inko_sama odezwij się

IP: *.uml.lodz.pl 23.05.02, 13:07
Inko, co u ciebie? Jak dzieci? Ja jestem 5 miesięcy po stracie męża, a ciągle
wydaje mi się, że to tylko jakiś straszny sen. Na zewnątrz jest OK - chodzę do
roboty, dziecko zadbane, w domu posprzątane tylko na ile czasu starczy sił?
    • Gość: inka_s maj, księżyc, wspomnienia... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.05.02, 23:16
      Gość portalu: isabelle napisał(a):
      > Inko, co u ciebie? Jak dzieci? Ja jestem 5 miesięcy po stracie męża, a ciągle
      > wydaje mi się, że to tylko jakiś straszny sen. Na zewnątrz jest OK - chodzę do
      > roboty, dziecko zadbane, w domu posprzątane tylko na ile czasu starczy sił?

      Tak, u mnie też na zewnątrz prawie normalnie...
      Juz umiem zatrzymać łzy na ulicy, nie rozpłakac sie w sklepie.
      Dzieci rozrabiaja na całego co tez mi nie ułatwia w uspokajaniu się - ale są
      zdrowe, mała ma postawę tata_tu_jest - pozkazuje paluszkiem: o tu tata! wyciąga
      raczki w powietrze i usmiecha sie... Może czasem go widzi?
      Starsza sprawia problemy - ale to sprawa jeszcze sprzed śmierci jej tatusia.
      Niestety nie jest lepiej a wprost przeciwnie...
      A ja?
      A ja co dzień zmuszam sie żeby przekonywać sie że warto zyć. Żyje bo muszę, bo
      mam obowiazek byc dla moich dzieci, dla moich bliskich... Ale to czego w głębi
      duszy pragnę - to odejście na druga strone, do mojego Ukochanego! Tak naprawde
      gdy zajrzę w głąb mej duszy, gdy postanowie byc szczera z soba samą - to widze że
      najlepiej mi robi wspomnienie snu w którym dostałam od Niego odpowiedź ile czasu
      musze czekać na spotkanie. Nigdy nie wierzyłam w sny, teraz tez nie ma we mnie
      ślepej wiary że to prawda - ale lżej mi żyć z nadzieja że nie czeka mnie 40 lat
      zycia BEZ NIEGO, choćby i w najwspanialszych okolicznościach.
      I tylko martwi mysl o tych których bym zostawiła.
      Czasem myslę co by było gdyby to on został beze mnie?
      I mimo wszystko dziękuje Bogu że to ja doświadczam tego bólu - a nie on. Wiem że
      cierpiał by bardzo - a jako facet dusił by to w sobie. To ze mna rozmawiał
      szczerze, wiedział że przy mnie może nawet płakać bez lęku, wiedział że go kocham.
      Gdybym mogła prosic o łaske dla nas - to byłaby to wspólna śmierć. Oddałabym
      połowę czasu który mi został - by razem odejść. Teraz to tylko marzenia...

      Dla mnie codzienność przestała byc ważna. Robie co musze. Ty pracujesz więc ci
      łatwiej zmobilizowaćź się - MUSISZ. Ja żyję z dnia na dzień.

      Na ogół udeptuję swoje uczucia w ciągu dnia, upycham na dnie świadomości (choć
      ciągle próbują sie wydostać) - by smiac się do dzieci i bliskich. To nie jest
      udawanie. Ja naprawdę się śmieję! Ale... No właśnie zawsze jest ale - bo brak
      przy mnie osoby z która dzieliłam te radości - i smutki.

      A wokół maj, piekne zmierzchy, ksieżyc jak latarnia coraz większy, powietrze
      pachnie marzeniami. Pewnie teraz gdy dzieci śpia - wymknęlibysmy sie na króciutki
      spacer pod gwiazdami... Dłoń w dłoni, spokojne poczucie bliskości, radość z
      BYCIA - po prostu BYCIA w tym miejscu i tym czasie - i z tym Ukochanym.
      Mam nadzieje że niebo jest wokół nas - tyle piekna tu na tej Ziemi chcieliśmy
      razem jeszcze zobaczyć. Chce to zobaczyc z Nim - choćby i po smierci. Skoro Bóg
      stworzył świat tak pięknym - "i widział Pan ż eto jest dobre" - to na pewno
      cieszy się nim nadal , mimo tego co my ludzie z nim robimy.

      Moja siłą do życia jest nadzieja na śmierć.
      • Gość: Renka Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka IP: *.home.cgocable.net 24.05.02, 07:55
        Inka, jak mozesz wychodzic z domu z ukochanym , zostawiajac SAME dzieci, w
        dodatku spiace.
        Przeciez twoje dzieci to twoj ukochany, to jego krew, jego oczy, brwi, sposob
        wypowiadania sie. On TYLKO te dzieci zostawil po sobie, zebys je wychowala za
        was oboje.To one sa przedluzeniem jego zycia. Jak mozesz mowic, ze jest ci
        obojetne, ze obowiazki, ze sie zmuszasz..a tu z nienacka na spacer ksiezycowy
        bys sie wybrala..
        Moze to hormony ci do glowy uderzaja, moze pora na znalezienie sobie jakiegos
        panaceum na te rozbujale wiosna hormony.
        • Gość: Melba Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.02, 08:39
          Chyba trochę nie na miejscu i niesmaczne są tu te pouczenia, Renko.Nie o to w
          tym wszystkim chodziło.
          • Gość: rezi2 Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka IP: 217.197.166.* 24.05.02, 10:21
            Coz, nie jestem w takiej sytuacji ja Inka, ale przedstawie swoje stanowisko w
            tej sprawie.
            Po pierwsze- nie ma czlowieka niezastapionego, nie ma milosci zycia. To
            bzdury.Na swiecie zawsze znajdzie sie mnostwo ludzi, z ktorymi bedzie tak samo
            wspaniale albo i lepiej.
            Po drugie- Inka musi sie zastanowic, co dalej.Przede wszystkim ma dzieci,
            wspolne zobowiazanie podjete z mezem. Chce przejsc na druga strone ?
            Przepraszam, ale to zwykle tchorzostwo i egozim w stosunku do wlasnych dzieci.
            Trzeba wyjsc z kokona nazywajacego sie "jaka ja jestem nieszczesliwa". Na
            swiecie jest jeszcze mnostwo do zrobienia, do zobaczenia i do pokochania.
            Kazdy ma na tym swiecie swoj krzyz do dzwigania...
            • Gość: inka_s przeżyj to sam IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 24.05.02, 11:50
              Gość portalu: rezi2 napisał(a):
              > Coz, nie jestem w takiej sytuacji ja Inka

              *** ciesz sie że nie jesteś, wiele osób codziennie staje w obliczu takiego
              przezycia - kto wie co ciebie spotka jutro?

              > Po pierwsze- nie ma czlowieka niezastapionego, nie ma milosci zycia. To
              > bzdury. Na swiecie zawsze znajdzie sie mnostwo ludzi, z ktorymi bedzie tak samo
              > wspaniale albo i lepiej.

              *** Tak, to widać, nie ma ludzi niezastapionych - dlatego ludzie łamia przysięgi
              małżeńskie, porzucaja włąsne dzieci itpd. - szukaja tych z którymi IM BĘDZIE
              LEPIEJ a przynajmniej tak samo.... OJca moim dzieciom zastapi pierwszy lepszy
              facecik, twoja matka tez pewnie może byc wymieniona na lepszy model jak np.
              zniedołężnieje?

              > Po drugie- Inka musi sie zastanowic, co dalej.Przede wszystkim ma dzieci,
              > wspolne zobowiazanie podjete z mezem.

              *** Gdybym miała słabsza psychike - dawno bym była w wariatkowie. Jesteś pewien
              że cos MUSZE? Mam dzieci - moje i jego dzieci. Powinnam je wychować. Ale dzieci
              nie moga byc jedynym celem w życiu. Jeśli bedą dla mnie jedynym motorem do zycia
              to albo gdy dorosna będę na nich wisiała i niszczyła im zycie, albo zostanę sama
              w obliczu faktu że trzeba dzieci wypuścic w świat i pozwolić im na własne życie.
              Doskonale zdaję sobie sprawę z tego co mnie czeka i co powinnam robic.

              > Chce przejsc na druga strone ?
              > Przepraszam, ale to zwykle tchorzostwo i egozim w stosunku do wlasnych dzieci.

              ***NIgdzie nie pisze że chce sie zabić. Dla moich dzieci moja śmierć byłaby teraz
              najgorszym szokiem. Tyle że nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości ze
              100% pewnością. Mój mąż był młody - i na oko całkiem zdrowy. I nagle zmarł. Nie
              przewidzę czy jakiś wariat nie rozjedzie mnie na pasach, czy mi cos z nieba na
              głowę nie spadnie, czy nagle nie zabierze mnie choroba. Tchórzostwo? Myśle że w
              większości samobójstw to nie tchórzostwo jest motorem - ale tacy życzliwi ludzie
              jak ty wołający do kogoś z problemami: nie wygłupiaj sie , weź sie w garść, inni
              to mają problemy!
              Modne są teraz pojecia depresja, stres, coraz więcej ludzi ma problemy ze sobą.
              Czemu to negować? Tylko ktoś kto przezyje śmierć kogoś bardzo kochanego zrozumie
              ten ból u drugiej osoby. Choć nie! Przepraszam! Tu na forum spotkałam takich
              którzy nie przeżyli - ale postarali się zrozumieć. Współ- czucie. Współodczuwanie.

              > Trzeba wyjsc z kokona nazywajacego sie "jaka ja jestem nieszczesliwa". Na
              > swiecie jest jeszcze mnostwo do zrobienia, do zobaczenia i do pokochania.
              > Kazdy ma na tym swiecie swoj krzyz do dzwigania...

              Ja nie jestem w kokonie "jaka to ja jestem nieszcześliwa" - ale usmiech na
              codzień ma swoją cenę. Nikt nie jest cały czas szczęśliwy. Ja musze czasem
              wypłakac się, wylac swój ból - by móc znów usmiechać sie do ludzi i świata.
              Wczytaj się co napisałam wcześniej. Zajrzyj na moje wątki "co robic gdy umiera
              miłość życia" - ja dostrzegam piękno świata, dostrzegam ból innych ludzi - teraz
              bardziej niz kiedykolwiek!
              Pisałam gdzieś chyba ze i tak jestem w dobrej sytuacji - mam rodzine, przyjaciół,
              mam gdzie mieszkać.
              Stare indiańskie przysowie mówi: nie oceniaj kogoś jeśli nie chodziłeś cały dzień
              w jego mokasynach.

              Kończe bo i tak za długo...
              • Gość: rezi2 Re: przeżyj to sam IP: 217.197.166.* 24.05.02, 15:41
                Odpowiadam :

                > Gość portalu: rezi2 napisał(a):
                > > Coz, nie jestem w takiej sytuacji ja Inka
                >
                > *** ciesz sie że nie jesteś, wiele osób codziennie staje w obliczu takiego
                > przezycia - kto wie co ciebie spotka jutro?

                Przepraszam, ale po co az tak. Nie wiem co mnie spotka jutro, ale nie bede sie
                tym przejmowal.Wlasnie dlatego, ze nie wiem.


                > > Po pierwsze- nie ma czlowieka niezastapionego, nie ma milosci zycia. To
                > > bzdury. Na swiecie zawsze znajdzie sie mnostwo ludzi, z ktorymi bedzie tak
                > samo
                > > wspaniale albo i lepiej.
                >
                > *** Tak, to widać, nie ma ludzi niezastapionych - dlatego ludzie łamia przysięg
                > i
                > małżeńskie, porzucaja włąsne dzieci itpd. - szukaja tych z którymi IM BĘDZIE
                > LEPIEJ a przynajmniej tak samo.... OJca moim dzieciom zastapi pierwszy lepszy
                > facecik, twoja matka tez pewnie może byc wymieniona na lepszy model jak np.
                > zniedołężnieje?

                Nie widze analogii. Piszesz o innych sytuacjach.Nie warto zdradzac i szukac,
                jesli cos sie ma.Trzeba o to dbac.A o co Ty chcesz dbac ? Maz z zaświatów nie
                wróci. Nie mowie o pierwszym lepszym faceciku. Wierze, ze twoj maz był wspaniałym
                człowiekiem, ale nie miałas aż takiego szczęscia, ze to był najlepszy facet na
                świecie.Jesli chcesz życ tylko tym co było-prosze bardzo.

                > > Po drugie- Inka musi sie zastanowic, co dalej.Przede wszystkim ma dzieci,
                > > wspolne zobowiazanie podjete z mezem.
                >
                > *** Gdybym miała słabsza psychike - dawno bym była w wariatkowie. Jesteś pewien
                >
                > że cos MUSZE? Mam dzieci - moje i jego dzieci. Powinnam je wychować. Ale dzieci
                >
                > nie moga byc jedynym celem w życiu. Jeśli bedą dla mnie jedynym motorem do zyci
                > a
                > to albo gdy dorosna będę na nich wisiała i niszczyła im zycie, albo zostanę sam
                > a
                > w obliczu faktu że trzeba dzieci wypuścic w świat i pozwolić im na własne życie
                > .
                > Doskonale zdaję sobie sprawę z tego co mnie czeka i co powinnam robic.

                Napisałem, że musisz sie ZASTANOWIC. Nie napisałem natomiast, ze maja być Twoim
                jedynym motorem. Masz jednak dla kogo żyć, nieprawdaż ?


                > > Chce przejsc na druga strone ?
                > > Przepraszam, ale to zwykle tchorzostwo i egozim w stosunku do wlasnych dzi
                > eci.
                >
                > ***NIgdzie nie pisze że chce sie zabić. Dla moich dzieci moja śmierć byłaby ter
                > az
                > najgorszym szokiem. Tyle że nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości ze
                > 100% pewnością. Mój mąż był młody - i na oko całkiem zdrowy. I nagle zmarł. Nie
                >
                > przewidzę czy jakiś wariat nie rozjedzie mnie na pasach, czy mi cos z nieba na
                > głowę nie spadnie, czy nagle nie zabierze mnie choroba. Tchórzostwo? Myśle że
                > w
                > większości samobójstw to nie tchórzostwo jest motorem - ale tacy życzliwi ludzi
                > e
                > jak ty wołający do kogoś z problemami: nie wygłupiaj sie , weź sie w garść, inn
                > i
                > to mają problemy!

                A życzliwi są ci co pisza : "aleś Ty biedna, poszkodowana, jak mi przykro" ?
                Rozwiazało to Twoje problemy, poczułaś sie lepiej ?

                > Modne są teraz pojecia depresja, stres, coraz więcej ludzi ma problemy ze sobą.
                >
                > Czemu to negować? Tylko ktoś kto przezyje śmierć kogoś bardzo kochanego zrozumi
                > e
                > ten ból u drugiej osoby. Choć nie! Przepraszam! Tu na forum spotkałam takich
                > którzy nie przeżyli - ale postarali się zrozumieć. Współ- czucie. Współodczuwan
                > ie.

                Staram sie Ciebie zrozumiec. Moja ukochana przezyła cos podobnego jak Ty.Swego
                czasu wymieniła nawet z Toba kilka listow na tym forum. Wiem, w jakim stanie jest
                psychika takiej osoby.Na tej podstawie tez wiem jak reagować i rozmawiac z taka
                osoba.Przytulic, ale tez mobilizować.


                > > Trzeba wyjsc z kokona nazywajacego sie "jaka ja jestem nieszczesliwa". Na
                > > swiecie jest jeszcze mnostwo do zrobienia, do zobaczenia i do pokochania.
                > > Kazdy ma na tym swiecie swoj krzyz do dzwigania...
                >
                > Ja nie jestem w kokonie "jaka to ja jestem nieszcześliwa" - ale usmiech na
                > codzień ma swoją cenę. Nikt nie jest cały czas szczęśliwy. Ja musze czasem
                > wypłakac się, wylac swój ból - by móc znów usmiechać sie do ludzi i świata.
                > Wczytaj się co napisałam wcześniej. Zajrzyj na moje wątki "co robic gdy umiera
                > miłość życia" - ja dostrzegam piękno świata, dostrzegam ból innych ludzi - tera
                > z
                > bardziej niz kiedykolwiek!
                > Pisałam gdzieś chyba ze i tak jestem w dobrej sytuacji - mam rodzine, przyjació
                > ł,
                > mam gdzie mieszkać.
                > Stare indiańskie przysowie mówi: nie oceniaj kogoś jeśli nie chodziłeś cały dzi
                > eń
                > w jego mokasynach.

                "Zawsze mamy dość siły, aby znieść cudze nieszczęście."
                Francois de la Rochefoucauld. Dlatego ja zawsze bede w mniejszosci.

                Trzymaj sie.

            • mea25 Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka 24.05.02, 13:31
              Gość portalu: rezi2 napisał(a):

              > Coz, nie jestem w takiej sytuacji ja Inka, ale przedstawie swoje stanowisko w
              > tej sprawie.
              > Po pierwsze- nie ma czlowieka niezastapionego, nie ma milosci zycia. To
              > bzdury.Na swiecie zawsze znajdzie sie mnostwo ludzi, z ktorymi bedzie tak samo
              > wspaniale albo i lepiej.
              > Po drugie- Inka musi sie zastanowic, co dalej.Przede wszystkim ma dzieci,
              > wspolne zobowiazanie podjete z mezem. Chce przejsc na druga strone ?
              > Przepraszam, ale to zwykle tchorzostwo i egozim w stosunku do wlasnych dzieci.
              > Trzeba wyjsc z kokona nazywajacego sie "jaka ja jestem nieszczesliwa". Na
              > swiecie jest jeszcze mnostwo do zrobienia, do zobaczenia i do pokochania.
              > Kazdy ma na tym swiecie swoj krzyz do dzwigania...

              No cóż, jeżeli dzieci mają mamę, która żyje TYLKO dla nich, to należy współczuć
              tym dzieciom.
              Prawda jest taka, że nie powinno się oceniach czyjegoś życia i pragnień. Można go
              tylko rozumieć albo nie.

              • Gość: rezi2 Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka IP: 217.197.166.* 24.05.02, 14:26
                Oczywiscie, ze nie powinno sie oceniac.
                Wobec tego po co te listy ? Zeby mowic "jakas Ty nieszczesliwa, biedactwo" ?
                Ktos w koncu musi powiedziec - dosc lamentow, do przodu ! Współczuciem nie
                pomożesz.
                • mea25 Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka 24.05.02, 14:44
                  Ależ tak, można tak powiedzieć, ale bez akcentów pt. "bo teraz zachowujesz się
                  jak tchórz", ponieważ wtedy takiej rady nikt nie przyjmie.
                  Terapia wstrząsowa wobec śmierci bliskiej osoby nie zawsze (a raczej rzadko)
                  jest dobrym pomysłem.
          • Gość: Renka Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka IP: *.home.cgocable.net 25.05.02, 07:17
            Ja Inki nie pouczam, ona sama to wszystko napisala, ze chce sie jej do
            ksiezyca, ze zostawilaby dzieci spiace.. Wyrazilam moja na ten temat opinie.
        • Gość: inka_s Re: maj, księżyc, wspomnienia...Inka IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 24.05.02, 12:06
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Inka, jak mozesz wychodzic z domu z ukochanym , zostawiajac SAME dzieci, w
          > dodatku spiace.
          > Przeciez twoje dzieci to twoj ukochany, to jego krew, jego oczy, brwi, sposob
          > wypowiadania sie. On TYLKO te dzieci zostawil po sobie, zebys je wychowala za
          > was oboje.To one sa przedluzeniem jego zycia. Jak mozesz mowic, ze jest ci
          > obojetne, ze obowiazki, ze sie zmuszasz..a tu z nienacka na spacer ksiezycowy
          > bys sie wybrala..
          > Moze to hormony ci do glowy uderzaja, moze pora na znalezienie sobie jakiegos
          > panaceum na te rozbujale wiosna hormony.

          Nigdy nie wyszłąś do ogrodu noca by z ukochanym patrzec w gwiazdy gdy dzieci
          spały? Współczuję. Pośpiesz się - ja z moim ukochanym juz nigdy...
          Zostawił nie tylko dzieci - zostawił mnie rodziców, przyjaciół. Jest zawsze w
          moim sercu, czasem czuje go prawie namacalnie!
          Dziwisz się że trzeba sie zmuszać do życia? w mojej sytuacji? Zajrzyj na
          forum "depresja" - tam poczyttajk ż eludzi enawet bez tak namacalnych powodów nie
          maja ochoty życ.
          A ja chciałąbym żyć ale... część mojego życia juz jest TAM - pół mej duszy- a
          pół ciała w grobie (wg powiedzenia że przyjaźń to jedna dusza w dwóch ciałach, a
          miłość to dwie dusze w jednym ciele....)
          pa Renko, miłych spotkań z duchami
      • Gość: jas Re: maj, księżyc, wspomnienia... IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 11:41
        'moja sila zycia jest nadzieja na smierc'

        Moja tez. Co prawda zostalem sam i nawet kontaktu z dziecmi nie mam, ale
        samobojstwa nie popelnie, wole zyc dla ludzi i zblizac sie wlasciwie w strone
        smierci. Nie, zebym bal sie jakichs kar. W to nie wierze, ale wierze ze czas
        tutaj dany jest po to zeby moc cos w sobie zmienic, zanim wroci sie tam. A jak
        wroce tam, to zeby nie dac sie z powrotem wcielic w to co tutaj. Sa lepsze
        swiaty do przezywania. Trzeba sie tylko odczarowac od milosci przemijania.
        • Gość: inka_s nadzieja IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 24.05.02, 11:56
          nadzieja na śmierc dla wielu jest jedyną

          każdy z nas odejdzie z tego świata - ja też nie myśle o samobójstwie
          czemu ludziom taki tekst kojarzy się na ogół z samobójstwem?
          zatraciliśmy w kulturze zachodu kulture umierania - byłą tu kiedyś taka dyskusja
          boimy sie śmierci - bo boimy sie utracić to co tu mamy
          jeśli to odrzucimy - mierc może by upragnionym wydarzeniem
          czeka się na nia jak na powrót do domu po długiej podróży
          nie przyśpiesza się jej - al ejest się gotowym ja przyjąć z radoscią
          dziwne???
          • Gość: Malwina Re: nadzieja IP: *.abo.wanadoo.fr 24.05.02, 15:04
            nie potrafilabym plodzic publicznie literatury w takim smutku. Ale ja to ja. Fakt ze o tym mowicie na
            forum, obydwie znaczy pewnie ze jestescie na dobrej drodze w kierunku ...zycia.
            A niektorym komentatorom mam ochote powiedziec : dajcie im czas na przejscie zaloby.
            • Gość: Nell Re: nadzieja IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 24.05.02, 19:19
              Bardzo Ci wspólczuje, Inko...Ale to co piszesz, jest uzalaniem się nad sobą, a nie wyrazem zaloby po
              stracie meza. Weź się w garść masz dzieci!! Co sie stalo, to sie nie odstanie, trzeba zyc , a nie
              wyczekiwac smierci, swoim postepowaniem unieszczesliwiasz tylko swoje corki...nie kochasz ich??
              Ja osobiscie nigdy nie chcialabym umrzec równoczesnie z moim mezem (chociaz bardzo
              go kocham), bo co zrobilby nasz synek sam, na tym zlym swiecie?? Musimy sie pogodzic z tym, ze
              nasi ukochani odchodza, takie jest zycie i los ludzki. Trzeba stawic czoła zyciu, a nie poddawac sie
              apatii..
              • roseanne NEll, troche umiaru 24.05.02, 19:29
                twoje uwagi sa nie na miejscu, wiec daruj sobie, prosze.
                moim skromym zdaniem INKA ma pelne prawo do uzalania sie, jak to niefortunnie
                nazwalas.
                • nell26 Re: NEll, troche umiaru 24.05.02, 19:42
                  Nie chcialam nikogo urazic.
                  Ona ma przede wszystkim dzieci!! A poza tym posty utrzymane w takim klimacie jak jej nie mozna
                  inaczej nazwac, jak uzalaniem sie nad soba. Teraz Inka jest przede wszystkim matka, a nie
                  romantyczna kochanka.
                  Ja naprawde jej bardzo wspolczuje, ale jest WIELE kobiet w jej sytuacji, zycie nie glaszcze nikogo.
                  Moja babcia i kuzynka tez zostaly same z malenkimi dziecmi.
                  Naprawde, ja Inki nie potrafie zrozumiec, gdy np jade z moim mezem samochodem, to modle sie
                  bysmy nie mieli wypadku i zebysmy nie zgineli razem, rownoczesnie, bo co wtedy zrobi nasz maly
                  synek?? Kto go wychowa??
                  • Gość: sylwia Re: po prostu rozumiem IP: *.osmez.eu.org / *.gazeta.pl 24.05.02, 20:36
                    nell26 napisał(a):
                    gdy np jade z moim mezem samochodem, to modle sie bysmy nie mieli wypadku i
                    zebysmy nie zgineli razem, rownoczesnie, bo co wtedy zrobi nasz maly
                    > synek?? Kto go wychowa?? >


                    Doskonale rozumiem taka postawę.
                    Ja też, przez wiele lat, kiedy z mężem stale poruszalismy się
                    samolotami, wyznawalismy zasadę nigdy jednym lotem razem.
                    Własnie z myśla o naszych dzieciach, że gdyby nie daj Boże coś,
                    to niech te dzieciaki maja chociaz jedno z rodziców.

                    Do autorki wątku mam wiele wspólczucia, rozumiem jej bol.
                    Smierć twojego męża nie była bez sensu.
                    Zadna smierć nie jest bezsensowna i kiedy to sobie uswiadomimy, nasze
                    cierpienia zmieniaja sie na lzejsze.


                    • Gość: dodo co jest zlego... IP: 209.226.65.* 24.05.02, 21:26
                      ...w uzalaniu sie nad soba?
                      nie mowie 24x7 ale od czasu do czasu to chyba nawet zdrowe - pogrzebac
                      w roznych zaszlosciach, pomyslec o sobie w kategoriach "slaba, zmeczona,
                      samotna, tragiczna, smutna, rozalona i co tam jeszcze komu przyjdzie do glowy".
                      przeciez nikt nie jest czlowiekiem z marmuru, zelaza i stali - zreszta, czy
                      fajnie byloby z takimi ludzmi zyc?
                      kiedy trzeba sie wziac w garsc (praca, ulica, odrabianie lekcji z dziecmi,
                      obiad u tesciow) to wiekszosc z nas "sie bierze", ale przeciez musi byc ten
                      czas na lzy, tesknote, rozslimaczenie - inaczej to to wszystko przestaje
                      byc "human".
                      a ze sie niektorym zdarza uzalanie bez powodu czy dluzej niz innym - to co? kto
                      ma prawo to oceniac i wyceniac? jedyne, czego uzalajacy sie potrzebuje, to
                      najczesciej czystej chusteczki do nosa, moze kieliszka wina i jakiegos
                      odbiorcy - realnego czy takiego na forum...
                      kopa w pupe na zachete do dzialania to mozna dac komus, kto jest leniwy ale nie
                      komus kto cierpi! cierpienie jest zawsze indywidualne i nie wolno go traktowac
                      jak "zjawiska".
                      placz wiec, inko. placz, isabelle.
                      "...wszak lzy to rzecz niewiescia..." - w najlepszym tego okreslenia znaczeniu,
                      czyli w odniesieniu do glebokosci przezyc.
                      • nell26 Re: co jest zlego... 24.05.02, 21:39
                        W uzalaniu sie nad soba nie ma nic zlego, pod warunkiem , ze to jest forma terapii, a nie sposob na
                        zycie. Musi pamietac, ze sa dzieci i musi (a nie moze) sprostac zadaniu bycia im matka i ojcem. One
                        maja tylko ja.
                        • Gość: dodo Re: co jest zlego... IP: 209.226.65.* 24.05.02, 21:43
                          jak mawiaja niemcy "jedyne, co czlowiek musi, to musi umrzec" wszystko inne
                          ewentualnie moze.
                          i to cala uroda wolnego wyboru - moge cierpiec ale moge tez zobojetniec, moge
                          tesknic ale moge tez rzucic sie wir obowiazkow i przyjemnosci by zapomniec,
                          moge sie skupic na dzieciach ale moge tez sie skupic na sobie.
                          i komu oceniac takie wybory?
                          na pewno nie nam, stojacym z boku. my mozemy tylko po prostu byc, stac z boku,
                          podsuwac te rekawy do wyplakiwania sie i zachowac umiar w ocenianiu, dawaniu
                          dobrych rad lub rozkazow typu "musi".
                          • nell26 Re: co jest zlego... 24.05.02, 21:54
                            Przepraszam, nie powinnam oceniac..
                            Ale wg. mnie dzieci to nie tylko dodatek do "romantycznej milosci", ale osoby wg. ktorych cos MUSIMY.
                            Na tym koniec wywodow i chcialam jeszcze napisac, ze naprawde nie chcialam nikomu sprawic
                            przykrosci.
                          • Gość: inka_s dodo- dzięki! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 24.05.02, 22:46
                            dodo!
                            właśnie tak
                            dzięki zyczliwym za rady - i ja i pewnie Isabelle WIEMY to wszystko
                            wiedzieć - ni eznaczy ZGODZIC sie na to od razu
                            Nie zycze NIKOMU by znalazł się w takiej sytuacji jak my.
                            Ale z wypowiedzi na forum - także w tych moich starych wątkach - od razu widac
                            kto ma większe doświadczenia życiowe, kto przył osobisci jakieś trudne chwile -
                            a jeśli nie przezył- to kto potrafi wczuć się w nasze położenie.
                            My nie chcemy litości.
                            Potzrbujemu czasu - i życzliwego słuchacza, który nie udziuela nam -wybaczcie-
                            głupich rad w stylu "weź się w garść masz dzieci".
                            MY JESTEŚMY NAJBARDZIEJ ŚWIADOME ZE JESTEŚMY DLA DZIECI NAJWAŻNIEJSZE
                            Ale nie jedyne!!
                            To głupie mówic dzieci mają tylko ciebie. Nie. Maja dziadków, babcie, ciocie ,
                            wujków - także "przyszywane". Nie są skazane na matke która musi się uporac ze
                            swym bólem.
                            Dla mnie i Isabelle to dopiero 4-5 miesięcy.
                            Jak wiele czasu trwało wyznaczanie przez was celu w zyciu?
                            Tak szast prast i juz?
                            Do Nell26 i rezi2 - czy plany na życie robiliście w ciągu jednego tygodnia?
                            Czy zdajecie sobie sprawę że w zwiazku plany na przyszłość budowane są zawsze z
                            uwzglednieniem drugiej osoby? I gdy po latach małżeństwa zabraknie jednej osoby
                            to wali się cała konstrukcja bo brak połowy fundamentu? To da się odbudowac.
                            Ale my na razie UPRZĄTAMY GRUZY.
                            Nie potrzebujemy na dobrych rad jak budować, że mamy szukać projektu nowej
                            budowli.
                            Jeszcze nie czas na to.

                            A dodo to baaardzo mądry ptak! To o takich jak ty pisałam że maja mądrość
                            życiową - i że jest ich coraz mniej.... Dzięki czemu psychoanalitycy i inne
                            takie stwory robia kariery.....
                            Pozdrowienia od inki_samej
                            • Gość: Nell Re IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 25.05.02, 09:17
                              "Do Nell26 i rezi2 - czy plany na życie robiliście w ciągu jednego tygodnia?
                              Czy zdajecie sobie sprawę że w zwiazku plany na przyszłość budowane są zawsze z
                              uwzglednieniem drugiej osoby? I gdy po latach małżeństwa zabraknie jednej osoby
                              to wali się cała konstrukcja bo brak połowy fundamentu? "

                              Sluchaj, doskonale cie rozumiem, ale nigdy posiadajac dziecko, nie moglabym napisac, ze
                              chcialabym umrzec, by polaczyc sie z ukochanym...mam nadzieje, ze tak naprawde nie myslisz...
                              Przepraszam za glupie rady...( czyt. - nie po twojej mysli)
                              • Gość: weronika Re: Re IP: *.kopernik.gliwice.pl 25.05.02, 10:38
                                wiesz co Nell myslę, że pewien czas określony np. przez koscił dotyczacy czasu
                                żałoby ma swoje uzasadnienie
                                każdy ma prawo nosic w sobie żałobę i ja przeżyc a ty nie masz prawa odbierać
                                komuś tego prawa. Dużo gorzej byłoby gdyby inka schowałaby to gdzies głęboki i
                                nie rozpaczała bo odbiłoby się to na niej w postaci nerwicy lub innych
                                problemów. Z tego co zrozumiałam to ona nie chce teraz umrzeć tylko śmierc jawi
                                sie jej jako możliwość połączenia z mężem. Czytaj całość wypowiedzi i nie
                                wyrywaj zdań z kontekstu.
                                Strata kogoś bliskiego to traumatyczne wydarzenie które potrafi zmienić
                                osobowość, wymaga przebudowania spojrzenia na świat i poukładania wszystkiego
                                na nowo. Takie teksty jak twoje świadczą albo o bardzo młodym wieku albo
                                niedojrzałośći braku delikatności
                                • Gość: Nell Re: Re IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 25.05.02, 10:57
                                  Gość portalu: weronika napisał(a):

                                  > wiesz co Nell myslę, że pewien czas określony np. przez koscił dotyczacy czasu
                                  > żałoby ma swoje uzasadnienie
                                  > każdy ma prawo nosic w sobie żałobę i ja przeżyc a ty nie masz prawa odbierać
                                  > komuś tego prawa.

                                  Gdzie ja napisalam, ze żaloba Inki jest czyms zlym?? Prosze, wskaz mi ten fragment...

                                  Dużo gorzej byłoby gdyby inka schowałaby to gdzies głęboki i
                                  > nie rozpaczała bo odbiłoby się to na niej w postaci nerwicy lub innych
                                  > problemów. Z tego co zrozumiałam to ona nie chce teraz umrzeć tylko śmierc jawi
                                  >
                                  > sie jej jako możliwość połączenia z mężem. Czytaj całość wypowiedzi i nie
                                  > wyrywaj zdań z kontekstu.

                                  Alez ja czytalam calosc tego watku, przyznam sie, ze poprzedniego nie czytalam.

                                  > Strata kogoś bliskiego to traumatyczne wydarzenie które potrafi zmienić
                                  > osobowość, wymaga przebudowania spojrzenia na świat i poukładania wszystkiego
                                  > na nowo.

                                  Niesamowite....

                                  Takie teksty jak twoje świadczą albo o bardzo młodym wieku albo
                                  > niedojrzałośći braku delikatności

                                  cios w samo serce mi zadalas...

                                  • Gość: tess Re: Re IP: *.proxy.aol.com 25.05.02, 15:41
                                    kazdemu wolno patrzec na ta sytuacje jak chce, inaczej zreszta nie moze,
                                    na pewno wyrazona tutaj zostala przede wszystkim troska o dziecko i koniecznosc
                                    wzniesienia sie ponad bole utraty. To ze kosciol, zaloba, to inna sprawa.
                                    Kosciol pod swieta poganskie tez umial sie podszyc. Najzwyklejsza potrzeba
                                    ludzka do zaakceptowania tego co niemozliwe. Acha, czyzby takie hopo hop
                                    przejscie nad faktem utraty kogos kochanego nie swiadczyloby raczej o tym ze
                                    sie go nie kochalo? nie swiadczyloby to o tym ze nie umialo sie traktowac
                                    swojego milego po ludzku, lecz jako przedmiot sluzacy MOIM dzieciom? To raczej
                                    swiadczyloby wlasnie o niedojrzalosci ludzkiej. Jakze czesto wlasne dzieci
                                    bywaja przedluzeniem wlasnego ego.
                                    • kwieto Re: Re 25.05.02, 17:07
                                      Nie zgadzam sie, ze szybkie przejscie do porzadku dziennego ze strata kogos
                                      kochanego to jest przedmiotowe traktowanie go. To zalezy od psychiki, od
                                      wyznawanych wartosci. Ja na przyklad "promuje" niezaleznosc, ktora chcialbym
                                      utrzymac rowniez w zwiazku. Traktowanie partnera nie jako ostoje i wsparcie,
                                      ale raczej kumpla, osobe bliska, ale bez calego ciezaru jaki czasem sie wyczuwa
                                      gdy ktos okresla druga osobe "to jest moja milosc".
                                      W efekcie praktycznie nie przywiazuje sie do ludzi, nie potrafie, nie umiem
                                      tak. znajomi sie zmieniaja, przyjaciele rozjezdzaja sie po swiecie, zostaja
                                      zastapieni innymi... Tak jest tez z miloscia, cenie, kocham i chce byc z dana
                                      osoba - ale jesli jej zabraknie - mysle, ze bol zwiazany ze strata bedzie
                                      stosunkowo krotki, zwykle dosc szybko udaje mi sie otrzasnac.

                                      Tak wiec, podejscia moga byc naprawde rozne, i nie mozna mowic, ze ktores z
                                      nich jest bardziej, a drugie mniej sztuczne czy wyrachowane. Po prostu zbyt
                                      roznia sie podstawowe zalozenia relacji ja<>swiat, zeby mozna bylo w ogole to
                                      jakos porownac.
                                      • Gość: tess Re: Re kwieto IP: *.proxy.aol.com 25.05.02, 18:42
                                        obca Ci wiara w unikalnosc i niepowtarzalnosc czlowieka,
                                        skoro tak latwo mozesz sobie zastapic osobe 'rzekomo' kochana.
                                        Twoja niezaleznosc, jaka tu promujesz, jest dobra dla kobiet ktore nie pragna
                                        milosci, tylko wlasnosci, swawoli i baraszkowania. No to hulaj, chlopczyku!
                                        • kwieto Re: Re kwieto 25.05.02, 19:00
                                          Dlaczego obca? Kazdy jest unikalny i kazdy jest jedyny w swoim rodzaju.
                                          Wszystko zalezy od tego jak szeroki masz "margines tolerancji" na druga osobe.
                                          Im mniejszy, tym z mniejsza iloscia osob jestes w stanie wspolzyc.

                                          Natomiast o ile z baraszkowaniem sie zgodze, to co do wlasnosci zupelnie sie
                                          nie zgadzam. Gdyby tak bylo, naczelnym moim celem bylby szybki slub i
                                          ubezwlasnowolnienie danej dziewczyny. A ja wrecz obsesyjnie pragne dac do
                                          zrozumienia, ze dziewczyna moze odejsc kiedy tylko zechce, i ze nie powinna
                                          czuc w stosunku do mnie zadnych zobowiazan. I gdzie tu poczucie wlasnosci?
                                          • Gość: tess Re: Re kwieto IP: *.proxy.aol.com 28.05.02, 01:17
                                            z tym przywiazaniem i kumpelstwem, czyli nie przywiazywaniem to roznie moze
                                            byc. Czasem nie przywiazywanie sie do kogos jest najzwyklesza pielegnacja
                                            wlasnego egoizmu, nie dopuszczajacego do swojego swiatka zadnej rzeczywistej
                                            innosci, w obawie przed czym? No czego sie tak boja ci zabezpieczacze
                                            nienaruszalnosci wlasnosci bytu? Lawirujesz i kluczysz czysta logika, jakby to
                                            ze cos jest czarne znaczylo ze koniecznie nie moze byc biale. A potem sam
                                            uzywasz argumentu wzglednosci i kompleksowosci, w zaleznosci od sytuacji.
                                            Ekwilibrystyka i zonglerka slowna, a jaka w srodku Twoja intencja? Moze sam
                                            otorbiles sie po milosnych upadkach? Uwazaj bo to moze byc pozadliwym wyzwaniem
                                            dla odwaznych demonic.
                                            A poza tym jak mozna nie przywiazac sie do kogos z kim jestem na codzien? to
                                            nie lada sztuka. Jak Ty to robisz, kwieto? Mieszkacie oddzielnie, czy jestes
                                            sam, a w sytuacji wymagajacej odpowiedzialnego zadecydowania, wychodzisz 'po
                                            francusku'?A czy wedlug Ciebie istnieje zwiazek malzenski ktory jest wylacznie
                                            kumpelstwem? Czy w ogole jest jakas roznica miedzy kumpelstwem (mniemam:
                                            przyjaznia) a malzenstwem?
                                            • Gość: tess Re: Re kwieto IP: *.proxy.aol.com 28.05.02, 01:41
                                              kwieto, jeszcze jedna sprawa. Skoro dla Ciebie partner w zwiazku to kumpel, bez
                                              przywiazywania, to chyba pomylilem sie utozsamiajac to slowo z przyjaznia, bo z
                                              tego co Ty twierdzisz wynika, ze kumpelstwo to cos jeszcze bardziej luznego niz
                                              nawet przyjazn, ktora, jakby nie bylo jest tez pewna mocna wiezia emocjonalna.
                                              A zatem 'wsyzstkie chwyty dozwolone', byleby nie cierpiec?
                        • Gość: inka_s maja tylko mnie? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.05.02, 23:29
                          nell26 napisał(a):
                          > W uzalaniu sie nad soba nie ma nic zlego, pod warunkiem , ze to jest forma ter
                          > apii, a nie sposob na
                          > zycie. Musi pamietac, ze sa dzieci i musi (a nie moze) sprostac zadaniu bycia i
                          > m matka i ojcem. One
                          > maja tylko ja.

                          Oj Nell, dzieci maja na szczęście na ogół nie tylko rodziców.
                          Tyle się mówi w naszych czasach o rozkładzie rodziny, że to przezytek. Tak, są
                          patologiczne rodziny - czasem te tak zwane "przyzwoite" są też straszne.
                          Ale są normalne kochające się rodziny. Takie które są wsparciem dla kazdego ze
                          swych członków. Nie takie tylko mama+tata+dzieci, prawdziwe rodziny z dziadkami,
                          ciotkami, ciotecznym rodzeństwem, kuzynami i przyszywanymi wujami. I każdy kto ma
                          szczęście być w takiej rodzinie wie jak wiele daje świadomość takiej wspólnoty.
                          M.in. dlatego mogę pisac o swej śmierci. To że jestem jedynym żyjącym rodzicem
                          moich dzieci byłoby dla mnie dużym obciązeniem psychicznym gdyby nie... No
                          właśnie - świadomość że jeśli cos mi sie stanie- choroba, wypadek, nagła śmierć ,
                          kalectwo - moje dzieci nie będą w domu dziecka! Bo ja nie jestem JEDYNYM ich
                          oparciem! One maja nie tylko mnie - maja RODZINĘ.
                          I dlatego jestem szczególnie wdzięczna moim rodzicom że nie tylko dali mi
                          rodzeństwo (a raczej mnie rodzeństwu :o)) ale tak nas wychowali że jestesmy sobie
                          nawzajem potrzebni. Głównie emocjonalnie a nie materialnie - ale gdy trzeba to i
                          tak.
                          A mogli wybrac wygode, więcej swobody, więcej pieniedzy, mogli zabić nienarodzone.
                          Wybrali trud i miłość.
                          Na szczęście.
                          • Gość: Nell Re: maja tylko mnie? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.05.02, 09:30
                            Na wstepie Inko pozdrawiam cie, i zycze jeszcze wiecej sily niz masz. Oczywiście, ze twoje dzieci maja
                            dziadków, kuzynki, przyszywanych wujków, ale myslisz, ze dla nich by bylo to samo, co miec ciebie?
                            Napisałam gdzies , ze zawsze jadac z moim mezem, modle sie, bysmy nie zgineli razem, bo kto
                            wychowa naszego synka?? Naprawde , nasze dziecko ma wspanialych dziadkow, ktorzy z pewnościa
                            wychowaliby go na porzadnego czlowieka. Ale to nie jest to samo. Nim zostalam matka tez chcialam
                            umzec rownoczesnie z najukochansza mi osoba- moim mezem, ale gdy pojawil sie moj syn, cale
                            zycie uleglo przebudowaniu, poczulam ogromna odpowiedzialnosc za moje dziecko, a np. smierc na
                            zyczenie rownalaby sie porzuceniu go..( to bylo, co ja mysle, jak bym postapila...)
                            Ja naprawde bardzo, bardzo ci wspolczuje, tylko dlatego zabralam glos w tym watku( teraz zaluje),
                            bo troche mnie obruszyl twoj stosunek do dzieci,(moze cos zle zrozumialam, lub nie doczytalam) eh
                            zreszta sama nie wiem jakbym sie zachowala w obliczu takiej tragedii jaka ciebie spotkala, pewno tez
                            bym byla w strasznej depresji..
    • Gość: inka_s w Dzień Matki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.05.02, 23:40
      Dziś jestem w lepszym nastroju więc moge napisac nie smęcąc za bardzo.
      Przejrzałam jeszcze raz posty w tym wątku - zwłaszcza mój pierwszy.
      I wiecie co?
      Ten mój post wacale nie był taki użalajacy się nad soba!
      Tak się zastanowiłam dlaczego niektórzy rzucili się na niektóre części mojej
      wypowiedzi! Że tęsknie, że chciałabym byc razem z ukochanym... Że marzy mi się
      jeszcze raz iść z nim ręka w ręke pod gwiazdami.
      A co w tym dziwnego??
      Rezi który pisał że się użalam i tchórzę - nie zauważył nawet że pisze o tym że
      się śmieje że na codzień, że na pozór wszystko jest OK. I to jest ta apatia
      która ktoś mi zarzucał? Przecież ja nie leżę w łóżku gapiąc się w sufit. Co
      dzień walcze ze swymi uczuciami. To że ŻYJĘ jest całkiem sporym sukcesem. Nigdy
      nie zapomnę oczu mojej mamy gdy stanowczo stwierdziłam że nie chce by ktos u
      mnie nocował - gdy świeżo dowiedziałam sie o śmierci męża. Widziałam w jej
      oczach strach czy nie zabije się. A jednak pozwoliłam mi zrobic jak chciałam. A
      ja rano jak tylko wstałam zadzwoniłam do niej. Byłam jej to winna.
      Jak wiele osób od razu reaguje prawie agresywnie na moje stwierdzenie że śmierć
      nie wydaje mi się złem w mojej sytuacji. No bo przecież ja mam dzieci!
      A co z osobami które straciły kogoś - a dzieci nie mają? Czy im powiedzieliby -
      a, skoro tak to nie ma sprawy, zabij się? Bez sensu.
      Część osób reaguje na mnie tak jakbym została zredukowana do roli matki. TYLKO.
      Dla różnych osób małżeństwo to zupełnie różne sprawy. Niektóre kobiety w mojej
      sytuacji odetchnęły by z ulga. Bo dla nich mąż to zbędny dodatek do dzieci. Bo
      dla nich rodzina to one i dzieci +mąż. Te które mają kochanków ucieszyłby się
      bo miałyby z głowy problem... Bite i katowane przez mężów miałby jak w raju -
      zyskałby wolność.
      Śmierć partnera nie dla każdego będzie nieszczęściem. Z różnych powodów.

      Dla mnie była to utrata ukochanego- i utrata jednego z dwojga najblizszych
      przyjaciół. A to drugie jest pół świata stąd.

      A co do pytań czy wolę posty w stylu "jakaś ty biedna, litujemy sie nad toba" -
      jeśli pisze takie pełne żalu listy to znaczy że znowu mam gorszy DZIEŃ. Albo
      noc. A nie że ja tak cały czas żyję. Bo wtedy mnie w ogóle nie byłoby na forum.
      Albo by mnie w ogóle nie było. Sa momenty kiedy musze sie wykrzyczeć. Na forum
      trafiłam bo chciałam krzyczeć wtedy na cały świat o swojej stracie. A nie
      chciałam wyjść na ulicę i drzeć się: czemu wy żyjecie a on nie?!
      BO wtedy na pewno by mnie zamknęli... :o))
      A tak dzięki wywnętrzeniu się wtedy na forum (zaraz po pogrzebie, w
      styczniu...) przezyłam. Nawet pomogłam chyba troche paru osobom... :o))

      Więc łaskawie prosze tym co chca mi dawać kopa żeby mnie zmobilizować - weźcie
      na wstrzymanie i ugryźcie sie w język.

      10 lat temu to ja byłam w sytuacji pocieszacza dla kogoś kto przezył śmierć
      bliskiej osoby. W BARDZO przyrych okolicznościach. I do głowy by mi nie
      przyszło pocieszać ja tak jak robia tu życzliwi i barzdo
      niezręczni "specjaliści od recept". Byłam słuchaczem, oglądaczem, zdjęc,
      opwiadaczem o tym co odszedł. Po prostu byłam.
      Czego Wam i sobie zyczę.

      A - Isabelle - lepiej piszmy na priva jak nas smutek dopadnie...
      Ja odpisałam tu bo wiem ze są tu tacy co chca wiedzieć co u mnie słychać, a nie
      chca mnie zaczepiać n aforum ani prywatnie. :o)
      Pozdrawiam ich wszystkich - juz wy wiecie o kogo chodzi! :o)))
      • Gość: Renka Re: refleksja IP: *.home.cgocable.net 28.05.02, 06:41
        Przykro mi to czytac, ale wyszlo na to, ze napisalas za duzo. Trzeba bylo sie
        utulic w zalu prywatnie. Bo jak sie ze sprawa delikatnej natury wchodzi na
        forum, to trzeba sobie zdawac sprawe z tego, ze mnostwo tu ludzi przypadkowych
        i nie wiedza nic o twojej historii, co wcale nie jest przeszkoda w
        wypowiedzeniu sie przez nich na twoj temat. Kazdy ma prawo tu wejsc i
        powiedziec swoje zdanie.A ja prywatnie ci bardzo wspolczuje i nie rozumiem, bo
        nie przezylam tego co ty . Znam natomiast osobe, ktora przezyla, a nie
        przeszkodzilo to jej miec nastepnych trzech mezow, ktorych kochala.
Pełna wersja