Gość: edi
IP: *.aine.pl
08.12.04, 21:03
Prawdopodobnie nie potrafię pisać wielkich, esejów, felietonów, powieści.
Szczerze mówiąc nie jestem w stanie powiedzieć czy cokolwiek potrafię, a co
dopiero pisać logicznie złożone, wielkie treści. Jedno, co wiem na pewno:
skończyłem pięcioletnie studia z dziedziny marketingu. Niestety,
prawdopodobnie w porównaniu z omnibusami, którzy siedzieli wokół mnie na
zajęciach, jestem cienki Bolek. Nigdy nie wkuwałem, nie wisiałem nad
książkami parę godzin dziennie, nie robiłem praktycznie nic. Nie starając się
zbytnio, zawsze spadałem na cztery łapy. Kobietki ciągły do mnie jak muchy do
gówna, najlepszych kumpli wokół co niemiara, imprezy do białego rana; wiele
razy kończyły się spacerem na czterech albo w pryczy jakieś niezłej cizi.
Można powiedzieć, że wszystko cycuś glancuś. Młody, przystojny, wykształcony
facet, który za młodu wybawił się w najlepsze, skończył studia i wszedł na
nową drogę życia; miodzio. Jednak coś nie gra, coś nie pasi.
Jako młody szczyl uwielbiałem miksować na dwóch jamnikach. Wiesz, dwa
stare magnetofony, dwa pieprzone graty puszczane na przemian. Tworzyłem w ten
sposób coś w stylu skrzeczącego kawałka nagranego na taśmie magnetofonowej.
Kawałki nie zgrywały, mikrofon charczał jak cholera; frajda była
nieprzeciętna. Dlaczego powiedziałem pieprzone graty ? A no dlatego, że być
może gdybym wtedy brzydko nie bawił się jamnikami, prawdopodobnie nie miał
bym obecnie problemów z wybraniem drogi, którą mam iść. Zaszczepiłem w sobie
pasję, która teraz mąci mi w głowie nieprzeciętnie. Zlepki utworów tanecznych
puszczałem kumplom, którzy zawsze krytykowali je ironicznym śmiechem. Ja
jednak idąc dalej, wpadając w bagno zgrywałem fanatyka. Wielkim plusem było
to, że wiele razy popiłem (za darmo) grając półmetek czy imprezę dla emerytów
i weteranów.
Jasna sprawa. Facet w wieku licealnym, ma pasję i jedzie z koksem, brnie do
przodu jak taran; fajnie. Wiek idealny aby zostać sławnym dj-em, przynajmniej
w małym mieście.
Jednak nikt nie przyszedł i nie powiedział: stary jesteś dobry w te klocki,
chłopie zagraj u mnie. Może dlatego, że nie zapytałem?. Właściwie, to jeżeli
potencjalny właściciel klubu słyszał jak nawijam i sklejam sample,
stwierdziłby, że robię to dobrze, to przecie tak by się zachował.
Na pewien czas pasja odeszła na drugi plan. Poznałem kobietę. Teraz będzie
bardziej romantyczny wątek. Zajechałem sprzęt miksujący, a z muzyką miałem
tyle wspólnego, co grałem w szkolnej orkiestrze na kornecie. Wtedy poznałem
pannę, z którą fakt faktem jestem do dzisiaj. Siedem lat niedawno strzeliło
jak z bata. Podeszła do mnie i jak większość kobiet do tamtej pory, poderwała
mnie. Okazało się, że śpiewa w zespole, jest piosenkarką. Niestety zbyt długo
nie byłem namiętnym fanem śpiewającej kobiety. Po roku znajomości ze mną
została prezenterem radiowym. Jak? Po prostu!! Poszedłem z nią na wybory miss
do wiejskiej dyskoteki, gdzie z tłumu wyłonił ją łowca talentów z lokalnego
radia. Zazdrość, zazdrość.
Nie wiem czy to ja byłem zazdrosny, czy moja pechowa pasja. Chcąc nie chcąc
odezwała się dawna miłość do muzyki i nawijania do tłumu. Pojawiła się
ogromna szansa, której grzechem byłoby nie wykorzystać. Przez sześć lat
gibałem się z ekipą radiowców, prezenterów, właścicieli rozgłośni radiowych,
jednocześnie studiując marketing. Miksowałem, sklejałem kawałki, robiłem
dżingle, w zastępstwie prowadziłem nocny program muzyczny. O radiu i
dźwiękach wiedziałem więcej niż niejeden radiowiec – byłem dobry. Nie
podszedł jednak prezes i nie powiedział: stary pracuj dla mnie, jesteś dobry
w te klocki.
Jak wiadomo, każdy przyszły absolwent uczelni musi napisać mniej lub bardziej
ambitną pracę magisterską.
No to co robić ? Napisać prace o marketingu radiowym; proste. Połączyć pasję
z nauką i piąć się coraz wyżej. Tak powiedziałby każdy przyszłościowo myślący
człowiek i tak zrobiłem.
Przed pisaniem poszedłem do prezesa na konsultacje, żeby mnie widział i
zapamiętał. Kontaktowałem się z jego pracownikiem przez cały czas pisania
pracy. Wysmarowałem najbardziej ambitne dzieło w moim życiu. Posłałem
prezesowi. I co ? i gó.., to samo.
Właśnie moja kobita dostała propozycję pracy w wypasionym radio w wielkim
mieście. A ja ? Siedzę w pokoju, bez pracy, bez pasji. Od czasu do czasu
napiszę jakieś ściemnione CV do fabryki wędlin czy zakładu
zegarmistrzowskiego. Nie robię tego co lubię i co (jak myślałem) potrafię
robić. No bo przecież gdybym był w tym dobry, to ktoś by przyszedł i
powiedział: .................