zagubiona12
09.11.19, 20:10
Od dłuższego czasu zmagam się z problemem z samą sobą. W młodym wieku weszłam w związek z mężczyzną z zaburzeniem osobowości (borderline). Zatraciłam się przez rok związku po czym zostałam rzucona dla innej dziewczyny. Minęło już trochę czasu, ale ja nadal w tym siedzę. W trakcie trwania związku robilam wszystko dla niego, odsunelam rodzine, potracilam przyjaciol, liczyl sie tylko on. Tlumaczylam go caly czas przed sama soba, ze mnie nie krzywdzi, choc robil mi awantury o blahostki a ja przepraszalam, bojac sie, ze mnie zostawi. Czuje ciagla potrzebe bycia z kims, wrecz desperacko szukam sobie kogos, zeby poczuc bliskosc. W kazdym poznanym chlopaku upatruje kandydata, a kiedy on sie mna nie interesuje dostaje dola i tak z kazdym. Za moja przyjaciolka lata wielu a ja czuje sie mocno odrzucona, przez co stoje z boku smutna i mam ochote uciec. Pytaja mnie co mi sie dzieje, a ja nie jestem w stanie podac przyczyny mojego smutku. Mam wrazenie, ze odstraszam ludzi swoja otwartoscia, potrafie uzalac sie nad soba, mowic o tym jak bardzo cierpialam i niestety lubie przyjmowac role ofiary. W zwiazku lubilam wywolywac u partnera zamartwianie sie, lubie kiedy ktos sie mna opiekuje. Jest to chore, widze to po fakcie, kiedy juz cos wypeplam i mam ochote wtedy odciac sie od tych ludzi i poznac nowych zeby miec szanse pokazac sie z lepszej strony. Mam potrzebe duza bycia z ludzmi, czesto sie ich radze bo sama nie potrafie podejmowac decyzji. Jednak kiedy sie mna nie interesuja to czuje sie mocno odrzucona, jakbym byla malo wartosciowa, brzydka, niewarta ich towarzystwa.