Dodaj do ulubionych

Moje zmagania

04.11.04, 15:57
Postanowiłam opisywac tutaj swoj kazdy dzien walki, byc moze to okaze sie
jakims sposobem i zmobilizuje mnie do dzialania. Dzis moj dzien wyglada
fatalnie - jedno wielkie obzarstwo:( Ale koniec z tym, znow zaczynam... i
momo ze jeszcze nie zar upadne... nie poddam sie, bo wlacze o najwyzsza
stawke - o siebie. Wiem, ze zabrzmialo bardzo patetycznie, ale wlasnie tego
mi dzis trzeba... wiec prosze o wyrozumialosc.
Pozdrowionka dla Wszystkich!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • kasiolda Re: Moje zmagania 04.11.04, 16:36
      swietny pomysl chmurka..ciesze sie ze wzielas sie w garsc...masz racje walcz o
      siebie..czekam na nastepne relacje z twoich poczynan..3mam kciuki z calego serca
    • abacosun Re: Moje zmagania 05.11.04, 08:17
      Opisuj chmurka opisuj :), i wzloty i upadki - to bardzo pomaga!!!!!!! Trzymam
      kciuki!
    • chmurka813 Re: Moje zmagania-dzień 1 05.11.04, 21:48
      Dzisiejszy dzien minal mi pomyslnie:) Udalo mi sie mniej zjesc i w dodatku samo
      zdrowe jedzonko:) Szkoda tylko, ze wczoraj nalykalam sie zbyt wiele tabletek na
      przeczyszczenie i dzis ciagle mnie brzuch bolal... Jedyne pocieszenie to fakt,
      ze tabletki spelnily swoja role... Ach i poszlam do fryzjera:) Chyba juz dawno
      nie bylam taka zadowolona z fryzurki:) To pierwszy dzien mam za soba...
      Pozdrawiam wszystkich!!!!!!!!!!!
    • chmurka813 Re: Moje zmagania 06.11.04, 13:37
      Dlczego nie moge przestac myslec o jedzeniu.... Ciagle tylko licze ile kalorii
      juz zjadlam, na ile jeszcze moge sobie pozwolic... Juz mnie to meczy, ale nie
      potrafie inaczej, w koncu nie tak latwo zerwac z przyzwyczajeniem ,
      pielegnowanym przez 4 lata:( Niestety dzis mam niepohamowana chec jedzenia...
      Juz moj limit na dzis sie wyczerpal: tzn. zjadlam juz ok. 1000 kalorii, wiec
      nie powinnam juz nic dzis do ust wlozyc. Moze mi sie uda, bede duzo pila i
      jakos oszukam zoladek. Najgorsze jest to, ze aby nie jesc pije kawe, teraz
      dochodze juz nawet do 5 dziennie, jeszcze troche i zrujnuje sobie zoladek
      (jesli juz tego nie uczynilam)... Musze sobie jakos zakodowac, ze dzis juz nic
      nie moge zjesc, bede omijala kuchnie z daleka... Moze to pomoze... Zeby tego
      bylo malo, wlasnie wyladowlam zlosc na mamie, jakby ona byla winna, temu ze
      chce jesc... Moze za malo sie staram... Juz sama nie wiem, jak postepowac ze
      soba... Ale jak to wyrzucilam teraz z siebie, to jakos mi lzej... Byle do
      wieczora, jeszcze nie wszytko stracone:)
      Buziaczki dla Wszystkich:)
      • abacosun Re: Moje zmagania 06.11.04, 13:50
        Chmureczko dasz radę!!!! Straraj się rozkładać posiłki tak żeby wartość
        kaloryczna starczyla na caly dzien, bo inaczej ciezko będzie ci wytrzymać,
        dzisiaj nie głódź sie tylko dlatego ze juz zjadłas limit 1000, bo efekt będzie
        taki, że wieczorekm rzucisz się na jedzonko, lepiej pozzwól sobie zjeść 1500
        kalorii, a poćwicz trochę żeby spalić nadmiar...
        polecam warzywa na patelnię z hortexu, są zdrowe , pożywne, niedrogie i naprwdę
        syca , a kalorii w nich malućko... najlepsze są z bazylią i tymiankiem ;)
        Pozdrawiam i mocno trzymam kciuki!!!
      • mniam-pl Re: Moje zmagania 06.11.04, 13:58
        witaj towarzyszko niedoli!
        ja juz nie licze kalorii. tzn nie oficjalnie, ale przez wieloletnie
        przyzwyczajenie mam juz swiadomosc co ile ma.
        dzis zaraz po obudzeniu bylam jakas silna myslalam ze zrobie sobie
        zdrowy,czysty dzionek - posprzatam, zdrowego cos sobie na obiad przygotuje,
        wieczorem wybiore sie na impreze... ale jak zawedrowalam do kuchni (tez ta
        kawa...) to okazalo sie ze jakies niepodojadane ciasta z wczoraj lezaly na
        wierzchu. potem juz wszystko potoczylo sie po staremu. 1000 tez to bylo na
        pewno, moze wiecej. do konca dnia nie wytrwam bez jedzenia, bo przychodza
        goscie imieninowi kolejni, ale mam zamiar nie przesadzac. I potem w nagrode isc
        w jakies fajne miejsce wieczorem.
        eh, jakie to wszystko jest proste w teorii. strasznie teraz juz chce z tym
        skonczyc, strasznie!
        Tak jak ty zaczynasz przesadzac z kawa w zastepstwie jedzenia, to ja zaczelam
        palic. Wiem, idiotyczne. Z jednego nalogu w drugi. Ale jakos sie nie
        uzaleznilam i juz mi przestalo smakowac. raz na tydzien sobie zapalam teraz.
        jeszcze jedno pytanko z ciekawosci - teraz jestes nadal chuda, normalna czy
        gruba? z tego co zauwazylam to wcale nie po wszystkich "kompulsywnych" widac
        ich zarlocznosc...
        pozdrawiam z bardzo mocno zacisnietymi kciukami
        m.
        • chmurka813 Re: Moje zmagania 06.11.04, 16:31
          Jesli chodzi o mnie.. to waze teraz 61 kg przy 164 cm... wiec mam troche do
          zrzucenia, ale potrafie sie tak ubrac, ze nie widac tego, zreszta mam dosc
          proporcjonalna budowe, wszytko rownomiernie sie rozklada wiec nie jest
          najgorzej... Ale zle sie czuje z taka waga, wiec mam zamiar schudnac...
          A jak jest z Toba?
          Nie martw sie tymi ciastami... jesli pojdziesz potanczyc to wszytko spalisz, a
          poza tym jest juz jakis postep, zjadlas ciasto, ale nie najadlas sie do bolu,
          wiec to juz duzy plus:)
          Ja narazie sie trzymam, zobaczymy jak bedzie pozniej:)
          Pozdrowionka!!!
          • mostena Re: Moje zmagania 06.11.04, 19:16
            Waga bardzo podobna, wzrost tez, rowniez proporcjonalna jestem i ubrac sie
            potrafie.
            1000 kcal to ciut malo na odchudzanie w Polsce (wiem, co mowie). 1200 polecam,
            1400 moze? I nie mowie, zeby nie liczyc, chociaz sama wlasnie gromko
            oznajmilam, ze to 'rzucam'. Nie mowie - bo mnie tam liczenie sie przydalo na
            poczatku tej diety.
            Pozdrawiam serdecznie i powodzenia;)
            • abacosun Re: Moje zmagania 06.11.04, 20:56
              Zgadzam się z mosteną 1000 kcal to troszkę mało... tzn. jeżeli wogóle nie
              ćwiczysz i masz mało ruchu to będzie ok. Jeżeli jednak ćwiczysz to powinnas w
              te dni zjadać ok. 1500 kcal, a w dni beztereningowe 1200 i będzie super :)

              Ja mam 161 cm wzrostu i waże według najnowszych danych czyli waga z przed
              chwili :) - 68,3 kg i na razie dążę do 60kg, a potem się zobaczy. Jak ważyłam
              tyle co wy czyli 61 kg czułam się już fantantycznie :), więc wy rowniez pewnie
              nieźle wyglądacie :), ale rozumiem oczywiście, że każda z nas dąży do
              doskonałości ;). Pozdrawiam i powodzonka :)
    • chmurka813 Re: Moje zmagania-dzień 2 06.11.04, 22:19
      Na szczescie udalo mi sie wytrwac, nie przekroczylam 1000 kalorii, nawet troche
      pociwczylam. Dziewczyny niestety ze mna jest tak, ze przy 1500 ja w ogole nie
      chudne, zreszta juz sama nie wiem, bo zawsze stosuje 1000. Ale mam chyba zbyt
      spowolniona przemiane materii, ciagle tycie i chudniecie rozregulowalo moj
      organizm. Najgorsze jest to, ze jak przekrocze ten magiczny 1000, to pozniej
      juz sie nie kontroluje... Nie potrafie inaczej, albo trzymam sie scisle diety,
      albo objadam sie na maksa... Wiem, ze to glupie... Musze nauczyc sie inaczej...
      Ale nie wszytko naraz... Dzis ciesze sie, ze jakos wytrawlam:)
      Pozdrawiam, trzymajcie sie mocno:)!!!!!!!!!!
      • mniam-pl Re: Moje zmagania-dzień 2 07.11.04, 10:52
        No to gratuluje chmurko!
        Ja wczoraj zjadlam jeszcze pare kawalkow szarlotki i orzeszki, ale bez zadnych
        tendencji napadowych. A pozniej tanczylam przez pol nocy. Niestety nabawilam
        sie dola (jak zwykle tego samego - ze nikt mnie nie chce, ze nikomu sie nie
        podobam a juz na pewno nie tym ktorzy podobaja sie mi) i dzis mam ochote na cos
        dobrego na pocieszenie. Narazie zjadlam kawelek szarlotki i jablko. A na obiad
        przychodza znajomi.
        Tez ciagle chudne i tyle. Ma teraz +/- 60kg, a mam 170cm. Ale nie jestem
        proporcjonalna niestety i nie wyglada to dobrze - tluszcz od brzucha w dol sie
        odklada :( No i niewygodnie mi z tym bardzo. Jak zaczelam myslec o chudnieciu -
        mialam 55 i bylo mi z tym dobrze ale wtedy sobie tego nie uswiadamialam... No i
        tereaz juz za pozno. Tyle to bym teraz bardzo chciala miec...
        Mile dnia dziewczyny i badzcie dzielne!
        • kasiolda Re: Moje zmagania-dzień 2 07.11.04, 21:26
          Niestety nabawilam
          > sie dola (jak zwykle tego samego - ze nikt mnie nie chce, ze nikomu sie nie
          > podobam a juz na pewno nie tym ktorzy podobaja sie mi) i dzis mam ochote na
          cos
          >
          > dobrego na pocieszenie

          skad ja to znam..ale powiem co nie ma co sie przejmowac..w koncu trafisz na
          kogos komu sie spodobasz i on ci sie spodoba i bedziecie zyli dlugo i
          szczesliwie w slicznym bialym domku z basenem jesli chcesz i gromadka
          dzieci..inaczej byc nie moze..cierpliwosci..i nie pocieszaj siebie w ten
          sposob..to nic nie da..lepiej jak napisala szczesliwawa kupic kosmetyk albo
          ciuch..od razu lepiej sie poczujesz i na dodatek atrakcyjna..a jak sie bedziesz
          sobie podobac to i facetom sie bedziesz podobac..zobaczysz jeszcze beda walic
          do ciebie drzwiami i oknami..3maj sie cieplutko
        • horlaa dość kalorii, kilogramów, centrymetrów! 12.11.04, 15:45
          koniec z podawaniem wagi, wzrostu, ilości zjedzonych kalorii
          DOŚĆ!!!

          zrozumcie, że to nie ma najmniejszego sensu.
          poczytajcie trochę postów mosteny, kasioldy, i ten świeżutki szczęśliwawa.


          I NIE WAŻCIE SIĘ!!!! wagi proszę uprzejmie wywalić na śmietnik!!!!!!!

          bo jeśli nie, to będzie naprawdę kiepsko.
          a jak się wkurzę, to zacznę kasować te paskudne posty :-(
      • kasiolda Re: Moje zmagania-dzień 2 07.11.04, 21:29
        chmurko nie tedy droga..naprawde nic nie zyskasz..mozesz sie jeszcze bardziej
        rozczarowac..wiem ze ciezko jest jesc normalnie..nie odchudzac sie ani nie
        objadac..ale trzeba probowac..dla wlasnego dobra..przelamywac sie..nie
        czekac..3maj sie..pisz co u ciebie nowego..pozdrawiam
      • szczesliwawa Re: Moje zmagania-dzień 2 07.11.04, 22:16
        Wiesz, chmurko, poczytaj sobie posty mosteny. Ona cudnie wraca do zdrowia,
        chudnie i naprawia przemianę materii. Dziewczyna wie co mówi.
        Skąd ja znam te skrajnosci, albo jedzenie odrobinek albo na maksa... Wiesz, nie
        wiem, na ile i co jest Twoim problemem. Ale ja próbuję oddzielić odchudzanie od
        odżywiania. Przy mojej przemianie materii wystarczy, że przejdę obok lodówki i
        już spodnie mam za ciasne ;) No i parę kilo dobrze by było zrzucić. Ale nie
        dietą niskokaloryczną. Nie tędy droga. U mnie nie działa, sprawdzałam przez
        wiele lat. Teraz szukam w sieci wszystkiego o metodzie montignaca, próbuję
        układać posiłki z sensem i naprawdę próbuję nie szacować kaloryczności. Podobno
        schudłam... Nie sprawdzam. Z pewnością nie przytyłam, więc nie jest źle. Teraz
        ważniejsze jest dla mnie zdrowie. Chudnięcie nie jest priorytetem. Będzie
        skutkiem ubocznym, mile widzianym. A ja będę po prostu zdrowa :)
        Czego wam i sobie życzę :)
        Sz
        • kasiolda Re: Moje zmagania-dzień 2 08.11.04, 10:29
          dokladnie tak..najpierw ty i twoje zdrowie..najwazniejsze unikac napadow i
          uczyc sie z nimi zyc..a z czasem zauwazysz ze schudlas..czy tak nie jest lepiej?
    • chmurka813 Re: Moje zmagania 12.11.04, 11:48
      I znow zaczynam od nowa... Moje zycie to jeden wielki schemat, wszytko zawsze
      wyglada tak samo, przynajmniej ta sfera dotyczaca jedzenia. Kilka dni jem
      zdrowo, nawet o tych samych porach, a pozniej cos we mnie peka:( Nawet chyba
      bym nie uwierzyla, ze tyle mozna w siebie napchac... Kiedys wstydzilam sie jesc
      przy kims i to mnie jakos hamowalo, ale wczoraj... Mialam napad przy calej
      rodzince i bylo mi wszytko jedno, nawet wyslalam ich po slodycze dla mnie,
      mowiac im ze to ostatni raz... Jaka ja jestm beznadziejna... W dodatku kiedys
      nawet przez mysl by mi nie przeszlo, zeby jesc po godzinie 18:00, nawet jak
      mialam napad, to gdy wybila 18:00 ja przestawalam jesc, to bylo automatyczne. A
      wczoraj jadlam o 23:00, mama patrzyla na mnie z politowaniem, o reszcie nawet
      nie wpomne, kiedy to sie skonczy...
      • kasiolda Re: Moje zmagania 12.11.04, 12:45
        wiem ze jest ci ciezko.przechodzilam to samo.najpierw jadlam w samotnosci,a
        potem cos sie we mnie przelamalo i juz bylo mi wszystko jedno czy ktos patrzy
        czy ktos jest w domu,byle tylko sie objesc.na szczescie to minelo.teraz jesli
        amm juz napad,a jest to bardzo rzadko bogu dzieki i mojej cudownej
        psycholozce :))) to jem gdy nikogo nie ma,nie chce zeby to wrocilo.nie przejmuj
        sie.stalo sie.czasu nie cofniesz.wiem ze teraz ci glupio,glupio spojrzec w
        oczy,jesc,rozmawiac,ale coz.bylo minelo.mysle ze wszyscy o tym zapomna szybciej
        niz ci sie wydaje.
        nie mow tak.nie jestes beznadziejna,jesli nadal tak bedziesz myslec,to sie
        nigdy nie skonczy.przede wszystkim uswiadom sobie ze jestes tylko
        czlowiekiem,ze kazdy popelnia bledy,kazdemu zdarzy sie wpadka,kazdyw jakis
        sposob odreagowuje stres,problemy,jedni uprawiaja sport,rozmawiaja z
        przyjaciolmi,sluchaja muzyki,tancza,inni wpadaja w nalogi,pala,pija,jedza.rzecz
        w tym zeby nauczyc sie inaczej reagowac,nie jesc,nie tlumic w sobie emocji,w
        tym pomoze ci psycholog,on toba pokieruje,poradzi,wyslucha,zrozumie,pozwoli ci
        spojrzec na to wszystko z boku,obiektywnie.mozesz probowac sama cos zmieniac,na
        poczatek an przyklad spojrz w lustro sprobuj usmiechnac sie do
        siebie,powiedziec jestes fajna,naprawde to nie jest trudne,sprobuj gdy jestes
        zdenerwowana inaczej wyladowywac sie niz jedzac,zobaczysz ze tak
        mozna,oczywiscie nie zawsze sie to uda,ale powoli,wszystko w swoim czasie,i
        jeszcze jedno,ja tez sobie powtarzalam ze zaczynam od nowa,tak milion razy,pare
        razy dziennie siedem dni wtygodniu i to nic nie dalo,nie,nie mozna zapomniec o
        tym co bylo,trzeba przeanalizowac co sie zrobilo zle i wycigac wnioski,a nie od
        razu wszystko zmieniac,nie da rady,cierpliwosci.3mam kciuki za ciebie.bedzie
        dobrze.glowa do gory,piers do przodu i chodu.i usmiechnij sie,.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka