Dodaj do ulubionych

moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna

IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 04:28
czytam to forum,,ale sie wciaz wahalam,czy opowiedziec,co mnie dreczy-bo to bol
jednak okropny.jednak-nie poradze sobie sama.tak w skrocie: bylam w zwiazku dwa
lata,rozstalismy sie podtrzymujac jednak kontakt smsowy i mailowy. spotkalismy
sie po kilku miesiacach na neutralnym gruncie,a kilka dni pozniej znow
mieszkalismy razem.dla mnie to b.wazny zwiazek-poprzedni moj partner zginal w
wypadku,potem zaraz stracilam ojca,dlugo bylam sama,zeby sie jakos ogarnac i
odbudowac.mniej wiecej po miesiacu wspolnego zycia moj partner zawiadomil
mnie,ze w tym czasie,gdy sie rozstalismy on wrocil do swojej bylej zony, ktora
jest w ciazy,a nie powiedzial mi o tym wczesniej,bo bal sie,ze go nie przyjme.i
pewnie slusznie.popadlam w jakis rodzaj szoku,nie potrafie tego lepiej
nazwac.potem nastapil horror-ich wspolny porod, na co zupelnie nie bylam
przygotowna.ona po prostu zadzwonila-a on poszedl.nie winie tej kobiety,nie
zrobila tego przeciez specjalnie.
natomiast dla mnie-zaczal sie koszmar,ktory trwa juz trzy lata.cos sie we mnie
po prostu zalamalo.nie jestem w stanie zaakceptowac tego dziecka-i winie sie za
to,bo w koncu-coz winne dzecko,lecz jednak jak on stamtad wracal-nie potarfilam
sie ani odezwac,ani dotknac.czulam jakis rodzaj wstretu-choc wstydze sie do
tego przyznac.zamykalam sie w pokoju i doslownie,bez przenosni-wylam z
bolu.potem wyjechalismy, zmienilismy prace, sprzedalam dom mojego ojca tracac
swoje miejsce w zyciu...a to uczucie i tak nie mija.kilka dni temu moj partner
sie spytal,czy moglby do tego dziecka zadzwonic-i znow wsyzstko mnie boli.
zdaje sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
dzieckiem.ale-nie jestem tez w stanie przez to przebrnac.co robic?
Obserwuj wątek
    • ad12 Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna 11.05.02, 06:42
      Gość portalu: maka napisał(a):

      > czytam to forum,,ale sie wciaz wahalam,czy opowiedziec,co mnie dreczy-bo to bol
      >
      > jednak okropny.jednak-nie poradze sobie sama.tak w skrocie: bylam w zwiazku dwa
      >
      > lata,rozstalismy sie podtrzymujac jednak kontakt smsowy i mailowy. spotkalismy
      > sie po kilku miesiacach na neutralnym gruncie,a kilka dni pozniej znow
      > mieszkalismy razem.dla mnie to b.wazny zwiazek-poprzedni moj partner zginal w
      > wypadku,potem zaraz stracilam ojca,dlugo bylam sama,zeby sie jakos ogarnac i
      > odbudowac.mniej wiecej po miesiacu wspolnego zycia moj partner zawiadomil
      > mnie,ze w tym czasie,gdy sie rozstalismy on wrocil do swojej bylej zony, ktora
      > jest w ciazy,a nie powiedzial mi o tym wczesniej,bo bal sie,ze go nie przyjme.i
      >
      > pewnie slusznie.popadlam w jakis rodzaj szoku,nie potrafie tego lepiej
      > nazwac.potem nastapil horror-ich wspolny porod, na co zupelnie nie bylam
      > przygotowna.ona po prostu zadzwonila-a on poszedl.nie winie tej kobiety,nie
      > zrobila tego przeciez specjalnie.
      > natomiast dla mnie-zaczal sie koszmar,ktory trwa juz trzy lata.cos sie we mnie
      > po prostu zalamalo.nie jestem w stanie zaakceptowac tego dziecka-i winie sie za
      >
      > to,bo w koncu-coz winne dzecko,lecz jednak jak on stamtad wracal-nie potarfilam
      >
      > sie ani odezwac,ani dotknac.czulam jakis rodzaj wstretu-choc wstydze sie do
      > tego przyznac.zamykalam sie w pokoju i doslownie,bez przenosni-wylam z
      > bolu.potem wyjechalismy, zmienilismy prace, sprzedalam dom mojego ojca tracac
      > swoje miejsce w zyciu...a to uczucie i tak nie mija.kilka dni temu moj partner
      > sie spytal,czy moglby do tego dziecka zadzwonic-i znow wsyzstko mnie boli.
      > zdaje sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
      > dzieckiem.ale-nie jestem tez w stanie przez to przebrnac.co robic?

      kochana mako!
      Bardzo mi przykro z powodu twojego taty i pierwszego chlopaka ! Wiec jesli mowa o
      twoim obecnym chlopaku masz racje nie mozesz mu zabronuic kontaktu z jego
      dzieckiem i powiem ci ze jestes w trudnej sytuacji wiesz mysle ze ona nie jest
      odpowiednim facetem dla ciebie i wydaje mi sie ze powinnas go zostawic . Skoro on
      polecial juz raz do swojej pierwszej zony zostawiajac cie to nie jest wart
      twoejej milosci a pozza tym nie uwazasz ze przeszlas w zyciu wiele dlaczego
      torturujesz siebie ta sytuacja nie jestes szczesliwa mozna to wyczytac miedzy
      wierszami twojego postu ! Wiem ze to latwo powiedziec i trudno zrobic ale zostaw
      go zaslugujesz na kogos lepszego!
      • kwieto Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 08:34
        eeeee....

        czy to, ze partner ma dziecko z inna kobieta jest powodem do rozstania? Nie
        przesadzajmy, jesli chcialabys miec kontakt z kims kto nigdy wczesniej nie mial
        zwiazku i nie ma wyplywajacych z tego zobowiazan, to polecam szukanie partnera
        posrod prawiczkow. Najskuteczniej bedzie przeszukac grupe 12-16 lat...

        A on po prostu zachowal sie odpowiedzialnie. W koncu skoro splodzil dziecko, to
        powinien przynajmniej czesciowo o nie dbac? Nie mozesz zabronic ojcu
        astystowania przy porodzie wlasnego dziecka, tylko dlatego ze ma w tej chwili
        inna partnerke.

        Powyzsze bylo glownie do ad12.
        A do maki pytanie - moze masz po prostu kompleks analogiczny do tego ktorzy
        maja niektorzy mezczyzni poszukujac dziewicy i narzekajacy, ze ich partnerki
        dziewicami w chwili poznania nie byly?
        • ad12 Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 09:08
          kwieto napisał(a):

          > eeeee....
          >
          > czy to, ze partner ma dziecko z inna kobieta jest powodem do rozstania? Nie
          > przesadzajmy, jesli chcialabys miec kontakt z kims kto nigdy wczesniej nie mial
          >
          > zwiazku i nie ma wyplywajacych z tego zobowiazan, to polecam szukanie partnera
          > posrod prawiczkow. Najskuteczniej bedzie przeszukac grupe 12-16 lat...
          >
          > A on po prostu zachowal sie odpowiedzialnie. W koncu skoro splodzil dziecko, to
          >
          > powinien przynajmniej czesciowo o nie dbac? Nie mozesz zabronic ojcu
          > astystowania przy porodzie wlasnego dziecka, tylko dlatego ze ma w tej chwili
          > inna partnerke.
          >
          > Powyzsze bylo glownie do ad12.
          > A do maki pytanie - moze masz po prostu kompleks analogiczny do tego ktorzy
          > maja niektorzy mezczyzni poszukujac dziewicy i narzekajacy, ze ich partnerki
          > dziewicami w chwili poznania nie byly?

          Chciala bym ci przypomniec ze ten ojciec spoldzil w czasie jak oni sie rozstali
          wiec nie jest to takie tam eee . Moj maz tez mial wiele bylych dziewczyn ale nie
          znaczy to ze ma sobie z nimi robic dziecko za kazdym razem jak sie poklocimy a
          pozniej asystowac przy porodzie ! Uwazam to za swinstwo z jego strony !
          • kwieto Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 09:20
            Owszem, rozstali sie. Na kilka miesiecy. Ile? 2,3 a moze 10? 10 miesiecy to
            chyba sporo czasu by kogos poznac, a nawet splodzic z nim dziecko? Szczegolnie
            jesli na przyklad "wpadl"? Pada okreslenie "byla zona". Czy ta zona to ktos z
            kim sie pobral w przeciagu tych dwoch miesiecy? Czy ktos, z kim znal sie o
            wiele wczesniej?
            Niezaleznie od wszystkich innych ukladow, moja sympatie zdecydowanie o wiele
            bardziej budza mezczyzni, ktorzy chca sie wlasnymi dziecmi zajmowac.
            Niezaleznie od tego w jakich warunkach je splodzili, czy bylo to zaplanowane,
            czy stalo sie przypadkiem
            • ad12 Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 09:32
              kwieto napisał(a):

              > Owszem, rozstali sie. Na kilka miesiecy. Ile? 2,3 a moze 10? 10 miesiecy to
              > chyba sporo czasu by kogos poznac, a nawet splodzic z nim dziecko? Szczegolnie
              > jesli na przyklad "wpadl"? Pada okreslenie "byla zona". Czy ta zona to ktos z
              > kim sie pobral w przeciagu tych dwoch miesiecy? Czy ktos, z kim znal sie o
              > wiele wczesniej?
              > Niezaleznie od wszystkich innych ukladow, moja sympatie zdecydowanie o wiele
              > bardziej budza mezczyzni, ktorzy chca sie wlasnymi dziecmi zajmowac.
              > Niezaleznie od tego w jakich warunkach je splodzili, czy bylo to zaplanowane,
              > czy stalo sie przypadkiem

              A moja sympatie budza mezczyzni ktorzy plodza dzieci ze swoja zona a nie z byla
              zona . Jak chcesz miec dzieci to dobrze miej je ale stworz rodzine a nie lata z
              kwiatka na kwiatek uwazm ze ten facet nie jest fair ani dla swojej bylej zony ani
              dla swojej obecnej dziewczyny!
        • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:01
          kwieto napisał(a):

          > eeeee....
          >
          > czy to, ze partner ma dziecko z inna kobieta jest powodem do rozstania? Nie
          > przesadzajmy, jesli chcialabys miec kontakt z kims kto nigdy wczesniej nie mial
          >
          > zwiazku i nie ma wyplywajacych z tego zobowiazan, to polecam szukanie partnera
          > posrod prawiczkow. Najskuteczniej bedzie przeszukac grupe 12-16 lat...
          >
          > A on po prostu zachowal sie odpowiedzialnie. W koncu skoro splodzil dziecko, to
          >
          > powinien przynajmniej czesciowo o nie dbac? Nie mozesz zabronic ojcu
          > astystowania przy porodzie wlasnego dziecka, tylko dlatego ze ma w tej chwili
          > inna partnerke.
          >
          > Powyzsze bylo glownie do ad12.
          > A do maki pytanie - moze masz po prostu kompleks analogiczny do tego ktorzy
          > maja niektorzy mezczyzni poszukujac dziewicy i narzekajacy, ze ich partnerki
          > dziewicami w chwili poznania nie byly?

          nie zartuj!po pierwsze:bylismy pozniej w poradni rodzinnej,gdzie nam powiedziano,ze jak sie
          czlowiek decyduje na bycie z kims i budowanie zwiazku,to jednak nie robi pewnych rzeczy.na
          przyklad-nie odbywa wspolnych porodow z inna kobieta.trudno-takiego sie dokonalo wyboru.
          i po drugie-nie mam kompleksu,nie wymagam od partnera dziwictwa-to chyba nie o to zupelnie
          chodzi,nie sadzisz?
          znaczy co-ja teraz mam prawo miec dziecko z kims innym i ten ktos inny pojdzie rodzic, a moj
          partner bedzie na nas grzecznie czekal w domu,potem radosnie przywita?
          a jak sie na to nie zgodzi,to mu powiem-wiesz,ty to masz chyba kompleks dziewictwa?



          • kwieto Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 18:00
            Ale splodzil to dziecko w okresie, kiedy nie byliscie para. A pojscie na porod
            dziecka bylo jednym ze zobowiazan, ktorych sie wtedy podjal. Nie masz czasem
            tak, ze jest cos, co Ci w gruncie rzeczy przeszkadza, ale musisz to zrobic, bo
            wczesniej sie tego podjelas i obiecalas ze to zrobisz? W tej sytuacji jest
            analogicznie. Wiedzial o ciazy i skoro nie namawial zony do jej usuniecia - to
            powinien poniesc wszelkie konsekwencje tego wyboru. I ponosi je bardzo pieknie.
            Nie rozumiem stwierdzenia "nie chodzi sie na porody bylej zony". Jesli
            powiedziano wam to w poradni rodzinnej, to osobiscie poddaje w watpliwosc
            kompetencje tej poradni. Nie mozna tak po prostu odciac sie od zobowiazan ze
            swojej przeszlosci, bo to byloby zwykle swinstwo wyrzadzone tamtej kobiecie.

            A swoja droga, nie rozumiem na czym polega Twoj bol. Pisalem juz o tym nizej,
            ale powtorze tutaj. Nie rozumiem, dlaczego pojscie Twojego partnera na porod
            wlasnego dziecka bolalo Cie tak bardzo, ze az musialas brac srodki
            uspokajajace. Zwyczajnie nie miesci mi sie to w glowie.

            Na czym polegal ten bol? Skad on sie bral?
            • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 18:07
              jak nie rozumiesz sam z siebie-to ja ci tego nie wytlumacze.
              ja nie mam problemu z akceptacja jego zobowiazan-choc pewnie mozna je w rozny sposob
              realizowac.
              ty mi mowisz cos takiego: nie mialo cie prawa zabolec.no,.ale zabolalo,stalo sie.ciebie boli
              tylko to,co ma cie wg.ciebie prawo zabolec???
              stalo sie,bylo,minelo.raczej musze sobie radzic z rzeczywistoscia teraz.
              byc moze nie mialam prawa do tego bolu,ale cos tam sie wtedy ze mna stalo-i szukam teraz
              sposobu jak z tego wybrnac w taki sposob, zeby bylo jak najlepiej dla wszystkich z jak
              najmniejszym cierpieniem dla mnie.
              rozpatrywanie-czy mialam prawo,czy nie, zle sie wtedy poczuc-raczej mi nie pomoze...sorry.


              • kwieto Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 18:13
                Alez ja nie pytam czy masz prawo do tego bolu. Pytanie o "prawo" do bolu jest
                po prostu bez sensu. Ale jestem ciekaw CO Cie tak na prawde zabolalo. Innymi
                slowy - z czym zwiazany jest ten bol, skad sie on bierze. Jesli nie odpowiesz
                sobie na takie pytania, na dosc glebokim poziomie - to nigdy nie dowiesz sie,
                jak sobie z tym bolem radzic.
                • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 18:28
                  pewnie to,ze zostalam wtedy tak bezwzglednie sama? w sytuacji o ktorej wiedzialam,ze 99 osob na
                  100-powie:"no o co to cale cierpienie?facet ma prawo,to idzie" ;))-to troche dowcip
                  oczywiscie.ale jak tak pytasz-to chyba to mnie najbardziej walnelo-tam byly dwie siostry tej
                  kobiety,jej ojciec,mama itd...ja zostalam zupelnie sama. potrafilam tylko tej jednaj
                  przyjaciolce sie przyznac do tego,ze to tak koszmarnie boli,a to dlatego,ze intelektem czy jak
                  tam nazwac uznawalam racje tych 99 na 100...
                  w dalszym ciagu je uznaje.naprawde nie mam ochoty negowac niczyich praw do niczego. chce tylko
                  znalezc jakas recepte dla siebie w tym wszystkim.
                  • kwieto Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 11.05.02, 18:43
                    A dlaczego bycie sama Cie boli? Przeciez nie odtracil Cie, owszem w danym
                    momencie ktos inny okazal sie wazniejszy ale... przeciez nikt z nas nie jest
                    najwazniejszy na swiecie.
                    A gdy jest na przyklad w pracy, to tez boli tak samo? W koncu wtedy tez jestes
                    sama...
                    • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 19:17
                      ja duzo przebywam sama i to nie boli,raczej lubie.ale nie jestem wtedy sama w tak trudnej
                      sytuacji emocjonalnej.wiesz,gdybym nie wiem jak chciala,to jednak nie potrafie porownac tej
                      sytuacji do zwyklego bycia samemu,do wyjscia na piwo itp.moge tylko podziwiac,ze dla ciebie te
                      sytuacje maja ten sam znak emocjonalny,tez bym tak chciala.ale tak nie jest.i raczej trudno to
                      bedzie zmienic.szukam rady-jak teraz postapic i jak sie z tym uporac.


                    • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 19:23
                      i nie mam wrazenia,ze jestem najwazniejsza na swiecie-kwieto.wrecz na odwrot. nauczylam sie
                      raczej dosc pokornie znosic to,co przynosi los.to chyba moj pierwszy w zyciu krzyk rozpaczy;))
                      i proba znalezienia w czyms,co przynosi los, takze jakiegos miejsca dla siebie i praw-chocby do
                      negatywnych odczuc. jak sie okaze,ze nie mam-no to coż...pewnie sie z tym pogodze.

                      moze kopnelo mnie jeszcze i to,ze wspolnie ustalilismy,ze on na ten porod nie pojdzie,ze sie
                      wlaczy pozniej-a jednak poszedl.przyslal mi smsa z sali porodowej,ze ma dziecko juz.
                      ale-to rowniez nie jest w tej chwili wazne.
                      ja naprawde szybko musze sie zastanowic-co teraz?
                    • Gość: maka SZUKAM OSOB,KTORE PRZEZYLY COS PODOBNEGO IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 19:49
                      kwieto,przepraszam,ale juz nie mam czasu i sily na teoretyzowanie.
                      chcialabym znalezc osoby,ktore przeszly przez cos podobnego.chcialabym wiedziec, co wtedy
                      czuly,jak sobie z tym poradzily i czy mozna sobie z tym poradzic jakos?
                      na razie znalazlam tylko jedna kobiete,ona to jeszcze mocniej poczula.
                      • Gość: Katya MAKO, PRZEZYLAM COS PODOBNEGO IP: 212.137.27.* 13.06.02, 15:12
                        Przeczytalam kilka postow na tym forum, i mam wrazenie, ze niektorzy ludzie nie
                        do konca zrozumieli Twoj problem. Pisza pozytywnie o mezczyznach, ktorzy chca
                        zajmowac sie wlasnymi dziecmi i uczestniczyc w ich narodzinach - i bardzo
                        dobrze! Jest rzecza zrozumiala, ze ojciec powinien byc odpowiedzialny i
                        zajmowac sie dzieckiem, powinienien byc przy nim, nie uciekac od
                        odpowiedzialnosci, i Ty doskonale sobie z tego zdajesz sprawe (cytuje: ”zdaje
                        sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
                        dzieckiem”), ale nie w tym rzecz. Tu nie chodzi o to, czy facet dobrze zrobil
                        biorac udzial w tym porodzie. Nie jestesmy tu, aby pouczac, osadzac i mowic
                        innym, jak zyc. Tu chodzi o to, jak Ty sie z tym wszystkim czujesz.
                        Jestem w bardzo podobnej sytuacji – wprawdzie moj mezczyzna uczestniczyl we
                        wspolnym porodu ze swoja ex jakis czas temu, zanim mnie poznal, ale sama mysl,
                        ze on tam byl, przechodzil przez cos tak szczegolnego, wspanialego i
                        wyjatkowego po raz pierwszy z nia, a nie ze mna, jest dla mnie nie do
                        zniesienia.
                        To paskudne uczucie, ze jest sobie ta jego wielka rodzina - on + dzieci + ex +
                        tesciowie + dziadkowie, zwiazani silnym, poteznym, nierozerwalnym wiezem krwi,
                        a z boku tego wszystkiego – ja. I rowniez czuje ten bol, o ktorym wspominasz.
                        Napisz do mnie prosze, bardzo chcialabym skontaktowac sie z kims, kto czuje
                        podobnie – nie za bardzo chce sie uzewnetrzniac na forum, gdyz czasami wywoluje
                        to niepotrzebne i zupelnie nietrafne komentarze.
                        Pozdrawiam serdecznie

                        katya1@poczta.gazeta.pl
    • Gość: ida Pytanie IP: *.csk.pl 11.05.02, 09:58
      Maka, a czy Wy macie dzieci? Bo może bardziej niż ta cala sytuacja Cie boli to,
      że on ma to dziecko z inną, a nie z Tobą?

      i tak na marginesie, nie wiem, ale dla mnie słowo rozstanie oznacza całkowite
      zwolnienie z jakiejkolwiek lojalności wobec siebie, i każdy może wtedy płodzić
      sobie dzieci z kim mu się żywnie podoba. A że facet sie tego dziecka nie wyparł
      i chce z nim utrzymywać kontakt to świadczy tylko o jego odpowiedzialności.
      Chciałabys byc z facetem, który ma gdzieś swoje dzieci?
      • ad12 Re: Pytanie 11.05.02, 10:09
        Gość portalu: ida napisał(a):

        > Maka, a czy Wy macie dzieci? Bo może bardziej niż ta cala sytuacja Cie boli to,
        >
        > że on ma to dziecko z inną, a nie z Tobą?
        >
        > i tak na marginesie, nie wiem, ale dla mnie słowo rozstanie oznacza całkowite
        > zwolnienie z jakiejkolwiek lojalności wobec siebie, i każdy może wtedy płodzić
        > sobie dzieci z kim mu się żywnie podoba. A że facet sie tego dziecka nie wyparł
        >
        > i chce z nim utrzymywać kontakt to świadczy tylko o jego odpowiedzialności.
        > Chciałabys byc z facetem, który ma gdzieś swoje dzieci?

        Czyli twoim zdaniem faceci soba moga plodzic dzieci a pozniej wracac do swoich
        bylych dziewczyn ! Ja co do mnie to nie chciala bym miec faceta ktory
        posiada "gdzies tam " dzieci a juz w ogole faceta ktory posiada dzieci znaczy to
        ze jest nieodpowiedzialny splodzil dziecko i nie stworzyl mu odpowiedniej rodziny
        postaw sie w sytuacji tego biednego dziecka miec 2 mamusie i moze 2 tatusiow a
        ma dopiero 3 lata !
        • Gość: ida Re: Pytanie IP: *.csk.pl 11.05.02, 10:28
          ad12 napisał(a):

          > Czyli twoim zdaniem faceci soba moga plodzic dzieci a pozniej wracac do swoich
          > bylych dziewczyn ! Ja co do mnie to nie chciala bym miec faceta ktory
          > posiada "gdzies tam " dzieci a juz w ogole faceta ktory posiada dzieci znaczy t
          > o
          > ze jest nieodpowiedzialny splodzil dziecko i nie stworzyl mu odpowiedniej rodzi
          > ny

          jesli MAka pisze, że sie rozstali, to znaczy, że sie rozstali i nie powinna mieć
          pretensji co jej partner robil w tym czasie. Chyba, że uzgodnili, że rozstają sie
          na tyle i tyle i potem do siebie wracają. A tak to skąd on miał wiedziec? A
          wymaganie od kogoś dozgonnej lojalności po rozstaniu to gruba przesada.
          poza tym, aby facet mógł wrócić do swojej byłej dziewczyny to ona też musi tego
          chcieć. Nie jest jakąś bezwolna marionetką, mogła go przepędzic na 4 wiatry, az
          tego co rozumiem oni są ze soba juz 3 lata.
          Nie wiem, czy Cie dobrze zrozumiałam- wszyscy faceci, którzy mają dzieci są
          nieodpowiedzialni? No to faktycznie. Odwracając sytuację -jakby wszyscy byli tacy
          odpowiedzialni tybyśmy wymarli w góra 2 pokoleniach.


          > postaw sie w sytuacji tego biednego dziecka miec 2 mamusie i moze 2 tatusiow a
          >
          > ma dopiero 3 lata !

          trochę się chyba zagalopowałaś. tyle co ja sie znam na tych sprawach to można
          mieć tylko jedna mamusię i jednego tatusia. o jakich mamusiach czy tatusiach my
          mówimy? z tego co rozumiem mamusie ma jedną i jednego tatusia, który w prawdzie
          nie mieszka z mamusią ale utrzymuje kontakt z dzieckiem.
        • kwieto Re: Pytanie 11.05.02, 10:48
          A co w sytuacji gdy uczucie sie rozmylo i skonczylo? Lojalnosc przede
          wszystkim, nawet kiedy dwoje tworzacych stadlo od dawna sie nienawidza? Wyobraz
          sobie jakie pieklo wlasnie wtedy przezywaja dzieci.

          Zgodnie z tym co mowisz, powinnas najpierw objechac Make za
          nieodpowiedzialnosc. skoro zdecydowala sie rozstac, to jest skrajnie
          nieodpowiedzialna. Wszak powinna byc przede wszystkim LOJALNA - tak wynikaloby
          z Twojego toku rozumowania.

          A moze mniej ostatecznosci i wytycznych realizowanych metoda walca drogowego, a
          wiecej wzajemnego zrozumienia?
          • Gość: kobieta Re: Pytanie IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 11:07
            zostaw faceta,wspólny poród oznacza przywiązanie ,miłość,on jest jakiś
            nienormalny?!
            niszczysz sobie tylko życie.
            brak słów na postępowanie faceta!
            • kwieto Porod 11.05.02, 11:16
              Porod byl trzy lata temu?
            • Gość: ida Re: Pytanie IP: *.csk.pl 11.05.02, 13:58
              Gość portalu: kobieta napisał(a):

              > zostaw faceta,wspólny poród oznacza przywiązanie ,miłość,on jest jakiś
              > nienormalny?!

              Mi sie wydaje, że wspólny poród nie gwarantuje, że to przywiązanie, miłość będzie
              trwało do grobowej deski. moja znajoma rozwiodła sie z mężem po jakiś 4 latach od
              właśnie takiego porodu. A w dodatku twierdzi, że cos sie między nimi wypaliło juz
              duzo wcześniej.
              Powiem więcej, ja mam wątpliwości, czy aby na pewno to stwierdzenie, że
              asystowanie ojca przy porodzie pogłębia miłośc do matki dziecka, jest prawdziwe
              dla wszystkich (bez wyjątku) facetów.

              Mój kolega ze studiów po paru dniach na sali porodowej oświadczył, ze on to by
              nie chciał byc obecny przy porodzie swojej żony, bo by go przestała pociągać pod
              wzgledem seksualnym. Oczywiście, za takie oświadczenie omal nie został "zjedzony
              żywcem" i zwymyślany od "estetów" i takich tam innych...No i oczywiście był wtedy
              bardziej teoretykiem niż praktykiem :-) Ale coś w tym może być... przynajmniej
              dla niektórych facetów...


              > niszczysz sobie tylko życie.

              Życie nigdy nie układa się tak jak w bajkach z dzieciństwa "i zyli razem długo i
              szczęsliwie". Jesli ktos oczekuje, że tak własnie będzie, to nic dziwnego, że
              cierpi, bo sprawy nie układaja się według takiego scenariusza...
              I może się nigdy nie doczekać takiego partera z którym nie będzie sobie marnował
              życia


              > brak słów na postępowanie faceta!

              A co on właściwie takiego strasznego zrobił? A ona? Mogła go rzucić jak tak
              bardzo jej ten układ nie odpowiadał. Ale tego nie zrobiła...
              • Gość: zc Re: Pytanie IP: *.edu.pl / 10.5.254.* 11.05.02, 17:09
                Gość portalu: ida napisał(a):

                > Mój kolega ze studiów po paru dniach na sali porodowej
                oświadczył, ze on to by nie chciał byc obecny przy
                porodzie swojej żony, bo by go przestała pociągać pod
                wzgledem seksualnym.

                Mój ojciec był ginekologiem i w dniu mych urodzin miał
                dyżur w szpitalu, do którego przywieźli mamę, zanim
                dojechał inny lekarz było już po porodzie. Jak już byłam
                dorosła, to ojciec mi się przyznał, że od mojego
                urodzenia, przy którym musiał być jako dyżurujący,
                przestał czuć pociąg do matki, choć ja mu byłam
                najbliższa z wszystkich dzieci, własnie z powodu tego
                porodu. To daje do myślenia. Ja na wspólny poród z mężem
                się nie zdecydowałam...
                • Gość: ida Re: Pytanie IP: *.csk.pl 11.05.02, 18:55
                  Gość portalu: zc napisał(a):

                  To daje do myślenia. Ja na wspólny poród z mężem
                  > się nie zdecydowałam...

                  No właśnie, ja nie mam dzieci, ale też bym się nie zdecydowała. Momo tej całej
                  mody na porody rodzinne i całego tego gadania, że to tak wspaniale "cementuje"
                  związek. Niektóre cementuje inne wręcz przeciwnie... Zwłaszcza jak facet zupełnie
                  nie wie na co się decyduje...
                  I jestem bardzo wdzięczna koledze(który był jak najbardziej normalny), że
                  odważył sie taka opinie wyrazić...
            • Gość: gawrona Re: Pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:35
              Gość portalu: kobieta napisał(a):
              > wspólny poród oznacza przywiązanie ,miłość,

              sory, ze sie wtracam, ale wspolny porod niekoniecznie oznacza wlasnie to,
              moja kolezanka panna (ojciec dziecka dalekoooo) rodzila w asyscie ... znajomej,
              bo tak sie umowily, bo rodzaca chciala miec obok siebie zyczliwa dusze, ktora ja
              wesprze emocjonalnie, ktora potrzyma ja za reke, ktora po prostu bedzie przy niej
              w tej trudnej chwili

              jesli facet tak sie umowil z byla zona, to prawdopodobnie ona go o to poprosila,
              a ze dziecko nie bylo wylacznie jej, tylko ich obojga, to facet sie zgodzil
              i byl na tym porodzie i trzymal ja za reke i cool
              czy zrobil to bardziej dla bylej zony, czy dla swego dziecka? o to trzeba zapytac
              jego
              jednak po wszystkim wrocil do maki i z nia chce wiesc dalsze zycie, czy nie tak?

              bol maki tez rozumiem, ale mam pytanie: maka ty tym bolem dreczysz sie juz 3 lata?
        • pastwa Re: Pytanie 11.05.02, 14:17
          ad12 napisała:

          > Ja co do mnie to nie chciala bym miec faceta, ktory
          > posiada "gdzies tam " dzieci, a juz w ogole faceta ktory posiada dzieci znaczy t
          > o ze jest nieodpowiedzialny splodzil dziecko i nie stworzyl mu odpowiedniej
          rodziny postaw sie w sytuacji tego biednego dziecka miec 2 mamusie i moze 2
          tatusiow a ma dopiero 3 lata !

          Zatem wynika ad12, następująca sytuacja, posiadasz dziecko z mężczyzną
          ( zakładam tak), który wydał Ci się tym właściwym, jednakże z biegiem lat Wasz
          związek staje się egzystencją dwojga zupełnie nie rozumiejących i nie kochających
          się osób( bywa tak w życiu chyba ?). Zakładam,że nie widząc sensu dalszego bycia
          z osobą ,z którą kompletnie nie czujesz się szczęśliwą, wręcz cierpisz
          psychicznie, pozostanawiacie się w końcu rozstać.
          Stajesz wówczas w sytuacji, (zakładam, że stało się tak,iż to mąż dostał opiekę
          nad dzieckiem)) samotnej kobiety z dzieckiem gdzieś tam,jesteś według tego co
          piszesz kobietą nieodpowiedzialną,bo nie potrafiącą stworzyć dziecku odpowiedniej
          rodziny i co więcej, nie zasługujesz tym tytułem, by kiedykolwiek związać się z
          mężczyzną, taka jesteś okrutna dla siebie i innych ?
      • Gość: maka Re: Pytanie IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:19
        ida-takie pytania tez zadawalam np.mojej przyjaciolce, ktorej cos tam sie w zyciu niezbyt
        dobrze poukladalo.i mialam na to wtedy jednoznaczna odpowiedz i bylo mi bardzo dobrze z tymi
        jednoznacznymi odpowiedziami.niestety-nie jestem juz czlowiekiem, ktory moze takich
        jednoznacznych odpowiedzi udzielac.chcialabym byc znowu, naprawde.ale widocznie jest tak,ze
        ostry bol zwiazany z jakas sytuacja cos zmienia w czlowieku?ja sie czasem patrze na siebie w
        lustrze-i nie poznaje...bylam lagodnym stworzeniem, uznajacym prawa wszystkich dookola do
        wszystkiego...teraz tez uznaje, tylko nie wiem,co zrobic z bolem,ktory sie przy tym uznawaniu
        pojawia.
        i drugie twoje pytanie- nie, nie mamy dzieci.on bardzo chce,zaznaczam,ze nie jestesmy
        nastolatkami,to juz wlasciwie ostatni moment.ale-ja naprawde nie moge teraz nawet o tym
        myslec.czuje sie jakos-okaleczona ,czy co? przez ponad pol roku nie moglam sie nawet do niego
        dotknac...
        • Gość: anet Re: Pytanie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.05.02, 23:05
          Maka...
          Zostaw to... TO jest dla CIebie conajmniej toksyczne. Sama piszesz, że nie
          poznajesz się w lustrze. Jakbyś już nie znała samej siebie. Pewnie tracisz
          czasem poczucie rzeczywistości? Nie wiesz na czym masz się oprzeć?
          Pomyśl o sobie. Nie musisz słuchać ludzi łatwo tutaj ferujących wyroki i
          rozprawiających o tym, czy Twoje zachowanie jest dobre, czy nie. Czy jest
          właściwe. Ty nikomu krzywdy nie wyrządziłaś. A możesz. Pomyśl o tym. Możesz
          działać jak bomba z opóźnionym zapłonem. Kiedyś bywać z tym niczego nie winnym
          dzieckiem i go jakoś uszkodzić.
          Jeśli ten ból tak długo w Tobie przetrwał, to zostaw tego człowieka. Albo
          jeśli nie masz odwagi, bo chyba nie, co nie jest zarzutem- jak sie kogos kocha
          nie łatwo go zostawic ze wzgledu na zdrowy rozsadek- pozwól aby to on Ciebie
          zostawił. Albo po prostu powiedz mu o swoich zarzutach, wątpliwościach. Być
          może sam zrezygnuje, pewnie będzie to dla niego za trudne.
          Pewnie sama chcesz mieć dziecko, ale jeżeli zwlekasz tak długo- może to
          niewłaściwy człowiek? Może nigdy nie zaakceptujesz tej sytuacji? Bedziesz
          męczyć sie całe życie aż w końcu skrzywidzisz siebie, jego, jego dzieci, a moze
          nawet swoje?
          Boje sie wypowiadć tak śmiałe zdania, bo to Twoje życie, ale chyba sama wiesz,
          nawet intuicyjnie, co jest dla Ciebie dobre i o to chodzi w tej całej dyskusji.
          Nie o racje. Ale o CIebie...
          pozdrawiam
          anet
    • Gość: weronika Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.kopernik.gliwice.pl 11.05.02, 12:53
      Czemu po tytm porodzie sie nie usunełas?
      skoro do niej pobiegł to kocha ja moze bardziej niz nie jeden mąż swoja zone,
      mozna kochac dwie osoby ale jak jest juz dziecko to czemu tego nie skonczyłas
      ty bys kogos spotkała on bylby z rodzina
      w mojej rodzinie zdarzyl sie prawie identyczny przypadek, moja kuzynka sie
      wycofało i facet jest szczesliwy ma juz z ta druga syna i corke i sa zakochani
      rozumiem ze jestes zakrecona i w szoku ale wybierz sie do psychologa bo
      zielenienie z zazdrosci dlatego ze facet dzwoni do 3 letniego dziecko to chore.
      Jesli cie to przerasta to sie wycofaj ty mozesz cos zadecydowac bo jestes
      dorosła a 3 letnie dziecko nie moze nic
      Niektorzy wrecz przysposabiaja czyjes dzieci, a ty nie mozesz zaakceptowac
      sytuacji ze on chce utrzymac jakis kontakt z dzieckim i cie do niczego nie
      miesza
      Swoja droga jestes taka wkurzona bo pewnie facet wyraznie ciagnie nie tylko do
      dziecka inaczej nie byłoby az tak zle z twoimi odczuciami
      • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:27
        Gość portalu: weronika napisał(a):

        > Czemu po tytm porodzie sie nie usunełas?
        > skoro do niej pobiegł to kocha ja moze bardziej niz nie jeden mąż swoja zone,
        > mozna kochac dwie osoby ale jak jest juz dziecko to czemu tego nie skonczyłas

        > Swoja droga jestes taka wkurzona bo pewnie facet wyraznie ciagnie nie tylko do
        > dziecka inaczej nie byłoby az tak zle z twoimi odczuciami

        nie jestem wkurzona.choc pewnie wolalabym byc.
        nie usunelam sie,jak napisalas.hmmm...to on nie chcial pojsc. odbyl ten wspolny porod, uznal,ze
        wywiazal sie z obowiazku i wrocil do domu,czy tez do tego,co z tego domu zostalo.. nie poszedl
        wiecej do szpitala.nie zabranialam mu wrocic do matki dziecka,wrecz na odwrot.
        ale on sie z matka tego dziecka kontaktuje wylacznie przez adwokata.
        ja moge tego co najwyzej-nie rozumiec.

    • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 16:52
      nie jestem wkurzona,jak tu ktos napisal-tylko to po prostu boli.nie mamy dziecka dlatego,ze
      ja po tym wszstkim po prostu nie moge,w sensie psychicznym nawet myslec o dzieciach.nie
      myslalam nigdy w zyciu,ze mozna miec tak niedobre odczucia i skojarzenia z dziecmi,jakie ja
      mam teraz.nie odeszlam, bo do odchodzenia takze trzeba dwojga. nie mam pretensji i o zdrade,
      nawet nie bylismy wtedy razem. tak, wiem, ze powinnam nie wpuscic go do domu po tym
      niespodziewanym wyjsciu do porodu. ale wpuscilam. pewnie takze dlatego, ze bylam wtedy po
      prostu jak stumaniona- takze w sensie doslownym, przyjaciolka przyjechala i nakarmila mnie
      jakims srodkiem znieczulajacym, nie wiem czy w innym przypadku bylabym w stanie zniesc dawke
      takiego bolu.to bardzo latwo powiedziec- mezczyzna ma prawo,ojciec ma prawo- kiedys tez tak
      myslalam. znaczy co- kobieta w mojej sytuacji nie ma juz zadnych praw?? co ja zawinilam,ze
      ktos chcial miec dziecko??? zaznaczam w dalszym ciagu- nie mam pretensji o to, co sie dzialo
      w trakcie naszego rozstania, cierpie z powodu tego,co sie stalo juz jak bylismy razem. kiedys
      myslalam dokladnie tak, jak tu napisaliscie- mezczyzna ma prawo bez wzgledu na okolicznosci
      byc przy narodzinach dziecka itd, itd, itd.
      znaczy,co?- moj bol jest juz niewazny? mam sie zaczac godzic na to,ze juz do konca zycia bede
      to czula? mam wybor-albo sie rozstac,albo akceptowac fakt,ze nie jestem w stanie tego dziecka
      u siebie w domu,w zyciu akceptowac i jednak godzic sie na jego obecnosc? jak to zrobic?
      udawac,ze jest ok?ganiac prezenty kupowac i potem to w ciszy odchorowac?

      • kamfora Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna 11.05.02, 16:56

        Maka, a czy on jest rozwiedziony?
        Czy nadal zonaty???
        • Gość: maka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:04
          rozwiedziony. i nie chce stracic tego naszego zwiazku.to nie ja walczylam o przetrwanie tego
          zwiazku po tym wszystkim. on zawalczyl-czy jak to tam nazwac.
      • kwieto A ja czegos nie rozumiem 11.05.02, 17:51
        Ale na czym wlasciwie polega ten bol? Na tym, ze poszedl asystowac przy
        porodzie wlasnego dziecka? Czy na tym, ze zrobil to nie pytajac Ciebie o
        znadanie? Dlaczego ten bol, skad sie on bierze, czego dotyczy?

        Bo ja naprawde nie rozumiem, dlaczego akurat ten fakt (obecnosc przy porodzie)
        mialby Ciebie bolec az tak bardzo. Wybacz porownanie, ale rownie dobrze, mozesz
        mowic, ze czujesz sie zraniona, bo poszedl na piwo...
        • Gość: kasia do Kwieta IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 19:19
          Kwieto !co Ty za pytania zadajesz?
          nigdy tego nie zrozumiesz!
          nie broń faceta,bo jest tego nie wart.
          był manipulowany przez swoja byłą żonę.
          nie znoszę facetow ,którzy nie wiedzą czego chcą!!!
          a on nie wiedział,niestety.
        • Gość: Kasia Re:do Kwieta IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 19:24
          jeszcze coś!jak możesz uczestnictwo przy porodzie porównywac do pójścia na piwo?
          musialbys byc kobietą ,żeby zrozumieć jak to boli,cała ta sytuacja.
          mnie nie imponujesz swoimi odp.,chyba tylko dziewczynom nieznającym życia albo
          dopiero w nie wkraczjącym(patrz inne wątki)-dojrzała kobieta
        • ad12 Re: A ja czegos nie rozumiem 11.05.02, 19:40
          kwieto napisał(a):

          > Ale na czym wlasciwie polega ten bol? Na tym, ze poszedl asystowac przy
          > porodzie wlasnego dziecka? Czy na tym, ze zrobil to nie pytajac Ciebie o
          > znadanie? Dlaczego ten bol, skad sie on bierze, czego dotyczy?
          >
          > Bo ja naprawde nie rozumiem, dlaczego akurat ten fakt (obecnosc przy porodzie)
          > mialby Ciebie bolec az tak bardzo. Wybacz porownanie, ale rownie dobrze, mozesz
          >
          > mowic, ze czujesz sie zraniona, bo poszedl na piwo...

          Kwieto co do ciebie to tylko tyle ze mnie wkurzasz i powienienes sobie dziecko z
          ida zrobic !Zacznijcie juz teraz to moze przestaniecie glupoty na forum
          wypisywac . Co do ciebie Kasiu to sie zgadzam nie tylko facet nie wiedzial czego
          chce ale nadal trwa w tym stadium . Meczy tylko biedna dziewczyne .
          • pastwa Re: A ja czegos nie rozumiem 11.05.02, 19:55
            ad12 napisała:

            > Kwieto co do ciebie to tylko tyle ze mnie wkurzasz i powienienes sobie dziecko
            > z ida zrobic !Zacznijcie juz teraz to moze przestaniecie glupoty na forum
            > wypisywac.

            Ja teraz jeszcze bardziej Cię nie rozumiem ad12, raz piszesz o odpowiedzialności
            za dziecko, a teraz polecasz komuś zrobienie czegoś odwrotnego, namawiając kwieto
            i idę do zdrady ich partnerów Co więcej robienie dzieci powinno być dojrzale
            zaplanowane, według Ciebie, a tu chcesz dziecko na świat sprowadzić w wyniku
            własnego wkurzenia na kwieto, gdzie tu logika ?
          • Gość: ida Oświadczenie IP: *.csk.pl 11.05.02, 19:56
            ja ze swojej strony pozwolę sobie ostudzic nieco zapędy ad12 i oświadczam
            publicznie, że Kwieto i ja nie planujemy wspólnego potomstwa wzwiązku z czym
            nadal będziemy wypisywać "głupoty" (no, ja przynajmniej mam zamiar to nadal robić)

            :-)




            • kwieto Re: Oświadczenie - dodatek 11.05.02, 22:09
              Ja tylko dodam, ze nie dosc, ze nie planuje miec dziecka z Ida, to nie planuje
              miec dziecka w ogole, w przeciagu najblizszych kilku lat.

              Natomiast pisac glupoty bardzo lubie, i bede sie dalej ze wszystkich sil staral
              stracic powazanie u wszystkich pisujacych tu osob.

              :"))
              • Gość: gawrona Re: Oświadczenie - dodatek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:43
                oj ludzie, ludzie
                wydaje mi sie (kwieto, popraw w razie pomylki), ze kwieto zadajac pytania chcial
                ZROZUMIEC
                nie wiem, to pytam, czy to zle?
                nie wiem, to chce sie dowiedziec
                chce pomoc, ale nie mam jakiegos klocka do tej ukladanki, wiec szukam
                kwieto zadawal te pytania z checi zrozumienia i checi pomocy (czy tak kwieto?)
                a wy sie oburzacie
                na co?
                • pastwa Re: Oświadczenie - dodatek 12.05.02, 12:53
                  Nie każdego można bowiem pytać, jak sie okazuje, co skłania mnie do zmiany
                  podejścia odnosnie stwierdzenia " kto pyta, ten nie błądzi ".
                  • Gość: gawrona Re: Oświadczenie - dodatek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:56
                    pastwa napisał(a):
                    > Nie każdego można bowiem pytać, jak sie okazuje,

                    no nie kazdego, nie pytaj tego, kogo boli o jego bol, bo jego wtedy boli bardziej?
                    a moze sam przed soba ucieka od odpowiedzi na pytania o ten bol?
                    sam woli zapomniec, niz zrozumiec?
                    hm
                    • pastwa Re: Oświadczenie - dodatek 12.05.02, 13:11
                      Gość portalu: gawrona napisała:

                      > pastwa napisał:
                      > > Nie każdego można bowiem pytać, jak sie okazuje.

                      > no nie kazdego, nie pytaj tego, kogo boli o jego bol, bo jego wtedy boli bardzi
                      > ej?

                      Właśnie taka osoba się nam na forum trafiła, jest to tez świeży przykład, że to
                      nie pytania sa obraźliwe, ale ludzie, którzy nie rozumieją często ich intencji.

                      > a moze sam przed soba ucieka od odpowiedzi na pytania o ten bol?
                      > sam woli zapomniec, niz zrozumiec?

                      Czasami zrozumienie wiąże się z bólem, gdyż wywraca ono dotychczasowy i bliski
                      komuś pogląd na dana sprawę. Przyszłościowo jednak patrząc, zbudowanie nowej
                      świadomości, opartej na zrozumieniu problemu, miast emocjach, zaoszczędzi więcej
                      bólu, niż przyniesie w procesie transformacji poglądowej.

                      • Gość: gawrona Re: Oświadczenie - dodatek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:15
                        pastwa napisał(a):
                        > jest to tez świeży przykład, że to
                        > nie pytania sa obraźliwe, ale ludzie, którzy nie rozumieją często ich intencji.

                        hm? chyba nie bylo na tym watku pytan, ktore mialy obrazic make?
                        mysle, ze nie byl to dobry przyklad
                        maka czy w ktoryms momencie poczulas sie obrazona? urazona?




                        > Czasami zrozumienie wiąże się z bólem, gdyż wywraca ono dotychczasowy i bliski
                        > komuś pogląd na dana sprawę.

                        masz racje
                        pozdrawiam

                        • pastwa Re: Oświadczenie - dodatek 12.05.02, 13:29
                          Gość portalu: gawrona napisała:

                          > pastwa napisał:
                          > > jest to tez świeży przykład, że to
                          > > nie pytania sa obraźliwe, ale ludzie, którzy nie rozumieją często ich inte
                          > ncji.


                          > hm? chyba nie bylo na tym watku pytan, ktore mialy obrazic make?
                          > mysle, ze nie byl to dobry przyklad

                          Przecież nie piszę, że takie pytania sie pojawiły, tylko że taka osoba się
                          pojawiła, której nie wsmak były pytania zmuszajace ją do myslenia nie zgodnego z
                          jej odczuciami.

                          > maka czy w ktoryms momencie poczulas sie obrazona? urazona?

                          Powiedzmy, że nie tyle obraziła, co poczuła się mocno zawiedziona( urażona?)
                          zadawaniem jej zbyt trudnych pytań,miast wmawiać jej, że jest cudownie i
                          szlachetnie znoszącą karygodne zachowanie swojego faceta, ale ma to podobny
                          wydźwięk co tzw. "obrażalstwo" .

                          Pozdrawiam
                          • Gość: gawrona Re: Oświadczenie - dodatek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:40
                            pastwa napisał(a):
                            > taka osoba się pojawiła, której nie w smak były pytania zmuszajace ją do
                            > myslenia nie zgodnego z jej odczuciami.
                            >
                            > nie tyle obraziła, co poczuła się mocno zawiedziona( urażona?)
                            > zadawaniem jej zbyt trudnych pytań,miast wmawiać jej, że jest cudownie i
                            > szlachetnie znoszącą karygodne zachowanie swojego faceta,


                            tak jest, zgadzam sie
                            (przeczytaj moj post pod tytulem "wreszcie" - odpowiedz do kwieta)

                            • Gość: gawrona pastwa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:44
                              zreszta juz samo sformulowanie tematu watku zastanawia
                              "moj mezczyzna zafundowal sobie wspolny porod z inna"

                              "zafundowal", "inna"
                              czy te slowa juz nie naginaja naszych (obiektywnych) uczuc do woli maki?
                              • pastwa Re: pastwa 12.05.02, 13:50
                                Gość portalu: gawrona napisała:

                                > "zafundowal", "inna"
                                > czy te slowa juz nie naginaja naszych (obiektywnych) uczuc do woli maki?

                                Nie do końca, miała prawo tak napisać, bo tak czuła rzeczywiście i w tym właśnie
                                tkwił( nadal chyba) jej problem. Rolą dyskutanta jest skupić się na faktach i
                                zdobyć jak najwięcej potrzebnych informacji( jeśli ich brak) dla jasności
                                problemu. Dopiero następnie można wydać "obiektywną" opinię, lub nie, jeśli
                                osoba zainteresowana wcześniej sama dostanie olśnienia.

                • kwieto Wreeeeeszcie! 12.05.02, 12:56
                  Juz myslalem, ze nikt tego nie "zalapie"...

                  Problem jest problemem Maki a nie jej partnera. I JEDYNA droga jego rozwiazania
                  (moim zdaniem) jest proba zrozumienia jakie sa przyczyny tego bolu. Stad
                  pytania o to co boli, dlaczego boli, z czym ten bol jest zwiazany.

                  Oczywiscie, mozna po prostu zignorowac problem, porzucic partnera (jak
                  proponuja niektorzy) ale wtedy jest duze ryzyko, ze podobna sytuacja powtorzy
                  sie w nastepnym zwiazku. Powod zawsze sie znajdzie, a to ze on za dlugo siedzi
                  w pracy, a to ze na sylwestra byl za granica, a to, ze za czesto rozmawia z
                  przyjaciolka. Poza tym odkladanie swoich problemow na bok, z nadzieja ze "czas
                  leczy rany" to wedlug mnie jedna z najgorszych taktyk. Bo taka rana bedzie sie
                  odzywac ilekroc ktokolwiek jej dotknie (nawet niechcacy). Za rok, piec lat,
                  dziesiec, dwadziescia...

                  Wiec jedynym sposobem jest leczenie rany. Ale aby to zrobic, wpierw trzeba ja
                  zdiagnozowac - zadac sobie pytania co to jest za bol, z czym on jest zwiazany,
                  gdzie sie pojawia, w jakich okolicznosciach...
                  Widac dla Maki takie pytania okazaly sie za trudne.

                  Swoja droga, juz myslalem, ze nikt nie zrozumie jakie byly moje intencje :(((
                  • Gość: gawrona Re: Wreeeeeszcie! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:59
                    kwieto napisał(a):
                    > Juz myslalem, ze nikt tego nie "zalapie"...
                    > juz myslalem, ze nikt nie zrozumie jakie byly moje intencje :(((

                    kwieto czasem trzeba tak prosto w twarz, tak kawe na lawe
                    tak bez bawelny i owijania


                    > Widac dla Maki takie pytania okazaly sie za trudne.


                    i chyba wlasnie to jest problem, maka czy ty naprawde szukalas na tym forum
                    zrozumienia i pomocy (obiektywnego spojrzenia obcych oosb)? czy tylko chcialas
                    zebysmy poglaskali cie po glowie i powiedzieli "oj biedna ty, biedna"
                    oraz "wszyscy faceci sa be"?
                    • kwieto Re: Wreeeeeszcie! 12.05.02, 13:04
                      Gość portalu: gawrona napisał(a):


                      > kwieto czasem trzeba tak prosto w twarz, tak kawe na lawe
                      > tak bez bawelny i owijania
                      >

                      Tak ale ja nie lubie kogos wyciagac za uszy. Wolalbym, zeby sam zadal sobie pewne
                      pytania i wyciagnal z nich wnioski - w koncu nie jestem dyplomowanym
                      psychologiem, nie pracuje w tym zawodem, wiec nie chce wchodzic w role
                      autorytetu. Poza tym uwazam, ze myslacej osobie najbardziej pomoze zadawanie
                      pytan, ktorych sama nie potrafi lub nie chce sobie zadac.

                      >maka czy ty naprawde szukalas na tym forum
                      > zrozumienia i pomocy (obiektywnego spojrzenia obcych oosb)? czy tylko chcialas
                      > zebysmy poglaskali cie po glowie i powiedzieli "oj biedna ty, biedna"
                      > oraz "wszyscy faceci sa be"?

                      No wlasnie, pod tym pisaniem rowniez sie podpisuje
                      • Gość: gawrona Re: Wreeeeeszcie! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:08
                        kwieto napisał(a):
                        > Poza tym uwazam, ze myslacej osobie najbardziej pomoze zadawanie
                        > pytan, ktorych sama nie potrafi lub nie chce sobie zadac.
                        >

                        zgadzam sie z toba, ale czasem proby wyparcia ze swiadomosci czegos sa bardzo
                        udane, i wtedy kazde pytanie jak kula w plot, glowa w mur
                        dobry psychoterapeuta tez nie daje wskazowek do zycia, jeno zadaje pytania
                        odpowiednie pytania w odpowiednim momencie
                        a odpowiedzi musisz szukac sam
                        pozdrawiam ;)
                        • kwieto Re: Wreeeeeszcie! 12.05.02, 13:49
                          Gość portalu: gawrona napisał(a):


                          > zgadzam sie z toba, ale czasem proby wyparcia ze swiadomosci czegos sa bardzo
                          > udane, i wtedy kazde pytanie jak kula w plot, glowa w mur

                          Do czasu jeno. Predzej czy pozniej konczy sie to albo poczuciem niezrozumienia
                          przez otoczenie i depresja (a przy terapii i tak trzeba bedzie te pytania zadac)
                          albo przesadnie agresywnym zachowaniem w stosunku do oponentow (i wychodzi sie na
                          nieopanowanego wariata).

                          Ergo, wczesniej czy pozniej trzeba sobie te pytania zadac, inaczej nie da sie
                          funkcjonowac wsrod innych ludzi.

                          Moze racje mial ten kto mowil: "nikt nie zyje w swiecie, kazdy zyje w SWOIM
                          swiecie"?

                          • Gość: gawrona Re: Wreeeeeszcie! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 15:15
                            kwieto napisał(a):
                            > "nikt nie zyje w swiecie, kazdy zyje w SWOIM swiecie"

                            cos w tym jest

    • Gość: daggy Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.chello.pl 11.05.02, 23:28
      Ja naprawdę wypowiadam się tu tylko, jak coś mnie naprawdę poruszy. I twój post
      mnie poruszył bardzo. Negatywnie. NIE MOGĘ POJĄĆ O CO CI CHODZI. Jeżeli mogę
      nawet zrozumieć, że zabolało cię, że twój facet pojechał rodzić z inną, to nie
      mogę zrozumieć, JAKIM CUDEM PRZEŻYŁAŚ Z NIM KOLEJNE 3 LATA ???? Dusiłaś w sobie
      ten ból? Utajone (lub otwarte) pretensje? To ma być związek? Rozstaliście się
      przecież. Nie miałaś do niego żadnych praw. Tak się stało - jego była żona
      zaszła w ciążę. Skąd miał wiedzieć, że zejdziecie się znowu? A dziecko, to
      dziecko - powinno być zawsze na pierwszym miejscu. Gość jest GODZIEN PODZIWU,
      do jasnej cholery. Jestem samotną matką. Od razu wiedzieliśmy z ojcem mojego
      dziecka, że nie zostaniemy ze sobą na zawsze. Ale miałam przez chwilę nadzieję,
      że możemy zostac przyjaciółmi. Tak się nie stało, bo nie potrafił unieść
      odpowiedzialności - choćby na odległość i z dystansem. Mój syn nie zna swojego
      ojca. I wkurzasz mnie, ubolewając nad sobą. Został z tobą - tak??? Kocha cię -
      tak??? To dlaczego czujesz się zagrożona? Mój narzeczony (za miesiąc mąż)
      potrafił przyjąć moją przeszłość - razem z moim dzieckiem. I między innymi
      dlatego jest tak bardzo godny miłości.
      PS. Trochę mnie chyba poniosło i przepraszam. Ale myślę, że albo go naprawdę
      nie kochasz, albo boisz się, że on nie kocha ciebie. Albo jedno i drugie. A
      prawdziwa miłość zniesie więcej, niż dziecko z innego związku.
    • Gość: kasia28 Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.atol.com.pl 11.05.02, 23:28
      Przede wszystkim Mako zachowujesz się jak histeryczka. Wymyślasz problemy tam
      gdzie ich nie ma i nie zauważasz, że właśnie Ty sama możesz stworzyć naprawdę
      poważny problem.
      Po pierwsze, jak zauważył Kwieto, sama nie wiesz o co Ci naprawdę chodzi, co
      Cię boli. Przyznajesz prawo do podtzrymywania kontaktów ojca z synem
      jednocześnie nie możesz tego znieść. Nie winisz jego byłej żony, ale
      jednocześnie boli Cię, iż ona ma dziecko z twoim facetem. Właściwie czytając
      Twój post ma się wrażenie, iż jesteś wyrozumiałą, wspaniałą kobietą, ale mnie
      uderzyło to, iż Ty za wszystko obwiniasz to dziecko. Dlaczego? Czym ono
      zawiniło? Tym iż jest dzieckiem Twojego faceta i jego byłej żony? Dlaczego
      wzbudza w Tobie tak negatywne uczucia? Przecież pomimo wszystko jest ono
      dzieckiem faceta, którego twierdzisz, kochasz.
      Nie rozumiem o co tak naprawdę masz żal? O dziecko, wspólny poród? O to, że
      Twój facet był przez jakiś czas ze swoją żoną? Miał chyba do tego prawo?
      Rozstaliście się, nie byliście wtedy już parą i nie zdradził Cię. Nie uważam,
      zeby czynienie mu zarzutów za to, ze jest dobrym ojcem było mądre. Choćby
      dlatego, ze o wszystkim wiedziałaś i wiesz nadal, nie ukrywał nic przed Tobą.
      Więc dla niego Ty jesteś ważniejsza niz ona i od Ciebie oczekuje zrozumienia.
      Czyżby sie omylił?
      Większość wypowiadających się tu kobiet napada na niego i jego żonę. Też nie
      rozumiem czemu. Piszą tu o tym jak czuje się kobieta na Twoim miejscu, ale
      żadna nie zastanowiła się jak czuje sie kobieta z dzieckiem, która porzuca
      facet. Twój facet mógł się okazać draniem, zrobić dziecko żonie i zapomniec o
      nim. Jednak stanął na wysokosci zadania, jest ojcem, nie wyparł sie dziecka.
      Ile takich facetów dziś mozna spotkać? Wiele z tych kobiet w innym watku
      potepiłoby tego faceta, gdyby zostawił dziecko, a żona załozyłaby wątek, czyż
      nie?
      I na koniec powiem Ci, iż z mężczyznami to jest tak: gdy nie chcą uznać
      dziecka nic ich do tego nie zmusi, ale jeśli który dziecko uzna, chce go i
      zwiąże się z nim emocjonalnie nikt z nim nie wygra. Ty ze swoją histerią
      będziesz z roku na rok tylko tracić, a syn zyskiwać. To, ze Twój partner
      spotykał się z synem, teraz pomimo wyjazdu chce do niego dzwonić znaczy, ze go
      kocha i tęskni za nim, a Ty swoim zachowaniem możesz spowodować, ze Twój
      partner może być zmuszony wybrać. I bardzo możliwe, ze wybierze syna, nie ją,
      syna. Zwłaszcza, że Ty dziecka mu dać nie chcesz i przez to skazujesz się
      jeszcze bardziej.
      Może lepiej zastanowić się nad tym wszystkim, nad waszym związkiem i nie
      marnować przez głupie histerie to co pieknego i wartościowego między wami?
      Więcej dojrzałości Mako.

      Pozdrawiam
      Kasia
      • Gość: iwek Re: do Kasi IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 12.05.02, 07:56
        Gość portalu: kasia28 napisał(a):

        Nie uważam,
        > zeby czynienie mu zarzutów za to, ze jest dobrym ojcem było mądre.

        Twój facet mógł się okazać draniem, zrobić dziecko żonie i zapomniec o
        > nim. Jednak stanął na wysokosci zadania, jest ojcem, nie wyparł sie dziecka.
        > Ile takich facetów dziś mozna spotkać?

        > I na koniec powiem Ci, iż z mężczyznami to jest tak: gdy nie chcą uznać
        > dziecka nic ich do tego nie zmusi, ale jeśli który dziecko uzna, chce go i
        > zwiąże się z nim emocjonalnie nikt z nim nie wygra.

        Kasiu, piszesz o facecie Maki z niezrozumiałym dla mnie uznaniem. Cóż to?
        Czy w dzisiejszych czasach wystarczy dać dziecku nazwisko, płacić alimenty,
        dzwonić lub spotykać się od czasu do czasu , by zasłużyć sobie na miano
        dobrego ojca? Jakie to z jego strony szlachetne, że raczył wogóle uznać to
        dziecko, prawda?
        Każdy może się w życiu pogubić. Tylko jeżeli zdecydował się być z Maką, zagrał
        nieuczciwie. Dopiero po upływie ok.miesiąca oznajmił, że będzie ojcem. To jest
        zwykła przebiegłość. Zranił Makę wystarczająco, mógł więc jej już zaoszczędzić
        przeżyć związanych z porodem. Tak na dobrą sprawę, to facet był tam zbędny.
        Po co odgrywać rolę wspaniałego ojca, skoro i tak wiadomo, że już się nim nie
        jest.
        Więź emocjonalna raczej nie tworzy się na odległość. A najlepszą rzeczą, jaką
        ojciec może uczynić dla swego dziecka, to kochać jego matkę.

        Nie wiem, jak postąpiłabym na miejscu Maki. Ale jeśli życie przynosi tyle
        cierpienia,może jest to znak, że wybór był niewłaściwy.

        pozdrawiam wszystkich :)




        • Gość: kasia 28 Re: do iwek IP: *.atol.com.pl 12.05.02, 12:27
          > Cóż to?
          > Czy w dzisiejszych czasach wystarczy dać dziecku nazwisko, płacić alimenty,
          > dzwonić lub spotykać się od czasu do czasu , by zasłużyć sobie na miano
          > dobrego ojca? Jakie to z jego strony szlachetne, że raczył wogóle uznać to
          > dziecko, prawda?
          A żebyś wiedziała, ze właśnie w dzisiejszych czasach, gdy faceci jak ognia
          unikaja odpowiedzialności za swoje potomstwo takie zachowanie jest godne
          pochwały. Być może kilkadziesiąt lat temu facet powinien był wrócić do żony,
          ozenić się z nią i wychowywac wspólnie dziecko. Niestety dziś pojęcie obowiazku
          i honoru trochę się zmieniło i teraz większosć facetów zwiałoby, zeby nie
          komplikować sobie życia. Męzowie po rozwodzie, gdy ich dzieci mają już po kilka
          lat i są emocjonalnie związani z ojcami nie chcą płacić alimentów, nie widują
          się z dziećmi, a Ty uważasz, ze to co robi on wobec swojego dziecka nie jest
          dobre? Widocznie nie spotkałaś się jeszcze z niekochanym, opuszczonym dzieckiem
          i samotną matką.

          > Każdy może się w życiu pogubić. Tylko jeżeli zdecydował się być z Maką, zagrał
          > nieuczciwie. Dopiero po upływie ok.miesiąca oznajmił, że będzie ojcem. To jest
          > zwykła przebiegłość.
          A gdyby poiwedział jej o tym po dwóch tygodniach to by wystarczyło? Ważne, ze
          powiedział i to najszybciej jak mógł. Mógł nie przyznać się wcale i grac na dwa
          fronty potajemnie. To byłaby przebiegłość. Tutaj przebiegłości nie widzę. W czym
          ona się przejawia?
          Zranił Makę wystarczająco, mógł więc jej już zaoszczędzić
          > przeżyć związanych z porodem. Tak na dobrą sprawę, to facet był tam zbędny.
          > Po co odgrywać rolę wspaniałego ojca, skoro i tak wiadomo, że już się nim nie
          > jest.
          Skąd wiesz, ze nie jest wspaniałym ojcem? Widziałaś jego spotkania z synem?
          Wiesz co czuje do niego jego dziecko? Czy tęskni za ojcem czy nie? Czy ojciec po
          rozwodzie, który widzi się z dzieckiem raz na tydzień, raz na dwa tygodnie jest
          gorszym od tego, który w domu jest codziennie i codziennie leży przed
          telewizorem pijąc piwo? Albo od tego, który ciągle pracuje po kilkanaście godzin
          dziennie i do domu wraca po to, aby sie przespać? Albo od tego, którego praca
          polega na kilkudniowych lub kilkumiesięcznych wyjazdach?
          Dla dziecka ważne jest by wiedziały, ze jest ktoś w pracy, w innym mieście,
          kraju, ale jest ktoś, kto przyjdzie w sobotę, z kim można będzie pojechać na
          wakacje, z kim można porozmawiać przez telefon. To lepsze niż świadomośc, ze nie
          ma się nikogo. Dlaczego dzieci wymyślają potem bajki na temat taty pływającym po
          morzu itp? Moje dzieci też bardzo rzadko widują ojca, bo pracuje po kilkanaście
          godzin dziennie, czasem wyjeżdża na kilka dni. Owszem są bardziej związane ze
          mną z racji tego, ze są częściej ze mną, ale kochają ojca i czekają na Niego. I
          obydwoje zawsze mówią, że tata jest w pracy, ale przyjdzie wieczorem, cieszą się
          na każdy wolny dzień z Nim, na wakacje z NIm, bo tata będzie cały czas dla nich.
          Dla nich ważne jest , ze ten ojciec jest, obojętnie jak często go widują.

          > Więź emocjonalna raczej nie tworzy się na odległość.
          Będąc blisko rónież mozna nie zbudować żadnej więzi. Gdy ojciec mieszka z
          dzieckiem, ale z nim nie rozmawia, nie bawi się , nie próbuje zrozumieć, trudno
          mówić o więzi emocjonalnej. A na odległość można budować taką więź. Moze trzeba
          na to więcej pracy i chęci , ale można.

          A najlepszą rzeczą, jaką
          > ojciec może uczynić dla swego dziecka, to kochać jego matkę.

          Czyżby? Nie jestem przekonanan, ze miłość ojca do matki wystarczy dziecku, by
          było sczęśliwe. A co z dziećmi po rozwodach? Co jest dla tych dzieci
          ważniejsze? To czy ojciec kocha matkę czy ich? Myślę, że raczej dzieci są
          szczęśliwsze, gdy ojciec kocha je, a nie matkę. Bo to nie gwarantuje im miłości
          ojca.

          > Nie wiem, jak postąpiłabym na miejscu Maki. Ale jeśli życie przynosi tyle
          > cierpienia,może jest to znak, że wybór był niewłaściwy.

          Tylko dla kogo?
          Maka chce być z nim, wie o wszystkim, zgodziła się wiec o co chodzi? Nie chce
          być z nim, to niech odejdzie, nikt jej na sznurku nie trzyma. Dlatego uważam, ze
          stwarza problemy tam gdzie ich nie ma. Jeśli go kocha powinna przyjąć go takim
          jakim jest razem z jego dzieckiem, a jeśli jej miłość jest tak słaba, ze nie
          potrafi sobie z tym poradzić, niech odejdzie, bo krzywdzi siebie, jego i jego
          dziecko.
          A cierpienie Maka funduje sobie sama na własne życzenie.

          Pozdrawiam
          Kasia






          • Gość: maka Re: do iwek- i do kasi28 IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 08:15
            Kasiu28- gdzie ty w moim poscie wyczytalas o tych odwiedzinach i reszcie tej idylli, ktora z
            takim zacietrzewieniem przedstawiasz???
            Iwek ma racje- co zrozumialam dopiero po przeczytaniu jego wypowiedzi- moj partner chcce
            wykonywac puste gesty.Ten wspolny porod tez byl takim gestem, zniszczyl cos we mnie,a tam-
            nikomu nic nie dal. Widzial to dziecko ostatni raz, gdy mialo dwa miesiace, a wszystkie te
            widzenia razem trwaly moze godzine. A obecnie juz wiadomo, ze nie bedziemy w miejscu
            poprzedniego zamieszkania przez ladnych kilka lat. Placimy alimenty- wyzsze niz sad zasadzil,
            co bylo moja inicjatywa. A to,ze sie zastanawiam, martwie i mimo calej niecheci staram sie
            cos zrobic nie swiadczy chyba o braku milosci do partnera, tylko wrecz na odwrot.Gdybym sie
            sluchala wylacznie swojej-jak ty to nazywasz- histerii, to mialabym o wiele mniej klopotow.
            Mam nadzieje,ze zawsze uda ci sie w zyciu byc po tej "slusznej" stronie, bo wtedy nawet
            cierpi sie z wiekszym wdziekiem i miewa cale stada zyczliwych doradcow. Powodzenia.
            • Gość: kasia28 Re: do iwek- i do kasi28 IP: *.atol.com.pl 14.05.02, 12:38
              Mako cały problem w tym, że nie piszesz ( właściwie nie możesz ) dokładnie o
              całej sytuacji. My możemy tylko domyslać się z kawałków , które tu
              przedstawiłaś, jak prawda wygląda. Nie napisałaś, ze on się z dzieckiem
              widywał, ale nie napisałaś też, że nie. Twoje słowa: " ze nie mam prawa mu
              zabronić kontaktow z trzyletnim juz dzieckiem" mogły sugerować, że Twój
              partner spotyka się z dzieckiem albo tego chce.
              Poza tym czy to, że nie widywał się z dzieckiem było tylko i wyłącznie jego
              decyzją? Bo coś mam przeczucie, że to przez Ciebie nie spotykał się z
              dzieckiem. I nie musiałaś mu tego zabraniać, wystarczy Twoje zachowanie, by
              odwieść go od tego. Nie chce Cię stracić, więc zrezygnował. Tak sobię myslę,
              czy Ty o nim myślisz, o jego uczuciach. Wciąż piszesz o sobie, swoich
              odczuciach. A jak czuje się on, co czuje do dziecka? Być może to Tobie wydaje
              się, ze jest w porządku, ze on się nie spotyka, że wyjechaliście, ale czy on
              też tak uważa? Czy rzeczywiście nie chciał widywać się z dzieckiem? Czy
              rzeczywiście chciał wyjechać, czy zrobił to dla Ciebie? Nie zastanowiło Cię
              to, że chce zazdzwonić do dziecka? Mam wrażenie, że Ty głośno mówisz: "muszę
              pozwolić, nie mogę zabronić, dziecko nic niewinne, to dzieki mnie
              alimenty "itd. a w duszy wogóle się z tym nie zgadzasz i jesteś zła. I byc
              moze on to wyczuwa. I jesli on nie spotykał się z tym dzieckiem, jego kontakt
              z nim ograniczył się do wspólnego porodu ( który jak z Twego opisu wynika był
              tylko obowiązkiem) i kilku spotkań w ciągu dwóch miesięcy, to juz zupełnie
              nie rozumiem Twoich cierpień? Ciebie boli, to że to dziecko jest, samo jego
              istnienie (obojętnie co szlachetnego na ten temat piszesz). To dziecko jest
              winne, jest winne temu, ze jest dzieckiem Twojego partnera i temu, ze wogóle
              jest.
              Mówisz, ze kochasz go więc dlaczego tak nisko go oceniasz? Dlaczego mówisz, że
              wykonuje puste gesty? Jeśli tak jest to znaczy, ze facet mało warty, więc po
              co tkwić w takim związku? Moze wobec Ciebie też ma "puste gesty"?
              Moim zdaniem Mako powinnaś się dogłębniej zastanowic nad SWOIM zachowaniem a
              potem dręczyć się jego. Jeśli oczekiwałaś, ze wszyscy tu będą Cię głaskać to
              już się przekonałaś, ze tak nie będzie. Każdy jest inny i kazdy inaczej
              postąpiłby w takiej sytauacji. Jesli chciałaś gotowych recept, to ich nie
              dostaniesz, bo problem jest TWÓJ i tylko Ty możesz go rozwiązać. My mozemy
              tylko przedstawić Ci swoje punkty widzenia, zasugerować pewne sprawy, których
              Ty byc moze nie dostrzegasz. I nie widzę powodu, by sie oburzać, denerwować.
              Wyraziłam swoje zdanie i nie musisz się ze mną zgadzać. Zresztą już
              zauważyłam, ze masz już ustalony pogląd tylko potzrebujesz jego potwierdzenia.
              I jeśli chodzi o "słuszną stronę" to życie mnie nauczyło, ze oskarżanie tzreba
              zacząć zawsze od siebie, bo często my sami jesteśmy przyczyną naszych i
              cudzych cierpień. Dlatego z reguły udaje mi się zawsze byc po tej słusznej
              stronie, bo rozpatruję swoje i cudze zachowanie, wyciągam wnioski i wtedy
              ustalam strategię. Ty niestety nie potrafisz zastanowić się nad sobą, swoim
              zachowaniem(bo zawsze wina lezy po dwóch stronach, nie wierzę, ze Ty jestes
              taka dobra i nieskazitelna, a on drań), nad tym, co Cię tak naprawdę boli, co
              Ci się tak naprawdę nie podoba w tej sytuacji, co Cię "uwiera". Umiesz tylko w
              kółko powtrarzać, ze boli, że coś zostało w Tobie zniszczone, ale nie
              potrafisz odpowiedzieć sobie na pytanie: "Co boli, co zniszczono w Tobie?"
              i "Dlaczego?".
              Chciałaś rady, dostałaś ją od wielu forumowiczów, ale doceniłaś tylko te,
              które w jakiś sposób wpasowały się w Twój nastrój i zdanie. Tak naprawdę Ty
              nie chcesz rozwiązania, nie chcesz pomóc ani sobie ani jemu. Ty chcesz trwać w
              tym "bólu", męczyć się i odgrywac rolę umęczonej oszukanej. To jest moje
              zdanie, z którym oczywiście się nie zgodzisz, ale nie zamierzam z tego powodu
              cierpieć.
              Pozdrawiam i życzę rozwiazania jednak Twoich problemów, bo naprawdę szkoda
              Waszego życia na bzdury.

              Kasia
              • Gość: maka Re: do iwek- i do kasi28 IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 16:05
                Pomysl wyjazdu nie byl moj. Do niczego go nie zmuszalam,ani nie namawialam. Uwazalam, zew
                takiej sytuacji to on powinien podjac decyzje. teraz tez tak uwazam.niestety-on to przerzucil
                na mnie.
              • Gość: maka Re: do iwek- i do kasi28 IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 16:32
                A poza tym cały twoj post to imputowanie mi mysli ktorych nie mam i zdarzen, ktorych nie bylo
                w rzeczywistosci i na tej podstawie wyciagasz wnioski i oceniasz.To,co podajesz jako probe
                pomocy-to wylacznie ocena moich rzekomych-bo wymyslonych przez ciebie postepkow.Po czym
                radosnie konczysz-jak ci sie nie podoba,to nie. Nie,nie podoba mi sie, nie dlatego,ze mnie
                zle oceniasz-nie znam cie,nie znasz mnie,nawet nie wiesz jak ja siebie sama oceniam-nie
                podoba mi sie dlatego,ze tworzysz jakas wlasna historie,ktora nie ma nic wspolnego z
                rzeczywistoscia. Skad wiesz-do czego ja i kogo zmusilam albo nie???kobieto-nie
                przesadzaj!Uparlas sie widziec we mnie szmate,co nie pozwala tatusiowi na idylle-twoja
                sprawa.Ale nie dokomponowuj jakis faktow,cudzych mysli i postepkow,jesli masz zamiar i
                ambicje byc taka wielka pomagierka...
                A ze mi wiecej dal post iwka niz Twoj?tak-dal wiecej, bo on nie tworzyl jakiejs wlasnej
                wersji rzeczywistosci i nie stwarzal faktow,ktorych nie bylo.Oparl sie na faktach
                rzeczywistych, tylko spojrzal na nie w sposob,ktory byl dla mnie nowy.Tak samo jak kilka
                innych osob, ktorym po prostu nie mialam czasu jeszcze odpisac takze dlatego,ze zamiast sie
                nimi zajac i przemyslec uwazalam za konieczne sprostowac przynajmniej niektore Twoje dopiski
                fantastyczne do mojej biografii.
                • Gość: kasia28 Re: do iwek- i do kasi28 IP: *.atol.com.pl 14.05.02, 21:12
                  Miałam Ci napisac cos jeszcze ale stwierdziłem, ze szkoda mojego zdrowia. Nie
                  da się pomóc komus kto tego nie chce. Twój post potwierdził tylko moje zdanie,
                  iż Ty nie chcesz pomocy, chcesz tylko, by ktoś pochwalił Cię i utwierdził w
                  Twoich przekonaniach i poczynaniach. Miarą dojrzałości i mądrości jest m. in.
                  przyjmowanie tego co inni mówią i próba zastanowienia się nad tym a nie
                  oburzenie i napadanie na kogoś tylko dlatego, ze miał czelność miec inne
                  zdanie niż Twoje. I nie zauważyłam, by mój post był radosny ani też bym
                  gdziekolwiek potraktowała Cię "jak szmatę". Każdy czuje się tak jak chce. I
                  jesli mowa o obrażaniu, jakby mi na tym zależało to mogłabym poczuć się
                  obrażona tonem Twojego postu.
                  Nie imputuje Ci niczego. Nie zauważyłaś znaków zapytania? Zadawałam Ci
                  pytania, byś mogła sobie na nie odpowiedzieć, mnie odpowiedzi nie interesują.
                  Twoje oburzenie tylko potwierdza, ze nie masz czystego sumienia. Czyżby ten
                  ból to były wyrzuty sumienia?
                  Myslę, ze czas skończyć te dyskusję.

                  Kasia
            • kwieto Re: do iwek- i do kasi28 14.05.02, 15:41
              Gość portalu: maka napisał(a):

              > Ten wspolny porod tez byl takim gestem, zniszczyl cos we
              > mnie,a tam- nikomu nic nie dal.

              Po pierwsze nie histeryzuj.
              Po drugie - jak wynika z wypowiedzi wiekszosci forumowiczow "przecietna" osoba
              nie dostrzegalaby problemu jaki Ty widzisz, a zamiast bolu mowilaby raczej o
              zadowoleniu z odpowiedzialnego partnera.
              Tak naprawde, mysle ze to Ty sama siebie krzywdzisz. To w Twoich oczach sprawa
              wlasciwie dosc blaha urasta do rangi problemu z ktorym sie meczysz trzy lata.
              Trzy lata!!! I przez ten czas nie zostawilas go, skoro zadaje Ci taki bol (jak
              twierdzisz)? Jestes az taka masochistka?

              Jest taka koncepcja w psychologii, w mysl ktorej kazdy czlowiek powinien wziac
              odpowiedzialnosc za swoje wlasne uczucia, mysli, emocje. Twoj bol jest TWOIM
              bolem i to TY musisz cos zmienic, aby bolec przestalo. Pacyfikowanie partnera i
              krzywienie sie na jego wizyty u dziecka moze pomoze - ale na bardzo krotko.
              I co potem?
      • Gość: Nell Brawo Kasiu:) Nic dodac, nic ujac:) IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 09:47
        Podpisuje sie pod twym postem w 100%.
        To bylo bardzo madre, co napisalas>
        pozdrawiam:)
    • ad12 Re Do pastwy , kwieto i idy! 12.05.02, 01:16
      Gość portalu: maka napisał(a):

      > czytam to forum,,ale sie wciaz wahalam,czy opowiedziec,co mnie dreczy-bo to bol
      >
      > jednak okropny.jednak-nie poradze sobie sama.tak w skrocie: bylam w zwiazku dwa
      >
      > lata,rozstalismy sie podtrzymujac jednak kontakt smsowy i mailowy. spotkalismy
      > sie po kilku miesiacach na neutralnym gruncie,a kilka dni pozniej znow
      > mieszkalismy razem.dla mnie to b.wazny zwiazek-poprzedni moj partner zginal w
      > wypadku,potem zaraz stracilam ojca,dlugo bylam sama,zeby sie jakos ogarnac i
      > odbudowac.mniej wiecej po miesiacu wspolnego zycia moj partner zawiadomil
      > mnie,ze w tym czasie,gdy sie rozstalismy on wrocil do swojej bylej zony, ktora
      > jest w ciazy,a nie powiedzial mi o tym wczesniej,bo bal sie,ze go nie przyjme.i
      >
      > pewnie slusznie.popadlam w jakis rodzaj szoku,nie potrafie tego lepiej
      > nazwac.potem nastapil horror-ich wspolny porod, na co zupelnie nie bylam
      > przygotowna.ona po prostu zadzwonila-a on poszedl.nie winie tej kobiety,nie
      > zrobila tego przeciez specjalnie.
      > natomiast dla mnie-zaczal sie koszmar,ktory trwa juz trzy lata.cos sie we mnie
      > po prostu zalamalo.nie jestem w stanie zaakceptowac tego dziecka-i winie sie za
      >
      > to,bo w koncu-coz winne dzecko,lecz jednak jak on stamtad wracal-nie potarfilam
      >
      > sie ani odezwac,ani dotknac.czulam jakis rodzaj wstretu-choc wstydze sie do
      > tego przyznac.zamykalam sie w pokoju i doslownie,bez przenosni-wylam z
      > bolu.potem wyjechalismy, zmienilismy prace, sprzedalam dom mojego ojca tracac
      > swoje miejsce w zyciu...a to uczucie i tak nie mija.kilka dni temu moj partner
      > sie spytal,czy moglby do tego dziecka zadzwonic-i znow wsyzstko mnie boli.
      > zdaje sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
      > dzieckiem.ale-nie jestem tez w stanie przez to przebrnac.co robic?

      Wiec pastwa ty albo jestes taki nieinteligentny(na) ze sie nie domysliles(as) ze
      ja ich do nieczego nie namawiam albo ja juz sie poddaje z wami. A co co was
      kwieto i ida robta co cheta to forum jest dla kazdego zareagowalm troche za ostro
      wiec przepraszam i wywieszam biala flage !(???):)))?
      • pastwa Re: Do ad12 12.05.02, 03:46
        ad12:

        Wiec pastwa ty albo jestes taki nieinteligentny(na) ze sie nie domysliles(as)
        ze ja ich do nieczego nie namawiam albo ja juz sie poddaje z wami.

        Uściślając, jestem nieinteligentny,natomiast co do mojego domyślania się, nie
        interesowało mnie,namawiałaś czy tez nie namawiałaś ,ja zwyczajnie nie lubię
        nielogicznych złośliwości, a takową była Twoja.
        Rada na przyszłość, jak kogoś krytykujesz postaraj się, aby to miało ręce i
        nogi.
        Swoją drogą, miałem jeszcze jedno zapytanie odnosnie Twoich poglądów, zawarłem
        je powyżej w poście "Re: Pytanie pastwa, 11-05-2002 14:17" miło by mi było,
        uzyskać od Ciebie odpowiedź.
        Ty się nie masz co poddawać i wywieszać białych flag, powinnaś sie nauczyć, że
        nie musisz zawsze przekonać kogoś do swoich racji, a jest to o tyle trudne, że
        Twoje powyższe argumenty oparte są w dużej mierze na emocjach, zamiast logice.

        Pozdrawiam
        • ad12 Re: Do ad12 12.05.02, 20:57
          pastwa napisał(a):

          > ad12:
          >
          > Wiec pastwa ty albo jestes taki nieinteligentny(na) ze sie nie domysliles(as)
          > ze ja ich do nieczego nie namawiam albo ja juz sie poddaje z wami.
          >
          > Uściślając, jestem nieinteligentny,natomiast co do mojego domyślania się, nie
          > interesowało mnie,namawiałaś czy tez nie namawiałaś ,ja zwyczajnie nie lubię
          > nielogicznych złośliwości, a takową była Twoja.
          > Rada na przyszłość, jak kogoś krytykujesz postaraj się, aby to miało ręce i
          > nogi.
          > Swoją drogą, miałem jeszcze jedno zapytanie odnosnie Twoich poglądów, zawarłem
          > je powyżej w poście "Re: Pytanie pastwa, 11-05-2002 14:17" miło by mi było,
          > uzyskać od Ciebie odpowiedź.
          > Ty się nie masz co poddawać i wywieszać białych flag, powinnaś sie nauczyć, że
          > nie musisz zawsze przekonać kogoś do swoich racji, a jest to o tyle trudne, że
          > Twoje powyższe argumenty oparte są w dużej mierze na emocjach, zamiast logice.
          >
          > Pozdrawiam

          Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Twoim
          obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
          dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
          przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna na
          tyle zeby zrozumiec ! Co do mojej bialej flagi to ja raczej wole sie poddac niz
          dyskutowac z niektorymi ludzmi bo to nie ma sensu !
          • pastwa Re: Do ad12 12.05.02, 21:16
            ad12 napisał(a):

            > Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Twoim
            > obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
            > dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
            > przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna na
            > tyle zeby zrozumiec !

            Uważasz zatem, że te rozbite rodziny, to efekt zabawy w nieukładanie się między
            dwojgiem partnerów?
            Toż ci ludzie muszą być strasznymi masochistami, by umyślnie sprowadzać na siebie
            cierpienie i samotność.Gratuluję Tobie, że tak doskonale przeprowadziłaś
            symulację swojej przyszłości, że wiesz jak uniknąć problemów. Może zdradź też i
            innym, jak powinni postępować, by nie zawieść się na partnerze i prześwietlić za
            wczasu jakim to będzie człowiekiem za lat przypuśćmy 10.

            ]A jak dzieci, nigdy nie zrozumieją, to będziesz czekała do końca życia ?
            • ad12 Re: Do ad12 12.05.02, 22:33
              pastwa napisał(a):

              > ad12 napisał(a):
              >
              > > Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Two
              > im
              > > obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
              >
              > > dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
              >
              > > przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna
              > na
              > > tyle zeby zrozumiec !
              >
              > Uważasz zatem, że te rozbite rodziny, to efekt zabawy w nieukładanie się między
              >
              > dwojgiem partnerów?
              > Toż ci ludzie muszą być strasznymi masochistami, by umyślnie sprowadzać na sieb
              > ie
              > cierpienie i samotność.Gratuluję Tobie, że tak doskonale przeprowadziłaś
              > symulację swojej przyszłości, że wiesz jak uniknąć problemów. Może zdradź też i
              >
              > innym, jak powinni postępować, by nie zawieść się na partnerze i prześwietlić z
              > a
              > wczasu jakim to będzie człowiekiem za lat przypuśćmy 10.
              >
              > ]A jak dzieci, nigdy nie zrozumieją, to będziesz czekała do końca życia ?

              A pocaluj mnei w dupe ! ty masz swsoja filozofie a ja swoja jak ci sie moja nie
              podoba to mam to gdzies !
              • pastwa Re: Do ad12 12.05.02, 22:44
                ad12 napisała:

                > A pocaluj mnei w dupe ! ty masz swsoja filozofie a ja swoja jak ci sie moja nie
                > podoba to mam to gdzies !

                Mam rozumieć, ze tak jak i poprzednio, nie jest to namawianie mnie do
                proponowanego czynu ?

            • ad12 Re: Do ad12 12.05.02, 22:34
              pastwa napisał(a):

              > ad12 napisał(a):
              >
              > > Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Two
              > im
              > > obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
              >
              > > dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
              >
              > > przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna
              > na
              > > tyle zeby zrozumiec !
              >
              > Uważasz zatem, że te rozbite rodziny, to efekt zabawy w nieukładanie się między
              >
              > dwojgiem partnerów?
              > Toż ci ludzie muszą być strasznymi masochistami, by umyślnie sprowadzać na sieb
              > ie
              > cierpienie i samotność.Gratuluję Tobie, że tak doskonale przeprowadziłaś
              > symulację swojej przyszłości, że wiesz jak uniknąć problemów. Może zdradź też i
              >
              > innym, jak powinni postępować, by nie zawieść się na partnerze i prześwietlić z
              > a
              > wczasu jakim to będzie człowiekiem za lat przypuśćmy 10.
              >
              > ]A jak dzieci, nigdy nie zrozumieją, to będziesz czekała do końca życia ?

              mialam na mysli mnie cos tam pokrecilam !
    • paskudna MAKA 12.05.02, 22:19
      Droga Mako, troche szkoda, ze ten watek zmienil sie w sad nad Toba i Twoim
      partnerem. Wiesz, zastanawialam sie dlugo nad Twoja sytuacja.
      Jestes z nim, nie umiesz i nie chcesz odejsc. Kochacie sie jeszcze jakos, ale
      milosc w takich warunkach moze nie przetrwac. Nie chcesz dziecka.
      Moze w takim razie sprobuj w jakis inny symboliczny sposob zaczac od nowa wasz
      zwiazek. Wyprowadziliscie sie - ale to byla ucieczka. Moze znajdz cos, co by
      bylo tylko wasze - zrobione dla was i waszych ukladow - wspolne codzinne
      sniadania - albo kupno motoru. Nie wazne co - ale cos co by bylo dla Ciebie
      symbolicznym punktem poczatku waszego nowego zycia.
    • Gość: Iza MAKA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.02, 02:31
      Facet rzeczywiscie jest swinia, ale nie dlatego, ze bral udzial w przyjsciu na
      swiat swojego wlasnego dzieciaka, czy tez ze ma z nim kontakt. On jest swinia
      dlatego, ze wrocil do ciebie Mako bedac w takiej sytuacji. Powinien zostac z
      byla zona i wychowywac swoje dziecko w pelnej rodzinie a nie na odleglosc.
      Widac rozstaliscie sie z jakis powodow, cos nie pasowalo miedzy wami, a jak sie
      zorientowalas ze mozesz go stracic na dobre to go przyjelas z powrotem.
      Pamietaj ze on ma dziecko nie z pierwsza lepsza wolna panienka, tylko z ex
      zona a wiec jak widac nadal nie sa dla siebie obojetni. Ja mam dzieciaka 3 lata
      i nie wyobrazam sobie aby mial tylko dochodzacego ojca, albo wcale, albo zeby
      ktos obcy myslal o nim ze zloscia, bo ojcu zachcialo sie wrocic do jakiejs
      ex dziewczyny. Jesli nie mozesz zaakceptowac faktu, ze facet jest ojcem i ma
      wynikajace z tego uczucia i obowiazki to powinnas sie naprawde zmyc dziewczyno.
      Dzieciak i jego ojciec na to nie zasluguja.
      • pastwa Re: Do Izy 14.05.02, 03:32
        Iza napisała:

        > Facet rzeczywiscie jest swinia, ale nie dlatego, ze bral udzial w przyjsciu na
        > swiat swojego wlasnego dzieciaka, czy tez ze ma z nim kontakt. On jest swinia
        > dlatego, ze wrocil do ciebie Mako bedac w takiej sytuacji.

        To jak w obliczu powyższego wygląda postawa Maki godzącej się ( i chcącej, jak
        widać tego !) na powrót swojego faceta,co tym samym było, przyzwoleniem na
        rezygnację jej mężczyzny odnośnie bycia z ową kobietą i ich dzieckiem, co Ty sama
        nazywałaś świństwem ?
        • ad12 Re: Do Pastwy 14.05.02, 03:38
          pastwa napisał(a):

          > Iza napisała:
          >
          > > Facet rzeczywiscie jest swinia, ale nie dlatego, ze bral udzial w przyjsc
          > iu na
          > > swiat swojego wlasnego dzieciaka, czy tez ze ma z nim kontakt. On jest swi
          > nia
          > > dlatego, ze wrocil do ciebie Mako bedac w takiej sytuacji.
          >
          > To jak w obliczu powyższego wygląda postawa Maki godzącej się ( i chcącej, jak
          > widać tego !) na powrót swojego faceta,co tym samym było, przyzwoleniem na
          > rezygnację jej mężczyzny odnośnie bycia z ową kobietą i ich dzieckiem, co Ty sa
          > ma
          > nazywałaś świństwem ?

          Czy ty masz jakies chore hobby przyczepanie sie do ludzi ????
          • pastwa Re: Do ad12 14.05.02, 03:43
            ad12 napisała:

            > Czy ty masz jakies chore hobby przyczepanie sie do ludzi ????

            Coś się przyczepiła, przecież mogę mieć wątpliwości jak cos brzmi nie uczciwie
            wobec osoby, która nie może sie tu bronić, a swoje racje nalezy umieć uzasadnić,
            inaczej najlepiej jest milczeć.

      • Gość: maka Re: MAKA IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 03:56
        Chyba się Pani trochę rozpędziła w tych ocenach. Rozstaliśmy się nie dlatego, źe było nam
        źle.Wręcz na odwrót. Ten powrót to miała być próba ocalenia tamtego związku- i to był mój
        pomysł. Z perspektywy czasu sAdzE- że jeden z głupszych. Nie wszLo im-i to byLo do
        przewidzenia. Ja nie oceniam- ani postawy mojego partnera, ani postawy jego byłej żony, która
        wiedząc o wszystkim zdecydowała się na zajście w ciążę, co w tej sytuacji jest duźą odwagą.
        Nie oceniam też siebie i nie chcę bronić żadnych swoich racji. Szukam pomocy i ratunku w
        ciężkiej dla siebie sytuacji emocjonalnej. Moje odejście z tego związku nie oznacza powrotu
        mojego partnera do byłej żony. Nie zmuszę go przecież do tego, sorry.Mam nadziejE, że nigdy
        nie zdarzy się Pani być w sytuacji na tyle ciężkiej emocjonalnie, że się załamuje
        dotychczasowy system wartości i widzenia spraw tego świata.
        • Gość: maka Re: MAKA IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 03:58
          -To byLo do Pani Izy.
          • Gość: maka Re: MAKA IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 05:32
            W moim pierwszym poscie zabrakło jednego myslnika, co troche zmienia jego sens-tz.mozna
            inaczej zrozumiec sytuacje ztymi-rozstaniami-powrotami. Przepraszam-mam malo czasu na
            internet,chcialam to napisac jak najszybciej i w miare dokladnie.W moim pojeciu-to i tak nie
            zmienia sytuacji.
            • Gość: soso ---- IP: 195.41.66.* 14.05.02, 09:11
              • Gość: soso Re: ---- IP: 195.41.66.* 14.05.02, 09:26
                Sorry ale cos sie wyslalo za szybko :-)

                O sprawie to mysle tak - maka zyje w nierealnym swiecie. Pisze cos o sobie, ze
                jest np. uodporniona i rozumiejaca ale to nieprawda. Mysle, ze to uluda i ze
                chcesz widziec siebie taka jaka nie jestes. Przykro to mowic ale tak wynika z
                postow. Facet ma dziecko, ma wiec potrzebe bycia ojcem. A co bys mogla myslec o
                czlowieku, ktory dzieckiem nie interesuje sie zupelnie? Kanalia?
                Ktos, kto jest z Toba okresla chyba przez to jakies priorytety. Ty jestes
                najwazniejsza a ze obok tego chce byc ojcem to tylko dobrze o nim swiadczy.
                Kwieto nie ma racji piszac, ze dla niego to w danej chwili bylo najwazniejsze
                (porod jego dziecka). Mysle, ze generalnie wlasnie Ty jestes najwazniejsza ale
                nie mozna czegos takiego sprowadzac do 'zawsze i wszedzie'. Musimy sobie
                nawzajem dawac jakies pole, przestrzen zyciowa. To jest konieczne w kazdym
                dobrym zwiazku. Wazna jest dobra baza a reszta moze wygladac roznie. Maka, Ty
                wydajesz sie byc bardzo zaborcza. To nie wrozy dobrze zadnemu zwiazkowi.
                Szantazujesz siebie i innych slowami 'nie wiem dlaczego tak mam ale tak mam'.
                To jest bardzo silny argument przeciwko ukladowi w jakim jestes. Dla mnie jest
                to chory uklad. Bardzo chory. Mysle, ze dla dobra wszystkich najlepszym
                rozwiazaniem jest dostrzezenie tego. Mam wrazenie, ze wszyscy sie z tym
                meczycie. Im szybciej sie zakonczy taki stan tym lepiej. Od Was jednak zalezy
                jak.

                pzdrw

                soso


                Maly test, odpowiedz sobie uczciwie:
                Czy jak on idzie np. pograc w karty z kolegami to myslisz, ze karty i koledzy
                sa wazniejsze dla niego niz Ty?
                I prosze, nie oklamuj siebie.

                Jezeli odpowiadasz 'nie' to.....,
                jezeli 'tak' to .........



                wydaje mi sie, ze to jest sedno sprawy


                <



                • Gość: Malwina Re:samo zycie IP: *.abo.wanadoo.fr 14.05.02, 10:38
                  bylabym szczesliwa majac u boku takiego odpowiedzialnego i ludzkiego faceta !
                  Gwarancja na przyszlosc. On jest fair.
    • Gość: Iza Re: DZIECKO JEST CZASTKA KAZDEGO RODZICA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.02, 20:13
      Musisz koniecznie przestac oklamywac siebie i nas tu na forum. Nie twierdze ze
      robisz to celowo, raczej mysle, ze bol nie pozwala ci zaakceptowac prawdy, bo
      jest dla ciebie zbyt bolesna, ale poki tego nie zrobisz nie masz szansy na
      poprawe swego samopoczucia. Nikt nie uwierzy ci w to ze ludzie w dobrych ,
      kochajacych i szanujacych sie zwiazkach rozstaja sie bo jest im za dobrze ze
      soba i dlatego chca wrocic tam gdzie bylo im niedobrze. Nie twierdze, ze uklad
      twojego partnera z zona czy tez byla zona byl dobry, ale nie sadze rowniez ze
      szczescie cie rozsadza i dlatego znalazlas sie tutaj na forum. To co pisze
      napewno nie jest tym co chcialabys uslyszec, ale ja nie chce byc komformistka,
      tylko dlatego ze ty nadal chcesz tkwic w klamstwie. Zrobisz z tym co chcesz, bo
      to twoje zycie, ale ja mysle, ze to nie jest dobry uklad dla ciebie. Sprzedalas
      dom i wyprowadzilas sie byle dalej od miejsca gdzie mieszka dziecko twojego
      przyjaciela ( i dziecka matka), bo chcialas ich odizolowac od siebie i w pewnym
      sensie ci sie to udalo. Zenujace jest, ze dorosly facet, ojciec pyta sie ciebie
      czy moze przez sluchawke chociaz zamienic kilka slow ze swoim synem. Kim ty go
      w takim ukladzie czynisz? Jak on sie musi czuc ? Jak maly, niewydarzony
      chlopiec, ktoremu mamusia zabrania isc na podworko pobawic sie z kolegami? Nie
      widzisz siebie na pozyzji sily w tym momencie ? Mysle ze on tak dlugo nie
      wytrzyma. Ty rowniez jesli nie zaakceptujesz i moze nawet nie polubisz tego
      dzieciaka, to bedzie on zawsze stal miedzy wami i to nie dlatego, ze urodzila
      go inna kobieta, ale dlatego ze on jest jego synem, jest jego czastka , ktora
      ty tak zawziecie negujesz.
      • Gość: maka Re: DZIECKO JEST CZASTKA KAZDEGO RODZICA IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 21:03
        Pani Izo-prosze nie imputowac mi zachowan i pomyslow,ktorych nie mam,dobrze?
        ja nie chcialam tej przeprowadzki,ale nie mam się juź zamiaru z niczego tłumaczyć,bo kaźda
        moja odpowiedz powoduje,ze Lani wymyśla następne jakieś moje zachowania,czy poglądy, których
        ja po prostu nie mam lub fakty z mojego zycia-ktorych w rzeczywistosci nie bylo.Jasne-
        najlatwiej jest tak zmienic cudze slowa i sytuacje,a w razie czego zarzucic klamstwo-zeby
        pasowalo do z gory urobionej wlasnej opinii.
        Przykro mi- nie jest to tak, jak Pani sobie wymyślila, ze jest.
        Ta dyskusja przerodziła się w wymyślanie jakiś fantastycznych rzeczy nie mających miejsca w
        moim życiu.Nie mam czasu-przepraszam- na odpowiadanie na posty zawierające wyłącznie
        insynuacje i scenariusze co to ja niby powiedzialam,komu to ja niby cos zabronilam-
        itd,itd,itd.
      • Gość: maka Re: DZIECKO JEST CZASTKA KAZDEGO RODZICA IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 21:10
        I jeszcze jedno.To, że Pani czegos nie rozumie,czy nie jest w stanie pojąć nie oznacza-ze
        ktos klamie,naprawdę.
        • Gość: noida Re: DZIECKO JEST CZASTKA KAZDEGO RODZICA IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 23:38
          Mako,
          Myślę, że ból w Twoim przypadku jest zrozumiały. To znaczy chociaż nie
          potrafiłabym wyjaśnić dlaczego, rozumiem Cię. Jednak rzeczywiście fakt, że
          tkwisz w związku, który Cię rani, aż trzy lata nie jest zdrowe ani dla Ciebie
          ani dla nikogo innego. Wydaje mi się, że masę racji ma w swojej wypowiedzi
          soso. To mądry facet i może dobrze byłoby zastanowić się nad tym, co ma do
          powiedzenia. Mnie osobiście podstawowym problemem wydaje się, że wiesz, iż
          niechęć do dziecka Twojego meżczyzny jest "zła" ponieważ ono jest niewinne.
          Masz z tego powodu wyrzuty sumienia, które próbujesz jakoś zagłuszyć-
          proponując wyższe alimenty itd.
          Nie uważam, żebyś chciała na siłę odciągnąć swojego mężczyzny od jego byłej
          żony ani od dziecka. Ale rzeczywiście mam wrażenie, że próbujesz odepchnąć od
          siebie odpowiedzialność za całą sytuację. Czytając Twoje posty mam czasem
          wrażenie, że dajesz się przesuwać jak marionetka, przynajmniej we własnym
          mniemaniu. Tak wynika z Twoich opisów. Myślę, że to dobrze, że umieściłaś
          swoje pytanie na forum. To krok w dobrą stronę. Myślę też, że zbyt mało znamy
          sytuację, aby Ci doradzać. Sytuacja Twoja jest skomplikowana, ale na pewno
          dałaby się rozwikłać. Może wystarczą na to Twoje własne przemyślenia, może
          powinnaś rozmawiać o tym z przyjaciółmi, może powinnaś iść do psychologa.
          Chociaż posty Kwieto i Kasi28 były napisane w raczej agresywnym stylu myślę,
          że w jednym mieli oni rację- powinnaś zadawać sobie jak najczęściej pytanie-
          dlaczego tkwisz w obecnej sytuacji?
          Mam nadzieję, że nie odbierzesz mojego posta jako obraźliwego. Naprawdę często
          tkwiąc w jakiejś sytuacji człowiek nie widzi pewnych oczywistości, choć wie,
          że czuje ból. Ale ból jest oznaką choroby, którą należy zlokalizować, a to
          można zrobić tylko przez analizę. Dopiero potem można go leczyć.
          Życzę Ci powodzenia, bo myślę, że niezależnie od rozwoju sytuacji będziesz go
          potrzebować.
          Noida.
        • Gość: Iza Re: MAKA POLUB SYTUACJE ALBO ODEJDZ!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 12:30
          No dobrze ty jestes taka pojetna kobieta i nie mozesz zrozumiec prostej prawdy,
          ze dziecko potrzebuje ojca . Jest dziecko i kropka, tego nie zmienisz. Faktem
          jednak jest ze swoja histeryczna postawa ich rozdzielasz. Polub te sytuacja
          albo odejdz. Inaczej udreczasz tylko siebie i innych. Nie do wiary, ze nie
          zdazylas ochlonac po 3 latach i ciagle wspominasz ten porod. A w ogole co to
          oznacza ze ktos sobie funduje porod? Wytlumacz to prosze, bo rzeczywiscie
          trudno to pojac. Jesli dziecko zostalo powolane do zycia w czasie kiedy nie
          byliscie razem to o co ci chodzi? Jak sama widzisz nie jestes jedyna kobieta na
          swiecie dla niego. A porod jest chyba naturalna konsekwencja prawidlowo
          przebytej ciazy. Masz problem z tym ,ze przyjaciel uczestniczyl w porodzie
          wlasnego dziecka? Doszedl widac do wniosku, ze skoro byl przy jego powstaniu
          powinien byc rowniez obecny przy jego narodzinach. Bardziej boli cie fakt, ze
          byl przy porodzie wlasnego dziecka, czy tez to, ze trzymal tamta za reke,
          masowal jej plecy i wycieral pot z jej czola? Dziecko jest i zawsze bedzie ich
          wspolnym dzielem, polaczeniem ich osobowosci, lecz przede wszystkim bedzie
          innym, nowym czlowiekiem, ktory kiedys ci " podziekuje" za to co wyrabiasz
          dzisiaj. Twoj egoizm i egocentryzm zemsci sie kiedys na tobie.
          • Gość: Iza Re: MAKA POLUB SYTUACJE ALBO ODEJDZ!!! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 12:36
            Aha i jeszcze jedno. Oswiec mnie jak to wlasciwie wygladalo miedzy wami:
            najpierw on sie zeni, potem jest 2 lata z toba, nastepnie nie jest z toba tylko
            z zona i powoluje do zycia dzieciaka, potem znowu pojawiasz sie ty . Kiedy twoj
            przyjaciel sie rozwiodl z zona jesli w ogole sie rozwiodl? Czy ty bylas
            przyczyna rozpadu jego malzenstwa?
    • mysz_ Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna 14.05.02, 22:42
      cześć Maka
      po pierwsze to ci współczuję problemu bo nie jest ani łatwy ani przyjemny ani
      czarny ani biały
      czytam sobie te posty i myślę że twoja niechęć do dziecka to jednak wina
      twojego mężczyzny
      sama kiedys miałam zahamowania co do posiadania dzieci i do dzieci w ogole bo
      moj facet miał dziecko z inną i jeszcze ją kochał i to ona go rzuciła więc
      wyobraz sobie jak sie czułam
      wydaje mi się, że tak jak i u mnie podswiadomie nie chcesz winic za calosc
      postepowania jego bo duzo łatwiej jest przeniesc niechec na inny obiekt np.
      dzieci
      to ze sie zdarzyło w czasie ratowania zwiazku ale jednak nieudanego to wielka
      nieodpowiedzialność i to nie tylko jego żony która pewnie w akcje desperacji
      chciała go złapac na ciaże ale także jego bo jest juz duzym chłopczykiem i
      chyba wie skad sie biora dzieci i ze nie powinno sie ich robic w nieudanych
      zwiazkach
      sam porod to cieżkie okrucienstwo w stosunku do ciebie jak i do jego żony
      nawet nie chce myslec jak sie czułas bo to musiało byc po prostu straszne
      wiedziec ze facet wychodzi do innej kobiety zeby raqzem z nia sprowadzic na
      swiat ich wspolne dziecko
      niebywale okrutne to takze w stosunku to jego zony, jak mowilas cala rodzina i
      to wszystko przeciez on jej na pewno dał nadziej na wspólne zycie
      powiem ci ze ten twoj facet to uroczy drań
      zrobisz co chesz oczywiscie, ale musisz sie zastanowic czy jestes w stanie
      udziwignac w sobie ten ciężar który wzbudził w tobie nizdrową niechęc do dzieci
      nawet perspektywicznie własnych
      nie da sie zyc z takim żalem i bólem, bedziecie z tym zyc juz zawsze
      dziecko juz jest i tego sie nie zamieni
      twoj ból tez jest i musisz wiedziec czy on kiedys zgasnie

      Ja zmieniłam faceta, mam wspaniałą córkę , kocham dzieci i źle wspominiam inne
      nastawieni do nich
      pozdrawiam
      • Gość: soso do mysz IP: 195.41.66.* 15.05.02, 08:18
        'facet wychodzi do innej kobiety zeby razem z nia sprowadzic na swiat ich
        wspolne dziecko'
        Jezeli wychodzi sie z takiego punktu to pewnie masz racje. Facet jest moj i
        kropka, niewazne co mysli, czego pragnie i jakie czuje w sobie zobowiazania.



        W zyciu dlugo moze byc dobrze az nie dojdzie sie do sytuacji, z ktorej nie ma
        dobrego i bezbolesnego wyjscia. Oto taka sytuacja. On jest z kobieta, z ktora
        chce byc. Kochaja sie. Ma dziecko z inna kobieta, z ktora nie chce byc. Dziecko
        jest jego i on to czuje. Czy z tego da sie wyjsc bezbolesnie? Czy on moze byc
        dobry dla wszystkich i lojalny wobec wszystkich uwiklanych w to osob? Czy moze
        byc dla wszystkich taki, jak oni tego od niego oczekuja? Wedlug mnie nie. I
        albo maka z tym problemem potrafi zyc albo nie.


        Pomyslcie o warunkach brzegowych:

        1. On calkowicie i na zawsze zrywa wszelkie kontakty z dzieckiem i matka
        dziecka. Maka jest dla niego calym swiatem na zawsze.

        lub

        2. On nadal stara sie byc ojcem na tyle na ile to mozliwe, uczuciowo,
        finansowo, poswiecajac czas i energie.


        pzdrw

        soso
        • mysz_ Re: do mysz 15.05.02, 09:17
          soso zająć się własnym dzieckiem to moralny obowiązek tego faceta i dobrze ze
          sie tego podjął, ale pojść na wspólny poród to okrucieństwo. Wszyscy tu
          moralizują do tej biednej Maki, ale dla niej to był na pewno wielki cios , stąd
          jej jak widzę juz duże zahamowania w temacie dzieci.
          Można by jej nawtykać ile wlezie gdyby ona zdecydowała się przyjąć faceta który
          uczciwie przyznaje że bedzie miec z inna dziecko, ze ich zycie zmieni sie na
          zawsze. On nawet jej nie dał prawa wyboru. Wrócił, nie powiedział pewnie
          dlatego że ją znał i wiedział ze nie zgodziłaby sie na to znajac prawde.
          Wiedział że to dla niej za trudne, za bolesne.
          Ona go kocha wiec z nim jest, ale całą wine za zaistniała sytuacje ponosi on.
          Na domiar wszystkiego jeszcze leci na poród, to jakim emocjonalny poparaniec.
          Facet nie jest niczyja własnoscia, ale jak sie decyduje z kims byc powinien się
          liczyc z jej uczuciami, a nie ranic i krecic.
          Szkoda ze Maka po tym porodzie wpusciła go do domu. Powinna go wtedy spakowac ,
          wypłakac sie i budowac zycie na nowo.
          Zycie z kimś kto ma przeszłosc w postaci byłej zony i dzieci to jest bardzo
          trudna decyzja to nie jest takie proste i Maka powinna miec mozliwosc wyboru.
          Ja naprawdę nie wiem czy potrafiłabym życ w takiej sytuacji. Raczej nie, każdy
          ma jakąś własna granicę tolerancji stresu. Poza tym jesli on ciagle z czymś
          wyskakuje, nagle pojawia sie dziecko, nagle wychodzi i leci na prod to gdzie
          wzajemne zaufanie, gdzie poczucie bezpieczenstwa.
          Znam kilka osob zyjacych z ludzmi z przeszloscia i mimo tego ze oni sie
          zdecydowali na taki zwiazek to jest bardzo ciezko i bardzo trudno.
          Makę to po prostu przerasta i nie dziwię się je wcale.
          Mam nadzieje zę uda jej się szczęśliwie dla siebie rozwiązac ten problem
          • Gość: soso Re: do mysz IP: 195.41.66.* 15.05.02, 11:45
            Alez wlasnie o tym rozmawiamy!!! Z tym, ze Ty, mysz, zupelnie utozsamiasz sie z
            maka i widzisz wszystko z jej perspektywy. Jednak nie jest to wcale nagonka na
            jej postawe, osad czy co tam jeszce.

            Czy to az tak trudno zrozumiec, ze liczenie sie z uczuciami czy odczuciami
            partnera ma jakies granice? Jak ktos chce wszystko i zrobic z partnera
            niewolnika wlasnych odczuc to to jest chore i jedyne rozwiazanie jakie widze to
            zmienic ten uklad a nie tkwic i sie meczyc. Facet i tak jest chyba bardzo
            cierpliwy, ze to wszystko znosi. Czy on ma sie wciaz pytac (a pyta sie) czy
            moze zadzwonic do wlasnego dziecka? Bo moze to urazi make? Ludzie! Chyba po to
            sie zyje razem by sie wspierac, wspolnie spedzac czas itd. ale tez i miec z
            takiej pozycji mozliwosc spelniania pewnych wlasnych potrzeb. Jak on interesuje
            sie motorowkami a ona lodziami podwodnymi to niech ich drogi sie rozejda na
            polu zainteresowan. I tylko dobrze. Facet chce byc ojcem i niech bedzie. Co w
            tym zlego? Chcial byc przy narodzinach swego dziecka. Owszem sytuacja w
            kontekscie niezreczna. Ale jak teraz kobieta ma to wpominac 3 lata, myslec w
            kolko co znaczy dla niego dziecko, czy to ma cos wspolnego z matka dziecka,
            itd. to ja bym od takiego ukladu zwyczajnie uciekal. Trauma i tyle. Czy nie
            mozna na sprawe popatrzec tak jak ona rzeczywiscie wyglada?
            Mysz, masz bardzo wiele racji w tym co piszesz - mozna wystawic walizki na
            koytarz. Tylko, ze jezeli sie tego nie zrobi to znaczy, ze sie chce zyc z
            czlowiekiem takim jakim on jest a nie 'wychowywac' go szantazujac okazywaniem
            wlasnych odczuc.
            Masz takze racje, ze decydujac sie na zycie z kims, kto ma przeszlosc
            decydujemy sie na zycie z kims, kto ma przeszlosc!! To jest dokladnie to i
            nalezy to zrozumiec! Mysle, ze wbrew pozorom nie jest to wcale najtrudniejszy
            przypadek. Sa ludzie z duzo bardziej zagmatwana czy bogatsza przeszloscia i sa
            ludzie, ktorzy w uklady z takimi ludzmi wchodza z calym poczuciem znaczenia
            tego faktu. I zyja z tym i jest im z tym dobrze. Tak wiec, jezeli kogos nie
            stac na wybaczenie, zapomnienie, wziecie czlowieka w ramiona takim jakim jest
            to nich sie takie uklady nie pakuje. Wszystko.
            Popelniamy bledy, kazde z nas. Nie jestesmy idealami. No i trzeba z tym zyc. W
            ten czy inny sposob z ta czy inna osoba. Nikt nikogo do niczego nie zmusza.
            Argumenty - moze pieniadze, moze mieszkanie, moze seks. Nie wiem, ale jezeli
            jest sie w czyms to takze placi sie rachunki. I albo spi sie i groszek uwiera
            albo filizanka kawy i w droge. Okrotne ale prawdziwe. Zycie nie rozpieszcza.

            pzdrw

            soso
    • Gość: ela Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 15.05.02, 11:41
      Droga Maka
      Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego jako próbę "wymądrzania się".
      Ale, może spróbujesz inaczej spojrzeć na swój problem/problemy. Jest taka
      teoria w psychologii tzw. "wyuczona bezradność". Polega to na
      takim "wyjaśnianiu" sobie swoich problemów, że w konsekwencji poprzez stopniowe
      obniżanie swojego nastroju można "dojść" nawet do głebokiej depresji.
      Przeważnie kobiety "popadają" w taki stan, ponieważ mają tendencje do
      tzw. "przeżuwania swoich myśli".
      Mężczyźni w sytuacjach kryzysowych wybierają działanie np. idą pograć w piłkę
      idą z kolegami na piwo, itd...

      Jak wygląda próba wyjścia z takiej bezradności?
      Otóż trzeba określić:
      1. Trudność: np. Mój mężczyzna zafundował sobie wspólny poród z byłą żoną...
      2. Przekonanie: np. Jak on mógł mi to zrobić. Zupełnie mnie lekceważy i nie
      liczy sie ze mną , jestem dla niego nikim itd...
      3. Skutki: np. Czuję się okropnie. Boli mnie serce, całe ciało. Chce mi się
      płakać itd...
      I TERAZ NAJWAŻNIEJSZE!!!
      4. Kwestionowanie: Np. No dobrze. Fakt, że poszedł na ten poród i to bez mojej
      wiedzy, co wywołało u mnie kompletny szok, ale przecież potem zaraz do mnie
      wrócił. Na moje wątpiliwości zapewnił mnie, że zrobił to tylko dlatego, że był
      pod presją byłej żony. Wieczorem zrobił mi pyszną kolację itd....
      5. Aktywizacja: Np. Kiedy sobie to powiedziałam poczyłam się o wiele lepiej.
      Zaczęłam zastanawiać się czy trochę nie przesadzam... Postanowiłam jutro
      wieczorem zrewanżować się jakąś pyszną kolacją, a może zaproponuję wyjście do
      kina już dawno gdzieś nie wychodziliśmy....


      Może sróbujesz drobnymi kroczkami wyjść psychicznie z sytuacji w której się
      znalazłaś. Metodę tą mozna stosować w każdej sytuacji którą odczywa się jako
      trudną. Powodzenia.

    • caro7 Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna 15.05.02, 14:52
      no włąśnie. ja niedawno poznałam syna mojego faceta i nie mogę , nie potrfaie
      go zaakceptować
      próbowałam starałam sie byc dla niego miła. ale on na każdym kroku podkresla
      swoją wieź z ojcem, to ze ojciec zawsze mu ustapi co oczywiście mam miejsce i
      to mnie dodatkowo wkurza.
      juz mielismy z tego powodu parę kłótni z moim męzczyzną ale co ja mam robić to
      w końcu jego syn
      tylko jak sie zmusić do niego skoro ten mały ani mysli polubić mnie
      • Gość: Ewka Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 16:25
        Musisz bardziej chciec. Dzieciak rozumiem jest juz wiekszy . Czy mieszka z
        matka? Napewno jest o ciebie troche zazdrosny, ze ty masz jego ojca na codzien
        a on nie. Czego sie spodziewalas ze jak tylko cie ujrzy to cie pokocha? Byc
        moze kiedys tak, jesli zasluzysz na jego milosc. Poki co staraj sie myslec
        pozytywnie. Kochasz faceta to popatrz na dziecko jak na kogos kogo on kocha
        najbardziej w swiecie, ale nie ta sama miloscia co ciebie. Napewno jest miejsce
        dla was obydwojga w jego sercu.
        • kwieto Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z 15.05.02, 17:59
          Tutaj jest rola ojca - on powinien oswoic swoje dziecko ze swoja nowa
          partnerka, czyli z Toba. Natomiast nie daj sie wbic w schemat myslenia "musze
          sie starac, zeby zasluzyc na milosc jego syna". Najpewniej skonczy sie tak, ze
          dziecko to wykorzysta i bedzie kaprysic w nieskonczonosc. Szczegolnie jesli
          ojciec mu ustepuje...
          • Gość: Ewka Re: Kwieto IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 11:47
            Masz racje, ze ojciec powinien przygotowac dziecko na spotkanie z nowa
            przyjaciolka, jednak to nie oznacza chyba automatycznie, ze niezaleznie od jej
            zachowania w stosunku do dziecka, to dziecko ja polubi. Ty chyba sam
            niekoniecznie lubisz kogos kto jest dla ciebie niemily mimo iz ojciec ci mowi
            to taki fajny gosc?
            • kwieto Re: Kwieto 16.05.02, 11:53
              Ale nie znosze rowniez, wrecz alergicznie, takich, co to robia wszystko, zeby
              mi sie przypodobac. I wykorzystam kazda okazje, by wetknac im jakas szpile.

              Poza tym, tutaj akurat nie bylo mowy o niecheci ze strony Caro, a ze strony
              dziecka. I w tym momencie przesadne nadskakiwanie mu, spelnianie jego
              zachcianek, czy wrecz "podlizywanie sie" moze wedlug mnie zaowocowac skutkami
              wrecz przeciwnymi do zamierzonych.

              Dzieciak powinien zostac zaakceptowany, przyjety, ale tez nie mozna wylacznie
              do niego dostosowywac calego zwiazku.
      • Gość: iwek Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.dialog.net.pl / 217.30.131.* 15.05.02, 17:32
        Droga Mako! Jestem pod wrażeniem wypowiedzi noidy, myszy, eli i soso - myślę,
        że potrafisz z ich mądrości zaczerpnąć coś dla siebie.
        Spróbuj uznać początkową przegraną za składową część doświadczenia
        osobistego, a zarazem zrozumieć, że przegrana jest również zyskiem. Jednej
        rzeczy tylko nie rób - zarzutów. Wszelkie zarzuty są jedną z najbardziej
        niefortunnych form porozumiewania się. Przez zarzuty człowiek określa sam
        siebie, określa swoją rolę w Grze ( bo miłość też jest swego rodzaju Grą).

        Jeżeli przegrywasz, musisz pomyśleć o podstawowych prawach dynamiki w stosunku
        uczuciowym, by nie dochodziło do narastnia zgubnej dla ciebie asymetrii.
        Dla partnera "nieszczęśliwego", którym ty jesteś, charakterystyczne jest to,
        że na samym początku Gry jest niezadowolony z symetrii zależności. Tak mu
        nakazuje dominująca osobowość.
        I wszystko zależy teraz od tego, jaką strategię obierzesz. W tej chwili
        prowadzisz grę "destrukcyjną", która prowadzi do "samounicestwienia".
        A soso i inni wskazują ci możliwość podjęcia strategii "przyjacielskiej",
        np. wybierasz stale i bez względu na reakcję partnera - zawsze posunięcia
        przyjacielskie. Wiem, że trudne, ale warto spróbować.
        Tylko gracz naiwny wierzy, że miłość jest czymś wiecznym. Wierzy , że wielka
        miłość ocali związek. Bądź Mako, graczem inteligentnym !!! Nie stosuj, bez
        potrzeby, taktyki "wymierzania kary". Przyjmij zasadę: "karę za przewinienia
        pozostawiam sumieniu błądzącego".

        Rozumiem cię, bo sama w życiu zdążyłam już poobijać się o kanty. Moje
        małżeństwo trwa 15 lat, jest pierwsze i mam cichą nadzieję, że jedyne.

        pozdrawiam :)))
        • Gość: Jan Re: iwek IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 11:41
          Mniejmy nadzieje ze na jego drodze(na drodze twojego malzenstwa) nie stanie
          druga taka Maka, wowczas trzeba uwazac, aby nie rozbila ci tak udanego zwiazku
          jak to zrobila autorka tego watku z malzenstwem jej przyjaciela.
          • Gość: też żona Re: Do iwek IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 16.05.02, 11:48
            udany zwiazek z żoną??????????????
            przeciez ten facet sam nie wiedział czego chce!!!!
            jak najdalej od takich
            • Gość: Jan Re: Do tez zony IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 12:18
              Ja napisalem udany zwiazek o malzenstwie iwka a nie przyjaciela Maki. O
              tamtym nie wiemy zbyt wiele bo i niby od kogo? Od kochanki( Maki)?
    • Gość: kasia28 Re: moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna IP: *.atol.com.pl 16.05.02, 12:06
      Tak przeczytałam sobie ostatnie wypowiedzi, przemyślałam i chyba problem lezy
      gdzie indziej. Skupiliśmy sie wszyscy na dziecku, ale chyba problem nie w
      dziecku, porodzie ale raczej w tym, iż Ty Mako (być może) czujesz sie
      niepewnie w tym związku, boisz się (być może) podświadomie, by Twój partner
      nie wrócił jednak pewnego dnia do żony. Ten ból to może strach? Przed
      oszukaniem, samotnością? Być moze odpowiedzią jest sposób w jaki się
      związaliście. Kilka osób zasugerowało, ze byłąś przyczyną rozpadu jego
      małżeństwa. Nie napisałaś nic o tym. Jeśli tak było, to być moze on miał(ma)
      wyrzuty sumienia i dlatego wrócił do zony, nadal je ma i dlatego Ty czujesz
      sie niepewnie i boisz się. Dziecko w tym momencie rzeczywisćie może być dla
      niego magnesem przyciągającym do żony, a dla Ciebie zagrozeniem.
      Może nie wyjaśniliście sobie wszystkiego do końca, może on nie zakończył do
      końca tamtej sprawy. Być moze najwyższy czas, by zakończyć któryś z tych
      związków z żoną lub z Tobą definitywnie. Wasz wyjazd, który był ucieczką nie
      rozwiąże tego problemu. Nie wiem czy rozmawiałaś z nim o tym co czujesz, ale
      może trzeba z nim konkretnie pogadać i ustalić pewne zasady i granice, i
      zmusić go, by coś zrobił. Albo wraca do żony i dziecka, albo jest z Tobą, ale
      Ty pozwalasz mu na kontakty z dzieckiem itp. Bo mam wrazenie, ze w tej całej
      sprawie brak jakiś ustaleń i dlatego wszyscy czują się niepewnie, a to
      rzeczywiście boli.
      Nadal podtrzymuję moje zdanie z poprzednich postów, ze musisz przestac
      histeryzować, miotać się, bo szkoda życia i zdrowia. Musisz zastanowić się nad
      całym tym związkiem, nad własnymi uczuciami i wtedy ruszyć do ustalenia
      pewnych rzeczy, żeby juz nie było wątpliwości i by pozbyć sie tej niepewności.
      Spróbuj, jeśli uważasz, ze warto.

      Pozdrawiam
      Kasia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka