
                domu gdzie ktos na mnie czeka i do kogos 'przynależeć". I nie mam tu na mysli
                zamknięcia sie nawzajem w czterech ścianach i trzymania się na smyczy. Mysle że
                potrafie zachowac równowage w związku. Nigdy w żaden sposób nie starałam sie
                ograniczac nikogo. No może troche za bardzo naciskałam na Damiana z tym ślubem
                i dziecmi, ale poprostu nie mogłam czekac wiecznie. Zawsze jednak szanowałam
                jego znajomych, jego prace i zainteresowania.
                • wykrywacz.klamcow Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 16:59
                  > Cały czas czuje pustke.

                  Czemu?
                  Myslisz ze przynaleznosc do kogos te pustke bedzie w stanie zapelnic? W jaki
                  sposob?
                  Moze skonczy sie po prostu tak: "mam prace która mi sprawia satysfakcje, chodze
                  na aerobik, salse, kurs angielskiego, mam kochanego faceta. Ale to wszystko mi
                  za mało..."
                  Bardzo watpie czy obecnosc drugiej osoby da psychiczne wsparcie o ktorym
                  mowisz. Poza tym, skoro jest potrzebne psychiczne wsparcie, IMO lepiej szukac
                  go u specjalistow (np. psycholog), a nie obciazac ta potrzeba Bogu ducha winne
                  osoby.
                  Oczywiscie, czasem kazdy potrzebuje wsparcia, i bieganie z kazdym drobiazgiem
                  do psychologa jest zapewne przesada. Ale z drugiej strony, bycie z kims z
                  zalozeniem ze ta osoba ma dawac wsparcie... chyba nie o to chodzi.
                  Bo taka osoba IMO bedzie sie w takim ukladzie czula zle, nawet jesli bedzie
                  miala w nim jakas swobode. Zamecza go Twoje oczekiwania, po prostu.
                  • Gość: m_ka Re: Nie umiem być sama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 08:54
                    Wiesz zastanowiłam się nad tym co napisałeś i pewnie jest w tym troche prawdy,
                    może właśnie dlatego moje związki się rozpadły, tylko ja niestety nie potrafie
                    na dzień dzisiejszy zdefiniować skąd te poczucie pustki. Może rzeczywiście
                    powinnam odwiedzic jakiegoś psychologa, a nie zamęczać swoimi rozterkami
                    innych. Nawet kiedys o tym myślałam, ale po pierwsze nie znam żadnego dobrego
                    psychologa, po drugie zastanawiam sie czy mój problem nie jest zbyt błahy i
                    może powinnam sobie spróbowac sama z tym poradzić.
                    • wykrywacz.klamcow Re: Nie umiem być sama 08.10.04, 09:52
                      > tylko ja niestety nie potrafie na dzień dzisiejszy zdefiniować skąd te
                      > poczucie pustki.

                      a na dzien jutrzejszy?
                      Przeciez nie musisz zajmowac sie wylacznie szukaniem skad ta pustka, ale IMO
                      warto na to rowniez zwrocic uwage.

                      > Może rzeczywiście powinnam odwiedzic jakiegoś psychologa,

                      Niekoniecznie psychologa - ale w tak zwanych "dzisiejszych czasach" to jedna z
                      lepszych opcji. Moze pomoc tez ksiadz, albo po prostu madry czlowiek.

                      > a nie zamęczać swoimi rozterkami innych.

                      Skad przekonanie ze tych innych zameczasz?
                      Pamietaj, nie da sie krzyczec szeptem.

                      > Nawet kiedys o tym myślałam, ale po pierwsze nie znam żadnego dobrego
                      > psychologa,

                      Jak wyzej: nie musi byc psycholog, nie musi byc tak naprawde nikt - chodzi o
                      zwrocenie uwagi na pewne rzeczy zamiast szukania "zagluszaczy".

                      > po drugie zastanawiam sie czy mój problem nie jest zbyt błahy i
                      > może powinnam sobie spróbowac sama z tym poradzić.

                      Skoro jak na razie sobie nie radzisz, to znaczy ze widac nie jest blahy. W
                      kazdym razie nie dla Ciebie. Jak pisalem wyzej - nie da sie krzyczec szeptem,
                      czyli nie da sie rozwiazac pewnych spraw udajac ze nie sa istotne
                      zeby komus (i sobie) zawracac nimi glowe.
                      • melanie Re: Nie umiem być sama 08.10.04, 11:03
                        Ciesze sie, ze jestes.
        • Gość: Js Re: Nie umiem być sama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 23:37
          Wystarczy się skoncentrować na czymś inspirującym i wciągającym, przy czym
          będziesz się rozwijac, i wytworzysz sprzężenie zwrotne +. I po problemie
          samotności.
      • Gość: baba zona Re: Nie umiem być sama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 12:46
        Czesc Kwieto! Gdzie Cie bylo, jak Cie nie bylo ?;)
        • kwieto Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 12:56
          Gość portalu: baba zona napisał(a):

          > Czesc Kwieto! Gdzie Cie bylo, jak Cie nie bylo ?;)

          Tu i tam :"P
    • evamari Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 11:41
      samotnosci czy bycia samej ze soba?
      mysle, ze jak ktos lubi siebie to i lubi swe towarzystwo. Kiedys uslyszalam, ze
      dopiero w samotnosci czlowiek ejst naprawde soba.
      Boisz sie samotnosci, bo nigdy moze jej nie doznalas, bo ze zwiazku w zwiazek
      przeslizgnelas sie dosc plynnie.
      Bycie samej ze soba to naprawde nic takiego strasznego!!
      • m_ka Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 13:25
        Lubie czasem pobyc sama ze sobą. Zamknąć sie przed całym światem, wyłączyc
        telefon, przeczytać dobrą książke, posłuchać muzyki, czy nawet pojechac gdzies
        na samotna wyprawę rowerem. Na dłuższa mete jednak bycie sama ze soba przestaje
        byc fajne. Zastanawiam sie wtedy co jest ze mna nie tak, ze nikogo obok mnie
        nie ma. I czy zawsze tak bedzie... Kiedy nie mam komu opowiedziec jak spedziłam
        dzień, przytulic się do kogos jak mi jest smutno i po raz kolejny jem sama
        kolacje, kiedy nie moge zasnąć i mysle o wszystkim co mi w zyciu nie wyszło -
        wtedy czuje się samotna. I takiej własnie samotności nie lubię. No i jak jest
        mi tak źle na siłe szukam jakiegos towarzystwa. Szukam potwierdzenia, ze jednak
        komuś na mnie zalezy, ale to jest bardzo złudne, bo seks z dopiero co poznanym
        facetem tylko pogorszył wszystko. Ale masz racje ze trzeba nauczyc sie siebie
        całkowicie akceptowac. I nie panikować jak przez chwile jest sie samym. Żałuje
        tego co ostatnio wyprawiałam - jakies iracjonalne zachowanie. Musze naczyć się
        siebie na nowo, odkryc kim tak naprawde jestem. I chyba dam sobie troche czasu
        na bycie sama ze sobą ;-) Bo faktycznie jeszcze nie miałam okazji, żeby to
        zrobić. A co będzie z Damianem pokaże czas. Teraz napewno by nic nie wyszło. Za
        dużo w nas żalu i wątpliwości. Dzięki za odpowiedz. Pozdrawiam.
    • kalinkamaja Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 13:09
      Apropos tego bycia z samym soba przypomnial mi sie tekst jednej z piosenek
      Malenczuka:
      "(...) swoje wlosy uczesze, jeszcze raz sie pociesze, calusa sobie dam.
      Nie rozdzieli mnie nikt, tylko z soba chce byc, bo ja tylko siebie mam(...)
      Nigdy z soba sie nie kloce, nigdy siebie nie porzuce.
      Cale noce, cale dnie, ja po prostu kocham sie!(...)"
      Wiesz co, m_ka? Na podstawie tego, co napisalas moge powiedziec, ze w przypadku
      Damiana trafilas na osobe wyjatkowo nieodpowiedzialna i niedojrzala. A ten jego
      skok w bok...?Kto nie potrafi byc wierny w malych rzeczach, ten i w duzych
      wiernym nie bedzie. Typowy scenariusz: bezmyslna zdrada a potem powrot na
      kolanach. Ech, szkoda slow!Nie wracaj do tego mezczyzny. Nie zasluguje juz na
      Twoje zaufanie. Wiazanie sie z osobami nieodpowiedzialnymi juz na starcie zle
      rokuje na przyszlosc. Wiec z dwojga zlego lepiej byc samemu, niz z takim
      oszolomem!
      • evamari Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 13:18
        uwazam, ze zdrady przed slubem nigdy nie nalezy wybaczac,a po slubie (no nie 2-
        3 dni) nalezy sie zastanowic...
        • kalinkamaja Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 13:54
          Taka sama moralnosc obowiazuje kazdego z nas, czy ateiste czy wierzacego. Kazda
          zdrada jest niemoralna i nieuczciwa. I rani.
          • evamari Re: Nie umiem być sama 07.10.04, 15:36
            kalinkamaja napisała:

            > Taka sama moralnosc obowiazuje kazdego z nas, czy ateiste czy wierzacego.
            Kazda
            >
            > zdrada jest niemoralna i nieuczciwa. I rani.


            oczywiscie ze tak...ale po slubie zastanowic bo juz zaczelismy cos budowac
            wspolnie, moze sa jzu dzieci....i trudniej sie tak wycofac z dnai na
            dzien....dlatego ZASTANOWIC czego prosze nie utozsamiac natychmiast z WYBACZYC
            I PRZEJSC DO PORZADKU DZIENNEGO.
            Bo wynik zastanowienia moze byc rozny.
    • owsiwujek Oooooo! Towarzysz Kwieto wrócił na swoje. 07.10.04, 15:59
      Pilnujcie się ruchawice i odpowiadajcie ściśle na postawione przez ww
      towarzysza pytania. Jest to wyjątkowo jebliwy towarzysz, a znawca sromów i
      zwojów żeńskich że hoho. W latach czterdziestych bieżącego stulecia, drogą
      eksperymentu, ma mu być przydzielona samica, wdowa po innym wiarusie forumowym
      do wydupcenia. Będzie to jego pierwsze dupcenie w tym wcieleniu.
      Cele owego eksperymentu podam może innym razem.
      • Gość: gf Re: Oooooo! Towarzysz Kwieto wrócił na swoje. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 20:41
        > Cele owego eksperymentu podam może innym razem.

        Podaj może od razu ;) Albowiem proszę :)))
    • Gość: Paweł Re: Nie umiem być sama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 16:09
      Znowu nie masz prukawo co robić, idź buty se wypastuj..
    • Gość: krytyk2 Re: Nie umiem być sama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 17:40
      O Twojej wartości nie decyduje posiadanie zadnej konkretnej wady czy zalety.Jak
      długo będziesz myślała kategoriami "zasłużenia sobie " na miłość /przyjaźń,
      przychylność ,itd/,tak długo będziesz ponosiła porażki.W kontakcie z facetami
      prawdopodobnie wysyłasz sygnały ,że Twój los leży w ich rękach .Najczęściej
      takie sygnały wywołują reakcje myśliwskie u pospolitych drani ,chociaż normalny
      facet też może ulec pokusie dokonania łatwej zdrady.Może jest to dla Ciebie
      trudne do wyobrażenia ,ale jeśli chcesz faceta na długo utrzymać przy
      sobie,musisz być "czujna" i stale chronić samą siebie,nie oddawać
      wszystkiego ,nie tracić całkowicie głowy .Mówię Ci to jako facet,który nie lubi
      skrajności w tych kwestiach
      • m_ka Re: Nie umiem być sama 08.10.04, 09:23
        Fakt, doskonale trafiłeś swoją odpowiedzią. Zawsze tak było że całkowicie
        zatracałam sie w związku i pewnie dlatego kiedy związek sie rozpada czuje
        totalna pustkę. Niby mam swoje zajęcia, znajomych, ale nagle trace cel do
        zycia. No i teraz zaczynam zdawac sobie sprawe z tego, że dla faceta to tez
        może być z jednej strony troche obciążajace, a z drugiej strony wywoływać
        reakacje mysliwskie. Musze chyba powalczyc ze swoimi skłonnosciami do popadania
        w skrajności ;-) No i chyba czas pobyc troche sama ze sobą. Powoli zaczynam
        wierzyc w to ze będąc sama dam sobie radę.
        • t_torro Re: Nie umiem być sama 08.10.04, 10:32
          Cześć,
          a dlaczego byś nie miała dać sobie rady? Ja też jestem sam i radzę sobie,
          chociaż podobno faceci zdecydowanie później stają na nogi po rozstaniu i są
          mniej zaradni ;)

          Rzeczywiście trzeba walczyć ze skrajnościami. Ale myślę, że zdecydowanie
          ważniejsze jest abyś zaakceptowała siebie, po prostu TAKĄ JAKĄ JESTEŚ ! I
          starała się, mimo trudnego okresu w swoim życiu, po prostu się polubić ;)

          Co do samotności: mimo, że ludzi to zwierzęta (sorki) stadne, to każdemu
          czasami potrzeba trochę pobyć samemu. Mówi Ci to rowerujący w samotności :)

          Pozdrawiam i 3m się.
          • m_ka Re: Nie umiem być sama 08.10.04, 11:08
            Pewnie masz racje. Dzisiaj patrzę już na to wszystko innaczej. Wczoraj miałam
            starsznego doła, ale troche się napisałam na forum i jest juz zdecydowanie
            lepiej ;-) Dzięki wszystkim za wsparcie!!! Czasem trzeba po porostu sie
            wygadać. Wiem, ze nie chce już dwa razy wchodzić do tego samego bagna, mam na
            mysli powroty do byłych facetów, czy tez na siłe szukać kogos nowego. Mam
            przecież wreszcie dac szanse samej sobie :-O Chociaz tak do końca jeszcze nie
            umiem cieszyc się przebywaniem sama ze sobą i podświadomie szukam ucieczki od
            tego np. jak czytam wypowiedź faceta, który deklaruje że jest sam zapala się w
            mojej głowie zielone światełko ;-) Bo może warto razem uciec...... Ale bez
            obaw, to tylko taki mały zarcik, jednak doskonale odzwierciedlającym mój stan :-
            ) Pozdrawiam!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka