metroseksualny
21.11.04, 17:19
Gdy się taki Imek, Ryb czy Malone robi starszy,
Wszystko w nim po trochu parszywieje;
Ceni sobie spokój miły
I czeka, aż całkiem wyłysieje.
Wówczas przychodzą nań żale,
Szczęścia swego liczy zaległości,
I mimo tak smutne znamię,
Straszne go chwytają namiętności...
Z desperacja patrzy czarną
Na swe lata młode, zmarnowane,
W wspomnień aureole boską
Pręży myśli swoje rozkochane...
Z żalem rozważa w swej nędzy
Każde "nicniebyłomiędzynami",
Każdy nie dopity puchar,
Każdy flirt młodzieńczy z siuśmiajtkami....
Wspomni z jakąś wielka gidią
Swe gruchania, ach, jak idiotyczne,
I czuje w grzbiecie, wzdłuż szelek,
Jakieś dziwne prądy elektryczne....
Jakąś gęś, z która do rana
Szukali na mapie Anatolii,
Jakiś powrót piechty z Bielan,
Jakiś wieczór pełen melancholii...
Gdybyż, ach, snów wskrzesła mara,
Którą pokrył ciemny mrok,
Gdybyż bodaj raz, ach, gdyby
Sycić swą CHUĆ jak Marusia Ogoniok!....
...I wdecha zwiędłe zapachy
Nad swych marzeń trumną nachylony,
I w jesienną noc, w smutku szale
Łzami skrapia własne kalesony......