Gość: marzena
IP: 80.48.253.*
28.11.04, 18:09
Od dzisiaj jestem wolna.
Po 3 latach kończę moje małżeństwo. Ekspresem. On od roku ma inną i widzę jak
rozpięłanad nim klosz władzy absolutnej. On tańczy do jej nut a ja patrzę na
to jakbym siedziała w cyrku.
Chciałam jeszcze raz zawalczyć o nas, o wszystko co nas łączyło, ale on dziś
właśnie sobie przypomniał, że mnie jednak nie kocha. I nigdy "tak naprawdę"
nie kochał. Rozmawialiśmy, rzucił mi w twarz, że wcale nie chciał ślubu ze
mną tylko tak wyszło, bo wszyscy tego od niego oczekiwali. Co w takim razie
znaczyły jego wyznania wcześniej? Co znaczyło to "kocham" "kocham" "kocham"
którym mnie karmił przez wspólnych sześć lat?
Już nie ma o co walczyć, straszne wiedzieć, że nigdy nie było, bo to jedna
wielka blaga.