ziemiomorze
16.11.04, 00:35
Dwie szkoly: jedna dopuszcza w terapii tylko watki biograficzne, druga - nie
wyobraza sobie glebokiej interwencji bez eksplorowania i rozwijania
duchowosci.
Z jednej strony - ogolna tendencja do tego, aby to, co duchowe,
nazywac 'patologia' (Grof napisal o tym: 'Jesli czlonek przecietnego zboru
przezylby glebokie doswiadczenie duchowe, jego pastor najprawdopodobniej
odeslalby go na leczenie do psychiatry'); z drugiej - njuejdzowa kasza. Gdzie
sa wlasciwe proporcje? Czy sprawy duchowosci i terapii nalezy mieszac? Jak?
Kiedy? W celu?