Dodaj do ulubionych

miłość?

17.01.20, 11:21
Mam przyjaciółkę, rówieśniczkę. Poukładana, spokojna, rzeczowa, tylko romantyczna do bólu.
Znamy się od przedszkola. Nie miała farta do mężczyzn, głównie dlatego że daje za wiele. Siebie i z siebie.
Była z kimś całe lata , zaangażowana do tego stopnia, że całe jej życie (na szczęście została jej praca), zajęła rodzina.
Potem była tragedia. Straciła dzieci w wypadku, to na pewno coś w niej zmieniło. Doszła po jakimś czasie do siebie, a potem miała - już po rozstaniu z partnerem- różne romanse.
Cel :być kochaną, tak na full. Nie udawało się, moim zdaniem głównie dlatego, że chciała za bardzo.
Ale do meritum.
Od niedawna spotyka się z kolegą, znają się długo z firmy, aczkolwiek tylko bardzo służbowo, a i ich zawodowe kontakty zawsze były (ponoć) rzadkie.
Gdy on zaczął się zbliżać, ona wtedy mi mówiła: powinnam dać spokój, bo młodszy, bo przystojniak i zawsze miał super piękne i młodziutkie przyjaciółki. Oraz opinię podrywacza.
Tak było, tak mówiła , a potem..... nagle słyszę, że się z nim spotyka, że jest normalnie i fajnie, że on zawsze miał do niej słabość, ale ona z kimś była, że dopiero jak ją zobaczył na kawie z jakimś facetem, to przystąpił do ataku, bo go szlag trafił.
Byłam zdziwiona, ale widzę , że jest szczęśliwa.
Jest, choć nie bez obaw :
- tłumy wielbicielek w firmie nie dają mu spokoju, mimo że on je olewa,
- jest młodszy od niej o 6 lat i co potem....gdy zawsze miał młodsze dużo,
- powiedział jej że bardzo chce kochać, że jest dla niego najważniejsza ale boi się, czy będzie jeszcze umiał ( miał bardzo poważny wieloletni związek z dużo młodszą zakończony podobno jej zdradą z nowym szefem)
- ona też się boi zaangażować, a raczej walczy z tym.
Pyta mnie ostatnio : Manka, co ja mam robić?
Odpowiedziałam : carpe diem, nie walcz, nie oczekuj, nie planuj. Samo niech się toczy.
Tym bardziej że oni się lubią, co widać, że z sobą czują się swobodnie i dobrze, co tez widać, że akceptują swoje wady i ułomności. Czy to może być piękna miłość? Czas pokaże, ale jeśli zwalczą swoje strachy i obawy jest duża szansa. A co Wy myślicie?
Obserwuj wątek
    • afq Re: miłość? 17.01.20, 14:09
      niczego mądrzejszego bym nie poradził koleżance niż ty

      --
      cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
    • trust21 Re: miłość? 22.01.20, 22:33
      To kilka fragmentów z Twojej wypowiedzi. Sprawiają one, że czarno to widzę...

      1. ''Gdy on zaczął się zbliżać, ona wtedy mi mówiła: powinnam dać spokój, bo młodszy, bo przystojniak i zawsze miał super piękne i młodziutkie przyjaciółki. Oraz opinię podrywacza.''

      2. ''(...) , że dopiero jak ją zobaczył na kawie z jakimś facetem, to przystąpił do ataku, bo go szlag trafił.''

      3. ''powiedział jej że bardzo chce kochać, że jest dla niego najważniejsza ale boi się, czy będzie jeszcze umiał ( miał bardzo poważny wieloletni związek z dużo młodszą zakończony podobno jej zdradą z nowym szefem)'' - !!!!

      4.''ona też się boi zaangażować, a raczej walczy z tym.'' - !!!!

      1. Noo jeśli on ma opinię podrywacza, to znaczy, że podrywaczem jest. A to źle wróży na przyszłość.

      2. Bo jego ego wywaliło pod sufitu, i w tym wypadku musiał działać. Co jak co, ale żeby inny facet mógł ją mieć? - nie ma mowy :-) Czy tu chodziło o nią czy o jego własne ego... :-)

      3. Te słowa świadczą tylko tyle, że ten facet nie ma zamkniętej swojej przeszłość i nie ma w pełni zaleczonych ran. Wchodzenie - czy próba wchodzenia - z kimś takim w związek jest bardzo ryzykowne. To trochę jak zabawa z odbezpieczonym i załadowanym pistoletem. Można sobie tylko zrobić spora krzywdę.

      4. No to niech najpierw siebie w pełni uleczy i dopiero potem próbuje wchodzić w relację. Inaczej będzie źle. Z Twojego opisu wynika bynajmniej, że może mieć ona problemy ze sobą.
      • meela Re: miłość? 23.01.20, 09:15
        Trzeba by się najpierw zastanowić, co to jest miłość. Po takich tragicznych przeżyciach jak strata dzieci (myślę, że to najgorsza tragedia dla matki), to może szukać ukojenia i zapomnienia w kogoś ramionach.
        • trust21 Re: miłość? 23.01.20, 09:29
          Takie myślenie to przepis na porażkę. To wprost prowadzi do szukania ratownika i toksycznej relacji. Niech się koleżanka wpierw sama uleczy a nie próbuje leczyć relacją.
          • yadaxad Re: miłość? 23.01.20, 10:18
            Cóż, wygląda, że dla tego pana, z jego doświadczeniami jest to tylko nowy rodzaj związku , ale rola plasterka na rany, kiedy straci urok nowości, stanie się najprawdopodobniej uciążliwa. Jest wprawdzie możliwość, że rzeczywiście na tyle osobowościowo do siebie pasują, że stworzą nową drogę istnienia, która zatrze przeszłość, ale "nieuleczone" traumy mają na tyle destrukcyjne działanie w relacji, a głaskanie ich nie leczy, że mało prawdopodobne, by koleżanka umiała zdrowo tę relację budować.
          • manka50 Re: miłość? 24.01.20, 09:41
            Ona straciła dziecko 8 lat temu i leczenia ran nie potrzebuje już. Była sama po rozwodzie z mężem jakieś 5 lat. Nie ma plasterka ani lizania ran.
          • manka50 Re: miłość? 24.01.20, 09:42
            Ale z czego ma się leczyć? Strata dziecka to wyleczona sprawa, rozwód tez, bo pierwsze miało miejsce 8 lat temu a drufie chyba 5. Była sama i jest zdrowa na ciele i umyśle. A że się boi? A czemu nie?
            • meela Re: miłość? 24.01.20, 10:38
              Myślisz manka, że czas wyleczył rany? Mam koleżankę, kończyłam z nią podyplomówkę. Kiedyś po zajęciach poszliśmy całą grupą na kawę. Ktoś zaczął temat śmierci (tak ogólnie), wtedy ona zaczęła strasznie płakać. Siedzieliśmy jak wryci, bo nie wiedzieliśmy co się stało. Po jakimś czasie powiedziała nam, że kilka lat temu zmarło jej dziecko. Ale każdy jest inny i inaczej radzi sobie ze stratą.

              Zapytałaś, czy to może być miłość? Zależy co masz na myśli mówiąc o miłości. Jeżeli jest im z sobą dobrze, jeżeli troszczą się o siebie wzajemnie, jeżeli lubią z sobą spędzać czas, jeżeli sobie ufają i się szanują, to to jest miłość moim zdaniem. A nikt nie powiedział, że miłość trwa wiecznie. Zresztą, jak wszystko na ziemi.
              • yadaxad Re: miłość? 24.01.20, 12:17
                To, że nie ma powodu prewentywnie ją do związku zniechęcać podsuwając negatywne scenariusze, to jasna sprawa. Natomiast widzenie sprawy z boku i dostrzeganie potencjalnych niebezpieczeństw wynikających z zachowań zafiksowanych życiowymi doświadczeniami druga. Nie ma to nic wspólnego z podważaniem jej zdrowia na ciele i umyśle. Każdy w życiu wchodzi w jakieś schematy zachowań, które dobrze jest korygować, zwłaszcza jeśli powstają w traumatycznych okolicznościach. Rany być może się zagoiły. Ale powstały blizny i zrosty, możliwe, silnie przeszkadzające w sprawnym poruszaniu się w sferze emocji i ocenie potrzeb uczuciowych. Choćby te nieudane związki z kochaniem na full, były nieprawidłowym mechanizmem, też zostawiającym ślad na umiejętności oceny relacji. Ludzie żyją i są często w stanie pomóc sobie sami, nie żeby na każdym kroku musieli być prowadzeni za rączkę przez psychologa. Ale jak ten nowy związek zacznie być wewnętrznie problematyczny, to przyjacielskie rady będą bezużyteczne.
                • manka50 Re: miłość? 24.01.20, 12:36
                  Każdy ma blizny, a z wiekiem jest ich coraz więcej. Nikt nie jest bez skaz i wad. Ludzie dobierają się w pary i ....zycie pokazuje co z tego wyniknie. Mają na to wpływ różne czynniki. Podstawa musi być to, by oboje chcieli - być z sobą, próbować, iść na kompromisy, szanować się , wspierać i tak dalej. I ufać, bo to też filar relacji.
                  • meela Re: miłość? 24.01.20, 13:45
                    Manka, o czym jest ta rozmowa? O lękach koleżanki, czy o Twoich? I kto powiedział, że ma zrezygnować z życia i położyć się do trumny?
                    Czego oczekujesz? Że ktoś napisze, że podrywacz może przestać być podrywaczem, bo się zakochał? Pewno może. Ja osobiście w to nie wierzę, ale też mam swoje lęki;)
                    Mój dziadek był młodszy od babci o 5 lat i byli wspaniałym małżeństwem.
                    • manka50 Re: miłość? 30.01.20, 13:50
                      Myslę, że ta rozmowa raczej skupia się na czym innym teraz, a to błąd, bo nasze osobiste doświadczenia nie powinny aż tak rzutować na dyskusję o kimś innym. Ani wiara w cokolwiek lub brak wiary ;-) Przede wszystkim to post wziął się stąd, że sam nie wiedziałam co jej powiedzieć. W końcu powiedziałam to , co czułam. Ale czasem człowiek zaczyna się zastanawiać, bo naprawdę nei chcę jej krzywdy. Ale z drugej strony jest dorosła i wie co robi, czy jej pasuje czy nie, i tak dalej. Podrywacz czy nie, to nie nam tak do końca oceniac, bo ma opinię a ja nie wiew, nie zauważyłam w jego zachowaniu w towarzystwie jakiś dziwnych zachowań wobec kobiet. A przyglądałam się.
              • manka50 Re: miłość? 24.01.20, 12:34
                Czyli , Twoim zdaniem, ma byc samotna, zgorzkniała i czekać na śmierć, bo trauma i przeżycia? Tak to, wybacz, trochę zabrzmiało. Ona jest w porządku z emocjami. Boi się raczej tego że młodszy facet, z opinią podrywacza, choć to niesprawdzone do końca. , a poza tym jak każdy boi się porażki. Im więcej się ma lat, uwierz, tym trudniej się nie bać.
                • trust21 Re: miłość? 25.01.20, 10:00
                  manka50....

                  ...coś to mi się zdaje, że żadnej koleżanki tutaj nie ma. Ty tu moim zdaniem pisujesz swoją sprawę...

                  Dwa lata temu na forum bpd napisałaś post o swoim poprzednim toksycznym związku.

                  forum.gazeta.pl/forum/w,35861,166172862,166172862,Po_czasie_nie_jest_lepiej_.html

                  Tam też staraliśmy się Ci pomóc. Moim zdaniem Ty dalej nie przepracowałaś swoich starych problemów i pchasz się znowu w potencjalnie toksyczny związek. Twoje skrypty działają w najlepsze i dalej ciągnie Cię do pokrzywionych osób. Zamiast wyciągnąć wnioski z tego co Cię spotkało, dalej bezmyślnie powtarzasz stare błędy.

                  A to, że dalej jedziesz ''po staremu'' świadczą Twoje wisy tutaj. Do tego bije z nich olbrzymia niedojrzałość i naiwność.

                  Poza tym - jeszcze raz powtórzę - Jeśli facet mówi takie rzeczy:

                  ''że bardzo chce kochać, że jest dla niego najważniejsza ale boi się, czy będzie jeszcze umiał
                  (przyp. kochać)''


                  To znak, że należny zapomnieć o związku z kimś takim. No chyba , że chcesz znowu cierpieć. Poza tym, jeśli on powiedział, że: ''boi się, czy będzie jeszcze umiał'' to znaczy, że na chwile obecną nie kocha. To kwestia min. logiki.
                  • yadaxad Re: miłość? 25.01.20, 14:14
                    To akurat, czy ktoś mówi, że kocha, czy że chce kochać nie ma większego znaczenia, bo miłość to nie konkretny przedmiot w skończonym kształcie, który się ma w kieszeni, albo nie ma.. Miłość się tworzy i jej kształt powstaje we wzajemnej relacji nieustannie w trakcie jej trwania. Jest jak nieskończenie składany z puzzli obrazek dodawanych przez obie strony . I zależy co powstaje i nie tracić kształtu powstającego z oczu.
                    • manka50 Re: miłość? 27.01.20, 09:11
                      yadaxad - zgadzam się. Ilu z nas nie chciało się zakochać, bo mózg i intuicja ostrzegały. Ale uczucie przyszło samo, nie pytając o zgodę. Gdy mamy kilka dyszek na karku kontrolujemy się na ile to możliwe ale emocje można a uczucia.....Trudno, choć ja już i z tym sobie radzę. Moja koleżanka nie miała wielu relacji, a teraz nauczona bycia samej ma po prostu obawy, zresztą ten facet też. A że się oboje asekurują, to zapewne z czegoś wynika. Dlatego dałam jej radę, o której pisałam w poście i która zawiera się w Twoich słowach wyżej w jakimś stopniu.
                      • na_deszczu Re: miłość? 27.01.20, 09:26
                        Co to za różnica uczucia czy emocje. Nic nie trwa wiecznie, jeśli nie jest podsycane. I w drugą stronę - mozna wygasić jeśli uczucie/emocja nic dobrego nie przynosi.

                        Trust21 za duzo według mnie analizuje. Nie da sie przewidzieć jak to sie skończy, bo zawsze jest możliwość, ze cos pójdzie inaczej niż zazwyczaj. Sa takie historie, ze ktoś cale życie głębiej sie nie angażował, aż byc może dojrzał do tego etapu. A moze trafił na te druga stronę, ktora nie wpisała sie w dotychczasowy schemat i poszło inaczej niż zazwyczaj. Bez rozczarowań obustronnych.

                        Kolezanka przeszła największą możliwa życiową tragedie. Złamane serce to przy tym nic. Poradzi sobie jakby coś, zwłaszcza ze ma oddaną przyjaciółkę obok.
                        • manka50 Re: miłość? 27.01.20, 14:39
                          Poradzi, to silna osoba tak naprawdę. I ma mnie ale i jeszcze siostrę, mamę i inne osoby. Chciałabym by była szczęsliwa, tak jak najbardziej potrzebuje - jak ona tego potrzebuje. Widzę, że chce próbować. A jak będzie? Nigdy tak naprawdę nie wiadomo, los płata figle tym co są bardzo pewni i uważają że wszystko mają poukładane, sama to przerabiałam.
                          • yadaxad Re: miłość? 28.01.20, 19:54
                            Dywagacje co komplikuje związki, było tak obok tematu, bo odpowiedź - co doradzić- padła na początku. W końcu Keanu też zadziwił swoją partnerką, ale obserwujący konstatują, że wyglądają na bardzo szczęśliwych.
                            • meela Re: miłość? 28.01.20, 23:55
                              A tak w ogóle, to pytanie pierwotne brzmiało, czy to może być miłość. Pytanie trochę na miarę wróżenia z kart. Ile osób, tyle może być odpowiedzi. Poza tym każdy inaczej pojmuje miłość.
                                • meela Re: miłość? 30.01.20, 10:19
                                  Po takim pytaniu nie było by dyskusji, ponieważ udzielanie konkretnych rad, to jest wchodzenie butami w cudze życie. Więc tak manko zrobiłaś słusznie i na tym koniec. Twoja koleżanka nie jest ubezwłasnowolniona i jest zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji;)
                                  Padło jednak pytanie
                                  "Czy to może być piękna miłość? Co wy na to?". Miłość ludzi intryguje, zaciekawia, podnieca, wzrusza, wyzwala zazdrość albo tęsknotę itd. dlatego chcą o niej rozmawiać. Ja osobiście zatrzymałam się w tekście na tragedii koleżanki i reszta tekstu stała się nieważna.
                                  • manka50 Re: miłość? 30.01.20, 13:53
                                    Rozumiem. Póki co spotykają się , coraz więcej czasu spędzają z sobą. Koleżanka jest szczęsliwa i chyba mniej się zastanawia co będzie, raczej bierze tak wszystko jak jest. I to najlepsze , moim zdaniem. Ja się nie wtrącam i teeż mi z tym dobrze a kciuki za nich trzymam, bo czemu nie :-)
                  • manka50 Re: miłość? 27.01.20, 09:07
                    Niestety, pomyliłaś się. To nie moja sytuacja. Mam koleżanki, zapewne w jakimś stopniu podobne do mnie, bo mniej więcej tak się ludzie dobierają - podobne myślenie, wartości itp. A że ja pisałam ten post, a nie ona, to i analogie znalazłaś. bo piszę moimi a nie jej słowami.
                    Przykro mi, ale nie masz racji kierując rady do mnie.
                    • meela Re: miłość? 27.01.20, 12:06
                      Zapytałam czy to Twoje lęki o koleżankę, czy jej o przyszłość. Po takiej tragedii, która spotkała Twoją koleżankę, to myślę, że świat już wygląda inaczej. Albo jest przesiąknięty lękiem (na pewno coś się stanie), albo nic już straszne nie jest. Czy jest w tym sens, żeby zamartwiać się tym, czego nie ma, a może być? Wtedy nie dajemy sobie szansy na to, aby poczuć radość z tego, co jest.
                      • manka50 Re: miłość? 27.01.20, 14:37
                        Myślę, że ona właśnie sama musi dać sobie szansę. Mówi że tak, od lat zawsze tak samo, a jednak wiem, że się boi. I to rozumiem, ale czas ucieka a strach zabiera kolejne szanse....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka